Ewangelia aktywizmu
Pośród chrześcijan, których zainteresowała polityka, istnieje pewien trend, który nazywam „ewangelią aktywizmu”. Jego zwolennicy twierdzą, że Jezus udzielił Kościołowi „mandatu społecznego”, tzn. upoważnienia do angażowania się we wszystkie sfery życia społecznego z polityką włącznie. Ich zdaniem wynika to ze słów Jezusa zapisanych w ewangelii Mateusza 28, a konkretnie wypowiedzi: czyńcie uczniami wszystkie narody.
Niektórych zwolenników aktywizmu Kościoła cechuje przekonanie, że zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie znajdujemy wzorce, w oparciu o które winno być ukształtowane państwo. Ponadto uważają oni, że istnieje ścisły związek między ewangelią a polityką. A konkretnie, współczesnymi ideami takimi jak: liberalizm, demokracja, gospodarka rynkowa, prawa człowieka.
Ich zdaniem te idee wynikają z ewangelii. Stąd tylko krok do przedstawiania Jezusa i apostołów jako reformatorów społecznych, których głównym celem była polityka i ustanowienie demokratycznej formy rządów i zapewnienie respektowania praw człowieka.
Polityka w kościele
Inną postacią aktywizmu jest angażowanie się Kościoła w różnego rodzaju kampanie społeczne, np. na rzecz edukacji domowej czy przeciw homoseksualizmowi. Osobiście jestem zwolennikiem edukacji domowej, a moje poglądy na temat homoseksualizmu opierają się na Liście św. Pawła do Rzymian. Zauważyłem jednak, że w kampaniach tego rodzaju dość przyziemne emocje górują nad duchem.
Zdarzyło się, że obdarzony temperamentem lider jednego z kościołów wezwał do akcji „obywatelskiego nieposłuszeństwa” wobec ministra, który popierał niewłaściwe jego zdaniem rozwiązanie w dziedzinie edukacji. Przy okazji kampanii społecznych Kościół wchodzi w rozmaite sojusze z ugrupowaniami politycznymi, które np. popierają edukację domową albo nie lubią gejów. Prowadzi to do kojarzenia Kościoła z określonym ugrupowaniem politycznym.
Truizmem jest stwierdzenie, że istnieją różne wizje relacji między Kościołem a polityką. Wśród chrześcijan słyszy się rozmaite uzasadnienia dla zaangażowania (lub braku zaangażowania) chrześcijan w życie polityczne. Jak rozstrzygnąć tę kwestię? Istnieje bardzo prosty klucz do jej rozstrzygnięcia. Jest nim wyrażony w Piśmie Świętym pierwotny zamiar Jezusa i apostołów.
Klucz do właściwego zrozumienia
Zanurzając się w naukę Jezusa ustalić możemy, co było Jego celem dla Kościoła. A także jak w świetle tego celu wyglądać miały relacje między Kościołem a nieodrodzoną ludzkością i jej instytucjami społeczno-politycznymi.
Jeżeli już ustalimy ten pierwotny zamysł, wówczas łatwo nam będzie zaaprobować lub odrzucić określoną doktrynę, sformułowaną w późniejszych stuleciach. Przypomnijmy zatem w największym skrócie kilka biblijnych faktów. Rzućmy światło na kwestię stosunku chrześcijan do polityki.
Naród żydowski oczekiwał Mesjasza jako sprawiedliwego władcy. Spodziewali się, że będzie On kimś na kształt króla Dawida – skutecznym wojownikiem, niosącym wybawienie od rzymskiej dominacji. Mesjasz miał przejąć przywództwo w narodzie, przepędzić Rzymian, nadać narodowi nowy kierunek i poprowadzić go ku świetlanej przyszłości.
Jezus a polityka – Jemu oraz nam współczesna
Gdy pojawił się Jezus, wielu spośród Jego rodaków dostrzegło w Nim obiecanego Mesjasza. Jego zachowanie jednakże odbiegało od ludzkich oczekiwań. Podobnie jak król Dawid, nie zabiegał On o władzę ani popularność. W przeciwieństwie do Dawida, odrzucił On złożoną mu przez naród propozycję objęcia władzy królewskiej (Ewangelia Jana 6:14-15). Spowodowało to zrozumiałą konsternację.
Z drugiej jednak strony przesłanie Jezusa nie było w żadnym wypadku nauką o spokojnym, wolnym od zaangażowania, sielskim życiu. Centralnym tematem Jego nauki było Królestwo Boże. Zatem Jezus z jednej strony nie chciał być królem, z drugiej zaś głosił Królestwo.
Boże Słowo zobowiązuje chrześcijan do modlitwy o rządzących. Bóg chce, aby wszyscy ludzie – w tym prezydent, premier, członkowie rządu i parlamentarzyści – byli zbawieni i doszli do poznania prawdy.
Służba Jezusa rozpoczęła się od proklamowania nadchodzącego Królestwa Bożego wraz z wezwaniem do nawrócenia i wiary w ewangelię (por. Marka 1:14-15). Mówiąc o Królestwie Nazarejczyk używał wielu porównań i przypowieści. Ale nigdy jednoznacznie go nie zdefiniował. Jest ono „podobne” do wielu rzeczy, ale nie jest z nimi tożsame.
Czy Królestwo Boże to ustrój polityczny?
Królestwo Boże „nie jest z tego świata”, jak powiedział sam Jezus, stojąc przed Piłatem. Nie da się go przedstawić jako najlepszej formy ziemskiej władzy. Od kilku lat wykładam doktryny polityczne, społeczne i prawne na Uniwersytecie. Mówię o idealnym państwie Platona, filozofii politycznej Arystotelesa, o przekonaniu sofistów, że człowiek może sam urządzić państwo w taki sposób, aby zaspokajało ono jego potrzeby.
Wykładam komunizm, konserwatyzm i liberalizm, a także doktryny stworzone przez najwybitniejsze umysły chrześcijaństwa: św. Augustyna czy św. Tomasza z Akwinu. Jednak kiedy mówię o Królestwie Bożym, ogarnia mnie głęboka bojaźń. Kiedyś wyznałem studentom, że Królestwo Boże, o którym mówił Jezus, nie jest kolejną doktryną społeczną, którą da się bez emocji zaprezentować i umieścić obok innych filozofii.
Mówiąc o Królestwie mam świadomość, że poruszam temat nie z tego świata. Pochodną nauki o Królestwie Bożym jest chrześcijańska etyka polityczna. Mówiąc „chrześcijańska etyka polityczna” mam na myśli biblijną naukę na temat stosunku chrześcijan do władzy. Chrześcijanie należą do „Królestwa nie z tego świata”; zarazem jednak są poddanymi ziemskiej władzy politycznej, obywatelami ziemskich państw.
Biblijne zrozumienie władzy
Biblia jasno naucza, że wszelka władza pochodzi od Boga, a ci, którzy się jej przeciwstawiają, ściągają na siebie potępienie. Obowiązkiem chrześcijanina jest zatem szacunek i posłuszeństwo wobec władzy, zwłaszcza płacenie podatków (List do Rzymian 13).
Jedyna sytuacja, w której chrześcijanin powinien odmówić wykonania rozkazu władzy ma miejsce wówczas, gdy władza domaga się zachowania sprzecznego z wolą Bożą, np. adoracji bożków. W takim wypadku „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”, i odmówić wykonania konkretnego polecenia. Równocześnie zachowujemy jednak postawę szacunku i posłuszeństwa w innych dziedzinach.
Boże Słowo zobowiązuje chrześcijan do modlitwy o rządzących. Ponieważ Bóg chce, aby wszyscy ludzie – w tym prezydent, premier, członkowie rządu i parlamentarzyści – byli zbawieni i doszli do poznania prawdy. Modlimy się nie tylko o tych, którzy są dobrzy, ale również za tych, którzy sprawują rządy w sposób, hm… bardzo niedoskonały.
Nasza odpowiedzialność wobec rządów
Pamiętam, kiedy w Birmie miał miejsce kataklizm, i tamtejszy rząd nie chciał wpuścić pomocy humanitarnej. Kiedy modliłem się o ofiary kataklizmu, odczuwałem oburzenie i gniew na rząd Birmy. Byłem bliski tego, aby modlić się o jego upadek i zastąpienie go lepszym. Usłyszałem jednak w moim sercu łagodny głos Ducha Świętego: „błogosław rządowi Birmy”. Byłem zdziwiony, ale zrobiłem to, czego oczekiwał ode mnie Bóg.
Odczułem wówczas Bożą miłość do ludzi sprawujących władzę w Birmie. Nie znaczy to, że Bogu podoba się to, co robili i robią ci ludzie. Boża miłość jest jednak niezależna od aprobaty czy dezaprobaty dla ludzkich działań. Wkrótce po tym, jak błogosławiłem rząd Birmy okazało się, że zdecydował się on na wpuszczenie pomocy humanitarnej do kraju.
Obok posłuszeństwa władzy i modlitwy za rządzących na Kościele spoczywa jeszcze jeden ważny obowiązek. Chodzi o składanie świadectwa ewangelii wobec rządzących. Mówiąc o czasach ostatecznych, Jezus powiedział: Zaprowadzą was przed królów i namiestników. To da wam sposobność do złożenia świadectwa (Ew. Łukasza 21:12-13, parafraza moja).
Składanie świadectwa jako aktywizm
Składanie świadectwa wobec rządzących ma doniosłe znaczenie, bowiem Bóg chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy. Świadectwo złożone wobec władcy różni się od świadectwa złożonego wobec np. sąsiada, ponieważ ma większy wpływ. Akt złożenia świadectwa wiary wobec przywódców narodu jest świadectwem wobec narodu.
Dziwię się, ilekroć słyszę kaznodziejów, którzy twierdzą, że Jezus dał nam receptę na idealne ziemskie społeczeństwo. Ludzie Ci w nauce Jezusa i apostołów dopatrują się oni pochwały liberalizmu, swobód obywatelskich, praw człowieka, demokracji i wolnych wyborów.
Nie chcę powiedzieć, że jestem przeciwny zasadom ustrojowym państwa, w jakim żyjemy. Uważam jednak, że przypisywanie Jezusowi podobnej nauki nie ma oparcia w Biblii. Ewangelia o Królestwie nie ma nic wspólnego z liberalizmem, komunizmem ani żadnym innym -izmem. Jest ona wieścią z innego świata o czymś, czego nie jesteśmy w stanie pojąć inaczej niż przez objawienie.
Kościół ma czynić uczniami całe narody, a nie tylko garstkę ludzi z każdego narodu. Wierzę w narody, przeobrażone mocą ewangelii.
Polityka w Królestwie Bożym
Niektórzy twierdzą, że chrześcijanie powinni angażować się w politykę i obejmować kluczowe stanowiska w strukturach władzy państwowej po to, żeby „zaprowadzić biblijne reformy”. Zgadzam się w pełni, że Kościół ma czynić uczniami całe narody, a nie tylko garstkę ludzi z każdego narodu. Wierzę w narody, przeobrażone mocą ewangelii.
Nie wierzę natomiast, że owo przeobrażenie nadejdzie w ten sposób, że grupa chrześcijan wygra wybory, zmieni Konstytucję i wprowadzi nowy porządek. Jeśli Jezus, mówiąc „czyńcie uczniami wszystkie narody” miał na myśli zdobycie władzy politycznej, to dlaczego nikt z apostołów po tę władzę nie sięgnął? Nie natrafiłem na informacje, jakoby apostołowie zajęli się polityką i objęli kluczowe posady.
Tradycja mówi, że zginęli oni męczeńską śmiercią, naśladując swego Mistrza aż do końca. Czyżby źle zrozumieli słowa Jezusa? Bycie narodzonym na nowo chrześcijaninem wiąże się z wzięciem na siebie krzyża i wstępowaniem w ślady Mistrza, który nas wybrał i odkupił swoją krwią. Ci, którzy Jego naśladują, są prawdziwymi zwycięzcami.
Musimy się zastanowić, czy przypadkiem nie próbujemy znaleźć drogi na skróty. Czy dążenie do przejęcia władzy politycznej jest wypełnieniem „wielkiego posłannictwa” jeśli używamy właściwych tej władzy środków? Propozycja brzmi kusząco – żadnych krzyży i tym podobnych nieprzyjemnych haseł. Zamiast tego – prestiż, powszechne poważanie, wpływy, dostatek. Jednak która droga jest bliższa Bożemu sercu?
Daniel jako człowiek wpływu
Niektórzy zapytają: „A co z biblijnym Danielem? Przecież był on wykształconym, a zarazem niezwykle pobożnym doradcą najpotężniejszych władców tego świata. Czy nie powinniśmy wstępować w ślady Daniela i przenikać do kręgów władzy, aby przemienić nasz kraj?”
Faktycznie, postać Daniela na pierwszy rzut oka wydaje się być dobrym patronem dla zwolenników ewangelii aktywizmu. Ale to tylko pozory. Daniel nie pchał się do polityki. Został porwany i postawiony w sytuacji przymusowej. Władcy korzystali z jego darów, ale serce Daniela było w Jeruzalem. Gdyby tylko mógł, chętnie zostawiłby cały splendor babilońskiego dworu, żeby móc zamieszkać w spustoszonym mieście i wspomóc jego odbudowę.
Poza tym zwróćmy uwagę na słowa Daniela. Mówi: Za dni tych królów Bóg niebios stworzy królestwo, które na wieki nie będzie zniszczone, a królestwo to nie przejdzie na inny lud; zniszczy i usunie wszystkie owe królestwa, lecz samo ostoi się na wieki (Ks. Daniela 2:44).
Daniel prorokował nadejście Królestwa Bożego, które usunie w cień wszystkie inne, niedoskonałe, świeckie królestwa. Te słowa powinny otrzeźwić chrześcijan nadmiernie ekscytujących się polityką. Skoro należymy do Królestwa Bożego, które „ostoi się na wieki”, to po co inwestować swoje życie w dziedzinę, która nie ma przyszłości?
Polityka: między odpowiedzialnością a aktywizmem
Kościół jest Oblubienicą Chrystusa, narzeczoną samego Syna Bożego. Od narzeczonej oczekuje się czystości i przywiązania do tego Jedynego. Biblia ostrzega nas przed uczestniczeniem w odstępczym kościele, nazywanym „wielkim Babilonem”. Jedną z cech charakterystycznych owej odstępczej religii jest to, że „królowie ziemi dopuścili się z nią nierządu, a kupcy ziemi wzbogacili się ogromem jej przepychu” (Objawienie 18:3).
Istnieje zatem niezdrowy, niedopuszczalny związek między „królami ziemi” (sferą polityki) a Kościołem, określany terminem „nierząd”. Nie chcę powiedzieć, że aktywizm polityczny Kościoła jest równoznaczny z „nierządem z królami ziemi”. Doświadczenie uczy jednak, że każdy nierząd zaczyna się od pozornie niewinnego flirtu.
Jestem przeciwnikiem poglądu, jakoby słudzy Boży powinni angażować się w politykę. Nie znajduję uzasadnienia w Biblii dla takiego stanowiska. Nie uważam jednak, że chrześcijanie powinni zamknąć się w swoich kościołach i z drżeniem czekać na koniec świata. Tego rodzaju myślenie jest mi równie obce jak „ewangelia aktywizmu”.
Królestwo Boże jako alternatywne społeczeństwo
Boże Słowo nie pochwala ani ludzkiego aktywizmu, ani pasywności. Według Pisma ci, którzy doświadczyli osobistego nawrócenia i „narodzili się z Boga” powinni porzucić stare życie i rozpocząć nowe. Zarówno aktywizm, jak i pasywność są przejawami „starego życia”, które człowiek prowadzi niezależnie od Boga. Natomiast nowe życie, które Bóg darował narodzonym na nowo, jest życiem według Ducha – w zależności, posłuszeństwie i płynącej stąd wolności.
Kościół jako ciało złożone z narodzonych na nowo wierzących wzywany jest do nowego życia. Zarówno polityczny aktywizm jak i pełne lęku wycofanie się ze świata to przejawy tego, co Biblia nazywa życiem według ciała. W Kościele nie ma miejsca na takie życie. Kościół żyjący według Ducha i Słowa Bożego staje się potężną siłą, przemieniającą społeczeństwo.
W rzeczy samej kościół jest alternatywnym społeczeństwem, które oparte jest na zupełnie innych zasadach niż „królestwa świata” z ich polityką. Nasze zasady są fundamentalnie odmienne. Nie ma sensu próbować „przyszyć” Bożych zasad do „królestw tego świata”. Przyniesie to jedynie rozdarcie i konflikty. Zostawmy politykę politykom, a Boże zasady zastosujmy wśród nas.
Władza, polityka i nowa perspektywa
Gdy świat zobaczy Królestwo Boże w Kościele, wówczas przystanie zadziwiony, a jego władcy będą wydeptywać ścieżki do Kościoła. Biblia mówi: I pójdą narody do twojej światłości, a królowie do blasku, który jaśnieje nad tobą (Izajasza 60:3). Nie musimy pchać się do władców ani reklamować ewangelii. Oni sami do nas przyjdą, jeśli porzucimy cielesne sposoby działania i zajmiemy swoje miejsce.
Przez kilka lat redagowałem czasopismo „Drzewo Życia”. W publikowanych tam artykułach starałem się nakreślić wizję Kościoła jako alternatywnego społeczeństwa, działającego niejako „obok” znanego nam systemu instytucji społecznych i politycznych. Wierzę, że Kościół może zbudować alternatywny system edukacji, służby zdrowia, a nawet alternatywną ekonomię i energetykę.
Brzmi to śmiało, może nazbyt śmiało, ale wierzę, że jest to możliwe. We wczesnym średniowieczu, gdy załamało się cesarstwo rzymskie, jedynymi instytucjami społecznymi, które funkcjonowały, były instytucje Kościoła. Niestety, niektórzy przywódcy chrześcijańscy tego okresu nie zachowali dystansu między Kościołem a władzą polityczną. Rezultatem były krucjaty, inkwizycja i inne „mroki średniowiecza”.
Kościół nadzieją dla świata
Wierzący w Jezusa Chrystusa są „ludem świętym”. Nasza świętość oznacza oddzielenie od rzeczy pospolitych w tym celu, abyśmy mieli udział w rzeczach Bożych. Chciałbym podkreślić, że kocham nasz naród i szanuję tych, którzy nim rządzą. Właśnie dlatego zależy mi na tym, żeby Kościół pozostał oddzielony od spraw ziemskich. Tylko wtedy bowiem będzie skutecznie sprawował funkcję kapłana, polegającą na pośredniczeniu między niebem a ziemią.
Kościół jest nadzieją dla świata. Może stać się alternatywnym społeczeństwem, do którego przychodzić będą całe narody wraz z ich królami. Kluczem do tego jest jednak zachowanie jasnej linii podziału między Królestwem Bożym a „królestwami tego świata”, czyli władzą polityczną.