Strona główna Artykuły Numery 2012/1 (wiosna) Na drugą stronę barykady
na-druga-strone-barykady

Na drugą stronę barykady

Przypadkowy telefon informuje mnie, że inwazja w mojej własnej rodzinie jest już faktem.

Nieduża miejscowość w Polsce. Moja matka jest bardzo zapracowana. Wychowuje nas właściwie sama. Ojciec jest alkoholikiem. Część obowiązków rodzinnych spada na mnie. Kończę szkołę średnią, a po roku pracy zdaję na studia o kierunku dość nietypowym jak dla dziewczyny – budownictwo lądowe. Po ich ukończeniu wychodzę za mąż, za absolwenta mojej politechniki. Mąż rozpoczyna pracę w firmie budowlanej, ja jako konserwator zabytków. Już po roku otrzymuję propozycję pracy za granicą. Korzystam z niej. Przecież to dotyczy krótkiego wyjazdu. Poza tym nasz syn wymaga teraz kosztownego leczenia. Rozłąka to dla nas trudne doświadczenie. Oddala nas od siebie.

CHICAGO

Rok 1992. Do Chicago przylatuję razem z synem. Nie widziałam powodu, by tu przyjeżdżać. Za namowami mojej mamy jednak się zdecydowałam. Jak większość Polaków, po przylocie tutaj jestem rozczarowana Ameryką. Bariera językowa, inna kultura, inna praca. Wszystko to razem wzięte jest jak mur, który nagle jakby wyrósł przede mną, i trudno go przeskoczyć. Mój syn musi poznać język, pójść do nowej szkoły, znaleźć sobie nowych przyjaciół. Ma dopiero trzynaście lat. Jak on się tutaj odnajdzie? Zaczynam szukać pracy, w której nie jest wymagana znajomość języka angielskiego. Nie mam zbyt wiele czasu dla syna.

Przypadkowy telefon. Ktoś mówi mi, żebym poobserwowała syna, bo „być może bierze narkotyki”. Niemożliwe! Mój syn? Nie, przecież nie moje dziecko… Nigdy nie miałam styczności z narkotykami, nic o nich nie wiem. Jak zresztą wielu rodziców. Niestety ta inwazja w mojej własnej rodzinie okazuje się faktem.

RODZINNY SEKRET

Wyprowadzamy się na obrzeża miasta. Słyszałam, że tam są lepsze szkoły. Myślę, że w ten sposób odgrodzę syna od kolegów ze złego środowiska. Niestety jego problem idzie za nami. Nie wiem, co z tym zrobić, gdzie udać się po pomoc. Jestem załamana. Zaczynam się modlić. Ukrywam problem uzależnienia mojego dziecka przed rodziną i znajomymi. Sytuacja syna wygląda coraz gorzej. Nie kończy szkoły średniej. Wyjeżdża do Niemiec, do swojego ojca. Może on mu pomoże? Stamtąd znów wyjeżdża. Tym razem do Polski. Mamy nadzieję, że w końcu znajdziemy sposób, by go wyleczyć. W ciągu czterech lat przebywania w Polsce zmienia szkoły, miejsca zamieszkania. Jego problemy są coraz większe. Dochodzą do tego sprawy sądowe za pobicia, kradzieże, rozboje. Mój ukochany syn dwa razy przechodzi stan śmierci klinicznej. W wieku dwudziestu lat ląduje na ulicy. Przedawkowanie. Po wielu próbach udzielenia pomocy, które nie przynoszą żadnego rezultatu, czuję się całkowicie bezsilna. Błagam Boga o interwencję. Nikt inny nie był w stanie nam pomóc.

MŁODY CZŁOWIEK Z NAIN

Przychodzi odpowiedź. Syn żyje, wraca do ojca. Sam prosi o pomoc. Przechodzi detoks. Przyjeżdża do Chrześcijańskiego Ośrodka dla Osób Uzależnionych w Janowicach Wielkich koło Zielonej Góry. Mieszka tam przez trzy lata. Spotyka Boga w swoim życiu. Bóg naprawdę go zmienia. W tym ośrodku rozpoczyna się nowe życie mojego syna. Teraz on niesie pomoc innym uzależnionym. Mówi im, że Jezus pomaga w uwolnieniu od narkotyków i alkoholu. Wie, że nie wyjdzie stąd samotny. Zawsze będzie przy nim Ktoś, kto go kocha i troszczy się o niego.

Kilka dni przed Wielkanocą. Syn pyta mnie, czy mam obok siebie Biblię, bo chce mi o czymś powiedzieć. „Mamo! Bóg pokazał mi, co zrobił dla mnie i dla ciebie. Kojarzysz fragment z Ewangelii Łukasza 7:11–15? Tam jest zapisana historia wskrzeszenia z martwych młodzieńca z Nain. Jezus wzbudził go z martwych. Mamo, Bóg mi pokazał, że to ja jestem tym młodzieńcem. Wiesz, On powiedział mi, że modliłaś się o mnie i płakałaś, a On przywrócił mnie do życia”.

Dziękuję Bogu, że pomógł mi jako matce, bym umiała pomóc własnemu synowi

ŁZY ROZPACZY

Pamiętam wydarzenie, które mną szczególnie wstrząsnęło. Dzwoni telefon. Płacząca matka prosi mnie o pomoc w odszukaniu syna, który jest uzależniony od alkoholu. Rok temu wyszedł z domu i ślad po nim zaginął. Mówię jej, że skoro Jezus Chrystus pomógł mnie i mojemu synowi, pomoże również jej. Odnalazłyśmy go. Okaleczony, na skutek odmrożenia stracił obydwie stopy. Ale żyje. Dziś dziękuje Bogu za ratunek.

Rok 2001. Zakładam Misję Nowa Nadzieja przy Polskim Centrum Chrześcijańskim w Chicago. W ten sposób chcę podziękować Bogu za uratowanie mojego dziecka. Dziękuję Mu, że pomógł mi jako matce, bym umiała pomóc własnemu synowi. Cieszę się, widząc, jak Bóg działa, uzdrawia, leczy i czyni cuda wśród ludzi uzależnionych. To niesamowite. Dzisiaj wielu z tych ludzi służy Bogu. Widzę, jak Jezus Chrystus odbudowuje relacje z żonami, mężami, dziećmi, wszystkimi bliskimi. Nieustannie Mu za to dziękuję. Dzisiaj mój syn jest wolny od narkotyków, alkoholu i innych używek. Jest w tym nadzieja prawdziwej łaski i dobroci Boga dla wszystkich rodziców, którzy cierpią z powodu uzależnień swoich dzieci. Widzę, jak moi podopieczni wracają do normalnego życia. Cieszą się wolnością. Doskonale wiedzą, że to Bóg uratował im życie.

PREWENCJA

Rok 2009. Rozpoczynam zajęcia z rodzicami. To zajęcia, w czasie których uczymy się zabezpieczać nasze dzieci przed narkotykami, alkoholem i innymi używkami. Rodzice muszą znać zasady. Muszą wiedzieć, jak uchronić swoje dziecko. A jeśli już mają do czynienia z tym problemem, muszą wiedzieć, jak skutecznie pomóc dziecku z tego wyjść. Rodzice, którzy tutaj przyjeżdżają, nie mają pojęcia, jak rozpoznać uzależnienie, jak w takiej sytuacji zareagować. Najczęściej są bezradni, nie mają żadnej wiedzy o narkotykach. Młodzież w rozmowie z rodzicami może doskonale sprawdzić, na ile oni orientują się w tym zagadnieniu. Na co dzień widzę mnóstwo młodych ludzi, którzy próbują uciszyć swój ból, zranienia, odrzucenie za pomocą strzykawki i kieliszka. Można pewnym rzeczom zapobiec, jeśli rodzice chcą zadziałać wcześniej.

PODSTAWY POMOCY

Prowadzimy grupy wsparcia dla rodziców dzieci uzależnionych, ponieważ oni też potrzebują pomocy. Dzielimy się doświadczeniami, prosimy Boga o ratunek. Prowadzimy zajęcia dla samych uzależnionych, których umieszczamy w ośrodkach na terenie Stanów Zjednoczonych. Współpracujemy też z organizacjami w Polsce. Spotkania w ramach naszej działalności są bezpłatne. Ich treść oparta jest na Piśmie Świętym. Kierujemy naszych podopiecznych na program terapeutyczny „Teen Challenge”. Bardzo duży procent polonijnej młodzieży w Chicago próbuje narkotyków. Część uzależnionych nie zna języka angielskiego, wtedy kierujemy ich do ośrodka w Janowicach Wielkich, w Polsce. Oprócz młodzieży pomagamy też osobom dorosłym, bo i takie wśród uzależnionych się znajdują.

Rok 2011. Minęło dziesięć lat od powstania naszego ośrodka w Chicago. Nasza działalność rozszerza się. Współpracujemy z polskimi i amerykańskimi organizacjami: z Polskim Konsulatem RP w Chicago, ze schroniskami dla bezdomnych, szpitalami, przychodniami zajmującymi się detoksem. Nadajemy również informacje w radiu, by dotrzeć do mieszkających tutaj Polaków.

PO DRUGIEJ STRONIE

Obecnie mój syn ma żonę i trójkę wspaniałych dzieci. Oboje pomagają sobie w ich wychowywaniu. Syn pracuje teraz w firmie ochroniarskiej. Nigdy bym nie pomyślała, po tym jak w przeszłości poważnie zadzierał z prawem, że dziś będzie pracował jako ochroniarz. Wcześniej nie przestrzegał prawa, dzisiaj prawa pilnuje. Przeszedł na drugą stronę barykady, na stronę światłości. Bóg jest niesamowity. Dał mu nowe, zupełnie inne życie.

Rodzice, którzy zetknęli się z tak trudnym problemem, jakim są narkotyki w życiu ich dzieci, muszą wiedzieć, że priorytetem jest znaleźć terapię opartą na Piśmie Świętym i szukać ratunku u Boga. Tylko wtedy ta pomoc jest naprawdę skuteczna. W tym trudnym procesie powrotu do normalnego życia człowiek musi wiedzieć, że Bóg jest Kimś, kto chce go pocieszyć. Nie odebrać radość życia, ale obdarzyć prawdziwą radością, która wypływa z relacji z Nim samym.