Strona główna Artykuły Numery 2012/2 (lato) Nie wszystko złoto, co miłe dla oczu
nie-wszystko-zloto

Nie wszystko złoto, co miłe dla oczu

Kto nie lubi dostawać prezentów? Pytanie zapewne retoryczne, inaczej nie powstałaby tradycja obdarowywania bliskich przy różnych okazjach. Ładnie opakowany upominek wzbudza zaciekawienie. Nie tylko dzieci czekają na ten ekscytujący moment, by zerwać papier i dowiedzieć się, co jest w środku. Zawartość prezentu może nas mile zaskoczyć, ale też rozczarować. Opakowanie może być przepiękne, ale tak naprawdę nic nam ono nie mówi o zawartości.

Pamiętam prezenty z mojego dzieciństwa. Wszystkie pakowane były w zwyczajny szary papier, a w celu ozdoby przewiązane sznurkiem. Dziś takie opakowanie wydaje się nieszczególne. Współcześnie coraz większą wagę przywiązujemy do ładnej oprawy. Kupujemy efektowną torebkę czy zawijamy podarunek w śliczny papier. Ale czy rzeczywiście piękne opakowanie określa to, co jest w środku? Nie dotyczy to tylko prezentów. Czy w eleganckich domach zawsze mieszkają piękni i dobrzy ludzie? Czy błyszczący lakier karoserii samochodu nie maskuje czasem śladów po stłuczce? Czy pod ujmującą powierzchownością człowieka zawsze kryje się równie urocze wnętrze?

Pierwsze wrażenie

O tym, że piękno zewnętrzne nie zawsze kryje ładny środek i odwrotnie, po raz pierwszy przekonałam się jako dziewięciolatka. Znalazłam się w szpitalu z powodu żółtaczki zakaźnej. Sześć tygodni izolacji, spotkanie z rodzicami przez szybę. W kategorii wytrwale płaczących dostałabym złoty medal. I wtedy pojawiła się cudowna osoba, osiemnastoletnia pacjentka Bogusia. Dzięki niej przestałam płakać. Jednak przeniesiono mnie do innej sali. Znowu czułam się samotna. Na dodatek w nowej sali leżała starsza pani, która nie wyglądała na miłą. Bałam się jej. Chciałam być z Bogusią. W końcu pielęgniarka wyznała mi: Bogusia zmarła. Płakałam z tęsknoty za nią, za domem, ale też z obawy przed kobietą z sąsiedniego łóżka. Tymczasem to właśnie ona okazała mi pomoc. Pocieszała, zajmowała rysowaniem, troszczyła się o to, żebym coś zjadła. To nie była „moja” Bogusia, ale stała się dla mnie kimś bliskim. W mało ujmującej posturze kryło się dobre serce. Jak bardzo wstydziłam się swoich negatywnych myśli! Oceniłam kogoś na podstawie pierwszego wrażenia. Do dziś pamiętam to zawstydzenie. Zrozumiałam, że to, co najważniejsze, niejednokrotnie kryje się pod niezbyt efektownym „opakowaniem”.

Patrzeć głębiej

Stale na nowo uczymy się tego, by nie sądzić po pozorach. Szczególnie we współczesnym świecie przesiąkniętym fotoshopowymi reklamami, perfekcyjnymi obrazami. Celem idoli jest oszałamiająco wyglądać, szokować, zachwycać stroną zewnętrzną. Ale co znajdziemy w środku? Jakże często dajemy się zwodzić oczom? Dlaczego tak reagujemy? Okazuje się, że taka słabość cechuje rodzaj ludzki już od początku istnienia. W ogrodzie Eden wąż zwiódł Ewę owocem, który był… miły dla oczu (por. Ks. Rodz. 3:6). Pięknym wyglądem zasugerował się nawet jeden z największych proroków – Samuel. Bóg polecił mu namaścić na króla jednego z synów Isajego. Isaj przyprowadził do niego siedmiu synów. Samuelowi spodobał się najstarszy z nich, piękny Eliab. Ale Pan powiedział do Samuela: Bóg nie patrzy na to, na co patrzy człowiek. Człowiek patrzy na to, co jest przed oczyma, ale Pan patrzy na serce (1 Sam. 16:7). Gdy nadszedł drobny, jeszcze nastoletni Dawid, Bóg polecił Samuelowi namaścić właśnie jego.

Czy pod ujmującą powierzchownością człowieka zawsze kryje się równie urocze wnętrze?

Wewnętrzny skarb

Nie zachwycajmy się tylko czarującą oprawą. Patrzmy na serce człowieka. Ktoś, kto wydaje się prawie że doskonałym człowiekiem, może sprawiać pozory. Człowieka łatwo zmylić. Bóg widzi to, co ukryte. Apostoł Piotr udzielił cennej rady: W trosce o wasze piękno nie ograniczajcie się jedynie do tego, co zewnętrzne, jak na przykład wyszukane fryzury, złote pierścienie i kosztowne suknie. Zabiegajcie raczej o wasze wewnętrzne piękno, o spokój i łagodność ducha – rzeczy tak bardzo cenne w oczach Boga (1 Piotra 3:3–4, Biblia Warszawsko-Praska). Czy oznacza to, że osoba, która lekceważy wygląd zewnętrzny, jest bardziej pobożna? Czy troska o wygląd jest mało duchowa? Absolutnie nie. Jeśli patrzymy na cudowne krajobrazy, widzimy, że Bóg jest twórcą i koneserem piękna. Umiłowanie urody widoczne jest szczególnie w dziele, jakim jest człowiek. Każda komórka ludzkiego ciała nosi ślad Bożej twórczości. Naszym obowiązkiem jest dbanie o ten dar. Zaniedbywanie ciała przez niechlujny wygląd to oznaka niewdzięczności wobec Boga, a niszczenie go przez używki jest grzechem.

Troska o duszę

Troska o piękno nie powinna ograniczać się do dbałości o wygląd zewnętrzny. Wyszukane fryzury, złote pierścienie (biżuteria) i kosztowne suknie – nie są niczym złym, jeśli nie są naszym celem nadrzędnym. Nasze ciało jest tylko „opakowaniem”. Troska o piękno wewnętrzne jest dużo ważniejsza w oczach Boga. Szczególnie możemy się o tym przekonać w kontakcie z osobami starszymi. Kiedy trudno już oszałamiać wyglądem, gdy nawet najpiękniejsza twarz zostaje naznaczona zmarszczkami, tym, co może zachwycić, staje się przede wszystkim duchowe piękno.

To, co najważniejsze jest niewidoczne dla fizycznych oczu. Bóg widzi to, co ukryte

Obraz w lustrze

Każdy z nas spędza przed lustrem nieco czasu. Po co w nie patrzymy? Chcemy wyglądać jak najlepiej. Nie żałujemy środków na kosmetyki. Ale czy tyle samo czasu poświęcamy porannej rozmowie z Bogiem, co toalecie? Może o wiele więcej starań wkładamy w poranne układanie fryzury niż w relację z Bogiem? Czy równie długo przeglądamy się w Bożym Słowie? Ono też jest lustrem, ale dla naszej duszy. Tu plama grzechu, tam skaza pożądania, na czole zmarszczka gniewu…

Codzienne starania

Nikt z nas nie budzi się rano na tyle piękny, by mógł olśnić wszystkich. Atrakcyjny wygląd jest efektem wielu zabiegów. Podobnie nikt nie jest w stanie osiągnąć piękna duchowego odmawianiem raz w tygodniu modlitwy „Ojcze nasz”. Tak, jak nie stajemy się pięknościami po jednorazowym użyciu kremu, tak samo jest z pięknem wewnętrznym. To efekt codziennych starań: modlitwy, czytania Biblii, uwielbiania Boga, spotkań z innymi ludźmi, by wspólnie studiować Pismo Święte. Napełniajmy swoje wnętrze leczącym balsamem. Usuwajmy nie tylko plamy posłoneczne, ale i plamy grzechu. Regenerujmy nie tylko skórę, ale przede wszystkim duszę. Niech piękno zewnętrzne skrywa jeszcze piękniejszy środek. Gdyż to, co najważniejsze, jest niewidoczne dla fizycznych oczu.