Estella Korzeń: Pragnieniem waszej grupy baletowej jest wywyższać Boga poprzez Wasze spektakle. Skąd czerpiesz inspiracje, kiedy piszesz choreografię?
Jiri Sebastian Voborsky: Moją pierwszą choreografią był taniec „Burlap To Kashimire” (Od łachmanów do jedwabiu). W 2001 r. Bóg położył mi na sercu, żeby napisać choreografię, która będzie opowiadać konkretną historię. Do tej pory Ballet Magnificat! przede wszystkim przedstawiał układy taneczne. Zaryzykowaliśmy i postanowiliśmy przedstawić spektakl. Napisałem wtedy sztukę pt. „Deliverence” (Wyzwolenie) – spektakl oparty na historii Mojżesza. Gdy nad tym pracowałem, dotarłem do momentu, gdzie Morze Czerwone się rozstępuje i Mojżesz przechodzi przez nie suchą stopą. Zacząłem zadawać pytanie: Boże w jaki sposób przeniesiemy to na scenę? Gdy się o to modliłem i słuchałem muzyki, czułem, że Pan Jezus mówi do mnie: „Nie martw się o morze. Pokaż moją miłość. Jestem tym, który toruje drogę. Jestem Drogą do Ojca”. Więc w miejscu, gdzie miała być scena z przejściem przez morze, nagle pojawiała się scena ukrzyżowania. Jezus wchodzi z krzyżem. Połączyliśmy to w ten sposób, że Mojżesz jest wyzwolicielem Izraelitów, a Jezus jest wyzwolicielem całej ludzkości. To była moja pierwsza choreografia do konkretnej historii. Od tego czasu zacząłem w niezwykły sposób doświadczać Boga i Jego działania.
Jak wygląda twoja codzienna praca nad każdym nowym przedsięwzięciem?
W pracy nad kolejnym baletem przychodzę do studia wcześnie rano, gdy nie ma nikogo. Jesteśmy tylko ja i Jezus. To mój najcenniejszy czas intymności z Nim. Pan Bóg mówi do mnie i daje mi różne pomysły. Radością pracowania z Ballet Magnificat! jest to, że ludzie zarażają się wizją i ta wizja się rozrasta. Zespół dołącza do niej, wnosząc pomysły odnośnie do kostiumów, ustawienia sceny itd. Potem mamy wiele prób. Kiedy jesteśmy już gotowi przedstawić daną historię i kiedy robimy to po raz pierwszy – zawsze modlimy się, by Bóg tchnął swego Ducha w ten spektakl. Wtedy widzimy, jak życie innych ludzi zostaje przemieniane. To niesamowite! To daje też ogromną satysfakcję: móc zobaczyć, że Bóg postanowił nas użyć. On wybiera, by używać nas, by tchnąć swoje życie i miłość w widzów. Jak w każdym projekcie, pojawiają się i „doliny”. Doliny, w których występuje zniechęcenie lub niemożność jasnego dostrzegania dalszej drogi. Wtedy pytam: „Którą drogą mam iść, Boże?”. Ale Bóg jest wierny i zawsze jest blisko. On nas widzi. On ma plan. Wszystko, czego w takich momentach potrzebuję, to Mu zaufać. Widzowie nie muszą zauważać postępów, które robimy. Widzą ostateczny „produkt”. Jednak to właśnie proces przygotowania przedstawienia jest tym „biciem serca” baletu. Sposób, w jaki radziliśmy sobie z wyzwaniami, jest efektem tego, jak pielęgnowaliśmy relację z Bogiem. Dla mnie osobiście tym „biciem serca” jest przebywanie z Bogiem, słuchanie Jego głosu, gdy pracuję, ciągłe poszukiwanie Jego woli.
Czy wszyscy rozumieją duchowy przekaz danego spektaklu?
Gdy myślę o historii biblijnej, którą moglibyśmy zatańczyć, chcę, by jej przekaz był zawsze jasny i zrozumiały. Byłem nieraz oskarżany przez innych choreografów, że moje sztuki są bardzo proste, że nie są zbyt artystyczne. A ja myślę, że to jest właśnie komplement. Jestem przekonany, że jako chrześcijańska firma musimy mieć jasne przesłanie o tym, co chcemy zakomunikować i o Kim mówimy. Nie chcemy pozostawiać ludziom miejsca na wiele różnych interpretacji. Nie mówimy o nikim innym, jak tylko o Jezusie.
Pracujesz z Ballet Magnificat! prawie 20 lat. Jak widzisz przyszłość tej grupy, za której rozwój jesteś odpowiedzialny?
Sposób, w jaki kieruję zespołem różni się od sposobów kierowania zespołami przez innych dyrektorów artystycznych. Wkładam wiele energii, by między nami panowała jedność – również na scenie. Byśmy byli ze sobą dokładnie zsynchronizowani. Ale zauważyłem, że nie można być pod względem technicznym zgranym, jeżeli nie ma między nami duchowej jedności. Podróżujemy średnio 2 tygodnie w miesiącu. W kontekście rozwoju, jest to absolutnie najważniejsze, żebyśmy kochali siebie nawzajem Bożą miłością. Byśmy byli szybcy w przebaczaniu. Szybcy we wprowadzaniu korekty. By to wypływało z miłości. Muszę powiedzieć, że to szczególny i cudowny dar, że ta grupa prawdziwie kocha siebie nawzajem. Można to zauważyć na scenie, że troszczymy się jeden o drugiego. Nie jest to sztuczne, odgrywane na pokaz, ale szczere.
Widzę w waszych tancerzach ogromny zapał. Czy szybko się uczą?
Wielu z naszych tancerzy jest bardzo młodych, tańczy ponad swoje możliwości, jak na swój wiek. Przykładowo: spektakl „Bezpieczna kryjówka”, to wyjątkowo trudna historia. Gdy podejmujesz się tematu II wojny światowej, rezultaty są albo świetne, albo tragiczne. W tym temacie nie ma czegoś neutralnego. Dlatego, żeby się lepiej przygotować, razem oglądaliśmy film Lista Szindlera. Chcieliśmy zobaczyć jak to wyglądało podczas wojny, jaka była atmosfera. Jak to jest być osobą żydowskiego pochodzenia w tym czasie? Na 25-lecie Ballet Magnificat! połączyliśmy obie nasze firmy Alpha, Omega oraz firmę trenerską, w której szkolimy tancerzy, żeby przedstawić sztukę „Snow Queen” (Królowa śniegu). To największe przedstawienie baletowe, jakie do tej pory napisałem. Bierze w nim udział 100 tancerzy. Częściowo oparte jest na bajce H. Ch. Andersena, ale w pewnym sensie celowo zmieniłem ją, by była to chrześcijańska opowieść. Nad tą sztuką pracowaliśmy przez 12 miesięcy. Absolutnie zapiera nam dech w piersi, gdy oglądamy ją na próbach. Moim pragnieniem jest, byśmy mogli przedstawić tę historię tutaj, w Europie. Nie mówię tego, by się chwalić, ale jestem wdzięczny Bogu za sztukę, którą nam podarował.
Radością pracowania z Ballet Magnificat! jest to, że ludzie zarażają się wizją i ta wizja się rozrasta
W jaki sposób wplotłeś ewangelię w sztukę „Królowa śniegu”?
Gerda przechodzi przez miejsce, w którym są trzy elementy: woda, ogień i wiatr. Gdy woda wkracza na scenę, słyszymy słowa Pisma Świętego: Ja jestem wodą żywą, kto napije się wody, którą ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki (Ew. św. Jana 4:14). Potem ogień i słowa: Ja jestem światłością świata (Ew. św. Jana 8:12). A gdy pojawia się wiatr, wraz z nim również słowa: Ja jestem Duchem Świętym, mimo, że mnie nie widzisz, jestem zawsze z tobą (zob. Ew. św. Jana 16:7; 4:24). Wtedy następuje taniec tych trzech elementów. Te trzy elementy idą Gerdzie z pomocą. Razem symbolizują Jezusa. Jezus walczy za nią. To On pokonuje Królową. W tej sztuce muzyka w całości jest instrumentalna. Nagraliśmy także całą ewangelię, która jest narracją do ostatniego utworu. Każda osoba, która ogląda sztukę, usłyszy ją. Odczuliśmy, jak potężnym Bożym narzędziem jest ta historia, gdy przedstawiliśmy ją w Jackson, mieście, w którym jest nasza siedziba. To moje marzenie, by móc przedstawić „Królową śniegu” na całym świecie. Jednym z moich marzeń jest móc tak dotknąć ludzi, by poruszyć ich serca tym, co jest wieczne.
Większość waszych widzów to osoby, które nie poznały jeszcze Chrystusa osobiście?
Kocham te momenty, kiedy wiem, że ludzie przyszli zobaczyć spektakl baletowy, a otrzymują coś o wiele większego! Często przedstawiamy nasze spektakle w kościele, i to jest dobre, ale bycie w miejscach stricte pozakościelnych jest jeszcze lepsze. Przedstawianie sztuk w Europie również ma szczególny wymiar. Ludzie tutaj bardziej rozumieją sztukę, są otwarci słowa, muzykę i taniec. W Ameryce ważniejszy jest sport. Być może nie wszyscy widzowie od razu otwierają się na Boga, ale jestem przekonany, że odczuwają Bożą obecność na spektaklach. Gdy pójdą do domów, Duch Święty będzie mógł wykonać pracę w ich sercach, której nikt inny nie może zrobić, poza Nim. Jestem ogromnie Bogu wdzięczny, że możemy mieć w tym udział. Możliwość, by powrócić do Europy z tak niezwykłą grupą ludzi i możliwość przedstawienia historii, która zmienia ludzkie życie, jest bezcenna.
Taniec nie jest ograniczony językiem danego narodu. Można przekazać przez niego myśli, emocje, opowiedzieć historię bez słów. Co jeszcze doceniasz w tańcu?
Taniec wymaga wiele dyscypliny. W moim życiu jest to połączone: dyscyplina w tańcu z dyscypliną w mojej osobistej relacji z Bogiem. Staram się mieć tyle samo dyscypliny w relacji z Bogiem, ile mam jej w tańcu. W studiowaniu Pisma Świętego, modlitwie, spędzaniu czasu na słuchaniu Boga. Zauważyłem, że gdy wyjeżdżam na wakacje i nie muszę wtedy trenować, mój rozwój duchowy zwalnia tempo. Gdy to zauważyłem, zacząłem pytać Pana Boga, dlaczego tak jest? Bóg odpowiedział mi, że jeżeli nie pilnuję dyscypliny w swoim ciele, trudno mi będzie zdyscyplinować się w duchu. Cały czas się w tym rozwijam i uczę. Balet pomaga mi przybliżać się do Boga w sensie duchowym.
Czy w trasę, w której przedstawiacie spektakle, często zabierasz swoją rodzinę?
Moja żona, Cassandra również tańczyła z Ballet Magnificat! Jeździliśmy razem przez 12 lat. Gdy urodził się nasz pierwszy syn, podróżowaliśmy przez 3 lata wraz z nim. Jednak było to niezwykle trudne. Podczas przedstawienia niania opiekowała się nim na zapleczu, a my występowaliśmy. Potem narodził się nasz drugi syn. W modlitwie Bóg pokazał nam, że przenosi nas w do nowego obszaru funkcjonowania: do nauczania i tworzenia choreografii. Cassandra jest dyrektorem przygotowującym program szkoleniowy dla nowych tancerzy. Ma niezwykłą możliwość dobrego oddziaływania na wszystkich młodych ludzi, którzy z nami są. Jej celem jest nakierowanie ich wzroku na Chrystusa, by w pierwszej kolejności byli Mu oddani całym sercem. Ona rozumie także moje wyzwania na wyjeździe. Wie, jak się modlić o nas. Dziękuję za to Bogu, że odczuwam jej wsparcie, pomimo że nie ma jej z nami fizycznie. Dziękuję też Bogu za Skype [śmiech]. Możemy być na bieżąco z tym, co się u nas dzieje.
Czy jest może coś, co Bóg pokazał Ci odnośnie Polski, lub sam zobaczyłeś coś szczególnego tutaj?
Dwa lata temu przyjechaliśmy do Polski tuż po rozbiciu się prezydenckiego samolotu. Byłem przekonany, że Bóg wysyła nas do waszego kraju. Mocno odczuwałem, że Bóg daje nam przesłanie, w którym mówił: Ten kraj doświadczył wiele ucisków. II wojna światowa tutaj się toczyła. Bóg mówił też: „Mimo że straciliście swojego lidera, ojca narodu, prezydenta, wasz Ojciec Niebieski – Bóg jest zawsze z wami i nigdy was nie opuści, On nie umrze”. Smutek i żałoba mogą zostać zastąpione nadzieją, którą daje nam Bóg. Zawsze, gdy naród doświadcza jakiejś tragedii, coś się zmienia. Gdy tańczyliśmy przedstawienia na placach starego miasta w Gdańsku, setki przypadkowych przechodniów zatrzymywało się. Gdy przyjeżdżaliśmy do Wschodniej Europy, do Polski czy do byłej Czechosłowacji, widziałem, jak Bóg kontynuował swoje dzieło odnawiania was, jako narodów. Widziałem, jakby Bóg zdejmował twarde skorupy, którymi były otoczone ludzkie serca, by te stawały się coraz bardziej otwarte na ewangelię. Obecnie po występach w Polsce ludzie podchodzą i pytają: „Jak dokładnie Jezus zmienił twoje życie? Co miałeś na myśli, mówiąc, że cię wypełnił?”. Szukają. To jest niewiarygodne, ten głód Boga.
Możesz mieć inspirujący wpływ na wielu ludzi…
Współpracując z Bogiem zwyczajnie nie da się myśleć, że nie masz wpływu na innych. Jeżeli wykonujemy Bożą wolę, działanie każdego z nas składa się razem na większy obraz. Każdy dzień się liczy. Bóg używa nas do swoich celów. Wszystko, co musimy robić, to być Mu posłusznymi. To Jemu musimy ufać pod względem rezultatów. On jest tak twórczy i tak niesamowity, że doprowadzi do końca to, co rozpoczął. Bycie tutaj, w Europie, jest dla mnie niesamowitym zaszczytem.
Spektakl „Bezpieczna kryjówka” mówi o narodzie żydowskim. Czy mieliście okazję przedstawić go również w Izraelu?
Tak, mieliśmy przywilej być z Izraelu. Był to jeden z bardziej niezwykłych wyjazdów. Przedstawiliśmy ten spektakl głównie dla osób, które przeżyły Holokaust. W Nazarecie tańczyliśmy dla około 600 z nich. Zjechali się z całego kraju. To było niezwykłe przeżycie. Ale równie potężne było, gdy w Hajfie tańczyliśmy dla trzydziestu osób. Obserwowałem widownię i była tam jedna kobieta, która na początku przedstawienia wstała i stała przez cały spektakl. Kiedy skończyliśmy sztukę, jedna z naszych tancerek, Hannah, która jest Niemką weszła na scenę i wypowiedziała słowa: „W imieniu mojego narodu pragnę Was poprosić o przebaczenie za to, co Wam zrobiliśmy”. Widownia zamarła, a wówczas Hannah uklękła i zaczęła się modlić. Pewien starszy pan powoli wstał, wszedł na scenę, podszedł do niej, schylił się i podniósł ją. Ze swoim silnym hebrajskim akcentem powiedział „Przebaczamy wam”. I nastąpił przełom, którego nie jestem w stanie opisać. To była fascynująca podróż.