Uleczone skrzydła

Uleczone skrzydła

Już dziś możemy dzielić z Jezusem nadzwyczajną radość. To radość oglądania, jak w życiu ludzi dokonuje się cud przemiany – w blasku Bożego światła.

Szłam leśną drogą, kiedy nagle zauważyłam motyla. W bardzo łatwy sposób mogłam go ominąć, siedział na ziemi, z boku ścieżki. Przykucnęłam, żeby sprawdzić, dlaczego nie lata. Jego złożone skrzydełka wyglądały na mocno uszkodzone. Sprawiał wrażenie, jakby właśnie przydarzyło mu się coś strasznego. Może zaatakowało go inne zwierzę i poszarpało mu skrzydła? A może sam wpadł w jakąś pułapkę i zranił się, próbując się z niej wydostać?

Kiedy nie widać wyjścia

Podsunęłam motylowi swój palec. Sądziłam, że będzie się wzbraniał, ale ku mojemu zdziwieniu motyl chętnie przyczepił się do dłoni swoimi maleńkimi nóżkami. Podniosłam rękę i poszłam dalej. Droga biegła raz pod górkę, raz w dół, czasami skręcała, a motyl wciąż siedział na mojej dłoni, w tym samym miejscu. Ponad nami latały wesoło inne motyle. Blask słońca zaledwie przenikał poprzez gałęzie drzew. Kiedy jednak patrzyłam na biednego owada, ogarnął mnie smutek. Byłam pewna, że już nigdy nie będzie mógł latać i niewątpliwie szybko zginie. Zastanawiałam się, gdzie go posadzić, żeby nie stał się łatwym łupem dla jakiejś innej istoty. W trakcie drogi kilka razy zamierzałam go zostawić, ale coś mi na to nie pozwalało.

W blasku światła

Nasza wspólna wędrówka nadal trwała. W pewnym momencie dotarliśmy do miejsca, w którym las nie był już tak gęsty, promienie słoneczne bez trudu przedzierały się poniżej korony drzew i oświetlały ścieżkę. Nagle motyl rozłożył skrzydła i zaczął nimi poruszać. Nie był to zachwycający widok. Niegdyś kolorowe, były teraz wytarte i obszarpane. Motyl wyglądał marnie i smutno. Pomimo to z każdym poruszeniem skrzydeł wstępowały w niego nowe siły, nowa nadzieja. Wydawało mi się, że blask słońca przywracał życie jego ciału. Nagle motyl uniósł się i zaczął latać.

Na początku sądziłam, że jest to jedynie nieudolna próba i za chwilę owad runie żałośnie w dół. Tak się jednak nie stało. Zraniony motyl wzniósł się wysoko, a jego lot nie był w żaden sposób upośledzony. Właściwie wyglądał na zupełnie uleczonego. Wkrótce przyłączył się do beztroskiej gromady innych motyli. To był wyjątkowo poruszający obraz.

Misternie stworzeni

My także, niczym te kolorowe motyle, jesteśmy przeznaczeni, by latać wysoko i zachwycać pięknem. Bóg włożył w każdego człowieka niezwykłe skarby i marzenia. Ukształtował nas w misterny sposób. On cieszy się nami. I nie jest to radość statyczna, pozbawiona emocji. Boża radość jest pełna ekspresji i uczuć nasyconych pasją! Bóg powołał nas do relacji ze sobą, przeznaczył, abyśmy w naszej wyjątkowości mogli wypełnić określone zadania i żyć pełnią życia.

Ten, który budzi życie

Są jednak wśród nas „motyle”, które na skutek bolesnych doświadczeń lub niestety czasem własnej głupoty zostały zranione i pozbawione zdolności latania. W takim stanie nie potrafią wypełnić Bożych marzeń, które On sam w nich umieścił. Widok zniszczenia, jakie w ludziach uczynił wróg, boli i zasmuca Boga. On nie godzi się na taki stan rzeczy.

Serce Boga pała ogromną żarliwością, kiedy dzieje się nam krzywda. On wyprowadza jeńców na wolność i odbudowuje to, co zostało zrujnowane. Bóg uzdrawia, powołuje do życia to, co umarło, a nawet wzbudza do istnienia to, czego nie było.

Zobaczyć przestrzeń

Zranieni ludzie często tkwią w bezruchu, jak gdyby na poboczu drogi, kiedy życie biegnie obok. Sami nie są w stanie podjąć walki o siebie i o swoją przyszłość. Kiedy perspektywa patrzenia na siebie, życie, świat zostaje poważnie zaburzona, niełatwo jest dostrzec ogromną przestrzeń nieba i nowe możliwości. Wielu nie potrafi zobaczyć nic poza beznadziejnymi okolicznościami.

Bóg chce, byśmy mieli otwarte oczy i z wrażliwością umieli dostrzec słabych i porzuconych. On posyła nas do tych ludzi, którym być może dziś się wydaje, że nie ma dla nich żadnych rozwiązań. Kiedy długo siedziało się w dolinie, trudno jest patrzeć na życie z wiarą. Są osoby, które z naszych ust mogą usłyszeć o nadziei, jaka jest w Bogu. Dla Niego nie istnieją ograniczenia. Bóg pragnie poprzez nas pochylić się nad człowiekiem i podnieść go do nowego życia. On chce użyć nas, abyśmy byli Jego ramionami. Byśmy pomagali zobaczyć właściwą perspektywę, przynieśli pociechę, poprowadzili ku życiu.

Złamanym skrzydłom

Ludzie pokiereszowani przez różne życiowe doświadczenia nie chcą od razu otworzyć się i pokazać swojego zranienia, swoich „poszarpanych skrzydeł”, nieudolności, błędów. Bardzo często w takiej sytuacji to wstyd panuje nad człowiekiem. Proces uzdrowienia wymaga czasu. Bóg chce zaprowadzić nas do miejsca, w którym nie będziemy oceniać i pochopnie osądzać innych, ale okażemy im Bożą miłość i prawdziwą troskę. On chce nam pokazywać, jak mamy z ludźmi rozmawiać, jak się o nich modlić, jakie gesty powinniśmy wobec nich uczynić.

Jeśli pozwolimy, aby Boże światło płynęło przez nas, Jego ciepło i życie usuną wszelkie bariery. To sam Jezus będzie mógł dokonać uleczenia i wzmocnienia. Zniszczone skrzydła zostaną uzdrowione, i taki człowiek zacznie latać.

Bóg pragnie dotykać ludzi, używając innych niedoskonałych osób, którymi jesteśmy. On zaprasza nas do współpracy. Jezus chce zwrócić naszą uwagę na konkretne osoby wokół nas. Być może spotykamy je w pracy, szkole lub kościele. Jedno jest pewne: możemy przekazać drugiemu człowiekowi Boże światło. Jeśli zechcemy takiej współpracy i włączymy się w nią, będziemy mieli udział nie tylko w dziele Bożego uzdrawiania. Będziemy także dzielić z Jezusem radość oglądania, jak w życiu ludzi przychodzi odpłata za szkody lat, które pożarła szarańcza. Jak dokonuje się cud przemiany – w blasku Bożego światła.