Strona główna Artykuły Numery 2011/1 (wiosna) Świadomi Bożej obecności
swiadomi-bozej-obecnosci

Świadomi Bożej obecności

Modliłem się w swoim pokoju. Mówię i mówię i mówię... I nagle – jakby mnie ktoś szturchnął. Usłyszałem: „Ja tu jestem”. Czy jest możliwe, by zapomnieć, że Bóg jest obok? Możemy przestać ufać, że Bóg jest ciągle razem z nami. A On tutaj jest! On ma rozwiązania. On może ci pomóc. Tylko czy jesteś świadomy Jego obecności?

Czy Bóg jest pośród nas? Czy zamieszkuje w nas? Kiedy zapraszamy Jezusa Chrystusa do swojego życia, wówczas On sam, Bóg Ojciec, Duch Święty, cała Trójca Święta jest obecna w każdej sekundzie naszego życia. Jednak brak świadomości, że Bóg jest obecny, sprawia, że żyjemy nieraz jak poganie – nie licząc się z tym, że Jego osoba otacza nas z każdej strony.

Spójrzmy na króla Dawida przedstawionego w Piśmie Świętym. Możemy powiedzieć, że Dawid osiągnął wszystko, co miał osiągnąć, ponieważ proroctwo wypowiedziane nad nim wypełniło się. Dawid był mądry. Z faktów opisanych w 1 Księdze Kronik (rozdz. 13 i 15) wynika, że jego tok myślenia mógł wyglądać następująco: „Tak, to prawda, jestem królem. Lud Izraela stoi za mną, wypełniło się proroctwo. Teraz mogę sobie spokojnie żyć, pracować, pełnić służbę, do której Bóg mnie powołał. Jednak dla mnie najważniejsza jest Boża obecność, dlatego że bez niej nie mogę żyć. Sprowadzę Skrzynię Przymierza”. Skrzynia Przymierza była dla Dawida symbolem Bożej obecności.

Ten fragment biblijny mocno do mnie przemówił. Przeczytałem go i zacząłem nad nim rozmyślać. Biblia mówi, że za czasów Saula, poprzedniego króla, nie dbano o Skrzynię Przymierza. Mimo że była w Izraelu i stała we właściwym miejscu, w ogóle o nią nie zabiegano (1 Kron. 13:3-4). Pomyślałem sobie, że to szokujące. Skrzynia Przymierza była manifestacją Bożej obecności pośród Izraela, a została zaniedbana.

Synu, spójrz na mnie

Kiedy zaczynasz odczuwać swój grzech, znaczy to, że Bóg przyszedł, żeby się z nim rozprawić i cię uwolnić. Nie potępić. Jeśli czujesz, że nie możesz poradzić sobie z jakimś grzechem, i myślisz: „Boże, jestem taki obrzydliwy, tak źle zrobiłem. Jestem taki wstrętny” – to jesteś w miejscu, w którym Bóg ma moc rozprawić się z twoim grzechem, jeśli tylko wierzysz i przyjmujesz ofiarę Jezusa Chrystusa. Świadomość Bożej obecności obnaża nasz grzech, a wtedy Bóg Ojciec zachęca nas: „Synu, spójrz na mnie. Chcę cię oczyścić i uwolnić od tego, co zalega w tobie, co cię przygniata i tak mocno boli”.

Im bardziej Bóg się do nas zbliża, tym bardziej czujemy się bezradni i obnażeni. Wtedy mamy tendencję od Niego uciekać. A to właśnie wtedy potrzebujemy pozostać w Jego obecności! Potrzebujemy trwać w miejscu, w którym On dotyka naszego serca, uwalnia i oczyszcza. On zawsze ma na to czas.

Gdy zapominasz, że Bóg jest obok

Jeśli nie masz świadomości, że Bóg jest obok, żyjesz tak, jak chcesz. Kiedy w domu są rodzice, dzieciaki zachowują się prawidłowo. A gdy nie są świadome obecności rodziców? Robią, co chcą. Podobnie zachowujemy się w relacji z Bogiem. Zachowuję się inaczej, kiedy jestem świadomy, że Bóg jest obok. Moje życie staje się zupełnie inne.

Kiedy wiem, że Bóg jest obok, nie będę kłócił się z żoną i udowadniał, że to ja mam rację. A gdy Bóg „już sobie pójdzie”, to sobie porozmawiamy. Problem jest tylko jeden. Bóg sobie nie pójdzie. To my przestajemy być świadomi Jego obecności!

Jeśli jestem świadomy Bożej obecności, zmienia się także mój sposób mówienia. Nie mówię źle o innych, bo wiem, że Bóg słucha.

Jest, widzi i słyszy

Potrzebujemy być świadomi Jego obecności, bo wtedy zmienia się nie tylko nasza postawa wobec samych siebie, nie tylko nasze zachowanie, ale też modlitwa i nasza relacja z Bogiem.

Jeśli jestem świadomy Bożej obecności, zmienia się także mój sposób mówienia. Nie mówię źle o innych, bo wiem, że Bóg słucha. On sobie nie pójdzie. Co to oznacza? Muszę się nauczyć inaczej mówić. Wydaje się, że jest tyle problemów, iż nie sposób źle o kimś nie mówić. Ale ty pozostajesz uprzejmy. Dlaczego? Bo Bóg jest z tobą. Twój język staje się lepszy.

Świadomość Bożej obecności sprawia, że całe twoje otoczenie zostaje zupełnie przemienione. Jesteś w szkole, świadomy Jego obecności, jesteś w pracy, świadomy Jego obecności, wszędzie zaczynasz być świadomy tego, że On jest obecny. Zaczyna to mieć wpływ na twoje relacje z innymi. Bóg dotyka twojego serca, a w konsekwencji zmienia twój sposób rozmawiania z ludźmi i mówienia o innych.

Ma wszystko pod kontrolą

Kiedy jestem świadomy Bożej obecności i przychodzą problemy, myślę: „O! Bóg jest tutaj! Aha, są też problemy. O, jakie jesteście małe w porównaniu z tym, co Bóg potrafi, bo On ma wszystko pod kontrolą!”. Świadomość Jego obecności sprawia, że masz inne spojrzenie na rzeczywistość. Inaczej patrzysz na wszystkie sprawy, na to, co dzieje się wokół ciebie. Dlaczego? Bo patrzysz przez pryzmat tego, kim jest twój Bóg, Tata. Jesteś świadomy, że Bóg jest przy tobie i nigdy nie zostawi cię samego. Tak mówi Biblia.

Kiedy Boża obecność wypełnia moje życie, nie mogę być człowiekiem, który nie potrafi przebaczać. Bo jak mogę nie przebaczyć, skoro On oczekuje tego ode mnie? Jak to możliwe, żebym był rozgoryczony, żebym źle o kimś mówił, żebym myślał w taki sposób, jeśli On jest w moim domu?

Będę prosił Boga: „Boże, pomóż mi być świadomym faktu, że jesteś”

Poszerza granice

Co się stało, kiedy Dawid sprowadził Bożą obecność? Rozszerzył swoje królestwo. Dlaczego? Bo Boża obecność była z nim. O to właśnie chodzi! Kiedy Boża obecność będzie w nas, nasze granice się poszerzą!

Myślisz może: „No tak, takie wielkie marzenia…”. Jeśli są małe, w ogóle nie warto marzyć. Mówię młodym ludziom: „Po co marzyć o małych rzeczach – musicie marzyć tak, żeby przerosło to wasze wyobrażenie!”. Przecież tak jest napisane: Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (1 List do Kor. 2:9). A my – tacy ograniczeni, tacy dyskretni, ułożeni – „Byle nie za dużo… Jak to Bóg uczyni, to już będzie wielkie”. Nie!

Co jest ważniejsze?

Prześledźcie całą historię Saula. Był on wojownikiem, walczył, ale mamy wrażenie, że nawet kiedy zwyciężał, ciągle ponosił porażki. Dlaczego? Ponieważ jego serce nigdy nie przylgnęło do obecności Pana Boga. W naszym życiu może być podobnie. Możemy odkryć swoje powołanie, a potem je realizować, robiąc to bez Bożej obecności. Ale serce Dawida było inne. On kochał Bożą obecność. Ona była dla niego najważniejsza. Sprowadźmy do naszego osobistego życia Bożą obecność. Może ci się nie uda za pierwszym razem, w porządku, Dawidowi się też nie udało. Ale kiedy już pojawi się w twoim życiu, będziesz tańczył na nabożeństwie. Jak Dawid.

Co ludzie powiedzą

Nabożeństwa się zmienią. Ludzie będą pląsać dla Boga – nie dlatego, że usłyszą muzykę, ale dlatego, że muzyka będzie w ich sercu. I na pewno niektórzy będą na to patrzeć i mówić: „szaleją”. Niech Bóg ich zachowa przed tymi słowami. Kiedy Dawid szalał przed Panem, a Michal tym wzgardziła, sama pozbawiła się Bożego błogosławieństwa.

Może Dawid wyglądał dziwnie, ale obecność Pana Boga była dla niego ważniejsza. Radość z tego, że On przychodzi, była większa niż troska o reputację i opinię innych. W Bożej obecności przestajesz się bać i robisz tylko to, czego chce Bóg. Lęk przed ludźmi przestaje mieć znaczenie. Wtedy Bóg jest uwielbiony we wszystkim.

Nie dbaliśmy, a teraz chcemy zadbać

Wierzę, że potrzebujemy zrozumieć tę prawdę. Potrzebujemy sprowadzić Bożą obecność do naszego serca i do naszego życia. Poprzez to, że będziemy jej świadomi. Że zaczniemy o niej rozmyślać, zaczniemy się modlić: „Boże, dziękuję Ci za Twoją obecność. Jeszcze jej nie czuję, nie doświadczam tak, jak bym chciał, ale dziękuję Ci, że jesteś. Dziękuję, że jesteś wielki i potężny”.

Dawid powiedział tak: „Nie dbaliśmy, a teraz chcemy zadbać”. Był czas, kiedy naród izraelski postanowił: „To się musi zmienić”. Wierzę, że Bóg chce, byśmy zadbali o Jego obecność. Nie tylko w zgromadzeniu, ale przede wszystkim w naszych domach. W naszym osobistym życiu.

Zadbam o to, żeby mieć świadomość Bożej obecności na co dzień. Będę prosił Boga: „Boże, pomóż mi być świadomym faktu, że jesteś!”.