Strona główna Artykuły Numery 2010/4 (zima) Czy można znaleźć Boga w Internecie?
czy-mozna-spotkac

Czy można znaleźć Boga w Internecie?

Z Henrykiem Królem, inicjatorem portalu Szukając Boga, rozmawia Alina Wieja

Kiedy myślisz o Internecie i o możliwościach, jakie nam daje, jesteś zachęcony czy przerażony?

Mało powiedzieć zachęcony. Powiedziałbym raczej – zupełnie zachwycony! Internet to nowy kanał komunikacji. Wynalazek druku przez Gutenberga stał się niezwykłym narzędziem rozpowszechniania Biblii. Tak samo Internet – daje nam, chrześcijanom, kolejną szansę na rozpowszechnianie ewangelii. Internet istnieje niezależnie od nas. I będzie się rozwijał bez względu na to, czy się z tym zgadzamy czy nie. Zatem o wiele lepiej będzie, jeżeli postaramy się go jak najszybciej wykorzystać dla Bożego Królestwa.

Nasze statystyki mówią, że w Polsce 51% osób ma dostęp do Internetu. Oznacza to zupełną zmianę struktury oddziaływania. Jest to szerokie pole wpływu, którego ludzie wierzący nie wykorzystują w pełni. Teraz absolutnie najważniejszą sprawą staje się rozwój portali społecznościowych. To główny sposób komunikacji młodego pokolenia. Najmłodsi, poniżej 20. roku życia, nie mają już nawet kont pocztowych.

 

Czy uważasz, że droga do Boga dla tego pokolenia prowadzi przez Internet?

Myślę, że tak. Poprzez kontakt internetowy poznajemy bardzo wielu ludzi, którzy są totalnie zagubieni. Szukają u Pana Boga pomocy na zasadzie deus ex machina, czyli „Boże pomóż! Módlcie się za mnie, bo mam taką a taką sytuację!”. Nie chcę twierdzić, że jako portal Szukając Boga jesteśmy jedyną drogą, dzięki której można poznać Boga. Prawdopodobnie ci ludzie szukają pomocy wszędzie. Obecnie jednak jest tak wiele zdesperowanych osób, które nie wiedzą, gdzie szukać. Myślę, że droga do tego typu portali internetowych, co nasz, stanowi dla nich jakąś szansę.

 

Jeśli ktoś zapyta, jaka jest nasza teologia, to można ją zawrzeć w dwóch słowach: „tylko Jezus”. Oznacza to, że nie wchodzimy w cały szereg zagadnień typowo teologicznych. Jesteśmy absolutnie skoncentrowani na osobie Jezusa Chrystusa

 

Czy wynika to tylko z braku odwagi, by unikać rozmowy o swoim problemie twarzą w twarz z drugim człowiekiem?

Istnieje wiele powodów takiej sytuacji. Wiele pozytywnych aspektów systemu internetowego sprzyja temu zjawisku. Przede wszystkim anonimowość jest bardzo atrakcyjna dla wielu z tych, którzy mają pytania, ale nie chcą się ujawniać. Kolejny plus to łatwy dostęp do Internetu.

Internet jest medium, dzięki któremu zwiększa się liczba osób szukających Boga. Na co dzień ludzie nie lubią poruszać tematów religijnych. Większość społeczeństwa z niesmakiem odnosi się do nich, z powodu różnych absurdalnych działań fanatyków religijnych i politycznych. Dlatego też ludzie czują się znacznie bezpieczniej, szukając Boga w inny sposób, właśnie poprzez Internet.

Oczywiście, nic nie zastąpi dobrej rozmowy twarzą w twarz z dojrzałym doradcą, ale patrząc realnie, to po prostu nie jest możliwe na tak dużą skalę. Stąd anonimowość i łatwy dostęp, jaki daje nam Internet, stają się bardzo ważną strategią wpływu.

 

O co najczęściej ludzie pytają, wchodząc na stronę portalu Szukając Boga?

Najczęściej po prostu opisują absolutnie desperackie, drastyczne, porażające fragmenty swojego życia. Niedawno pewna dziewczyna napisała: „Mama mi zmarła, ojciec jest chory i wymaga 24-godzinnej opieki. Z powodu tego nie mogę nigdzie pracować, stale muszę być przy nim. Mieszkamy w małej miejscowości. Z braku opieki społecznej praktycznie nie mogę nawet wyjść z domu. Do tego ojciec krzyczy na mnie, a często bije. Tak mijają dni mojego życia. Nawet nikogo nie mogę poznać. Miałam wiarę, ale straciłam. Czy tak musi być? Czy Bóg mnie widzi w tym wszystkim? Czy jest dla mnie nadzieja, czy Bóg o mnie zapomniał?”.

„Jestem homoseksualistą. Wierzę, że jest to grzech i dlatego kilka razy próbowałem się zmienić, ale nie potrafię. Wiem, że to prowadzi mnie do piekła. Czy jest dla mnie nadzieja?”. Mamy do czynienia z naprawdę trudnymi sytuacjami. Kiedy ludzie piszą o próbach samobójczych, wtedy odsyłamy ich specjalistów. Mieliśmy około dwudziestu takich sytuacji, ale dzięki Bogu żadna z tych osób nie popełniła samobójstwa. Nie przypisujemy tego sobie, lecz Bogu.

 

W jaki sposób ludzie mogą się o Was dowiedzieć? 

Nasz pomysł na rozpowszechnienie portalu Szukając Boga to mix medialny. Pierwsze w kontakcie jest radio, które w delikatny sposób nawiązuje do pewnych tematów i podaje stronę www.SzukajacBoga.pl. Oprócz radia korzystamy z całej sieci współczesnych możliwości docierania do ludzi poprzez koncerty chrześcijańskie, filmiki wideo, artykuły prasowe, szczególnie w prasie świeckiej, TV spoty, ulotki, banery umieszczane na innych portalach, wiadomości Bluetooth i tym podobne.

Większym wyzwaniem jest – w jaki sposób inspirować zainteresowanych ludzi, aby zrozumieli, o co w tym wszystkim chodzi. Chcemy ich zachęcać, aby dotarli do Pisma Świętego, do najlepszego źródła, które wszystko tłumaczy. Realizujemy to głównie poprzez internetowy kurs „Dlaczego Jezus?”. Na dalszym etapie pragniemy, by mogli jeszcze bardziej przybliżyć się do Boga. W tym procesie bardzo dobrą pomocą są Kursy Alfa prowadzone w całym kraju.

 

Jaki jest zatem główny cel projektu SzukajacBoga.pl?

Jest to program ściśle ewangelizacyjny. Najważniejszy cel to zachęcać ludzi, by rozpoczęli osobistą relację z Jezusem Chrystusem, żeby ich życie zostało przekształcone, a także, co jest bardzo ważne, by mogli lepiej poznawać Boga.

Jeśli ktoś zapytałby, jaka jest nasza teologia, to można ją zawrzeć w dwóch słowach: „tylko Jezus”. Oznacza to, że nie wchodzimy w cały szereg zagadnień typowo teologicznych i nie wypowiadamy się na te tematy. Jesteśmy absolutnie skoncentrowani na osobie Jezusa Chrystusa. Ten projekt reprezentuje nurt ponadwyznaniowy, który opiera się na partnerstwie.

Przez wieki kościół bardzo daleko odszedł od codziennych potrzeb ludzi na rzecz dywagacji teologicznych.. Policzono, że podczas dwudziestu trzech indywidualnych spotkań z Jezusem Chrystusem, opisanych w Ewangeliach, tylko trzy osoby miały problemy teologiczne. Problemy pozostałych dotyczyły ich codziennego życia. Zdanie, że Jezus przyszedł do tych, którzy „mają się źle”, często pojawia się w Biblii.

 

Czy ci, którzy „mają się źle”, otrzymują możliwość dotarcia do strony Szukając Boga?

Przykładowo w Holandii istnieje strona internetowa „Chcę umrzeć”. Szacuje się, że 11% ludzi w tym kraju rozważa samobójstwo jako rozwiązanie problemu. Z myślą o nich przygotowuje się strony w formie psychologicznej porady, jak znaleźć sens życia. Na końcu tej porady podana jest informacja na temat portalu Szukając Boga.

Kolejna kwestia wiąże się z pytaniem „Co po śmierci?”. Wielu ludzi, kiedy straci kogoś bliskiego, zadaje takie pytanie. Dzisiaj wpisują je w okienko wyszukiwarki Google. Pojawia się też bardzo dużo pytań typu: Co mam zrobić w takiej czy innej sytuacji? Ludzie szukają takich rad, które pozwalają im samym dokonać wyboru, a nie takich, które im się narzuca. Nie chcą przyjmować mądrych rad od ludzi, którzy uważają, że zawsze mają rację. E-doradcy portalu Szukając Boga na całym świecie mają szanować wolny wybór każdego człowieka, tak jak szanuje go Bóg.

W projekcie Szukając Boga strategiczną siłą jest wspólna platforma działania, nikt nie realizuje tutaj własnego interesu. To nie jest żadna nowość, tylko nieustające wracanie do podstaw biblijnych.

 

Jakie warunki trzeba spełnić, by móc zaangażować się jako e-doradca i pomagać innym ludziom poprzez portal Szukając Boga? 

Oto prawdziwy przykład. Pewien mężczyzna jedzie samochodem i słyszy w radiu piosenkę, która wpada mu w ucho. Przychodzi do domu i szuka jej w Internecie. Znajdując piosenkę, znajduje także stronę SzukajacBoga.pl. Potem przechodzi cały kurs „Dlaczego Jezus” i poznaje żywego Boga, by na końcu tej drogi podjąć decyzję, że sam będzie dzielił się z innymi tym odkryciem. Zostaje e-doradcą.

Oczywiście wciąż szukamy pracowników. Struktura jest bardzo luźna, to nie jest organizacja. To jest organizm. Współpracują z nami setki ludzi z różnych grup wyznaniowych, z bardzo różnym doświadczeniem. W tej chwili mamy 37. pracowników i 250. wolontariuszy. To nie jest mała grupa liderów, ale spora grupa chrześcijan, którzy bardzo mocno angażują się w to przedsięwzięcie.

Od początku widzimy, że nawet jeśli nasze wiadomości, wiedza i mądrość są niewystarczające, to Pan Bóg działa swoimi metodami. Polegamy na prowadzeniu Ducha Świętego. Nawet pomimo ludzkiej niekompetencji dzieją się cudowne rzeczy. Okazuje się, że nic nowego nie wymyślamy. Wierzę, że to, co my teraz robimy poprzez Internet, było realizowane przez Jezusa, gdy chodził po ziemi. Pierwsza zasada to: poznaj swoich rozmówców i ich potrzeby. Trzeba mieć tę Bożą wrażliwość, aby w ogóle pomagać innym ludziom. Warunkiem wstępnym i koniecznym w tej pracy jest oczywiście modlitwa, trwanie w relacji z Bogiem i poznawanie Jego Słowa. Trzeba samemu coś mieć, aby móc dać to innym.

 

W jaki sposób przygotowujecie e-doradców do tej pracy?

Oczywiście mamy odpowiedni sposób przygotowania. Odnośnie każdego, kto chce się zaangażować, musimy mieć pewność, że jest to człowiek wierzący. Ta osoba przechodzi przez szkolenie i w tym czasie wiele kwestii zostaje wyjaśnionych. Widzimy, że sami ludzie wierzący, zaangażowani jako e-doradcy czy e-trenerzy, robią niesamowity postęp w swoim życiu duchowym. Wielu mężczyzn, którzy wcześniej nudzili się na kościelnych kazaniach, jest w tej służbie bardzo aktywnie zaangażowanych.

 

Czy istnieje jakiś sposób oceny skuteczności portalu Szukając Boga?

Dobre programy internetowe dają możliwość precyzyjnej oceny efektywności tego projektu, co pomaga regularnie wprowadzać konieczne zmiany. Możemy w danej chwili zobaczyć na całej mapie świata, ile dokładnie osób w danym momencie przyjmuje Pana Jezusa jako swojego Zbawiciela. Nawet w tych krajach, gdzie chrześcijaństwo jest religią zakazaną, a za przyjęcie Jezusa grozi kara śmierci.

W tym projekcie bardzo strategiczną siłą jest wspólna platforma działania, nikt nie realizuje tutaj własnego interesu. To nie jest żadna nowość, tylko nieustające wracanie do podstaw biblijnych każdej służby.

 

Główne wyzwania, jakie napotykacie, to…

Pojawiają się ludzie, którzy próbują nie tyle przybliżyć innych do Jezusa, co do swojej wspólnoty, traktując to jako najważniejszą kwestię. Wyłapujemy takie osoby, ponieważ to nie jest nasza metoda i nie o to w tym chodzi. Nie możemy zniekształcać naszego celu poprzez działanie niezgodne z zasadami, które omawiamy na samym początku współpracy.

 

Największy powód do radości…

Codziennie powiększa się grono osób, które przyjęły Jezusa Chrystusa do swojego życia. Za to całą chwałę chcemy oddać tylko i wyłącznie Panu Bogu!

 

W imieniu czytelników „Naszych Inspiracji” bardzo dziękuję za rozmowę!