milosc-na-probe

Związek na próbę czyli testowanie miłości

Ona była bardzo samotna, zmęczona czekaniem na księcia z bajki. On już się wyszalał, miał dosyć przelotnych związków, chciał się ustatkować. Pewnego razu poznali się, coś zaiskrzyło.

Związek na próbę może się komuś wydawać kuszący. Ich relacja szybko się rozwijała, motyle w brzuchu, głębokie spojrzenia, świat dookoła nie istniał. Nagle to, co niemożliwe, wydawało się takie realne, proste, namacalne. Szybko postanowili, że nie będą marnować czasu. Zamieszkają razem, by spróbować – SPRAWDZIĆ – czy naprawdę będzie im razem tak dobrze, jak sobie wyobrażali.

I na początku nawet było. Jednak nie wyszło. Po pewnym czasie jedno z nich stwierdziło: Przepraszam, nie o to mi chodziło…

Poszukiwany: związek na próbę

Chyba nie tylko ja mam wrażenie, że żyjemy w szczególnych, dziwnych czasach. Nigdy w historii nie można było dostać tak wiele „na próbę” jak dzisiaj. Możemy przetestować właściwie wszystko: pralkę, lodówkę, samochód, telewizor. Nawet banki dają karty kredytowe na próbę. Tak wiele możemy dostać na próbę, a następnie oddać, jeśli tylko to nam nie odpowiada.

Bardzo łatwo przyzwyczajamy się do tego. Uznajemy, że tak powinno być, bo ten świat w końcu jest dla nas, a nie my dla świata (chyba wielu ciągle tak myśli). Związek na próbę przeradza się w rodzinę na próbę, całą tożsamość „na próbę”. Często nam się wydaje, że czegoś bardzo potrzebujemy, potem jednak okazuje się, że wymaga pracy i zaangażowania, więc zwyczajnie to oddajemy.

Myślę, że niestety podobnie dzieje się z miłością, relacjami między ludźmi, a nawet z Panem Bogiem. Fakt, że często układamy sobie relację z Panem Bogiem jakby „na próbę”, prowokuje podejmowanie zbędnych prób w innych sferach życia. Testujemy opcje szczególnie w związkach, miłości, przyjaźniach.

Idealizowanie relacji i nadinterpretacja

Mogę spokojnie tak powiedzieć o sobie. Wielu rzeczy próbowałem i nie zawsze grałem fair. Często wolałem próbować Boga, niż z Nim być, tak zwyczajnie, nawet w niedoskonały sposób. Nawet moja relacja z Bogiem wydawała się być jak związek na próbę. Wiem, że często byłem tylko degustatorem, audytorem, tylko testowałem, zamiast zwyczajnie uwierzyć i żyć wiarą.

Wydaje mi się, że z powodu takiego „testowania życia” wielu ludzi jest bardzo głodnych – głodnych miłości. Niestety, wygłodzony człowiek wiele sytuacji wyolbrzymia, bo tak bardzo chce, aby były miłością… Seks staje się miłością, przelotne spojrzenie w kolejce z zakupami. To iskrzenie i bijące dzwony są później interpretowane jako miłość.

Utworzyliśmy wiele „symptomów miłości”, które opierają się na ulotnych emocjach, „chemii” i przeczuciach. Bo tak bardzo chcemy kochać i być kochanymi, tak bardzo chcemy mieć kogoś obok. To oczywiście nie jest nic złego, to naturalne, że chcemy mieć kogoś bliskiego. Ale związek na próbę nie zdaje egzaminu, gdy motywem przewodnim naszych relacji z innymi ludźmi, a nawet z Bogiem, jest „bycie z kimś za wszelką cenę”.

Ulotny związek na próbę

Wiele razy słyszałem pytania: „Co mam zrobić? jestem z nim/z nią, mieszkamy razem, ale nawet nikt nikomu nie powiedział ‘kocham’? Nawet nie wiem, czy kocham”. To wygląda, jakby magiczne słowo miało zmienić rzeczywistość. Ludzie „próbują coś”, próbują żyć, mieszkać, uprawiać seks… Gdy nie wyjdzie lub się znudzi, próbują z inną osobą. Czekają na magię, którą zwą miłością.

Na pozór wydawałoby się, że to nic złego, jednak… Dlaczego nie ma w tym: „na dobre i na złe”, nie ma: „do końca życia”? Widać tylko związek na próbę i testowaną „miłość”.

Pan Bóg dał nam tylko jedno życie, nie mamy go na próbę. Jeśli żyjemy na próbę, to ucieka nam coś bardzo istotnego, bezcenna prawda, prawdziwe życie. Jeśli „kochamy na próbę”, wybieramy tylko środek zastępczy, podróbkę… Niestety, ze środkami zastępczymi i prowizorkami jest tak, że nie zastępują a raczej odciągają od tego, co cenne. Więc prawdziwa miłość ciągle umyka…

Kochanie to włożenie wysiłku

Zdarza się nam ludziom patrzeć z wyższością na dawne czasy, traktować je jak gorsze. Jednak odnoszę silne wrażenie, że kiedyś ludzie mieli więcej odwagi i determinacji, imponowały im wierność i romantyzm. Widzę w tym też więcej z postawy Chrystusa.

Nie wiem, czy dzisiaj jest wiele osób, które gotowe są wejść w relacje bez próby, ale od razu „na dobre i na złe” oraz „do końca życia”. Mam wrażenie, że ludziom ciągle się wydaje, iż trzeba mieć szczęście, żeby doświadczyć miłości. Myślimy, że to jakiś traf, szczęśliwy los. A nie rozpoznajemy, że to budowla, która wymaga pracy.

Umykają nam takie wartości, jak przebaczenie, usługiwanie sobie, troska, małe cegiełki, które budują większą całość. To właśnie z nich może powstać kiedyś pałac. Ale ruiny to też zbiór cegieł – w które nikt nie włożył wysiłku. Osamotnieni, zza szklanego ekranu monitora lub telefonu komórkowego, szukamy miłości w przeróżny sposób. Ubieramy ją w przeróżne słowa i fantazje, ale rozmijamy się z celem.

Związek na próbę nie zdał egzaminu

Zgadzam się, że próby mają swoją wartość i znaczenie. Bez próbowania nie moglibyśmy się uczyć. Małe dziecko próbuje wstawać, potem chodzić, mimo że nie od razu to się udaje. A po pewnym czasie chodzenie nie jest już próbą, tylko naturalną czynnością. W życiu również próbujemy – przyjaźni z Bogiem i ludźmi. Często się nie udaje, popełniamy błędy i to jest naturalne. Jednak należy uważać, aby nie pozostać na etapie prób.

Biorąc pod uwagę czas, powinniście być nauczycielami, tymczasem znowu potrzebujecie kogoś, kto by was nauczał pierwszych zasad nauki Bożej; staliście się takimi, iż wam potrzeba mleka, a nie pokarmu stałego. (Hebr. 5:12)

Często mam przykre wrażenie, że ciągle „piję mleko” i nawet nie wiem, co to „pokarm stały”. Daleko mi do dojrzałości w sprawach relacji. Ale wierzę, że dzięki Jezusowi miłość może stać się naturalnym odruchem, że nie będzie tylko ciągłym próbowaniem.

Jezus zawsze wiedział, co ma robić, dokąd iść, kiedy modlić się, a nawet kiedy umrzeć. Jezus pokazywał, jak nie próbować relacji z ludźmi, nie testować, ale jak z nimi być. Uczył, jak ich prawdziwie kochać – na dobre i na złe, na zawsze. Niech Jezus stanie się dla nas wzorcem, Mistrzem miłowania i prawdziwych, głębokich relacji – z Ojcem w niebie i z drugim człowiekiem.