Z desperacją próbuje się zapobiec grożącemu nieszczęściu i z jeszcze większym zaangażowaniem oddaje się pracy i swym zajęciom. Nikt nie chce przecież zawieść. Żywi się nadzieję, że uczucie przeciążenia wkrótce minie, że znów będzie można spokojnie spać i znów podoła się wszystkim zadaniom. Myśl o następnym urlopie budzi wiarę, że po odpoczynku wszystko wróci do normy i przybędzie sił do działania.
Jednak stan osoby się pogarsza, aż dochodzi do całkowitego załamania: zdolność koncentracji spada, poczucie wyczerpania wzrasta, lęki rozwijają się aż do poziomu paniki, w miejscu pracy występuje poczucie całkowitego przeciążenia, następnie pojawiają się zwolnienia lekarskie, pobyty w szpitalach itd.
W taki sposób wiele osób opisuje swoje doświadczenie z zespołem wypalenia. Niektórzy wychodzą z tego stanu i po pewnych zmianach odnajdują powrotną drogę do wykonywania zawodu. Inni przeżywają rozpad swego dotychczasowego świata, gdyż każda próba powrotu do zwykłego życia i pracy wiąże się z tak drastycznym poczuciem przeciążenia i strachu, że jedynym rozwiązaniem okazuje się rozpoczęcie życia na nowo w całkowicie zmienionych okolicznościach.
Kto jest zagrożony wypaleniem?
Z obserwacji wynika, że zjawisko wypalenia dotyka najczęściej właśnie ludzi aktywnych, zaangażowanych, zmotywowanych i wydajnych w pracy. Na chorobę tę szczególnie podatne są osoby sprawiające wrażenie silnych, gdyż to one mocno nastawiają się na osiągnięcie celu i dobrych rezultatów.
Takie cechy należą jak najbardziej do pozytywnych, ale mogą sprzyjać przeoczeniu sygnałów przepracowania i przeciążenia. Najważniejszy przecież jest cel, a człowiek może ponieść liczne ofiary, by go urzeczywistnić. Można stwierdzić, że główną przyczyną popadania w stan wypalenia jest nastawienie na sukces.
Dlatego również wśród chrześcijan można znaleźć wiele osób, które z powodu zbyt dużego zaangażowania są zagrożone wypaleniem. Wydaje się więc, że zaangażowanie, gotowość do poświęceń, a nawet entuzjazm mogą stać się czynnikami ryzyka.
Jakie są powody wypalenia?
Dorosły człowiek sam określa, w jakim otoczeniu przebywa, a co za tym idzie, na jakich zewnętrznych „poganiaczy” się naraża. Dlatego decydująca jest kwestia, co go wewnętrznie motywuje. W głębi duszy zawsze chodzi o pragnienie bycia uznanym i lubianym. Często jednak ludzie nie są tego świadomi.
W każdym razie nie zdają sobie sprawy z tego, jakiej mocy, determinującej i deformującej życie, może nabrać to pragnienie, gdy wrze w głębi człowieka. Fakt, że pragnienie uznania może stać się tak silne, zawsze jest związany z sytuacjami z dzieciństwa, w których zawiedliśmy. Im wcześniej takie sytuacje stały się naszym udziałem, tym bardziej brzemienne i tym bardziej nieuświadamiane są ich skutki.
Tęsknota za uznaniem
Wielu ludzi próbuje nie tylko w dzieciństwie, ale też przez całe życie zaspokoić tę potrzebę uznania, docenienia przez ojca: poprzez szczególne sukcesy, poprzez osiągnięcie publicznego uznania, poprzez karierę. Ale nigdy nie mają dosyć. Nieświadome pragnienia z dzieciństwa są tak potężne, że nie można ich zaspokoić tą drogą.
Tęsknota za miłością
W grę może wchodzić odczuwalny brak zainteresowania ze strony matki. Może matka była przeciążona, sama dochodziła do granic swoich możliwości i dlatego rzadko uśmiechała się do swego dziecka czy poświęcała mu całkowitą uwagę. Człowiek z taką przeszłością może rozwinąć osobowość pomocnika: pomagając innym, zaskarbia sobie – a przynajmniej taką ma nadzieję – ich szacunek i miłość, co jest jego główną niezaspokojoną potrzebą. Jednak ponieważ ta potrzeba nie może zostać w pełni zaspokojona, taka osoba musi wciąż na nowo zażywać swego „narkotyku”. Pomaganie może się w ten sposób stać nałogiem.
Koloryt orientacji na sukcesy może być więc za każdym razem inny. W pierwszym przypadku chodzi raczej o samostanowienie i publiczne uznanie, co ma wydźwięk dość agresywny, natomiast w drugim przypadku o idealistyczne pomaganie i dużą potrzebę miłości, a więc raczej o skłonność depresyjną.
W wielu sytuacjach motywacją działania osób dotkniętych wypaleniem jest mieszanka różnych czynników. Wspólne dla wszystkich jest jednak to, że nie chodzi niestety o świadome motywacje. Powyżej wymienione elementy są zaledwie szczytem góry lodowej. Na szczęście nie musi tak zostać.
Powinno się zawsze dążyć do poznawania samego siebie: czy spostrzegę w sobie któryś z wymienionych aspektów? Szczególnie kryzysy życiowe pozwalają nam zauważyć, jak ważne jest, aby zastanowić się nad swoimi motywacjami, nad tym, co wydaje się oczywiste w naszym życiu. Sposób, w jaki teraz żyję, doprowadził mnie przecież do pewnej granicy.
Okoliczności zewnętrzne
Pod pojęciem zewnętrznych „poganiaczy” kryje się presja wynikająca z sytuacji socjalnej lub ze środowiska zawodowego. Wydaje się, że wielu szefów stosuje w pracy bardzo wyrafinowane techniki wywierania presji. Poza tym każda większa firma korzysta z usług firmy doradczej w celu rozłożenia tej samej pracy na mniejszą liczbę pracowników. Istnieją środowiska zawodowe, w których presja i stres osiągnęły już takie rozmiary, że większość ludzi nie może na dłuższą metę pozostać zdrowymi.
W sytuacjach kryzysowych nikt już nie wie, czy utrzyma swoje miejsce pracy w następnym kwartale. Jednocześnie często wymagane są szczególne osiągnięcia i wydajność. Ledwie jakiś projekt został wreszcie z sukcesem zakończony, a już nikogo to nie interesuje, gdyż firma w międzyczasie zmieniła profil. Za rozwój zespołu wypalenia nie jest przy tym odpowiedzialny pierwotny stres w pracy, lecz bardziej stres wtórny: poczucie bezradności, opuszczenia, braku docenienia.
Jeśli ludzie są gotowi szczerze i z pokorą zaakceptować swoje granice, to Bóg daje im siłę do ich poszerzenia
Jak rozwija się wypalenie?
Wypalenie przechodzi przez pewne etapy, opisane przez różnych autorów (Freudenberger, Lauderdale, Edelwich, Cherniss i in.). Z tych i innych opisów oraz z własnych obserwacji wynika dla mnie następujący model faz:
Faza 1: Entuzjazm
Człowiek podchodzi z entuzjazmem do swego życia, angażuje się z oddaniem w pracę zawodową, zakłada rodzinę, buduje dom, działa aktywnie w jakimś stowarzyszeniu lub w kościele itd. Jest pełen zapału, oczekiwań i cieszy się, że będzie mógł wreszcie zrealizować własne cele.
Faza 2: Zwątpienie
Po początkowym entuzjazmie zaczynają występować pierwsze trudności i rozmach maleje. Pojawiają się następujące pytania: Czy to całe zaangażowanie się opłaca? Czy nie wkładam w to zbyt dużo sił? Czy to, co robimy, jest rzeczywiście efektywne? Niejednokrotnie chodzi o wątpliwości ukryte, do których człowiek nie chce się przyznać. Ze zwiększonym nakładem pracy podąża więc dalej po wytyczonej drodze. Pytania odsuwa na bok, ale przejawy zmęczenia dają o sobie znać. Wątpliwości się nasilają.
Faza 3: Zmęczenie i rozczarowanie
Z narastającym zmęczeniem i poczuciem rozczarowania coraz trudniej jest oddalić wątpliwości. Niepewności i frustracji nie da się dłużej ignorować. Cele podawane są w wątpliwość, początkowo może w ukryciu. Mimo to człowiek nie chce zejść z rozpoczętej drogi i, zagryzając zęby, walczy dalej. Nie chce przecież zrezygnować z tego, co już osiągnął. Wydaje się, że nie istnieje żadna alternatywa. W końcu człowiek realizuje przecież swoje cele i ideały. Jednak lód, na którym stoi, staje się coraz cieńszy.
Faza 4: Wyczerpanie i załamanie – wypalenie
Człowiek nie jest już w stanie utrzymać życia w dotychczasowych ramach. Widoczne są objawy wypalenia: problemy ze snem, narastające poczucie przeciążenia, wyczerpanie przy najmniejszych zadaniach, zwiększona drażliwość, częsta zmienność nastrojów (od niebiańskiego zachwytu do śmiertelnego smutku), stany lękowe aż do ataków paniki, rozpacz. Wszystkim tym symptomom mogą towarzyszyć objawy psychosomatyczne, jak np. bóle głowy, napięcie mięśni, problemy z trawieniem itp.
Jak można płonąć, nie wypalając się?
Ważne jest, by w porę dostrzec i wziąć poważnie sygnały wypływające z naszej duszy i ciała. Kto rozpoczyna z entuzjazmem i gorliwością (faza 1), musi odpowiedzialnie zmierzyć się z oznakami stresu i wyczerpania. W tym momencie dalsza aktywność z całym zaangażowaniem bez zatrzymania się może stać się niebezpieczna dla zdrowia naszej duszy i ciała.
Gdy pojawią się oznaki przeciążenia, pierwszym środkiem zaradczym jest wykreślenie kilku rzeczy ze swojego kalendarza, aby pojawiło się w nim więcej czasu wolnego. Brzmi to banalnie, ale uda się tylko wtedy, gdy krok ten będzie podjęty świadomie i stanowczo. Nawet jeśli wykreślony termin w kalendarzu oznaczałby przepuszczenie szansy w trudnym życiu zawodowym, to w przypadku nasilających się symptomów stresu (nerwowość, napięcie, drażliwość, problemy z koncentracją i ze snem, lęki, poczucie przepracowania itd.) konieczna jest reakcja.
Istotne jest, by w wolnym czasie znaleźć jakąś odskocznię w postaci hobby, odwiedzin u przyjaciół, pływania, sportu, muzykowania itp. Jeżeli życie kręci się tylko wokół pracy, to zagrożenie już czyha. Bardzo ważne jest też spędzanie czasu z rodziną. Odpoczynek, przyjemne wspólne zajęcia to najlepsze lekarstwo i ochrona.
Mimo to wielu przeciążonych ludzi dochodzi do punktu, w którym muszą szczerze postawić sobie pytanie: Jak ma być dalej? Czy jestem w stanie kontynuować rozpoczętą drogę? Czy mam jeszcze siłę, zdolności, a także powołanie do celów, do których dążę?
Decydująca, przede wszystkim dla chrześcijan, jest kwestia motywacji. Jeśli dążenie do kariery, do bycia kimś ważnym, syndrom pomocnika, kompensacja poczucia niskiej wartości lub innych deficytów czy też powodowane wyrzutami sumienia nastawienie na osiągnięcia nie dopuszczają analizy dotychczasowego stylu życia, istnieje niebezpieczeństwo przeciążenia, a przez to wypalenia.
Gdy jednak człowiek przeprowadzi szczerą „inwentaryzację” i jest gotowy zejść z dotychczasowej drogi i nie kontynuować jej w sposób destrukcyjny, pojawia się szansa znalezienia nowych możliwości – często bez konieczności rezygnacji z właściwych celów. Zastanowienie się nad swoim dotychczasowym stylem życia, postawienie sobie niewygodnych pytań może oznaczać konieczność zaakceptowania własnych granic, a przez to życie z mniejszym zasobem pieniędzy, mniejszym uznaniem ze strony innych i mniejszymi możliwościami wpływu.
Można odkryć wolny czas na odpoczynek lub zmienić cele, wyznaczając sobie mniejsze, ale osiągalne. Potrzebna jest odwaga do rozmowy z przełożonym, nawet jeśli jej skutkiem byłoby załamanie kariery.
Zaakceptuj swoje granice
Często obserwuję rzecz następującą: jeśli ludzie są gotowi szczerze i z pokorą zaakceptować swoje granice, Bóg daje im siłę do ich poszerzenia. Kto nie trzyma się kurczowo swoich celów aż do momentu wypalenia, doświadcza często tego, że Bóg zapala go swoim ogniem. Wtedy można „płonąć, nie spalając się”.
Gdy Mojżesz chciał uwolnić swój naród o własnych siłach, skończyło się to katastrofą. Jednak gdy spotkał się z Bogiem w płonącym krzewie, ogarnął go ogień, którym zaczął płonąć, nie spalając się. Spotkanie z Bogiem usuwa wątpliwości i odnawia powołanie. Kto wypuści z rąk cele, które sam stworzył, być może, spotykając się z Bogiem, otrzyma nowy ogień i zostanie na nowo zapalony i ożywiony. Spotkanie z Bogiem może przekształcić zespół wypalenia w „wizję zapalenia” nowymi celami lub celami z przeszłości, ale odnowionymi przez Boga.
Wersety z Księgi Izajasza 54:2–3 mogą się wtedy wypełnić w nowy sposób: Poszerz zasięg twojego namiotu i zasłony twoich mieszkań, nie krępuj się, wydłuż twoje sznury wbij mocno twoje paliki! Bo się rozszerzysz w prawo i w lewo, a twoje potomstwo odziedziczy narody i zaludni spustoszone miasta. Jest to zaskakująca tajemnica, że ten, kto wypuści z rąk własne cele zorientowane na sukcesy i samorealizację, może spotkać się z Bogiem w nieoczekiwany sposób. W tym wersecie Bóg pozwala nam przekraczać nasze granice i zachęca nas do tego. Ale nie jest to ogień naszej własnej gorliwości, który nas spala, lecz ogień Boży, który w nas płonie jako źródło mocy, zachęty i nadziei, tak że płoniemy, nie wypalając się. Jest to też głęboki sens sytuacji opisanej w Księdze Kapłańskiej 10:1–7: jeżeli obcy ogień (własne pomysły na życie) płonie w naszych kadzielnicach (sercach), prowadzi to do katastrofy. Natomiast Boży ogień kreuje życie i daje radość tworzenia.
Jestem wypalony. Co mogę teraz robić?
Wypuścić z rąk
Dopóki trzymam dotychczasowe życie kurczowo w rękach, wewnętrzne napięcie i paraliż nie mogą ustąpić. Branie pod uwagę najgorszego oznacza często, że dana rzecz przestaje być straszna, gdyż zaczynamy się z nią rozprawiać.
Zaufać i mieć nadzieję
Świadomość, że również teraz, gdy czuję się bezsilny i zdany na łaskę, mogę zaufać Bogu, a On mnie wspiera i wszystko ma w swoich rękach, może przynieść pocieszenie. Nawet jeśli we wnętrzu mamy burzę negatywnych myśli, jest bardzo ważne, aby uświadamiać sobie, że Boże obietnice również teraz są aktualne. Nawet jeśli opanowuje człowieka poczucie winy, następujące słowa nie straciły ważności: nawet, gdy my nie jesteśmy wierni, Bóg pozostaje wierny (por. List do Rzym. 3:3–4).
Być gotowym na nowe rzeczy
Im szybciej dokona się potrzebnych zmian, tym większa szansa odbudowy. Niekiedy lęk, ataki paniki i reakcje obronne w stosunku do dotychczasowego środowiska są jednak tak silne, że konieczne jest znalezienie nowych form życia i pracy. Istotne jest w każdym razie unikanie nacisków wobec osoby przeżywającej wypalenie, wykazanie zrozumienia dla niej oraz niepośpieszanie jej.
Skorzystać z pomocy medycznej
W końcu ważne jest również zwrócenie się do odpowiedniego lekarza w celu złagodzenia objawów wypalenia poprzez stosowne leki oraz terapię. Nie każda reakcja wynikająca z przeciążenia czy stresu wskazuje na rozpoczynający się zespół wypalenia. Ciężar odpowiedzialności oraz obciążenia towarzyszą dzisiaj prawie każdemu zawodowi wymagającemu kwalifikacji. Z tego względu nie powinno się zbyt szybko mówić o wypaleniu, lecz utrzymywać tak długo, jak to możliwe, gotowość do zaangażowania i wydajność w pracy, starając się jednak nie przeoczyć momentu, w którym zaczyna się rozwijać destrukcyjne przeciążenie.
Ochronę przed wypaleniem daje odpowiedzialny i wyważony styl życia, w którym zachowany jest zdrowy stosunek pomiędzy wyzwaniami i gotowością do zaangażowanej pracy a odpoczynkiem i sensownym spędzaniem wolnego czasu. Wymaga to z jednej strony odwagi do zaakceptowania granic, z drugiej zaś odwagi do stawienia czoła wyzwaniom. Chrześcijanie mają możliwość czerpania nowych sił i nadziei ze społeczności z Bogiem. Właśnie świadomość, że to Bóg powołał nas do pewnych zadań, pozwala nam płonąć, nie wypalając się.
tłumaczenie: Agnieszka Matejek