Jedyną metodą było odzianie się „na cebulkę”. Założyliśmy kilka koszulek, na to polary, cienkie kurtki (które i w Izraelu powinny się przydać podczas chłodniejszych wieczorów), jednak… kostnieliśmy już po chwili, w oczekiwaniu na załadunek do autobusu. Szczególnie takie zmarzlaki jak ja, które nie rozumieją, dlaczego wynalazca polaru nie dostał jeszcze Nagrody Nobla, szczękały lekko zębami. Czemu nie wzięłam cieplejszych ubrań? Czapki, rękawiczek… – zaczęłam żałować już po kilku minutach. Podobne uwagi zgłaszało głośno kilka innych osób z grupy (szczególnie kobiety). Mężowie rozpraszali nasze obawy: zobaczycie, za parę godzin będziemy narzekać, że wzięliśmy za dużo ciepłych rzeczy.
Jednak Izrael przywitał nas… ulewnym deszczem, a nawet gradem! Zjawisko nieczęste w tym kraju, szczególnie w końcu marca. Od razu przypomniała mi się prośba usłyszana dwa tygodnie wcześniej: módlcie się o deszcz dla Izraela, bo od długiego czasu panuje w tym kraju susza. Zatem potraktowaliśmy to jako wysłuchanie modlitw i błogosławieństwo dla Ziemi Obiecanej, tym bardziej, że za chwilę ukazała się… piękna tęcza, od razu przywodząc na myśl przymierze zawarte przez Boga z Noem po potopie.
Izrael nas zaskoczył
Niewiele tego dnia zwiedziliśmy, bo już po pierwszym przystanku wróciliśmy do autobusu całkowicie przemoczeni i w mokrych butach. Marzyliśmy tylko, żeby następnego dnia było cieplej. Ale cieplej wcale nie było. Przenikliwe zimno powodowało, że niektóre osoby pod nosem mruczały: kto podawał tę przewidywaną temperaturę? Czułam się nieco winna, ale przecież dane ściągnęłam z wiarygodnych źródeł… Niektórzy mężowie zaczęli obawiać się o stan swojego konta bankowego, jeśli żony zaczną się teraz rozglądać za sklepem z ciepłą odzieżą. Ale konta zostały bezpieczne, bo kolejnego dnia obudziło nas jasne słońce na bezchmurnym niebie nad Nazaretem, a temperatura osiągnęła cudowny poziom 24°C. Następne dni potwierdziły internetowe dane dotyczące temperatury. Były dni, kiedy żar lał się z nieba, a my szukaliśmy choć odrobiny cienia, o który wcale nie było łatwo. Zwiedzając ruiny Bet Szeanu, nie mieliśmy nawet gdzie się schronić przed skwarem. I w tym momencie szczególnie docierał do nas sens słów z Księgi Psalmów: Pan stróżem twoim, Pan cieniem twoim po prawicy twojej. Słońce nie będzie cię razić za dnia (Psalm 121:5–6a) czy słów proroka Izajasza: Gdyż byłeś schronieniem słabemu, schronieniem ubogiemu w jego niedoli, ucieczką przed powodzią, cieniem przed upałem (Ks. Izaj. 25:4).
Odczuwaliśmy istotę słów przyrównujących Boga do schronienia przed skwerem, do cienia czy orzeźwienia
Szukałam orzeźwienia
Jedna z moich przyjaciółek często cytuje werset biblijny mówiący o tym, że Bóg jest ochłodą dla duszy: Tyś ochłodą przed skwarem (Ks. Izaj. 25:4, Biblia Tysiąclecia). Prawdę mówiąc, te słowa wcześniej do mnie słabo przemawiały. Bóg – ochłodą? Ja – wiecznie marznąca – raczej potrzebowałam obrazu Boga, który rozgrzewa, otula słonecznym ciepłem. A jednak w Izraelu bywały dni, w których szukałam właśnie ochłody. Tam odczuwaliśmy istotę słów przyrównujących Boga do schronienia przed skwarem, do cienia czy orzeźwienia. Tak jak fragment muru, kolumny czy choćby skrawek daszku daje podczas upału schronienie przed spiekotą (upały lipcowe czy sierpniowe trudno nawet sobie wyobrazić), tak Bóg jest najwspanialszym schronieniem przed żarem doświadczeń i trudności życiowych. Tylko On daje cień i osłonę przed tym, co pali moją duszę!
A jednak upał panujący w miastach galilejskich miał okazać się tylko przyjemnym ciepłem w porównaniu ze spiekotą pustyni, przez którą przejeżdżaliśmy kilka dni później, gdy temperatura wzrosła do 40°C. Górzyste, ogromnie rozległe, kamienne przestrzenie, przez które jechaliśmy kilka godzin, dawały wiele sposobności do przemyśleń. Gdy wjechaliśmy na pustynię Paran, o której Mojżesz powiedział: Potem wyruszyliśmy od Horebu i przeszliśmy całą tę wielką i straszną pustynię (Ks. Powt. Pr. 1:19a), nie dziwiliśmy się sformułowaniu wielka i straszna pustynia, bo wytrzymać na tym pustkowiu przez 40 lat, krążąc wkoło, było na pewno niezwykle ciężko!
Trafne porównanie
Przeżycie 2–3 milionów osób (Biblia podaje tylko liczbę mężczyzn – 600 tysięcy, a do tego dochodziły kobiety i dzieci) bez wody i jedzenia, bez możliwości uprawiania jakiejkolwiek jadalnej roślinności, w upale dochodzącym do 50°C w dzień i chłodzie –2°C w nocy nie byłoby możliwe bez nadzwyczajnych Bożych ingerencji! Bóg chronił swój naród w dzień poprzez chmurę, która nie tylko wskazywała drogę, ale także zasłaniała przed palącymi promieniami słońca, a w nocy przez słup ognia, który ogrzewał. Bez tej ochrony lud izraelski cierpiałby ogromnie.
Jednak Bóg nie tylko ich ochraniał. Dawał też pożywienie. Manna i przepiórki – zawierające wszystkie potrzebne minerały, witaminy i substancje odżywcze – karmiły tę wielką rzeszę przez 40 lat. To miliony kilogramów pożywienia dziennie! Czyż to nie był cud? A ile hektolitrów wody potrzebowały te tłumy w spiekocie? Wody, która jest tam cenniejsza niż ropa (a zatem i słowa Jezusa, który mówi, że jest wodą żywota, to kolejne niezwykle sugestywne porównanie, w pełni zrozumiałe właśnie tam!). Jakie naturalne źródło potrafiłoby napoić tylu ludzi?
On nasyci twoją duszę
Bóg obiecał prowadzić swój lud i dotrzymał swojej obietnicy. On zapewnia: I Pan będzie ciebie stale prowadził i nasyci twoją duszę nawet na pustkowiach (Iz 58:11a). Niezwykła, niesamowita obietnica! Ileż razy czuję się, jakbym tułała się jak naród wybrany po pustyni… Swar, spiekota, palący ból, wyjścia nie widać… A jednak Bóg zapewnia, że będzie mnie stale prowadził i nasyci moją duszę nawet na pustkowiu, a więc nawet w najtrudniejszej sytuacji!
Bóg jest wszechmogący i wszechpotężny. On jest tym, który był, jest i będzie. On dokonywał i nadal dokonuje cudów. Nasyca moją duszę i prowadzi mnie. Nawet wtedy, gdy czuję się, jakbym kroczyła po pustkowiu, mam pewność, że On o mnie nie zapomniał, ale mnie osłania i strzeże. Jestem pewna: w cieniu Jego rąk mogę skryć się zawsze i wszędzie!
Te kilka dni spędzonych w Ziemi Wybranej na nowo uświadomiło mi, jak wspaniałego mam Boga. On przemawia poprzez piękno swojego dzieła, przez deszcz i słońce, upał i chłód. Przez kroplę wody i kawałeczek chleba.
Obyśmy tylko umieli to dostrzegać w każdym Jego dziele, w najdrobniejszym fragmencie stworzenia, niezależnie czy podczas naszych wakacji wyjedziemy w dalekie, egzotyczne kraje czy tylko pójdziemy do pobliskiego lasu lub parku.