Strona główna Artykuły Numery 2011/4 (zima) Poruszenie na Srebrnym Wietrze
poruszenie-na

Poruszenie na Srebrnym Wietrze

Z Dariuszem Ciemałą rozmawia Wiola Niedziela

Statek to zamknięte środowisko ludzi o bardzo różnych poglądach i zwyczajach. Nie jest tu łatwo. A Bóg sprawia, że niemal każdego dnia dzieją się wokół mnie wspaniałe rzeczy. Posyła mnie tam, gdzie jestem potrzebny. Tam, gdzie mogę wypełniać Jego wolę. Wychodzić naprzeciw potrzebom ludzi, którzy poszukują prawdy. Prawdą jest sam Jezus.

Darku, jak wygląda codzienne życie na statku pasażerskim?

Praca na statku to moja praca zawodowa. To dla mnie osobiście trudny okres rozłąki z bliskimi. Ale dzięki temu, że mam oparcie w Stwórcy, mam i siłę trwać w wierze, czyniąc wolę Boga. Nadchodzi jednak moment zmęczenia fizycznego. Zwykle już po 2 miesiącach pobytu ciało okazuje pierwsze oznaki wyczerpania fizycznego i psychicznego, domagając się odpoczynku. Każdy dzień to dla mnie dzień pracy, stąd też człowiek na morzu traci rachubę czasu. Zapytany, jaki mamy dzień tygodnia, muszę najpierw się zastanowić, by udzielić właściwej odpowiedzi (poniedziałek jest taki sam jak piątek i niedziela). Dobrze, że mam na ręku zegarek, który wskazuje mi dzień miesiąca, bo i z tym byłby pewien problem.

 

Biorąc pod uwagę tak intensywny, siedmiodniowy tryb pracy, w jaki sposób odpoczywasz?

Jestem Panu Bogu wdzięczny, że praca, jaką mi powierzył, w sporej części pokrywa się z moimi zainteresowaniami. Dlatego, wykonując swoje obowiązki, staram się zawsze z wdzięcznością pamiętać o słowach Listu do Kolosan (3:23) i angażować swoje serce. Tym samym praca staje się przyjemniejsza, daje zadowolenie i poczucie relaksu. Zawsze też lubiłem aktywność fizyczną, więc staram się pamiętać o codziennym ruchu. Jednakże najwięcej odpoczynku przynosi mi mój osobisty czas spędzany na rozmowach z Bogiem, najlepiej na otwartej przestrzeni, gdy mogę rozkoszować się otaczającym mnie pięknem. To bardzo pozytywnie wpływa na stan mojego ducha. Wycisza i uspokaja.

 

Na czym dokładnie polega Twoja praca?

Moje stanowisko pracy to „Food & Beverage Controller”. Do moich obowiązków należy nadzór nad częścią gastronomiczną – kontrola nad zaopatrzeniem, kontrola magazynowa, nadzór finansowy i dbałość o standard oferowanych usług.

 

Czy zawsze trafiasz na ten sam statek?

Pracując dla mojego obecnego pracodawcy, trafiam albo na statek Silver Whisper, albo na Silver Wind. Tym razem ponownie znalazłem się na pokładzie Silver Wind (Srebrny Wiatr). Widok wielu znajomych twarzy bardzo mnie ucieszył. Tym bardziej, że odnalazłem dobrych znajomych z naszych wcześniejszych rejsów. Bóg tym samym ułatwił mi zadanie i sprawił, że spotkałem wspaniałych ludzi. Od samego początku zabrałem się także do solidnej pracy w naszej grupie biblijnej. Bóg postawił również obok mnie osobę, która ma otwarte serce na aktywne szerzenie Słowa Bożego, to Maria – nasz doktor pokładowy z Filipin, którą pamiętam z zeszłego roku jako uczestniczkę naszych spotkań. Tym razem nie jest jedynie słuchaczką, ale w czynny sposób bierze udział w organizowaniu spotkań, co jest bardzo pomocne. Dziękuję Bogu z całego serca za takich ludzi. To On zmienia słuchacza w działacza.

 

Specyfika pracy na statku…

Statek to zamknięte środowisko ludzi o bardzo różnych poglądach i zwyczajach. Nie jest tu łatwo. Wśród pracujących z nami ludzi są również i tacy, którzy nie akceptują nas, chrześcijan, i naszych wartości opartych na Piśmie Świętym. Czasami, tak jak i w innych środowiskach, doświadczamy ze strony ludzi pogardy i odtrącenia. Czyż nie jest to również częścią wielkiego planu Bożego? Przez cierpienie budujemy swoją wiarę i uczymy się kochać nawet naszych wrogów.

Mimo wszystko Bogu i tylko Jego ogromnej łasce mogę być wdzięczny za każdy dzień mojego życia i za sytuacje, w których mnie stawia. Wierzę, że wszystko, co się w naszym życiu dzieje, ma ważne znaczenie i przesłanie, jakie niesie Bóg w swoim planie dla każdego z nas. Scenariusz pisany przez naszego Stwórcę często wytycza kierunki, których początkowo nie rozumiemy, a które mają swój określony cel.

 

Bardzo praktyczne lekcje życia… A czy masz dla siebie wyznaczone jakieś cele?

Cel, jaki Bóg włożył w moje serce, to praktyczne głoszenie prawdy, z zastosowaniem Bożych zasad: miłości, pokoju, cierpliwości. To nie jest łatwa droga. W swoich modlitwach proszę Boga, by mnie posyłał do konkretnych miejsc i konkretnych ludzi. A jak wiemy, moc modlitwy jest wielka. Każde słowo w niej wypowiedziane jest przez Boga słyszane, dlatego należy uważać, o co się modlimy. Bóg sprawia, że niemal każdego dnia dzieją się wokół mnie wspaniałe rzeczy. Posyła mnie tam, gdzie jestem potrzebny, gdzie mogę wypełniać Jego wolę, a tym samym odkrywać wielką potrzebę ludzi, którzy poszukują prawdy. Prawdą tą jest sam Jezus. Nie wiem, jak to się dzieje, lecz wiem, Kto za tym stoi. Nagle znajduję się w gronie różnych ludzi głodnych prawdy o dobroci Boga, o Jego łasce i miłosierdziu. Prawda pochodząca od Stwórcy i Króla świata przynosi słuchaczom ukojenie. To właśnie wolność, jaką niesie Słowo Boże, sprawia, że czują się lepiej. I tak oto zdarza mi się mówić o Bogu na korytarzach czy podczas posiłków w jadalni wypełnionej ludźmi. W mocy poruszenia Ducha Świętego dobierane są miejsca, słowa, które mają ogromną siłę. Tym samym przybywa nam osób biorących udział w naszych wieczornych spotkaniach biblijnych.

Kolejny ważny projekt, który postawiłem sobie za cel, to stworzenie stałego cyklu w telewizji załogowej, gdzie w niedzielę, na jednym z kanałów moglibyśmy umieszczać programy i filmy o tematyce chrześcijańskiej. Udało nam się zebrać dość ciekawy materiał i obecnie staramy się o jego zalegalizowanie i wprowadzenie w życie.

 

Ludzie mają do Ciebie zaufanie. O co najczęściej Cię pytają? Z jakimi wyzwaniami muszą się zmierzyć, pracując na statku? 

Staram się zawsze być dostępny dla potrzebujących ludzi, oferując zrozumienie. Często ich problemy są również moimi, bo sam borykam się z podobnymi sytuacjami. Lubię słuchać, a to bardzo ułatwia budowanie relacji. Problemy, z jakimi najczęściej się spotykam u ludzi na statku, to przede wszystkim tęsknota, samotność, brak zrozumienia i akceptacji ze strony innych, ciężar osobistych problemów, ale też ogromna presja w życiu zawodowym, wyzwania w pracy. Ludzie pytają, jak odnaleźć pokój i harmonię, gdzie tak naprawdę inwestować swoje uczucia w tym czasami ciężkim dla nich życiu. Dzielę się z nimi tym, co mnie samego pociesza. Są to słowa Chrystusa z Ewangelii Mateusza (11:28). Bóg naprawdę daje ukojenie.
Bardzo dużo dajesz z siebie ludziom. W jaki sposób troszczysz się o swoje życie duchowe, gdy jesteś na morzu, daleko od wspólnoty, od tradycyjnego kościoła?
Jedynie dzięki stałej relacji z Bogiem mogę przetrwać trudne chwile tęsknoty z dala od domu i bliskich. Najważniejszy cel, jaki sobie stawiam, to pogłębianie moich relacji z Ojcem w niebie. Uwielbiam wczytywać się w Jego Słowo. Myślę, że Kościół Chrystusa to ludzie, którzy go tworzą, a nie mury budynku. Dlatego relacje z ludźmi naszej pokładowej społeczności chrześcijańskiej ogromnie mnie wzmacniają duchowo. Choć najbardziej owocna pod tym względem jest sama modlitwa. Rozmowa ze Stwórcą kształtuje moje wnętrze.

 

Jak twoja rodzina przyjmuje fakt, że pracujesz tak daleko od domu? Jak często się widujecie?

Rodzina jest dla mnie niezmiernie ważna. Mimo dzielącej nas odległości, wszystkie decyzje podejmujemy wspólnie. Modlimy się i potem uzgadniamy między sobą. Nauczyliśmy się żyć w pokorze, akceptując wolę Boga Najwyższego. Moje kontrakty są czteromiesięczne. Natomiast wakacje to czas dwóch wspaniale spędzanych miesięcy z rodziną. Czas ten staram się w pełni poświęcać bliskim, angażując się we wszystkie ich sprawy, by służyć im swoim wsparciem i pomocą. Również Internet pozwala nam na częste kontakty. A jeśli jest ku temu sposobność, rodzina odwiedza mnie na statku. Wierzymy jednak, że pewnego dnia Bóg zmieni tryb naszego życia i nagrodą za czas rozłąki będzie coś nowego, wspanialszego, co sprawi, że będziemy ze sobą razem do końca naszych wspólnych dni.

 

Czy zdarzyło Ci się spędzić święta Bożego Narodzenia w pracy, na statku?

Tak. Wiele świąt spędziłem na morzu. Jednakże ostatnie spędziłem w gronie rodzinnym i najprawdopodobniej w czasie tegorocznych – również będę w domu.

 

A czym różniły się tamte święta od tych w domowym zaciszu?

Na statku jest oczywiście choinka, Mikołaj i prezenty, lecz nie ma na przykład śniegu za oknem. Osobiście brak mi rodziny wspólnie siedzącej przy stole, naszej wspaniałej tradycyjnej kuchni świątecznej oraz wspólnie śpiewanych pięknych polskich kolęd.

 

Podróżujecie po całym świecie. Dokąd wasz statek udaje się obecnie?

Pracuję w firmie Silversea, której statki pasażerskie pływają po całym świecie, w zależności od sezonu. Obecnie pływamy po Morzu Śródziemnym, a więc blisko domu [uśmiech]. Odwiedzamy piękne porty w Portugalii, Hiszpanii, Francji, Monako, Włoszech, Chorwacji, Grecji oraz Turcji. Później popłyniemy również do takich krajów, jak Egipt, Jordania, kraje arabskie. To jednak, co najbardziej mnie cieszy, to fakt, że po raz kolejny będę mógł odwiedzić Izrael (Ashdod oraz Haifę). To znakomita okazja, żeby zorganizować wycieczkę dla naszej grupy biblijnej. By odwiedzić te tereny, po których wędrował sam Jezus ponad 2000 lat temu.

 

Często porównujemy wyznaczanie celu naszego życia do utrzymania kursu statku na morzu. Czym kieruje się przywództwo statku, by utrzymać kurs i dotrzeć na właściwe miejsce?

Aby statek bezpiecznie dotarł do wyznaczonego celu, musimy wziąć pod uwagę dystans dzielący nas od kolejnego portu, warunki atmosferyczne (siła i kierunek wiatru oraz sytuacja na morzu – wysokość fal), a także wyznaczony czas wpłynięcia do portu. Wszystkie te wskaźniki pozwolą nam wyznaczyć najlepszą trasę i odpowiednią prędkość, z jaką płyniemy.

Podobnie w życiu duchowym każdego chrześcijanina: płyniemy przez życie, osiągając kolejne etapy rozwoju duchowego (wpływając do kolejnych nowych portów). Często musimy sprostać wielu przeciwnościom (silny wiatr i wysokie fale utrudniają nam wykonanie zadania – woli Bożej). Mając jednakże Boga za kapitana naszego statku (naszego życia), możemy ufać, że bezpiecznie dotrzemy do wyznaczonego końcowego portu, jakim jest Królestwo Boże. Aby to osiągnąć, trzeba znać i trzymać się ważnych wytycznych, które określa jasno Słowo Boże. Biblia wyznacza najlepszą trasę w naszym życiu.

 

Bardzo dziękuję za rozmowę.