Strona główna Artykuły Tematyka Izrael Sderot – życie w cieniu rakiet
sderot-zycie-w-cieniu-rakiet

Sderot – życie w cieniu rakiet

Jak chyba każdy w ostatnim czasie, jestem przejęta tym, co dzieje się w Strefie Gazy. Ogólnoświatowe media próbują osądzić, czy ta interwencja była potrzebna. Czy wiemy jednak, jak wygląda codzienność w izraelskich miastach w pobliżu Gazy?

Mija trzeci miesiąc mojego wolontariatu w Izraelu. W dzień wolny razem z przyjaciółką pojechałyśmy autobusem do Sderot, żydowskiego miasta położonego kilka kilometrów od Strefy Gazy. Rozmawiamy mniej niż zazwyczaj, obie modlimy się w duchu. Przypominam sobie moją pierwszą reakcję na propozycję taty:

– Kiedy będziecie w Izraelu, koniecznie odwiedźcie mojego znajomego, Pawła, w Sderot.
– Hmmm… pomyślimy nad tym – odpowiedziałam wtedy niepewnie. W głowie kłębiły mi się myśli: Mam jechać tam, gdzie właściwie codziennie spadają rakiety wystrzelane ze Strefy Gazy?! Czy to nie jest zbyt niebezpieczne?

Teraz, siedząc w autobusie, widzę, jak Bóg zmienił moje serce. Jadę bez cienia lęku. Czuję, że to jest dobry czas. Wiem, że to sam Bóg, który jest ochroną, posyła mnie tam. Z Aszkelonu dzwonimy do Pawła. Pyta, o której godzinie przyjedziemy, by odebrać nas z przystanku. Czekamy na autobus. Dobrze, że na dworcu jest gdzie usiąść w cieniu, bo upał panuje niemiłosierny. Jeszcze trochę i będziemy na miejscu.

Inna perspektywa życia w Izraelu

Wysiadamy w Sderot. Od razu rozpoznaję Pawła, mimo że wcześniej widziałam go tylko na zdjęciach od taty, który był tutaj parę miesięcy wcześniej. Paweł wita się z nami bardzo serdecznie i zabiera do swego domu. Wiedząc z opowiadań, jak wygląda życie w mieście, pytam o codzienność w Sderot. Paweł odpowiada, że jest bardzo spokojnie.

Dopytuję się o spadające rakiety. Paweł bez większych emocji opowiada, że w trakcie Święta Paschy, czyli miesiąc wcześniej, rakieta uderzyła w ich dom. Sama nie wierzę własnym uszom, serce zaczyna mi bić szybciej.
– Byliście w domu w tym czasie?! – pytam zaszokowana.
– Tak, moja mama była. Ale nic jej się nie stało. Tylko drzwi i okna wleciały do środka.
Tylko?! – reaguję w myślach.

Dzięki Bogu, rakieta trafiła w zbrojoną ścianę. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby spadła metr dalej – w drzwi lub okno…

„Zwykłe” wiadomości

Uświadamiam sobie realność zagrożenia. Zdarza się, że w wiadomościach słyszymy o tym, iż kilka rakiet spadło na jakieś miasto. Przyjmujemy to tak zwyczajnie. Jednak teraz jest inaczej. Rakieta uderzyła w dom naszych przyjaciół!

W domu czeka na nas mama Pawła. Odwiedziny zaczynamy od oglądania miejsca uderzenia. Dzięki Bogu, rakieta trafiła w zbrojoną ścianę. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby spadła metr dalej – w drzwi lub okno… Robię zdjęcie, by później móc pokazać znajomym prawdę. Po śladach widać, jak wiele było odłamków. Terroryści z Gazy, przygotowując rakiety typu Kasłam, napełniają je dużą ilością ostrych kawałków metalu, aby robiły jak najwięcej szkód. Palestyńczycy nie celują w obiekty wojskowe. Rakiety spadają na zwykłe miasta, takie jak Sderot, i na zwykłych mieszkańców.

Codzienność w Sderot

Podczas obiadu dowiadujemy się nieco więcej o Pawle i jego rodzinie. Paweł ma 28 lat i jest Żydem ukraińskiego pochodzenia, wierzącym, że Jezus jest Mesjaszem. Z moim tatą poznali się przez Internet. Opowiada nam o studiach, o swojej pracy. Jest informatykiem. Dzisiaj wziął sobie kilka godzin wolnego, żeby spotkać się z nami. Po chwili wracamy jednak do najbardziej aktualnego tematu – zagrożenia, w jakim żyją.

– Ile macie czasu na schowanie się do schronu, kiedy jest alarm? – pytam.
– 10 sekund – odpowiada Paweł. – Po tym czasie już słychać, jak gdzieś uderza rakieta.
– Za każdym razem, gdy słyszysz alarm, biegniesz ile sił? – dopytuję się.
– Nie, idę spokojnie. Moje życie jest w rękach Boga.
Zadziwia mnie jego spokój.
– Czy wszędzie są schrony? Jak to wygląda, gdy jesteś w pracy czy w szkole? – ciągnę dalej.
– Jeśli siedzę w pracy i słyszę alarm, to idę do schronu. Rakieta gdzieś uderza, zagrożenie mija i wracam do pracy. Tak jest wszędzie – mówi dalej Paweł.
– A jak często to się zdarza? – chcę wiedzieć więcej.
– Czasami raz, czasami kilka razy dziennie – odpowiada.
– I nie boisz się?
– Nie – mówi z uśmiechem i pewnością w głosie.
– Powiedz szczerze, nie myślisz czasem, żeby po prostu stąd wyjechać? Słyszałam, że dużo ludzi opuściło Sderot, bo nie byli w stanie znieść napięcia, w jakim tutaj trzeba żyć.
– Nie. Czuję, że tu mnie Bóg postawił i nie chcę stąd uciekać. Jestem świadomy niebezpieczeństwa. Ale wiesz, my z rodziną nie modlimy się o to, żeby Bóg chronił nasze domy, dobytek, tylko żeby strzegł nas, ludzi! To jest najważniejsze – z przekonaniem w głosie odpowiada Paweł. Podziwiam jego postawę.

Skąd ten pokój w sercu?

Gospodyni stawia przed nami deser, owoce i kawę. Delektując się pysznościami, rozmawiamy dalej. Jestem ciekawa, jak działa ich mesjańska wspólnota. Paweł opowiada, że nie tak dawno do każdej skrzynki w mieście wrzucili ulotkę o możliwości otrzymania filmu „Jezus”. Podziwiam ich odwagę! Ku ogromnej ich radości, kilkadziesiąt osób odpowiedziało na tę ofertę!

A więc ta mała wspólnota nie tylko nie boi się pozostać w Sderot, ale jeszcze z odwagą zwiastuje Jezusa w swoim mieście. Paweł mówi, że trudne wydarzenia są dla nich okazją, by być dla innych dobrym świadectwem. Kiedy rakieta uderzyła w ich dom, spokojna reakcja mamy, pokładającej swoją ufność w Bogu, stała się powodem zaciekawienia sąsiadów i okazją do wyjaśnienia im, skąd ma ten pokój w sercu.

Można pomyśleć, że to zwykłe miejsce

Czas naszych odwiedzin zbliża się ku końcowi. Paweł zabiera nas na małą przejażdżkę po mieście. To piękne miejsce, z pozoru wszystko wygląda bardzo normalnie. A jednak pewne elementy zwracają uwagę. Nad każdą szkołą, bankiem czy uniwersytetem stoją specjalne kuloodporne zadaszenia. Każdy przystanek autobusowy jest zarazem schronem. W wielu miejscach widać dodatkowe schrony.

To, co dla mnie pozostawało w sferze wyobraźni, dla moich rodziców stało się rzeczywistością

Docieramy na przystanek. Chciałyśmy tutaj przyjechać, by błogosławić Sderot i poznać sytuację, aby wiedzieć dokładnie, o co się modlić. Gdy nadjeżdża autobus, żegnamy się i wsiadamy. Nasze serca rozpiera ogromna radość i wdzięczność, bardziej niż kiedykolwiek czujemy potrzebę modlitwy za to miasto i ludzi, którzy w nim mieszkają. Same nie przeżyłyśmy żadnego alarmu, więc można by pomyśleć, że to zwyczajne bezpieczne miejsce… A jednak wiemy, że tak nie jest. Szkoda tylko, że media o tym nie mówią.

Kilka miesięcy później moi rodzice również odwiedzają Sderot. W czasie pobytu w domu Pawła przeżywają dwa alarmy i dwukrotnie muszą udać się z gospodarzami do schronu. Jedna z rakiet spadła niedaleko. Tym bardziej zaczynam czuć realność zagrożenia w Sderot. To, co dla mnie pozostawało w sferze wyobraźni, dla moich rodziców stało się rzeczywistością. A dla mieszkańców Sderot jest codziennością…