Izrael oczami Jezusa

Izrael oczami Jezusa

Jerozolima to wyjątkowe miejsce. Piękno ziemi Izraela przerasta jej opisy w przewodnikach. Dopiero osobiste zetknięcie się z tym krajem i jego kulturą pokazuje nam prawdziwy wymiar wydarzeń, o których czytamy w Bożym Słowie.

Od kiedy mieszkam w Jerozolimie, często odwiedzają mnie znajomi z całego świata. Niedawno przyjechała do mnie koleżanka ze studiów. Zdecydowałyśmy się podróżować po stolicy i całym Izraelu. Zależało nam na tym, by zobaczyć miejsca związane z życiem Jezusa: Betlejem (miejsce narodzenia Jezusa), Nazaret (w którym się wychował), Galileę (gdzie nauczał i dokonał wielu cudów) oraz Jerozolimę (tu został ukrzyżowany i pochowany, tu zmartwychwstał i stąd wstąpił do Nieba).

Moim pragnieniem było, żeby ten czas wędrówki śladami Jezusa zmienił życie mojej koleżanki. Mieszka ona w dużym mieście, wśród niewierzących znajomych, otwarcie deklarujących swój światopogląd. Czytanie Biblii przychodzi jej z trudnością. Historie biblijne wydają się jej historycznie i geograficznie bardzo odległe. Jednak tęskni za Bogiem i podejmuje odważne kroki, aby Go poznać. Samodzielnie przyjechała do Izraela. Czy to nie zaskakujące? Takich osób, poszukujących Boga i tęskniących za Nim, jest w naszych miastach wiele setek, a nawet tysięcy.

Izrael może wstrząsnąć światopoglądem człowieka. Mimo że upłynęły tysiące lat, naturalne okoliczności pozwalają naszej wyobraźni pracować swobodnie. Nawet dzisiejsza kultura Izraela pomaga odnieść się do tego, co czytamy w Biblii. W tym miejscu biblijne koncepcje nagle w prosty sposób zaczynają mieć dla nas sens. Pan Jezus lubił modlić się na Górze Oliwnej, bo z niej rozciąga się najlepszy widok na wzgórze świątynne i całe miasto.

Rzymianie wybudowali swój port w Cezarei, w której rzeczywiście jest niebywale pięknie i panuje przyjemny klimat. „Nie dziwię się, że Jezus tyle czasu spędzał w Galilei. Panuje tutaj dużo większy spokój niż w Jerozolimie, a atmosfera jest inna niż na pustynnym południu” – powiedziała moja koleżanka, siedząc na Górze Błogosławieństw, na północnym krańcu Jeziora Galilejskiego. Zastanawiała się, jak mógł wyglądać ponad 5-tysięczny tłum zgromadzony na wybrzeżu. Jak ci ludzie mogli usłyszeć Jezusa, gdy przemawiał? Okazuje się, że amfiteatralny układ zbocza nad Jeziorem Galilejskim spełniał funkcję naturalnego nagłośnienia.

Nazaret przestraszył moją przyjaciółkę. Miasto jest dziś w dużej mierze muzułmańskie, a lokalni chłopcy dokuczają turystom odwiedzającym miejsca znane z Ewangelii. Otoczenie chrześcijańskich kościołów czasami wydaje się agresywne, nie pozostawia dobrego wrażenia. W takich warunkach o ileż bardziej rewolucyjne wydaje się życie Jezusa, który spędzał czas z ubogimi, złodziejami, prostytutkami. Nie szukał bezpieczeństwa i komfortu. Oglądając ciemne, brudne ulice, moja towarzyszka wyraziła podziw dla Jezusa, a zarazem poczuła swoją małość w obliczu tutejszych wyzwań.

Trasa między Jerozolimą a Betlejem zainspirowała nas do wspominania narodzin Jezusa. Maria i Józef musieli znaleźć nocleg w mieście, którego wtedy nie znali. Herod rozkazał zabić wszystkie małe dzieci. Ludzie byli wystraszeni, głośni, poirytowani. Dziś niektóre dzielnice wyglądają podobnie.

Nagle historia Jezusa stała się dla mojej przyjaciółki nie tylko bardziej fascynująca, ale po prostu… żywa! Jezus mieszkał przecież w tej ziemi, chodził po tej wodzie, modlił się na tych górach! Niech ta świadomość, to głębokie objawienie towarzyszy nam podczas świąt – prawdziwy Bóg, Jezus, stał się człowiekiem: Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy (Ew. Jana 1:14).