Otwarcie mówisz o swojej przeszłości i stosunku do nazistów. Gdzie zaczyna się twoja historia?
Pochodzę z Linz, miejscowości znanej z nazistów. W końcu pochodzili stamtąd również Eichman i Hitler. Austriacy wybudowali tam obóz koncentracyjny Mauthausen. Dwa pokolenia mojej rodzinny czynnie wspierały nazistów i nazistowskie Niemcy. Pierwszym był mój dziadek. Pracował dla nazistowskiego ambasadora niemieckiego w Bratysławie, który był odpowiedzialny za wysłanie 22 tysięcy słowackich Żydów do obozów śmierci. Ten człowiek poniósł później karę śmierci za dokonane zbrodnie.
Mój ojciec wstąpił do Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (NSDAP), organizacji nielegalnej w Austrii. Na tym etapie naziści chcieli przejąć Austrię. Kanclerz Engelbert Dollfuss, który był ich głównym oponentem, został zamordowany. W efekcie mój ojciec był aresztowany i oskarżony o morderstwo. Miał stanąć przed plutonem egzekucyjnym, ale został w porę uwolniony przez nazistów w czasie Anszlusu.
Teoria, że Austria została zaatakowana przez nazistowskie Niemcy, jest mitem, ponieważ Austriacy przywitali nazistów z otwartymi ramionami. Mój ojciec postanowił wystąpić z kościoła i dołączył do armii SS. Został specjalistą w Rabce, w Polsce, gdzie trenował austriackich, niemieckich, polskich i ukraińskich żołnierzy SS w zabijaniu Żydów. Techniki zabijania demonstrowano na żywych przykładach.
Kiedy Związek Radziecki wkroczył na ziemie polskie i wypędził Niemców, ojciec uciekł z obawy, że znów otrzyma wyrok śmierci za popełnione zbrodnie. Ukrywał się w austriackich górach, tam gdzie Adolf Eichman, lecz w końcu odnaleziono go i aresztowano jako członka SS. W czasie, kiedy dostał się do niewoli, jego brat był członkiem Odessy, tajnej organizacji, która miała na celu pomóc zbrodniarzom wojennym uniknąć kary i zapewnić im dalsze swobodne życie. Mój ojciec został zwolniony z powodu braku dowodów. Otrzymał tylko krótki wyrok za drobne przestępstwa i po kilku miesiącach wyszedł z więzienia.
To przerażające, że jako małe dziecko wyrosłeś pośród nazistów. Jak to wpłynęło na ciebie i życie twojej rodziny?
Kiedy ojciec wystąpił z kościoła, to było coś więcej niż tylko wypisanie się z listy członków. To był bunt i prowokacja – odwrócił się od Boga. A kiedy odwrócił się od Boga, zaprzedał swoją duszę diabłu. Za taki czyn jest wysoka cena do zapłacenia. Jeśli się zastanowimy nad demonicznymi siłami, jakie kierowały nazistami, uzmysłowimy sobie, jak realne było niebezpieczeństwo, które groziło wszystkim tym ludziom i ich rodzinom.
Zniszczenie, jakie miało miejsce wśród nazistów było bardzo realne i sam go doświadczyłem. W dzieciństwie nocami miałem wizje demonów. Przeżywałem traumę, którą rozładowywałem krzykiem zarówno w nocy, jak i w ciągu dnia. To nie są efekty bujnej wyobraźni dziecka, to było prawdziwe zagrożenie życia. Siły demoniczne, którym poddał się mój ojciec, zrujnowały mi dzieciństwo. Stawałem się coraz bardziej niezrównoważony, często chorowałem, cierpiałem fizycznie i psychicznie. Moje życie było piekłem i wiedziałem, że jeśli nie nastąpi jakiś cud, to albo ja kogoś zabiję, albo sam zginę.
A jednak dzisiaj jesteś innym człowiekiem. Jak to się stało? Kiedy nastąpiła zmiana?
Do dziś jestem pod wrażeniem tego, że doświadczyłem przemiany, ponieważ w naszym domu nie mówiło się o Bogu. Mimo że wokół mnie było wielu religijnych ludzi, z domu wyniosłem przekonanie, że Bóg nie istnieje. Pewnej nocy miałem wizję, w której demon próbował mnie zabić. Było to przerażające. Myślałem, że umrę. Tej nocy zawołałem do Boga o pomoc. Moja mama usłyszała tę modlitwę i zapisała ją. Wołałem: „Boże, ja nie chcę umierać, ja chcę żyć!”. Mama powiedziała mi o tym dopiero znacznie później.
Nikt nie wiedział, jak mi pomóc. Nikt nawet nie próbował, gdyż było zbyt wielu ludzi, którzy potrzebowali pomocy bardziej niż jakieś dziecko. Ale Bóg usłyszał moją modlitwę! Po niedługim czasie odpowiedział mi w niespodziewany sposób: przyprowadził w austriackie góry niemieckiego ewangelistę, który mnie odnalazł. Byłem jedną z pierwszych osób, które poznał w swojej podróży. Miał wspaniałą postawę wobec mnie – nie postrzegał mnie przez pryzmat problemu, który trzeba rozwiązać. Powiedział do mnie: „Werner, Bóg cię bardzo kocha. Posłał Jezusa, by umarł za ciebie. Jeśli mu zaufasz, On uratuje całe twoje życie, duszę i ciało”.
Te słowa same w sobie stały się promieniem światła w moim życiu. Żyłem w totalnej ciemności, przez którą przebił się ten promień nadziei. Wiedziałem, że to moja jedyna szansa, by wyrwać się z tej ciemności i zmienić moje życie. Oddałem swoje życie Chrystusowi i mówiąc w skrócie, zostałem uwolniony od wszelkich mocy ciemności, odzyskałem równowagę umysłu, odstąpiła ode mnie choroba i mogłem zacząć normalne życie. Miałem wtedy 15 lat.
Tak jak wcześniej nienawidziłem Żydów, tylko dlatego, że tak mnie nauczono, teraz zdałem sobie sprawę, że Ten, który zbawił świat i mnie, również był Żydem!
Czy ta zmiana wewnętrzna wpłynęła również na to, co działo się wokół?
Nie ma możliwości, żeby tak diametralna zmiana w człowieku nie miała wpływu na cały jego styl życia. Dlatego ludzie muszą być prowadzeni. Po podjęciu decyzji, by zaufać Jezusowi, ludzie muszą nauczyć się nowego życia – godnego Królestwa. Musiałem zacząć inaczej mówić, musiałem nauczyć się moralności, życia według Bożych standardów… Wszystko to było mi zupełnie obce.
Zajęło mi to trochę czasu, ale gdy już moje życie się zmieniło, odkryłem coś zaskakującego. Tak jak wcześniej nienawidziłem Żydów, tylko dlatego, że tak mnie nauczono, teraz zdałem sobie sprawę, że Ten, który zbawił świat i mnie, również był Żydem! Antysemityzm to nie tylko postawa, ale to szatańska siła. Gdy otworzyły mi się oczy, przyszedłem do rodziców. Oznajmiłem, że oddałem swoje życie Jezusowi, który był Żydem i zapytałem: Powiedzcie mi, co zrobiliście Żydom?
Rozpętało się piekło, ponieważ cała Austria próbowała się schować za zmową milczenia. Ukrywano się za hasłami typu „ci okropni Niemcy” i proklamowano, że nasz kraj był pierwszą ofiarą nazistów. Nie było to prawdą. Austria była pierwszym krajem, który przywitał nazistów, głównie dlatego, że Hitler sam był Austriakiem. Wielu dowódców z obozów zagłady było Austriakami. Byliśmy odpowiedzialni za najgorszą część wojny – za przywództwo. Po wojnie społeczeństwo przyjęło kłamliwą filozofię, że wszystkiemu winni są Niemcy, a Austria o niczym nie wiedziała i do niczego się nie przyczyniła.
Po dziś dzień zmowa milczenia jest nadal powszechna w Austrii. W samym epicentrum tego znalazłem się ja – chrześcijański chłopiec pytający: „Co zrobiliście Żydom?”. Nie spotkało się to z aprobatą. Teraz nikogo nie obchodziło, czyim byłem synem. Oskarżono mnie o różne przestępstwa, byłem aresztowany, raz nawet strzelano we mnie – kula tylko drasnęła mnie w głowę. Było coraz gorzej, aż zostałem zmuszony do opuszczenia kraju. Miałem 21 lat.
Czyli kolejne traumatyczne doświadczenia! To także musiało wpłynąć na twoje dalsze życie, prawda?
Chociaż miałem tak przerażającą przeszłość, przestałem się bać. Nie boję się mówić prawdy, ponieważ Bóg uwolnił mnie od lęku. Tylko dzięki temu mogę dzisiaj robić to, co robię. Na moje pytanie: „Co zrobiliście Żydom?” – nigdy nie otrzymałem odpowiedzi. Nikt mi nie powiedział, że mój ojciec był zbrodniarzem wojennym. Z czasem coraz więcej dowiadywałem się, co tak naprawdę działo się w czasie wojny.
Z początku nie wiedziałem zbyt dużo na temat Holokaustu. Wiedziałem o istnieniu obozów, ale nic ponadto. Jednak Bóg dał mi pragnienie poznania prawdy. Blokowano mi dostęp do osób, które znały prawdę, jednak krok po kroku przedostawałem się dalej i dowiadywałem więcej. W końcu zebrałem mnóstwo informacji na temat Holokaustu i dowiedziałem się, że świadkami w procesie mojego ojca byli Żydzi. Z taką historią życia jak moja, trzeba być bardzo ostrożnym, bo można wyrządzić ludziom wiele krzywdy.
W miejscu, gdzie mieszkam, nawiązałem bardzo dobre relacje ze społecznością żydowską i dzisiaj już traktują mnie jak przyjaciela. Wielokrotnie przemawiałem na spotkaniach i konferencjach żydowskich w Londynie. Czułem, że Pan Bóg to błogosławi i przychodzi ze swoim namaszczeniem. Moc Bożej miłości dotykała ludzi. Mimo że ci ludzie nie zgadzają się z moją wiarą w Jezusa Mesjasza, to czują się ze mną niejako połączeni i potrafią widzieć we mnie osobę im przychylną. Bóg dał mi wspaniałą szansę, by nawiązać z nimi relację.
Czy w efekcie sam musiałeś także stawić czoła przeszłości swojej rodziny?
Przegladając dokumenty i dochodząc do coraz to nowych faktów, natknąłem się na nazwisko Goldfinger. Kobieta o imieniu Sarah składała zeznanie w procesie mojego ojca. Dowiedziałem się, że Sarah nadal żyje i mieszka w Izraelu, więc pomyślałem, że muszę ją odnaleźć i porozmawiać. Niedługo potem dowiedziałem się, że jej brat Marek również żyje i mieszka w Anglii. Spytałem jednego z moich przyjaciół Żydów, czy nie pomógłby mi go odnaleźć. Ten spotkał się ze mną i podsunął mi kilka pomysłów, jak mogę szukać.
Dziesięć minut po naszym spotkaniu zadzwonił mój telefon. Po angielsku, z mocnym akcentem, głos w słuchawce zapytał mnie: „Jak masz na imię?”. Przedstawiłem się i zapadła cisza. Padło kolejne pytanie: „A jak miał na imię twój ojciec?”. Odpowiedziałem i znowu zapadła cisza. Po chwili mój rozmówca dodał: „Chyba dosyć dobrze znałem twojego ojca”. W końcu sam zapytałem: „A kim ty jesteś?”. Odpowiedział: „Jestem Marek Goldfinger, pochodzę z Rabki. Miałem zginąć z rąk twojego ojca, ale ktoś zapłacił za mnie okup i tej samej nocy zdołałem uciec”.
Długo rozmawialiśmy. Przeprosiłem Marka w imieniu mojego ojca i przeprosiłem za całą wyrządzoną mu krzywdę. Wyznałem ogromną skruchę i wstyd za to, co się stało. Przez wiele lat wielokrotnie znajdowałem się w podobnych sytuacjach, kiedy z bólem serca przepraszałem za przeszłość. Nigdy nie straciło to na intensywności. Mimo że Pan Bóg uwolnił mnie z poczucia winy i odpowiedzialności za czyny mojego ojca, zawsze takie spotkania dotykają mojego serca. Marek i ja w końcu zdecydowaliśmy się spotkać osobiście i jak się okazało, przez ostatnie dziesięć lat byliśmy praktycznie sąsiadami – Marek mieszkał na drugim końcu mojej ulicy.
Nasze pierwsze spotkanie nie było łatwe. Marek stracił w obozach zagłady wielu krewnych i nienawidził nazistów, Niemców i Austriaków. A teraz w jego domu siedział syn jednego z tych, których tak nienawidził. Powoli rozbieraliśmy wszystkie mury nieprzyjaźni, jakie stały między nami, aż w końcu staliśmy się sobie bardzo bliscy. Wspólnie wielokrotnie byliśmy mówcami na konferencjach dotyczących pojednania.
Zawsze chciałem wrócić do Rabki, gdzie mój ojciec dokonał tak strasznych czynów. Chciałem pojechać do tego miasta, aby się modlić i uwolnić moją rodzinę od przekleństwa.
Rozliczanie się za zbrodnie nazistów musiało być nieziemsko trudne. Jak należy rozliczać się z obciążającą nas przeszłością?
Zawsze chciałem wrócić do Rabki, gdzie mój ojciec dokonał tak strasznych czynów. Chciałem pojechać do tego miasta, aby się modlić i uwolnić moją rodzinę od przekleństwa. Biblia jasno mówi, że ktokolwiek przeklina Żydów, ten będzie przeklęty. Ja także żyłem pod tym przekleństwem. Chciałem mieć pewność, czy robię dobrą rzecz, więc wielokrotnie pytałem Boga, czy w ogóle mam przyjechać do Polski.
Ponieważ całe dzieciństwo żyłem pod przekleństwem, nigdy nie zapomniałem, jak bardzo jest ono realne. Bóg także nie zapomina, tak jak nie zapomni żydowskiej krwi, która została przelana i która woła do Boga. Nie możemy oczekiwać, że politycy będą za nas przepraszali. Zresztą przepraszanie nie jest ich mocną stroną. To my, wierzący, my jesteśmy członkami Bożego Królestwa. I w duchowej przestrzeni sprawujemy prawdziwe rządy tu na ziemi. A to znaczy, że musimy też wziąć na siebie odpowiedzialność za narody.
Bóg otworzył mi drzwi, bym odwiedził takie kraje jak Polska, Rumunia, Łotwa, Litwa, Mołdawia – kraje, w których mieszkali Żydzi, a gdzie później ich prześladowano lub mordowano. To jest odpowiedzialnością kościoła, by prosić o przebaczenie – przede wszystkim Boga, który może uzdrowić ziemię.
To wielkie wyzwanie dla kościoła. Czy dotyczy ono także kościoła na Zachodzie?
Kościoły na Zachodzie, a z mojego doświadczenia szczególnie kościoły w Anglii, są bardzo negatywnie nastawione lub co najmniej obojętne wobec Izraela. Agresywnie promują teologię zastępstwa, która głosi, że Bóg skończył z Izraelem z powodu jego grzechu. Moje pytanie brzmi: jeśli Bóg opuścił Izrael z powodu grzechu, to czy nie opuści niebawem także kościoła? Kościół ani trochę nie jest lepszy, a Izrael zawsze pozostanie Izraelem – narodem wybranym przez Boga.
Z mojego doświadczenia kościoły we wschodniej Europie są bardzo otwarte i jestem zachęcony, widząc w nich pozytywne zmiany. Często z radością ruszam w podróż po wschodniej Europie, bo wiem, że zdobędę inspirację, by wrócić do wyzwań, które czekają mnie w Anglii. Mimo wszystko, można dostrzec pęknięcia w murze między kościołem a Izraelem. Jestem przekonany, że ten mur, podobnie jak mur berliński, pewnego dnia runie.
Na całym świecie panuje wspaniałe poruszenie, ludzie modlą się o pokój dla Jerozolimy. A kościoły otwierają swoje serca na Izrael. Widzimy zmiany. Kiedy podróżuję, zwracam ludziom uwagę na to, jak wielką uwalniającą z przekleństwa moc ma modlitwa o pokój dla Jerozolimy. Musimy zrozumieć, że pokój dla Jerozolimy to nie to samo, co koniec wojen. Jeśli czytamy Biblię, to szybko zauważymy, że nie podaje ona, by w Izraelu miało nie być wojen. Nieustannie jest wzbudzany duch antysemityzmu, który chce zniszczyć Izrael.
Pokój w Bożym Słowie zawsze odnosi się do Księcia Pokoju. W istocie powinniśmy się modlić o ludzi w Jerozolimie, by poznali Boży pokój za sprawą Księcia Pokoju. Jestem zdania, że teologia zastępstwa jest przeszkodą, która odwleka przyjście Chrystusa i jest sprzeczna z Bożymi planami, które mają się wypełnić. Natomiast modlitwa o pokój dla Jerozolimy przygotowuje ludzi na przyjście Jezusa, ponieważ Bóg położył przyszłość Izraela w rękach kościoła.
W jaki sposób my, jako chrześcijanie, możemy mieć udział w wypełnieniu Bożych planów?
Jesteśmy nazwani ambasadorami Chrystusa. To znaczy, że naszym zadaniem jest modlitwa o to, by Boże Królestwo panowało na ziemi tak, jak w niebie. Siła do sprawowania rządów nie leży w rękach partii politycznych, ale w rękach kościoła żywego Boga. Mamy moc i autorytet, ale także pełnomocnictwo, by rządzić w sprawiedliwości.
Jako ambasadorzy wiecznego Królestwa Bożego zostaliśmy powołani, by ogłosić panowanie tego Królestwa wszystkim narodom na ziemi. By to zadanie wypełnić, otrzymaliśmy autorytet nad wszelką ciemnością, zostaliśmy wyposażeni w duchową zbroję, która ma moc zburzyć warownie zła. Mamy prawo prosić Boga, by dał nam narody w nasze dziedzictwo. Jeśli my jako ludzie Królestwa, nie przejmiemy duchowego autorytetu i nie odzyskamy dla Boga narodów, to zostaną one zdobyte przez korupcję, niemoralność i herezję. Wyciągnijmy wnioski z przeszłości, gdy niejednokrotnie kościoły nie wykorzystały okazji, aby odmienić los kraju.
Aby Boże Królestwo wzrastało, musimy stać się duchową siłą, z którą inni będą musieli się liczyć. Nadszedł czas, by wierzący przestali „bawić się w kościół”, a zaczęli praktykować życie w Bożym Królestwie, które ma wszelki autorytet nad światem. To nie pretekst do wojowniczej postawy, ale do bycia mocnym w Chrystusie, który jest większy niż ten, który jest w świecie (1 List Jana 4:4).