zakladnicy-przeszlosci

Zakładnicy przeszłości

Zawierając związek małżeński, wnosimy do niego pewne dziedzictwo: lata doświadczeń, przyzwyczajeń, nasze cechy osobowościowe, wspomnienia, wyobrażenia i osobiste ambicje. Zostajemy złączeni na całe życie z partnerem, który również wnosi w małżeństwo lata doświadczeń, przyzwyczajeń, swoje cechy osobowościowe, swoje wspomnienia, swoje wyobrażenia i osobiste ambicje. Jak z tych składników stworzyć piękny ciąg dalszy?

W dniu ślubu szczerze obdarzamy się wzajemnie najwspanialszymi obietnicami: „Przyrzekam, że będę cię kochać, będę się o ciebie troszczyć, będę z tobą zawsze, bez względu na okoliczności”. W sercu każdego jest jednak nadzieja, że ten wybrany (ta wybrana) zamieni nasze życie w sielankę, że nie będziemy już doświadczać tych negatywnych zdarzeń, które przeżywaliśmy w swojej rodzinie. Łudzimy się, że kiedy odłączymy się od gniazda rodzinnego, wszystko zmieni się na lepsze. Wierzymy, że potrafimy stworzyć nową jakość i ustrzec się od wszystkich błędów, które popełniali nasi rodzice.

Szybko jednak przychodzą dni, które nie odzwierciedlają tych nadziei. Usilne próby doprowadzenia do stanu, który sobie wyobrażaliśmy, zawodzą. Jesteśmy skoncentrowani na sobie i chcemy raczej zmieniać naszego współmałżonka niż siebie. Narzędziami, które stosujemy, są różne metody przymusu, kontroli, często pojawia się gniew, złość, a czasem wycofanie psychiczne – izolacja. Przychodzą nowe zranienia, żal, brak przebaczenia, użalanie się nad sobą… Wymarzony związek małżeński staje się pełen konfliktów i udręki. A przecież w Bożym zamyśle małżeństwo ma przynosić spełnienie każdemu z nas. Dlaczego zatem, będąc szczerymi chrześcijanami, ciągle zmagamy się z pewnymi problemami, zamiast doświadczać pełni zaplanowanej przez Boga radości, miłości i wolności? Dlaczego strach, frustracja i niepokój tak często pojawiają się w naszym życiu?

Zapisane w myślach i emocjach

W słojach naszych myśli i emocji istnieje zapis różnych wspomnień i doznań, które pozostają żywe. W sposób bezpośredni i głęboki oddziałują one na nasze myślenie, uczucia i relacje z innymi. Mają także wpływ na nasz sposób patrzenia na Boga, na siebie i innych ludzi. Jeśli odczuwamy gniew, zakłopotanie czy ból na wspomnienie czegoś, co miało miejsce w przeszłości, znaczy to, że właśnie wtedy bardzo wrażliwa część nas samych – nasze uczucia – zostały zranione. Rany te nie są widoczne tak jak fizyczne okaleczenia, ale są tak samo realne i tak samo bolesne.

Często w kościele oferujemy ludziom błędne idee mówiące, że oddanie swojego życia Panu Jezusowi i napełnienie Duchem Świętym, w sposób automatyczny zniwelują ich zahamowania emocjonalne. Nowe narodzenie w Chrystusie czyni nas synami i córkami Bożymi, ale to nie oznacza, że natychmiast wejdziemy w pełnię osobistego doświadczenia związku miłości z Bogiem jako Ojcem. Aby żyć w pokoju, bez strachu, musimy znaleźć się pod wpływem bezwarunkowej miłości Boga Ojca, aby otrzymać synowskie serce w miejsce serca sierocego.

Sieroce serce

Wszyscy rodzimy się z sierocym sercem. Niektóre podstawowe potrzeby, jak poczucie bezpieczeństwa, akceptacji, przynależności i wartości, nigdy nie były zaspokojone w naszym życiu. Często nie czuliśmy, co to znaczy być kochanym, i nie mieliśmy okazji nauczyć się okazywania miłości. Zamiast tego rozwinęło się głębokie uczucie niepokoju, braku bezpieczeństwa, braku własnej wartości, czasem pogardy dla samego siebie. Błędy popełnione przez rodziców, którzy sami mieli sieroce serca i nie umieli wyrażać miłości, a także zranienia wywołane przez ludzi z otoczenia, spowodowały, że żyjemy w ciągłym strachu. Boimy się zaufać, boimy się odrzucenia, boimy się otworzyć serce, aby przyjąć miłość. Obawiamy się dać miłość, by nie być wykorzystanym. Kiedy nie potrafimy przyjmować miłości, nie potrafimy też bezwarunkowo kochać.

Obawiamy się dać miłość, by nie zostać wykorzystanym.

Choć większość rodziców nie rani dziecka celowo, sieroce serce dziecka odrzuca autorytet rodziców i chce wszystko robić niezależnie, na swój sposób. Rozczarowani i odrzuceni, zamykamy część naszego serca, aby nie dać się ponownie zranić. Wznosimy mur. Zostaje również utracona jakaś część zaufania podstawowego, a w efekcie następuje powielanie błędów, które popełniali nasi rodzice.

Zranieni ranią innych

Najczęściej spotykane skutki zranień to poczucie bezwartościowości (kompleks niższości), kompleks perfekcjonisty, nadwrażliwość i strach. Ludzie poranieni nie są zdolni do tego, aby być pełnymi bezwarunkowej miłości żonami czy mężami.

Osoba o niskim poczuciu wartości usiłuje udowodnić, że jednak posiada jakąś wartość. Ma silną potrzebę wykazywania swojej racji w każdej sytuacji. We wszystkim widzi źródło dowartościowania siebie. Taka osoba staje się skrajnie egocentryczna. Niekoniecznie musi to oznaczać egoizm, czasem jest to złe traktowanie siebie. Czasami osoby takie wychwalają się, manipulując innymi, aby ci potwierdzali ich wartość. Ludzie tacy nie mogą kochać innych prawdziwą bezwarunkową miłością, jeśli stale potrzebują udowadniać sobie swoją wartość. Pozornie wydaje się, że kochają innych – w istocie jednak posługują się innymi, aby przekonać się, że są w porządku.

Perfekcjonista zazwyczaj ma przewrażliwione sumienie, któremu towarzyszy poczucie winy i wielka ilość skrupułów. Jest bardzo wrażliwy na to, co mówią o nim inni. Ponieważ nie potrafi zaakceptować siebie, nie ma również pewności Bożej akceptacji. Wręcz przeciwnie, w jego wnętrzu rysuje się obraz Boga wymagającego, który – niezależnie od tego, jak bardzo człowiek się stara – nigdy nie jest nim usatysfakcjonowany. Ta postawa znajduje swoje odbicie również w małżeństwie. Perfekcjonista nie wierzy, że jest kochany bezwarunkowo, ponieważ doświadczenie podpowiada mu, że musi spełniać pewne warunki. Nie jest zadowolony z siebie, ale może to zostać przeniesione na niezadowolenie z partnera. Wobec niepowodzeń serce perfekcjonisty zwraca się często przeciwko „wyimaginowanemu Bogu”, który go nie akceptuje, co z kolei zamyka drogę do zmiany.

Osoba nadwrażliwa często widzi to, czego inni ludzie nie dostrzegają, i ma skłonność do odczuwania tego, czego inni nie odczuwają. W małżeństwie osoba nadwrażliwa potrzebuje wiele aprobaty, choć właściwie nigdy nie będziemy w stanie zaspokoić jej potrzeb w sposób wystarczający. Osoba nadwrażliwa to taka, która kiedyś była głęboko zraniona, wyruszyła po miłość, ciepło i uznanie, ale zamiast tego doświadczyła czegoś przeciwnego i z tego powodu jej osobowość jest głęboko zraniona. Chcąc się zrewanżować, zachowuje się często jak osoba niewrażliwa i w sposób nieświadomy rani innych. Ukrywa swoje zranienia, przez co staje się szorstka i trudna we współżyciu. Często manipuluje innymi, używając do tego celu pieniędzy, seksu czy autorytetu.

Osoba bojaźliwa boi się zaufać Bogu, dlatego rzadko osiąga wyznaczone cele. Tego typu osoby są niezdecydowane, pełne obaw przed niepowodzeniem, nigdy nie angażują się w coś, co w ich oczach jest ryzykowne, boją się dokonywać wyborów.

Bóg ma rozwiązanie

Uzdrowienie fałszywej opinii o samym sobie i o współmałżonku jest w rzeczywistości zależne od naszego wyboru. Nie mamy prawa poniżać kogoś, kogo Bóg tak bardzo umiłował, uhonorował, nazywając swoim dzieckiem, obdarzył wielką wartością, zaplanował, wybrał i powołał.

Uzdrowienie jest procesem, ale dzięki Bożej łasce jest procesem przede wszystkim skutecznym. Miejscem uzdrowienia wszystkich zranionych osób jest krzyż. Na krzyżu Chrystus całkowicie utożsamił się z nami, z naszym niezasłużonym cierpieniem, jak również z karą, na którą zasłużyliśmy. Gdy patrzymy na krzyż, zaczynamy dostrzegać, jak głęboko Jezus Chrystus jest prawdą i wielką łaską daną nam przez Boga. Krzyż jest również prawdą o nas wszystkich – o nienawiści, zazdrości, pożądliwości, egoizmie – prawdą o życiu na tym świecie. Możemy być pewni, że Bóg nas rozumie, jest współczującym Uzdrowicielem, Arcykapłanem, głęboko dotkniętym naszą bezsilnością i uczuciem niemocy. Aby miało miejsce uzdrowienie, musi nastąpić:

1. Uznanie problemu,
2. Konfrontacja z problemem,
3. Analiza zaistniałego problemu,
4. Przebaczenie współmałżonkowi i każdemu człowiekowi związanemu z sytuacjami będącymi powodem zranienia,
5. Rezygnacja z jakiegokolwiek pragnienia zemsty,
6. Poproszenie o przebaczenie Boga,
7. Pozwolenie przebaczającej łasce Bożej na obmycie dręczonego winą serca,
8. Powrót do właściwej relacji z Bogiem.

Ostatnim etapem uzdrowienia jest proces powrotu do właściwej relacji z Bogiem, utwierdzenie w przekonaniu, że Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy, i nie musimy nakładać masek, nie musimy obawiać się wyrażania swoich uczuć. Kiedy przestajemy marnować energię na to, by stać się osobą doskonałą, a zaczniemy współpracować z Duchem Świętym na rzecz prawdziwego rozwoju, znajdziemy wolność w Jezusie Chrystusie. Będziemy uwolnieni od fałszywych nakazów i powinności, od potrzeby akceptacji ze strony innych ludzi. Zostaniemy wyzwoleni od poczucia potępienia związanego z przepaścią między tym, kim jesteśmy, a tym, kim powinniśmy być.

Jak pomóc sobie nawzajem?

Nadrzędnym celem musi być wprowadzenie Bożego pokoju i Bożej miłości do relacji małżeństwa. Małżonkowie powinni się nauczyć, jak wspierać się i chronić wzajemnie w procesie uzdrawiania relacji. Jeśli obydwoje zdecydują się poddać Bogu, to mury, które zbudowali w przeszłości, aby bronić siebie przed zranieniem, runą, a prawda zacznie wykonywać Bożą pracę.

Jak małżeństwo może wspierać się wzajemnie w procesie uzdrawiania relacji?

  • Należy uświadomić sobie, w jaki sposób dawne negatywne przeżycia (brak akceptacji, poczucia bezpieczeństwa, poczucia przynależności i poczucia wartości) mogą wpływać na relację małżeńską.
  • Powinno się odrzucić wszelkie kłamstwa o samym sobie i przyjąć Bożą prawdę na swój temat, pilnować i wzmacniać się wzajemnie w budowaniu właściwego obrazu samych siebie.
  • Zachęcać się nawzajem do systematycznego studiowania Słowa, zbliżenia się do Boga i przyjęcia wiarą Jego obietnic.
  • Modlić się o siebie nawzajem.
  • Powinniśmy brać odpowiedzialność za własne błędy (nie usprawiedliwiać się, ale zastanowić, co można zrobić dobrego w konfliktowej sytuacji).
  • Nie wracać do wyznanych i przebaczonych win, ale stosować obficie prawo łaski. Stylem życia każdego z nas powinno być przebaczenie i łaska.
  • Wyrażać akceptację, podkreślać, jak wielki dar stanowicie dla siebie nawzajem.
  • Przyjmować Bożą (i wzajemną) korektę oraz odbierać Bożą łaskę we wskazanych przez Ducha Świętego dziedzinach.
  • Warto obdarować się nawzajem prezentami (niespodziankami), wyrażając w ten sposób miłość.
  • Warto werbalizować uczucia i przejść na głębszy poziom intymności we wzajemnej relacji.

Małżeństwo jest szczególnym rodzajem relacji, w której możemy odczuwać bezpieczeństwo w intymności. Tu właśnie możemy doświadczać pełnię Bożej łaski, znajdując we współmałżonku akceptację i zrozumienie. W tych bezpiecznych warunkach można urzeczywistniać kolejne atrybuty miłości, opisane w 1 Liście do Koryntian 13:4-7, pamiętając, że Boża miłość nie opiera się ani na naszych uczynkach, ani na naszej miłości do Niego, ale na Bożej wierności. Ta zaś nigdy nie ustaje, a Jego miłosierdzie nigdy się nie kończy.