<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Relacje &#8211; Nasze Inspiracje</title>
	<atom:link href="https://naszeinspiracje.com/archiwa/tematyka/relacje/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://naszeinspiracje.com</link>
	<description>Magazyn online</description>
	<lastBuildDate>Tue, 13 Jul 2021 11:37:29 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	
	<item>
		<title>Budowanie więzi rodzinnych</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/miroslaw-wielchorski/budowanie-wiezi-rodzinnych/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafal Korzen]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 06 Mar 2020 15:25:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2020/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Mirosław Wielchorski]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://ni.chfzim.atthost24.pl/?p=2434</guid>

					<description><![CDATA[<p>Więzi międzyludzkie mają swój początek już w historii stworzenia. W Pierwszej Księdze Mojżeszowej 1:27 czytamy: I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich (1 Mojż. 1:27). Żyjemy w czasach, które niosą ze sobą coraz więcej zagrożeń dla istnienia i funkcjonowania rodziny. Mnożą się różne koncepcje [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/miroslaw-wielchorski/budowanie-wiezi-rodzinnych/">Budowanie więzi rodzinnych</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Więzi międzyludzkie mają swój początek już w historii stworzenia. W Pierwszej Księdze Mojżeszowej 1:27 czytamy: <em>I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich</em> (1 Mojż. 1:27).</p>
<p>Żyjemy w czasach, które niosą ze sobą coraz więcej zagrożeń dla istnienia i funkcjonowania rodziny. Mnożą się różne koncepcje rodziny. Co więcej ‒ coraz częściej słyszymy, że rodzina to przeżytek. Ale rodzina nie jest koncepcją wymyśloną przez jakiegoś człowieka, ale jest integralną częścią naszego jestestwa! Jesteśmy stworzeni przez Boga do budowania więzi rodzinnych!</p>
<p>Więzi rodzinne leżą w naszej ludzkiej naturze; podobnie jak nasza relacja (więź) z Bogiem, który nas stworzył. Głównym powodem, dla którego każdy człowiek rodzi się na tym świecie – począwszy od pierwszych ludzi Adama i Ewy – jest relacja ze Stwórcą, czyli Bogiem Trójjedynym. To połączenie z Bogiem i jednocześnie pomiędzy jednym człowiekiem a drugą osobą odbywa się dzięki umiejętności zwanej więzią.</p>
<h3>Czym są więzi</h3>
<p><em>Więź</em> to bliska relacja oparta na uczuciu <em>przyciągania</em> jednej osoby w rodzinie przez drugą – relacja bardzo indywidualna. Więź jest tym, co bardziej w potocznym znaczeniu się kojarzy ludziom z relacją bliskiej przyjaźni i miłości. <em>Przyciąganie</em> z kolei oznacza, że mam potrzebę, chcę być blisko tej osoby, spędzać z nią czas, rozmawiać, dzielić się i słyszeć to, co ona ma mi do powiedzenia.</p>
<p>Więź pomaga nam się zbliżyć bardzo do drugiej osoby. Jak więc należy ją rozumieć?</p>
<p>W Biblii możemy przeczytać: <em>Potem rzekł Pan Bóg: <strong>Niedobrze jest człowiekowi, gdy jest</strong> </em><strong><em>sam</em>.</strong><em> Uczynię mu pomoc odpowiednią dla niego</em> (1 Mojż. 2:18, wyróżnienie dodane). I dalej: <em>A z żebra, które wyjął z człowieka, ukształtował Pan Bóg kobietę i przyprowadził ją do człowieka</em>. (1 Mojż. 2:22). Zatem Pan Bóg zobaczył, że gdyby stworzył tylko mężczyznę – Adama, to niedobrze by było człowiekowi, ponieważ byłby sam. Samotność nie jest przypisana żadnemu człowiekowi, tak więc Pan Bóg stworzył jeszcze kobietę – Ewę i uzdolnił tych dwoje do budowania między sobą bliskich więzi.</p>
<p>To, w jakich relacjach pozostają członkowie rodziny wobec siebie, wpływa na życie domowników. Aby rodzina rozwijała się prawidłowo i nie przeżywała kryzysów, należy umacniać więź rodzinną. I wreszcie to, co łączy, jednoczy i zespala ludzi z sobą, buduje związek i tworzy powiązanie z drugim człowiekiem – to właśnie więź rodzinna!</p>
<h3>Więzi jako fundament zdrowej rodziny</h3>
<p>Żyjemy w społeczeństwie i rodzinach ‒ w relacjach i przez relacje. Relacje z kolei tworzą więzi i są przez nie stwarzane. Natomiast spójnią relacji i więzi jest miłość.<br />
Więzi mają różną intensywność, siłę i barwę emocjonalną – w zależności od osób, które są zaangażowane w budowanie więzi.</p>
<p>Życie w rodzinie opiera się właśnie na wzajemnych relacjach i więziach, budowanych poprzez okazywanie sobie wzajemnej miłości. To jest jedyny i najskuteczniejszy sposób osiągania szczęścia rodzinnego – sposób, w jaki zaplanował i do jakiego uzdolnił nas nasz Stwórca.</p>
<p>Pamiętam, jak na naszych zaproszeniach ślubnych napisaliśmy następujące zdanie: „Tylko miłość, która spotyka się z Bogiem, może uniknąć niebezpieczeństwa, że się zagubi po drodze”. Dzisiaj, po przeszło 31 latach naszego małżeństwa, oboje widzimy, jak prawdziwe, prorocze, ważne i mądre były to słowa! Kiedy patrzymy w przeszłość, widzimy, że kluczem do więzi i miłości, jaką zbudowaliśmy w naszej rodzinie, jest relacja z Bogiem i ciągłe uczenie się poddawania Bogu naszego życia.</p>
<h3>Jak zbudować silną więź rodzinną</h3>
<p>I wreszcie, jeszcze jeden wymiar więzi rodzinnych: istotna jest w rodzinie więź łącząca rodziców miedzy sobą, dzieci wobec siebie oraz rodziców z dziećmi. Spośród wielu czynników wpływających na tworzenie i umacnianie więzi miedzy członkami rodziny jest, m.in. przebywanie razem oraz wspólna rozmowa na poziomie serca, która charakteryzuje się dzieleniem swoimi przeżyciami, emocjami, uczuciami, pragnieniami i rzeczami, z którymi sobie nie radzimy w danym okresie życia.</p>
<p>Rodziny, które znajdują czas i mają ochotę na rozmowy, na lepsze poznawanie siebie ‒ tworzą trwałe więzi. To tylko niewielki wycinek bardzo szerokiego tematu. Moim pragnieniem jest, abyśmy dbali o rodzinne więzi, ponieważ są one źródłem miłości i pozwalają nam właściwie się rozwijać osobowościowo, psychicznie i duchowo!</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/miroslaw-wielchorski/budowanie-wiezi-rodzinnych/">Budowanie więzi rodzinnych</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Stać się przyjacielem</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/kazimierz-barczuk/stac-sie-przyjacielem/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafal Korzen]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 28 Aug 2019 09:44:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2016/4 (zima)]]></category>
		<category><![CDATA[Kazimierz Barczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naszeinspiracje.com/?p=2808</guid>

					<description><![CDATA[<p>W oczyszczaniu innych Jezus Chrystus przestrzega nas przed niebezpieczeństwem osądzania osoby, która znalazła się w trudnej sytuacji, przed wynoszeniem się nad drugiego człowieka i napełnianiem się dumą, pychą, kiedy patrzymy na niedostatki, braki i grzechy innych. To wielkie zagrożenie dotyczy wszystkich naśladowców Chrystusa, także ciebie i mnie. Wiele osób wierzących, które zajęte są „oczyszczaniem innych”, [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/kazimierz-barczuk/stac-sie-przyjacielem/">Stać się przyjacielem</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h3>W oczyszczaniu innych</h3>
<p>Jezus Chrystus przestrzega nas przed niebezpieczeństwem osądzania osoby, która znalazła się w trudnej sytuacji, przed wynoszeniem się nad drugiego człowieka i napełnianiem się dumą, pychą, kiedy patrzymy na niedostatki, braki i grzechy innych. To wielkie zagrożenie dotyczy wszystkich naśladowców Chrystusa, także ciebie i mnie. Wiele osób wierzących, które zajęte są „oczyszczaniem innych”, zapomina często o swoich osobistych nieczystościach. Jednak Jezus Chrystus dał nam przykazanie <em>Nie sądźcie</em> (Ew. Mat. 7:1). Bóg mówi więc do nas: Nie pogardzaj drugim człowiekiem, nie porównuj z nim siebie, czyniąc się wielkim i godnym poważania. Nie kontroluj swoich bliźnich, swoich braci i sióstr w wierze, abyś nie stracił z oczu swych własnych niedostatków, braków i grzechów.</p>
<h3>Sędziowskie krzesło</h3>
<p>Zajęcie przez nas sędziowskiego krzesła prowadzi do niebezpiecznego grzechu w chrześcijańskim życiu, a tym grzechem jest faryzeizm. Tysiące Bożych dzieci w sposób dla siebie niepostrzeżony przeistoczyło się we współczesnych faryzeuszy. Stając się ludźmi osądzającymi, podlegamy sądowi Bożemu, ponieważ Chrystus mówi: <em>Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą</em> (Ew. Mat. 7:2a). Aby zatem oduczyć swoich uczniów lubianego zajęcia, jakim było sądzenie innych, Chrystus w dalszych słowach opowiedział znakomitą przypowieść na temat źdźbła i belki w oku: <em>A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz? Albo jak powiesz bratu swemu: Pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twoim? Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego</em> (Ew. Mat. 3:5).</p>
<h3>Szkło powiększające</h3>
<p>Te niezwykłe słowa Chrystusa uzmysławiają nam, że na braki i niedostatki naszych bliźnich patrzymy przez szkło powiększające. Natomiast na swoje własne braki i grzechy patrzymy przez szkło pomniejszające. To prawda. U kogoś widzimy belkę, natomiast w swoim życiu widzimy zaledwie źdźbło. Nasz grzech wygląda w naszych oczach jak źdźbło lub mały pyłek, którym nie warto się zajmować. Nasze własne grzechy stają się dla nas jak małe drobiny, które przestają nas niepokoić.</p>
<p>Poprzez tę przypowieść Pan Jezus wzywa swoich naśladowców, aby zająć się samym sobą, swoimi brakami, niedostatkami, grzechami i opłakiwać je przed Bogiem. Osądzać należy przede wszystkim własne życie. Mimo to my nie zawsze jesteśmy posłuszni temu, co Bóg mówi. Mamy raczej skłonność do osądzania innych, zamiast przypatrywać się sobie. Gdy chodzi o grzech osądzenia, wszyscy jesteśmy winni. Dotyczy to obmawiania, plotkowania oraz oceniania innych.</p>
<h3>Droga oczyszczenia</h3>
<p>Jeśli chcemy dążyć do świętości, sami musimy podążać drogą oczyszczenia. Dlatego Jezus powiedział: „Wyjmij najpierw belkę ze swojego oka, a dopiero potem zobaczysz, w jaki sposób możesz wyjąć źdźbło z oka swojego brata”. Jeśli naprawdę chcesz skutecznie pomóc drugiemu człowiekowi, jeśli chcesz mu usłużyć, to najpierw musisz zrobić coś z własnym życiem. Słowo „najpierw” jest tutaj kluczowe. Czy oznacza to, że Boga nie interesuje życie człowieka, który potrzebuje napomnienia? A może właśnie dlatego, że Boga bardzo interesuje jego życie, aby udzielono tej osobie pomocy, Bóg mówi tobie: „Zrób coś najpierw”. Kiedy wyjmiesz belkę ze swojego oka, będziesz mógł skutecznie pomagać innym.</p>
<p>Droga uświęcenia i oczyszczenia prowadzi nas nie do osądzania drugiego człowieka, ale do prawdziwej, współczującej miłości do ludzi. Taka postawa to pragnienie, aby rzeczywiście pomóc swojemu bliźniemu. Chrystus chce każdego z nas przemienić z człowieka będącego w roli sędziego w miłosiernego samarytanina. On pragnie, abyśmy mieli prawdziwą miłość w naszych sercach. Jak wielu jest dzisiaj srogich i niemiłosiernych sędziów, a jak mało kochających samarytan – tych, którzy z miłością pochylają się nad poranionym grzechem człowiekiem.</p>
<h3>Jedna zadziwiająca zasada</h3>
<p>W kontekście traktowania innych ludzi z miłością, Jezus mówi: <em>A więc wszystko, cobyście chcieli, aby wam ludzie czynili, to i wy im czyńcie; taki bowiem jest zakon i prorocy</em> (Ew. Mat. 7:12). Sam zakon w tradycji żydowskiej ma 613 przykazań, a Jezus podsumował to wszystko w tym jednym zdaniu. Tymi słowami Chrystus dał wszystkim wierzącym zadziwiającą i prostą zasadę postępowania z każdym człowiekiem. Potraktuj drugiego człowieka tak, jak sam chciałbyś być potraktowany. Postaw siebie na jego miejscu. Życz mu tego, co chciałbyś, aby on tobie życzył. Jeśli natomiast chciałbyś, aby pojawił się przy tobie współczujący przyjaciel, stań się przyjacielem pełnym współczucia.</p>
<blockquote><p>Nigdy nie wiesz, jak ważny dla twojego życia może być jeden moment, w którym zatroszczysz się o innych</p></blockquote>
<p>W tej wypowiedzi Chrystusa mieści się także pewna przestroga. Zasada – czyńcie innym tak, jak sami chcielibyście być potraktowani – oznacza bowiem, że nie możemy ustawać w czynieniu dobra. Załóżmy, że przestałeś wyświadczać dobro innym ludziom i powtarzasz sobie: „Wystarczy, że nie robię nic złego”. Owszem, to już jest coś. Ale człowiek żyjący bez Boga, bez specjalnej trudności może tak ułożyć sobie życie, że nie będzie robić innym tego, czego samemu sobie by nie życzył. Lecz jedynie człowiek, który ma miłość Jezusa Chrystusa w sercu będzie przebaczał, aby mu przebaczono, będzie pomagał, aby mu pomagano, będzie starał się innych zrozumieć, aby inni go rozumieli.</p>
<h3>Stały w dobrym postępowaniu</h3>
<p>Jeżeli czasami mówisz: „Chciałbym, aby mnie ktoś odwiedził”, to pójdź i odwiedź kogoś. Jeśli mówisz: „Chciałbym, aby ktoś zrobił to dla mnie”, zrób właśnie to dla drugiej osoby. Pamiętam, kiedy moje dzieci były małe, cieszyłem się, kiedy ktoś je chwalił, że są piękne, mądre. Jeśli tego chcesz, chwal inne dzieci w obecności ich rodziców. Jeśli chciałbyś, aby o tobie dobrze mówiono, mów dobrze o innych. Chciałbyś, aby o tobie pamiętano, pamiętaj o innych. Chciałbyś, aby modlono się w twojej sprawie, módl się o sprawy innych. To taka prosta zasada. Jezus mówi nam: „To, co chciałbyś, aby czyniono tobie, ty sam rób dla innych”. Czy chciałbyś, aby przestano o tobie myśleć, aby przestano ci pomagać, aby przestano się modlić w twoje sprawie? Nikt tego nie chce. Dlatego nie przestawaj służyć innym miłością i praktyczną pomocą. Bądź stały w czynieniu dobra.</p>
<h3>Moment wybawienia</h3>
<p>Przypomina mi się przykład z życia biblijnego Józefa. Józef był sprzedany do Egiptu, fałszywie oskarżony, osadzony w więzieniu. Będąc w więzieniu, Józef wykładał sny swoim współwięźniom. Jeden z nich, kiedy wyszedł na wolność, wspomniał o Józefie faraonowi. Józef został wezwany na dwór faraona, któremu także miał wyłożyć sny. Następnie Józef został drugą najważniejszą osobą w państwie po faraonie; można powiedzieć, że był ówczesnym premierem. Zastanówmy się jednak, od czego rozpoczęło się wybawienie Józefa? Co sprawiło, że został premierem? Rozpoczęło się ono w momencie, kiedy będąc w więzieniu, Józef zauważył, że jego współwięźniowie są przygnębieni. Józef szczerze zainteresował się nimi i zaczął zadawać im pytania. Moglibyśmy dzisiaj stwierdzić: co w tym dziwnego, że w więzieniu ludzie wyglądają ponuro i są przygnębieni. W zasadzie w takim miejscu to norma, prawda? Jednak Józef przejawiał wyższy stopień troski o innych ludzi.</p>
<h3>Zmiana historii</h3>
<p>Józef sam był oderwany od rodzinnego domu i uwięziony. Mógł więc być w pełni skupiony na swoim nieszczęściu, mógł użalać się nad sobą. Jednak kiedy zauważył, że jego towarzysze są mocno zmartwieni, był wystarczająco uważny, aby to zobaczyć. Józef nie tylko im pomógł ‑ to doprowadziło do jego uwolnienia, a więc pomogło również jemu samemu. I to jest ciekawe. Kiedy pomagamy innym, w efekcie pomagamy także sobie. W wyniku tych właśnie wydarzeń Józef został premierem. Nigdy nie wiesz, jak ważny dla twojego życia może być jeden moment, w którym zatroszczysz się o innych. Kiedy pocieszasz człowieka zmartwionego, pomagasz też sobie. Kiedy dodajesz komuś otuchy, pomagasz też sobie. Józef miał prawo powiedzieć: „Mam swoje problemy, dlaczego mam martwić się o innych?”. Gdyby jednak Józef myślał w ten sposób – pewnie zmarłby w więzieniu i nikt by o nim nie słyszał, a dzisiaj nie czytalibyśmy o jego życiu.</p>
<h3>Punkt zwrotny</h3>
<p>Czasami proste słowa: „Co słychać, jak się czujesz?”, mogą mieć decydujące znaczenie w historii. To właśnie te słowa wypowiedziane przez Józefa odegrały niezwykłą rolę. To spowodowało, że w konsekwencji ówczesny świat został uratowany przed głodem i naród wybrany został wybawiony. Następnie, z tego narodu Mesjasz przyszedł na świat. Proste pytanie: „Jak się czujesz?” może wszystko zmienić. Ten epizod uczy nas być uprzejmym, życzliwym i życzyć innym ludziom dobra. To uczy nas, aby szczerze interesować się położeniem innych ludzi. Kiedy zatem pytasz, co u kogoś słychać, to musi cię naprawdę interesować, co u tej osoby słychać, i jak ona się czuje. Kto wie, w jaki sposób może zmienić się nie tylko czyjeś życie, lecz także twoje. Słowa Jezusa są dla nas nadal aktualne:<em> Wszystko, cobyście chcieli, aby wam ludzie czynili, to i wy im czyńcie</em>.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/kazimierz-barczuk/stac-sie-przyjacielem/">Stać się przyjacielem</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ekspert od romantycznych związków</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/anna-zablocka/ekspert-od-romantycznych-zwiazkow/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafal Korzen]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 18 Aug 2019 10:45:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2016/2 (lato)]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Zabłocka]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naszeinspiracje.com/?p=2608</guid>

					<description><![CDATA[<p>Sposoby na związek Tak wielu młodych ludzi szuka miłości. Pragniemy jej ja, moja przyjaciółka jubilatka, inne kobiety i mężczyźni w klubokawiarni. Każdy ma własny sposób na szczęście. Jedni z rezerwą dozują uczucia. Inni działają namiętnie, szybko, tu i teraz. Każdy z nas ma różne przekonania i sposoby działania, ufając, że tym razem się powiedzie. Czy [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/anna-zablocka/ekspert-od-romantycznych-zwiazkow/">Ekspert od romantycznych związków</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h3>Sposoby na związek</h3>
<p>Tak wielu młodych ludzi szuka miłości. Pragniemy jej ja, moja przyjaciółka jubilatka, inne kobiety i mężczyźni w klubokawiarni. Każdy ma własny sposób na szczęście. Jedni z rezerwą dozują uczucia. Inni działają namiętnie, szybko, tu i teraz. Każdy z nas ma różne przekonania i sposoby działania, ufając, że tym razem się powiedzie. Czy się wiedzie? Dobrze życzę parze, która poznała się na parkiecie i zamówiła wspólną taksówkę. Jednak statystyki są brutalne. Prawdopodobieństwo rozpadu związku czy rozwodu wzrasta z każdym rokiem. Liczby biją na alarm, że coś nie gra, że dzisiejsze metody zbyt często zawodzą w długofalowej perspektywie. Jeśli marzymy o zdrowej i stabilnej relacji, jeśli pragniemy silnego małżeństwa, rodziny, musimy zbadać fundament, na jakim warto budować swoje życie. Porozmawiajmy nie z parami, które są ze sobą przez namiętne 8 miesięcy, ale z parą, która jest szczęśliwym małżeństwem z 35-letnim stażem i ciągle się trzyma za ręce. Jaka jest recepta na spełnione małżeństwo na całe życie?</p>
<h3>Pytanie do eksperta</h3>
<p>W świecie, w którym prawo do poradnictwa uzurpują sobie pary w trzecim małżeństwie, singiel homoseksualista czy pani psycholog żyjąca w konkubinacie, dziwnie brzmi, że Bóg jest Cudownym Doradcą, Ekspertem w sprawach damsko-męskich. Jednak skoro celebryci nie krępują się publicznych wyznań o pijaństwie czy zdradach, tym bardziej nie mam zahamowań, by podzielić się pewnym pomysłem na sukces związku, mimo że dla wielu może on brzmieć absurdalnie. Chciałabym wynieść na piedestał jedyny gwarant spełnionej relacji, ekscytującego narzeczeństwa, ostatecznie mocnego małżeństwa – produktu deficytowego w dzisiejszych czasach. Jedyny sposób, ponieważ autorem jego jest Twórca instytucji małżeństwa, największy Ekspert od związków, sam Bóg.</p>
<p><em>A jeżeli jednego można pokonać, to we dwóch można się ostać; a sznur potrójny nie tak szybko się zerwie</em> (Kazn. Sal. 4:12). Mowa o budowaniu związku z Obecnością Pana Boga. Nie okazjonalnie, nie w sytuacji trudnej, ale świadomie od początku do końca. Widzę małżeństwo swoich rodziców, swoich braci, wielu znajomych. Widzę, jak ich życie małżeńskie kwitnie i mimo codziennych zmagań zwyciężają dzięki Ekspertowi. Rozmawiają z Nim codziennie, z Nim planują, od Niego się uczą. Niektórzy moi znajomi ze studiów czy pracy już przegrali z niewiernością i kruchością małżeństwa, a są dopiero po trzydziestce. Porównując dwa modele małżeństw: moich rodziców i znajomych z pracy, widzę, że u tych drugich zabrakło „potrójnego sznura”, o którym pisał Salomon. Zabrakło udziału Eksperta, który jako jedyny wnosi w związek duchową jedność między kobietą a mężczyzną. To taki poziom zażyłości i jedności, jakiej nigdy nie doświadczą nawet najszczęśliwsze pary, które Pana Boga nie znają.</p>
<h3>Istotny filtr</h3>
<p>Sam Bóg jest Twórcą instytucji małżeństwa. On też najbardziej dopinguje każdej parze. Dla naszego dobra i bezpieczeństwa zaproponował, by łączyć się w związki z osobami, które również pałają żywą miłością do Niego. Tak, jak Pan Bóg daje nam dowolność w kwestii charakteru, wykształcenia czy pochodzenia, tak silnie doradza relacje z osobami, dla których On autentycznie jest autorytetem (2 List do Kor. 6:14–15). Takie zalecenie z pozoru wydaje się niepotrzebnym i niewygodnym ograniczeniem związkowych możliwości. Kiedy widzisz, że twoje koleżanki ateistki nadal nie mają partnerów, pytasz, jakie szanse na powodzenie masz ty, jeśli dodasz kolejny filtr – o nazwie „głęboko wierzący”. Czy nie wystarczy, że on jest takim dobrym, troskliwym i odpowiedzialnym człowiekiem, jakich ze świecą szukać? Okazuje się, że za tą Bożą propozycją kryje się coś o wiele głębszego niż tylko narzucenie kolejnego wymagania wobec potencjalnego kandydata. Chodzi o podobne priorytety, wartości, życiowe plany i ambicje, podejście do finansów i wychowania dzieci, chodzi o wszystko. Nie ma możliwości, by małżeńskie drogi były zbieżne, kiedy kobieta jest osobą kochającą Boga, a wchodzi w związek małżeński z mężczyzną, który jest po prostu dobrym, poczciwym człowiekiem, jednak nie widać w nim przemiany ani rozpoczęcia autentycznej relacji z Bogiem. Z całym szacunkiem względem jego dobroci i uczciwości, ale to zbyt mało, by utworzyć wspominany „potrójny sznur”, gwarantujący stabilność i trwałość. Owszem, istnieje szansa, że taki mężczyzna pozna Boga osobiście już w małżeństwie. Ale jeśli nie?</p>
<blockquote><p>Zaufajmy Ekspertowi, czekając i modląc się o najlepsze rozwiązania, a nie te ze „średniej półki”</p></blockquote>
<p>Biblia jest nieomylna i cała natchniona przez Ducha Świętego. Ekspert, o którym w niej czytamy, zna nas po imieniu. Jeśli On doradza, chwytajmy te wskazówki i trzymajmy się ich kurczowo, modląc się o mężczyznę dla naszego życia, który będzie znał Pana Boga przede wszystkim. Choć może do końca tego nie rozumiemy, zaufajmy Ekspertowi, czekając i modląc się o najlepsze rozwiązania, a nie te ze „średniej półki”.</p>
<h3>Wyższe standardy</h3>
<p>A lata biegną. Z każdym rokiem Boże Narodzenie jakby szybciej przychodzi. A rodzina powtarza, że „konkurencja nie śpi”. Codzienność często przychodzi ubrana w tęsknotę pomieszaną z rezygnacją. Tworzy się doskonała przestrzeń do podważania własnych przekonań i mocy zanoszonych modlitw. Doskonale znam to uczucie, kiedy złości cię widok kolejnej nowej pary, zaproszenia na ślub bez osoby towarzyszącej lub monotematycznych życzeń noworocznych. Nastaje wieczór i jesteś bombardowana przez myśli o twoim niemłodniejącym ciele i przekonanie, że najlepsi faceci już są zajęci i małe szanse, aby ktoś wybrał ciebie, kiedy wokół tyle pięknych, energicznych studentek. Mogą to być chwile, okresy zniecierpliwienia i niebezpiecznego napięcia. Mówię „niebezpiecznego”, ponieważ w takich momentach łatwo o pochopne decyzje, rezygnowanie z pewnych standardów i kompromisy. Wówczas poczucie wartości i atrakcyjności może podupaść. Samotność doskwiera, a dominuje przeświadczenie, że relacja z facetem odbuduje to wszystko i przyniesie szczęście. Wtedy łatwo dać upust swoim emocjom, łzom, zniechęceniu i narzekaniu. Przede wszystkim łatwo wejść w relację, która odbiega od jakości wyznaczonej przez naszego Eksperta.</p>
<h3>Skrajności w oczekiwaniach</h3>
<p>Jako kobiety możemy popadać w dwie skrajności – wygórowane oczekiwania wobec mężczyzn albo raptowne, niespodziewane obniżenie standardów, zaspokojenie się po prostu relacją, która się przytrafia. Mężczyzna daleki od ideału. Przede wszystkim istnieje rozdźwięk w kluczowych dla nas wartościach. Są czułe słowa, jest dotyk, są komplementy, są flirty, to, o czym marzyłyśmy tak długo. Jedyne, czego brakuje, to jego relacja z Panem Bogiem. Przed samą sobą próbujesz się tłumaczyć, że on w sumie to bywa w kościele, że nie ma nic przeciwko twojemu większemu zaangażowaniu, że szanuje twoją wiarę. Owszem, nie mam nic przeciwko nawiązywaniu koleżeństwa z różnymi mężczyznami. Wielu niewierzących jest szalenie intrygujących i niezwykle interesujących. Poznawajmy się, uczmy się siebie nawzajem. Ale od samego początku podkreślajmy, kto jest w naszym życiu na pierwszym miejscu, jaka jest nasza hierarchia wartości i czego oczekujemy. Kolegować możesz się z każdym, ale ślub weź jedynie z człowiekiem, który pokocha Boga całym sercem. Bóg współdziała ku dobremu i być może staniesz się inicjatorką wiary w tym człowieku. Jednak widoczna przemiana tego mężczyzny musi zajść przed zalegalizowaniem związku. W przeciwnym razie niwelujemy stosy wieczornych modlitw, kiedy prosiłyśmy Pana Boga o człowieka według Jego serca, z którym będziemy usługiwać innym ludziom, który będzie ojcem zaszczepiającym w dzieciach miłość do biblijnych wartości. To przepiękne i bardzo realistyczne marzenia, których nie warto sprzedawać za tzw. miskę soczewicy.</p>
<h3>Presja o wielu twarzach</h3>
<p>Biblijny Ezaw pochopnie oddał swoje życiowe błogosławieństwo Jakubowi za miskę gorącej, pachnącej zupy. Tylko dlatego, że był ogromnie zniecierpliwiony, czekanie dłużyło mu się w nieskończoność. Lepsze było coś tu i teraz niż nie wiadomo co i nie wiadomo kiedy. Nie rezygnujmy z modlitw, marzeń o rodzinie, w której to mąż zachęca do pogłębiania relacji z Bogiem, w której budujemy od początku na trwałym i bezpiecznym fundamencie. Nie ulegajmy komentarzom, że „po trzydziestce nie ma co wybrzydzać”, silnemu pragnieniu posiadania dziecka czy podszeptom, że to, co dzisiaj nie jest ułożone, w małżeństwie jakoś się samo ułoży. Nie kierujmy się pośpiechem, z podeptaniem wieloletnich westchnień do Pana Boga.</p>
<p>Może nie jesteś osobą głęboko wierzącą i kwestie związane z Bogiem jeszcze cię nie przekonują. Jednak masz solidny kręgosłup moralny i dobre wzorce rodzinne, cenisz sobie unikatowe wartości: małżeństwo do końca życia, wierność, bezinteresowną pomoc, dobro, rodzinę, dzieci. Doszukuj się ich w przyszłym mężu. Ty sama doskonale wiesz, jakie wartości są dla ciebie najważniejsze i które powinniście dzielić z przyszłym mężem. W przeciwnym razie to młode małżeństwo obierze niebezpieczny kierunek, sprawiający potężny zawód i ból, ostatecznie być może prowadzący do rozwodu. Pielęgnuj obrane wartości i ich strzeż. Nie spuszczaj z tonu tylko dlatego, że ktoś składa cudne obietnice i pisze romantyczne SMS-y. To czasowa rozkosz. Jeśli twój cichy wewnętrzny głos podpowiada, że to nie to, słuchaj go uważnie i nie trać czujności.</p>
<p>Wybierajmy się codziennie na wizytę u naszego Eksperta. Jego wskazówki są za darmo dostępne o dowolnej porze. Zadawajmy pytania, oczekując odpowiedzi. On ma na imię Zaopatrzyciel, Bóg Wszechmogący. Jestem przekonana, że nasza cierpliwość będzie sowicie wynagrodzona.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/anna-zablocka/ekspert-od-romantycznych-zwiazkow/">Ekspert od romantycznych związków</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Utracone zaufanie</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/alina-wieja/utracone-zaufanie/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafal Korzen]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 15 Aug 2019 11:14:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2016/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Alina Wieja]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://ni.chfzim.atthost24.pl/?p=2425</guid>

					<description><![CDATA[<p>Bez zaufania nie funkcjonuje dobrze ani relacja małżeńska, ani relacja rodzice-dzieci. Zaufanie potrzebne jest w zespole pracowników w miejscu pracy, w transakcjach biznesowych, a także w relacji lekarz-pacjent. Bez zaufania nie funkcjonuje przyjaźń. A tym bardziej nie funkcjonuje wspólnota kościelna. I nie jest przesadą stwierdzenie, że wszystkie relacje międzyludzkie, w których brakuje zaufania, stają się [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/alina-wieja/utracone-zaufanie/">Utracone zaufanie</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Bez zaufania nie funkcjonuje dobrze ani relacja małżeńska, ani relacja rodzice-dzieci. Zaufanie potrzebne jest w zespole pracowników w miejscu pracy, w transakcjach biznesowych, a także w relacji lekarz-pacjent. Bez zaufania nie funkcjonuje przyjaźń. A tym bardziej nie funkcjonuje wspólnota kościelna. I nie jest przesadą stwierdzenie, że wszystkie relacje międzyludzkie, w których brakuje zaufania, stają się dysfunkcyjne. Przy takim postawieniu sprawy pojawia się jednak bardzo konkretne pytanie: Co można zatem zrobić, aby odbudować raz utracone zaufanie? I czy jest to w ogóle możliwe?</p>
<p>Wiele rozwodów jest efektem utraconego zaufania – pod wpływem zdrady, kłamstwa, nieuczciwości finansowej czy lekkomyślnego podejścia do problemów współmałżonka. Podobne kwestie niszczą zaufanie dziecka do rodziców oraz rodziców do dziecka. Osoba, która utraciła do kogoś zaufanie, zazwyczaj nie jest podatna na gołosłowne obietnice czy zapewnienia o bliżej nieokreślonej zmianie postępowania ani nawet przyrzeczenia o chęci poprawy. Paradoksalnie utrata zaufania staje się wysokim murem pomiędzy bliskimi sobie kiedyś osobami. Taki mur musi zostać rozebrany wspólnie: poprzez tego, kto zawiódł, zniszczył zaufanie, jak również poprzez osobę, która została tym zraniona i pokrzywdzona. Dzieje się tak dlatego, że zaufanie funkcjonuje tylko w relacji, a zatem tylko w tej relacji może być odbudowane niejako zespołowo. Z tego powodu w ten proces odbudowy muszą się zaangażować obydwie strony.</p>
<h3>Zmierzyć się z tym, co miało miejsce</h3>
<p>W Bożym Słowie czytamy historię kobiety, która była w kilku relacjach, z różnymi mężczyznami. Za każdym razem związek się rozpadał i kobieta szukała nowej więzi. W efekcie braku zaufania do mężczyzn w piątej relacji nie zawarła już małżeństwa, ponieważ najprawdopodobniej przestała zupełnie ufać mężczyznom, a także ludziom w miejscowości, z której pochodziła. Kiedy potrzebowała naczerpać wody ze wspólnej studni, przychodziła tam w porze, w której nikogo przy studni nie było. Aż nagle pojawił się tam Ktoś, kto nie tylko okazał jej szacunek, ale też zaciekawił ją konfrontacją pełną prawdy i miłości, połączonej z niezwykłą łaską. Samarytanka, bo o nią chodzi, nie tylko zaufała Jezusowi – także z odwagą i bez wstydu pobiegła do ludzi, by opowiedzieć im, że spotkała Chrystusa (zob. Ew. Jana 4:1–42).</p>
<p>Podstawą odbudowy zaufania jest stawienie czoła prawdzie o tym, co zaistniało, i sytuacji, która miała miejsce. Nie zawsze uda się zmienić czy naprawić konsekwencje popełnionych błędów, ale można zmierzyć się (w prawdzie i nadziei na zmianę) z tym, co się wydarzyło. Dopiero w takim miejscu można podjąć decyzję, by mimo błędów razem odbudować to, co jest możliwe do odbudowania. Stając w prawdzie, otrzymujemy odwagę, by postawić odważne kroki wiary. Aby doświadczyć takiego cudu, potrzebujemy dwóch elementów: musimy zaufać Bogu i powstać, by móc zrobić krok wiary.</p>
<h3>Gotowość do przebaczenia</h3>
<p>Tak jak łatwo jest o tym pisać lub mówić, tak w praktycznym wymiarze przebaczenie wszystkiego, co doprowadziło do utraty zaufania, należy do najtrudniejszych kwestii w odbudowywaniu więzi. Bo tak naprawdę przebaczamy jakiś czyn, wypowiedziane słowa lub postawę. Jednak samo przebaczenie nie jest jednoznaczne z zapomnieniem i z tym, że tej osobie potrafimy ponownie zaufać. Ponowne zaufanie to kolejny wybór, który następuje – lub nie – po przebaczeniu sprawcy. Osoby, które zawiodły w dziedzinie zaufania, często oczekują lub wymagają, by jednocześnie dokonały się te dwa procesy. Jednak nie zawsze jest to możliwe. Co najciekawsze, samo Boże Słowo przestrzega nas przed zaufaniem komuś, kto na nie nie zasługuje. <em>Zaufać przewrotnemu w dniu niedoli to tak, jak mieć zepsuty ząb i chwiejącą się nogę</em> (Przyp. Sal. 25:19). Owszem, Bóg oczekuje z naszej strony przebaczenia, ale zachęca też, aby ufać mądrze. Bezwarunkowo godny zaufania jest jedynie sam Bóg, który jest wierny danym obietnicom, nie cofa danego Słowa i zapewnia nas, że nas nigdy nie opuści. A w każdej sytuacji możemy na Nim polegać.</p>
<h3>Przywilej polegania na Bogu</h3>
<p>Zaufanie Bogu budowane jest na Bożej wierności Słowu obietnicy. Bóg zagwarantował, że nie może się zaprzeć samego siebie. A zatem tylko ufność Bogu i Jego Słowu jest źródłem naszego wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa oraz poczucia własnej wartości. Psalmista pięknie to wyraża: <em>Obietnica twoja mnie ożywia</em> (Psalm 119:50). Poprzez słowa Boga darowany jest nam pokój w umyśle i emocjach.</p>
<p>Dopiero takie bezpieczeństwo w Bogu uwalnia nas do tego, aby ponownie zaufać także człowiekowi. Ale jest to już inny wymiar zaufania, którego źródło i gwarancję stanowi obecność Jezusa w nas. Nie jest to już poleganie na sobie i drugim człowieku, lecz poleganie na Bogu, który pracuje i przemienia serce każdej ze stron. Prorok Izajasz pisze o tym w taki sposób: <em>W ciszy i zaufaniu [Bogu] będzie wasza moc</em> (Ks. Izaj. 30:15). Aby odnieść zwycięstwo w sytuacji konfliktowej, możemy oddać wszystko w Boże ręce i oczekiwać Bożej pomocy, a nawet interwencji. Nie narzucamy jednak Bogu, w jaki sposób On ma w tej sytuacji działać. Zaufanie sprawia, że potrafimy Bogu oddać kontrolę nad okolicznościami, a drugiego człowieka błogosławić objawieniem Bożej Obecności.</p>
<h3>Wymiana kontroli na miłość</h3>
<p>Cały taki proces odbudowywania zaufania i oddawania kontroli w Boże ręce kształtuje przede wszystkim nas samych. Wprowadza nas w miejsce pokory, kiedy własne możliwości kontrolowania drugiej osoby zamieniamy na to, by tę osobę nadal kochać i błogosławić. Tego typu miłość pochodzi wprost z serca Boga Ojca. Ona nie jest czymś naturalnym. Ta miłość ma wymiar cudu i jest darem niezwykłym. Tylko taka miłość daje nam też łaskę odbudowania zaufania. Znam małżeństwa, w których dokładnie taki scenariusz zaistniał. Wszystko wokół krzyczało, że po zdradzie, po zadanym bólu i krzywdzie nie da się już niczego odbudować. A jednak zaproszenie Boga do tych sytuacji spowodowało tak radykalne zmiany we współmałżonkach, że dzisiaj ich relacje są o wiele piękniejsze od wszystkich poprzednich z najlepszych okresów wspólnego życia. Tego może dokonać tylko Obecność Jezusa i ufność, którą mamy pokładać tylko w samym Bogu (zob. Przyp. Sal. 22:19).</p>
<h3>Troska o swoje serce</h3>
<p>Kiedy jesteśmy zranieni, a nasze zaufanie w ludzkich relacjach legło w gruzach, pierwszą rzeczą, o którą musimy zadbać, jest to, by zachować czystym własne serce. Brak przebaczenia, osądzanie, szukanie rewanżu, domaganie się sprawiedliwości w ludzki sposób zanieczyszczają nasze serce. I w tym miejscu najbardziej adekwatną i najlepszą podpowiedzią ze strony naszego Stwórcy są słowa z Przypowieści Salomona: <em>Z całego serca Panu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku [na ludzkim sposobie rozumowania]. Poznawaj Go na każdej swej drodze, a On twe ścieżki wyrówna</em> (Przyp. Sal. 3:5–6, BT). Bardzo praktyczne zastosowanie tego Słowa uwolni nas, tak jak w przypadku Samarytanki, do najbardziej zaskakujących reakcji i rozwiązań problemów, które wydawały się nie do rozwiązania.</p>
<h3>Pielęgnowanie atmosfery zaufania</h3>
<p>Oddając każde rozczarowanie w Boże ręce, nie tylko staniemy się wolni, by zaufać w nowy sposób, ale także będziemy mogli wypowiadać nad osobami, które nas zawiodły, słowa błogosławieństwa, słowa życia. Będziemy nawet doświadczać niezwykłej radości, by życzyć tym osobom dobra i samemu wyświadczać im dobro! Tak, to graniczy z cudem, ale jest możliwe. Taka postawa pomoże nam stworzyć nową atmosferę zaufania, skoncentrowaną już nie na naszych własnych oczekiwaniach i możliwościach, lecz na osobie Jezusa Chrystusa. W takiej atmosferze wszyscy podlegają przemianie, również my sami. Przestajemy pomnażać własne cierpienie ciągłym przypominaniem sobie zadanych nam krzywd. Ufając Bogu, oddajemy problemy w Jego ręce, wierząc, że On wszystko dobrze uczyni. Niepokój i frustracje zostaną pokonane, a promienie Bożego pokoju wniosą niezwykłe poczucie bezpieczeństwa. Nie patrzymy już wtedy na siebie nawzajem z perspektywy złej przeszłości, ale z perspektywy Bożych dobrych planów, przeznaczenia i powołania dla przyszłości.</p>
<p>Każdy z nas może stać się osobą, która w taki sposób ufa Bogu. Zaufanie nie może polegać na okolicznościach. Ono bazuje zawsze na połączeniu serca z sercem: twojego serca z sercem Boga, a także twojego serca z sercem drugiego człowieka. Zaufanie zawsze wzmacnia siłę relacji. Dlatego warto zainwestować w zaufanie i wyrażanie wdzięczności za siebie nawzajem! Zaufanie jest również bardzo ważne we wspólnej modlitwie, modlitwie zgody ze sobą i zgody z Niebem, by dobre zmiany nastąpiły w małżeństwach, rodzinach, wspólnotach i całym narodzie. Ufność oparta na wierności Boga, który nigdy nas nie zawiedzie, czyni cuda i sprowadza z Nieba rzeczy po ludzku niemożliwe.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/alina-wieja/utracone-zaufanie/">Utracone zaufanie</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Z bloga (jeszcze) singielki</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/anna-zablocka/z-bloga-jeszcze-singielki/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafal Korzen]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 02 Aug 2019 08:56:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2016/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Zabłocka]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naszeinspiracje.com/?p=2528</guid>

					<description><![CDATA[<p>Cała gama możliwości – i z tymi, i z tamtymi; i z tą, i z tamtą; i tu, i tam. Wręcz nie wiadomo, na co się zdecydować. Dni mijały, kiedy nagle okazało się, że już połowa sierpnia, że mam w kieszeni pulę urlopową, pieniądze i chęć wyjazdu. Jedyne, czego mi brakuje, to&#8230; towarzystwo. Nikomu nie [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/anna-zablocka/z-bloga-jeszcze-singielki/">Z bloga (jeszcze) singielki</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Cała gama możliwości – i z tymi, i z tamtymi; i z tą, i z tamtą; i tu, i tam. Wręcz nie wiadomo, na co się zdecydować. Dni mijały, kiedy nagle okazało się, że już połowa sierpnia, że mam w kieszeni pulę urlopową, pieniądze i chęć wyjazdu. Jedyne, czego mi brakuje, to&#8230; towarzystwo. Nikomu nie pasuje termin albo przeszkodą jest deficyt finansowy. Sprawdzam więc opcje z „przyjaciółką Itaką”. I kiedy już w desperacji jestem gotowa sama wybrać się na wycieczkę do Turcji, okazuje się, że cena podawana w ofertach, owszem, dotyczy jednej osoby, ale wówczas, kiedy jedzie się w parze. No tak, zapomniałam, że jestem nie do pary, wobec czego obowiązuje mnie kwota sporo wyższa, a ta z kolei już przekracza mój budżet. Rezygnuję z Turcji all inclusive.</p>
<h3>Newralgiczne momenty</h3>
<p>A miało być tak dobrze. Nie dość, że nie mam pary, to jeszcze muszę za to dopłacić. Tym samym wizja fajnego wyjazdu powoli oddalała się na następny rok. Zbliża się koniec lata, perspektywa chlapy i jesiennego mroku, który z rana wygląda jak istny Mordor. Jestem o krok od tego, by spotkać się z koleżankami singielkami i pięknie ponarzekać, jak to źle jest nie mieć nikogo, że padamy ofiarą w takich sytuacjach jak wycieczka, sylwester, walentynki czy inne „newralgiczne momenty”, które dziwnym sposobem mnożą się z roku na rok.</p>
<p>I nagle, w osobie mojej współlokatorki, dochodzi do mnie głos rozsądku. Pada pytanie: „Co chciałabyś robić na urlopie?”. Z wymienionych przeze mnie aktywności wynika, że najbardziej chciałabym: biegać, pływać, ćwiczyć, trochę plażować i dalej: biegać, pływać, ćwiczyć. I nagle olśnienie! Może internet podpowie mi coś o obozach fitness? Natrafiam na wiele wyjazdów dla dzieci – odpadają, bo bliżej mi do mamy niż do dziecka. Natrafiam na wyjazdy z jogą – odpadają z uwagi na jogę. Natrafiam na wyjazdy z nordic walkingiem – odpadają ze względu na wiek uczestniczek. Natrafiam na Boot Camp (obóz z wieloma treningami dziennie, w terenie) – zakochuję się już w samym opisie. Czuję potężną ekscytację i motyle w brzuchu. Mam swój upragniony urlop.</p>
<blockquote><p>GDY ZAWODZI OPCJA A, NA KTÓRĄ TAK MOCNO LICZYŁAŚ, ZWRÓĆ UWAGĘ NA GAMĘ OPCJI OD B DO Z. JEST ICH DUŻO WIĘCEJ NIŻ SAMA JEDYNA OPCJA A. KTO POWIEDZIAŁ, ŻE ONA JEST NAJLEPSZA?!</p></blockquote>
<p>To dało mi do myślenia, że nie warto patrzeć na ograniczenia (wynikające np. z bycia singlem), jakie zauważamy w pierwszej kolejności. Ważne jest, aby chronić swoje myśli od stopniowego zgorzknienia, jakie powoduje użalanie się nad sobą. Jaka jest więc inna perspektywa na tę sprawę? Jeśli lewy skręt nie był właściwy, czym prędzej wypróbuję jazdę prosto lub w prawo, bez szerszego komentowania skrętu w lewo, a bardziej z nadziejami, że w prawo lub prosto dobrze dojadę.</p>
<p>Większa inwestycja w to, co mnie czeka, i niezachwiana wiara, że dobry Bóg ma najlepsze rozwiązania (nawet w kwestii moich wakacji), zamiast rozpamiętywania niepowodzeń, frustracji, niezadowolenia – naprawdę prowadzi do szczęścia. Bóg jest po prostu dobry (zob. Psalm 119:68) i nie pozwoli nam się zranić, jeśli z Nim przebywamy, pragniemy Jego przewodnictwa i Jego pomysłów.</p>
<blockquote><p>WYCHYL NOSA ZE SWOJEJ BEZPIECZNEJ STREFY. W RAZIE CZEGO ZAWSZE MOŻESZ DO NIEJ WRÓCIĆ I NA NOWO SIĘ W NIEJ BEZPIECZNIE SKRYĆ.</p></blockquote>
<h3>Niestandardowe rozwiązania</h3>
<p>W mojej sytuacji dodatkowo odkryłam, jak ważna jest otwartość na niestandardowe, nieznane nam do tej pory rozwiązania czy propozycje. Tak łatwo dojść do wniosku, że najlepsze formy aktywności są już nam znane, że nie mamy ochoty na naukę nowej umiejętności. Z wiekiem chęć podejmowania ryzyka delikatnie maleje, preferujemy to, co sprawdzone.</p>
<p>Wróciłam z wyjazdu z kilkoma nowymi nawykami żywieniowymi. A do tej pory wtłoczenie najmniejszej zmiany do mojego rozchwianego harmonogramu posiłków graniczyło z cudem. Przede wszystkim odkryłam solidną wydolność, wytrzymałość i siły, jakimi mnie Pan Bóg obdarował. Zmieniłam dotychczasowe zajęcia fitness na bardziej zaawansowane. Słowa trenera plus wyniki na treningach pozwoliły mi odkryć pewne zdolności, których do tej pory nie byłam świadoma. Pojawiły się marzenia o zainwestowaniu w uprawnienia instruktora. Czy dojdzie do ich realizacji? Nie mam pojęcia. Na razie cieszę się regularnością treningów i satysfakcją z wykonywania coraz trudniejszych ćwiczeń.</p>
<blockquote><p>Odkryłam, jak ważna jest otwartość na niestandardowe, nieznane nam do tej pory rozwiązania</p></blockquote>
<p>Po wpłaceniu zaliczki nagle do mnie dotarło, że właśnie jadę na dłuższy urlop, z grupą ludzi, których nie znam. Ogarnął mnie dziwny lęk przed tym, jak się odnajdę towarzysko, przy zwykłych posiłkach, między treningami. Do tej pory zawsze grałam przy akompaniamencie swoich znajomych albo dobrej koleżanki. Coś, co wydaje się niezmiernie proste (poznajesz nowych ludzi i z nimi rozmawiasz), dla mnie brzmiało jak bariera nie do przeskoczenia. Odkąd pamiętam, mój czas z nieznajomymi ograniczał się do jednego wieczoru (bardzo, bardzo rzadko), który kończyłam o dowolnej porze, wracając do swojej bezpiecznej przestrzeni: domu lub ludzi, których znam i którzy mnie znają i akceptują. Moi znajomi być może uśmiechają się teraz z niedowierzaniem: „Jak to możliwe, z taką osobowością?”. Okazuje się, że każda z nas ma swoje lęki, o różnym podłożu. One powodują nieufność. Czasem są dobre, a czasem zwyczajnie nas ograniczają i okradają z szans otrzymania czegoś ciekawego od losu&#8230; od Boga.</p>
<h3>W bonusie</h3>
<p>Wyjazd Boot Camp okazał się skupiskiem ludzi, którzy całkowicie odpowiadali moim preferencjom – wiek, osobowość, poczucie humoru, poruszane tematy, podejście do sportu itd. Czułam się doskonale. Moje lęki odeszły. Wróciłam do domu z dwiema niezwykłymi relacjami. Jedna – kobieca, która jest dla mnie potężną inspiracją i udowadnia, że życie nie musi być nudne, ale przepełnione atrakcjami. Druga – męska, która ciągle mnie dopinguje, by nie odpuszczać ze sportem, pokazuje, że bardzo młodzi mężczyźni mogą być dojrzali. To uczy też, że niekoniecznie każda znajomość z ciekawym mężczyzną musi dotyczyć spraw matrymonialnych. Możemy zwyczajnie się kolegować, choć nieraz jest to trudne, zwłaszcza kiedy już na początku znajomości jesteśmy w blokach startowych do ołtarza.</p>
<p>A gdyby tak&#8230; spokojnie, bez gonitwy, bez zniecierpliwienia? Jak będzie z tego coś więcej, super! Jeśli nie, wiem, że moje życie jest ulokowane w najbezpieczniejszych, Bożych rękach. Uwalniam swoją głowę od fantazji o kolejnej (gdy nie było jeszcze pierwszej) randce. Ważny jest spokój i cieszenie się znajomością, uczenie się mężczyzn, możliwość podzielenia się tym, kim jest dla nas Bóg i że stanowi On taką wartość, że choćby nigdy mój stan cywilny się nie zmienił, i tak pozostanę Mu ufna i szczęśliwa.</p>
<h3>Nieoczekiwany kierunek</h3>
<p>Zdecydowanie warto się przełamywać, próbować, by nieustannie się rozwijać oraz odkrywać nowe pasje i potencjał zdeponowany w nas przez Stwórcę. A kto wie, może ten nowy, nieoczekiwany kierunek przyniesie nam coś ekscytującego? Po jego zasmakowaniu będziemy dziękować Bogu, że nie pozwolił nam się mu oprzeć. Nigdy by nie doszło ani do crossfitu, ani do nowych nawyków żywieniowych, ani do fajnych relacji, gdybym trafiła do Turcji i nie otworzyła się na nieznane.</p>
<p>Co może być twoim Boot Campem? Może coś mniejszego lub większego kalibru? Każda z nas jest na innym etapie i dla każdej z nas bezpieczna strefa gdzie indziej ma swoje granice. Przede wszystkim odwróćmy naszą uwagę od trybu „narzekalstwa” w TYCH sytuacjach, w których bardziej nam brakuje męskiego ramienia. Przejdźmy w tryb „nowej nadziei”. Mam na myśli zaciekawienie „małym początkiem” (zob. Ks. Zach. 4:10a) i danie mu szansy, choć wymaga to walki z własnymi lękami. To również przeniesienie koncentracji z tego, czego nie mam, czego jeszcze nie widzę, na wdzięczność za to, co już mam i co przyjdzie – bo mój Bóg zaspokaja wszelką moją potrzebę,<em> to, czego nie ma, powołuje do bytu</em> (List do Rzym. 4:17).</p>
<p>Jestem przekonana, że przerobienie takich lekcji przed spotkaniem ukochanej osoby na pewno wniesie sporą wartość w nasze życie, kiedy będziemy już w związku. „Panie, Boże drogi, dziękuję, że Twoje plany na moje dzisiaj i jutro są o wiele większe i lepsze, niż się spodziewam. I że uchroniłeś mnie od samotnej wycieczki do Turcji”.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/anna-zablocka/z-bloga-jeszcze-singielki/">Z bloga (jeszcze) singielki</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Singielka w Kościele</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/anna-zablocka/singielka-w-kosciele/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/autorzy/anna-zablocka/singielka-w-kosciele/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 21 Oct 2016 09:45:04 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2015/2 (lato)]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Zabłocka]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=2043</guid>

					<description><![CDATA[<p>Każdy chce kochać i być kochanym. Jednak coraz bardziej zauważalne staje się zjawisko singielstwa (ang. single – nieżonaty/niezamężna). Słowo „singiel” oznacza osobę żyjącą w pojedynkę z własnego wyboru lub z przyczyn losowych. Singlami mogą być zarówno panny i kawalerowie, jak i osoby rozwiedzione czy owdowiałe. Singielka czy stara panna? Od kilku lat w naszym kraju [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/anna-zablocka/singielka-w-kosciele/">Singielka w Kościele</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Każdy chce kochać i być kochanym. Jednak coraz bardziej zauważalne staje się zjawisko singielstwa (ang. single – nieżonaty/niezamężna). Słowo „singiel” oznacza osobę żyjącą w pojedynkę z własnego wyboru lub z przyczyn losowych. Singlami mogą być zarówno panny i kawalerowie, jak i osoby rozwiedzione czy owdowiałe.</p>
<h4>Singielka czy stara panna?</h4>
<p>Od kilku lat w naszym kraju zdecydowanie rośnie liczba osób w wieku 27–35+, które nie żyją w małżeństwie. Kiedyś często określano je negatywnie brzmiącym sformułowaniem „stara panna” lub „stary kawaler”. Dzisiaj to po prostu single. Słowo to ma zdecydowanie mniejszy ładunek pejoratywny. Zdarzało mi się słyszeć opinie, że dana kobieta jest singlem z wyboru, ponieważ zainwestowała w karierę zawodową. Pogoń kobiet za wiedzą, doświadczeniem zawodowym, awansem i realizowaniem siebie jest faktycznie powszechna. Taki powód singielstwa brzmi, owszem, bardzo nowocześnie. Jednak w moim przekonaniu jest jedynie górnolotnym wytłumaczeniem prawdziwej sytuacji, w której dotychczasowe związki się rozpadły, ponieważ styl życia i liczba godzin spędzanych w pracy nie służyły rozwojowi tych relacji. Określenie „singielka z wyboru” wydaje się tak naprawdę ukrywaniem własnej samotności lub szeregu porażek w relacjach.</p>
<h4>Gdzie ci mężczyźni?</h4>
<p>Niemalże wszystkie kobiety w wieku ok. 30 lat pragną relacji z mężczyzną. Coraz dotkliwiej odczuwają niknące grono koleżanek singielek, kolejny ślub, na który brak osoby towarzyszącej, spotkania przyjaciół złożonych z samych par, pragnienia seksualne, które w przypadku kobiet wierzących nie są realizowane do dnia ślubu, a także częste komentarze: „Zegar biologiczny tyka, a pierwsze dziecko najzdrowiej jest urodzić przed 30 rokiem życia”. Kobiety te zdają się więc pytać: „Gdzie ci mężczyźni? Zdecydowani, stanowczy, męscy, zdeterminowani, by o kobietę zawalczyć?”. W ich głosie coraz częściej pojawia się rozżalenie, że pozostają bez partnera mimo prób, mimo marzeń.</p>
<p>Pragnienie, które włożył w nasze serca sam Bóg, w dalszym ciągu daje o sobie znać. Coraz mniej rozumiemy płeć przeciwną. Mimo iż wokół jest wielu singli, jakoś nie są w stanie się dobrać. Kobiety zaczynają rozmyślać: „Może ze mną jest coś nie w porządku? Co robię nie tak? Może jestem zbyt wymagająca i trudno sprostać moim oczekiwaniom? Może wyglądam na niedostępną? Gdzie się udać, aby kogoś poznać?”.</p>
<blockquote><p>Boże obietnice stanowią niezawodne źródło wartości, godności, zadowolenia oraz wolności od strachu przed samotną przyszłością</p></blockquote>
<h4>Czy mogę żyć w spełnieniu?</h4>
<p>Są takie singielki (włączając mnie samą), które żyją szczęśliwym, spełnionym życiem, marząc o mężu, jednak nie warunkując codziennej radości jego obecnością. Istnieją kobiety, które po prostu wypracowały w sobie siłę, mają poczucie własnej wartości, godnie czekają i realizują swoje pasje, są szczęśliwe mimo braku partnera. Zdaję sobie sprawę, że w moim przypadku jest to wypadkowa m.in. wiary w Boże obietnice, poczucia wartości, ale również zdrowego i bezpiecznego dzieciństwa. Każda kobieta ma jednak inne podejście do singielstwa. Najczęstsze zmagania dotyczą poczucia samotności oraz niskiej samooceny.</p>
<p>Podkreślanie w rozmowie z kobietą niezamężną atutów singielstwa może się spotkać z reakcją w postaci znudzonego wywrócenia oczami lub obojętnego wzruszenia ramionami. Osobom, którym dotkliwie doskwiera singielstwo, mało pomocne są argumenty o pozytywnych aspektach tego stanu. Kiedy frustracja sięga zenitu, staje się to sygnałem, że relacja z Bogiem być może została zachwiana, podobnie jak ufność w Bożą dobroć.</p>
<h4>Znajomi z kościoła</h4>
<p>Kościół stanowi integralną część społeczeństwa. Tak, jak uwarunkowania polityczne, gospodarcze i społeczne oddziałują na społeczeństwo, tak i Kościół naturalnie nasiąka wpływami społeczeństwa, kultury i czasu, w jakim funkcjonuje. Rolą Kościoła jest wskazywać na treść Pisma Świętego i potężną rolę dzieła Pana Jezusa w naszym codziennym życiu, tak aby ludzie w centrum wszelkich tendencji i zjawisk socjologicznych żyli pełnią życia mimo wszystko. Kościół stanowi dla singli miejsce duchowego wzrostu, źródło inspiracji, podniesienia i nadziei. Jednak zdarza się, że znajomi z lokalnego kościoła wyolbrzymiają fakt, że dana osoba nie jest jeszcze w związku. Czasem można się spotkać z mało eleganckimi pytaniami o partnera, a także z komentarzami, za którymi stoi zapewne szczera intencja podniesienia na duchu, np.:</p>
<ul>
<li>Taka piękna dziewczyna&#8230; Jak to możliwe, że w dalszym ciągu nie masz jeszcze chłopaka?</li>
<li>A może jesteś po prostu zbyt wybredna lub kapryśna?</li>
<li>Jest to czas, w którym Bóg cię doskonali.</li>
<li>Kochana, oczywiście modlić się trzeba, ale wiesz&#8230; działać też trzeba.</li>
</ul>
<p>Mam nieodparte wrażenie, że osoby niebędące jeszcze w małżeństwie chciałyby usłyszeć więcej o godnym czekaniu, o historii znajomej mężatki, w jaki sposób ona sama przechodziła przez czas oczekiwania, o umiejętności cieszenia się życiem obecnym. Single potrzebują wzmocnienia i dobrego przykładu, jak przejść przez wyzwania tego czasu. Zainteresowanie stanem cywilnym to temat zbyt chodliwy i interesujący, aby się go pozbyć <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/13.0.1/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> Warto jednak zwrócić uwagę osobom w otoczeniu singielki, by zainteresowały się raczej jej przeżyciami duchowymi, podróżami czy książkami, jakie ostatnio przeczytała, zamiast z dużą częstotliwością dopytywać o życie osobiste.</p>
<h4>Może jestem zbyt wybredna?</h4>
<p>Wierzące niezamężne kobiety przeżywają dokładnie te same stany i emocje co ich niewierzące koleżanki: samotność, lęk o przyszłość, uzależnianie swojej wartości od posiadania partnera. Może do tego dochodzić podważanie wartości modlitwy o przyszłego męża („Tak długo się modlę i nic się nie dzieje”), pomniejszanie wartości płynącej z cierpliwego oczekiwania, obniżanie standardów dotyczących wyboru partnera („Wybieram mężczyznę niewierzącego. Mam nadzieję, że przyprowadzę go do Boga”). Przeciwnik Boga okrada kobiety (które oddały swoje życie Bogu i czytają Pismo Święte) z obietnic na temat życiowego powołania i dobrej przyszłości.</p>
<h4>Boże Słowo o mojej godności</h4>
<p>Obserwując własne życie singielki, wierzę gorąco, że Pan Bóg i Jego obietnice stanowią niezawodne źródło wartości, godności, zadowolenia oraz wolności od strachu przed samotną przyszłością. Wierząca singielka może przechodzić przez ten etap życia, odnajdując spełnienie, bez nieustannej tęsknoty za czymś, czego jeszcze nie ma. Wyróżniać nas może poczucie szczęścia i spełnienia mimo okoliczności. Trzymajmy się Bożych obietnic, praktycznie stosujmy prawdy Pisma Świętego oraz troszczmy się o indywidualną, bardzo bliską relację z Jezusem. Wierzące singielki mogą żyć pełnią życia – ma na to wpływ nasza przemiana za sprawą Ducha Świętego.</p>
<h4>Mój wpływ na moje emocje</h4>
<p>Warto jednak zwrócić uwagę, aby za duchową przemianą poszły również zmiany w stylu życia: sport, odżywianie się, ubiór, uczesanie. Nawet drobne zmiany w tych aspektach poprawią nasze samopoczucie, kondycję i wygląd zewnętrzny, zwiększą atrakcyjność – nie tylko w oczach nas samych. Nie zmienimy na siłę faktu, że wymarzonych mężów jeszcze przy nas nie ma, możemy jednak wpłynąć na to, jak przechodzimy przez ten etap życia.</p>
<p>Zarówno w małżeństwie, jak i w stanie wolnym naszym głównym powołaniem jest bliskość z Jezusem Chrystusem i pełna żarliwości służba dla Niego, dyscyplina i oddanie w poszukiwaniu Bożej Obecności, karmienie się Bożym Słowem każdego dnia oraz stosowanie go w życiu. Jedynie to gwarantuje piękną i spełnioną podróż życia: najpierw przez singielstwo, a potem przez małżeństwo.</p>
<h4>Duch Święty – Pocieszyciel</h4>
<p>Jedno z imion Ducha Świętego to Pocieszyciel. Niesie On pocieszenie, podniesienie i wzmocnienie. Duch Święty został nam dany, by interweniować w sytuacjach, w których czujemy się samotni, opuszczeni. Duch Święty, który jest w nas, może dać nam ponadnaturalny pokój, który przekracza ludzkie rozumowanie: <em>Pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie</em> (List do Filip. 4:7). Możemy więc z Duchem Świętym rozmawiać, oddawać Mu swoje samopoczucie i prosić o ponadnaturalne pocieszenie.</p>
<h4>Córka królewska – dziedziczka</h4>
<p>Kluczowa wartość kobiety nie tkwi w osiągnięciach, wyglądzie zewnętrznym czy stanie cywilnym, choć każda z tych sfer jest niezwykle delikatna. Codziennie bombardują nas różne komentarze na ich temat (łącznie z zaznaczaniem, jak blado wypadamy w porównaniu z innymi kobietami). Jednak nasza wartość jest ulokowana w bezpiecznym miejscu przynależności do Boga. Jesteśmy córkami królewskimi i dziedziczkami wszystkiego, co Bóg obiecuje.</p>
<p>Doskonale znam stan stęsknionej singielki, która właśnie dowiaduje się o ślubie koleżanki. Miałyśmy wrażenie, że „oczekiwanie” mamy nieźle opanowane, a okazuje się, że jednak nie do końca. I właśnie ze względu na te wyzwania Pismo Święte zachęca nas do wdzięczności. Każdy dzień obfituje w dziesiątki rzeczy, za które możemy być wdzięczne. Jeśli też jesteś singielką, może cisną ci się na usta słowa: „Łatwo powiedzieć”. Jednak moją uwagę przykuła pewna prawda: Bóg przebywa w chwałach swojego ludu, nie w narzekaniu. Bóg cieszy się, gdy na głos wypowiadamy słowa dziękczynienia, którymi zwalczamy atakujące nas myśli związane z narzekaniem. Jestem pewna, że tkwi w tym potężna duchowa głębia. Dziękczynienie prowadzi do pełni wolności – stanu, w którym żadna okoliczność nie może nas pokonać.</p>
<h4>Radość z obecnego życia w darze</h4>
<p>Zarówno czas singielstwa jak i czas małżeństwa są darami od Boga. W tym kontekście Apostoł Paweł nazywa dany etap w życiu „darem łaski”. Żaden z tych darów nie jest gorszy czy lepszy od drugiego. Mam świadomość, że niezadowolenie z obecnego daru (singielstwo) niesie duże niebezpieczeństwo szybkiej utraty satysfakcji z kolejnego daru, jakim będzie małżeństwo. A kiedy myślę o życiu singielki, jako o darze od Boga (danym na jakiś czas) zaczynam dostrzegać w tym darze możliwości i niezwykłe szanse. Mogę wtedy „wycisnąć” z tego daru jak najwięcej! Zatem uświadomienie sobie, że na obecnym etapie mojego życia singielstwo jest darem, sprawia, że mogę prawdziwie cieszyć się życiem aż do momentu otrzymania kolejnego daru – życia w relacji małżeńskiej.</p>
<h6>Wybrane źródła:<br />
1. Kenneth Ryan, Jak znaleźć księcia z bajki w stawie pełnym ropuchów, Vocatio 2015.<br />
2. http://www.christianitytoday.com/ct/2011/augustweb-only/johnstottsingleness.html.<br />
3. http://www.singleness.org/gifts.shtml.</h6>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/anna-zablocka/singielka-w-kosciele/">Singielka w Kościele</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/autorzy/anna-zablocka/singielka-w-kosciele/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Co łączy rodzinę?</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/alina-wieja/co-laczy-rodzine/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/autorzy/alina-wieja/co-laczy-rodzine/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 29 Mar 2016 13:56:47 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2014/4 (zima)]]></category>
		<category><![CDATA[Alina Wieja]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1867</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wielu liczy na cud. I rzeczywiście Bóg może uczynić cud. Jednak sam Twórca rodziny wodzi oczyma swymi po całej ziemi, aby wzmacniać tych, którzy szczerym sercem są przy Nim (2 Kron. 16:9a), polegają na Nim i pragną stosować na co dzień Jego skuteczne zalecenia. Na temat wzmacniania rodziny można pisać bardzo dużo, można proponować wiele [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/alina-wieja/co-laczy-rodzine/">Co łączy rodzinę?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Wielu liczy na cud. I rzeczywiście Bóg może uczynić cud. Jednak sam Twórca rodziny wodzi oczyma swymi po całej ziemi, aby wzmacniać tych, którzy szczerym sercem są przy Nim (2 Kron. 16:9a), polegają na Nim i pragną stosować na co dzień Jego skuteczne zalecenia. Na temat wzmacniania rodziny można pisać bardzo dużo, można proponować wiele rozwiązań i pomysłów. Nie da się jednak pominąć głównego przesłania samego Stwórcy małżeństwa i rodziny, który każdą przemianę rozpoczyna od przekazu miłości. W rodzinie jest najwięcej okazji do okazywania sobie miłości. Jednocześnie tam też najtrudniej jest kochać, jeżeli domownicy nie funkcjonują tak, jak byśmy tego chcieli. I nawet w chrześcijańskich rodzinach coraz trudniej zobaczyć miłość i szacunek w działaniu. Co zatem można zrobić, by mimo wszystko wznieść się na poziom miłości ponad konfliktami i nieporozumieniami? Jest co najmniej pięć ważnych elementów, które mogą nam w tym pomóc w sposób bardzo praktyczny.</p>
<h4>1. Wybrać mądrość, by zasiewać tylko dobre ziarna</h4>
<p>Nieporozumienia i konflikty są częścią rozwoju rodziny. Właściwie rozwiązywane wprowadzają domowników na nowy poziom dojrzałości. Nierozwiązywane lub rozwiązywane niewłaściwie stają się narzędziem zniszczenia rodziny. Na podstawie Bożego Słowa można stwierdzić, że każdy konflikt międzyludzki blokuje naszą relację z Bogiem:<em> Jeśli kto mówi: Miłuję Boga, a nienawidzi brata swego, kłamcą jest; albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi</em> (1 Jana 4:20). Postawa braku miłości sprawia, że modlitwy współmałżonków nie docierają przez Boży tron, o czym pisze apostoł Piotr (zob. 1 Piotra 3:7). Apostoł Jakub z kolei ostrzega, że wszelkie złe postawy względem siebie nawzajem po prostu blokują nasze szczęście<em>: Bo gdzie jest zazdrość i kłótliwość, tam niepokój i wszelki zły czyn</em> (Jakuba 3:16). Wypowiadając złe słowa przeciwko sobie, zasiewamy złe ziarno lub wzmacniamy jego wzrost. Przynosi ono plon zgodnie z działającym biblijnym prawem siewu i zbioru. To prawo gwarantuje, że zbierzemy zawsze wielokrotność tego, co zasialiśmy. Jeżeli zasiewamy mądre słowa, zbierzemy dobre plony. Słowa raniące, obraźliwe, słowa krytyki czy narzekania na siebie nawzajem przynoszą złe i pomnożone negatywne rezultaty w życiu rodzinnym. Boża mądrość pokazuje nam sposób rozwiązania problemu, możliwość wybrania dobrego czasu i miejsca na ważną rozmowę, dzięki której tak wiele może się zmienić.</p>
<h4>2. Zaprosić Boży pokój, by patrzeć z perspektywy Nieba</h4>
<p>Boży pokój zawsze działa najpierw dla dobra tego, kto ten Boży pokój zaprasza: wypełnia on serce, myśli i emocje. Wnoszenie Bożego pokoju w rodzinną atmosferę, w miejsce konfliktu, to efekt przemienionego serca. Warto poznać, czym jest, ale też czym nie jest Boży pokój. Nie oznacza on unikania konfliktów, ukrywania problemów, „zamiatania ich pod dywan” czy tłumienia ich „świętym spokojem”. Słowo „pokój” w języku hebrajskim brzmi: shalom. Określa czynny proces wprowadzania dobrostanu, ukojenia, zaopatrzenia każdej potrzeby, szczęścia, poczucia bezpieczeństwa, pojednania. Obecność pokoju szalom w rodzinie jest praktycznie wszystkim, co jest jej potrzebne i co może wzmocnić relacje. Pokazuje nam ból i zranione emocje drugiej osoby. Daje siłę, by nie osądzać jej emocji i zacząć działać dla jej dobra, a nie w kierunku zniszczenia. Boży pokój pozwala w skupieniu i z empatią wysłuchać drugiej strony i spojrzeć na nią oraz jej potrzeby z perspektywy Nieba, oczami Jezusa Chrystusa.</p>
<blockquote><p>Co można zrobić, by wznieść się na poziom miłości ponad konfliktami i nieporozumieniami?</p></blockquote>
<p>Kiedy Pan Jezus wysyłał uczniów do służby, jedno z poleceń, które im dał, dotyczyło wnoszenia pokoju szalom do domów: <em>A gdy do jakiegoś domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój domowi temu</em> (Ew. Łuk. 10:5). Pan Jezus uczył uczniów rozpoznawać, czy w danym domu są osoby, które ten pokój szalom przyjmują. A wśród ośmiu błogosławieństw wymienił: <em>Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni synami Bożymi będą nazwani</em> (Ew. Mat. 5:9). Czynienie, czyli wprowadzanie Bożego pokoju jest nie tylko źródłem błogosławieństwa, lecz także powołaniem dzieci Bożych. A zatem każde domostwo zostaje wzmocnione poprzez zaproszenie Boga – Tego, który jest Pokojem, o którym członkowie rodziny mogą powiedzieć: <em>On jest pokojem naszym</em> (List do Efez. 2:14).</p>
<h4>3. Włączyć światło, by posprzątać bałagan</h4>
<p>W budowaniu wzajemnego zaufania pomiędzy mężem i żoną oraz pomiędzy rodzicami a dziećmi potrzebna jest pełna szacunku troska o te relacje. Ta troska wyraża się m.in. w otwartości na konfrontację. Konfrontacja bardzo często jest błędnie utożsamiana z konfliktem, tymczasem jest dokładnie odwrotnie – stoi ona po przeciwnej stronie konfliktu. Właściwa konfrontacja to zaproszenie prawdy w połączeniu z miłością, szacunkiem i łagodnością. Dobrą i słuszną konfrontację można porównać do włączenia światła w ciemności – dopiero wtedy możemy zobaczyć prawdę o danej sytuacji. Bez otwartości na prawdę nie jesteśmy w stanie dobrze rozwiązać żadnego nieporozumienia czy też spojrzeć na sporne zagadnienia z odpowiedniej perspektywy. Nie potrafimy uświadomić sobie również konsekwencji danej sytuacji ani przejąć za nie odpowiedzialności.</p>
<blockquote><p>Stwórca małżeństwa i rodziny każdą przemianę rozpoczyna od okazywania miłości</p></blockquote>
<p>Pamiętajmy jednak, że prawda wypowiadana bez miłości jest odrzucana. Nie da się przekonać o prawdzie, mówiąc w sposób ofensywny, osądzający, ponieważ wtedy będziemy słuchani defensywnie (obronnie). Ktoś, kto zacznie się przed nami bronić, nie będzie otwarty na żadną korektę z naszej strony. Dzisiaj ludzie bardziej słuchają naszych emocji niż słów, które wypowiadamy. Mając złe nastawienie do innych, oskarżając domowników i wskazując tylko na ich błędy, nie będziemy w stanie posprzątać bałaganu, który stworzyliśmy wokół siebie. Oczywiście chodzi o bałagan w relacjach: o zranienia, niezrozumienia i obrażanie się.</p>
<p>Tylko dążenie do prawdy opakowanej w łaskę i miłość daje szansę na odbudowanie utraconych więzi. Rodziny, które potrafią zmierzyć się z prawdą o przeszłości i z tym, jak wygląda dana sytuacja dzisiaj, są w stanie z nadzieją spojrzeć w przyszłość. Wszelkie sposoby wypierania faktów, zaprzeczania temu, co się naprawdę stało, niszczą rodzinę. Są jak gangrena, która atakuje każdą tkankę.</p>
<h4>4. Poprosić Boga o miłość i odwagę, by rozpocząć od siebie</h4>
<p>Trzeba stale pamiętać, że konflikty i nieporozumienia nie rozwiązują się same. Czekanie, by czas to za nas zrobił, niczego nie zmieni. Wbrew obiegowym powiedzeniom, że czas leczy rany, prawdą jest, że czas nie leczy ran, a wręcz działa na ich niekorzyść. Urazę zamienia w gorzkość, a rozgoryczenie prowadzi z czasem do depresji. By stawić czoła trudnej sytuacji, potrzebujemy i miłości, i odwagi. I tylko Jezus może nam je darować. On może wzbudzić w nas miłość, której nam brakuje, bo w Nim jest niewysychające źródło miłości. Miłość pokonuje wstyd, a Boża odwaga przewyższa wszelkie lęki i przepędza strach (zob. 2 List do Tym. 1:7; 1 Jana 4:18–19). Pomaga także przyznać się do błędu; daje siłę, aby przeprosić, nie szukać własnych usprawiedliwień, nie obwiniać innych. Jezus pomoże nam też zrobić pierwszy krok w kierunku pojednania</p>
<h4>5. Zamienić pychę na pokorę, by zmiany były trwałe</h4>
<p>Kolejny bardzo ważny element pozwalający odbudować własną rodzinę to rozpoczęcie od siebie! Ludzie, którzy sami nie potrafią się zmierzyć z konfliktem, zaczynają ze strachu kontrolować innych. Boją się kolejnego odrzucenia czy ośmieszenia i kontrolują ludzi wokół siebie, aby chronić się przed kolejnym zranieniem. Wstydzą się też ujawnienia tego, kim naprawdę są, i zakładają maski.</p>
<blockquote><p>Pokora pomoże nam zobaczyć nasze własne słabości i to, co możemy w sobie zmienić. Pycha zawsze prowadzi do konfliktu</p></blockquote>
<p>W całym tym procesie potrzebna jest zamiana naszej starej natury i pychy na to, co jest darem od Boga – na pokorę. Pokora pomoże nam zobaczyć nasze własne słabości i to, co możemy w sobie zmienić. Pycha zawsze prowadzi do konfliktu. To pycha i wyniosłość sprawiają, że się obrażamy, chowamy urazy, pielęgnujemy zranienia. Pokora pomoże nam wypowiedzieć niezwykłe słowa, które usłyszałam od pewnego człowieka: „Przepraszam, że jestem takim egoistą. Myślałem tylko o sobie&#8230;”. Takich słów pycha nie jest w stanie wypowiedzieć. Takie słowa dotykają głębi ludzkiego serca i wymiatają z niego zranienia, brak przebaczenia. Otwierają drogę do pojednania.</p>
<p>Wytaczanie nawet logicznych argumentów lub oskarżeń, które mogą być prawdziwe, nie odbuduje relacji. Warto sobie samemu przypominać, że przecież chodzi o relację, a nie o to, by za wszelką cenę mieć rację. Bogu zależy na pojednaniu, a nie na intelektualnym rozwiązaniu. Misją Jezusa było pojednać nas ze swoim Ojcem. Bóg Ojciec cały czas wyciąga do nas ręce. Boże serce pragnie pojednania z człowiekiem. Ten, dzięki któremu stało się ono możliwe, Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel, woła do każdego człowieka: „Pojednaj się z Bogiem”. A tych, którzy się z Nim pojednali, zaprasza, byśmy w Jego miejsce, w miejsce Chrystusa byli rzecznikami pojednania: najpierw z Bogiem, a potem ze sobą nawzajem. Naszym powołaniem jest, abyśmy w miejsce Chrystusa zachęcali innych: „Pojednajcie się z Bogiem!”.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/alina-wieja/co-laczy-rodzine/">Co łączy rodzinę?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/autorzy/alina-wieja/co-laczy-rodzine/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zdolność budowania satysfakcjonujących relacji</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/tematyka/relacje/zdolnosc-budowania-satysfakcjonujacych-relacji/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/tematyka/relacje/zdolnosc-budowania-satysfakcjonujacych-relacji/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 29 Mar 2016 12:50:45 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2014/4 (zima)]]></category>
		<category><![CDATA[Joanna Nikiel]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1859</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nie z każdym napotkanym człowiekiem wejdziemy w bardzo bliską więź. Tylko z wybranymi osobami dzielimy te najbliższe nam melodie. Ta metaforyka obrazuje, jak zapraszamy i odpowiadamy na cudze propozycje kierowane w naszą stronę. Każdego dnia decydujemy, jak zachowamy się w danej sytuacji. Wartości i przekonania Nawiązywanie trwałych i satysfakcjonujących relacji międzyludzkich wpisuje się w główne [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/relacje/zdolnosc-budowania-satysfakcjonujacych-relacji/">Zdolność budowania satysfakcjonujących relacji</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Nie z każdym napotkanym człowiekiem wejdziemy w bardzo bliską więź. Tylko z wybranymi osobami dzielimy te najbliższe nam melodie. Ta metaforyka obrazuje, jak zapraszamy i odpowiadamy na cudze propozycje kierowane w naszą stronę. Każdego dnia decydujemy, jak zachowamy się w danej sytuacji.</p>
<h4>Wartości i przekonania</h4>
<p>Nawiązywanie trwałych i satysfakcjonujących relacji międzyludzkich wpisuje się w główne potrzeby naszego życia. Otrzymaliśmy ku temu zdolności. Dzięki temu mamy możliwość realizowania się w różnych dziedzinach życia: w pracy, domu, gronie znajomych. Podstawy tej kompetencji były nam wpajane od najwcześniejszych lat. Rodzice demonstrowali nam bardziej i mniej efektywne sposoby radzenia sobie z trudnościami w relacjach rówieśniczych. W trosce o nas przekazywali określone wskazówki co do sposobu postępowania. Oczywiście grono ważnych dla nas osób, na których się wzorowaliśmy, mogło być znacznie większe i zależało od etapu rozwoju. Jednak jako dzieci przede wszystkim uczyliśmy się przez naśladowanie i obserwowanie dorosłych. Przejmowaliśmy tym samym wartości i przekonania wpływające na naszą postawę.</p>
<blockquote><p>Jest wiele etykiet, które na przestrzeni lat zostały nam przypięte. Kiedy skrupulatnie się do nich dostosowujemy, tworzymy określone relacje z innymi</p></blockquote>
<p>Ważne jest, aby uświadomić sobie, że często powtarzane doświadczenia mogły ugruntować w nas pewne myśli, sądy i wyobrażenia, jakimi dziś kierujemy się w dorosłym życiu. Dotyczyć one mogły nas samych, jak i innych ludzi. Przykładowo, jeżeli młodego człowieka ktoś często określał jako osobę leniwą, z czasem przestał on podejmować próby mające temu zaprzeczyć. Co gorsza, zaczął utożsamiać się z tym poglądem. Nawet powierzchowna ocena, ale nagminnie powtarzana, ma wielką siłę oddziaływania na samoocenę słuchacza.</p>
<h4>Samospełniające się proroctwa</h4>
<p>Jednym z bardzo istotnych elementów procesu tworzenia relacji międzyludzkich jest nasz stosunek do drugiego człowieka. Jeśli się na czymś koncentrujemy w odbiorze drugiej osoby, zostanie nam to potwierdzone. Zadziała tu mechanizm samospełniającego się proroctwa. Zjawisko polega na formułowaniu konkretnych oczekiwań, które zmieniają nasze zachowanie w taki sposób, aby uzyskać potwierdzenie wstępnych założeń. Oto przykład. Jeżeli podczas rozmowy kwalifikacyjnej kandydat na wstępie zostanie oceniony (nawet błędnie) jako bardzo inteligentny, zostaną mu przypisane pozytywne cechy. Osoby rekrutujące poświęcą mu więcej czasu, będą stwarzać atmosferę, w której poczuje się komfortowo. Tym samym otrzyma on większą szansę na prezentację swoich kompetencji niż osoba początkowo oceniona jako mało inteligentna. Samospełniające się proroctwo dotyczy funkcjonowania w codziennej rzeczywistości oraz wpływa na przyszłość.</p>
<h4>Przyklejane etykiety</h4>
<p>Kiedy w wyniku tego nasze działania ukierunkowane zostają w stronę pozytywną, możemy potraktować to zjawisko jako czynnik motywujący. Lecz gdy nasze myśli i poglądy oscylują bliżej negatywnego bieguna, powinniśmy się nad tym głębiej zastanowić. Nie jest dobrze, gdy bezrefleksyjnie kontynuujemy „tradycję” bycia osobą określaną pejoratywnie. Nadana nam tego rodzaju etykieta może destrukcyjnie wpłynąć na różne sfery życia (np. jeśli zostaliśmy zaszufladkowani jako osoby aspołeczne). Etykietowanie to inaczej proces nadawania określeń jednostkom lub grupom społecznym, w wyniku którego zaczynają się one zachowywać zgodnie z przypisywanymi im cechami.</p>
<blockquote><p>Świadomość tego, że mamy wpływ na kształt naszych relacji, nakłada na nas odpowiedzialność budowania związków takich, jakich pragniem</p></blockquote>
<p>Dopóki nie dokonamy asymilacji, czyli nie potraktujemy danego poglądu jako swojego (a nawet jeśli już to zrobimy), warto zastanowić się nad genezą, funkcją i siłą oddziaływania danego poglądu. Jeśli weźmiemy pod uwagę te trzy wymienione czynniki – czy możemy powiedzieć, że wpisują się one w naszą własną ocenę? I czy jest ona właściwa? Czy chcemy ją zatrzymać? A jeśli będziemy wierni etykiecie osoby aspołecznej, czy sprzyja to poszerzeniu naszej sieci kontaktów z ludźmi? I wreszcie – czy Boża perspektywa przedstawia się tak samo? I kto w stosunku do nas ma największą siłę perswazji?</p>
<h4>Etykieta wpływa na relację</h4>
<p>Jeśli celowo przyglądamy się przekonaniom towarzyszącym nam przez lata, zaczną się wyłaniać te najbardziej determinujące zachowania (w myśl schematu: pogląd wpływa na to, co robimy, a czyny na reakcje otoczenia – tym samym końcowy etap potwierdza początkowe oceny). Warto badać swoje relacje z perspektywy tego, co robimy, oraz jak inni na to reagują. Czy jeśli przykleimy negatywną etykietę danej osobie, scali to naszą relację czy rozluźni? I odwrotnie – jeśli świadomie wybierzemy, zamiast narzekania, pochwały za najmniejsze gesty i akty życzliwości ze strony drugiej osoby, wpłynie to na poprawę atmosfery w domu, w miejscu pracy i w innych relacjach z ludźmi.</p>
<p>Jest wiele etykiet, które na przestrzeni lat zostały nam przypięte. Kiedy skrupulatnie się do nich dostosowujemy, tworzymy określone relacje z innymi. Osoby mające z nami kontakt (z różnych obszarów życia: pracy, uczelni, domu) odpowiadają swoimi czynami na to, do czego je zapraszamy w naszej relacji. Kiedy np. szanujemy siebie i stawiamy granice, zachęcamy też do tego działania innych. Natomiast ustawiając się w pozycji ofiary, dajemy drugiej osobie przestrzeń do przyjęcia roli dominującej. Tym samym powstaje swoista dysharmonia w relacji. Powyższe przykłady mają jedynie zobrazować nasz wpływ na współtworzenie relacji międzyludzkich.</p>
<h4>Odpinanie fałszywych etykiet</h4>
<p>Świadome skupianie uwagi na tym, co chcemy osiągnąć, i niekoncentrowanie się na negatywnych aspektach przybliża nas do celu. Co więc zrobić, aby przerwać negatywne mechanizmy? Na początku zdecydowanie pomocne będzie praktykowanie przedstawiania właściwej oceny samego siebie. Jest ona wynikiem własnej analizy (opartej na Bożej prawdzie), a nie odzwierciedleniem cudzych poglądów. Przede wszystkim oceny wpływające na naszą tożsamość powinny być skonfrontowane z Bożą perspektywą. Możemy to realizować przez studiowanie Biblii w kontekście naszej tożsamości w Chrystusie. Jest to bardzo ważne dla każdego chrześcijanina.</p>
<p>Wierzę, że Bóg bardzo indywidualnie przekonuje nas do tego, jaką etykietę powinniśmy „odpiąć” – innymi słowy, jak rozpoznać, co nie jest naszą właściwością, co nie jest prawdą o nas. Nie musimy dłużej borykać się z trudnościami, jeśli przyjmiemy poglądy Boga na nasz temat jako własne. Kiedy już zyskamy tę zupełnie nową perspektywę, zaczynamy inaczej się zachowywać. Tym samym wysyłamy osobom wokół nas zaproszenie do innej formy relacji.</p>
<h4>Relacje, jakich szczerze pragniemy</h4>
<p>Warto pamiętać, że ciekawość i otwartość to dobra podstawa, aby nie wydawać pochopnych ocen. Im bardziej refleksyjnie będziemy podchodzić do swoich działań w kontaktach z ludźmi, tym więcej zyskamy szans na zbudowanie wartościowych więzi. Sama świadomość tego, że mamy wpływ na kształt naszych relacji, nakłada na nas odpowiedzialność budowania związków takich, jakich pragniemy. Życzę sobie i innym, aby głównym instruktorem naszego budowania relacji był Pan Bóg, który uwzględni wszelkie przemiany w życiu i wskaże nam odpowiedni kierunek, aby te relacje były trwałe. On pomoże nam także odkryć kluczowe przekonania, w różny sposób rzutujące na relacje, na których nam bardzo zależy.</p>
<h6>Źródła:<br />
1. Aronson E., Wilson T., Akert R.,<em> Psychologia społeczna. Serce i umysł,</em> Zysk i S-ka, 1997.<br />
2. Wojciszke B., <em>Człowiek wśród ludzi. Zarys psychologii społecznej</em>, Wydawnictwo Naukowe Scholar, 2006.<br />
3. Bee H.,<em> Psychologia rozwoju człowieka</em>, Zysk i S-ka, 2004.</h6>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/relacje/zdolnosc-budowania-satysfakcjonujacych-relacji/">Zdolność budowania satysfakcjonujących relacji</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/tematyka/relacje/zdolnosc-budowania-satysfakcjonujacych-relacji/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Obrażać się czy nie obrażać?</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/estella-korzen/obrazac-sie-czy-nie-obrazac/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/autorzy/estella-korzen/obrazac-sie-czy-nie-obrazac/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 24 Mar 2016 14:48:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2014/4 (zima)]]></category>
		<category><![CDATA[Estella Korzeń]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1834</guid>

					<description><![CDATA[<p>Obrażanie się to nic innego jak wymuszanie tego, czego bardzo chcemy. To zachowanie typowe dla dzieci, które na ogół okazują swoją determinację w głośny, ostentacyjny sposób. Dorośli, którzy z obrażania się nie wyrośli, zamienili płacz na nieco bardziej wysublimowane i zakamuflowane środki wyrazu, takie jak unikanie kontaktu wzrokowego, nienawiązywanie komunikacji, dawanie otoczeniu „do zrozumienia” o [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/estella-korzen/obrazac-sie-czy-nie-obrazac/">Obrażać się czy nie obrażać?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Obrażanie się to nic innego jak wymuszanie tego, czego bardzo chcemy. To zachowanie typowe dla dzieci, które na ogół okazują swoją determinację w głośny, ostentacyjny sposób. Dorośli, którzy z obrażania się nie wyrośli, zamienili płacz na nieco bardziej wysublimowane i zakamuflowane środki wyrazu, takie jak unikanie kontaktu wzrokowego, nienawiązywanie komunikacji, dawanie otoczeniu „do zrozumienia” o swoim rozczarowaniu poprzez pochmurny grymas twarzy, brak odpowiedzi na pytania, ignorowanie czyjejś obecności. Osoba urażona daje odczuć winnemu, jak bardzo nie podoba jej się to, co zrobił, i jak niegodziwie się zachował</p>
<h4>Abecadło obrażania się</h4>
<p>A dlaczego my, dorośli, się obrażamy? Główny powód to pielęgnowane zranienie. Przyczyną obrazy mogą być również zawiedzione oczekiwania, złość oraz nieumiejętność zdystansowania się do siebie lub otoczenia. Może to też być brak chęci przebaczenia. Niektórzy poprzez obrażanie się testują uczucia innych. Zakładają: „Jeżeli tej osobie faktycznie na mnie zależy, zacznie o mnie zabiegać”. Gdy damy się złapać na tę przynętę, żeby ugłaskać urażonego, zaczniemy swoim zachowaniem przysłowiowo skakać wokół niego niczym wokół jajka. Obrażony nie mówi o swoim zranieniu wprost. Próbuje wymusić już nie tyle maskotkę, jak to było, gdy miał sześć lat, ale np. pełne troski uczucia, których z pewnością pragnie, jednak nie wie, jak tę potrzebę inaczej zakomunikować. Z psychologicznego punktu widzenia istnieje kilka grup ludzi, którzy mają większe predyspozycje, by obrażać się częściej niż inni – to dzieci, melancholicy oraz ci, którzy wychowali się na takim przykładzie reagowania wśród znaczących osób dorosłych.</p>
<h4>Dziecięcy „sposób na sukces”</h4>
<p>Dzieci obrażają się z wiadomych przyczyn – dopiero się uczą, jak we właściwy sposób radzić sobie z silnymi emocjami, ze złością czy bólem. Dorosłe osoby o temperamencie melancholijnym mają zdwojoną tendencję do odbierania różnych sytuacji osobiście. Cechują się wyższą reaktywnością emocjonalną i niższym hamowaniem emocjonalnym – oznacza to, że z fizjologicznego punktu widzenia ich układ nerwowy po prostu silniej odbiera i przeżywa różne bodźce oraz ma powolniejszy cykl ich tłumienia. Natomiast trzecia grupa to ci, którzy wychowali się, obserwując obrażanie jako sposób radzenia sobie z urazą. Uważają więc tego typu reakcje za normę, tym samym przekazując ją kolejnym pokoleniom.</p>
<p>Tendencję do obrażania się mają również osoby o niskim poczuciu wartości – łatwo jest je zranić, trafić w czuły punkt, często zupełnie nieświadomie. Obrażać się mogą też ludzie o zbyt wysokim mniemaniu o sobie, tzw. osobowości narcystyczne. Dzieje się tak wtedy, gdy inni traktują ich nieodpowiednio do ich postrzegania samych siebie.</p>
<h4>Jak reagować na urazę?</h4>
<p>Czy obrażanie jest dobrą metodą rozwiązywania nieporozumień czy może istnieją lepsze sposoby komunikowania uczuć? Jak wyzbyć się tego uzależniającego nawyku? Czy jest to możliwe, jeżeli przez całe życie reagowało się w taki sposób? Każdy człowiek, bez względu na przyzwyczajenia, a także uwarunkowania społeczne, fizjologiczne czy jakiekolwiek inne, może nauczyć się reagować na urazę we właściwy i dojrzały sposób.</p>
<p>Nie stosujmy zasady „oko za oko”, inaczej mówiąc: „Zraniłeś mnie, więc pozwól, że ci pokażę, jak bardzo to bolało”. Jezus podwyższył nam poprzeczkę w tej kwestii, nakazując nam kochać tych, którzy nas zranili, i przebaczać im. Jezus jednak nigdy nie wymuszał na innych tego, na czym Mu zależało. Nie wprowadzał ludzi w poczucie winy. Nie oczekiwał nawet przeprosin. Wątpliwe, aby „karał” innych milczeniem, gdy wobec Niego zawinili.</p>
<h4>Inspirujący przykład</h4>
<p>Patrząc na Jezusa, widzimy, że możemy z miłością odpowiadać na niesprawiedliwe i raniące zachowanie innych. Tak, aby nie manipulować nikim urażoną miną czy kąśliwymi słowami. Możemy, podobnie jak On, w pełni Ducha Świętego, który jest Duchem samokontroli i powściągliwości (zob. 2 List do Tym. 1:7), wyjaśniać w rozmowie wszelkie sprawy z tymi, którzy wobec nas zawinili.</p>
<p>Jakiś czas temu, zaraz po ślubie, obraziłam się na mojego męża i próbowałam dać mu do zrozumienia, że zrobił coś źle. Nie odzywałam się do niego, unikając kontaktu wzrokowego. Oczywiście miałam najbardziej naburmuszoną minę, na jaką było mnie stać. Mój mąż dość szybko, skutecznie i zabawnie przerwał kiepską atmosferę, mówiąc: „O, widzę, że pani psycholożka strzeliła foszka?”.</p>
<h4>Obrażanie się a manipulacja</h4>
<p>Być może nigdy nie pomyślelibyśmy, że zwykłe „strzelanie foszka” czy obrażanie się może mieć cokolwiek wspólnego z czarami. Byłam zaskoczona, gdy się dowiedziałam, że jednak ma. W języku hebrajskim słowo „manipulacja” ma ten sam rdzeń co słowo „czary”. Oznacza on wywieranie nacisku, próbę pokierowania czyjąś wolą. Pewien fragment Pisma Świętego mówi, że Bóg nienawidzi czarów (Ks. Powt. Pr. 18:9–14), nie chce mieć nic wspólnego z manipulacją, a także w niektórych przypadkach z obrażaniem się. Dawanie komuś nauczki poprzez obrażanie się czy karanie go milczeniem to nic innego jak forma manipulacji. To wymuszanie czegoś na drugiej osobie, z pominięciem uszanowania jej woli.</p>
<blockquote><p>Musimy nauczyć się wyrażać nasze prośby w taki sposób, by inni mieli wolność w podjęciu decyzji</p></blockquote>
<p>Bóg nie toleruje manipulacji ani przymusu, ponieważ szanuje naszą wolną wolę. Do tego stopnia, że postanowił stworzyć nas jako wolnych ludzi, którzy decydują o swoim życiu, podejmują decyzje zgodnie ze swoim sumieniem, każdy za siebie. Bóg posunął się w uszanowaniu ludzkiej woli tak daleko, że pozwolił człowiekowi podjąć samodzielnie nawet tak istotną decyzję jak to, gdzie spędzi wieczność. Dokonujemy także samodzielnego wyboru, czy będziemy kochać Boga czy nie. Bez wątpienia On pragnie, by każdy nasz wybór był tym najlepszym. Byśmy żyli z Nim wiecznie i kochali Go z całego swojego serca. Bóg jednak nigdy w żaden sposób do niczego nas nie przymusza. Nie naciska, nie obraża się na nas, gdy nie dostaje tego, czego oczekuje, nie wywołuje w nas poczucia winy, by zdobyć nasze uczucia. Dlatego my, stworzeni na Jego obraz, dostajemy zaproszenie, by nauczyć się szanować wolną wolę drugiego człowieka.</p>
<h4>Szacunek wobec wolnej woli</h4>
<p>Jeżeli we własnym życiu widzimy problem obrażania się na innych, możemy go rozwiązać, jeśli tylko nauczymy się z szacunkiem przyjmować odmowę. Jeśli stworzymy dla ludzi wokół siebie przestrzeń do tego, by byli wolni w wyrażaniu swoich opinii, myśli i uczuć. Wtedy idziemy za Bożym przykładem. Pamiętajmy, że Pan Bóg nie spuszcza błyskawicy z Nieba za każdym razem, gdy powiemy coś nie po Jego myśli.</p>
<p>By dawać innym więcej przestrzeni i nie wywierać presji, musimy nauczyć się także wyrażać nasze prośby w taki sposób, by inni mieli wolność w podjęciu decyzji zgodnej ze swoim sumieniem. Bezpieczne i pełne szacunku są sformułowania: „Czy mógłbyś&#8230;?”, „Czy mogłabyś&#8230;?”. Jest to pytanie pozostawiające wolność do szczerej odpowiedzi. Podobnie postawione pytania wyrażają szacunek. W tej dziedzinie zaczęłam się ćwiczyć. Zaprzestałam „wychciewania” i nalegania, które namiętnie praktykowałam, gdy byłam nastolatką.</p>
<h4>Dojrzały sposób reagowania</h4>
<p>W tej kwestii nasuwa się jeszcze jedno pytanie: jak w takim razie we właściwy, Boży sposób możemy dać komuś do zrozumienia, że to, co zrobił (lub czego nie zrobił), wywołało w nas gniew. Gdy następnym razem zostaniemy np. skrytykowani, zignorowani czy znieważeni i zaleją nas negatywne emocje, wówczas pierwsza rzecz, jaką możemy i powinniśmy zrobić, to jak najszybciej przyjść z tym do Boga. Podobnie jak psalmiści Dawid czy Asaf, którzy swój ból wylewali przed Bogiem. To pierwszy krok. Gdy odkryjesz przed Bogiem swoje serce i swój ból, On obiecuje być dla ciebie najlepszą ucieczką (Psalm 62:9). Kiedy już opanujemy gniew czy rozczarowanie, możemy zrobić to, co robił Jezus w sytuacjach znieważenia. W najbardziej krytycznym momencie pokazał nam, że gdy staniemy wobec zniewagi, krytyki czy zignorowania, najlepszą reakcją jest zadać proste, dobre pytanie. Gdy przed ukrzyżowaniem sługa arcykapłana uderzył Jezusa, On zapytał: „Dlaczego mnie bijesz?”. Zadanie pytania sprowokuje drugą osobę do przemyślenia, czy to, co zrobiła wobec nas, było rzeczywiście właściwe. Zastanowi ją, czy może dalej tak się wobec nas zachowywać.</p>
<h4>Wybór, a nie przymus</h4>
<p>Zadanie pytania może być także dobrym początkiem rozmowy, w której będziemy mogli wyjaśnić, jak się poczuliśmy. Często po takiej rozmowie okazuje się, że dana osoba wcale nie chciała nas zranić. A jeżeli tak się zdarzyło i ma szansę poznać nasze odczucia, nasz punkt widzenia, zaczyna lepiej nas rozumieć i jest gotowa przeprosić. Szczerze i zgodnie z własnym, nieprzymuszonym wyborem.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/estella-korzen/obrazac-sie-czy-nie-obrazac/">Obrażać się czy nie obrażać?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/autorzy/estella-korzen/obrazac-sie-czy-nie-obrazac/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Przedmałżeńskie iluzje</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/tematyka/relacje/przedmalzenskie-iluzje/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/tematyka/relacje/przedmalzenskie-iluzje/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 28 Aug 2015 08:01:30 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2014/2 (lato)]]></category>
		<category><![CDATA[Leszek Galarowicz]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1648</guid>

					<description><![CDATA[<p>Jest taki okres w historii większości związków, zazwyczaj jeszcze przed małżeństwem – piękny, wyjątkowy, ożywczy. Jednocześnie kryje w sobie wiele niebezpieczeństw. Ujawniają się one często dopiero przy dłuższej znajomości, a z całą mocą wychodzą na jaw, kiedy już jesteśmy małżonkami. Dzieje się tak dlatego, że gdy jesteśmy zakochani, żyjemy w iluzjach, które dotyczą drugiej osoby, [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/relacje/przedmalzenskie-iluzje/">Przedmałżeńskie iluzje</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Jest taki okres w historii większości związków, zazwyczaj jeszcze przed małżeństwem – piękny, wyjątkowy, ożywczy. Jednocześnie kryje w sobie wiele niebezpieczeństw. Ujawniają się one często dopiero przy dłuższej znajomości, a z całą mocą wychodzą na jaw, kiedy już jesteśmy małżonkami. Dzieje się tak dlatego, że gdy jesteśmy zakochani, żyjemy w iluzjach, które dotyczą drugiej osoby, naszej relacji z nią, świata, który nas otacza, itp. Kiedy się poznajemy, chodzimy ze sobą, żyjemy gdzieś pomiędzy dwoma światami: realnym i pozornym, wyidealizowanym światem naszych wyobrażeń. Z tym że bliżej nam do tego drugiego.</p>
<h4>Iluzja 1: testowanie związku</h4>
<p>W oparciu o teorię testowania związku, w obecnej rzeczywistości związki powinny być trwalsze od tych, które tworzyli nasi rodzice czy dziadkowie. Większość młodych ludzi u progu wspólnego życia wychodzi z założenia, że partnera/partnerkę trzeba przed ślubem „przetestować” – tym tłumaczą swoją decyzję, aby jeszcze na długo przed zawarciem małżeństwa ze sobą zamieszkać. Ma to ich rzekomo uchronić przed popełnieniem błędu, przekonać, że do siebie pasują bądź nie, dowieść, czy są dla siebie odpowiednimi partnerami, także „w łóżku”. Rosnąca ilość rozpadających się związków przekonuje, że to przedmałżeńskie „testowanie” wcale nie przyczynia się do umacniania relacji. Wręcz przeciwnie – osłabia je i sprawia, że więzi traktowane są obecnie jako przejściowe, niestałe, ulotne. Iluzją jest przekonanie, że związek uda się przetestować poprzez wspólne mieszkanie przez rok czy nawet kilka lat. Prawdziwy egzamin czeka nas bowiem w każdym roku wspólnego życia, w wyzwaniach takich, jak pojawienie się dziecka, utrata pracy, choroba itp. Wiara, że nawet przez kilka lat życia w nieformalnym związku sprawdzimy jakość naszych relacji i potem możemy już spokojnie poślubić drugą osobę, przypomina raczej totalną wiarę w istnienie krasnoludków. A przede wszystkim nie jest to Bożym standardem.</p>
<blockquote><p>Warto uświadomić sobie, że miłość ma charakter dynamiczny, a kolejne etapy związku są zupełnie do siebie niepodobne</p></blockquote>
<h4>Iluzja 2: on/ona nie ma żadnych wad</h4>
<p>Kto z nas od czasu do czasu nie wraca pamięcią do okresu narzeczeństwa, kiedy wydawało się nam, że nareszcie trafiliśmy na naszą „drugą połówkę”. Byliśmy dla niej niemal idealni, ciągle słyszeliśmy, jacy jesteśmy niezwykli, ale my też nie dostrzegaliśmy u niej ani jednej rzeczy, którą chcielibyśmy zmienić. To, co po latach wspólnego bycia razem denerwuje małżonków w sobie nawzajem, w czasie zakochania było przedmiotem adoracji. Kiedy się zakochujemy, nie mamy wątpliwości, że poznaliśmy osobę bez wad. Po części można to wytłumaczyć faktem, że – zwłaszcza na początku związku – trochę przed sobą „gramy”, bardziej się staramy, udajemy lepszych, niż jesteśmy w rzeczywistości. Nasz wyidealizowany obraz drugiej osoby wynika też z samej istoty zakochania, które utrzymuje nas w nienaturalnym stanie podniecenia, uniesienia. Jednocześnie utrudnia nam prawidłowe postrzeganie rzeczywistości, zwłaszcza dotyczącej ukochanej osoby. Dlatego nawet jeśli bliscy, znajomi zwracają nam uwagę na coś niepokojącego w postępowaniu czy charakterze przedmiotu naszych ochów i achów, sygnały te wypieramy i nie traktujemy ich poważnie. Oczywiście iluzja stopniowo zostaje odsłonięta, kiedy po kilku miesiącach, roku, zaczynamy się orientować, że jednak nie mamy do czynienia z ideałem, że pojawiają się jakieś ryski na charakterze, drobnostki, które zaczynają nas już wtedy nieco denerwować.</p>
<h4>Iluzja 3: my się nigdy nie będziemy kłócić</h4>
<p>Kiedyś słyszałem opowieść o jednym ze związków w mojej rodzinie, w którym świeżo zakochani zapewniali wszystkich dookoła, że oni się nigdy nie będą kłócić. Ta żartobliwa historyjka uświadamia, że wiele młodych par na początku wzajemnych relacji żyje w ułudzie pełnej zgody. Oczywiście istnieją związki, w których próżno o sprzeczki i konflikty, ale dzieje się tak zazwyczaj wtedy, gdy jedna z osób jest w pełni podporządkowana drugiej: nie ma własnego zdania albo boi się je mieć, zawsze się zgadza, całkowicie rezygnuje z własnych pragnień, potrzeb, gustów. Nierzadko możemy obserwować w naszym otoczeniu pary sprawiające wrażenie bardzo zgodnych, ale pod maską harmonii kryje się dramat osób, które są w związkach nieszczęśliwe, bo pozostają całkowicie podporządkowane osobie dominującej.</p>
<p>Kluczem do sukcesu w związku nie jest dążenie do absolutnej jednomyślności, zgody, która w istocie jest zakamuflowaną dominacją jednego partnera nad drugim. Najważniejsze, by konfliktów nie traktować jako porażki, ale wiedzieć, jak postępować w sytuacji różnicy zdań. Jeden z podstawowych sposobów na minimalizowanie konfliktów polega na przewidywaniu wydarzeń i nieprowokowaniu sytuacji, które mogą prowadzić do nieporozumień. Błędem często popełnianym przez wiele par jest poruszanie bardzo trudnych problemów, kiedy jedna z osób jest zmęczona, źle się czuje, ma gorszy nastrój. Zamiast rozpoczynać dyskusję o tym, jak podreperować domowy budżet czy do jakiej szkoły posłać dziecko, należy przeczekać trudniejszy czas i po prostu wybrać lepszy moment na rozmowę o rzeczach tak złożonych.</p>
<h4>Iluzja 4: zawsze będziemy tacy sami – „piękni i młodzi”</h4>
<p>Kiedy zaczynamy się z kimś spotykać i traktować naszą relację poważnie, wydaje nam się, że zarówno my, jak i ta druga osoba nigdy się nie zmienimy. Jesteśmy dorośli i doskonale zdajemy sobie sprawę, że i ludzie, i rzeczywistość się zmieniają, ale i tak żyjemy w dziwnej ułudzie, że ukochana osoba za lat kilka czy kilkadziesiąt będzie niemal kopią tej osoby, którą niedawno poznaliśmy. To złudzenie pielęgnujemy w sobie szczególnie w okresie, który poprzedza małżeństwo. Co więcej, karmimy się też fikcją, że nasz związek za lat kilkanaście będzie wyglądał podobnie. Niby wiemy, że nie jest to możliwe, bo każdy okres w związku ma swoje prawa. Inaczej jest ze swobodnym czasem narzeczeństwa, inaczej z małżeństwem, gdy przyjmujemy już zobowiązania. A z czasem, gdy przychodzą na świat dzieci, wyzwań jest coraz więcej. Jednak w naszej podświadomości tkwi bardzo silna potrzeba zatrzymania pięknego czasu, w którym jesteśmy sobą zafascynowani, często oczarowani i inaczej postrzegamy świat. Tak bardzo chcemy, by nasz związek wyglądał tak, jak w tym pierwszym etapie, że nie dopuszczamy do siebie myśli, iż nasze relacje nie zawsze będą przypominały sielankę. To oczywiście nie oznacza, że będą gorsze. Może być wręcz przeciwnie.</p>
<blockquote><p>Jeśli dojdziemy do przekonania, że drugiego człowieka nie należy „szyć na miarę” własnych pragnień, nasz związek czekają lepsze perspektywy</p></blockquote>
<h4>Iluzja 5: On/ona będzie taki/taka, jak ja chcę</h4>
<p>Kiedy obserwuje się przykładowe małżeństwa z różnym stażem, można zauważyć pewną tendencję, która odróżnia związki o krótkim stażu od tych bardziej doświadczonych. W tych młodszych prym wiodą panie, które dążą do „przerobienia” swojego ukochanego, żeby pasował do ich własnych wyobrażeń o prawdziwym mężczyźnie. Młode dziewczyny mocno wierzą w powodzenie swojej misji i są święcie przekonane, że nie robią nic złego. To przecież oczywiste, że „skoro on mnie kocha, powinien się zmienić tak, jak ja chcę”. Ta iluzja polega przede wszystkim na dążeniu do tego, aby drugiego człowieka zmienić według własnych pragnień. Współcześnie wiele osób cechujących się postawą donkiszoterii, w nierozsądnym starciu z urojonymi przeciwnikami, walczy z pasjami, przyzwyczajeniami, a w skrajnych przypadkach z temperamentem ukochanej osoby, ponieważ wszystko to nagle zaczyna im przeszkadzać. Warto brać pod uwagę fakt, że temperamentu zmienić się nie da, a dorosłego człowieka przeprojektować jest niezwykle trudno. Jeśli się tego dokona, nierzadko on sam nie będzie sobą. Zacznie mu towarzyszyć poczucie, że jest kimś innym, będzie nieszczęśliwy i nie stworzy udanego związku. Uważa się, że to głównie kobiety przejawiają opisywaną postawę, jednak są związki, w których to mężczyzna próbuje na siłę zmienić kobietę.</p>
<p>Nawet najgorsza prawda jest lepsza on najpiękniejszego kłamstwa. Mimo to większość z nas choć raz w życiu pragnie nawet przez krótki czas zakosztować tych pięknych iluzji. Wszyscy dookoła podpowiadają, że okresu narzeczeństwa nie sposób powielić w życiu małżeńskim, że często zakochujemy się w wyidealizowanym obrazie osoby, a nie w realnym człowieku, że emocje bierzemy za prawdziwą miłość, że nie przyjmujemy prawdy o ukochanej osobie – ale my i tak się samooszukujemy, by nie rezygnować z jednego z najpiękniejszych etapów życia.</p>
<p>Warto uświadomić sobie, że miłość ma charakter dynamiczny, a kolejne etapy związku są zupełnie do siebie niepodobne. Życie w małżeństwie nie będzie lustrzanym odbiciem okresu, w którym żyjemy częściowo w oderwaniu od rzeczywistości, idealizujemy partnera i sam związek. Im szybciej zrozumiemy, że zmiany w nas samych i naszej relacji nie są przekleństwem, ale ciekawym wyzwaniem, tym lepiej. Dajmy ukochanej osobie prawo do bycia sobą, człowiekiem nie zawsze doskonałym. Nauczmy się z szacunkiem dyskutować zamiast krzyczeć na siebie. Jeśli dojdziemy do przekonania, że drugiego człowieka nie należy „szyć na miarę” własnych pragnień, nasz związek czekają lepsze perspektywy. Porzucenie iluzji jest konieczne, abyśmy z etapu beztroskiej zabawy dwojga ludzi przeszli na poziom dojrzałej relacji, pełnej miłości, <em>która cierpliwa jest, łaskawa jest, [&#8230;] nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą</em> (1 List do Kor. 13:4, BT).</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/relacje/przedmalzenskie-iluzje/">Przedmałżeńskie iluzje</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/tematyka/relacje/przedmalzenskie-iluzje/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
