Strona główna Artykuły Tematyka Pełne Zdrowie W Bogu moje uzdrowienie – historia z życia
w-bogu-jest-moje-uzdrowienie

W Bogu moje uzdrowienie – historia z życia

W lipcu tego roku zauważyłam dużego guza pod pachą. Przyszedł lęk... Co to jest?

Lekarz pierwszego kontaktu zbadał piersi i uspokoił mnie. Ale dla upewnienia się, że to nic groźnego, skierował na USG. Niestety opis USG nie był już tak uspokajający… Zapisałam się na wizytę do onkologa. W międzyczasie modliłam się i zadawałam Panu Bogu pytania, a On zapewniał mnie o swojej ochronie i opiece, zachęcając jednocześnie, by Mu bezwarunkowo zaufać.

Przylgnęły do mnie na ten czas słowa z Trenów 3:21: To biorę sobie do serca i w tym moja nadzieja, niewyczerpane są objawy łaski Pana, miłosierdzie Jego nie ustaje. Każdego poranku objawia się na nowo. Wielka jest wierność Twoja, Pan jest moim działem, mówi moja dusza, Dlatego w Nim mam nadzieję. Dobry jest Pan dla tego, kto Mu ufa, dla duszy, która Go szuka. Dobrze jest czekać w milczeniu na zbawienie Pana.

Rozpoczęła się walka z lękiem przed chorobą. Pan Bóg przypomniał mi, że w miłości nie ma lęku, a On jest Miłością. W modlitwie szukałam Jego obecności, Jego oblicza. Przypomniały mi się słowa z Przypowieści Salomona (16:32b), które kiedyś mną wstrząsnęły: Kto opanowuje siebie samego, więcej znaczy niż zdobywca miasta. Zaczęłam ogłaszać nad sobą: w Bogu moje uzdrowienie.

Wybrałam życie

Po wizycie u onkologa zrobiłam mammografię. Ze spokojnym sercem czekałam na wynik. Niestety, informacje o stanie mojej prawej piersi były niepokojące. Kolejna wizyta u onkologa, tym razem na oddziale, była już połączona z konsultacjami z kompetentnym chirurgiem (jak się później dowiedziałam – z najlepszym specjalistą). Po badaniu obaj chirurdzy pomruczeli coś pod nosem, nie wypowiadając głośno diagnozy, która jest przekleństwem wielu kobiet, i wyznaczyli mi najbliższy termin na operację.

Starałam się żyć normalnie, ale wciąż powracał do mnie strach. Zaczęłam więc posilać się Bożym Słowem: Jego sińce uleczyły mnie! Pan jest moim Lekarzem! On posłał swoje Słowo, aby mnie uleczyć! Psalm 73:26 zapewniał mnie: Chociaż ciało i serce moje zamiera, to jednak Bóg jest opoką serca mego i działem moim na wieki. Z wiarą przyjmowałam tę prawdę, że On ochrania moje serce i On jest skałą mojego życia.

Zbliżał się termin zabiegu. Zdecydowałam się skonsultować moją sprawę jeszcze z innym onkologiem. Udałam się na prywatną wizytę do bardzo cenionego lekarza w moim mieście. Tym razem do domu wróciłam na miękkich nogach. Lekarz bez ceregieli postawił sprawę jasno: „Najpierw chemia… Potem możliwe, że nawet amputacja piersi… I dalsza terapia…” Wiele godzin minęło, zanim ochłonęłam.

Potrafiłam się tylko modlić. W sercu wyznawałam: „Nie zgadzam się na taki obrót sprawy… Nie zgadzam się na chorobę!”. Po niedługim czasie Bóg dał mi sen. Do garaży, które znajdują się pod moim mieszkaniem, wjeżdżają wozy bojowe, armaty, działa różnego typu, w tym także i podwodne. Zdałam sobie sprawę, że jestem wyposażana do walki – do walki na śmierć i życie. Ja dawno już wybrałam ŻYCIE!

Boży pokój

Umówiłam się na modlitwę uzdrowienia. W tym też czasie Pan Bóg dał mi obietnicę z Księgi Powtórzonego Prawa: Nikt nie jest taki jak Bóg (…) Który jeździ po niebie tobie na pomoc i we wspaniałości swojej nad obłokami. Schronem pewnym jest Bóg Wiekuisty. A tu (…) ramiona wieczne; i przepędził przed tobą wroga i rzekł: Wytęp!(…) Błogo ci Izraelu (Małgosiu). Któż jest jak ty? Lud wspomagany przez Pana, tarczą pomocy twojej, On też jest mieczem chwały twojej (Pwt 33:26-29).

Pomodliłam się w autorytecie Jezusa Chrystusa: Jezu! Ty jesteś mieczem chwały mojej! A w Bogu moje uzdrowienie! Z Twoich ust wychodzi miecz chwały! Ja jestem zwycięzcą przez Twoje Słowo, które mówi: Wytęp! Mówię do każdej niezdrowej komórki: Wytęp! Do każdej narośli: Wytęp! W imieniu Jezusa! Uschnij guzie, który zabierasz życie, w imię Jezusa!

Pastor modlił się o mnie. Rozkazał, by uschły korzenie tej choroby oraz żeby zostały unicestwione niszczycielskie plany diabła. Po tej modlitwie odszedł ode mnie strach, a w jego miejsce przyszedł nadludzki pokój. Tak jak pisze apostoł Paweł w liście do Filipian 4:7 – pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum zstąpił na mnie i zaczął skutecznie strzec mojego serca i moich myśli.

Boży pokarm

W ostatnich dniach przed operacją Pan Bóg posilał mnie Psalmem 27. Wtedy, w piątek, rozkoszowałam się wersetem trzecim: Choćby rozbili przeciwko mnie obozy, Nie ulęknie się serce moje. Choćby wojna wybuchła przeciw mnie, nawet wtedy będę ufał. W sobotę przyjęłam dla siebie werset czwarty: O jedno prosiłem Pana, o to zabiegam, abym mógł mieszkać w domu Pana przez wszystkie dni życia mego, by oglądać piękno Pana i by odwiedzać świątynię Jego.

W niedzielę, na dwa dni przed terminem szpitalnym, medytowałam nad piątym wersetem tegoż Psalmu: Skryje mnie w dzień niedoli w szałasie swoim. Schowa mnie w ukryciu namiotu swego. Postawi mnie wysoko na skale. Następnie we wtorek zostałam przyjęta do szpitala. Doktor, który miał mnie operować, powiedział tylko: „Wie pani, z czym mamy do czynienia… Zrobimy operację oszczędzającą pierś”.

Tego dnia rozmyślałam nad ósmym i dziewiątym wersetem Psalmu 27: Z natchnienia twego mówi serce moje: Szukajcie oblicza mego! Przeto szukam oblicza twego Panie! Nie ukrywaj oblicza swego przede mną. Ty jesteś pomocą moją, nie opuszczaj mnie, Boże. Pojawiło się wtedy w moim sercu, silne jak nigdy dotąd, uczucie tęsknoty za tym, by zobaczyć Jezusa. Pragnienie, które spełniło się w życiu Hioba: Dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem (42:5, BT).

Modlitwy Bożej rodziny

Operacja miała miejsce w środę. Już w czwartek wypuszczono mnie do domu. Po dziesięciu dniach skończyły się opatrunki. Ponieważ wycięto również węzły chłonne po prawej stronie, musiałam zacząć ćwiczyć prawą rękę i bark, aby zapobiec obrzękom limfatycznym i uruchomić krążenie limfy. I ćwiczę do dzisiaj. Po trzech tygodniach miałam zgłosić się po wyniki histopatologiczne. Rozpoznanie na karcie informacyjnej ze szpitala – rak piersi – nie napawało mnie radością.

Nie pozostało mi nic innego, jak trwać w Słowie Pana i nie dopuszczać do siebie myśli powątpiewających w moje całkowite uzdrowienie. Podczas domowej Wieczerzy Pańskiej zobaczyłam obraz jaskółki krążącej na tle jasnego słońca z gałązką oliwną w dzióbku. Wyszukałam w Piśmie Świętym miejsce, w którym jest mowa o jaskółce: Jak ptak, który ucieka, jak jaskółka, która ulatuje, tak jest z bezpodstawnym przekleństwem – ono się nie ziszcza! (Przyp. Salomona 26:2). Dostrzegłam w tych słowach wyraźną analogię do przekleństwa, którym jest rak w dzisiejszych czasach.

Chwała Panu za Jego słowo, które jest prawdą! Wielu przyjaciół modli się o mnie. W pierwszą październikową niedzielę na nabożeństwie w mojej wspólnocie na podstawie słowa z Listu do Jakuba 5:14-15, zostałam namaszczona oliwą i wszyscy w kościele modlili się o mnie. Od tego momentu poczułam się mocniejsza w wierze, bezpieczna w Ojcowskich ramionach. I zaczęłam ufać, że w Bogu jest moje uzdrowienie. Modlitwy Bożej rodziny niosą mnie przez ten trudny czas.

Wdzięczność w sercu

Zanim przyszły wyniki, Pan karmił mojego ducha swoim Słowem. Przylgnęłam do Niego jak nigdy dotąd. Uczył mnie cenić sobie każdą chwilę, każdy dzień. Od tego czasu co dzień budzę się z ogromną wdzięcznością w sercu. I dziękuję Bogu za zbawienie, za Jego najcenniejszą obecność w moim życiu. Odebrałam wyniki: w badanych wycinkach wykryto komórki nowotworu złośliwego, naciekającego poza torebki węzłów do tkanki tłuszczowej.

Tak jak polecił mi lekarz operujący, udałam się z tymi wynikami do chemioterapeutów. Z ordynatorem chemioterapii spotkałam się wtedy w piątek, a już we wtorek znalazłam się na oddziale chemioterapii. Ten trudny czas był dla mnie powrotem do Bożego Słowa: Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni (Izaj. 53:5 BW). W księdze Jozuego 21:45 jest napisane: Nie zawiodła żadna dobra obietnica. Wierzę, że na mnie dopełnią się te dotyczące uzdrowienia.

Próba wiary

Przed trzecią „chemią” Pan Bóg dał mi znów Słowo, tym razem z Księgi Apokalipsy (Obj.Św.Jana) 3:18: Radzę ci, abyś nabył u mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś się wzbogacił i abyś przyodział szaty białe, aby nie wystąpiła haniebna nagość twoja, oraz maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał. Bóg mówił o ogniu, w którym miała wypróbować się moja wiara. Wiara jest bogactwem jak złoto. Mam chodzić w czystości i świętości, dzięki mocy krwi Jezusa, która wybiela moje szaty (w przeciwnym razie odkrywam haniebną nagość swoich grzechów).

Dlatego w kolejną środę modliłam się: „Tak, chcę się wzbogacić dzięki ogniowej próbie wiary. Chcę tego bogactwa, które jest więcej warte niż znikome złoto. Chcę więcej wiary! Tak, chcę przyodziać się w białe szaty… Piorę je we krwi Jezusa, wyznając moją słabą wiarę, osąd ludzi w sercu i na ustach oraz krytykę. Wyrzekam się tych grzechów w imieniu Jezusa. Tak, domagam się maści, które sprawią, że przejrzę. Modlę się o duchowe oczy serca, by naprawdę widzieć… Amen”.

Płomień miłości

W czwartek rozmyślałam nad 2 Listem do Koryntian 4:7-10. To znany fragment. Dziesiąty werset mówi: Zawsze śmierć Jezusa na ciele swoim noszący, aby i życie Jezusa na ciele naszym się ujawniło. To zatrważające, choć pełne mocy zdanie o naznaczeniu śmiercią. Odbierałam głębię tych słów. Wierzę, że życie zmartwychwstałego Jezusa ujawni się na moim ciele!

W kolejnych dniach czytałam książkę, w której rozważana jest Pieśń nad Pieśniami: Przyłóż mnie jak pieczęć do twego serca (…) Jak śmierć mocna jest bowiem miłość (…) Jej żar – to żar ognia, płomień Pański (Pnp 8:6 BT). Kiedy ogarnia mnie słabość związana z terapią, gdy myślę o śmierci, myślę też o Bożej miłości. Czyli miłości, która jest w swej mocy jak śmierć, a jej płomienie to płomienie ognia! Znów czuję płomień Jego miłości, który rozgrzewa moje serce. Gdzie jest ogień, tam jest miłość, a miłość jest ogniem trawiącym.

Zachwyt – uzdrowienie w Bogu

Mam przed oczyma obraz z księgi Daniela 3:28: Wyratował swoje sługi, którzy na nim polegali, którzy zmienili rozkaz królewski, a swoje ciała ofiarowali, byle tylko nie służyć i nie oddać pokłonu żadnemu innemu bogu, jak tylko swojemu. Jestem w piecu i jestem spalana, a nie palę się. Ten ogień nie czyni mi szkody. Ale polegam na Panu i ofiarowuję swoje ciało, byle tylko nie służyć pod żadnym pozorem innym bogom, ani im nie oddawać pokłonu. Tylu ukrytych bogów mogło zaszyć się w moim życiu… Teraz nie ma możliwości, by którykolwiek się ostał.

Mam pokój w całej tej sytuacji. Pan mówi o pokoju w Księdze Izajasza 56:19: Pokój! Pokój dalekiemu i bliskiemu, mówi Pan, ja go uleczę. Zrozumiałam, że kto wchodzi w przymierze pokoju z Panem Bogiem, ten doznaje uleczenia! Trwać w tym przymierzu pokoju to mój cel, ale to nie wszystko. Chcę się zachwycić Bogiem, uwielbić Go jak należy, zobaczyć Jego piękno! Wiem, że moje uzdrowienie jest w Bogu.

Po czwartej „chemii” malowałam Jego obraz na podstawie fragmentów z Księgi Objawienia: Oczy Jego jak płomień ognia, imię Jego brzmi: Słowo Boże, z ust Jego wychodzi ostry miecz, głowa zaś Jego i włosy były lśniące jak śnieżnobiała wełna, a nogi Jego podobne do mosiądzu w piecu rozżarzonego, głos Jego zaś jakby szum wielu wód (…), a oblicze Jego jaśniało jak słońce w pełnym blasku (Obj.Św.Jana 19).

Kiedy zachwycam się Panem, wszystko inne odchodzi w cień… Nic nie jest ważne. On jest WIERNY I PRAWDZIWY.