Strona główna Artykuły Numery 2010/2 (lato) Priorytety czy spontaniczność?
priorytety-a-spontanicznosc

Priorytety czy spontaniczność?

Zdawać by się mogło, że o konieczności ustalenia priorytetów w życiu powiedziano już wszystko. Być może to prawda. Ale kłopot w tym, że nie zawsze mamy właściwe priorytety, a nasze trudne doświadczenia życiowe są rezultatem właśnie priorytetów, jakie przyjęliśmy.

Każdy z nas stworzony został do wolności, a ta z kolei domaga się spontaniczności. Czy priorytety nie stanowią w takim razie bariery tłumiącej naszą wolność i spontaniczność w codziennym wyrażaniu tego, kim naprawdę jesteśmy? Priorytety mają przecież sens tylko wtedy, gdy się ich trzymamy. Jeśli mamy zatem postępować według wcześniej przyjętych zasad, co stanie się z naszą wolnością? Czy ustanawiając w naszym życiu priorytety, nie ograniczamy samych siebie, narzucając sobie już zawczasu, co, w jakiej kolejności i kiedy powinniśmy robić? Wielu odnajdzie w tym niepotrzebną komplikację życiową. Życie według jakichś wcześniej ustalonych szablonów jest przecież nudne i przewidywalne. Ktoś mógłby paradoksalnie uznać, że jego priorytetem życiowym jest trzymać się z dala od wszelkich priorytetów!

Odpowiedzialność

To dziwne, że w przyjęciu pewnych życiowych priorytetów upatrujemy czasem zamach na naszą osobistą wolność i swobodę w spontanicznym wyrażaniu samych siebie, podczas gdy od innych oczekujemy, by takimi priorytetami się kierowali. Wyobraźmy sobie przez chwilę, że znajdujemy się na pokładzie samolotu. Tuż po starcie, gdy zostanie wyłączony komunikat „zapiąć pasy”, przez głośniki rozlega się głos pilota: „Witam państwa. Mówi kapitan. My tu za sterami czujemy wolność przestworzy i spontaniczność. Czeka nas wspaniała podniebna przygoda. Wiem, że wykupili Państwo bilet na określony rejs, lecz bądźmy spontaniczni. Nie dajmy się ograniczyć i zaszufladkować. Proszę się odprężyć, bo nie wiemy dokładnie, jak, kiedy i dokąd dolecimy. Za chwilę podamy przekąski i napoje, chyba że kuchnia pokładowa wpadnie na inny pomysł”. Bądźmy szczerzy. Ilu z nas w takiej sytuacji czułoby zadowolenie?
Od pilota, profesjonalisty, oczekujemy, by jego priorytetem było dostarczyć nas bezpiecznie do miejsca przeznaczenia. Od operującego nas lekarza nie oczekujemy spontaniczności i rozwinięcia skrzydeł wolności w manipulacjach skalpelem. Zdecydowanie wolimy, aby trzymał się skrupulatnie swoich priorytetów, dbając o bezpieczeństwo pacjenta, skuteczność i maksymalne ograniczenie rozległości zabiegu. Skoro nie mamy problemu z uznaniem konieczności występowania priorytetów w życiu innych ludzi, dlaczego mamy z tym kłopot w naszym własnym życiu? Moje dotychczasowe doświadczenie wskazuje na to, że istnieją (prócz zapewne wielu innych) dwa najczęstsze powody takiego stanu rzeczy.

Przyjęcie właściwych priorytetów może stać się radosnym i ekscytującym zwrotem, który umożliwi prawdziwy rozkwit wolności  i spontaniczności.

Ucieczka

Pierwszy związany jest z tym, że choć nie obawiamy się formułować i stosować własnych priorytetów, to przyjmowanie na siebie priorytetów właściwszych niż nasze stanowi już dla nas problem. Obawiamy się, że nie podołamy. Znamy przecież dobrze samych siebie. Wiemy, że nasza determinacja kończyła się w przeszłości po kilku tygodniach lub najwyżej miesiącach. Znamy te noworoczne postanowienia – wreszcie zacznę zdrowo żyć, więcej się ruszać, poświęcać więcej czasu dla rodziny, więcej czytać i rozmyślać nad Biblią. Często mają one krótki żywot. Kiedy doznamy porażki w ich realizacji, zaczynamy ciskać kamieniami w samych siebie, oskarżając się o to, że jesteśmy życiowymi nieudacznikami i słabeuszami, którzy nie mają co liczyć na osiągnięcie tego potencjału, jaki Stwórca w nas ulokował. Nie chcemy ponownie tych rozczarowań, tych bolesnych przeżyć i dlatego wolimy raczej „w miarę naszych ograniczonych sił i możliwości starać się żyć jak najlepiej” niż przyjąć na siebie życiowe priorytety w rodzaju: „Najpierw Bóg, potem rodzina, potem służba, praca zawodowa itd.” i po raz kolejny zawieść w ich wypełnianiu.

Drugi powód, dla którego nie chcemy ustalić życiowych priorytetów i trzymać się ich, wynika z błędnego przekonania, że priorytety i spontaniczność się wykluczają. To tak, jakbyśmy wraz z ustanowieniem priorytetów zainstalowali w naszym życiu ssak, którego chwalebnym zadaniem jest od tej pory wysysać z naszego życia wolność, spontaniczność i swobodę wyrażania swojej osobowości. Nic bardziej błędnego. Przyjęcie właściwych priorytetów może stać się radosnym i ekscytującym zwrotem, który umożliwi prawdziwy rozkwit wolności i spontaniczności.

Po naszej stronie

W wielu dziedzinach naszego życia zwycięstwo lub porażka mają swoje korzenie w naszym sposobie myślenia (2Kor 10:3-4). Złe wyobrażenia potrafią trzymać nas w sidłach i blokować dostęp do poznania tego, kim naprawdę jesteśmy i co naprawdę możemy w życiu osiągnąć. Dla nas, jako chrześcijan, kluczowe jest nie tylko zrozumienie ogólnej prawdy o tym, że Bóg jest dobry, ale osobiste objawienie w sercu każdego z nas, że Bóg jest dla mnie zawsze dobry i pragnie dla mnie tylko i wyłącznie dobra (Jr 29:11; Rz 8:28). Przeżycie tej prawdy i przyjęcie jej w sercu sprawia, że nawet gdy nadciągają ciemne chmury, gdy nadchodzi życiowy kryzys czy porażka, nie mamy wątpliwości, że On jest zawsze po naszej stronie. Nawet wtedy, gdy upadamy, gdy nie udaje się nam dotrzymać życiowych postanowień, Bóg pozostaje kochającym Ojcem, który jest zawsze dobry.

Jego ramiona są szeroko otwarte po to, byśmy w chwili porażki biegli do Niego, a nie jak najdalej od Niego. Tylko w ramionach Boga Ojca znajdziemy pewność, że mimo naszych upadków On nas kocha i akceptuje. Tam odkryjemy, że nie ma w Nim ani krzty potępienia w stosunku do nas. Bóg pragnie, by nasze najsłabsze strony stały się, po Jego dotknięciu, naszymi najmocniejszymi stronami. Lecz tylko w Jego ramionach, tylko w kontekście intymnej i głębokiej relacji z Nim możemy zostać wyposażeni i napełnieni Jego mocą do prowadzenia czystego i zwycięskiego życia. Zrozumienie tej prawdy jest niesłychanie istotne, ponieważ – gdy nią żyjemy – każda nasza życiowa walka przestaje być zabieganiem o Bożą akceptację, mozolnym udowadnianiem Mu, że mimo wszystko warto nas kochać. Przeciwnie, staje się spokojnym egzekwowaniem Bożego zwycięstwa. Bóg krok po kroku kształtuje nasz charakter, ucząc nas, jak nie popełniać ponownie tych samych błędów.

Z wolnego wyboru

Czy widzieliście kiedykolwiek, żeby dziecko, które właśnie uczy się chodzić, po zrobieniu kilku widowiskowych „bęc” usiadło i oświadczyło: „Nie będę już więcej próbować! Chodzenie jest nie dla mnie!”? Oczywiście, że nie! Będzie tak długo próbować, aż w końcu nauczy się chodzić bez upadków. Takiej postawy pragnie nasz niebiański Ojciec. Życie według właściwie ustawionych priorytetów nieraz będzie przypominać takie widowiskowe „bęc”. Naszym zadaniem jednak nie jest usiąść z rezygnacją i rozpamiętywać przez resztę życia, jak to się znów mogło stać. Trzeba otrzepać kolana i to, co jeszcze otrzepania wymaga, powstać i ku radości naszego Ojca próbować dalej, do skutku. Powtarzając: „Pewnego dnia będę chodzić! Pewnego dnia będę chodzić!”. Dla Boga jesteśmy ważni! On jest niesamowity! W swojej wszechmocy potrafi każdemu z nas poświęcać całą swoją uwagę i miłość.
Pamiętam, gdy niedawno przemawiałem w jednym z kościołów, Duch Święty pobudził mnie, by zapytać, czy ktoś z zebranych nosił kiedyś kolczyki ze znakiem pacyfistów. Na całej sali tylko jedna kobieta podniosła rękę. Wówczas powiedziałem jej to, co czułem, że Bóg chciał jej przekazać. Zwróciłem się do niej, mówiąc, że jej Ojciec w niebie zna ją dobrze i rozmawia o niej z aniołami. Jest dla Niego cenna i przygotował dla niej wspaniałe życie, niezwykłą służbę dla Niego, jeśli tylko będzie chodzić Jego drogami. Widziałem, jak bardzo wstrząsnęły nią te słowa. W pełni zrozumiałem głębię tego wydarzenia, gdy podeszła do mnie i powiedziała: „Mam tylko wykształcenie zawodowe, nie znam języków obcych. Zawsze byłam przekonana, że Bóg nie może użyć kogoś takiego jak ja. Od tygodnia jednak wołałam ze łzami do Boga, żeby przemówił do mnie, że jestem ważna dla Niego i że może użyć nawet kogoś takiego jak ja”. Wyobraźcie to sobie. Bóg słyszał jej płacz, pamiętał nawet, że przed laty nosiła „pacyfki”! Z Nim każdy z nas może mieć ekscytujące i wspaniałe życie.

Ożywić miłość

Klucz do przemiany naszego charakteru i do coraz skuteczniejszego postępowania według właściwych priorytetów nie leży w zintensyfikowaniu naszych ludzkich wysiłków i zmagań. Wszyscy wiemy, że są pewne dziedziny, w których zawodzimy mimo naszych dobrych chęci i wysiłków. Klucz leży w jakości naszej relacji z Bogiem. Może to brzmieć dla nas dziwnie, lecz apostoł Paweł w 2 Liście do Koryntian (3:18) uczy nas, że nasz charakter nabiera cech Chrystusa nie poprzez reżim i przymus, lecz poprzez oglądanie. Pisze, że oglądając chwałę Pana, zostajemy przemienieni na Jego obraz. Czyż to nie wspaniałe?! Dobrze znamy polskie porzekadło: „Kto z kim przestaje, takim się staje”. Gdy w naszym codziennym życiu zadbamy o to, by znaleźć czas na przebywanie w Bożej obecności, rozmyślanie nad tym, jakim On jest wspaniałym, kochanym i dobrym Bogiem, zaczniemy widzieć piękno Jego chwały. Zaczniemy dostrzegać, jak bardzo jesteśmy przez Niego kochani. To ożywi w nas jeszcze głębszą miłość do Jezusa, a wówczas rzeczy, które trudno przychodziło nam robić z „chrześcijańskiego obowiązku”, staną się stopniowo naszą naturalną, spontaniczną reakcją na zanurzenie w miłości Boga. Będziemy biec, by sprawić przyjemność i radość Temu, którego kochamy i który tak bardzo kocha nas.

Szczęśliwość?

Dlatego więc, rozumiejąc i szanując tych, którzy głoszą następującą kolejność życiowych priorytetów: „Bóg, rodzina, służba, praca zawodowa itd.”, wierzę, że to wszystko można sprowadzić do jednego priorytetu: tylko Bóg. Jeśli Bóg jest dla mnie wszystkim i jestem rozkochany w Nim bez reszty, naturalnym przejawem mojej głębokiej relacji z Nim będzie to, że będę stawał się coraz lepszym mężem i ojcem, poświęcającym efektywny czas swojej rodzinie i dbającym o jej rozwój pod każdym względem. Głębia mojej opartej na miłości relacji z Bogiem pośle mnie do tych, którym będę mógł służyć i pomagać wydobywać na powierzchnię skarby, jakie Bóg w nich ukrył. Uczyni mnie również dobrym i rzetelnym pracownikiem, studentem, uczniem, dbającym o wspaniałość wszystkiego, czego się podejmuję.

W Liście do Galacjan Paweł (4:15), opisując głębię ojcowskiej miłości Boga do nas, pisze: Cóż się tedy stało z tą waszą szczęśliwością? Ta szczęśliwość nie oznacza, że zawsze i wszędzie trafiamy w życiu w dziesiątkę. Oznacza natomiast, że chrześcijanin świadomy tego, jak bardzo kocha go Ojciec, i codziennie wkraczający z Nim coraz głębiej w relację, będzie kimś szczęśliwym, nawet w obliczu przeciwności i trudnych okoliczności. Dlaczego? Ponieważ ma poczucie całkowitego bezpieczeństwa, akceptacji i wsparcia ze strony Boga. A cóż lepiej może wypełnić żagle naszej spontaniczności i kreatywności w życiu, jeśli nie poczucie bezpieczeństwa i tego, że jesteśmy ukochanymi naszego Pana?

Radośnie odrzućmy zatem fałszywą alternatywę: „priorytety albo spontaniczność” i przyjmijmy ten jeden, najwspanialszy priorytet: „Więcej Ciebie, Panie, w moim życiu!”. Tętniąca życiem codzienna relacja z Nim otworzy przed nami pokłady spontaniczności i wolności, o jakich nawet nie marzyliśmy!