Dziś zastanawiamy się – i wiele czasu zajmuje nam rozmyślanie nad tym – czy służba uzdrowienia jest nadal aktualna, czy jest powołaniem dla wszystkich czy tylko dla niektórych. Wiele lat może upłynąć nam na rozważaniu tego zagadnienia. Ale gdy uświadamiamy sobie, że uczniowie nie mieli tyle czasu – jest to uderzające. Na propozycję Jezusa „Pójdź za mną” mogli odpowiedzieć „tak” lub „nie”. Patrząc z dzisiejszej perspektywy na te trzy lata służby Jezusa, zadaję sobie pytanie: Ile czasu mi zajmuje wprowadzenie Bożego polecenia w czyn?
Ten sam standard
Piotr, Jan, Łukasz – każdy z uczniów zobaczył przykład Mistrza. Obserwowali, jak Jezus bierze kawałek błota, miesza ze śliną i nakłada na oczy ślepego człowieka. Dzisiaj pomyślelibyśmy – osobliwy sposób działania. I nagle okazuje się, że ślepy widzi po raz pierwszy w życiu! Zostaje uzdrowiony! Jak reaguje? Uwielbia Jezusa, bo Ten przed chwilą uczynił największy cud w jego życiu.
Jezus nadal działa na przeróżne sposoby. Czyni cuda w życiu ludzi. Nigdy z tego nie zrezygnował ani nie obniżył standardu. Czasami nasze hamulce lub szybkie oceny okradają nas ze zbyt wielu błogosławieństw, które moglibyśmy oglądać.
Uczniowie widzieli w Jezusie porywający przykład bezgranicznej miłości. Wyobraźmy sobie to, co widziały ich oczy. Obserwowali, jak Jezus z miłością i współczuciem pochyla się nad leżącym na łóżku sparaliżowanym człowiekiem, mówiąc, a może szepcząc mu do ucha słowa: Ufaj, synu… (Ew. Mat. 9:2). W innej sytuacji, kiedy zdesperowana kobieta szukała u Niego ratunku, zapewnił ją słowami niesłychanej bliskości: Ufaj, córko… (Ew. Mat. 9:22). Ten przykład porywał serca uczniów. To sprawiało, że z zachwytem spoglądali na swojego Nauczyciela i towarzyszyli Mu, z kimkolwiek rozmawiał. Nie bez powodu zwracali się też do Niego „Rabbi” (Nauczycielu).
Porywający przykład
Jednak nie tylko sam rezultat, sam cud uzdrowienia wzbudzał w uczniach chęć naśladowania Jezusa. Mogli obserwować coś znacznie więcej. Widzieli, jak Jezus traktował ludzi, jak wyciągał rękę do każdego, kto cierpi. Jak położył rękę na czole chorej dziewczynki, jak rozmawiał z tymi, z którymi nikt inny nie chciał rozmawiać. Jezus przekazywał miłość, troskę i akceptację płynące z serca Ojca.
Bóg zachęca nas, abyśmy naśladując Jezusa, nie wybierali tylko niektórych kwestii do naśladowania, ale szli za Nim we wszystkim, czego naucza
Taki przykład miłości okazywanej ludziom musiał rozbrajać serca uczniów. Wobec tego wszystkiego, co Jezus czynił, wątpię, czy uczniowie debatowali nad pytaniem, czy służba uzdrowienia ma sens. Te (zaledwie) trzy lata, które spędzili z Jezusem, zmieniły świat. Przykład Mistrza był wystarczająco pociągający, by samemu chcieć pokazywać ludziom kochające serce Boga Ojca w podobny sposób. Kiedy więc czytam Ewangelie i patrzę na każdy z czynów, gestów, cudów Jezusa, na Jego pasję, z jaką dotykał ludzi miłością Ojca, na każdy dzień pragnę tego samego. Chciałabym w swoim życiu utrzymać właśnie taki – nie niższy – standard. W tym kontekście Bill Johnson trafnie ujął sedno przesłania każdego fragmentu Ewangelii: „Studiowanie Biblii bez przeżywania biblijnych doświadczeń nie ma sensu. Praktykuj i doświadczaj”.
Możesz doświadczać
Życie bez praktykowania nie ma sensu, bo jesteśmy przeznaczeni do praktykowania, do doświadczania tego, co Jezus nam pokazał. Nie musimy żyć inaczej. Aby pochylić się ze współczuciem nad cierpiącą osobą i pomodlić się o Boże uzdrowienie, nie potrzebujemy pięknych dyskusji, a jedynie tego, co zrobił rybak nazwany Piotrem. Zbliżyć się do Jezusa, przyjąć Jego miłość i chcieć tę miłość przekazać drugiemu człowiekowi.
Dzisiaj coraz więcej ludzi choruje, w tym na nieuleczalne choroby. Mimo postępu nauki nierzadko pacjent słyszy od lekarza, że z punktu widzenia medycyny nie można nic więcej zrobić. Kiedy jest się postawionym w tak trudnej sytuacji, chciałoby się zrobić wszystko, aby móc wrócić do zdrowia. Podobnie, kiedy bliski nam człowiek zmaga się z tak wielkim cierpieniem, nie przychodzi nam do głowy, aby rozpoczynać teologiczne debaty nad sensem służby uzdrowienia. Raczej z desperacją skierujemy słowa wdzięczności ku Bogu – z wiarą, że poza wszelkimi ludzkimi rozwiązaniami jest Ktoś, kto może pomóc. Osoby, które spotykają się z takim cierpieniem, nie są tak szybkie w ocenie tego, co Bóg dzisiaj może, a czego nie może zrobić. Nie przyjmują postawy sceptycznych obserwatorów, jak ci, którzy zabraniali Jezusowi uzdrawiać, bo akurat dzień tygodnia był nieodpowiedni lub sposób uzdrowienia nie do końca im się podobał.
Prawdziwe współczucie
Kiedy przyjmujemy potężną miłość Chrystusa, możemy spojrzeć na chorą osobę z Jego rodzajem współczucia, które z kolei pobudza nas do praktykowania służby uzdrowienia. Widzimy bowiem, że Jezus nie tylko zostawił nam konkretny model do naśladowania, ale też pokazuje nam rezultaty, które mają miejsce i dzisiaj. Chrystus uzdrawia poprzez tych, którzy praktykują, stosują Jego przykład. I nawet jeśli za pierwszym czy kolejnym razem nie oglądamy jeszcze cudu, nasza wytrwałość, by mieć postawę serca Jezusa, w końcu zostaje wynagrodzona. Bóg oczekuje od nas determinacji, aby naśladować Chrystusa. Kiedy pomimo obaw, ludzkich opinii oraz walki w umyśle będziemy stawiać nawet małe kroki naprzód, Bóg zatroszczy się o to, aby swoją miłość objawiać poprzez nas. On nie potrzebuje osób doskonale wykwalifikowanych, ale tych, którzy chcą być dla Niego dostępni i odważą się robić pierwsze kroki.
Ponad opinie i żądania
W Ewangeliach można dostrzec, że Jezus wykraczał poza schematy myślenia, poza ludzkie żądania i opinie na temat tego, czy i jak powinien uzdrawiać ludzi. Łamał schematy religijności, aby wskazać na coś najistotniejszego. Miał do przekazania miłość Boga Ojca, wybawienie od grzechów, podniesienie, uzdrowienie i usynowienie. To mnie w Jezusie zachwyca. Ewangelia Bożego Królestwa zmieniła świat raz na zawsze, bo Jezus wkroczył na ziemię, by okazać nam pełną akceptację – jaką ma dla ciebie i mnie Bóg Ojciec. Jezus przyniósł nam życie zakotwiczone w wieczności. Dzisiaj Chrystus zachęca nas, abyśmy tak samo poszerzali Boże Królestwo, naśladowali Go we wszystkim, co czynił. Byśmy nie wybierali tylko niektórych kwestii, tematów do naśladowania, ale szli za Nim we wszystkim, czego naucza.
Bóg chce udzielać nam coraz więcej namaszczenia, abyśmy w jeszcze większym stopniu czynili to, co czynił Jezus. Leif Hetland, człowiek, który poświęcił swoje życie naśladowaniu Jezusa, zachęca każdego wierzącego: „Tak jak górnik dokopujący się do złota, tak dziecko Boże znajdzie złote bryłki mądrości, które doprowadzą je do ponadnaturalnego życia. Jeśli tylko chce znaleźć do tego klucze”. Jeśli nasza postawa jest apatyczna, bierna, nie otrzymamy zbyt wielu Bożych darów. Ale jeśli mamy oczekiwania wobec własnego życia, Bóg będzie uwalniał nad nami coraz więcej z duchowego obdarowania.
Obdarowani – aby obdarowywać
Znalezienie Bożych odpowiedzi na potrzeby drugiego człowieka nie leży w naszych siłach; musimy szczerze przyznać, że nie znamy wszystkich rozwiązań. Ale to Duch Święty chce przynieść odpowiedź. I jest zdeterminowany, aby to robić, używając ciebie i mnie. On jest najlepszym Towarzyszem. On chce pokazać rozwiązanie wszędzie tam, gdzie człowiek potrzebuje pomocy. I niezwykłe jest to, że Bóg już otworzył przed nami zasoby Nieba. To prawda, mimo że nie zdajemy sobie do końca sprawy z tego, jak wielkie dziedzictwo On złożył w nasz ręce. Duch Święty chce dokonywać uzdrowienia. A my możemy przekazywać Jego tchnienie, które ożywia i podnosi.
Pomyśl o kimś, kogo możesz odwiedzić w tym tygodniu, by się razem pomodlić. Pomyśl, kogo spotykasz na zakupach, w pracy czy na spacerze. Przesłanie Jezusa jest konkretne: praktykuj. Bóg pragnie użyć naszych rąk, naszej modlitwy, naszego czasu, naszego zainteresowania drugim człowiekiem, aby pokazywać ludziom jedno: kochające serce Boga Ojca.