Strona główna Artykuły Numery 2015/1 (wiosna) Drobne gesty wielkiej wagi
drobne-gesty-wielkiej-wagi

Drobne gesty wielkiej wagi

Znane stwierdzenie, że czyny mówią głośniej niż słowa, doskonale się sprawdza – także jeśli chodzi o dzielenie się ewangelią. Czasem mamy wrażenie, że ludzie żyjący wokół nas nie dostrzegają drobnych rzeczy. Okazuje się jednak, że jest wręcz przeciwnie. Nasi sąsiedzi, współpracownicy, przyjaciele, znajomi, a nawet osoby spotkane przypadkowo są świetnymi obserwatorami, którzy na podstawie swoich spostrzeżeń wyciągają trafne wnioski.

(Nie)skuteczny marketing

Niektóre osoby nieznające jeszcze Boga osobiście niestety nie miały pozytywnych doświadczeń związanych z chrześcijanami głoszącymi im Dobrą Nowinę. Czuły się potraktowane jak potencjalni klienci, którym zaoferowano kupno pewnego produktu. Odnosiły wrażenie, że osoba usiłująca im „sprzedać” ewangelię nie jest w rzeczywistości zainteresowana tym, kim są, czym się zajmują, jakie smutki czy radości towarzyszą im w życiu. Za to swoista „sprzedaż produktu” zdecydowanie wysuwała się na pierwszy plan.

To, jak Jezus rozmawiał z ludźmi, pokazuje, że wszystko w naszym życiu powinno być motywowane miłością i autentycznym współczuciem wobec drugiego człowieka. Mimo to zdarza się, że głosimy ewangelię z niewłaściwych pobudek. Być może czujemy się po prostu zobowiązani do wypełnienia Bożego nakazu, ale brak w naszym działaniu otwartości na drugą osobę i na to, czym ona żyje. A osoby nienawrócone doskonale to rozpoznają.

Poza słowami, między wierszami

Często postrzegamy głoszenie ewangelii jedynie w kategoriach wypowiadanych słów. Jednak nawet najpiękniejsza i najbardziej kwiecista mowa nie będzie miała żadnego znaczenia, jeśli ludzie nie odczują płynącej w ich kierunku autentycznej serdeczności i miłości. Mimo że trudno się do tego przyznać, zastanówmy się, czy przypadkiem nie kochamy ludzi miłością warunkową, uzależnioną od ich decyzji powierzenia życia Bogu.

W wielu sytuacjach, rozmowach jesteśmy przekonani, że powinniśmy jak najszybciej wypowiedzieć przesłanie o zbawieniu. Jednak warto poprosić Ducha Świętego o wskazówki, o klucz do serca człowieka, który zna tylko Bóg. Ponadto, kiedy to On napełnia nas prawdziwą miłością, nie próbujemy już prowadzić ludzi do Jezusa własnymi wysiłkami. Coraz więcej przyjemności sprawia nam też okazywanie ludziom różnych gestów uprzejmości i serdeczności. Zaczynamy bardziej ufać Bogu, że On wie, jak poruszyć serce konkretnej osoby.

Uśmiech, pomocna dłoń i gotowość do poświęcenia własnego czasu mogą okazać się czymś, co da komuś siłę, by przeżyć kolejny dzień

Zasiać dobro wokół siebie

W Liście do Galacjan apostoł Paweł zachęca nas, abyśmy czynili dobro, ponieważ w odpowiednim czasie zbierzemy plon: Nie ustawajmy w czynieniu dobra, jeżeli bowiem nie zaniechamy naszych trudów, to gdy nadejdzie czas żniwa, będziemy zbierali plony (List do Gal. 6:9, Biblia Warszawsko-Praska). Serdeczność, szczerość i dobroć torują drogę do ludzkich serc. Nawet drobny i pozornie niemający wielkiego znaczenia gest może zupełnie odmienić życie drugiego człowieka. Uśmiech, pomocna dłoń i gotowość do poświęcenia własnego czasu mogą okazać się czymś, co da komuś siłę, by przeżyć kolejny dzień.

Zgodnie ze słownikową definicją osoba serdeczna to taka, która kieruje się przyjaznymi, dobrymi, ciepłymi i szczerymi uczuciami. Prawdziwa serdeczność i uprzejmość nie są cechami powszechnie występującymi w otaczającym nas świecie. Często za każdym miłym gestem kryje się jakiś haczyk. Ludzie nie są przyzwyczajeni do tego, że ktoś okazuje im dobroć bez żadnych oczekiwań. A kiedy odkrywają, że naprawdę niczego od nich nie chcemy i jesteśmy szczerze zainteresowani ich życiem, zaczynają uważnie słuchać tego, co mamy im do powiedzenia. Czasem pytają nawet o powód naszej odmienności. Wtedy drzwi do powiedzenia im o Bożej miłości stają przed nami otworem.

Synowie i córki światłości

Słowo Boże nazywa nas synami i córkami światłości. Żarówka nie musi się wysilać, żeby świecić. Ona po prostu świeci, ponieważ została do tego stworzona. Kiedy ludzie widzą światło, które jest w nas, są do niego przyciągani. Doświadczając z naszej strony dobra i serdeczności, zaczynają odczuwać potrzebę nawiązania relacji z Bogiem, źródłem tej niezwykłej światłości.

Bóg chce, żebyśmy byli dla innych błogosławieństwem i zamiast próbować „sprzedać produkt” – po prostu kochali ludzi. Jeśli nasz sąsiad potrzebuje pomocy, okażmy mu dobroć, a nasze czyny wyprzedzające słowa przygotują przestrzeń dla Bożego działania. Módlmy się o ludzi wokół nas i prośmy o otwarte drzwi do głoszenia Dobrej Nowiny, ponieważ nasz Niebiański Tata jest mistrzem tzw. niezwykłych „zbiegów okoliczności”. Kochajmy ludzi, ponieważ są cenni w Bożych oczach. Pan Jezus wie, w jaki sposób dotrzeć do ich serc. Rozdawajmy obficie gesty miłości, serdeczności i uprzejmości i nie oczekujmy niczego w zamian. A przede wszystkim nie zniechęcajmy się, jeśli ktoś od razu nie padnie przed Bogiem na kolana.

Pan Jezus każdego dnia chce nas napełniać pomysłami z Nieba. Uważnie posłuchajmy, co Bóg chce zrobić przez nas względem każdej osoby, którą spotykamy

Boża dobroć prowadzi do zmian

Bóg pragnie używać nas jako swoich narzędzi. Jego dobroć prowadzi człowieka do upamiętania. Boża dobroć, łagodność i uprzejmość – widoczna w nas – będzie przekonywać ludzi o potrzebie zmiany. Oni tak naprawdę głęboko w swoich sercach tęsknią za innym życiem, nawet jeśli nie potrafią tego wyrazić.

Czasem człowiek musi się zetknąć z dużą ilością Bożego światła, zanim stanie się gotowy na przyjęcie zbawienia. Bóg postawił nas na drodze osób żyjących wokół, abyśmy okazywali im miłość i dobroć. Tylko autentyczna miłość, pozbawiona ukrytych haczyków porusza serce drugiego człowieka.

Nastawieni na słuchanie Boga

Pan Jezus każdego dnia chce nas napełniać pomysłami z Nieba. Chce nas uczyć, jak okazywać serdeczność, uprzejmość w codziennych sytuacjach. Nadstawmy ucha i uważnie posłuchajmy, co Bóg chce zrobić przez nas względem każdej osoby, którą spotykamy. Nie próbujmy jak najszybciej i za wszelką cenę przekazać ludziom ewangelii. Uszanujmy fakt, że każdy znajduje się na innym etapie swojej podróży ku Bogu. Bądźmy wytrwali i cierpliwi w kochaniu i czynieniu dobra. Bóg obiecuje nam żniwo, inaczej mówiąc On sam zatroszczy się o efekty. Możemy uczyć się współpracy z Duchem Świętym i nie musimy zakładać, że wiemy, jak mówić ludziom o Bogu. Czekajmy na Jego wskazówki i bądźmy po prostu gotowi służyć ludziom.

Pamiętam, że sama zawsze bardzo pragnęłam mówić ludziom o Bogu, ale nie wiedziałam, w jaki sposób mam to robić. Trochę zazdrościłam osobom, które bez trudu nawiązywały z innymi rozmowy o Jezusie, o zbawieniu. Mnie nie wychodziło to naturalnie. Czułam się spięta, a co gorsze, brzmiałam niezwykle sztucznie. Dręczyła mnie frustracja i zniechęcenie. Zaczęłam rozmawiać o tym z Bogiem, pytając Go, co robię nie tak. Wtedy zrozumiałam, że próbuję dzielić się z innymi Dobrą Nowiną, używając własnej mądrości i siły. Nie koncentruję się na tym, żeby patrzeć na drugą osobę z miłością i słuchać wskazówek Ducha Świętego, ale chcę jak najszybciej przekazać ewangelię.

Troska i serdeczność

Postanowiłam modlić się o więcej miłości i wrażliwości w stosunku do ludzi. Prosiłam Boga, żeby pokazał mi, jakie On ma serce względem nich. Uświadomiłam sobie, że jeśli będę poruszać się w Bożym pokoju i wsłuchiwać w Jego głos, On pokaże mi, w jaki sposób dotrzeć do ludzi wokół mnie. Okazywanie ludziom troski i serdeczności, bez usilnego zastanawiania się nad tym, czy nadarzy się okazja do głoszenia im ewangelii, zaczęło mi sprawiać coraz więcej radości. Pan Bóg wkładał w moje serce pomysły, jak sprawić innym przyjemność i ich pobłogosławić. Te różne gesty uprzejmości otwierały drzwi do mówienia ludziom o Bogu w bardzo naturalny i niewymuszony sposób. Zaczęłam się cieszyć wolnością i pokojem, wierząc, że Pan Bóg sam utoruje sobie drogę do serca człowieka.

Pokazać serce Ojca

Pamiętam też jedną z takich sytuacji, w których poprzez drobny gest Bóg otworzył przestrzeń do nawiązania relacji i głoszenia ewangelii. Moja sąsiadka wychodziła za mąż i zaprosiła nas na uroczystość zaślubin w kościele. Po ceremonii mój mąż zrobił młodej parze kilka bardzo ładnych zdjęć. Nagle przyszedł mi do głowy pomysł, żeby wybrać ramkę, oprawić jedno ze zdjęć i zrobić sąsiadom prezent. Pewnego dnia przynieśliśmy im nasz podarunek. Okazało się, że ten gest otworzył drogę do częstszych kontaktów i głębokich rozmów, również o Bogu i zbawieniu. Naszą odpowiedzialnością nie jest przekonanie ich, żeby zaprosili Jezusa do swoich serc. To zadanie Ducha Świętego. My jednak możemy poprzez naszą serdeczność i dobroć przedstawiać im właściwy obraz Ojca w Niebie.