Strona główna Artykuły Numery 2011/1 (wiosna) Z gwoździem w zębach i młotkiem w ręku
z-gwozdziem-w-zebach

Z gwoździem w zębach i młotkiem w ręku

Ścianka gipsowa, tynk, gładź, wylewka, fuga, drabina, wiadro, szlifierka do kafli – to pierwsze słowa, które przyswoiliśmy sobie w naszym nowym kraju. W 2001 roku przeprowadziliśmy się z całą rodziną do Ałmaty w Kazachstanie. Naszą główną motywacją było pragnienie, by ludzie, którzy jeszcze nie słyszeli o Jezusie, mogli Go poznać i przyjąć jako osobistego Zbawiciela. Nie mieliśmy biznesplanu, żadnej szczegółowo opracowanej strategii działania. Pojechaliśmy tam, mając w głowie kilka szalonych pomysłów, których część od razu okazała się chybiona.

Miasto jabłoni

Miasto Ałmaty, inaczej Ałma-Ata (tłum. ojciec jabłek), w którym mieszkaliśmy, to miasto jabłoni. Każdy, kto miał kiedykolwiek zaszczyt przebywać w tym pięknym miejscu w maju, wie, o czym mówię. Niegdyś Ałmaty było stolicą Kazachstanu, dziś pozostało stolicą jedynie południowej części tego kraju. Jest to miasto duże, mocno zatłoczone, zakorkowane do granic możliwości, nie tylko w dni powszednie, ale również w weekendy. Ałmaty budowane było z ogromną ostrożnością w pewnych okresach swojego istnienia i z wielkim rozmachem w ciągu ostatnich pięciu lat. Kiedy to piszę, w Ałmaty odbywają się właśnie Zimowe Azjatyckie Igrzyska Olimpijskie, do których miasto szykowało się od kilku lat, pośpiesznie naprawiając dziurawe drogi i strzelając w niebo szklanymi drapaczami chmur. Ałmaty otacza korona gór. Gdziekolwiek się spojrzy, tam wiecznie ośnieżone pięcio-, siedmiotysięczniki.

W Ałmaty trzęsie, dlatego przeniesiono stąd stolicę. Zdarzyło się nam odczuć kilka niewielkich trzęsień ziemi. Raz znaleźliśmy się w centrum wielkiej paniki, gdy ostrzegano nas, że w ciągu nocy może nastąpić wyjątkowo silne trzęsienie ziemi. Patrzyliśmy na ludzi przed domem, którzy na dwudziestostopniowym mrozie rozkładali rybackie krzesełka i, otoczeni wielkimi kraciastymi torbami wypchanymi skromnym dobytkiem, czekali, aż zagrożenie minie.

Harmonogram misjonarza

Szybko okazało się, że można służyć Bogu z gwoździem w zębach i młotkiem w ręku. Pierwszy był Nurlan. Poprosił, by mu pomóc zrobić coś z jego mieszkaniem, w którym nie da się już normalnie funkcjonować. Mieliśmy tak dużo planów misyjnych, a tu nagle trzeba zająć się tak przyziemną sprawą jak remont mieszkania. Muszę przyznać, że potrzebowaliśmy zastrzyku finansowego, a Nurlan potrzebował remontu. Okazało się, że harmonogram misjonarza można uelastycznić i znajdzie się w nim trochę czasu na stukanie młotkiem w ścianę.

Historia jerlana

Jednym z naszych pracowników był Jerlan. Przeszedł długą i wyboistą drogę, by spotkać Najwyższego. Jerlan wychował się na wsi, niedaleko Ałmaty. Pochodził z wielodzietnej rodziny. Jego wspomnienia z najmłodszych lat to wieczne ucieczki małego trzylatka na bosaka przez las. Po trzech kilometrach biegu znajdował wytchnienie w małej wiejskiej chatce swojego dziadka.

Jerlan do dziś pamięta, że ilekroć nabroił, wybiegał z domu i gnał co tchu przed siebie. Wiedział, że po bardzo długim biegu znajdzie się bezpieczny u dziadka, odpocznie kilka dni, a kiedy ojcu przejdzie złość, wróci do domu pomóc mu przy codziennych wiejskich obowiązkach. Później Jerlanowi niejeden raz przyszło uciekać przed karą. Tylko odległości rosły – to już nie był tylko lasek, ale cała Syberia, Afganistan, Kazachstan. Jerlan to człowiek z przeszłością, którą się nie chlubi. Chlubi się za to Tym, który go z tej wiecznej ucieczki wybawił.

Jerlan był żołnierzem w Związku Radzieckim, walczył w Afganistanie, tam popadł w pierwsze kryminalne tarapaty, władze usunęły go z armii i przeniosły do służby ochrony, gdzie odpowiadał za bezpieczeństwo muzułmańskich przywódców religijnych. W tym czasie jego brat został ofiarą porachunków mafijnych, w które wplątał się także Jerlan, mszcząc się na oprawcach. Trafił do więzienia na Syberii. Mieszkał w takich warunkach, jakich nikt z nas nawet nie potrafi sobie wyobrazić. Dla 40 skazanych w celi było zaledwie 12 prycz. Więźniowie spali na nich na zmiany, ale tylko ci z przywilejami. Szczegóły tego okresu są zbyt drastyczne, by o nich tu wspominać.

Biblia przekracza granice

Siostra Jerlana, Zhuldyz, właśnie dostała pracę jako celniczka. Może niektórzy z was wiedzą, jaka to była kilkadziesiąt lat temu lukratywna posada. Właśnie przekraczała granicę grupa amerykańskich misjonarzy. Mieli w kartonach Biblię – kilkadziesiąt, może nawet kilkaset egzemplarzy. Zhuldyz wiedziała od razu, że zagraniczny turysta to dobry łup dla celnika, dlatego opieszale zaczęła przeprowadzać kontrolę celną, czekała na łapówkę. Jednak nic takiego jej nie zaproponowano. W zamian za to jeden z podróżnych podarował jej Biblię, mówiąc, że ma ona moc większą niż pieniądze i może zmienić jej życie.

Zhuldyz czytała ją codziennie. Zaczęła rozmawiać o tym, co czytała, ze swoją rodziną. Jej ojciec, religijny przywódca wśród starszyzny w ich niewielkiej wiosce, był bardzo przeciwny temu, co na jego oczach działo się z córką. Postanowił „ogarnąć temat” – usiadł i przeczytał całą Biblię. Przeczytał i nawrócił się, zachęcił swoje córki, żonę, syna. Wszyscy zaufali Najwyższemu. Wielu ludzi się nawróciło, słysząc od starszego szanowanego Aksakaua o Królestwie Bożym. W ich wiosce powstała chrześcijańska wspólnota.

Zhuldyz w szczególny sposób przez cały ten czas miała na sercu los swojego najmłodszego brata. Postanowiła odwiedzić go w więzieniu. Wzięła zapas jedzenia na czterodniową podróż oraz Biblię. Wpisała życzenia na pierwszej stronie i podarowała bratu podczas widzenia. Takich wizyt było kilka. Niektóre egzemplarze Pisma Świętego lądowały w strzępach w koszu na śmieci. Jednak pewnego dnia Jerlan otworzył Biblię i zaczął ją czytać. I Słowo Boże trafiło do jego serca…

Akt ułaskawienia

Zdarzyło się to na początku lat 90, w czasie rozpadu Związku Radzieckiego. Ten czas moi kazachscy znajomi wspominają jako szalony i niebezpieczny. Zlikwidowano więzienia centralne, ponieważ nowo powstałe państwo rosyjskie nie chciało utrzymywać więźniów z innych republik. Wiele osób zostało zwolnionych i wróciło w swoje rodzinne strony. Jerlan jednak do tej grupy nie należał, miał na swoim koncie niejedno morderstwo… Jego los zdawał się przesądzony. Przynajmniej tak wtedy uważał.

Chłopak dojrzewał w wierze, dzielił się ewangelią ze współwięźniami, modlił się, codziennie czytał Słowo Boże. Kiedy wezwał go naczelnik oddziału więzienia, spodziewał się szykan i opresji, do jakich przywykł. Jednak kazano mu się spakować i pośpiesznie udać na pociąg do Ałmaty. I – co najważniejsze – cała jego historia kryminalna, wszystkie akta zostały zniszczone. Naczelnik więzienia, mówiąc o ułaskawieniu, darł akta oskarżenia, jeden po drugim, wrzucając je do śmietnika. Czy Bóg mógł jeszcze wyraźniej przekazać Jerlanowi biblijną prawdę o obciążającym liście dłużnym, o tym, że nasze winy będą białe jak śnieg?

Dziś Jerlan jest bardzo skromnym pracownikiem fizycznym. Przyjął postawę sługi, zawsze gotów pomagać. Do pracy przychodzi jako pierwszy, wychodzi ostatni. Dba o porządek i czystość. Kiedy tylko może, dzieli się Dobrą Nowiną. Opowiada o Tym, który go wybawił w życiu doczesnym od win, o Jezusie Chrystusie. Jest bardzo cichy. Tylko potężna muskulatura i blizny na twarzy przypominają o jego przeszłości. Jego pogodne usposobienie i dobroć widoczne w łagodnym spojrzeniu budzą zaufanie. Wielu ludzi, w tym kilku w naszej obecności, zaufało Jezusowi, kiedy słyszeli, jak Jerlan o Nim opowiada. Wiecie, kiedy najchętniej opowiadał – w czasie przerwy na drugie śniadanie, na budowie.

W ramach pracy

Przez siedem lat, które spędziliśmy w Kazachstanie, mój mąż wyremontował kilkadziesiąt mieszkań. Przez naszą niewielką firmę przewinęło się wielu młodych mężczyzn, którzy nie mieli żadnych umiejętności, fachu w rękach ani pomysłu na to, w jaki sposób utrzymać siebie i swoją rodzinę. A znaleźli to wszystko i w dodatku poznali Chrystusa.

Jeżeli nasz rodzinny dom jest miejscem, w którym najtrudniej głosić ewangelię, to nasze miejsce pracy jest zaraz po nim. W pracy, przez osiem godzin dziennie, trudniej być dobrym świadectwem niż w niedzielny poranek. Jeśli jesteśmy uczciwi, pracowici, rzetelni, koleżeńscy, nie wykorzystujemy władzy nad ludźmi, służymy innym i robimy to w pracy, to znaczy, że naprawdę tacy jesteśmy. Więź, jaką możemy zbudować z naszymi współpracownikami, jest jedną z najbardziej autentycznych więzi, jakie istnieją na świecie. Jeśli tylko tego zechcemy.

Kiedy ostatnio poproszono mnie, aby powiedzieć kilka słów o Kazachstanie, modliłam się do Boga: „Ojcze, nauczyłeś mnie tak wielu cennych i wspaniałych rzeczy. Proszę, pokaż mi jednak tę najistotniejszą, którą mogę podzielić się z innymi”. Później otworzyłam Biblię i trafiłam na Dzieje Apostolskie. Zrozumiałam, że Paweł – misjonarz wszech czasów – służył tak, jak potrafił: A ponieważ uprawiał to samo rzemiosło, zamieszkał u nich i pracowali razem; byli bowiem z zawodu wytwórcami namiotów. A w każdy sabat rozprawiał w synagodze i starał się przekonać zarówno Żydów, jak i Greków (Dz. Ap. 18:3-4). Paweł wiedział, jak szyć namioty. Zajął się tym, co zapewniło mu utrzymanie. I mógł w ramach tej pracy mówić innym o Jezusie.

Nie ma nic „nieświętego” w naszych codziennych czynnościach. Można pracować w sklepie, na uczelni, zajmować się marketingiem lub dziećmi w domu. Bóg nie chce, abyśmy punkt siedemnasta wychodzili z biura i zajmowali się czymś „świętym”. Już od dziewiątej rano Bóg czeka, aż przez etykę w swoim postępowaniu, zaangażowanie w pracy, uczciwość i czystość będziemy świadczyć o Tym, który nas powołał i pokochał bezwarunkową miłością – o Jezusie.

 

Kazachstan – warto znać fakty:

  • Leży w Azji, tylko stosunkowo niewielka, północno-zachodnia część znajduje się w Europie. Do Kazachstanu należą także południowe obrzeża zachodniej Syberii.
  • Graniczy z Chinami, Kirgistanem, Turkmenistanem, Uzbekistanem oraz Federacją Rosyjską, ma również dostęp do największego jeziora świata – Morza Kaspijskiego.
  • Dopiero w 1991 roku, w wyniku rozpadu Związku Radzieckiego, Kazachstan uzyskał niepodległość (wcześniej został podbity przez Rosję i wcielony do tego kraju w roku 1868).
  • Kazachstan to republika. Władza prezydenta jest tu bardzo silna – to on powołuje i odwołuje rząd, ma prawo rozwiązywania parlamentu i zarządzania referendum bez żadnych konsultacji politycznych, może wnosić projekty zmian w konstytucji.
  • Językami urzędowymi są kazachski i rosyjski, przy czym ten drugi ma status języka do kontaktów międzynarodowych.
  • Największe grupy etniczne to Kazachowie – blisko 65% – oraz Rosjanie – ponad 25%.
  • Dwie główne grupy wyznaniowe to muzułmanie i prawosławni.
  • Gospodarka Kazachstanu opiera się na przemyśle i rolnictwie – kraj posiada dość bogate złoża surowców energetycznych.
  • Klimat Kazachstanu jest suchy, zatem kraj cierpi na niedostatek wody. Większość terytorium państwa należy do bezodpływowego obszaru zlewisk Morza Kaspijskiego (rzeki Ural i Emba), Jeziora Aralskiego, jeziora Bałchasz i innych, pomniejszych jezior, w większości zasolonych
  • W granicach Kazachstanu zanotowano dwie wielkie katastrofy ekologiczne: wysychanie Jeziora Aralskiego oraz wysokie skażenie radioaktywne.