Jako okulista-chirurg, zostałem włączony do misji w Afryce, gdzie pełniłem funkcję ordynatora amerykańskiego szpitala misyjnego, leżącego 320 km od Nairobi. Gdy w 2001 r. wyjechałem po raz pierwszy do Kenii, nie zdawałem sobie sprawy, jak głęboko Bóg dotknie mojego serca. Od tamtego czasu razem z rodziną powracałem tu już dwukrotnie.
Nas szpital zapewnia opiekę zdrowotną dla około 1 miliona Kipsigis, Masajów, Luo i Kikuju. Tablica przy wejściu wita wszystkich słowami: „My leczymy – Jezus uzdrawia”.
W głąb Afryki
W miejscu, gdzie płaskowyż nagle opada w dół, rozciąga się przestrzeń, której bezkres nie równa się niczemu, co ludzkie oko może ujrzeć na ziemi, a umysł nie chce przyjąć, że to nie sen, lecz rzeczywistość – Wielki Rów Afrykański. Nie docierają tam samochody bogatych turystów, czujących się bohaterami nowego „Pożegnania z Afryką”. Tam zaczyna się prawdziwa Afryka, miejsce niewysłowionego piękna Bożego stworzenia i jednocześnie niewyobrażalnych dla Europejczyka potrzeb.
Nie ma zwycięstw bez walki ani świadectw Jego działania bez ufności w problemach
Moim celem na każdej z tych misji było widzieć Jezusa w akcji – widzieć, jak przywraca duchowy i fizyczny wzrok, jak wyrywa z sideł okultyzmu i zbawia. Według WHO (World Health Organization, ang. – Światowa Organizacja Zdrowia – przyp.red.), na świecie żyje 45 milionów niewidomych. Większość to chorzy z „odwracalną ślepotą” spowodowaną głównie zaćmą.
W 90% dotyka ona ludność krajów Trzeciego Świata, takich jak Kenia, w której jedynie 25% mieszkańców ma dostęp do leczenia operacyjnego. W tych warunkach termin „przywrócić wzrok” znaczy „przywrócić do życia”, kiedy ludzie znów są w stanie widzieć swoich bliskich, troszczyć się o nich i pracować w swoich gospodarstwach.
Boża miłość to nie slogan
Personel szpitala zapewnia serdeczną, pełną troski i oddania, opiekę. Pacjenci, widząc prawdziwą Bożą miłość nie w sloganach, lecz w życiu i postępowaniu oddanych Bogu chrześcijan, pragną poznać tego samego Boga. Wielu opuszcza szpital jako ci, którzy swoje serce i życie oddali Jezusowi. Nasze misje były wręcz „nasączone” Bożą obecnością i działaniem. Chcemy, żeby nasi pacjenci wiedzieli, że to Jezus ich uzdrawia.
Ostatnio linie lotnicze stanowczo odmówiły zwolnienia sprzętu medycznego ze słonej opłaty za nadbagaż, mimo że zostały poinformowane o całkowicie charytatywnym celu tej misji. Musiałem zrezygnować z przysługującego mi limitu na bagaż osobisty, a bagaże mojej rodziny zostały bardzo ograniczone.
Mimo to nadbagaż wyniósł kilkanaście kilogramów. Na lotnisku ze zdumieniem obserwowaliśmy, jak z Bożej łaski CAŁKOWICIE zwolniono nas z wszelkich opłat! W Nairobi byliśmy jedynymi pasażerami, których otoczyła obsługa lotniska, wypełniając ZA NAS wszystkie formularze, przeprowadzając nas przez odprawę i podstawiając wózki na bagaże.
Podczas dalszej podróży, pomimo że wskutek awarii musieliśmy uzupełniać wodę w chłodnicy początkowo butelkowaną wodą mineralną, a potem brunatną wodą z rzeki, Pan Bóg doprowadził nas bezpiecznie na miejsce. Nie ma zwycięstw bez walki ani świadectw Jego działania bez ufności w problemach. Każdy dzień pracy w szpitalu rozpoczynał się od społeczności z pacjentami. Śpiewaliśmy o Bogu w kipsigis, suahili i po angielsku, studiowaliśmy Biblię, modliliśmy się o potrzeby i Boże kierownictwo.
Daj mi, proszę, nowe oczy
Większość zabiegów przeprowadzanych na oddziale stanowiły operacje usunięcia zaćmy. Dzięki zabranemu z Polski sprzętowi, miejscowi pacjenci byli operowani jedną z najnowocześniejszych technik na świecie. Przy pierwszych zabiegach asystowała mi moja żona Ewa, która jest psychologiem i magistrem pielęgniarstwa z dużym doświadczeniem w pracy na bloku operacyjnym.
Nie sposób oddać słowami radości pacjentów, którzy odzyskują wzrok. Są to dla mnie zawsze najpiękniejsze chwile, które w pełni wynagradzają wszelkie zmęczenie wielogodzinną pracą przez siedem dni w tygodniu. Ubóstwo tutejszej ludności bywa wręcz niewyobrażalne. Zdarza się, że wszystko, co przynoszą ze sobą do szpitala, to koc, którym się okrywają, kij służący za podparcie oraz sandały sklecone z pasków skóry i kawałka opony samochodowej.
Pewna staruszka, wychodząc ze szpitala wyznała, że po stracie męża sama opiekuje się dziećmi i gospodarstwem. Ludzie odradzali jej operację, lecz ona modliła się tymi słowy: „Panie, zabrałeś już mojego męża do siebie. Daj mi teraz proszę nowe oczy, bym mogła opiekować się dziećmi i dobytkiem”. Wbrew krytyce wsi, postawiła krok wiary. Wracała do domu, widząc, pełna radości, że Bóg wysłuchuje modlitwy.
Gdy Jezus uzdrawia i wchodzi do ich życia
Inna kobieta, znana w okolicy alkoholiczka, wdowa po alkoholiku, zamieniła swoją chatę w regularny browar. Przyszła z ciekawości na studium biblijne w szpitalu. Brudną i cuchnącą zaproszono ją do środka. Słuchając Ewangelii, zdała sobie sprawę z tego, w jakim stanie się znajduje, i że jedynie Boża miłość i Jego moc mogą ją z tego wyrwać.
W modlitwie oddała życie Jezusowi, który w jednej chwili nie tylko przebaczył jej wszystko, ale całkowicie usunął uzależnienie od alkoholu. Domowy browar zakończył swoją działalność. Dzieci ujrzały tę przemianę w mamie i również oddały swoje życie Jezusowi!
Wśród zoperowanych pacjentów była również pewna młoda Masajka. W trakcie naszego porannego spotkania opowiedziała, jak Jezus – gdy oddała Mu swoje życie – zamienił jej niepewność jutra na świadomość Jego bliskiej opieki. Jak dał jej pokój niezależnie od zmagań codziennego dnia i pewność, że tak jak obiecał, nigdy jej nie zostawi i nigdy nie opuści. Gdy skończyła mówić, cztery inne Masajki w bardzo zdecydowany sposób oświadczyły nam, że one też chcą tego Jezusa!
Gdy modliły się, by Jezus wszedł od tej pory do ich życia, przebaczył im wszystko i dał nowe życie, cieszyliśmy się wraz z nimi. Co wyprawiali w tym czasie aniołowie w niebie, możemy sobie tylko wyobrazić! To niesamowita radość, móc z Bożą pomocą przywracać ślepym wzrok. Jest jednak większa. To radość z asystowania Bogu, gdy to ON przywraca duchowy, a czasem też fizyczny wzrok.
Bóg Cudów
Boża moc objawia się w naszych słabościach, a Jego wszechmoc śmieje się z tego, co niemożliwe dla człowieka. Byłem w środku operacji 4-letniej dziewczynki, która właśnie traciła oko z powodu urazu kamieniem. Modląc się o nią, obserwowałem ranę przez mikroskop operacyjny. Zakładając szwy cieńsze od ludzkiego włosa, trzymałem w ręku igłę wielkości rzęsy.
Nagle zgasło światło. Z powodu suszy poziom wody w rzece opadł tak bardzo, że hydroelektrownia zaopatrująca szpital przestała działać. W takich sytuacjach natychmiast uruchamia się szpitalny generator. Tym razem i on zawiódł. Zostałem bez światła, bez mikroskopu, z tracącą wzrok dziewczynką, której nie byłem w stanie pomóc. I wtedy dopiero zaczęły się dziać rzeczy wielkie.
Asystujący mi pielęgniarz wyciągnął z kieszeni latarkę i włączył ją. Pomyślałem: Co mi po latarce, skoro nie mam powiększenia mikroskopu? Jak mam szyć nicią, której bez mikroskopu nie widzę? I wtedy wręcz zagrzmiało to we mnie: „Ja jestem Bogiem cudów! Ja nie potrzebuję twojego mikroskopu i elektryczności. MOJE SŁOWO jest lampą twoim nogom i światłością na twojej ścieżce. Ufaj i stań na wodzie!”.
Rozpłakałem się. Odepchnąłem na bok mikroskop i wraz z asystą dalej modliliśmy się. Jeden za drugim, zacząłem zakładać szwy na to małe oczko – wiarą, nie wzrokiem. Gdy skończyłem, zakryliśmy je opatrunkiem i odesłaliśmy dziecko na salę chorych. Jakaż była nasza radość następnego poranka, gdy okazało się, że dziewczynka znów widzi właśnie zoperowanym okiem! Chwała Bogu!
Jezus uzdrawia i daje nowe życie
8-letnia Chesang straciła rodziców bardzo wcześnie. Ta ogromna tragedia była poprzedzona inną – Chesang urodziła się z zespołem zaburzeń genetycznych. Miała zniekształcone dłonie, stopy, niewidzące jedno oczko, a drugim potrafiła tylko liczyć palce z odległości jednego metra. Operacja na jedynym oku stanowiła ogromne ryzyko, a prawdopodobieństwo poprawy było bardzo niepewne.
Takie były fakty do dnia operacji. Po niej Chesang mogła już czytać z odległości pięciu metrów, co otworzyło przed nią cały świat i umożliwiło podjęcie nauki w szkole. To, co dla człowieka niemożliwe do osiągnięcia, dla Boga jest drobnostką! To była piękna i wzruszająca chwila dla mnie i całego zespołu, gdy byliśmy świadkami jej radości i radości babci, która towarzyszyła jej na oddziale.
To niesamowita radość, móc z Bożą pomocą przywracać ślepym wzrok. Jest jednak większa. To radość z asystowania Bogu, gdy to ON przywraca duchowy, a czasem też fizyczny wzrok. Podczas naszej misji głosiliśmy Ewangelię o Jezusie zarówno w szpitalu, jak i w naszych wyjazdowych klinikach. Docieraliśmy do bardzo odległych zakątków.
We wszystkim ogromną pomocą była dla mnie moja żona Ewa i dzieci, które od samego początku były bardzo aktywną częścią tej misji. Asia i Eryk pomagali w przygotowaniu leków i sprzętu oraz w opiece nad chorymi. W odpowiedzi na głoszone Boże Słowo dziesiątki Kipsigis, Masajów i Luo oddawały swoje życie Jezusowi. Niejednokrotnie tańczyli z radości z powodu zmian, których Bóg w nich dokonywał.
Bóg otrze wszelką łzę
Wielu zostało wyrwanych z więzów okultyzmu i mocy ciemności. Ci wszyscy, którzy oddali swoje życie Jezusowi doświadczyli uwolnienia od towarzyszącego im na co dzień paraliżującego lęku przed istotami duchowymi. Na dźwięk Jego imienia demony uciekają ze strachu. Jezus uzdrawia nie tylko nasze ciało.
Nieraz przeżywaliśmy także trudne chwile, przytłoczeni ogromem ludzkiego cierpienia, samotności i bólu, jak choćby w przypadku pewnego 11-letniego chłopczyka w zaawansowanym stadium AIDS. Wiele dzieci w Kenii ulega zakażeniu wirusem HIV już w trakcie porodu. Czasami jedyne co możemy zrobić, to sprawić, żeby nie czuli się samotni.
Jedna z najwspanialszych cech Bożej miłości to ta, że usuwa ona poczucie odrzucenia. Jezus zawsze był tam, gdzie nikt inny nie miał odwagi postawić swojej stopy. Bo kocha. Taką miłością chcemy umieć służyć. Jezus dziś nadal szuka i ratuje to, co zginęło (Łuk. 19:10). I odnajduje, a wtedy ogarnia swoją miłością i bezwarunkową akceptacją. Pewnego dnia otrze też wszelką łzę z ich oczu i śmierci już nie będzie (Obj. 21:4).