Pytanie, które może zaskoczyć
Przyjrzałem się bliżej opisom sytuacji, w której Jezus naucza tłum ludzi. Robi się późno, a uczniowie przychodzą do Jezusa z taką radą: Miejsce to jest puste i godzina już późna. Rozpuść ich [tłum słuchaczy], niech idą do okolicznych zagród oraz wsi i kupią sobie coś do jedzenia (Ew. Mar. 6:35–36, NP). Wydawałoby się, że jest to jak najbardziej racjonalne i uzasadnione rozwiązanie. Jezus ma jednak inny plan. To będzie ważna życiowa lekcja dla Jego uczniów.
Na zadane pytanie Jezus odpowiada: Wy dajcie im jeść (Ew. Mar. 6:37, NP). Możemy sobie tylko wyobrazić zdziwienie i przerażenie na twarzach uczniów. Kto, my? My mamy nakarmić ten tłum ponad pięciu tysięcy osób? Zaczyna się nerwowe podliczanie środków i szukanie rozwiązań: Czy mamy iść, nakupić chleba za dwieście denarów i dać im zjeść? (Ew. Mar. 6:37, NP). (W przeliczeniu potrzebna uczniom suma to równowartość 8-miesięcznego dochodu najemnego pracownika). Nie ma żartów, to poważna inwestycja. Czy nasz Mistrz zdaje sobie sprawę z tego, o co nas prosi?
Wtedy Jezus zadaje im zaskakujące pytanie: Ile macie chlebów? (Ew. Mar. 6:38, NP). Po podliczeniu okazuje się, że dysponują pięcioma bochenkami i dwiema rybami. To wystarczy do nakarmienia zaledwie małej grupki osób. To jedynie kropla w morzu potrzeb. Cóż za dylemat!
Podczas gdy uczniowie skupiają się na tym, czego nie mają, Jezus uczy ich bardzo ważnej lekcji. Poprzez zadanie jednego pytania: Ile macie chlebów? Jezus motywuje do refleksji: czym dysponujecie?
Syndrom „Gdybym tylko…”
Co sprawia, że skupianie się na problemach jest takie kuszące? Dlaczego koncentrujemy się na brakach zamiast na potencjale tego, czym już dysponujemy? Częstą przyczyną takiego podejścia jest doświadczanie rozbieżności: z jednej strony mamy swoje potrzeby i oczekiwania, a z drugiej widzimy codzienną rzeczywistość różnych osób. Porównywanie się z innymi i myślenie o tym, jak wygląda ich życie, kariera oraz sukcesy, mogą prowadzić do frustracji i poczucia braku spełnienia. Jedną z konsekwencji takiej postawy jest zjawisko, które można określić jako syndrom „Gdybym tylko…”. Czy znasz to uczucie?
– Gdybym tylko miał więcej pieniędzy, to dopiero byłbym szczęśliwy.
– Gdybym tylko był tak utalentowany, naprawdę czułbym się spełniony.
– Gdybym tylko miał takie wykształcenie i pozycję, to dopiero mógłbym mieć wpływ.
– Gdybym tylko dysponował takimi zasobami, mógłbym czegoś dokonać.
„Gdybym tylko…”. Koncentracja na czymś, co wydaje się być „brakiem” w naszym życiu, powoduje skupienie całej naszej uwagi na określonym problemie, a nie na rozwiązaniu. Jak zauważył Mark Twain, „to nie niewiedza stanowi problem, tylko fałszywe przekonania, co do których masz pewność, że są prawdziwe”. Racjonalizujemy sobie ten proces jako nieuniknioną część naszej codzienności. Skupiając się na tym, czego nie mamy, przestajemy doceniać to, czym naprawdę dysponujemy. Jaki jest rezultat? Żyjemy w oparciu o deficyty i braki. Ciągle czujemy się niedofinansowani, niedocenieni, niezauważeni. To tak, jakbyśmy podnosili białą flagę i ogłaszali światu wokół nas: „Poddaję się. Nic już się nie da zrobić. Taki już jestem i koniec. Taki już mój los…”. Być może uczniowie Jezusa czuli się podobnie, kiedy patrzyli na głodny tłum i skupiali się na tym, czego nie mieli: skąd na pustkowiu wziąć tyle chleba, żeby ich wszystkich nakarmić?
Kiedy jesteś gotowy w zaufaniu poddać Bogu to, czym dysponujesz, możesz doświadczyć cudu Bożego działania
Nowa perspektywa – skupienie na zasobach
Nasza praca nigdy nie jest dokończona, dopóki nie przeanalizujemy tego, czym dysponujemy, i do końca nie skorzystamy z tych zasobów. Zauważmy, że pytanie Jezusa skupia uwagę uczniów na zasobach już dostępnych. Wypływa z tego ważna lekcja: skoncentruj się na zasobach, które już masz do dyspozycji, zamiast na tym, co nie jest dostępne. Kiedy w ten sposób podejdziesz do problemu i uchwycisz się horyzontu wiary, uwolnisz się od zniewalającego syndromu „Gdybym tylko…”. Bardzo łatwo jest skupiać się na tym, czego nie posiadamy, w świecie codziennie zalewającym nas różnymi ofertami, produktami i informacjami, które rzekomo mają zaspokoić wszystkie nasze potrzeby.
Dopiero kiedy odkryjesz to, co już posiadasz i czym dysponujesz, a następnie powierzysz to Bogu, możesz oczekiwać Jego działania. Pięć bochenków chleba i dwie ryby w obliczu kilkutysięcznego tłumu wydają się zupełnie niewystarczające. Czy na pewno? A On [Jezus] wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo i pobłogosławił. Następnie łamał chleb i dawał swoim uczniom, a ci kładli go przed ludźmi. Także dwie ryby rozdzielił między siedzących. I jedli wszyscy – i nasycili się (Ew. Mar. 6:41–42, NP). To, co wydawało się tak mało znaczące i tak nieadekwatne do potrzeb, okazało się dla Chrystusa zupełnie wystarczające, aby dokonać cudu pomnożenia.
We współczesnym świecie, który skupia się na tym, co spektakularne, mamy tendencję, aby nie dostrzegać i nie doceniać tego, co wydaje się małe i zwykłe. Natomiast Jezus wielokrotnie wskazuje na wielką wagę rzeczy małych – z perspektywy Królestwa Bożego. Odrobina zakwasu wystarcza, by całe ciasto zakwasić (zob. Ew. Mat. 13:33, Ew. Łuk. 13:21, 1 List do Kor. 5:6, List do Gal. 5:9). Malutkie ziarnko gorczycy zasiane w ziemi wyrasta na większe od wszystkich jarzyn i wypuszcza wielkie gałęzie (zob. Ew. Mar. 4:30–32). Wdowi grosz wrzucony do skarbony w świątyni znaczy więcej niż wielokrotnie wyższe darowizny ludzi, którzy dawali z tego, co im zbywało (zob. Ew. Mar. 12:41–44). W tym kontekście pięć zwykłych bochenków chleba i dwie ryby wystarczyły, aby nakarmić pięciotysięczny tłum, po czym zebrano jeszcze 12 koszy pełnych kawałków chleba i ryb. To praktyczny obraz tego, co może się zdarzyć, kiedy to, co zwykłe, zostaje poddane w ręce niezwykłego Boga.
Czym dysponujesz?
Warto zastanowić się nad praktycznym zastosowaniem tej zasady w swoim życiu. Jeśli skupisz się na tym, czym teraz dysponujesz, i powierzysz to Bogu, może się okazać, że te symboliczne pięć bochenków i dwie ryby (coś, co postrzegasz obecnie jako małe albo zwykłe) stanowią znacznie większy potencjał, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić.
Kiedy jesteś gotowy w zaufaniu poddać Bogu to, czym dysponujesz, możesz doświadczyć cudu Bożego działania. On cię stworzył i zna cię lepiej niż ktokolwiek inny. Możesz Mu powierzyć to, kim jesteś. I możesz oczekiwać Jego niezwykłego działania. Tak jak Mojżesz przed rozstąpieniem się Morza Czerwonego. Tak jak Dawid, który stawił czoła Goliatowi. Tak jak Jozue wokół murów Jerycha…
Nie chodzi tu tylko o wielkie życiowe decyzje i spektakularne działania. Chodzi o codzienne okoliczności życia, kiedy jesteś kuszony, by się poddać. Nie musisz żyć, ciągle usprawiedliwiając porażki rzekomymi brakami, wywieszając białą flagę. Wtedy nie żyjesz życiem, do którego zostałeś przeznaczony.
Jak myślisz – czy Jezus nie wiedział, ile bochenków chleba mają uczniowie? Oczywiście, że wiedział. Zadał to pytanie ze względu na nich. Zastanów się nad tym z tej perspektywy. Jezus tak naprawdę pyta dziś ciebie: Czym dysponujesz?
Bez względu na to, w jakiej obecnie jesteś sytuacji, zacznij od zastanowienia nad tym, jak możesz wykorzystać to, co już posiadasz – swoje zasoby materialne, społeczne, intelektualne i duchowe. Postaraj się spojrzeć na swoje życie z perspektywy Bożego przeznaczenia. Nie jesteś dziełem przypadku! Chodzi o to, aby przestać porównywać się z innymi, żyjąc w więzieniu o nazwie „Gdybym tylko…”. Zacznij żyć potencjałem, którym Bóg cię obdarował. Aby to przełożyć na konkretne, mierzalne efekty, zastanów się:
– Jaki jest jeden cel, który chcę osiągnąć, a wydaje się obecnie przekraczać moje siły?
– Czym dysponuję obecnie?
– Co mogę zrobić dzisiaj, aby przybliżyć się do realizacji tego celu?
– Czy oczekuję, że Bóg może wykorzystać moje zasoby i dokonać cudu?
Skup się na tym, co już masz, kim jesteś, w jakim miejscu jesteś – i powierz to wszystko Bogu, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych.