jezyk-serca

Język serca

Przebywając w innym kraju, wśród ludzi mówiących obcym językiem, możemy poczuć się zdezorientowani i osamotnieni. Podobnego uczucia zagubienia doświadczamy, gdy nie potrafimy porozumieć się ze sobą, choć mówimy tym samym językiem. Jest jednak język, który rozumieją wszyscy – to język serca. O tym sposobie komunikacji mówił Jezus Chrystus.

Język serca jest pełną szacunku i wolną od osądu postawą wobec drugiego człowieka, zgodną z nakazem Chrystusa: „Nie sądźcie”. To wewnętrzne nastawienie pomocne w odkrywaniu ukrytych potrzeb, pragnień i tego, co ważne dla drugiej osoby. Jego siłą jest zadawanie pytań i uważne słuchanie odpowiedzi. Można się tym językiem porozumiewać, nie używając słów.

To właśnie za stosowanie tego języka Zbawiciel obiecał nagrodę w dzień sądu. Zgodnie z Pismem Świętym, powie On wtedy do wybranych: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, odziedziczcie Królestwo, przygotowane dla was od założenia świata. Albowiem łaknąłem, a daliście mi jeść, pragnąłem, a daliście mi pić, byłem przychodniem, a przyjęliście mnie, byłem nagi, a przyodzialiście mnie, byłem chory, a odwiedzaliście mnie, byłem w więzieniu, a przychodziliście do mnie (Ew. Mat. 25:34-36).

Widzieć więcej

Problem w tym, że często nie dostrzegamy potrzeb i pragnień drugiego człowieka: Panie! Kiedy widzieliśmy cię łaknącym albo pragnącym, albo przychodniem, albo nagim, albo chorym, albo w więzieniu i nie usłużyliśmy ci? (w. 44). Rozpoznanie ludzi potrzebujących miłości nie jest łatwe, zwłaszcza gdy ich potrzeby są ukryte za fasadą oskarżeń i rozkazów skierowanych pod naszym adresem. Nieumiejętność ich odczytania powoduje, że w zetknięciu z negatywnymi komunikatami przyjmujemy postawę obronną.

Skupiamy się na własnych i cudzych błędach, odpłacając pięknym za nadobne, co prowadzi tylko do eskalacji konfliktu. Przekonani, że przyczyną problemu jest czyjaś zła intencja, nie dostrzegamy bezbronności, obaw, uczuć i pragnień innych ludzi. Wskutek tego paradoksalnie za największych wrogów mogą uchodzić w naszych oczach ci, którzy najbardziej nas potrzebują.

Nie myśl, że wiesz lepiej

Język serca to nie tylko wsłuchiwanie się w pragnienia, potrzeby i wartości drugiej osoby, ale również pełne szacunku wyrażanie własnych pragnień. Nie jest to możliwe bez utrzymywania kontaktu ze swoim własnym wnętrzem i rozumienia ważnych informacji, jakie niosą emocje i uczucia.

Trudności mogą powstać, jeśli rodzice uczyli nas od dziecka braku zaufania do naszych uczuć i tego, że nie mają one dla innych znaczenia (poprzez komunikaty: Jak możesz tak myśleć! Nie przesadzaj! Co też ci przyszło do głowy?! Musisz zrobić tak, i koniec!).

Tego typu komunikacja odcina nas od tego, co się w nas dzieje. Ten, kto się nią posługuje, zakłada, że „wie lepiej”, czego chcemy, co czujemy i myślimy. W istocie to język przemocy, który narusza granice i godność drugiej osoby. Może się on wyrażać poprzez udzielanie gotowych recept, narzucanie własnych interpretacji, ignorowanie, niepytanie o ważne sprawy, karanie milczeniem czy też nadopiekuńczość.

Język serca jest przeciwieństwem języka przemocy. To zadawanie pytań: Jak się czujesz? Co się dzieje? Czy to ci się podoba? Co o tym myślisz? Czego byś chciał? – i czekanie na odpowiedź, a także szanowanie tego, co wyraża druga osoba.

Zrozum swoje uczucia

Nasze emocje i uczucia są dla nas ważnym nośnikiem informacji, ponieważ wynikają z wartości, jakimi kierujemy się w życiu, oraz z naszych celów i potrzeb. Nieprzyjemne emocje, jakich doświadczam, oznaczają, że istotne dla mnie wartości i cele są zagrożone. To nie okoliczności są ich przyczyną!

Dowodem jest fakt, że to samo zdarzenie może wywołać zupełnie różne reakcje emocjonalne, w zależności od oczekiwań i potrzeb. Inaczej zareaguję na spóźnienie mojej przyjaciółki, kiedy oczekując jej wizyty w swoim domu, w ostatniej chwili sprzątam mieszkanie, a inaczej, gdy zdążę zrobić to wcześniej i, żeby spotkać się z nią, rezygnuję z innych zajęć. W pierwszym przypadku jej spóźnienie może wywołać uczucie ulgi. Jeśli natomiast chcę porozmawiać z nią o czymś bardzo ważnym i, odłożywszy z tego powodu na bok wszystkie inne sprawy, od dwudziestu pięciu minut czekam na nią w kawiarni, moja złość może sięgać zenitu.

Nasze emocje i uczucia są dla nas ważnym nośnikiem informacji

Wyraź, co czujesz

Powodem niepowodzeń w porozumiewaniu się jest to, że nie zostaliśmy nauczeni, jak w jasny, bezpośredni sposób wyrażać swoje uczucia i potrzeby. Wobec tego, zgodnie z odziedziczonym nawykiem, wyrażamy je pośrednio – poprzez okazywanie niezadowolenia i krytyczne uwagi. W ten sposób sami sobie rzucamy kłody pod nogi.

Rozpoznanie tego, co czujemy, umożliwia nam wzięcie odpowiedzialności za nasze uczucia i wyrażenie ich wprost, ze wskazaniem na źródło, jakim jest nasz system wartości. Możemy wtedy powiedzieć: „Czuję złość, bo bycie zrozumianą jest dla mnie ważne”, zamiast cedzić przez zęby: „W ogóle mnie nie słuchasz”. Albo też: „Czuję się sfrustrowany, ponieważ współdecydowanie jest dla mnie ważne”, zamiast warczeć: „Zawsze chcesz dominować”.

Warto przy tym zauważyć, że zdania: „W ogóle mnie nie słuchasz” i „Zawsze chcesz dominować” zawierają ocenę, która jest interpretacją czyjegoś zachowania i przypisaniem drugiej osobie określonych właściwości. Każda taka ocena stwarza ryzyko, że inni odbiorą ją jako krytykę i odpowiedzą kontratakiem. Stąd kluczem do porozumienia jest wyrażanie spostrzeżeń bez ich interpretacji.

Bądź wolny od oceny

Marshall Rosenberg, były współpracownik Carla Rogersa, opracował sposób porozumiewania się, który nazwał porozumieniem bez przemocy. Pierwszym jego elementem jest spostrzeżenie wolne od interpretacji i oceny. Odnosi się ono do tego, co widzimy i słyszymy.

Po rzeczowym stwierdzeniu, co robi dana osoba, wyrażamy to, co czujemy wobec jej postępowania (np. uczucie bólu, lęku czy radości). Następnie wyjawiamy naszą potrzebę lub wartość, która kryje się za tym uczuciem (np. potrzebę szacunku, bliskości czy porządku). Na końcu formułujemy prośbę. Różnica pomiędzy żądaniem a prośbą polega na tym, że prosząc, liczymy się z przyjęciem odmowy, zaś żądanie obłożone jest konsekwencjami.

I tak na przykład w opisanej powyżej sytuacji w kawiarni odpowiedź zniecierpliwionej przyjaciółki mogłaby brzmieć: „Spóźniłaś się pół godziny (spostrzeżenie). Czuję złość (uczucie), bo chciałam porozmawiać o czymś ważnym i bardzo zależy mi na naszej relacji (cel/wartość). Czy mogłabyś się nie spóźniać, kiedy umawiamy się na określoną godzinę (prośba)?”.

Słowa, które blokują komunikat

Według Rosenberga istnieją słowa, które blokują porozumienie. Używamy ich, aby pchnąć drugą osobę w pożądanym przez nas kierunku. Niestety przynosi to skutek odwrotny. To nie tylko wszelkiego rodzaju oceny, osądy, zarzuty, obelgi, porównania, diagnozy i etykietki, które przypinamy innym, ale również zdania zawierające takie słowa, jak: „zawsze”, „zwykle”, „ciągle”, „nigdy”. Nadają one reszcie wypowiedzi wydźwięk oceny – np. „Zawsze się spóźniasz”, „Nigdy mnie nie słuchasz”.

Odbierane jako krytyka, sprawiają ból i budzą sprzeciw. Dlatego lepiej powiedzieć: „Dwa razy wszedłeś mi w słowo” niż „Ciągle mi przerywasz”. Albo też: „W tym tygodniu dwukrotnie spóźniłeś się do pracy” zamiast „Zawsze się spóźniasz”. Porozumienie blokuje również wyrażanie własnych pragnień w formie żądań i szantażu: „Jak nie…, to…”, jak również obarczanie innych odpowiedzialnością za nasze uczucia: „Mamusię bardzo boli, że w szkole masz takie słabe stopnie”.

Słowami wywierającymi szczególną presję są: „powinieneś” i „musisz”. Sugerują one drugiemu, że nie ma wyboru. Wywołują poczucie winy, a jednocześnie wzmagają bunt i opór. Jeśli zależy nam na porozumieniu, warto się ich wystrzegać.

Szansa na przepływ współczucia

Gdy słyszymy krytykę, dobrze jest zastanowić się, co spostrzega i czuje druga osoba, jakiej potrzebie, pragnieniu czy ważnej dla niej wartości nie stało się zadość. Warto też postawić sobie pytanie, co czuję, słuchając zarzutów, jakie istotne dla mnie wartości i potrzeby są zagrożone.

Kiedy słyszymy: „Jesteś największym egocentrykiem, jakiego w życiu widziałem”, zamiast traktować to w sposób bardzo osobisty, można skupić uwagę na własnych uczuciach i potrzebach i odpowiedzieć: „Kiedy mówisz, że jestem największym egocentrykiem, jakiego w życiu widziałeś, boli mnie to, bo pragnąłbym, żebyś zauważył, jak bardzo staram się uwzględniać twoje upodobania”. Można też skupić uwagę na uczuciach i potrzebach rozmówcy i zapytać: „Czy boli cię to, że twoje upodobania są za mało brane pod uwagę?”.

Niestawianie siebie w roli sędziego, wnikliwe słuchanie siebie i innych oraz wyrażanie wprost swoich uczuć to czynniki, które zwiększają szansę na przepływ empatii i współczucia. Uwalniają obustronne pragnienie dawania. Upodabniają nas do Jezusa Chrystusa, który dostrzegł w Natanaelu pragnienie szczerości i prawdy oraz nienawiść do fałszu: Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma fałszu (Ew. Jana 1:47). Nie potępił też Samarytanki, choć ta miała siedmiu mężów, bo wyczuł, że kieruje nią przemożne pragnienie bliskości. Jezus uczy nas patrzeć głębiej, tak jak Bóg, który – jak mówi Biblia – nie patrzy na to, na co patrzy człowiek. Człowiek patrzy na to, co jest przed oczyma, ale Pan patrzy na serce (1 Sam. 16:7).