Kiedyś nastolatki czujnie pilnowały, by ich świat nigdy nie został odkryty przez dorosłych. Dzisiaj niekoniecznie. W ostatnich latach pojęcie prywatności przeszło istną rewolucję. Dostęp do sieci internetowej i nieodparta chęć zwrócenia na siebie uwagi zmieniły nie do poznania rozumienie tego, czym jest ochrona naszej intymności.
WWW – Wielkie Wirtualne Widowisko
Przedstawiciele starszego pokolenia skarżą się, że młodzi ludzie nie mają za grosz wstydu. Na zdjęciach puszą się jak pawie, publikują swoje pamiętniki, numery telefonów, nieudane wiersze (których nie można nazwać poezją), nagrywają na wideo swój śpiew, taniec, a nawet rejestrują swoje zakupy. Szukają poklasku dla swoich mało znaczących westchnień, wysyłając je na strony internetowe z komórki. Flirtują z całym światem, za nic mają ortografię i ogólnie cierpią na zespół zaburzeń koncentracji zwany ADD, który ogranicza umiejętność skupienia się tylko do kilku minut. Teraz ogranicza się już do zaledwie kilku sekund. Młodzi natomiast nie traktują tych opinii jak krytyki. Nie boją się pisać o sobie, publikować swoich zdjęć i wyrażać myśli w sieci w trybie natychmiastowym, bez wstępnej obróbki. Niewielu z nich zdaje sobie sprawę, że otwierają się przed całym światem – ich życiu w internecie potencjalnie przyglądają się miliony.
Pokolenia X, Y, Z
Są drastycznie różni od przedstawicieli generacji X, czyli urodzonych między rokiem 1965 a początkiem lat 80. XX wieku. Wcześniejsze pokolenie świadomie uciekało na margines społeczny. Działało wbrew modzie i konsumpcyjnemu stylowi życia. Kiedy zastąpiło je pokolenie Y, czyli „generacja klapek i iPodów”, urodzona głównie w latach 80., starsi koledzy spod znaku X nie mogli zrozumieć otwartości Y na osiągnięcia cywilizacyjne i ich wszechstronnej tolerancji.
Jednak rzeczywistość generacji Z, czy może raczej I jak internet, to zupełnie inny świat. W dużej mierze są to dzieci pokolenia X, urodzone w latach 90. lub już w nowym tysiącleciu. Od początku życia mają dostęp do mediów, nie boją się najnowszych technologii. Ich drastyczna odrębność jest szczególnie zauważalna w krajach takich jak Polska, gdzie wszyscy przedstawiciele tego pokolenia urodzili się już w nowym – wolnym kraju. Jest to pierwsze pokolenie wychowane na komercyjnej telewizji w kapitalistycznym społeczeństwie.
Milcząca generacja
Charakterystyka różnych generacji być może traktuje problem nazbyt pobieżnie, jednak nie można zaprzeczyć, że na życie kolejnych pokoleń wpływ mają warunki życia, sytuacja polityczna i gospodarcza, możliwości techniczne i inne czynniki. Amerykańscy socjologowie przyrównują generację Z do tzw. „milczącego pokolenia”, urodzonego w latach 30. i 40. poprzedniego wieku.
„Milczące” w istocie wcale nie oznaczało „małomówne”, natomiast określenie to wynikało z pozornego braku zaangażowania, mało słyszalnego głosu na arenie publicznej i działania w ukryciu. Pokolenie Z jest podobne, jednak z innego względu. Wycofanie się i pozorna „nieobecność” w codziennym życiu spowodowane są mocnym przywiązaniem do monitora. Podobnie jak ich pradziadkowie, są to ludzie tylko z pozoru niezaangażowani – tak naprawdę ich życie jest bardzo barwne i głośne. Tyle że w świecie wirtualnym.
Poprzednie pokolenia zakładały w oknach żaluzję, obecne buduje domy ze szkła
Dwie osoby w jednej
Nie zapomnę mojego spotkania z pewną nastolatką, którą wcześniej poznałam przez internet. Na pewnym popularnym forum skutecznie drażniła wszystkich czytelników swoim niewyparzonym językiem, ostrymi komentarzami i wulgarnymi prowokacjami. Gdy osobiście przedstawiono mi ją jako ową „komentatorkę”, zobaczyłam przed sobą drobną nastolatkę, z szerokim uśmiechem wyciągającą do mnie dłoń. Cichym głosem i z lekkim rumieńcem przywitała się i schowała głowę w ramionach.
Wcześniej zapytano ją o jej wirtualną aktywność w dyskusjach, na co nieśmiało odpowiedziała, że to taka zabawa, i zaczerwieniła się. Zgromadzonym wokół dorosłym nagle zrobiło się nieswojo, że dali się wciągnąć w internetowe spory – trzynastolatce. A w wystraszonej dziewczynce wezbrała złość, że ktoś „na żywo” skonfrontował jej zachowanie. Nie upłynęło wiele czasu, gdy ta złość została wyrażona – oczywiście wirtualnie.
Świat obrazów
Poprzednie pokolenie, oznaczone literą Y, poniekąd skomputeryzowane i zaprzyjaźnione z internetem, przywiązywało jeszcze wartość do słowa pisanego. Choć młodzi ludzie zamienili pamiętniki na blogi, nie przestali pisać. Pokolenie Z jest natomiast ogromnie wrażliwe wizualnie – myśli i komunikuje za pomocą obrazów. Staromodny blog został zastąpiony vlogiem – pamiętnikiem w wersji wideo.
Dzisiaj prowadzenie dziennika polega na tym, że włącza się kamerę i opowiada o sobie, swoich przeżyciach i przemyśleniach, albo komentuje się wypowiedzi innych i odpowiada na „korespondencję” w formie audiowizualnej. YouTube i Vimeo są pełne takich „spowiedzi”. Bez żadnego przymusu młodzi ludzie opowiadają o swoich najskrytszych problemach, dylematach, przeżyciach. Są gotowi nawet się ośmieszyć, żeby tylko ich oglądano.
Wielu starszych użytkowników internetu nie mogło zrozumieć zadowolonej z siebie dziewczyny, która upubliczniła swój filmik. Śpiewając piosenkę, tańczy na stole, łamie go i spada. Ta kompromitacja była w jej oczach sukcesem – nie interesowały jej uszczypliwe komentarze internautów, najważniejsze, że wskaźnik oglądalności pokazywał dziesiątki tysięcy. W następnym vlogu z radością dziękowała wszystkim za to, że zdobyła taką popularność.
Dzisiaj pytanie, czy jestem osoba prywatną czy publiczną, jest niewłaściwie postawione. Jestem osobą publiczną.
Ja, gwiazda
To młode pokolenie, jak żadne poprzednie, jest bardzo świadome siebie, swojego wizerunku i miejsca w globalnej wiosce. Internet pozwala tym ludziom wierzyć, że poniekąd wszystko kręci się wokół nich. Są przyzwyczajeni do tego, że świat na nich patrzy. Żyją na scenie – facebookowej czy innej – na której pokazują się w różnych sytuacjach – na imprezie, na wakacjach, z psem, w domu, gotując, ucząc się, a nawet płacząc. Nie do końca jest to ich wybór – przecież egzystują w rzeczywistości pełnej kamer: w metrze, przy bankomacie, na autostradzie.
Każda czynność i każda myśl może stać się sprawą publiczną. Nie wydaje się to młodym ludziom przeszkadzać; wręcz przeciwnie – skrycie mają nadzieję, że ktoś przygląda się im na każdym kroku. Dochodzi do tego, że doświadczenia i przeżycia zyskują wartość tylko wtedy, gdy ktoś inny może o nich usłyszeć. Ludzie stają się swoistymi „gwiazdami”, tworząc własną „prasę brukową” – o sobie i dla siebie.
Za pomocą Twittera są skłonni informować świat o każdym swoim kroku, obojętne, czy ten świat rzeczywiście chce o tym wiedzieć i czy w ogóle ktokolwiek to zauważy. Poprzednie pokolenia zakładały w oknach żaluzje; obecne buduje domy ze szkła.
Kreacja wizerunku
Rzeczywistość wirtualna niekoniecznie zastępuje młodym ludziom wszystkie naturalne formy kontaktu z drugim człowiekiem, ale stała się ich uzupełnieniem. Internet pokazuje inny, głębszy poziom ich osobowości. W bezpośrednim kontakcie poznajemy ludzi niejako od zewnątrz, natomiast w internecie nierzadko ten proces jest odwrócony. Czasami taki internetowy awatar jest tylko kreacją danej osoby, która tak naprawdę nie jest zgodna z rzeczywistością.
Dla pary zakochanych nastolatków ich blogi stają się platformą wejścia na inny poziom relacji. Mogą oni poznawać swoje wnętrza, w pewnym sensie dając drugiej osobie dostęp do zakamarków duszy i umysłu, o których osobiście porozmawialiby dopiero po latach znajomości, o ile w ogóle. O tych odkryciach nie rozmawiają twarzą w twarz, nie potrafiliby. Z początku to poznanie fascynuje, dając poczucie, że ma się wgląd w tajne miejsca we wnętrzu drugiej osoby.
Z czasem jednak taki podział życia na wirtualne i realne tworzy dystans, przepaść między ludźmi. Często takie relacje rozpadają się, kiedy chłopak i dziewczyna potrafią otworzyć się już tylko za pośrednictwem komputera, a nigdy w kontakcie osobistym. Rozczarowanie przychodzi tym szybciej, im szybciej okazuje się, że autor bloga ma niewiele wspólnego z tą żywą osobą, z którą spędzamy (choć coraz rzadziej) czas.
Nie patrz mi w oczy
Obycie ze światem wirtualnym, publicznością i popularnością wiąże się oczywiście z pewnymi kosztami. Jak pokazuje wcześniej wspomniany przykład z życia, zwykła ludzka konfrontacja, otwartość w cztery oczy powoduje zakłopotanie i większy dystans.
Młode pokolenie potrafi wyrazić wszystko, każdą emocję i uczucie, za pośrednictwem internetu. Umie też w pełni otworzyć się i zwierzyć, pod warunkiem że nie stanąć twarzą w twarz z odbiorcą. Doskonale potrafi kłócić się, wywyższać, wyśmiewać innych i atakować bez użycia głosu, posługując się tylko palcami i klawiaturą. Wielu przedstawicieli starszych pokoleń nie wie o tym nowym savoir-vivre – o pewnych rzeczach nie mówi się na głos. Przeczytane bądź wysłuchane zwierzenia należy zachować w sferze milczenia.
Internet być może łączy ludzi sobie odległych, ale tak na prawdę okrada ich z umiejętności osobistego komunikowania, patrzenia sobie w oczy, wypowiadania słów czasem trudnych. Komunikatory internetowe i portale społecznościowe stały się łatwą i przyjemną alternatywą dla żywej interakcji.
Wirtualny ekshibicjonizm
Takie wirtualnie prześwietlone życie to kij, który ma dwa końce. Wirtualny ekshibicjonista powinien zdawać sobie sprawę z tego, że czeka go i sława, i kompromitacja – często za jednym zamachem.
Niczym gwiazdy Hollywood, nastolatki muszą liczyć się z tym, że wszystkie ich przyjaźnie, sympatie, radości i smutki mogą automatycznie stać się sprawą całej szkoły i całego podwórka. Gdy przyjdzie czas, by przejęli oni wysokie stanowiska w naszym kraju, setki ludzi zechcą opowiadać o ich przeszłości. Większość nawet będzie w posiadaniu ich zdjęć. Żadne szaleństwa sprzed lat i żadne znajomości nie pozostaną tajemnicą – wszystko już dawno będzie publiczne.
Pokolenie Z wie, że ma swoją publiczność, i pewien poziom zakłopotania wkalkulował już w koszty. Mniej lub bardziej świadomie każdy tworzy swojego awatara, który jest publicznym odzwierciedleniem konkretnej osoby. Jeśli uda się temu pokoleniu wykorzystać zanik prywatności dla własnych korzyści, to będzie jego sukces. Już teraz młodzi ludzie poruszają się w tym swobodniej niż ich poprzednicy, którym nadal wydaje się, że są osobami prywatnymi.
Publiczność kontrolowana
Wielu zapewne zdziwiłoby się, widząc całą listę wyników po wpisaniu swojego imienia i nazwiska w wyszukiwarkę Google albo Wikipedię. Można nawet nie mieć własnej poczty e-mail – wystarczy być na jakiejś konferencji, weselu, koncercie, aby nasze nazwisko lub zdjęcie znalazło się w sieci bez naszej zgody.
Chcemy tego czy nie – z każdym dniem nasze szanse na pozostanie anonimowym maleją w tempie szybszym od prędkości światła. Zostawiamy po sobie ślady, które kształtują nasz publiczny wizerunek. Dzisiaj pytanie, czy jestem osobą prywatną czy publiczną, jest niewłaściwie postawione. Jestem osobą publiczną. Lepszym pytaniem jest, czy będę przed tym uciekać, pozwalając by to inni kreowali mój obraz, czy też świadomie zostawię po sobie ślady, których nie będę się wstydzić.