tgd

30 lat TGD

Na pytania związane z jubileuszem 30-lecia zespołu TGD odpowiada dyrygent chóru – Piotr Nazaruk

Jak zrodził się pomysł utworzenia zespołu TGD? W jakich okolicznościach powstał zespół? 

Piotr Nazaruk: Były to czasy PRL-u. Chór powstał w 1982 r., w czasie stanu wojennego, a więc w niezbyt przyjemnych okolicznościach. Z drugiej strony, w tym trudnym czasie coraz więcej młodych ludzi szukało Boga, wspólnoty, nowego sposobu wyrażania się, nowej muzyki. W kościołach pojawiły się nowe pieśni, formacje muzyczne oraz instrumenty nieliturgiczne [uśmiech]. Na zaproszenie Janusza Sierli do stworzenia ogólnopolskiego chrześcijańskiego chóru odpowiedziało sporo osób.

 

Pierwszy raz zaśpiewaliście… 

Gdzie odbył się pierwszy występ i jak wyglądał, nie wiem, ponieważ nie było mnie jeszcze w zespole. Miałem wtedy 9 lat [uśmiech]. Dołączyłem do chóru 6 lat później. Pamiętam przesłuchania i mój pierwszy koncert.

 

Piotr Nazaruk wystąpił wtedy jako… 

Chórzysta. Śpiewałem z kolegami tenorami przez 4 lata. Potem na moment zasiliłem grupę instrumentalną, a później przejąłem prowadzenie zespołu.

 

Kto może śpiewać w TGD? 

Ktoś, kto ma umiejętności wokalne, odnajduje się w muzykowaniu zespołowym, chce być częścią tego, co tworzymy. Ktoś, kto rozumie, czym jest ewangelizacja, uwielbienie, wspólnota. Osoba naprawdę zdeterminowana. Kiedyś formacja była bardziej otwarta, organizowane były przesłuchania (nawet kilkudniowe). Teraz skład jest raczej stabilny. Przyjmujemy jedną, dwie osoby na rok.

 

Kto o tym decyduje? 

Decyzja należy do mnie, ale w jej podjęciu pomagają mi też inne osoby. Głównie moja żona, Emilka. O tym, czy ktoś potrafi śpiewać, można się przekonać po paru frazach. Jednak czy ludziom będzie ze sobą po drodze – o tym trzeba trochę porozmawiać. Rozważamy za i przeciw. Mówimy o tym, czego nie widać na scenie. Potencjalny chórzysta również ma w tym swoją decyzję do podjęcia.

 

Największa liczba śpiewaków przez te 30 lat? 

Chór zmieniał swoją liczebność przez te lata. W niektórych momentach poszerzaliśmy skład, np. gdy nagrywaliśmy koncerty telewizyjne. Ale najwięcej ludzi było na samym początku – ponad 100 osób. Gdyby jednak zliczyć wszystkie osoby, które przewinęły się przez zespół, wyszłoby prawie pół tysiąca!

 

Najpiękniejsze w grupie TGD jest to, że… 

Wiara czyni cuda, a my możemy je oglądać. Piękne jest to, że więcej jest tego, co nas łączy, niż tego, co dzieli. To, że mamy przywilej służyć Najwyższemu Bogu, że odczuwamy Jego przychylność. A także, że to, co robimy, dociera do tak wielu osób, a do niektórych w sposób szczególny. Mimo że pochodzimy z tak różnych środowisk kościelnych, potrafimy tworzyć wspólnotę.

 

Największe wyzwanie, z jakim chór musiał się zmierzyć, to… 

Na pewno wielkim przedsięwzięciem było dla nas nagrywanie koncertów telewizyjnych. Wyzwaniem było zorganizowanie pierwszych otwartych warsztatów. Są jednak sytuacje o wiele trudniejsze. Na przykład niebezpieczeństwo rozpadu grupy albo problemy osobiste członków zespołu. Do rozłamu w TGD na szczęście nie doszło. Ostatnio odnieśliśmy parę zwycięstw w trudnych momentach. Kryzysowe sytuacje stały się dla nas wyzwaniem i motywacją do modlitwy, postu, mądrych rozmów bądź też mądrego milczenia. Teraz cieszymy się bardzo z naszych uratowanych!

 

Co głównie zmieniło się przez te lata w TGD? Zespół różni się od tego sprzed lat tym, że… 

Liczebność chóru zmalała, co widać gołym okiem. Podniosła się za to średnia wieku, czego, mamy nadzieję, nie widać [uśmiech]. Wcześniejsze TGD było tworem typowo amatorskim, teraz nosi znamiona profesjonalizmu. Na początku chór tworzyli ludzie z jednego środowiska kościelnego, teraz jesteśmy zespołem ekumenicznym.

 

Chórzyści pochodzą z różnych miejsc Polski. Skąd przeważnie? 

Większość mieszka w Warszawie, inni w Poznaniu, Gdańsku, Wrocławiu, Lublinie, Wałbrzychu…

 

Jak sami określacie kierunek muzyczny, który obraliście jako swój?

Naszą muzykę określamy mianem pop-gospel. W gospelu najbardziej porywająca jest energia chóralnego śpiewu. To w jakiejś mierze przenosimy na nasze podwórko. Ale nie chcemy kopiować czarnoskórych wykonawców. To się po prostu nie udaje. Jesteśmy „lekko gospelowi” i niech tak zostanie.

 

Co nowego, świeżego na waszej nowej płycie?

Ci, którzy słyszeli te utwory, mówią o nowej jakości, spójności materiału, sile przekazu. Nie ma tu nowoczesnych brzmień, eksperymentów aranżacyjnych, jest raczej odnajdowanie piękna w prostocie, zwłaszcza w warstwie melodycznej. Piosenki napisano tak, żeby można je było też śpiewać na spotkaniach wspólnotowych. Mamy szczerą nadzieję, że się przyjmą. W warstwie literackiej znajdują się inspiracje sprzed 3000 lat. Znowu sięgamy do psalmów, z przeświadczeniem, że te nie tracą ani mocy, ani świeżości.

 

Rok 2013 będzie dla grupy TGD rokiem…

Trzydziestym pierwszym. Jakim? Nie wiem. Wierzę, że będzie dobrym rokiem dla naszych psalmów i że będą one chętnie śpiewane w różnych wspólnotach. Mamy nadzieję, że ich treść będzie poruszać wiele osób, tak jak porusza nas.

 

Czego życzylibyście swoim słuchaczom w przyszłym roku?

By każdy z nich mógł się podpisać pod słowami refrenu Uratowanych:

Moje narzekanie zamienione w taniec,
dobry Panie, rozwiązałeś mój pokutny wór.
Moje narzekanie zamienione w taniec,
moja dusza śpiewa, nigdy nie zamilknie już!