Psychologia traktuje nadzieję jako emocję, mechanizm adaptacyjny. Nadzieja stymuluje nasz rozwój. To także czynnik decydujący o ogólnym zdrowiu psychosomatycznym. Nadzieja jest szczególnie ważna w sytuacji kryzysowej. Mobilizuje nas do przekraczania dotychczasowych sposobów działania, czyli do transgresji.
Stymuluje do działania
Każdy z nas ma swoją prywatną definicję nadziei. Najbardziej podstawowa – nadzieja egzystencjalna – to wola życia, podążania ciągle naprzód. Istnieje też nadzieja sytuacyjna – dotycząca okoliczności i celów, które sobie stawiamy. Taką nadzieję przejawiamy ze względu na coś lub pomimo czegoś. Nadzieja może być aktywna, stymulująca do działania lub bierna. Nadzieja bierna objawia się czekaniem w pozytywnym nastawieniu na poprawę stanu rzeczy, przy czym nie należy jej mylić z biernością. Jest nam potrzebna, aby po prostu zebrać siły na podejmowanie dalszych kroków.
Nadzieja kontra bezradność
Nadzieja jest przeciwieństwem bezradności. Sprawia, że napotkane przeszkody traktujemy bardziej jako wyzwanie, zadanie do wykonania. Możemy je rozłożyć na etapy i konsekwentnie zmierzać do celu. Czasem mówi się też o „szalonej nadziei”, która przecenia szanse i nie docenia ryzyka. Nadzieja zawsze oznacza nastawienie, że będzie lepiej, niż jest, że wytrwamy pomimo przeciwności.
Nie wszystkim jednak udaje się trwać w nadziei, wytrwać pomimo przeszkód. Niektórzy ludzie są długodystansowcami w kwestii nadziei, a czasem zdarzają się nawet maratończycy. Nieprzeciętne osobowości potrafią porwać za sobą tłumy. Tego na płaszczyźnie politycznej dokonał np. Lech Wałęsa. Być może stąd podtytuł filmu „Wałęsa – człowiek z nadziei”. Innym przykładem nieprzeciętnej nadziei są polscy uciekinierzy z sowieckich łagrów, którzy w 1941 r. bez ekwipunku i mapy pokonali zimą tajgę, pustynię oraz himalajskie przełęcze i dotarli aż do Indii. Trasa ich marszu miała w sumie 6000 km. Ta historia zachwyciła reżysera Petera Weir’a, który zrealizował film pt. „Niepokonani”. Pomysłodawca tej ucieczki, Witold Gliński, wykazał się ogromną determinacją. W dzieciństwie ćwiczył swój charakter w polskim harcerstwie.
Ludzka nadzieja
Czy istnieją granice wytrwałości w nadziei? Życie uczy nas, że od czasu do czasu każdy człowiek, także chrześcijanin, przechodzi trudne chwile i potrzebuje Bożego podniesienia, siły, a także modlitwy i wsparcia życzliwych osób, Kościoła. Ci, którzy samych siebie uważają za niezłomnych, czasem po prostu nie byli jeszcze w miejscu słabości i przygniatającej niemocy. Słowo Boże potępia pychę i wynoszenie się nad innych. Zaleca nam podnoszenie słabnących w wierze. Natomiast zarzucanie drugiej osobie braku wiary i nadziei w trudnych życiowych doświadczeniach może być wręcz okrutne. Tracącym siły powinniśmy okazać współczucie i zaoferować wsparcie. Spośród trzech cnót: wiary, nadziei i miłości, największa w nas ma być miłość (zob. 1 List do Kor. 13:13). Wystarczy bowiem mała iskierka nadziei i wsparcia, by obudzić w kimś motywację, a wszystko zaczyna się od pierwszej modlitwy. „Przemienić w jasny, nowy dzień nawet najsmutniejszą noc, to jest dopiero coś!” – pisał Edward Stachura. Tego może dokonać jedynie sam Jezus. Biblia zachęca nas do wiary i postawy ufności Bogu. Zaś przeciwne im narzekanie czy krytykanctwo prowadzą często do destrukcyjnej goryczy.
Granice ludzkiej nadziei
Dwa znane fatalistyczne przysłowia: „Nadzieja umiera ostatnia” i „Nadzieja matką głupich” nie są zgodne z prawdą. Ludzka nadzieja rzeczywiście ma swoje granice i wtedy fatalizm jest formą obrony, ponieważ człowiek chce skrócić niepotrzebne cierpienie, uniknąć kolejnego rozczarowania. Wielu ludzi zastanawia się, czy nadzieja w konkretnej sytuacji nie jest przypadkiem wyrazem naiwności, łudzeniem się, oszukiwaniem samego siebie. Ludzka nadzieja – której źródło znajduje się w człowieku – jest kapryśna i zmienna, zależna od oglądu sytuacji, punktu widzenia.
Warto zadać sobie te pytania: W stosunku do czego żywimy nadzieję? Co jest dla nas wartością w danej sytuacji? Jak chcielibyśmy, aby okoliczności się zmieniły? Jeśli jednak okoliczności nie ułożą się po naszej myśli, będzie to koniec ludzkiej nadziei. Ludzkie możliwości w jakimś momencie się kończą. Kiedy na boisku grają dwie drużyny piłkarskie, każda ma nadzieję na wygraną. Mniejsza liczba bramek oznacza porażkę. Sprawa jest prosta. Jednak chrześcijańska perspektywa sięga znacznie dalej i głębiej. Przegrana w meczu nie oznacza porażki.
Źródło prawdziwej nadziei
Nadzieja ukryta w Bogu jest niezależna od okoliczności. Dlatego jest stała i sięga nawet poza śmierć. W Psalmie 125 ufność Bogu przyrównana jest do niezachwianych gór, które otaczają Jeruzalem. Nadzieję można porównać do kotwicy statku, która, zarzucona zbyt płytko, może zostać zerwana przez sztorm nagłych wydarzeń. Apostoł Paweł pisał o chwiejności ludzkiej nadziei i niewzruszonej nadziei pochodzącej od Boga: Jej to [nadziei] trzymamy się jako kotwicy duszy, pewnej i mocnej, sięgającej aż poza zasłonę (List do Hebr. 6:19). Zachęcał do głębokiego zakotwiczenia w Bogu, które pozwala zachować pełnię nadziei.
Żeby trwać w nadziei, trzeba naprawdę znać Boga i wiedzieć, Kim On jest
Możemy budować naszą nadzieję na mocnym, niezmiennym i trwałym fundamencie, którym jest Bóg i Jego obietnice. Nadzieja oparta na ewangelii dotyczy życia wiecznego i obecności Boga w naszym życiu. Można stracić majątek, ciało może ulec chorobie, dusza może zostać zraniona, nerwy zszargane, ale nasz duch jest złączony z samym Świętym i Wszechmocnym Bogiem – jesteśmy nazwani Jego świątynią. Nasz duch może pozostać zwycięski, aż Bóg przeprowadzi nas w miejsce zwycięstwa.
Niezrozumiałe po ludzku
Bóg może nas wypełnić swoją obecnością, która przynosi moc, miłość i odświeżenie. Po ludzku to niezrozumiałe. To niesamowita tajemnica zakryta od wieków i od pokoleń […] Chrystus w nas, nadzieja chwały (List do Kol. 1:26–27). Kiedy było mi w życiu ciężko, lubiłam sobie tę biblijną prawdę przypominać i wyobrażać, bardzo dosłownie. Poszłam tropem jednej z piosenek Mate.O: „Ty płyniesz w moich żyłach i mieszkasz w mojej głowie”. Te słowa kojarzą mi się też z piosenką Franka Sinatry: I’ve got you under my skin (Mam cię pod skórą). Tak lubię myśleć o Jezusie, który jest źródłem mojej siły i nadziei. Żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus (List do Gal. 2:20). Nawet jeśli okoliczności są chwilowo niepomyślne, co znaczy dosłownie: układają się nie po naszej myśli, możemy się z nimi zmierzyć, bo należymy do Niego. Taka głęboka nadzieja ukryta w Bogu jest niesłychaną siłą do życia!
W ekstremalnych okolicznościach
Apostoł Paweł pisał o radości wykraczającej ponad grabież mienia czy męczeńską śmierć. To chrześcijaństwo zdecydowanie ekstremalne, ale ekstremalne okoliczności wymagają ekstremalnej nadziei. Zakotwiczenie w Bogu i ponadczasowych wartościach rodzi nadzieję.
Warto pokładać nadzieję w Bogu pomimo wszystko. Jeśli jest nam trudno, mówmy o tym bezpośrednio Bogu, żalmy się Jemu i prośmy Go o pogodę ducha i siłę do zmian. Życie samo w sobie jest cudem i ma znaczenie. Ogromną lekcją takiej postawy jest List do Hebrajczyków. Abraham uwierzył w Boże obietnice wbrew ludzkiej nadziei i dlatego został nazwany ojcem wiary. Ktoś powiedział, że Bóg odpowiada na nasze modlitwy na trzy sposoby: mówi „tak” i daje nam to, czego potrzebujemy, mówi „nie” i daje nam w zamian coś lepszego, mówi „poczekaj” i daje nam to, co najlepsze.
Znać Boga prawdziwie
Najczęściej bowiem zdarza się, że Boże błogosławieństwo jest blisko i musimy na nie po prostu poczekać. Często spełnienie nadziei jest jeszcze bliżej. Nie otrzymujemy, bo nie prosimy, albo prosimy za mało, a wypełnienie nadziei jest odległe zaledwie o krok naszych modlitw, powstania w wierze i powoływania się na Boże obietnice. Nie powinniśmy wówczas polegać na sobie, ale na Bożej sile, do czego zachęca nas Boże Słowo: W końcu bądźcie mocni w Panu – siłą Jego potęgi (List do Efez. 6:10, BT).
Żeby trwać w nadziei, trzeba naprawdę znać Boga i wiedzieć, Kim On jest. Nasz Bóg jest Wszechmocny, to potężny Wybawca i Król, Stwórca nieba i ziemi. On nigdy nas nie opuści, jest nam życzliwy, przychylny i chętnie udziela swoich błogosławieństw. Czy ten, który nie odmówił nam swojego Syna, byłby w stanie odmówić czegoś mniej znaczącego?
Radość sprzed Bożego tronu
Biblia mówi, żebyśmy się spodziewali wielkich rzeczy. Wołajmy do Boga wiele razy, bądźmy nieustępliwi w modlitwie, prośmy innych o wstawiennictwo. Bóg potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji. Radość, która nieustannie trwa przed Bożym tronem, to także potężne lekarstwo na beznadzieję. Sięgnijmy po nią, wróg nie potrafi sobie z nią poradzić. Cieszmy się i świętujmy obecność Tego, który daje prawdziwą i praktyczną nadzieję. Duchową receptą na beznadzieję jest także wdzięczność Bogu nawet za małe dobre rzeczy i wspominanie minionych Bożych dzieł.
Wytrwałość w modlitwie oraz trudne doświadczenia, przez które zwycięsko przeszliśmy, kształtują naszą nadzieję. Dzięki nim łatwiej nam stawiać czoła przeciwnościom. Łatwiej wytrwać w nadziei i się modlić, jeśli już poznaliśmy Boga w czasie naszych poprzednich doświadczeń. Wiemy, że i tym razem On nas nie zawiedzie. To oznacza oczekiwanie na Bożą pomoc, życie nadzieją na co dzień. To radość, jakbyśmy już posiadali to, o co prosimy. Nadzieja łączy się z wiarą, która jest pewnością tego, czego się spodziewamy. Słowo „nadzieja” w języku rosyjskim pochodzi od słowa oznaczającego „oczekiwać”. A w języku polskim nadzieja oznacza, że „coś będzie się działo”.
Niezachwiana pewność
Nie porównuj się z tymi, którzy mają więcej, stoją wyżej, bo Bóg patrzy na serce i wie, ile może od każdego z nas oczekiwać. Od Boga spodziewaj się 100%, od siebie wymagaj także 100%. Nie bądź bezczynny w swojej nadziei, idź naprzód. Nawet jeśli po ludzku przegrałeś, Bóg cię podniesie, odbuduje, odnowi. To nie jest pozorne pocieszenie. Z ludzkiego punktu widzenia bałabym się stwierdzenia, że wszystko na pewno będzie dobrze. Ale dla tych, którzy są ukryci w Bogu, to ewidentna obietnica.