Strona główna Artykuły Numery 2015/4 (zima) Codzienność pod napięciem

Codzienność pod napięciem

Czy spinanie się coś zmienia?

Poniedziałkowy poranek. Budzi cię nerwowy ból brzucha i myśl o nadchodzącym tygodniu. W głowie masz setki scenariuszy, z których większość kończy się źle. Masz ochotę nie włączać telefonu i zostać pod kołdrą. Marzysz tylko o tym, żeby nikt niczego od ciebie nie chciał. Brzmi znajomo?

Stres, który nakręca

Coraz więcej osób zaczyna każdy dzień w podobny sposób. Stres stał się niechcianym towarzyszem ludzi młodych i starszych. Nie jest już, jak kiedyś, efektem wywołanym przez trudną sytuację. Stał się codziennym stanem niezdrowego podenerwowania wszystkim. Sąsiad za głośno chrapie za ścianą? W domu znów bałagan? W pracy dziesiątki maili, na które trzeba odpisać? Kto dał prawo jazdy temu kierowcy? Przykłady można mnożyć. Żyjemy coraz szybciej i coraz intensywniej. Chcemy więcej, marzymy odważniej, motywujemy się codziennie, chcemy być najlepsi w każdej dziedzinie. Czy to nie brzmi super? Oczywiście! Co więcej, jest możliwe. Wystarczy tylko pozbyć się tej kuli u nogi, którą jest… stresowanie się w każdej możliwej sytuacji.

Taki już jestem

Pomyśl o momencie, w którym twoje zdenerwowanie i przejmowanie się sprawiło, że coś zmieniło się na lepsze. Pomogę – nie było takiej sytuacji. Większość tego napięcia siedzi w naszych głowach i praktycznie w ogóle nie jest związana ze stanem faktycznym. Sami sobie „wkręcamy” scenariusze, które mogą się wydarzyć, a które w 99% nie mają prawa się ziścić. Denerwujemy się na zapas, więc ostatecznie stajemy się kłębkiem nerwów, który jedynie nauczył się przykrywać ten stan szerokim uśmiechem i profesjonalnym strojem. Jest to o tyle niebezpieczne, że poza poważnymi chorobami, które pośrednio są skutkiem ciągłego podenerwowania, grozi nam także znalezienie sobie niebezpiecznego „wentylu bezpieczeństwa”. Dla większości ludzi są to używki bądź zajęcia pomagające zagłuszyć stres adrenaliną, w większości nielegalne bądź przynajmniej wątpliwe moralnie.

Zawsze zazdrościłem ludziom podchodzącym do życia na zasadzie „co ma być, to będzie”. Nie chodzi oczywiście o to, by nie dbać o przyszłość, nie mieć marzeń i planów, ale o sposób na myślenie o przyszłości w jasnych barwach, nieprzejmowanie się na zapas sytuacjami, na które i tak nie mamy wpływu. Przyglądając się bliżej takim osobom, stwierdziłem, że w sumie nie jest to trudne i na pewno ja też tak mogę. Od razu zaznaczam, że często jednak wpadam w pułapkę starego myślenia i muszę bardzo świadomie porozmawiać sam ze sobą, odpuścić i zacząć od nowa. Dobra wiadomość jest taka, że da się to zrobić.

Chłodna ocena

Czasem faktycznie znajdujemy się w sytuacji, w której nie da się uniknąć podwyższonego poziomu stresu. Takie jest życie i taka jest ludzka natura. Dobrze wtedy zrobić krok w tył i z dystansu przyjrzeć się sytuacji, przed którą stoimy. Ja wtedy zadaję sobie następujące pytania:

  • Jakie są faktyczne (nie iluzoryczne!) zagrożenia?
  • Czy i jaki mam wpływ na całą sytuację?
  • Co mogę zrobić, by zminimalizować ryzyko?
  • Jakie są szanse odniesienia sukcesu?
  • Czy sukces jest wart ponoszonego nakładu sił i środków?

Dopiero po takiej chłodnej analizie mogę podjąć właściwą decyzję. Zwykle jest to decyzja dobrze przemyślana, choć czasami musi zostać podjęta bardzo szybko. Ocena dokonana z takiego dystansu pomaga też zrozumieć, czy martwię się słusznie czy jednak na zapas. Ciekawe, że gdy w kilku sytuacjach w taki świadomy sposób przemyślimy możliwe scenariusze, uczymy się podobnego postępowania we wszelkich okolicznościach, które nas spotykają. Ostatecznie zmniejsza to ilość stresu w codziennym życiu.

Rozładowanie „nerwów”

Wszyscy wiemy, że zdarzają się także sytuacje stresowe, na które nie mamy wpływu. Bardzo często taki stres kumuluje się w nas. Jeśli nie damy mu zdrowego kanału odpływu z naszego życia, w końcu wybuchniemy – w taki czy inny sposób. W letnim numerze „Naszych Inspiracji” pisałem o konieczności zresetowania się. Inaczej mówiąc, jest to umiejętność chwilowego wyłączenia się z funkcjonowania na najwyższych obrotach. Na pewno taki reset bardzo pomaga poradzić sobie także ze stresem. Chcę jednak przytoczyć kilka innych metod, które mnie osobiście pomagają odkręcić na chwilę psychiczny wentyl bezpieczeństwa i obniżyć wewnętrzne napięcie. Warto wprowadzić:

małe przyjemności i przyzwyczajenia: ulubiona kawa rano i dobra kolacja z żoną czy przyjaciółmi – to zawsze daje chociażby chwilowy odskok od problemów;
czas na przemyślenia: spojrzenie chłodnym okiem na obecną sytuację, ale też snucie wielkich marzeń i planów, bo wiedząc, dokąd faktycznie chcemy dojść, zawsze znajdziemy drogę; jeśli nie masz konkretnego celu, będziesz kręcić się w kółko;
zmianę otoczenia: wyjedź za miasto, odwiedź znajomych, zwiedzaj okolicę; zmienisz na chwilę perspektywę i może zobaczysz swoją sytuację w innych barwach;
aktywność fizyczną: siłownia czy bieganie lub też inny wysiłek na maksymalnych obrotach powoduje takie zmęczenie, że nie ma już przestrzeni na negatywne rozmyślania;
czas z Bogiem, czytanie książek, słuchanie wykładów: zawsze modlitwa, rozważanie Bożego Słowa i wartościowe wykłady pomagają zweryfikować, czy faktycznie jest tak, jak myślimy; moje ulubione wykłady dotyczące spojrzenia na rzeczywistość to seria nauczań Henryka Wieji pt. „Gdzie umysł zmierza, tam człowiek podąża”.

Bóg zaplanował dla człowieka życie pełnią i tylko z Nim jest to możliwe. Dlatego ogromnym wrogiem nie tylko nas samych, ale także Bożego planu jest spinanie się i stresowanie. Spróbuj zacząć od małych rzeczy, by zmienić swój sposób myślenia, a bardzo szybko zobaczysz, jak przeobraża się twoje otoczenie. Pełnia życia jest możliwa dla każdego. Także dla ciebie!