Kiedy ostatnio odwiedziłam dwie – bardzo różne – konferencje, byłam mile zaskoczona. Na obu słuchałam tych samych dwóch mówców. Pierwsza konferencja, zorganizowana dla młodych aktywistów na Starym Mieście, przyciągnęła wolnomyślicieli, pokolenie zadających pytania oraz marzycieli. Druga odbyła się w eleganckim hotelu, a uczestniczyli w niej pastorzy, odważni rzecznicy biblijnych wartości i oddani liderzy chrześcijańscy.
Do obydwóch grup słuchaczy przemawiali dwaj wykładowcy – tak samo różni od siebie jak te środowiska, do których się zwracali. Jeden urodził się w muzułmańskiej rodzinie w Strefie Gazy, drugi jest żydowskim prawnikiem w Jerozolimie. Nie mają ze sobą wiele wspólnego poza tym, że znają i kochają Jezusa. Ich drogi życiowe, choć biegły obok siebie, rzadko się krzyżowały. A dzisiaj coraz częściej stają oni razem przed słuchaczami i pokazują coś, czego wielu polityków jeszcze nie odkryło: miłość.
Jeśli my, chrześcijanie wywodzący się z Żydów, Arabów i reszty narodów, będziemy potrafili kochać siebie nawzajem, świat zobaczy Boga!
Palestyńczyk zaczął od słów: „Nie mogę sobie po prostu wybierać z Biblii, co mi się podoba, a co nie – ta ziemia została obiecana Izraelowi”. Żydowski prawnik dopowiada: „Musimy skończyć z tym ignoranckim przekonaniem, że wspierając Izrael, musimy nienawidzić Arabów”. Obaj są zgodni również co do tego, że po obu stronach muru – w żydowskim Izraelu i na muzułmańskich terenach palestyńskich – naśladowcy Jezusa nie są mile widziani przez tych Żydów i muzułmanów, którzy jeszcze nie poznali, kim jest ich Zbawiciel. Czy pomagamy im Go poznać? Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie (Ew. Jana 13:35). Słowa Pana Jezusa w tym kontekście nie dotyczyły miłowania wroga. Słowa Pana Jezusa o miłości wzajemnej są skierowane do Jego uczniów, czyli tych, którzy Go kochają. Jeśli my, chrześcijanie wywodzący się z Żydów, Arabów i reszty narodów, będziemy potrafili kochać siebie nawzajem, świat zobaczy Boga!
Co ciekawe, zdecydowana większość słuchaczy na wspomnianych konferencjach nie była ani Arabami, ani Żydami. Większość pochodziła z Ameryki, Europy, Australii, ale była poważnie zaangażowana w sprawę izraelsko-palestyńską.
Rzucono wyzwanie tym, którzy z entuzjazmem machają izraelskimi flagami na każdej uroczystości chrześcijańskiej. Czy trzymając się Bożych obietnic i proroctw dotyczących Izraela, umiemy kochać palestyńskich chrześcijan? Czy przypadkiem nie przymykamy oka na agresywne wyzwiska pod adresem ludności arabskiej? Równocześnie arabski wykładowca wprawił w zakłopotanie młodych buntowników, którzy liczyli na pochwałę dla swoich antyizraelskich sloganów: „Przestańcie wprowadzać ludzi w zamieszanie! Czy nie rozumiecie, że chodzi o miłość? Gdzie jest wasza miłość? Ja jej nie widzę” – skonfrontował.
Ci dwaj rzecznicy Bożej miłości na Bliskim Wschodzie nie wszędzie spotykają się z zachwytem i entuzjazmem pośród swoich odbiorców. Ale idą ramię w ramię swoim torem (Ks. Joela 2:7–8) i niezmiennie podkreślają dwie nierozerwalne cechy Bożego serca: Bóg kocha swój naród wybrany i Bóg kocha każdego człowieka. Nie sposób przyjąć jedno, a zaprzeczyć drugiemu. Bóg jest miłością. Mesjasz przelał krew za jednych i za drugich.