„Siedzę zalana łzami. Było to trudniejsze, niż myślałam. Zajmuję się poradnictwem, pomagam kobietom odnajdować cele w życiu i wiesz dobrze, że sama w każdej dziedzinie mam ściśle określony cel – nigdy jednak nie zastanawiałam się nad celem w moim małżeństwie” – napisała Kathy, moja podopieczna, gdy wysłałam jej to ryzykowne pytanie.
Jaką żoną jesteś? – zadawałam to pytanie wielu kobietom podczas pisania książki, prosząc o ich opinię. Czy kiedykolwiek myślałaś o swoich celach jako żony? Pamiętaj, że istnieje różnica pomiędzy celem a pragnieniem. To rozróżnienie będzie miało ogromny wpływ na poziom twojego zadowolenia w małżeństwie.
Czy realizujesz swój plan?
W bolesny sposób przekonała się o tym Sara. Miała ona wytyczony cel dla swojego małżeństwa: mieć bliską, wspaniałą relację ze swoim mężem. Jako młoda kobieta, świadoma swego celu i oddana Chrystusowi, przeczytała każdą książkę na temat seksu i komunikacji w małżeństwie, brała udział w szkoleniach na temat tego, jak być dobrą żoną i bardzo starała się stworzyć więź ze swoim mężem.
Jednak po pięciu latach małżeństwa Sara była pełna gniewu, sfrustrowana i pozbawiona złudzeń. Czuła, że jej małżeństwo to farsa. Tak bardzo zależało jej na dobrej komunikacji, a jej maż – mężczyzna o silnej, ale skrytej osobowości – coraz bardziej zamykał się w sobie. Im więcej ona mówiła o bliskości, tym bardziej on się wycofywał. Nie zdając sobie z tego sprawy, dzień po dniu Sara realizowała swój plan przemiany „męża milczącego” w „męża otwartego”. Im bardziej domagała się bliskości, tym większa dzieliła ich przepaść. Sara miała dobre intencje, ale niewłaściwy cel. I to było przyczyną jej zagniewania i rozczarowania.
Możesz powiedzieć: „Lindo, przecież cel Sary pokrywał się z Bożym zamiarem dla małżeństwa. Jak mógł być zły?”. Rozumiem, jeśli tak pomyślałaś. Łatwo jest bowiem pomylić nasze cele z pragnieniami. Też miałam taki problem.
„Cel” to sprawa, do której kobieta jest w sposób niezmienny zobowiązana. Ponosi ona bezwarunkową odpowiedzialność za swój cel i może go osiągnąć, jeśli chce nad nim pracować. „Pragnienie” to coś, czego chcemy, a co nie może być osiągnięte bez współpracy z drugą osobą. Jest to coś obiektywnego, za co dana osoba nie ponosi odpowiedzialności, bo leży to poza jej kontrolą. Zaspokojenie pragnienia nigdy nie powinno stać się motywacją czyjegoś zachowania, ponieważ wtedy dana osoba bierze na siebie odpowiedzialność za coś, czego sama nie jest w stanie wypełnić.
Na co mam wpływ?
Jeśli moim pragnieniem jest zrzucenie wagi, mogę uczynić je moim celem, ponieważ sama jestem odpowiedzialna za to, co jem i czy ćwiczę. Jeśli jednak pragnę, żeby mój mąż zrzucił parę kilo, to nie pomoże podstawianie mu talerza z odrobinką kurczaka i trzema różyczkami brokułów. Jego waga nie może stać się moim celem, ponieważ nie mogę kontrolować czyjegoś jedzenia lub ćwiczeń. Kobiety, które próbują sprawić, by ich mężowie zaczęli się odchudzać przez ograniczanie im jedzenia, wywołują jedynie rozdrażnienie swoich panów, a same czują się sfrustrowane i nieszczęśliwe, kiedy ich „cel” nie zostaje osiągnięty.
Wielu kobietom zadawałam pytanie: „Jaki masz cel odnośnie do swojego małżeństwa?”. Ich odpowiedzi przypominały odpowiedź Sary: „Mieć ekscytującą, romantyczną relację”, „Mieć wspaniałe małżeństwo”, „Żeby moje małżeństwo było obrazem miłości Chrystusa”, „By odczuwać bliskość we wszystkich dziedzinach naszego małżeństwa”.
Wszystkie te cele brzmią pozytywnie, wręcz podniośle. Dobrze jest mieć takie cele, prawda? Wybacz, wcale nie. Wróćmy do naszej definicji, czym jest cel. Moim celem dla naszego małżeństwa ma być coś, na co mam wpływ, coś, nad czym sama mogę pracować. Jedna z najważniejszych zasad w życiu i w miłości jest taka, że mogę ponosić odpowiedzialność jedynie za coś, na co mam wpływ. Nie powinnam kontrolować mojego męża (ani nikogo innego), ale mogę kontrolować samą siebie.
Kontrola zakazana
Gniew i frustracja Sary wzięły się z tego, że nie była w stanie kontrolować swojego męża, Sama. On nie wnosił swojej cząstki, by mieć wspaniałą otwartość i bliskość w małżeństwie. Cel Sary – mieć bliską relację ze swoim mężem – mógł być jedynie jej pragnieniem, a nie celem. Nasze cele dla małżeństwa, żeby miały szansę na realizację, muszą być sprawami, za które jesteśmy odpowiedzialne i na które możemy mieć wpływ. Tak więc w przypadku Sary uzasadnionym celem byłoby robienie tego, co do niej należy w tworzeniu małżeńskiej bliskości.
Zgodzę się z tobą, że każdy mąż, który chce, żeby żona była jego najlepszą przyjaciółką i kochanką, powinien odegrać swoją rolę. Powinien być takim mężem, jak Bóg nakazał. To jednak jest wybór twojego męża przed Bogiem. Nie można go zmuszać, zrzędzić ani stosować manipulacji. Nie możemy kontrolować naszych mężów, to Bóg musi ich motywować. Żona może podejmować starania, by zaprosić męża do większej bliskości, ale ostatecznie musi powierzyć swojego mężczyznę w Boże ręce.
Ostatnio znalazłam swoje notatki sprzed wielu lat. Starałam się zrozumieć swoją frustrację, która pojawiała się pomimo tego, że robiłam wszystko, by być kochającą żoną. Oto, co zapisałam pewnego ranka:
„Jedyny cel, jaki mogę mieć, to być żoną według Bożego standardu. Moim pragnieniem jest wspaniałe małżeństwo i o to się gorliwie modlę. Odpowiadam sama za siebie. Nie odpowiadam za Jody’ego. Nie mogę być odpowiedzialna za coś, nad czym nie mam kontroli, a z całą pewnością nie mogę kontrolować mojego męża. ALE mam kontrolę nad samą sobą, a właściwie mogę się tego uczyć. Z Bożą pomocą i motywacją mogę uczyć się każdego dnia dokonywać wyborów, które będą prowadziły mnie do celu – by być żoną według Bożego standardu”.
Zatem, moja przyjaciółko, twoim i moim wyznacznikem może być żona według Bożego standardu. Możemy też postawić sobie za cel, że będziemy otwarte i ciepłe względem naszych mężów, na ile to tylko możliwe. Starajmy się osiągać nasze cele i módlmy się o sprawy, których pragniemy dla naszego małżeństwa.