Strona główna Artykuły Numery 2010/3 (jesień) AIDS, nadzieja i synowie Boży
aids-nadziej-i-synowie-bozy

AIDS, nadzieja i synowie Boży

Czas jest afrykańskim bogactwem narodowym. Myślę, że po powrocie do Polski będzie mi brakować tej atmosfery czasu, który stoi w miejscu. Oczywiście nie dla mnie... Wszyscy się tu ze mnie śmieją, że jestem prawdziwa „Muzungu” i nie da się mnie przerobić na afrykańską dziewczynę. Ja jestem zawsze w pośpiechu, starając się być wszędzie, gdzie powinnam, na czas i jak najlepiej wykonać, co mam do zrobienia. Mam tu wiele obowiązków, często niedosypiam i czasem niedojadam, ale satysfakcja z pracy na rzecz ubogich przerasta każdą ofiarę, jaką tu ponoszę, rezygnując z wygody życia na „Zachodzie”.

Smutne statystyki

Przed przyjazdem do Ugandy dowiedziałam się ze stron rządowych, że osób zarażonych HIV jest tu nie więcej niż 15%. W czerwcu 2007 roku organizacja Bringing Hope to The Family otrzymała pieniądze na przeprowadzenie 1000 testów na HIV w okolicy. Wśród przebadanych osób ponad 400 było zarażonych wirusem. To stanowi 40%! Takie dane prawdopodobnie można by uzyskać z każdego regionu Ugandy. Statystyki zakażeń HIV w Ugandzie są niecelowo zaniżone, prawdopodobnie tak jak w innych krajach Afryki. Dzieje się to m.in. dlatego, że nie ma finansów na badania na szeroką skalę. Dopiero kiedy ktoś tafia do szpitala z problemem zdrowotnym, wykonuje się u niego test na HIV. Jednak taka osoba, żyjąc w nieświadomości, mogła już w międzyczasie zarazić kilka następnych.

Problem AIDS nadal stanowi wielką bolączkę Afryki. Przyczyn jest wiele: niechęć (szczególnie mężczyzn) do poddawania się testom, wielożeństwo, rozwiązłość seksualna, niedoinformowanie czy brak odpowiedniej edukacji, brak właściwej higieny, niski poziom opieki medycznej, a także wiara w czary (niektórzy chorzy na AIDS są traktowani jako osoby, na które ktoś rzucił czary – „leczą” ich lokalni czarownicy). W lipcu Faith – gospodyni, u której mieszkam i szefowa misji, dla której pracuję – z tej właśnie przyczyny straciła wujka zarażonego HIV. Przebywał w szpitalu leczony z powodu powikłań AIDS, ale rodzina zabrała go ze szpitala do czarownika, twierdząc, że tak będzie lepiej. Po kilku dniach zmarł, choć w szpitalu zostałby uratowany.

Tuż obok mnie

Myślałam, że zarażeni HIV są gdzieś w głębi wsi. Kiedy dowiedziałam się, że dzielę dom z zarażoną dziewczyną, a mała dziewczynka, z którą ostatnio się bawiłam, też jest nosicielką wirusa HIV, byłam zszokowana, że HIV jest obok mnie. Nie wystraszyłam się, ale postanowiłam być ostrożniejsza w kontaktach z miejscowymi. Siostra Faith, Ruth, jej mąż oraz jedna z ich córek też mają HIV. Niemal w każdej rodzinie są osoby zarażone. Spośród sierot w Afryce aż 70% straciło rodziców z powodu AIDS. Osoby zarażone HIV otrzymują od rządu za darmo leki podnoszące odporność. O ile odżywiają się prawidłowo, a wszelkie ich choroby są wcześnie rozpoznawane i odpowiednio leczone, chorzy mają duże szanse na długie życie w miarę dobrej jakości.

Służyć bliźnim

Wielu przyjaciół Faith i członków jej rodziny umarło z powodu AIDS. Faith powiedziała, że nie mogła już dłużej na to bezczynnie patrzeć. Kiedy modliła się we wrześniu 2000 roku o tę sytuację, powodowana współczuciem i bezradnością, wołała do Boga o jakiś cud. Bóg odpowiedział, że to ona będzie kanałem cudów, jakie spłyną na tę społeczność. Zrezygnowała więc z dobrej pracy księgowej i założyła Bringing Hope to The Family („przynoszenie rodzinom nadziei”), chcąc służyć bliźnim w potrzebie – zwłaszcza zarażonym HIV, sierotom i wdowom. Choć Bóg mówił do niej, miała różne obawy i lęki. Głównie chodziło o pieniądze. Nie dysponowała żadnymi środkami finansowymi. Jednak w ciągu siedmiu lat Bóg doprowadził do rozwoju organizacji, a zasięg pomocy ludziom w potrzebie jest zdumiewający.

Biedni w Afryce

Organizację Bringing Hope to The Family znalazłam przez internet. Przebywałam wówczas w Australii. Cieszę się, że pracuję dla organizacji, którą założył sam Bóg! Jestem wolontariuszem. Szukałam wiarygodnej organizacji w Ugandzie, aby finansowo pomóc najbiedniejszym. Przekonałam się, że biedni w Afryce to nie to samo, co biedni w Polsce, USA czy Australii. Ugandyjczycy mieszkający na wsiach często nie mają nawet jednej pary butów! Mięso jedzą tylko raz w miesiącu albo rzadziej. Dzieci chodzą czasem półnagie, bo nie mają odzieży. Umierają z powodu malarii i innych chorób, na które my mamy szczepionki i lekarstwa. To dopiero jest bieda!

Niebezpieczne praktyki

Ludzie zapadają tu na dziwne choroby lub giną w niewyjaśnionych okolicznościach z powodu czarów, za którymi – jak wiemy – stoi książę ciemności – diabeł. Posługuje się on czarownikami, którzy w sposób świadomy lub nieświadomy oddają się pod jego panowanie w zamian za pewnego rodzaju władzę i wpływ. Diabeł manipuluje nimi i kontroluje, wprawiając w transy i wizje, aby przestraszyć innych ludzi lub wywołać ich podziw. O tego rodzaju sytuacjach możemy przeczytać w wielu miejscach w Biblii. W Dziejach Apostolskich czytamy o Szymonie czarowniku, który chciał kupić od Pawła władzę czynienia cudów, oraz o kobiecie, która była pod wpływem ducha wróżącego. W Dziejach Apostolskich 19:19 jest mowa o ludziach, którzy uprawiali magię, ale kiedy przyjęli Jezusa jako Pana, spalili czarnoksięskie księgi.

Odmienione życie

Znam młodą kobietę, która oddała swoje życie Jezusowi, ale w modlitwie czuła, że coś ją ogranicza. Nie potrafiła jednak tego sprecyzować. Poprosiła kilka osób, aby się za nią pomodliły (byłam jedną z nich). Bóg poprowadził nas w modlitwie o jej uzdrowienie ze zranień z okresu życia płodowego. Wtedy ona zaczęła spazmatycznie płakać, bez wyraźniej przyczyny. Choć nie do końca wiedzieliśmy, co się dzieje, ufaliśmy, że to Jezus ją uzdrawia i uwalnia. Osoba ta zapytała swoją mamę, co się zdarzyło, kiedy była z nią w ciąży. Mama nie zastanawiała się długo, gdyż pamiętała tamto wydarzenie. Otóż powodowana ciekawością, ponieważ bardzo chciała znać płeć dziecka, poszła do wróżki. Brzemię tego grzechu spoczęło także na jej córce, uniemożliwiając jej doświadczenie pokoju serca i wolności w Jezusie. Po tamtej modlitwie doznała ona takiej wolności i „lekkości” wewnętrznej jak nigdy przedtem. Jeżeli wymienione wyżej praktyki były kiedykolwiek twoim udziałem, a ty nie wyznałeś tego Bogu, zrób to natychmiast i przeproś Pana Boga za te grzechy, a On ci wybaczy i oczyści od wszelkiej nieprawości (1 List Jana 1:9).

Przez pewien czas mieliśmy w domu dziewczynę ze szkoły zawodowej, Christine, która dzięki szybkiej interwencji Faith trafiła do szpitala, nieprzytomna, z powodu zapalenia płuc i pewnie by umarła, gdyby nie obecność organizacji Bringing Hope. W szpitalu zrobiono jej test na HIV i okazało się, że jest zarażona. Kiedy Christine wyszła ze szpitala, Faith zatrzymała ją w swoim domu, aby ją dożywić i aby doszła do siebie po zapaleniu płuc. Christine jest sierotą, ma tylko babcię. W domu większość czasu spędzała w łóżku. Kiedy Faith zapytała, jak się czuje, i usłyszała odpowiedź, że dobrze, zaczęła traktować Christine jak osobę zdrową. Dając jej konkretne zadania do wykonania, powiedziała: „Nie jesteś już chora, dlatego wstań z łóżka, zaściel je, posprzątaj pokój i nakryj do stołu. Masz życie przed sobą, zacznij żyć!”. To zupełnie odmieniło postawę Christine – wyzwoliła się z beznadziejnego stanu rezygnacji i rozpoczęła życie z nadzieją. Będzie znowu chodziła do szkoły, żeby się uczyć krawiectwa i żyć jak zdrowi ludzie. Ludzie z HIV są wokół mnie, ale już mnie to nie przeraża. Nie ma we mnie bariery psychicznej.

Dzieci i dziedzice

Faith jest kobietą wiary i polega nie na tym, co widzialne, ale na tym, co Bóg rysuje jej w sercu. Modli się o lekarzy, którzy chcieliby przyjechać tu jako wolontariusze na jakiś czas, nawet na kilka tygodni. Ale mówi, że i w tym dziele nie polega na ludziach, tylko na Bogu. Bringing Hope to Jego organizacja, ona jedynie nią zarządza. Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi (List do Rzym. 8:14). W tym miejscu w oryginale greckim jest użyte słowo, które oznacza dojrzałe dziecko, w przeciwieństwie do wiersza 16, w którym czytamy: Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi – w tym miejscu słowo dzieci oznacza małe dzieci.

Kiedy rodzimy się przez wiarę w Jezusa jako nowe stworzenia, jesteśmy dziećmi w wierze, które mają wzrastać do człowieka doskonałego, do miary wielkości według pełni Chrystusa (List do Efez. 4:13). Będąc przy Faith, mam okazję zobaczyć w praktyce, co to znaczy być dojrzałym dzieckiem Bożym i dziedzicem obietnic (List do Efez. 1:18). Zastanawiałam się wcześniej nad różnicą między dzieckiem Bożym a synem/córką Boga (co Biblia wyraźnie rozgranicza). Wiem, że wielu chrześcijan do śmierci pozostaje na etapie dziecka Bożego i nigdy nie wchodzi w dziedzictwo duchowe w Chrystusie. Przechodząc z etapu dziecięcego do bycia synem lub córką, czyli dojrzałym dzieckiem Bożym, odzwierciedlamy w sobie charakter Jezusa i działamy w Jego autorytecie. Modlę się więc, abyśmy wszyscy przeszli od „dziecięctwa Bożego” do „synostwa Bożego”, bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych (List do Rzym. 8:19).