Kiedy cały świat próbuje zabrać głos w sprawie Jerozolimy, losu jej mieszkańców, a przede wszystkim jej podziału, ona nie śpi. Żyje. Oddycha, rozwija się i walczy sama ze sobą – niczym ludzki organizm z własnymi antygenami. Ukochana przez swoich mieszkańców i obcych przybyszów, jako karta przetargowa w rękach największych potęg świata, stoi przed własnym sądem… Jak niemowlę na kolanach króla Salomona czeka na wyrok: Czy rozetną mnie na pół?
Na początku minionej jesieni głównymi ulicami miasta przeszedł marsz na rzecz świętego Jeruzalem. Przedstawiciele różnych organizacji, stowarzyszeń, ugrupowań, ale także wyznań i narodów zgromadzili się, by wyrazić swoje poparcie dla wolnej Jerozolimy. Ale jeszcze niecałe sto lat temu, gdy upadło Imperium Osmańskie, a kontrolę nad terenami obecnego Izraela przejęła Wielka Brytania, nie było wiadomo, co się stanie z tym pięknym, choć kontrowersyjnym miastem.
Według ustaleń ONZ tuż po drugiej wojnie światowej Jerozolima miała znaleźć się pod międzynarodową kontrolą. Jednak w następstwie konfliktów panowanie nad miastem przejęła Jordania, wypędzając Żydów na zachodnią stronę, poza bramy Starego Miasta. Miasto podzielono na część wschodnią i zachodnią. Mimo tych przeciwności w 1949 roku Izrael uznał zachodnią Jerozolimę za swoją stolicę. W części wschodniej zniszczono większość miejsc religijnych należących do Żydów i chrześcijan.
Gdy w 1967 roku, po wojnie sześciodniowej [trzecia wojna izraelsko-arabska – przyp. red.], wojska izraelskie wtargnęły do Jerozolimy, bramy miasta w końcu zostały otwarte. Jerozolima znowu tworzyła jedną całość. Choć od dwóch dekad była już stolicą Izraela, rok po jej zjednoczeniu Organizacja Wyzwolenia Palestyny ogłosiła Jerozolimę również swoją siedzibą i stolicą swojego przyszłego państwa. W 1980 roku rząd izraelski ogłosił, że stolicą żydowskiego państwa jest cała, niepodzielona Jerozolima, a nie tylko jej zachodnia część. Świat ogarnęło oburzenie.
Trzydzieści lat po tym ryzykownym oświadczeniu Jerozolima nadal jest miastem, które każdego roku odwiedzają miliony ludzi z całego świata. Jak długo jeszcze? Nie wiadomo. Mieszkańcy miasta i całego kraju oraz przedstawiciele licznych narodów przeszli jedną z głównych ulic aż do murów Starego Miasta, wołając z radością: „Kochamy to miasto“. Po prostu.
Przy ulicy Jafskiej mieszały się kolory całego świata – flag, oczu, skóry. Mieszkańcy przystawali ze wzruszeniem i czytali hasła: „Jesteśmy z wami“, „Jerozolima zjednoczona“, „Przyjaciele Izraela z Południowej Afryki“, „Niech Bóg błogosławi Żydów“, „Polska stoi z Izraelem“. Starsze małżeństwo czyta ten napis ze wzruszeniem. Wskazują palcem na baner, pokazują swoim sąsiadom. Być może przeczytali takie słowa po raz pierwszy w życiu… Może kiedyś mieszkali w Polsce? Maszerująca młodzież skanduje: „Wykrzyczymy jasno i wyraźnie: Izraelu, nie jesteś sam!“.
Pan Jezus płakał nad Jerozolimą, wiedząc, co ją spotka. Ten tragiczny scenariusz powtarza się z zatrważającą regularnością. Dzisiaj też Jerozolima jest otoczona nieprzyjaciółmi, którzy zewsząd na nią naciskają (por. Ew. Łuk. 19:43). Potrzebuje pomocy. Musimy mieć tę świadomość, że także dzisiaj Jerozolima jest pełna przebiegłych celników, nierządnic, obłudnych saduceuszy, żołnierzy, tak jak za czasów Pana Jezusa. Może inaczej ich nazywamy, inaczej są ubrani. Ale są. I codziennie na ulicach mijają ich też wierne dzieci Abrahama i naśladowcy Jezusa Chrystusa.
Taką Jerozolimę ukochał Jezus. Chce do niej powrócić. Nigdy nie zmienił tego planu i nie dał nam prawa decydować o tym, co się z nią stanie. Dzisiaj my, ambasadorzy Królestwa Niebios, musimy stanąć na straży Jego miasta. W modlitwie.