Czy mężczyzna w dzisiejszym świecie potrzebuje pomocy? Skąd pomysł na służbę wśród mężczyzn?
Bogdan: Kiedy razem z Joanną zdaliśmy sobie sprawę, jak według Biblii powinno wyglądać małżeństwo, zapragnęliśmy jak najwięcej się uczyć. Pojechaliśmy na pewną konferencję. A ponieważ bardzo lubimy czytać, zakupiliśmy tam książkę Edwina Louisa Cole’a Maksimum męskości. Książkę wręcz wyrywaliśmy sobie z rąk. Mówiliśmy: „Hej, zobacz, to dokładnie to, z czym mamy problem”.
Byliśmy zachwyceni, że ktoś podjął to wyzwanie i poukładał tematycznie pewne zagadnienia, z którymi ludzie się zmagają. Kiedy to przeczytałem, sam stwierdziłem, że rzeczywiście, w dzisiejszych czasach głównym wyzwaniem są mężczyźni.
Przypomina mi się film Braveheart – Waleczne Serce. Pytam czasem kobiety, które narzekają na mężczyzn, czy chciałyby mieć za męża takiego mężczyznę. Jak główny bohater, William Wallace, grany przez Mela Gibsona. Niewiele kobiet odpowiada, że taki mężczyzna ich nie interesuje. Pytam siebie: Co on takiego w sobie ma?
Braveheart – Waleczne serce. Co. on takiego w sobie ma?
Czy przypadkiem problemem nie jest to, że mężczyźni nie odnajdują swojego powołania i przez to uniemożliwiają kobietom wejście w ich powołanie? Wallace ma trzy charakterystyczne cechy: ma poczucie własnej wartości i nie musi szukać potwierdzenia tego u innych. Zna swoją tożsamość. I w końcu, ma cel, do którego dąży. Nie musi tego ciągle potwierdzać jakimiś quasi-osiągnięciami, nie musi zmieniać samochodu…
Kobieta czuje, że może być niezwykle ważną częścią tego życia. On się o nią troszczy, chroni ją, podejmuje inicjatywę i rozwiązuje problemy. Ale najlepszym przykładem męskości w historii jest Jezus – On jest doskonałym mężczyzną.
Dlaczego więc „prawdziwy mężczyzna” nie wzoruje się na Jezusie?
Bogdan: Kiedy ludzie myślą o Panu Jezusie, często mają wyobrażenie po prostu bardzo miłego człowieka. W kościele bardzo dużo mówi się dzisiaj o więzi z Jezusem. Dużo mówimy o łagodności i miłości. To prawda, Bóg posiada te cechy i przekazał je nam. Ale są też cechy, o których rzadko mówimy.
Rzadko mówi się o fragmencie biblijnym, który opisuje, jak Jezus skręcił bicz i wyrzucił przekupniów ze świątyni. Nie cytuje się wersetów, które mówią, że Jezus popatrzył na kogoś z gniewem. Pan Jezus nie był „grzecznym” w naszym rozumieniu. Mówił prawdę i ta prawda była trudna do przyjęcia dla wielu ludzi – wtedy i dzisiaj.
Był też waleczny, a pewnego dnia powróci jako groźny bohater na białym rumaku. Tego dnia nie będzie „miłym facetem”. Jestem przekonany, że zafałszowany obraz zniewieściałego Jezusa to przeszkoda, by mężczyźni chcieli się do Niego upodabniać.
Czyli Jezus był w pełni mężczyzną?
Joanna: Myślę, że są sytuacje, w których Jezus był miły i uprzejmy. I takiego też dał nam Ducha. Były takie momenty, kiedy Jezus był ostry, zdecydowany i nieugięty. Mówił i robił trudne rzeczy. Jest Panem i Królem. Są takie sytuacje, kiedy mężczyzna musi być twardy i radykalny. Jak Jezus.
On był nieugięty, kiedy łamano wolę Jego Ojca. Jak choćby wtedy, gdy ze Świątyni – miejsca modlitwy – zrobiono targowisko. Ale są i takie sytuacje w naszym życiu, w których powinniśmy zachować łagodność Ducha, jakiego dał nam Bóg. Czasem mamy wszystkich dosyć, ale Duch Święty podpowiada nam: „Nie. Okaż uprzejmość i miłość”.
Bogdan: Musimy jako mężczyźni wiedzieć, jak się zachować w poszczególnych sytuacjach. Kiedy raz grałem z synem w piłkę, on przewrócił się i uderzył głową o kamień. Rozpłakał się. Podbiegła do niego pewna kobieta ze słowami: „Nie płacz, mężczyźni nie płaczą”. To nie jest prawda.
Biblia podaje, że prawdziwi mężczyźni, tacy jak Jezus, również płaczą. Jezus zapłakał przy grobie Łazarza. Fałszywe wyobrażenia o tym, co to znaczy być mężczyzną i jaki jest Jezus wpływają na postrzeganie dzisiejszych mężczyzn i wychowanie młodych chłopców. Zbyt często oczekuje się, żeby mężczyzna był cichym, spokojnym gościem. Który siedzi w ławce, nie zabiera głosu, nie zadaje trudnych pytań, nie kwestionuje i tak dalej.
To powoduje, że mężczyźni czują się nieswojo, bo nagle muszą wyrzec się tego wszystkiego, co wydaje im się męskością. I mają rację, bo takimi ich stworzył Bóg. Mężczyźni wolą razem działać niż rozmawiać.
Uważasz więc, że to zafałszowany obraz Pana Boga, sprawia, iż na ogół mężczyźni niechętnie chodzą do kościoła?
Bogdan: Jest wiele czynników, które sprawiają, że mężczyźni niechętnie chodzą do kościoła. Jednym z nich jest promowanie przeciętności. Jeśli jesteś wybitny w jakiejś dziedzinie, to nie jesteś zbyt lubiany. Dlaczego w kościele brakuje dyscypliny moralnej? I brakuje braterstwa i męskości?
Jeśli nie będzie przywódcy, który pokaże mężczyznom prawdziwy obraz Jezusa, to mężczyźni będą omijać kościół szerokim łukiem. Musimy uczyć się pracy z mężczyznami od Mistrza – Jezusa. On robił to świetnie – był z tymi mężczyznami na co dzień. Uczył ich jak się modlić, tłumaczył im trudne kwestie, był z nimi w czasie burzy, nakarmił cztery tysiące ludzi.
Oni zadawali trudne pytania Jemu, a On im odpowiadał. Moim ogromnym pragnieniem jest, aby każdy mężczyzna miał kogoś, od kogo się uczy (tak jak Tymoteusz miał Pawła), z którym współpracuje (tym dla Pawła był Barnaba) i których prowadzi (tak jak Paweł uczył Tymoteusza, Tytusa czy Sylasa).
Czy twoim zdaniem przeciętny mężczyzna potrzebuje męskiej przyjaźni?
Bogdan: Z przykładu Jezusa widzimy, że większość apostołów była Jego przyjaciółmi. To były relacje oparte na przebywaniu ze sobą w różnych sytuacjach. Oparte na trudnych pytaniach i trudnych odpowiedziach.
Wydaje się, że jako mężczyźni często potrzebujemy konfrontacji. Uczymy się poprzez ścieranie ze sobą. Rzadziej – na zasadzie wymiany poglądów. Bez więzi z innymi mężczyznami nie jesteśmy w stanie funkcjonować. Potrzebujemy rady, mądrych pytań, które ktoś nam zada, wzajemnego wsparcia.
Można by książkę napisać…
Bogdan: I wiele napisano. Dlatego, że mężczyźni nie lubią sami pytać, wymyślono przewodniki samochodowe, GPS, poradniki, jak naprawić coś w domu oraz masę innych „ułatwiaczy” – tylko po to, żeby mężczyzna nie musiał zadawać pytań, żeby mógł powiedzieć, że „tymi rękami” wszystko zrobił.
Joanno, jak ty jako żona odnajdujesz się w służbie wśród mężczyzn? Czy jest to tylko „przygoda Bogdana” i czy może też twoja?
Joanna: Pan Bóg ma dla każdego człowieka swój cel i powołanie. Każdy, kto oddał się Jezusowi do dyspozycji, będzie tego szukać dla swojego życia. Tak jest i w naszym przypadku. Myślę, że płacę dużą cenę, uczestnicząc w tej przygodzie, bo na jej froncie jest tak naprawdę tylko mój mąż. Ja częściej jestem w kuchni albo z dziećmi.
Najistotniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że walczę modlitwą – zarówno o mojego męża, jak i o wszystkich innych mężów, ojców, chłopców, z którymi poprzez tę służbę mamy kontakt. To jest bardzo istotne, żeby kobieta, żona czy dziewczyna mężczyzny, modliła się o to, co Pan Bóg ma dla niego i dla nich razem.
Jeżeli mąż nie szuka porozumienia ze swoją żoną, nie zaprasza jej do współpracy w służbie, tworzy podział w małżeństwie. Wcześniej czy później dochodzi do trudnych sytuacji. Oczywiście, działając razem, również stawiamy czoła trudnym sytuacjom, ale wtedy pokonujemy je wspólnie i z Bożą pomocą.
Bogdan: Różnimy się pomiędzy sobą, ale to pomaga nam się uzupełniać. Mamy różne dary i talenty od Boga, które okazują się przydatne w tym, co robimy. Na przykład: mam problemy, żeby zauważyć nastrój drugiego człowieka. Jeśli chodzi o empatię, jestem trochę podobny do pancernego czołgu. Natomiast moja żona jest w tym rewelacyjna.
Albo: bardzo lubię pisać nasz e-letter „żyj na maxa”. Ale to moja żona sprawia, że ostateczna jego wersja jest zrozumiała dla czytelnika. Wiele jest takich rzeczy, w których się uzupełniamy, w których ona jest świetna, a ja czuję się wolny, by się nimi nie martwić.
Jak w praktyce wygląda wasza służba?
Bogdan: Przede wszystkim jest to Boże dzieło, w którym my jesteśmy narzędziami. Z tego, co się wydarzyło w naszym życiu i służbie, cała wdzięczność i chwała należna jest Bogu, który nas stworzył, odkupił i wyposażył. Instytut Rozwoju Mężczyzny, w ramach którego funkcjonujemy, jest częścią Stowarzyszenia „Możesz” i powstał w 2006 roku.
Celem naszej działalności jest pomaganie mężczyznom w poznaniu Chrystusa, by stawali się Jego uczniami. Wierzymy, że jeśli mężczyźni poddadzą się Bogu i będą stosować w życiu Jego zasady, zmieni się ich życie. W efekcie zmieni się życie ich małżeństw, rodzin, potem kościołów, a w konsekwencji i całego społeczeństwa. Naszym celem jest wyposażać mężczyzn, którzy chcieliby pracować z mężczyznami.
Rdzeniem działalności jest uczniostwo, czyli słowa Pana Jezusa: „Idźcie i czyńcie uczniami…”. Realizujemy to poprzez biblijny program uczniowski „t-project” oraz program szkoleniowy pod tytułem: „Mentoring według Jezusa z Nazaretu”. Oprócz tego, organizujemy roczne szkolenie dla ludzi, którzy chcieliby się zająć pracą z mężczyznami. Aktualnie bierze w nim udział osiem osób z różnych kościołów w Polsce.
Prowadzimy też i organizujemy konferencje dla mężczyzn. W ostatnich latach była to cykliczna konferencja pod nazwą „Trafiasz?”. W tym roku i następnym planujemy zorganizować serię konferencji pod wspólnym tytułem „Wyzwania męskości” w różnych regionach w Polsce: na Śląsku, Dolnym Śląsku, w Wielkopolsce i na Pomorzu.
Jak każdy mężczyzna mógłby się zaangażować?
Może przez Internet – prowadzimy stronę internetową www.mezczyzna.org.pl i rozsyłamy e-letter „żyj na maxa”, który zajmuje się praktycznymi dziedzinami z życia mężczyzny. Wychodzi co trzy tygodnie i jest adresowany do mężczyzn.
Czasami jesteśmy zapraszani w różne miejsca z wykładami na temat uczniostwa, mężczyzn i męskości. W tym roku byliśmy m.in. w Centrum Rozwoju Wolontariatu i na Slot Art Festiwalu. Poza tym organizujemy wyprawy dla mężczyzn. To coś, co nas bardzo fascynuje. Byliśmy w Kazachstanie, kilkakrotnie na Ukrainie, gdzie w tym roku wybieramy się ponownie.
Chodzi o to, aby mężczyźni doświadczyli czegoś, działając wspólnie. Na przykład rąbiąc drewno na opał dla starszych osób i ubogich rodzin. Widzimy jak duże zmiany zachodzą w mężczyznach, którzy wracają z takiej wyprawy. Nagle dostrzegają swój potencjał, zaczynają się dzielić z innymi swoimi darami i talentami.
Najważniejsze jest w tej służbie, że może być realizowana przez każdego i w każdym miejscu. Mężczyźni potrzebują wyzwań. Kiedy z kilkoma facetami spotykamy się co tydzień w piątki o szóstej rano na grupie biblijnej, ponieważ nie ma innego terminu, w którym moglibyśmy się spotkać, to jest wyzwanie. Każdy wstaje bardzo wcześnie i gdy przyjeżdża na spotkanie, mówi: „dałem radę, pokonałem własne słabości i przeciwności”.
Męskość nie jest czymś przeciętnym i zwyczajnym. O męskość trzeba zawalczyć. Motto naszej służby brzmi: „Płeć męska to kwestia urodzenia. Bycie mężczyzną to kwestia wyboru”. Każdy z nas codziennymi wyborami decyduje, czy jest mężczyzną, czy nim nie jest. Największym wyzwaniem jest być prawdziwie męskim, jak Jezus.