Żyjemy w świecie, który biegnie coraz szybciej i krzyczy coraz głośniej. Siłą rzeczy, aby być zauważonym i usłyszanym, próbujemy światu dorównać. Jeśli wejdziesz na bieżnię, gdy tempo jej pracy jest średnie i odpowiada twoim oczekiwaniom, czujesz się dobrze. Kiedy jednak podczas biegu ktoś przyspiesza tempo nieznacznie, jednak konsekwentnie, aż w końcu je podwoi, nie będziesz w stanie zejść, zeskoczyć czy zatrzymać tej bieżni.
Niestety coraz częściej nasza „bieżnia” życia zatrzymuje się drastycznie. Rozwód, zwątpienie, utrata pracy czy choroba mogą być przyciskiem „stop” na naszej bieżni. Czy jednak jest to konieczne i nie da się zatrzymać wyścigu szczurów bez upadku?
Najczęściej zatracamy się w życiu zawodowym. Ostatniej niedzieli dzwonił do mnie rekruter z pewnej firmy z propozycją pracy. Dzwonił do skutku, a ostatni jego telefon zanotowałem blisko godziny 22. Powtarzam, w niedzielę. Może zwyczajowo tydzień pracy ma pięć dni, jednak mało kto dziś pracuje właśnie tyle dni, po 8 godzin. Coraz częściej czas pracy jest zadaniowy. Oczekiwania pracodawców są jednak tak wyśrubowane, że aby je spełnić, trzeba pracować po kilkanaście godzin na dobę, nawet przez siedem dni w tygodniu.
„wolny” zawód
Ostatnio modne stają się tzw. wolne zawody czy raczej freelancerski tryb pracy. Jest to wykonywanie zleceń w określonym terminie. Nikt nie pyta o to, kiedy pracujemy – liczy się efekt końcowy. W związku z tym, aby utrzymać pewien poziom życia, freelancerzy często biorą bardzo dużo zleceń. Nie chcąc stracić marki na rynku, pracują nawet po dwadzieścia godzin na dobę i nie znają pojęcia wolnego weekendu. Gdzie czas na rodzinę, odpoczynek, czy w końcu relację z Bogiem i innymi ludźmi?
Okej, wiem, że trochę przesadzam. Zechciejmy jednak spojrzeć na służbę Jezusa Chrystusa jak na pracę. Mesjasz nie był ograniczony miejscem służby ani godzinami pracy, gdyż służył ludziom we dnie i w nocy. Liczył się dla Niego efekt końcowy, a nie ilość czasu spędzona z ludźmi, odbicie karty przy wyjściu i fajrant.
Jezus w swojej służbie był przede wszystkim skuteczny i wydajny. Nigdy nikogo nie odesłał „z kwitkiem” – każdy, kto do Niego przyszedł, otrzymał to, czego oczekiwał. Ewangelista Jan stwierdził, że gdyby próbować spisać wszystko, czego Jezus uczył i czego dokonał, cały świat nie pomieściłby ksiąg, które zawierałyby te zapiski. Przypominam, że służba Pana trwała tylko trzy lata. To się nazywa skuteczność! Czy jako ludzie starający się żyć według Słowa Bożego, którego centralnym przesłaniem jest przecież osoba Jezusa Chrystusa, nie powinniśmy także z Niego czerpać przykładu, jak się nie wypalić?
Jak pracował Jezus?
Mesjasz zaczynał dzień jeszcze przed świtem, od modlitwy. Dla nas porannym kopem energii jest zazwyczaj kawa. Modlitwa to jednak coś więcej niż naładowanie akumulatorów. To przypomnienie sobie, jakie mamy priorytety. Uzyskanie mądrości, znalezienie odpowiedzi, jak przejść przez trudne wyzwania, które czekają na nas danego dnia. Może zamiast porannego sprawdzania portali z wiadomościami warto znaleźć w Biblii coś na czasie?
Ponadto Jezus potrafił dobrze zarządzać, delegując zadania. Był świetnym menedżerem, bo budował zespół (dwójki, dwunastka, siedemdziesięciu dwóch), a potem zarządzał nim i to bez dostępu do dzisiejszej technologii i współczesnych rozwiązań. Wiedział, jak wiele jest pracy do wykonania: żniwo wprawdzie wielkie, lecz robotników mało (Ew. Mat. 9:37), jednak nie próbował wszystkiego zrobić sam. Skuteczne zarządzanie czasem swoim i innych dawało świetne efekty. Jezus dbał przy tym o swoich pracowników i nakazywał odpoczynek, kiedy wracali z misji i byli utrudzeni.
Co istotne, Jezus potrafił odpoczywać i miał zawsze czas na imprezę (Kana Galilejska), wizytę u znajomych (Zacheusz, Piotr) albo przyjęcie gości (Nikodem). Przez cały czas przebywał z ludźmi – ciągle gdzieś szli lub jedli. Mimo to każdy z nich mógł z Jezusem porozmawiać, poprosić Go o modlitwę czy uzdrowienie.
Jest takie powiedzenie, że szefa poznaje się po tym, jak funkcjonuje firma, gdy go nie ma. Jezus zostawił zarządzanie swoimi zasobami grupie pieniaczy, tchórzy i wątpiących, prostych robotników. Dziś pewnie żaden menedżer nie zaryzykowałby oddania firmy ludziom o tak trudnych charakterach, po tak krótkim, trzyletnim szkoleniu. Do III wieku jednak ci niedoskonali i prości ludzie zanieśli posłannictwo Królestwa Bożego do całego ówcześnie znanego świata. Czy nie jest to idealny wzór do naśladowania?
Wszystkie nasze zadania możemy zakwalifikować do dwóch kategorii: ważne oraz pilne. Bardzo często je mylimy
Ważne czy pilne?
Do tego, co możemy zaobserwować w osobie Jezusa, warto dodać jeszcze kilka rzeczy, aby uczynić swoją pracę bardziej skuteczną i znaleźć czas na odpoczynek. Jedną z kluczowych umiejętności, które powinniśmy posiąść, jest planowanie i wyznaczanie priorytetów. Wszystkie nasze zadania możemy zakwalifikować do dwóch kategorii: ważne oraz pilne. Bardzo często je mylimy.
Sprawy ważne wymagają od nas bezwzględnej realizacji, lecz możemy je rozłożyć w czasie, aby załatwić je jak najlepiej. Sprawy pilne mają określony termin realizacji, który na dodatek nieuchronnie nadchodzi. Dużą pomocą będzie tutaj kalendarz z notatnikiem, w którym różnymi kolorami będziemy zapisywać zadania do wykonania. Tym sposobem nie pomylimy wspomnianych kategorii, a przejrzyście zaplanowany miesiąc, tydzień i każdy dzień pracy sprawią, że będziemy bardziej wydajni. Uwaga! Podpowiedź: odpoczynek i regeneracja należą do spraw ważnych.
Kolejną ważną umiejętnością jest umiejętność zachowania równowagi. Powinniśmy podzielić nasz czas i uwagę na różne sfery życia. W zależności od klasyfikacji możemy wyróżnić sferę indywidualną (zdrowie, samokształcenie, praca zawodowa, odpoczynek, hobby itd.), społeczną (rodzina, przyjaciele, spotkania, relacje itd.) oraz duchową (wszelkie praktyki religijne, czy to indywidualne czy społeczne). Jeśli jednej z nich poświęcamy zbyt wiele uwagi, dzieje się to kosztem dwóch pozostałych i w rezultacie któraś część naszego życia dozna uszczerbku. Bardzo pomocne jest rysowanie diagramów, chociażby w postaci koła, aby uzmysłowić sobie, jak wiele czasu poświęcamy na konkretne rzeczy. Spróbuj, a zobaczysz, czy w twoim życiu ta równowaga jest zachowana.
Żaden pojazd nie dotrze daleko bez odpowiedniego smarowania, zatankowania czy okresowego przeglądu. Podobnie z naszym życiem. Znajomość przedstawionych powyżej podstawowych zasad zwiększa szansę skutecznego użytkowania pojazdu zwanego „życiem”. Bez odpoczynku, odpowiednich relacji i zdrowego trybu życia w końcu będziemy musieli „zjechać na pobocze”, a przywracanie wszystkiego do stanu sprzed katastrofy może nas kosztować o wiele więcej niż właściwa „diagnostyka i konserwacja”. Zatem zatrzymajmy się na chwilę, wyznaczmy na nowo priorytety i cieszmy się życiem!