Kontrowersje i podzielone zdania związane z Osobą Ducha Świętego pozostają w centrum uwagi, ilekroć mowa jest o przebudzeniu na Azusa Street w Kalifornii na początku XX wieku. Ruch ten mocno przyczynił się do rozwoju ruchu zielonoświątkowego na świecie i był jednym z bardziej znaczących przebudzeń minionego wieku, zważywszy na historię chrześcijaństwa.
Przebudzenie w Kalifornii
Jak większość wydarzeń tego typu, to przebudzenie nie wzięło się znikąd. Wydarzenia na Azusa Street wpisują się w konkretny kontekst historyczny, następując po innych ważnych wydarzeniach wewnątrz kościoła. Według zielonoświątkowej perspektywy historycznej, ruch powstał w efekcie modlitwy i starań o życie przepełnione działaniem Ducha Świętego. Taki ruch modlitewny nie był niczym nowym – już wcześniej skupiali się na nim montaniści, waldensi, anabaptyści, irwingianie, w końcu i ruch apostolski. Przebudzenie na Azusa Street wywodzi się z tego ostatniego.
W ostatniej dekadzie XIX wieku dziedzictwo „Świętego Klubu” Johna Wesleya miało się ku schyłkowi z powodu wewnętrznych podziałów i odłamów. W efekcie wielu wiernych modliło się o nowe Boże poruszenie. Pierwszym owocem modlitw było przebudzenie w Walii w roku 1904, które następnie rozszerzyło się na Anglię, w tym i Londyn. W odróżnieniu od innych fal przebudzeniowych tego czasu, które miały miejsce na ulicach, to przebudzenie miało miejsce głównie wewnątrz środowiska kościelnego, dotykało ludzi biednych i odrzuconych. Frank Bartleman, pisarz i duchowny z Los Angeles, otrzymał wieści z Walii i zaczął marzyć o takim przebudzeniu w swoim otoczeniu. W 1905 roku napisał list do Evana Robertsa, jednego z przywódców przebudzenia w Walii, prosząc o modlitwę o Kalifornię. Roberts odpisał, instruując Bartlemana, by zebrał ludzi z gorącym sercem, którzy będą gotowi w pełni poddać się działaniu Bożemu. „Módlcie się i czekajcie. Zaufajcie Bożym obietnicom. Spotykajcie się codziennie” – to słowa Bartlemana.
Dar Języków
W tym samym czasie pastor w Kansas, Charles Parham, wysunął wniosek, że modlitwa językami jest głównym potwierdzeniem chrztu w Duchu Świętym i zawsze w tej sytuacji występuje. Przez pewien czas Parham wykładał w szkole biblijnej Bethel w Topeka, gdzie część studentów zgadzała się z nim w kontekście duchowego chrztu; wspólnie rozpoczęli spotkania modlitewne, by prosić Boga o chrzest w Duchu Świętym i dar języków. Na tych spotkaniach zamanifestowało się przynajmniej 21 znanych im języków, co spotkało się z ogromną satysfakcją Parhama. W efekcie Charles Parham zaczął głosić, że Duch Święty daje ludziom zdolność posługiwania się językiem, który jest im potrzebny, zatem misjonarze nie wymagają przygotowań językowych przed wyjazdem na misję. Gorąco wierzył, że za jego życia będzie miało miejsce przebudzenie podobne temu z drugiego rozdziału Dziejów Apostolskich.
Los Angeles
Z początkiem wieku XX Los Angeles dojrzało do prawdziwego przebudzenia. Między rokiem 1880 a 1910 było to najszybciej rozwijające się miasto w Stanach Zjednoczonych, o największym wzroście liczby mieszkańców. Zarazem było miastem młodym, zamerykanizowanym zaledwie w roku 1848, co znaczy, że jego mieszkańcy – Angelinos (czyt. anchelinios) – mieli dużo wolności, w tym religijnej. Wysoka populacja imigrantów sprawiła również, że miasto było bardzo zróżnicowane i tolerancyjne.
Przy ulicy Santa Fe mieścił się kościół Holiness Mission, który potrzebował nowego pastora. Wybrano Williama J. Seymoura, niskiego, krępego Afroamerykanina, widzącego tylko na jedno oko. Pomimo swojego opanowania, prostoty i stonowania, Seymour umiał porwać słuchaczy i wywrzeć na nich ogromny wpływ. Przyjął powołanie do Santa Fe Mission i, podobnie jak Parham, którego był uczniem, wiele głosił na temat daru języków i tego, iż są zawsze występującym przejawem chrztu w Duchu Świętym. Pogląd ten nie był niczym nowym. Seymour czuł się wysłannikiem Parhama, mimo że bardzo się różnili w poglądach dotyczących uwielbienia. Seymour był otwarty na wszelkiego rodzaju manifestacje Ducha Świętego, pod warunkiem, że były prawdziwe i szczere. Parham natomiast był przeciwny dynamicznym zachowaniom, okrzykom i tańcom.
Wszystko, co miało miejsce na Azusa Street, jakkolwiek mogło się wydawać ekscentryczne i nietypowe, w istocie nie było w żaden sposób egzotyczne ani sprzeczne z tym, co Bóg czynił przez wieki. Duch święty zadziałał w pełni mocy, jak za czasów opisanych w Piśmie Świętym jak przez minione wieki. Bóg jest niepojęty i nieogarnięty.
Kontrowersje
Kiedy Seymour rozpoczął nauczanie na temat chrztu w Duchu Świętym, w mieście wzrosły kontrowersje. Wielu wierzyło, że uświęcenie przez Ducha Świętego i chrzest w Duchu Świętym to synonimy. Żeby zaakceptować nauczanie Seymoura, niektórzy musieli dokonać zmian w tym, w co wierzyli. Większość przyjęła, że posługiwanie się językami jest manifestacją chrztu, ale niewielu zgodziło się ze stwierdzeniem, że to podstawowy, jedyny znak ochrzczenia. Z tego powodu po roku kościół na Santa Fe zrezygnował z Seymoura.
William J. Seymour nie miał innego wyjścia jak tylko kontynuować swoją służbę, nie będąc związanym z żadnym kościołem. Zaczął natomiast prowadzić nauczanie w domu Owena „Irish” Lee. To miejsce szybko stało się za małe i spotkania modlitewne przeniesiono do domu małżeństwa z kościoła baptystycznego, Rucharda i Ruth Asberry, którzy nie tyle zgadzali się z nauczaniem Seymoura, ile zostali poruszeni współczuciem. Na tym etapie praca Seymoura nie była zbyt efektywna. Jak mogła być, jeśli on sam nigdy, według jego własnych poglądów, nie był ochrzczony w Duchu Świętym, gdyż nigdy nie modlił się językami? Frekwencja na spotkaniach stopniowo wzrastała, ale nikt nie przeżywał manifestacji Ducha Świętego. W tym okresie ogromnej frustracji Seymour poprosił Parhama, by przysłał mu pomocników.
Wylanie ducha
Ostatecznie, 9 kwietnia 1906 roku, Seymour mógł zobaczyć Ducha Świętego w działaniu. Na spotkaniu modlitewnym Seymour modlił się o Owena Lee, który nagle zaczął mówić językami. Doświadczył chrztu w Duchu Świętym. Zgromadzonych ogarnęła wielka radość i szybko z tą wieścią udali się do domu państwa Asberry. Tam wzmocniła się ich wiara i wspólnie zaczęli modlić się jeszcze intensywniej o Ducha Świętego. Po chwili część osób opadła na podłogę, część modliła się już językami. Najmłodsza córka gospodarzy przestraszyła się tego, co zobaczyła, i pobiegła do sąsiadów. W mgnieniu oka wiadomość rozniosła się po całej okolicy, a wielu mieszkańców przyszło do domu Asberrych, by zobaczyć, co się dzieje. Duch Święty zaczął ogarniać ludzi wokół. Niektórzy z zebranych sąsiadów sami zostali ochrzczeni Duchem Świętym i zaczęli wołać do Boga w nieznanych wcześniej językach. Jedna z kobiet w domu nagle zaczęła grać na pianinie i śpiewać pieśni uwielbienia po hebrajsku, nie mając wcześniej znajomości ani gry, ani języka. Duch Święty działał pośród tej niewielkiej grupy ludzi w sposób niewytłumaczalny.
Coraz większy zasięg
Sytuacja powtórzyła się następnego dnia. Wokół domu zgromadziło się jeszcze więcej ludzi, jeszcze więcej przyjęło chrzest w Duchu Świętym i mówiło językami. Dom stał się domem modlitwy i uwielbienia, które trwały całą dobę. Ludzie padali na podłogę pod działaniem Bożej mocy, Seymour nawoływał na ulicy do ukorzenia się przed Bogiem. Domek szybko stał się zbyt mały dla gromadzących się tłumów. Gdy płotek przed domem został staranowany, zaczęto szukać nowego miejsca.
Cała grupa przeniosła się do budynku, w którym kiedyś mieścił się kościół metodystów. W nowym miejscu, z jeszcze większą liczbą ludzi, całe wydarzenie przyciągało coraz większą uwagę mediów. „The Los Angeles Times”, największy dziennik lokalny, zamieścił na pierwszej stronie artykuł o przewrotnym tytule Dziwne pomieszanie języków. O przebudzeniu napisano: „Przy dziwnych dźwiękach, przy recytacji wyznania wiary, którego nikt nie umie zrozumieć, narodził się nowy odłam w Los Angeles… Wyznawcy tych dziwnych praktyk, fanatycznych rytuałów i dziwnych teorii nawzajem popychają się w stronę podekscytowania i zapału” („LA Times”, 18 kwietnia 1906).
Rok po roku
Spotkania odbywały się codziennie, całą dobę, przez niemal trzy lata. Nikt nigdy nie wiedział, czego się spodziewać w kolejny dzień na Azusa Street. Spotkania były spontaniczne, każdy czuł się wolny, by uwielbiać Boga tak, jak potrafi, nie było kazań, „porządek” spotkań był uzależniony tylko od Ducha Świętego. Wydarzenie przyciągało zarówno poszukujących, jak i wątpiących. Pierwsze wydanie oficjalnej gazetki tego przebudzenia opisuje dobrze ubranych duchownych, którzy przyszli zbadać sytuację: „Po chwili ich powaga została zastąpiona zdziwieniem, następnie przychodziło przekonanie, a potem wielu padało na kolana i błagało Boga o przebaczenie; chcieli stać się jak dzieci” („Apostolic Faith”, 1 września 1906).
Odkąd zdecydowano pozostawić budynek otwartym przez całą dobę, w ciągu dnia odbywało się czasem aż 9 nabożeństw. Nie było śpiewników, programu, zbierania ofiary… Wszystko zależało od Bożego poruszenia. Często notowano uzdrowienia. Bóg uzdrawiał ludzi ze ślepoty, głuchoty, niewydolności serca i gruźlicy. Wpływ przebudzenia na Azusa Street sięgał coraz dalej. Ludzie z całego świata przyjeżdżali do Los Angeles na wieść o tym, co się tu dzieje. A potem, natchnieni Duchem Świętym, powracali do swoich domów, do swoich narodów. Tysiące misjonarzy zostało wysłanych na cały świat w efekcie tego przebudzenia.
Spadek zainteresowania
Jednak początkowa fala przebudzeniowa zaczęła opadać. W dużej mierze stało się to z powodu rozwoju ruchów sekciarskich. Niektóre rzeczy zaczęły się wymykać spod kontroli, próbowano ogarnąć ludzką spontaniczność i nałożyć na nią pewne ramy. W rezultacie zainteresowanie stawało się coraz mniejsze. Regularne zgromadzenia setek ludzi przekształciły się w spotkania kilkudziesięciu. Kościoły zaczęły powątpiewać w autentyczność wszystkich tych wydarzeń. Zarazem narastające poczucie wyższości tych ugrupowań, które zostały dotknięte tym przebudzeniem, wzbudzało coraz większą niechęć. Do roku 1912 przebudzenie już niemal zupełnie ucichło. Siedemnaście lat później, w roku 1929, Azusa Street Mission zbankrutowało i zamknęło swoją działalność. Stanął tu budynek Centrum Kultury Japońsko-Amerykańskiej.
Wpływ tamtych lat
Dzisiaj przebudzenie na Azusa Street jest ledwie wspomnieniem, ale nikt nie może zaprzeczyć jego ogromnemu znaczeniu. Wpływ tamtych lat widoczny jest do dziś. Przebudzenie na Azusa Street było katalizatorem wielkiego rozwoju ruchów chrześcijańskich w Stanach Zjednoczonych i nie tylko. Bartleman sporządził w swoim dzienniku następującą notatkę na temat wydarzeń z Azusa Street: „Od tego czasu, kiedy zielonoświątkowi po raz pierwszy dotarli do Los Angeles, dobre inicjatywy rozlały się w dwóch głównych kierunkach. Pierwszy to uwolnienie w uwielbieniu, pełnym czystości i mocy Ducha Świętego. Drugi to uwolnienie dusz – ludzie są nie tylko uwalniani od grzechu i wiecznego potępienia, ale także przygotowywani na spotkanie z Panem” (Keefauver).
Daj się zaskoczyć
Przebudzenie na Azusa Street wstrząsnęło społeczeństwem u podstaw. Bóg zadziałał i pokazał, jak jest bliski. On sięga krańców ziemi, kiedy się modlimy. Wszystko, co miało miejsce na Azusa Street, jakkolwiek mogło się wydawać ekscentryczne i nietypowe, w istocie nie było w żaden sposób egzotyczne ani sprzeczne z tym, co Bóg czynił przez wieki. Duch Święty zadziałał w pełni mocy, jak za czasów opisanych w Piśmie Świętym, jak przez minione wieki. Bóg jest niepojęty i nieogarnięty. Psalmista pisze, że jest dziwny. Ruchy przebudzeniowe uświadamiają nam, że i dzisiaj Duch Święty może nas zaskoczyć – jest wszechmocny, tajemniczy i przyciągający. A Jezus obiecał, że jest taki dla każdego wierzącego.