Zanim pojmiemy, dlaczego człowiek tak bardzo tęskni za miłością, musimy uświadomić sobie, że człowiek sam z siebie nie wytwarza miłości. Nie jest w stanie jej wygenerować, bez względu na to, jak bardzo by tego pragnął i starał się. Może ją tylko przyjąć, aby przekazać ją dalej.
Jedynym prawdziwym źródłem miłości jest sam Bóg. Objawił ją w Panu Jezusie, którego posłał do nas, ludzi, by wyrwać nas z mocy zła. I tylko ta prawdziwa Boża miłość, określana słowem „agape”, inicjuje miłość w tych, którzy się na nią otworzyli! Ta miłość jest wieczna i niezniszczalna. Pan Jezus modlił się do Boga Ojca: […] gdyż umiłowałeś mnie przed założeniem świata. […] I objawiłem im imię Twoje, i objawię, aby miłość, którą mnie umiłowałeś, w nich była, i Ja w nich (Ew. Jana 17:24.26). Żarliwa miłość Boga do każdego z nas jest wyrażona poprzez Jezusa Chrystusa. Przyjmując Jezusa, przyjmujemy miłość Boga Ojca, który mówi: Miłością wieczną umiłowałem cię, dlatego tak długo okazywałem ci łaskę (Ks. Jer. 31:3)
Co miłość zmienia?
Miłość objawiona w Panu Jezusie i przyjęta przez nas przemienia nas z duchowych sierot w synów i córki Boga Ojca: I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący (2 List do Kor. 6:18). Gdy jesteśmy synami i córkami potężnego Boga, jesteśmy też dziedzicami Bożych obietnic i bogactwa nieba – poczucia bezpieczeństwa, wewnętrznego pokoju, radości w relacjach, uzdrowienia, zabezpieczenia wszelkich potrzeb.
To miłość Boga Ojca sprawia, że możemy żyć wolni od strachu przed przyszłością i od wstydu przeszłości oraz być pełni Jego mocy, by radzić sobie każdego dnia. On pragnie o każdego człowieka troszczyć się tak, jak sam to opisał: A przecież to ja sam uczyłem Efraima chodzić, brałem ich na swoje ramiona, lecz oni nie wiedzieli, że to Ja ich leczyłem, przyciągałem ich więzami ludzkimi, powrozami miłości, i byłem dla nich jak ten, który podnosi niemowlę do swojego policzka, i nachylałem się do nich, aby ich nakarmić (Ks. Oz. 11:3-4).
Pewna znana aktorka w jednym z wywiadów wypowiedziała bardzo ciekawe zdanie: „Nie mam potrzeby poprawiania swojego wyglądu. Może dlatego, że przeglądam się w pełnych miłości oczach mojego męża”. Otoczona jego miłością czuje się zaakceptowana i w pełni wartościowa… Jednak przeglądanie się w oczach męża, nawet najbardziej kochającego, to tylko namiastka tego, czym jest przeglądanie się w spojrzeniu Boga, który z potężną miłością zwraca się w kierunku każdego z nas.
W historii kobiety przyłapanej na cudzołóstwie – opisanej w Ewangelii Jana – za każdym razem próbuję sobie wyobrazić, z jak wielką miłością Jezus wypowiedział do niej te słowa: I Ja cię nie potępiam: Idź i odtąd już nie grzesz (Ew. Jana 8:11). Te cudowne słowa nie tylko oznaczały dla niej, że wyrok śmierci został oddalony i mogła odejść wolna, ale przede wszystkim wyrażały Jego miłość, która nadała jej wartość i przywróciła godność kobiety jako córki Boga.
Odbicie naszego istnienia w pełnych miłości oczach Jezusa daje nam poczucie wartości, sensu i celu życia. Ale aby móc spojrzeć w Bożą twarz, trzeba najpierw wiarą wejść w relację z Nim. Spotkać się z Nim osobiście. Trzeba usłyszeć Jego głos i zrozumieć to, co do nas mówi, a potem pozwolić Jego miłości przez nas przepływać.
To miłość Boga Ojca sprawia, że możemy żyć wolni od strachu przed przyszłością, wolni od wstydu przeszłości i pełni Jego mocy radzić sobie każdego dnia.
Odpowiedź z naszej strony
Warto jednak zadać sobie ważne pytanie: w jaki sposób możemy zareagować na tę żarliwą miłość Boga do nas? Odpowiedź jest stosunkowo prosta. Bóg pragnie, abyśmy tę miłość przyjęli i pozwolili jej przez nas przepływać. Najpierw w kierunku samego Boga. Paradoksalnie, to Jego miłość uwalnia i uzdalnia nas, by Go kochać! On nie chce nas zmuszać do miłości. Pragnie, żeby ta miłość była naszym wyborem, podjętym pod wpływem miłości.
Wówczas daje nam moc, by kochać innych ludzi, ponieważ miłość do ludzi również nie przychodzi nam naturalnie. Automatycznie przychodzi raczej osądzenie, nienawiść, brak życzliwości, krytyka, złość. W kategoriach dobra dajemy innym ludziom tylko to, co sami najpierw przyjęliśmy od Boga. Dopiero potem podajemy to dalej: w małżeństwie, w rodzinie, w kościele, w pracy, w narodzie. Dajemy miłość, w której nie ma strachu, nie ma wstydu, nie ma kontroli i nie ma osądzenia.
Radykalny wybór
Naszą odpowiedzią na miłość ma być posłuszeństwo w stosunku do Boga i Jego Słowa. Nie możemy żyć w buncie czy nieposłuszeństwie i oczekiwać, że Bóg będzie nam nadal błogosławił. On pragnie, abyśmy żyli w światłości, jak On sam jest w światłości (1 Jana 1:7). Abyśmy wybierali dobro ze względu na Świętego Boga. Abyśmy dochowywali wierności w relacjach.
Jim Cymbala pisze w jednej ze swoich książek, że w kontekście postawy wielu małżonków przysięga małżeńska mogłaby dzisiaj brzmieć w nowy sposób: „Będziemy ze sobą, dopóki brak miłości nas nie rozłączy”. Gdy romantyczne uczucie zaniknie, wielu postanawia się rozejść. Nie zdają sobie sprawy z tego, że Bóg może i pragnie zasilać każdy związek małżeński miłością niezniszczalną, i to tak długo, jak długo żyjemy na tej ziemi. Pan Bóg bardzo osobiście traktuje to, jak my odnosimy się do innych ludzi. Pragnie, by to miłość wzajemna była tym, co łączy nas ze sobą. Przychodzi nam z pomocą, posyłając w Jezusie Chrystusie na świat miłość niezniszczalną i wieczną. Od nas oczekuje jednak radykalnego wyboru: posłuszeństwa i wierności.
Miłość niezniszczalna jest jak ogień, który przychodzi z nieba. Ten ogień ma moc rozpalić to, co oziębło, a nawet umarło. Ziemskie problemy, choroby, zniszczone relacje ożywają dotknięte Bożą miłością. W te trudne sytuacje zostaje wprowadzone Królestwo Boże, rzeczywistość nieba! Bo miłość objawiona nam w narodzeniu Jezusa Chrystusa to interwencja duchowa z nieba, by potężną mocą przemienić świat pogrążony w buncie, chorobie, rozpadających się związkach i zniszczonych rodzinach.
Przyjście Jezusa Chrystusa na świat jest jedynym ratunkiem dla ludzkości. Ewangelia Królestwa Bożego opiera się na miłości pełnej mocy. Ta miłość nie jest bezsilna i bezbronna jak niemowlę położone w żłóbku. Nie zatrzymała jej stajenka i nie zatrzymał jej grób. Jeśli jest głoszona, zawsze będą się pojawiały znaki i cuda: […] Pan im pomagał i potwierdzał ich słowo znakami, które mu towarzyszyły (Ew. Mar. 16:20).
Miłość wzajemna jest znakiem przebudzenia narodu i zmienia bieg historii. Ślepi widzą, głusi słyszą, czyste serca dotykają serca Boga. Na tym właśnie polega przyjście Bożego Królestwa na ziemię!
Zmienia bieg historii
Miłość jest także znakiem rozpoznawczym prawdziwych uczniów Chrystusa: Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie (Ew. Jana 13:35). Dzisiaj wielu dywaguje nad teologią, poprawnością polityczną, osądzaniem tego, co Bóg może, a czego nie może, jak powinien działać przez ludzi, a jak dzisiaj działać nie może. Pan Jezus podsumował to bardzo prosto: po owocach poznacie ich (Ew. Mat. 7:20).
Naśladowców Jezusa Chrystusa rozpoznać można po miłości otrzymanej z nieba. Ona świeci w ciemności nadzieją, dobrem, pomocą, wrażliwością na krzywdę i ból. Oby każdy z nas mógł usłyszeć słowa Jezusa: świecicie jak światła na świecie (List do Filip. 2:15b). Miłość z nieba rodzi przebudzenie narodu i zmienia bieg historii. Ślepi widzą, głusi słyszą, czyste serca dotykają serca Boga. Na tym właśnie polega inwazja Bożego Królestwa na ziemię!
Duch Święty i dzisiaj pragnie spocząć na ludziach, przez których może zrodzić nowe rzeczy dla Bożego Królestwa. Zrodzić potężne przebudzenie, które przychodzi nie według ludzkich strategii czy ludzkich scenariuszy, ale w formie nowej inwazji nieba na rozkaz wydany przez Bożą miłość do człowieka.
Szczególne zlecenie
Ta miłość ma moc niszczyć dzieła diabelskie. Przynosi uzdrowienie. Daje siłę w słabości. Wzbudza ludzi głodnych Boga i nowych bohaterów wiary. To pokolenie jest inne niż wszystkie wcześniejsze pokolenia – ma od Boga zlecenie bardzo podobne do tego, które otrzymał Jan Chrzciciel przed pierwszym przyjściem Pana Jezusa na ziemię: „Poprzedzajcie Pana, aby przygotować drogę dla Niego. Ogłaszajcie zbawienie przez odpuszczenie grzechów. Ogłaszajcie łaskę Boga tym, którzy są w ciemności i siedzą w mrokach śmierci, kierujcie ich nogi na drogę pokoju!” (zob. Ew. Łuk. 1:76-79).
To zlecenie słyszą dziś ludzie, których serca wypełnia miłość do Jezusa. Ci, którzy wierzą, że Bóg chce z nimi rozmawiać, i słyszą Jego instrukcje, ale nade wszystko ci, których wypełnia miłość niezwykła i niezniszczalna do Boga i do ludzi. To szczególne pokolenie ma za zadanie przygotować drogę dla Króla przed Jego drugim przyjściem. To nie przypadek, że żyjemy w tym czasie. Mamy do spełnienia misję specjalną: przygotować drogę na przyjście Króla. To przygotowanie nastąpi w potężnym przebudzeniu, które już się rozpoczęło.