Strona główna Artykuły Numery 2012/4 (zima) Pod maską „doskonałości”
wywiad-jennifer

Pod maską „doskonałości”

Wywiad z Jennifer Strickland

„Barbie! Barbie!” – wołają na mnie dzieci. Wyciągają swoje małe rączki, każde z nich chce mnie dotknąć. Nadarza się okazja, żeby zobaczyć z bliska „prawdziwą” Barbie – symbol piękna, sukcesu i perfekcji. Nikt jednak nie przypuszcza, że pod tą maską ukrywa się dziewczyna, która płacze każdej nocy, którą dręczą koszmary i której samotność krzyczy bezgłośnie.

Jennifer Strickland: Oczywiście nie jestem prawdziwą Barbie, jestem modelką. Jednak dzieci nie są w stanie tego zauważyć. Moja agencja wysłała mnie do Gardalandu (park rozrywki znajdujący się we włoskiej prowincji Werona – przyp. tłum.). Tam miałam zarobić więcej pieniędzy niż w Paryżu. To były urodziny Barbie, a ja byłam główną atrakcją parady: wysoka, szczupła blondynka. Damien, mój włoski menadżer, był wściekły. Chciał mnie widzieć na wybiegach w Paryżu, a nie tutaj, wśród tysięcy małych dzieci. Czułam się jak marionetka pociągana za sznurki raz w jedną, raz w drugą stronę. Z modelki Armaniego nagle stałam się lalką Barbie. Wizażysta spędził długie godziny, by nałożyć mi makijaż i zatuszować podkrążone oczy. Moje kościste ramiona zakryto warstwami tiulu, a wychudzone ręce długimi rękawiczkami. Teraz byłam lalką, podobną do tej, którą sama bawiłam się w dzieciństwie. Lalką o wręcz niemożliwych do osiągnięcia wymiarach. Doskonale piękna. Przynajmniej na pozór.

Niczym w bajce?

Nie czułam się jak w bajce. W tej lalce o ludzkim ciele dusza była uwięziona. Chciałam wreszcie wydostać się z tej pułapki. Chciałam zrzucić z siebie te wszystkie maski i stroje. Tęskniłam, by ukryć się w cieple miłości, a nie pod warstwami szminki. Przyglądałam się dzieciom wokół mnie. Pomyślałam: „Czy czasem nie drzemie w nas wszystkich nadzieja, że staniemy się księżniczkami, dla których ta bajka będzie rzeczywistością, w otoczeniu piękna i szczęścia?”. Pochyliłam się i objęłam kilkoro dzieci. Po chwili zaczęłam się śmiać, a łzy napłynęły mi do oczu. Uświadomiłam sobie, że to ja byłam osobą, która zobaczyła piękno. Były nim dzieci! Ich spojrzenie poruszyło mnie do głębi. Czułam się tak dobrze, kiedy siadały mi na kolanach, obejmowały mnie i całowały. Spoglądały na mnie, gdy ktoś nas fotografował. Kiedy zapytano mnie, czy nie chciałabym chwilę odpocząć, machnęłam przecząco ręką. Nie chciałam stracić żadnej z tych chwil. Zbyt cenny był dla mnie każdy uśmiech tych dzieci, świeże i naturalne piękno. To, co zyskałam tego dnia, przerosło znacznie moje honorarium. Dzieci wzbudziły w moim sercu nową nadzieję. Być może moim przeznaczeniem nie jest bycie jedynie plastikową lalką? Być może dostanę jeszcze nową szansę, aby pomagać ludziom, dotykać serc?

Kim naprawdę była ta modelka?

Od kiedy byłam modelką Armaniego, każdy chciał ze mną współpracować. Klienci latali za mną przez oceany tylko po to, by zrobić kilka zdjęć: Nowy Jork, Sydney, Los Angeles. Coraz częściej zadawałam sobie pytanie: Kim jestem? Bardzo często słyszałam, że sukces może zniszczyć człowieka. Tylko ktoś, kto zna swoją wartość, pozostanie niezachwiany w wirze świata mody. Problem polegał na tym, że tego właśnie mi brakowało. Tempo życia, napięte terminy, to wszystko pozostawiało swoje ślady. Moje ciało przypominało raczej szkielet niż ludzką postać, ciągle było mi zimno. Włosy wypadały mi całymi garściami, moje nogi pokryte były niebieskimi plamami. Kiedy zgwałcił mnie syn menadżera, rozpadłam się na kawałki. Moją jedyną ochroną stały się moje maski. Teraz nosiłam je jeszcze bardziej zdecydowanie, ze sztucznym uśmiechem, który mówił: „Nic nie boli! Wszystko w porządku!”.

Biblia okazała się dla mnie tym, czym szklanka wody dla osoby o niepohamowanym pragnieniu

Do kupienia i na sprzedaż

„Bądź doskonała!” – zawołała do mnie Giovanna, kobieta z agencji, w czasie przygotowań do wiosennego pokazu Armaniego. „Co masz na myśli?” – zapytałam ponuro. Ta kobieta dawała nam solidny wycisk na wybiegu, ale guzik ją obchodziło, co dzieje się w naszym prywatnym życiu. Dla niej byłyśmy tylko obiektami: do kupienia i na sprzedaż. Cały ranek pracowałyśmy, podczas gdy kilku fotografów robiło nam zdjęcia. „Bądź doskonała!” – rozbrzmiewało w mojej głowie. Niestety, po pięciu latach w tym biznesie nie potrafiłam już być doskonała.

Na wybiegu przyglądał nam się Giorgio Armani. Nagle podszedł do mnie i szarpnął za moją spódnicę. Waliło mi serce. Czy mnie zwolni? Może w czasie Świąt Bożego Narodzenia zjadłam za dużo i przytyłam? Czy zwolni mnie, bo niezliczone głodówki całkowicie rozregulowały mój system hormonalny? Bo moja skóra pokryta była niebieskimi plamami? Giorgio zszedł ze sceny i poinstruował jedną ze stylistek, by zaprowadziła mnie za scenę. Odebrała mi ubranie i zostawiła mnie samą. Stałam tam, naga, trzęsąc się z zimna. Przebieralnia przypominała ciemny loch. Kiedy wróciłam do agencji, dowiedziałam się, że straciłam wszystkie zlecenia. Jeśli Armani już mnie nie chciał, nie chciał mnie nikt. Już nie byłam doskonała.

Jeśli mnie słyszysz…

W małym włoskim kościółku, obok którego codziennie biegałam, modliłam się do Boga: „Proszę, jeśli mnie słyszysz, jeśli naprawdę istniejesz, objaw mi się!”. Promienie słońca wpadały przez kolorowe szyby i odbijały kolory tęczy na drewnianej podłodze.

Giovanna wysłała mnie z Mediolanu do Rzymu. Po przyjeździe ukradziono mój plecak. Sfrustrowana pobiegłam na komendę policji. W myślach wyliczałam wszystko, co miałam w plecaku: paszport, portfolio, ubrania, buty… O nie! Mój dziennik! W oczach stanęły mi łzy. Znów zaczęłam się modlić: „Nie do końca wierzę w Twoje istnienie, Boże, ale jeśli mnie słyszysz, to mówię szczerze: wszystkie te rzeczy i sukces są mi obojętne! Ktokolwiek ma teraz mój plecak, może go zatrzymać. Ale nie mój dziennik! Na tych stronach wylewałam moje serce. Proszę, spraw, żeby znalazł go ktoś, kto przynajmniej potrafi czytać po angielsku. Niech chociaż jedna osoba na świecie wie, przez co przeszłam”.

Po zakończeniu pracy w Rzymie wyjechałam z Włoch. Kolejnym moim celem było Monachium. Siedziałam przy kuchennym stole i patrzyłam na porozrzucane na nim narkotyki. Moje oczy były przymknięte, serce zatwardziałe, umysł otumaniony. Byłam samotna. Nie był to jednak rodzaj samotności, którym można się rozkoszować. Była to samotność, która zaciska się jak pętla wokół szyi, niczym wąż boa. Nie mogłam już dłużej znieść tej pustki. Nieważne było, ile modnych ubrań nosiłam. Poprzedniego dnia były Walentynki, pracowałam w stroju panny młodej. Stylista nałożył mi grube warstwy makijażu i zawinął mnie w tandetne falbanki. Kiedy spojrzałam w lustro, czułam się okropnie. Nikt, kto oglądał moje zdjęcia, nie miał pojęcia, że przez cały dzień udawałam szczęśliwą dziewczynę, a wieczorem chciałam popełnić samobójstwo. Tylko myśli o mojej rodzinie powstrzymały mnie przed odebraniem sobie życia.

Jak potem potoczyło się twoje życie?

Następnego ranka spacerowałam po parku. Dzieci biegały po łące, jeździły na kucykach. Usiadłam na ławce. Za sobą usłyszałam przepiękny śpiew, jakby anioła. Kiedy się odwróciłam, byłam nieco zaskoczona. Zobaczyłam wysokiego mężczyznę o kręconych włosach. Przerwał grę i podszedł do mnie. Ze swojej torby wyjął małą książeczkę. „Nowy Testament” – powiedział i uśmiechnął się.

Biblia okazała się dla mnie tym, czym szklanka wody dla osoby o niepohamowanym pragnieniu. Piłam i piłam. Czytałam o dobrym Pasterzu, o człowieku, którego Jezus uzdrowił i uwolnił, o wąskiej i szerokiej drodze. Pewnego wieczoru mój umysł był tak przyćmiony narkotykowym dymem, że nie mogłam dalej czytać. Nagle usłyszałam cichy głos: „Wyrzuć to! Wyrzuć te narkotyki, żebym mógł z tobą rozmawiać”. Popatrzyłam na stolik. Przecież to był jedyny znany mi sposób, żeby wyciszyć wszystkie uczucia i się uspokoić. To była moja jedyna ucieczka od całego bólu. Pomimo to wszystko spłukałam w toalecie. Głowa pękała mi z bólu, kiedy ten „pseudo pokój” spływał do ścieków. W nocy dręczyły mnie koszmary. Rano znów usłyszałam głos: „Wstań! Jennifer, wstań!”. Powoli zwlekłam się z łóżka i przygotowałam na następny casting.

Poszłaś na casting?

Najpierw jechałam metrem, potem biegłam wzdłuż wyludnionej ulicy. Nagle pojawił się przede mną mężczyzna, który machał ręką jak policjant. Stanęłam. To był starszy pan. „Co ty tutaj robisz?” – zapytał. Kiedy odpowiedziałam, odrzekł: „Jesteś modelką? Moje dziecko, nie sprzedawaj swojej urody!”. To była chyba najzabawniejsza rzecz, jaką usłyszałam w ostatnim czasie. Przecież przez całe życie mówiono mi, że mogę zarabiać na swojej urodzie, a nawet powinnam! Mężczyzna powtórzył: „Moja droga, nie sprzedawaj swojej twarzy. Nie idź tam. To oni powinni przychodzić do ciebie!”. Byłam zdumiona. Potem powiedział coś równie dziwnego: „Zawróć, zanim jeszcze nie jest za późno. Pewnego dnia ludzie będą przychodzić do ciebie, żeby posłuchać, co masz do powiedzenia. Wielu będzie przychodziło. Zaufaj mi”.

Niespodzianka z Nieba

Wróciłam do domu, a tam czekała na mnie niespodzianka – mój dziennik! Ktoś znalazł go w pociągu na południu Włoch i odesłał do mojej agencji. Serce skakało mi z radości. Bóg wysłuchał mojej modlitwy! To był początek mojego nowego życia.

Spakowałam walizkę i wyrzuciłam wszystkie ubrania w rozmiarze 34 do śmieci. Już więcej nie będę ich potrzebować! Potem poszłam na wycieczkę w góry. Moją uwagę zwróciły krzyże ustawione w różnych miejscach w lesie. To tak, jakbym spotykała Jezusa na każdym kroku. Chciałam pójść Jego drogą. Przed jednym z krzyży położyłam się na plecach i patrzyłam w niebo. Świeże powietrze wypełniało moje płuca. Obserwowałam chmury sunące po niebie. „Wejdź do mojego życia, Panie Jezu” – szeptałam.

Jennifer Strickland jest mężatką i matką trójki dzieci. Od tamtego czasu nie pracuje już jako modelka. Prowadzi wykłady dla dziewczyn i kobiet, zachęcając je, by odkryły prawdziwe piękno. Więcej na ten temat można przeczytać w jej biografii pt. Idealna dziewczyna, Koinonia, 2010.

Tłumaczenie: Estera Zioła