Anna Jamróz niedawno zakończyła swoją roczną kadencję jako Miss Polski. Na wyborach Miss Świata spośród ponad stu najpiękniejszych kobiet z różnych krajów znalazła się w pierwszej szesnastce. Dla wielu nadal pozostaje najpiękniejszą Polką i wszyscy są ciekawi, jak dalej potoczy się jej życie. Ma 22 lata i świat stoi przed nią otworem. Czytelnikom „Naszych Inspiracji” Ania opowiada o tym, jak trafiła na podium, jak wygląda polski konkurs piękności „od kuchni” i czy jest w tym wszystkim miejsce dla Ducha Świętego.
Jak to się stało, że studentka z Pomorza, Anna Jamróz, dzisiaj jest znana jako Miss Polski?
Już wcześniej pracowałam trochę jako modelka. Pewnego razu, gdy brałam udział w pokazie mody, zwrócił na mnie uwagę pan Gerhard Parzutka von Lipiński. Bardzo mnie namawiał do wzięcia udziału w konkursie, ale wtedy nie byłam do tego przekonana. Obiecałam, że się zastanowię. W międzyczasie on otworzył mi drzwi do prestiżowych pokazów. Dzięki niemu mogłam wziąć udział w Sopot Fashion Day, co było dla mnie bardzo ważne. Nie tylko ze względu na rangę tego wydarzenia. To właśnie tam usłyszałam, jak jedna z modelek poruszyła na forum temat Ducha Świętego. Oczywiście od razu zwróciło to moją uwagę. Przysłuchiwałam się i byłam pod wrażeniem, jak ta dziewczyna mówiła ludziom ewangelię. Podeszłam do niej, porozmawiałyśmy, nawet miałyśmy okazję razem się pomodlić. To było wyjątkowe. Wtedy chyba zdecydowałam, że wezmę udział w konkursie Miss. Po części z wdzięczności dla pana Gerharda, który wiele dla mnie zrobił.
I trafiłaś na wybory regionalne…
Tak, chociaż zdążyłam jeszcze z nich zrezygnować! Konkurs był dla mnie bardzo krępujący i dziwny. Nie byłam przyzwyczajona do tego typu pracy. Ostatecznie jednak dojechałam na ostatni dzień zgrupowania i potem sprawy potoczyły się bardzo szybko. Wtedy chyba dziewczyny źle mnie odebrały – przyjechałam na ostatni dzień, nie zależało mi na tytule aż tak jak im. Niesamowite było to, że trafiłam do pokoju z dziewczyną w miarę życzliwą, która – jak się okazało – też była chrześcijanką. Byłam w szoku, że Pan Bóg pozwolił nam się spotkać, byśmy mogły być dla siebie zachęceniem.
Wtedy już wiedziałaś, po co tam jesteś?
Nie do końca. Cały czas pytałam Boga, czy mam dalej brać w tym udział. Wiązało się to z nowymi dylematami, wiadomo – stroje kąpielowe i tego typu rzeczy, które chrześcijanom mogą się wydawać niestosowne. Moją główną obawą było właśnie to, jak odbiorą to chrześcijanie. Jednak po półfinałach trafiłam na konferencję chrześcijańską, gdzie miałam trochę wytchnienia i więcej czasu, by rozmawiać z Bogiem. Nikt nie wiedział, że biorę udział w wyborach, i nie miałam zamiaru nikomu o tym mówić. I właśnie tam, w czasie konferencji, pewna kobieta wyszła do przodu i, pokazując na mnie, powiedziała, że Bóg widzi we mnie szlachetność i chce mnie wywyższyć. Dodała też, że może trudno mi się teraz modlić, ale Bóg mnie słyszy i chce mi potwierdzić, że jestem na dobrej drodze. Oczywiście od razu się rozpłakałam i może dziwnie to zabrzmi, ale wtedy już wiedziałam, że wygram. Wiedziałam, że jeżeli Bóg chce mnie posłać dalej, to tylko po koronę.
To prawda, że gdy zakładam koronę, ludzie często patrzą na mnie z góry. Jednak uszczypliwe komentarze nie sprawiają mi już przykrości. Wiem, kim jestem, i wiem, jak Bóg działa w moim życiu.
A więc sam Bóg potwierdził ci, że to twoje miejsce?
Dzisiaj mówię o tym spokojnie, ale wtedy to bardzo dotknęło mojego serca. Nagle odkryłam, że idę w dobrym kierunku, i przestałam się martwić, co pomyślą o mnie ludzie. Wiedziałam, że Bóg ma plan. Na dodatek Bóg przemówił wtedy do mnie w sposób bardzo osobisty. Pewna osoba, zupełnie nie wiedząc o moich kompleksach i problemach, powiedziała, że mam piękny nos i Bóg każe mi go zostawić w spokoju. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że będzie to dla mnie ważne. Później szybko okazało się, jak kluczowe były to słowa. Na wyborach inne dziewczyny, śmiejąc się ze mnie, powiedziały, że mam nos jak Michael Jackson. Pan Bóg wyprzedził tę sytuację; dzięki tej wcześniejszej wypowiedzi mogłam zignorować komentarze i nie przejmować się.
Naprawdę takie komentarze usłyszałaś?!
Niestety, zdarzają się takie złośliwości. Oczywiście wiemy, że wiąże się to z zazdrością, rywalizacją… ale Pan Bóg pomógł mi przez to przejść. Wiedziałam, że jest ze mną. Na początku dotykały mnie trochę komentarze w Internecie dotyczące mojej osoby, ale prosiłam Pana Boga, żeby mnie ochronił. Żebym się tym nie przejmowała. I to jest cud, dlatego że Bóg to zabrał. Po prostu z dnia na dzień uwolnił mnie od takich zmartwień. To prawda, że gdy zakładam koronę, ludzie często patrzą na mnie z góry. Jednak uszczypliwe komentarze nie sprawiają mi już przykrości. Wiem, kim jestem, i wiem, co Bóg robi w moim życiu. On w cudowny, natychmiastowy sposób uwolnił mnie od zamartwiania się.
Marzyłaś, żeby zostać Miss Polski?
Myślę, że kiedyś miałam do tego tytułu taki stosunek jak większość ludzi – bardzo lekceważący. Chyba sama byłam zdania, że Miss nie ma zbyt wiele do powiedzenia, jest próżna. Pomyślałabym – jak można w ogóle startować w czymś takim, czy im się wydaje, że są takie piękne, żeby się tak wywyższać… Wydaje mi się, że dużo osób tak sądzi. Teraz patrzę z innej perspektywy i to chyba podstawowa rzecz, którą Bóg we mnie zmienił przez ten czas – nauczył mnie nie oceniać. Jako ludzie, ale myślę, że chrześcijanie przede wszystkim, zbyt łatwo oceniamy innych. Najłatwiej jest nam oceniać ludzi bogatszych, wysoko postawionych, nie lubimy tych, którym coś się udało. To, kim teraz jestem, nauczyło mnie pokory, żeby nie oceniać ludzi za to, kim są i co osiągnęli. To niedorzeczne, że musimy takie rzeczy w ogóle tłumaczyć – że wysoka pozycja nie jest objawem czyjejś próżności czy egoizmu. Warunki życia być może się zmieniają, ale ludzie są ludźmi. Nadal potrzebują zachęcenia, dobrego słowa, przyjaciół.
Inaczej teraz patrzysz na innych – a na siebie?
Skłamałabym, gdybym powiedziała, że jestem taka sama i moje życie jest takie samo. Bo nie jest. Dzisiaj nie martwię się, co ludzie o mnie powiedzą, nie pokładam swojego poczucia wartości ani bezpieczeństwa w tym, jak wyglądam. Zmieniło się moje patrzenie na ludzi w show-biznesie. Stałam się silniejsza, odważniejsza, nie boję się mówić, występować publicznie. Wierzę, że cała ta przygoda była dla mnie egzaminem. Bardzo łatwo można było wejść do tego światka, zapomnieć o Bogu, rzucić się w wir światowych możliwości, pieniędzy, fleszy… Szybko oceniamy ludzi, którzy się temu poddają, ale wiem, jak silna może być presja w tym środowisku, presja menadżerów. Niektórym osobom wydaje się, że ten świat jest łatwiejszy. Nie wiem. To nie dla mnie. Dzięki Bogu, nie dałam się. Z całą moją rodziną modlimy się o ochronę i mądrość dla mnie. Nie jestem w tym sama. Dużo ludzi modli się o mnie i wierzę, że to ma znaczenie. Dlatego też nie wiążę z tym wszystkim zbyt wielkich nadziei ani swojej przyszłości. Gdyby ktoś zagroził mi odebraniem tytułu ze względu na wartości, w które wierzę, nie zawahałabym się. Wiem, co jest naprawdę ważne.
Pan Bóg jest nadrzędną wartością w moim życiu. Wierzę, że Pan Bóg ma plan dla mnie, dla mojego życia, i wiem, że nie muszę być piękna, żeby On mógł ten plan realizować
Ale cieszysz się wygraną?
Oczywiście. Jak już wcześniej wspomniałam, jestem pewna, że Bóg postawił mnie w tym miejscu w konkretnym celu. Nie sądzę, żeby otworzył przede mną te możliwości dla mojej własnej satysfakcji. Bóg nie działa w ten sposób i bardzo się cieszę, że chce mnie użyć. Ta praca jest ciekawsza od pracy modelki choćby dlatego, że firma Miss Polski sama przykłada wagę do tego, aby wszystkie Miss reprezentowały swój tytuł godnie. Organizatorom zależy na pokazaniu kobiety z klasą, kobiety eleganckiej i szlachetnej. Nie muszę się zmagać z dylematami, czy dany strój wypada mi nosić. Mam w tym też dużo wolności. Mogę promować firmy albo działania, z którymi sama się zgadzam, które chciałabym wspomóc. Nie było jeszcze takiej sytuacji, aby postawiono mnie pod murem lub żebym musiała specjalnie czegoś odmawiać. Myślę, że zawód modelki jest dużo trudniejszy w tym kontekście. Modelka nie ma zbyt wiele do powiedzenia, Miss natomiast może mieć swoje zdanie. Może się wypowiadać na ważne tematy. Powiem szczerze, że moja obecna rola nie była nigdy dla mnie obciążeniem. A nawet powiedziałabym, że doceniam to, że ludzie chcą mnie słuchać.
Czy Miss Polski może mówić innym o Bogu?
Rozmawiam o swojej wierze i swoich wartościach z innymi Miss, z ludźmi wokół. Co najciekawsze, zazwyczaj nie muszę sama zaczynać tego tematu. Pan Bóg jest nadrzędną wartością w moim życiu. Wierzę, że widać to w zwykłych sytuacjach, bo ludzie sami pytają. Najczęściej pytają o moich rodziców, bo uważają, że muszę mieć dobrą rodzinę, skoro potrafię być taka, jaka jestem. To oczywiście jest prawdą, ale daje mi też możliwość odwołać się do Boga. Bardzo często mam szansę o Nim mówić. Mówię ludziom, że jestem z rodziny chrześcijańskiej, że żyjemy zgodnie z Biblią. Miłym zaskoczeniem był dla mnie wywiad dla magazynu „Prestiż”, który zatytułowano Miss z Biblią w torebce. To mnie bardzo ucieszyło, bo rozmowa o Bogu i Biblii wyszła zupełnie spontanicznie. Cieszę się, że właśnie to było tak istotne dla dziennikarza, iż odniósł się do tego nawet w tytule.
A co na to twoja rodzina?
Wszyscy mnie bardzo wspierają. Mój kochany tatuś wspierał mnie najbardziej od samego początku. Dużo się o to modlił i pytał Boga o właściwy kierunek. On jako pierwszy zaczął zadawać poważne pytania. Ostatecznie, gdyby nie tata, to nie wiem, czy odważyłabym się na ten krok. On jest dla mnie wielkim autorytetem i jego wsparcie było dla mnie bardzo ważne. Oczywiście mama też mnie wspierała, ale ona też najbardziej się o mnie bała. Nie dziwię się jej. Kiedy Bóg zaczął konkretnie odpowiadać na nasze modlitwy, byliśmy w tym jednością. Wspierali mnie także siostra z mężem. Są dla mnie prawdziwymi przyjaciółmi. Nasza rodzina jest bardzo zżyta ze sobą. Mój tato dba o to, jest bardzo troskliwym człowiekiem. Z początku obawiałam się, czy moje wartości nie zostaną wystawione na próbę. Jednak w rzeczywistości tak nie było. Mój szef, pan Gerhard, wie, że Bóg jest w moim życiu najważniejszy, i bardzo to szanuje. Myślę, że po części to mu się podoba. Wie, że gdybym musiała podjąć jakąś trudną decyzję, wybrałabym zgodnie ze swoim sumieniem. Mam prawo się nie zgodzić na pewne zdjęcia czy układy. Zarazem nie znalazłam się jeszcze w sytuacji, w której miałabym taki problem. Może ludzie, z którymi pracuję, już wiedzą, że nie zgodziłabym się na pewne rzeczy.
Sprawiasz wrażenie osoby bardzo spokojnej. Masz do tego dystans?
Cieszę się, że tak mnie odbierasz. Mam nadzieję, że tak właśnie jest. To Boża łaska, że nie stawiam tego na jakimś podium. Wybory i uroda nie są dla mnie wszystkim. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że nie mają znaczenia, bo jest to teraz moja praca. Chcę być dobra w swojej pracy, chcę ją wykonywać dobrze. Ale nie opieram na tym wszystkim swoich nadziei, nie po to żyję. Miałam różne etapy w swoim życiu. Jako nastolatka zadawałam dużo pytań. Nie podawałam w wątpliwość mojej wiary czy wartości, ale chciałam sama pewne rzeczy zrozumieć. Buntowałam się, bo nie rozumiałam Biblii, i choć dzisiaj też nie wszystko rozumiem, to wiem, że mogę Bogu ufać. Gdyby nie Bóg, zapewne nie potrafiłabym cieszyć się z tego, gdzie dzisiaj jestem. Gdyby nie Bóg, pewnie skupiałabym się na wszystkich mankamentach, przejmowałabym się, co ludzie mówią czy piszą, przeżywałabym każdą krytykę. Dziękuję Bogu za moją rodzinę, która mnie wspiera, która się modli, która jest blisko. Wiem, że ich ochrona i bezkompromisowość mają ogromny wpływ na moje życie.
A jaka jest przyszłość Miss Polski?
Marzę o życiu z Bogiem. Naprawdę. Chcę, żeby był zawsze na pierwszym miejscu w moim życiu. I marzę o prostych, najważniejszych rzeczach – znaleźć odpowiednią osobę na całe życie, założyć rodzinę… Właśnie do tego chciałabym dostosować inne sfery mojego życia. Myślę, że od tego będzie zależało, co będę robić nawet zawodowo. Niektóre Miss może rzeczywiście pokładają swoją ufność w tym tytule i budują swoje poczucie wartości na konkursie, na swojej urodzie. Trudno patrzeć, jak ludzie próbują sobie radzić bez Boga. Wierzę, że Pan Bóg ma plan dla mnie, dla mojego życia, i wiem, że nie muszę być piękna, żeby On mógł ten plan realizować. Teraz studiuję prawo, w międzyczasie może rozpocznę jeszcze inny kierunek. Nie wiążę swojej przyszłości z kolejnymi wyborami. Wiążę ją z Bogiem.