Czasami myślę, że moje życie, gdyby oceniać je na podstawie mojego CV, można uznać za sukces. Nawet z trudnej sytuacji potrafiłem wyciągnąć dobre rzeczy… Jednak większa część życia zawodowego to ciągła walka o udowodnienie sobie samemu i wszystkim wokół, że jestem wartościowym człowiekiem, że nie jestem nieudacznikiem. Mimo częstego przemęczenia, ciągłych podróży, pracy trwającej czasami kilkanaście godzin dziennie, myślałem o sobie w kontekście etykiety przypiętej w dzieciństwie: „zdolny, ale leń”. I tak kilkanaście lat: wciąż zdolny, ale nadal leniwy. Mojemu życiu towarzyszyło przekonanie, że muszę dążyć do doskonałości. Wszystko, co mnie od niej oddziela, jest moją porażką i w efekcie osobistą winą. Mogę być zatem „gorszy”, jedynie mniej lub bardziej, ale wciąż gorszy – przede wszystkim od moich własnych oczekiwań. Oczywiście ten punkt widzenia przenosiłem na ocenę tych, za których byłem odpowiedzialny. Doprowadzało mnie to do coraz większej depresji. Miesiącami utrzymujący się ciągły stres, ciągłe przemęczenie, weekendy przeleżane na łóżku, coraz mniejszy kontakt z innymi osobami. Ulubiona lektura: Księga Hioba.
Największym cudem w tym czasie była moja żona, która ze wszystkich swoich sił próbowała zmieniać mój obraz świata. Jej bliskość wciąż jest dla mnie największym błogosławieństwem, jakim obdarzył mnie Pan. Będę za nią wdzięczny Bogu do ostatnich moich dni! Przeprowadzałem analizę przyczyn, które doprowadziły mnie do tego stanu: rodzice, koledzy, przełożeni, ja sam, może przypadek? Najbardziej obwiniałem mojego ojca: bierny, nie okazywał uczuć, nie rozumiał mnie, pozostawił mnie bez żadnego dziedzictwa duchowego. I nagle umarł… Dopiero wtedy dostrzegłem to, co Bóg dał mi przez mojego ojca: wzór męża czułego dla swojej żony, altruisty, który jest w stanie rzucić wszystko, aby komuś pomóc, człowieka, który całe życie uważał, aby nikogo nie zranić, mężczyzny, którego największą radością było obdarowywanie innych. Jak bardzo chciałbym mu to wszystko powiedzieć…
Każdej osobie czynnej zawodowo znane są napięcia między pracą zawodową a życiem prywatnym. Wiele z nich odczuwa, że nie żyją tak, jakby chciały, ale nie potrafią wyjść z kręgu wciąż rosnących wymagań.
Uciec, ale jak?
Życie oraz praca zawodowa w dzisiejszych czasach często pozostają w stosunku do siebie w opozycji. Coś, co w zamiarze naszego Stwórcy miało być integralną całością, pozwalającą na współtworzenie z Nim rzeczywistości, stało się dla wielu ścierającymi się siłami. Ludzie zaczynają zauważać, że praca zawodowa pochłania ich kosztem życia prywatnego. Często ich czas przeznaczony na życie rodzinne zdominowany zostaje przez problemy zawodowe. Dochodzą do przekonania, że praca niszczy ich zdrowie, pochłania energię, pozbawia radości życia. W efekcie cierpią na tym ich małżonkowie, dzieci, cała rodzina i przyjaciele. Nie ma znaczenia, czy wykonują swoją pracę dla innego przedsiębiorcy, prowadzą własną firmę czy może zawodowo posługują w kościołach. Każdej osobie czynnej zawodowo znane są napięcia między pracą zawodową a życiem prywatnym. Wiele z nich odczuwa, że nie żyją tak, jak by chciały, ale nie potrafią wyjść z zaklętego kręgu wciąż rosnących wymagań. Szczególnie mężczyźnie potrzebny jest obszar, w którym będzie po prostu mógł żyć i czuć, że żyje. A to życie może i powinno promieniować na pracę zawodową. Bolesne jest dla mężczyzny rozdarcie, które daje odczucie, że żyje dopiero po pracy, a nie w godzinach jej wykonywania. Wielu mężczyzn, zwłaszcza na stanowiskach menedżerskich, poszukuje rozwiązań pozwalających połączyć pracę zawodową z życiem osobistym. Zadaje sobie pytania, jak być sobą w pracy i jak wykorzystać zaangażowanie zawodowe w rozwoju osobistym, by w ten sposób ubogacić życie prywatne. Wielu z nich szuka odpowiedzi na swoje problemy w duchowości. Płaszczyzna duchowa w życiu kobiet i mężczyzn, czyli ich relacja z Bogiem, nie powinna być ucieczką przed wyzwaniami stawianymi przez pracę zawodową, lecz powinna stanowić źródło energii do codziennych czynności. W momentach zmęczenia, frustracji i stresu ta droga może być orzeźwiającym źródłem umocnienia, ożywienia i oczyszczenia.
Zaburzone proporcje między pracą a pozostałymi dziedzinami życia mogą mieć wpływ przede wszystkim na postrzeganie samego siebie. Prowadzą do problemów z samoakceptacją i nawiązywaniem relacji z innymi ludźmi. Nasze priorytety wpływają również na jakość naszego życia duchowego, relacji w rodzinie, relacji z przyjaciółmi, a nawet na jakość naszej służby w kościele. Zachwianie równowagi w naszym życiu odciska w końcu piętno na naszym zdrowiu i rozwoju osobistym. W efekcie nawet odpoczynek i rekreacja przestają nas cieszyć, a stają się tylko – w naszym mniemaniu – zbędnym odwlekaniem wykonania kolejnych obowiązków.
Zagubienie
Każda osoba czynna zawodowo zmaga się w swoim życiu z presją. Jednak źródła tej presji mogą być różne. Presja wewnętrzna, czyli wywierana przez nas samych, jest wyrazem wewnętrznego braku pewności siebie i samoodrzucenia. Kieruje nią zasada: „Nie jestem dość dobry taki, jaki jestem, lecz jestem dobry tylko wtedy, gdy osiągnę to, co sobie zamierzyłem”. W takich sytuacjach nasze oczekiwania są zawsze przed nami, a to nasila tę presję. Presja zewnętrzna natomiast jest na nas wywierana, świadomie lub nieświadomie, przez pracodawców, współpracowników lub pracowników, konkurentów, ale także przez rodziców, współmałżonka, a nawet dzieci.
Nierzadko zmagamy się również z różnymi lękami i niepokojami. Mogą to być lęki egzystencjalne, lęki przed przyszłością, przed utratą kontroli nad czasem, emocjami itp. To także zmartwienia wywołane trudną sytuacją lub, co gorsza, przewidywaniem takiej sytuacji. Do tego dochodzą frustracje (łac. frustra – na próżno, nadaremnie) z powodu braku czasu, dekoncentracji czy upływu czasu. Próby spełnienia oczekiwań przełożonych i rodziny często spełzają na niczym, a to z kolei wzmaga tylko poczucie bezsilności i braku wszelkiej kontroli nad własnym życiem. W końcu niewłaściwe proporcje między pracą a pozostałymi dziedzinami życia mogą prowadzić do zaburzeń tożsamości. Poczucie zagubienia wywołuje poczucie winy (często związane z sytuacją materialną firmy czy rodziny, długami, błędami oraz zawiedzionymi oczekiwaniami) i wewnętrznej pustki.
Boże zasady
Biblia nie milczy na ten temat, dlatego warto się przyjrzeć temu, czego sam Pan Bóg uczy nas o pracy. Przede wszystkim czytamy, że każdy człowiek powinien pracować (2Ts 3:6-15). Nasza pracowitość jest dobrym świadectwem chrześcijanina przed światem i sprowadza błogosławieństwo Boże (Prz 10:4, 12:24, 13:4, 21:5). Obowiązuje nas szacunek i uległość względem pracodawcy (Tt 2:9-10; Ef 6:5-8; 1P 2:18), ale pracować powinniśmy jak dla Pana i wykonywać obowiązki ze względu na Niego (Kol 3:22-25). Cel naszej pracy powinien być wolny od egoizmu (Ef 4:28). Jednak Biblia wskazuje także, że wypoczynek jest naszym obowiązkiem w równym stopniu jak wykonywanie pracy (Pwt 5:13-14, Mk 6:31). Nasze przepracowanie może być powodem braku wrażliwości na Boże Słowo, a nawet nieumiejętności usłyszenia Bożego głosu (Wj 6:9).
Musimy zdystansować się do presji zewnętrznej, najlepiej poprzez kontemplację Bożego Słowa i modlitwę. Nasze frustracje możemy przekształcić w motywację do poprawy i szukania rozwiązań; mogą się one także przerodzić w postawę głębokiej pokory. Czas jest naszym zasobem, a nie wrogiem. Umiejętne zarządzanie nim wprowadzi zdrową równowagę do naszego życia. Upływ czasu nie będzie dla nas zwykłym przeżywaniem dni, ale efektywnym gospodarowaniem tym, co posiadamy. To może stać się punktem wyjścia do odbudowania hierarchii wartości w naszym życiu. A hierarchia ta odrodzi się dopiero wtedy, gdy jasno określimy swoją rolę w rodzinie, w kościele i w miejscu pracy, zgodnie ze słowami Biblii.
Nowa nadzieja
Coraz częściej zacząłem zauważać, jak wiele miłości Bóg przekazuje mi przez moich bliskich. Dzięki tej nauce zacząłem z wdzięcznością modlić się do Boga o radość z mojego życia – zarówno zawodowego, jak i osobistego. I wierny, dobry Bóg przychodzi z odpowiedzią. Pokazuje, jak wiele można osiągać, mając coraz lepszy i prawdziwszy obraz samego siebie. Pokazuje również, jak wiele miłości i akceptacji Bóg może przekazać przez motywowanych przeze mnie bliskich, współpracowników. Mimo sporego już doświadczenia zawodowego widzę, że stanąłem na początku jakieś nowej drogi. I nie muszę walczyć o oddzielenie w mojej głowie życia zawodowego od osobistego. Bóg dał mi nadzieję, że wszystko, cokolwiek będę robił – zarówno wobec moich bliskich, jak i współpracowników, podwładnych, przełożonych – będę mógł robić dla Jego chwały.