Większość z nas nie otrzymała polecenia, żeby opuścić swój dom i rozpocząć nowe życie, w tym nową pracę i służbę, w innym kraju. Czy to znaczy, że nie ma dla nas miejsca w pracy misyjnej? Mieszkając w swoim domu, nie musisz pozostać zamknięty w jednej kulturze. Z każdym rokiem przybywa okazji, by być „światowym misjonarzem” na swoim podwórku. Pan Bóg przyprowadza do nas obcokrajowców, którzy chcą żyć w naszych krajach. Rozproszenie ludności ma swoje miejsce w Bożym planie (o obcych przybyszach czytamy już na początku Starego Testamentu) i rośnie z każdym rokiem, wraz ze sposobnościami podróżowania. Coraz większe stają się potrzeby, ale także możliwości pracy misyjnej ludzi wierzących.
Migracje ludności
Istnieją różne powody, dla których coraz więcej osób przyjeżdża do Stanów Zjednoczonych i krajów Europy. Swoje ojczyzny zazwyczaj opuszczają ludzie młodzi, którzy chcą wzbić się ponad ograniczenia ekonomiczne, polityczne, społeczne, a nawet religijne własnego kraju. Taki wyjazd może się wiązać z poszukiwaniem większych możliwości kształcenia, zdobywania doświadczenia i zatrudnienia. Osoby z krajów mniej rozwiniętych często przyjeżdżają do krajów zachodnich, by podnieść swój standard życia, doznać wolności i równości obywatelskiej. Przyjezdnych do naszych krajów można podzielić na dwie grupy: stałych mieszkańców (imigranci, uchodźcy i inni) oraz mieszkańców tymczasowych (studenci międzynarodowi, pracownicy okresowi, dyplomaci, korpusy wojskowe itp.).
Witaj, obcy przybyszu!
Misja przyjechała do nas. Przedstawiciele innych narodów i kultur stoją dzisiaj w naszych progach. Wielkie posłannictwo zmieniło swój charakter. Chrześcijanie na całym świecie mają niesamowitą szansę wyciągnąć ręce do przychodniów, którzy często:
- są ciekawi, kim jest Jezus Chrystus – zazwyczaj dużo bardziej niż we własnym kraju;
- są otwarci na doświadczenie chrześcijaństwa, bo nie ogranicza ich kultura ani społeczeństwo, z którego się wywodzą;
- reprezentują grupy ludności, w których nie ma chrześcijan ani kościoła (lub kościół znajduje się we wstępnej fazie rozwoju), co znaczy, że nie ma tam również poznania Bożego Słowa;
- są bardzo mądrzy i inteligentni, ale uważani za niepojętnych, gdyż dopiero uczą się naszego języka;
- czują ogromną wdzięczność za każdy przejaw szacunku czy gościnności i są bardzo chętni, by nawiązywać kontakty, poznawać naszą kulturę;
- są potencjalnymi misjonarzami we własnych domach i we własnym społeczeństwie – szczególnie mieszkańcy tymczasowi, którzy mają ogromne pragnienie, by wrócić do swojego kraju;
- otwierają drzwi naszym kościołom do budowania relacji z nowymi narodowościami i kulturami;
- mogą być łącznikami dla przyszłych misjonarzy, którzy wybierają się do ich ojczystego kraju, by tam służyć i mówić o zbawieniu;
- będą przyszłymi liderami tego świata, ponieważ budując relacje międzynarodowe i poznając inne kultury, stają się cennymi mediatorami, nawet w sensie politycznym.
Szczególnie w Stanach Zjednoczonych liczni studenci międzynarodowi szczerze i z radością przyjmują głoszoną im ewangelię, a następnie wracają do swoich krajów już jako ambasadorzy Królestwa Niebios. Reprezentują Chrystusa jako profesjonaliści, wykształceni i doświadczeni pracownicy. Kościół na świecie rozrasta się w sposób, o jakim nie marzyliśmy.
Większość z nas nie otrzymała polecenia, żeby opuścić swój dom i rozpocząć nowe życie, w tym nową pracę i służbę, w innym kraju. Czy to znaczy, że nie ma dla nas miejsca w pracy misyjnej?
Misja dla każdego
Jako naśladowcy Jezusa Chrystusa powinniśmy zauważyć, jakim błogosławieństwem dla naszego powołania są biblijni obcy przybysze. Bez większych kosztów i wyzwań możemy zwiastować ewangelię aż po krańce świata – za pośrednictwem tych, którzy do nas przybyli. W tej służbie misyjnej mogą brać udział wszyscy członkowie naszych wspólnot – dzieci, młodzież, pracujący, renciści, emeryci, nawet chorzy, a nie tylko ci, którzy mieliby siły i odwagę wyruszyć do innego kraju. Studenci międzynarodowi i inni obcokrajowcy w naszym otoczeniu stanowią poważny test dla misji i wizji kościoła. Jeśli byłeś misjonarzem za granicą, teraz masz okazję kontynuować pracę w swoim kraju. Ci, którzy marzyli o misjach w dalekich zakątkach świata, dzisiaj we własnym domu mogą prowadzić służbę wśród tych, którzy z tych zakątków przybyli.
Boże polecenie
Bóg wielokrotnie instruuje swój lud, by z miłością troszczył się o trzy grupy ludzi, które często są marginalizowane: wdowy, sieroty i obcych przybyszów. W 3 Księdze Mojżeszowej (19:33-34) Bóg zachęca Izraelitów, by traktowali obcych jak tubylców, kochali ich jak siebie i nie zapominali, że kiedyś sami byli przybyszami w Egipcie. W Nowym Testamencie Bóg przypomina przez swojego Syna, a później przez apostołów, by nie zapominać gościnności (np. Mt 25:35, Rz 12:13, Hbr 13:2).
Współczesne Dzieje Apostolskie
Dzieje Apostolskie opowiadają wiele historii o obcych przybyszach, którzy doświadczyli Bożej łaski, będąc z dala od domu. Jerozolima, centrum świata śródziemnomorskiego, była pełna przejezdnych, odwiedzających i podróżników. Boży Kościół narodził się w samym centrum mieszania się kultur i języków (Dz 2:5). Nasze miasta dzisiaj również stają się coraz bardziej różnorodne, granice i odległości przestały być problemem. W 8 rozdziale tej księgi czytamy o etiopskim dworzaninie, który, wracając z Jerozolimy, próbował zrozumieć pisma Izajasza. Potrzebował Filipa, który, posłany przez Boga, wytłumaczył mu Słowo, ochrzcił go i pozwolił mu kontynuować podróż. Wielu uważa, że dzięki temu przybyszowi ewangelia dotarła do Etiopii już w I wieku naszej ery. Podobnie i dzisiaj niezliczona rzesza studentów międzynarodowych, dyplomatów i innych odwiedzających nasze kraje po raz pierwszy usłyszała, jak dobry jest Bóg. Ilu z nich spotka na swojej drodze takich Filipów, którzy wytłumaczą im Słowo, by ci mogli z radością udać się w dalszą drogę (Dz 8:39)?
Misja przyjechała do nas. Przedstawiciele innych narodów i kultur stoją dzisiaj w naszych progach.
Buntownicy i biznesmeni
Saul z Tarsu, uczeń Gamaliela z Jerozolimy, chciał się udać do Damaszku, by tam prześladować chrześcijan, gdy na jego drodze stanął sam Jezus (Dz 9). W rezultacie z prześladowcy stał się jednym z największych głosicieli prawdy o Zbawicielu. Znany jest nam jako apostoł Paweł. Podobnych jemu jest dzisiaj mnóstwo – to ci przybysze, którzy nie chcą słuchać o chrześcijaństwie, burzą się na nie i zwalczają je, nawet we własnym umyśle. Pomyśl, jak cennymi ludźmi mogą się stać, jeśli tylko przyjmą ewangelię. Ten sam Paweł znalazł się pewnego dnia w Filippi, głównym mieście w Macedonii, zaraz po tym, jak Pan Bóg zabronił mu wyruszyć „na misję” do Azji. W Filippi poznał Lidię z Tiatyry, miasta w Azji Mniejszej, która przyjęła Boże Słowo i sama stała się narzędziem w Bożych rękach. Można podejrzewać, że Lidia, bizneswoman tamtych czasów, kobieta prowadząca działalność międzynarodową, wzięła dobrą nowinę ze sobą do domu – miejsca, do którego wcześniej Paweł nie mógł się udać. Dyplomaci, biznesmeni i potentaci handlowi są dzisiejszą „Lidią”. Docierając do nich, docieramy do najdalszych zakątków świata, do których być może Bóg nie chce, żebyśmy się sami udawali.
Wojskowi i dyplomaci
Piotr otrzymał od Boga wizję, która uświadomiła mu, że poganie nie są nieczyści w Bożych oczach (Dz 10). Stało się to, gdy Piotr miał się udać do rzymskiego zwierzchnika, Korneliusza, który przebywał w Cezarei. Bóg już wcześniej przygotował tego obcokrajowca, razem z jego rodziną i podwładnymi, na ewangelię, którą mieli usłyszeć od Piotra. Większość z nas nawet nie ma świadomości, jak wielu wojskowych z innych krajów przebywa w naszej ojczyźnie. Reprezentują swoje narody lub zdobywają doświadczenie. Wiedzą, czym jest walka, wiedzą też, co znaczy bronić tego, w co się wierzy. Wielu z nich ma serca już przygotowane na ewangelię. Musimy nauczyć się zachęcać ludzi, by następnie móc ich uwolnić do kontynuowania tej misji i wysyłać tam, gdzie są potrzebni. Pryscylla i Akwila pochodzili z Rzymu, ale kiedy mieszkali w Efezie, poznali Apolla z Aleksandrii w Egipcie. Byli gościnni i oddani nauczaniu, tłumaczeniu, zachęcaniu i motywowaniu. Ich służba stała się błogosławieństwem dla dalszej pracy Apolla.
Módlmy się o mądrość i prowadzenie, a także o potwierdzenie od Boga, jak pomagać obcokrajowcom w naszym kraju z odpowiednią wrażliwością i siłą. Niektórzy przybysze mogą czuć się utrudzeni i opuszczeni, jak ci, o których pisał Mateusz (Mt 9:36). Są jak owce bez pasterza. Potrzebują przyjaciela, który pomoże im się zaaklimatyzować w obcym środowisku. Pozwólmy, żeby Pan Bóg splatał nasze drogi z ludźmi i organizacjami, które potrzebują naszego wkładu. Jeśli wokół ciebie nie ma organizacji zajmującej się obcokrajowcami, módl się, żeby Bóg bezpośrednio na twojej drodze stawiał obcego przybysza. Obecność przedstawicieli innych państw i kultur w naszym kraju jest zamierzeniem wiernego Boga i częścią Jego planu, by czynić uczniami wszystkie narody. Mamy ten przywilej, że na wzór Chrystusa w praktyczny sposób możemy okazywać innym gościnność i miłość oraz dzielić się z nimi tym, co najlepsze – relacją ze Zbawicielem.