<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Okno na świat &#8211; Nasze Inspiracje</title>
	<atom:link href="https://naszeinspiracje.com/archiwa/tematyka/okno-na-swiat/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://naszeinspiracje.com</link>
	<description>Magazyn online</description>
	<lastBuildDate>Tue, 14 Apr 2020 11:26:36 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	
	<item>
		<title>Zjednoczeni w modlitwie</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/juha-ketola/zjednoczeni-w-modlitwie/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafal Korzen]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 27 Aug 2019 11:20:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2016/4 (zima)]]></category>
		<category><![CDATA[Juha Ketola]]></category>
		<category><![CDATA[Okno na świat]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naszeinspiracje.com/?p=2897</guid>

					<description><![CDATA[<p>Prawdziwa modlitwa to ta, która wypływa z niebiańskiego tronu Boga Ojca, i przez Ducha Świętego jest wlewana do serc Jego dzieci. Jest ona współdziałaniem z Bogiem, w zgodzie z Jego planem dla świata. Za każdym razem gdy Pismo Święte odkrywa przed nami Boże zamierzenia, możemy uczestniczyć w ich realizacji. Osiągamy je w modlitwie, kiedy się [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/juha-ketola/zjednoczeni-w-modlitwie/">Zjednoczeni w modlitwie</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Prawdziwa modlitwa to ta, która wypływa z niebiańskiego tronu Boga Ojca, i przez Ducha Świętego jest wlewana do serc Jego dzieci. Jest ona współdziałaniem z Bogiem, w zgodzie z Jego planem dla świata. Za każdym razem gdy Pismo Święte odkrywa przed nami Boże zamierzenia, możemy uczestniczyć w ich realizacji. Osiągamy je w modlitwie, kiedy się oddajemy prowadzeniu Bożego Ducha ‑ a tym samym sprawiamy Mu radość. Stąd też jest potrzeba, abyśmy podczas modlitwy się skupili na Bożym Słowie, oraz otworzyli się na głos Ducha Świętego, i się modlili w autorytecie imienia Jezus.</p>
<h3>Imię, które jest ponad wszystko</h3>
<p>Imię Jezus niesie w sobie autorytet i moc, dzięki którym nasze modlitwy przynoszą rezultaty. Istotne jest, by posiadać nie tylko mądrość i umiejętność rozpoznania, o co się modlić, lecz także wiedzieć, jak się modlić, aby nasze prośby zostały wysłuchane. Pan Jezus powiedział: <em>Dany mi jest wszelki autorytet na niebie i na ziemi</em> (Ew. Mat. 28:17), <em>oraz Ja was wybrałem i przeznaczyłem (…), by to, o cokolwiek byście prosili Ojca w imieniu moim, dał wam.</em> (Ew. Jana 15:16) Tak więc kiedy się modlimy, zapraszamy Boże Królestwo w naszą ziemską rzeczywistość, oczekując wypełnienia się nie naszej woli, lecz woli Ojca! Apostoł Jan potwierdził to w swoim liście, w którym napisał, że <em>jeśli prosimy o coś według jego woli, wysłuchuje nas, a jeżeli wiemy, że nas wysłuchuje, o co go prosimy, wiemy też, że otrzymaliśmy już od niego to, o co prosiliśmy.</em> (1 Jana 5:14‑15).</p>
<p>Innymi słowy modląc się, manifestujemy na ziemi moc i autorytet samego Boga! Modlitwa to broń z Nieba, mocna i święta, którą posługiwać się mogą osoby oddane Panu Jezusowi i prowadzone Jego Duchem. Kiedy naszym priorytetem jest zabieganie o Boże Królestwo, poruszanie się w jego sprawiedliwości, poznawanie Boga, wtedy możemy oczekiwać spełnienia naszych pragnień, zgodnych z Jego wolą. (Ew. Mat. 6:33, Psalm 37:3‑4, Psalm 145:19). Bóg nagradza tych, którzy szczerym sercem Go szukają, gdyż wie, czego potrzebujemy. (List do Hebr. 11:6, Ew. Mat. 6:8).</p>
<h3>Władca narodów</h3>
<p>Bożą obietnicą, daną królowi Dawidowi, była zapowiedź męskiego potomka, który odziedziczy tron, i już na zawsze będzie władał całą ziemią. (Psalm 89:4‑5, 2 Sam. 7, Psalm 2). Obietnica ta wypełniła się w osobie Pana Jezusa. On przyszedł, aby zwyciężyć śmierć, piekło, grzech i szatana. On króluje nad narodami i jest Sędzią żywych i umarłych! Mając tę pewność, modlimy się o Izrael, Bliski Wschód, inne kraje, oraz ich przywódców, zwracając się do Władcy świata widzialnego i niewidzialnego.</p>
<blockquote><p>Modląc się, manifestujemy na ziemi moc i autorytet samego Boga!</p></blockquote>
<p>Ogrom zła, które narasta w naszym świecie, cierpienie i ból, wynikające z ataków terrorystycznych, wojen oraz głodu, przerażająca liczba mordowanych dzieci i niemowląt, nie uchodzi uwagi naszego Stwórcy! On zapewnia nas, że Jezus Król został wzbudzony z martwych, i w chwale zasiada na tronie w Niebie. Tam nie ma miejsca dla uzurpatorów żądnych przejęcia władzy i pozycji, jaką ma jedyny Boży Syn, Pan armii aniołów. Kiedy Król powróci na ziemię w swojej mocy i chwale, położy kres degradującej naturze człowieka, korupcji oraz przemocy, i ocali ludzkość przed całkowitym samozniszczeniem, a w miejsce zła zapanuje dobro.</p>
<p>Bóg Izraela obiecał również pełne Jego chwały zbawienie dla swojego wybranego narodu żydowskiego ze względu na zawarte z nim Przymierze Miłości. Po tym, jak Bóg sprowadził ich z czterech stron świata z powrotem do obiecanej im ziemi, da im nowe serce, i sprawi, że będą żyli, przestrzegając i wykonując Boże przykazania i prawa (Ks. Ezech. 36:24‑28). Izrael zostanie duchowo odnowiony i będzie zbawiony w danej mu przed wiekami ojczystej ziemi, do której ponownie <em>został sprowadzony ze wszystkich ziem i narodów.</em> Bóg obiecał wylać na nich dar upamiętania i pokuty (Ks. Zach.12:10, List do Rzym.11:26‑27).</p>
<h3>Proście, a otrzymacie</h3>
<p>Sam Jezus powiedział: Proście, a otrzymacie. Pamiętając o tych słowach, módlmy się zatem zgodnie z wolą Boga ukazaną nam w Jego Słowie. Wierzymy, że wierny i realny Bóg zbawi Izrael. Dzięki Niemu zapanuje pokój na Bliskim Wschodzie, a ostatecznie także na całym świecie, w narodach. Jezus Chrystus, jako sprawiedliwy Sędzia, rozprawi się ze złem i grzechem, gdyż do Niego należy pomsta. Wiemy, że On nagrodzi swoje dzieci, niejednokrotnie dzisiaj prześladowane, odrzucane, poniżane, a nawet zabijane. Do Jezusa powracającego na ten świat należy ostatnie słowo. Na Jego głos, przy zmartwychwstaniu otrzymamy nowe ciała i będziemy panować wspólnie z naszym Królem całą wieczność. Dlatego do końca naszych dni wołamy: <em>przyjdź Królestwo Twoje i bądź wola Twoja! </em></p>
<h5>Patrząc na świat przez pryzmat tego, co się dzieje w Izraelu i na Bliskim Wschodzie</h5>
<p>Módlmy się o Izrael i inne okoliczne narody, aby poznały prawdziwego Boga, oraz aby przyjęły łaskę upamiętania i pokuty.</p>
<ul>
<li>Opierając się na wersetach z 62 rozdziału Księgi Izajasza, módlmy się o pokój i błogosławieństwo dla Izraela. Prośmy o <em>Ducha łaski i błagania</em> dla narodu żydowskiego, który przywiedzie ich do poznania jedynego Zbawiciela (Ks. Zach. 12:10, Dz. Ap. 5:31).</li>
<li>Módlmy się o właściwy rozwój stosunków pomiędzy państwami Bliskiego Wschodu i ich postawy względem Izraela (Ks. Izaj. 40:15‑17, Ks. Izaj. 41:10, Ks. Izaj. 54:17).</li>
<li>Módlmy się, aby Duch Święty zaprowadził sprawiedliwość i pokój we wszystkich narodach na Bliskim Wschodzie (Ks. Jer. 18:7‑8, 2 Kron. 7:14).</li>
<li>Módlmy się, aby Ewangelia rozkrzewiała się wśród narodów świata, wnosząc do zagubionych i złamanych ludzkich serc jedyny ratunek, którym jest Pan Jezus Chrystus (Ew. Mat. 24:14, Dz. Ap. 4:12, 23‑31).</li>
</ul>
<h6>Tłumaczenie: Agnieszka Haratyk</h6>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/juha-ketola/zjednoczeni-w-modlitwie/">Zjednoczeni w modlitwie</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Macedonia &#8211; zasiać ziarna nadziei</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/magdalena-duda/macedonia-zasiac-ziarna-nadziei/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafal Korzen]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 20 Aug 2019 11:17:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2016/3 (jesień)]]></category>
		<category><![CDATA[Magdalena Duda]]></category>
		<category><![CDATA[Okno na świat]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naszeinspiracje.com/?p=2730</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kierowani silnym przekonaniem o Bożym prowadzeniu, w 2015 r. postanowiliśmy przenieść się z Kratowa do położonej tuż przy granicy z Grecją miejscowości Gewgelija. Wiosną urodziło nam się drugie dziecko, a podczas urlopu w Polsce przygotowaliśmy się do przeprowadzki na południe Macedonii. Wtedy w mediach zaczęły się pojawiać pierwsze doniesienia o kryzysie związanym z napływem uchodźców do [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/magdalena-duda/macedonia-zasiac-ziarna-nadziei/">Macedonia &#8211; zasiać ziarna nadziei</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Kierowani silnym przekonaniem o Bożym prowadzeniu, w 2015 r. postanowiliśmy przenieść się z Kratowa do położonej tuż przy granicy z Grecją miejscowości Gewgelija. Wiosną urodziło nam się drugie dziecko, a podczas urlopu w Polsce przygotowaliśmy się do przeprowadzki na południe Macedonii. Wtedy w mediach zaczęły się pojawiać pierwsze doniesienia o kryzysie związanym z napływem uchodźców do Grecji. W programach informacyjnych pokazywano przede wszystkim greckie wyspy i&#8230; dworzec kolejowy w Gewgeliji, w pobliżu którego mieliśmy zamieszkać.</p>
<p>W sierpniu zamieszkaliśmy w nowym miejscu. Widzieliśmy ogromne potrzeby tysięcy ludzi, zaangażowaliśmy się w służbę uchodźcom. We współpracy z miejscowymi kościołami, OM i innymi organizacjami zajęliśmy się dostarczaniem do obozu przejściowego ciepłych posiłków, butów, czapek, kurtek, plecaków. Oferowaliśmy praktyczną pomoc, modlitwę, materiały ewangelizacyjne i Pismo Święte w językach arabskich.</p>
<h3>Wioska Idomeni</h3>
<p>Gdy w lutym 2016 r. Europa zamknęła swe granice dla uchodźców, płot i drut kolczasty odgrodziły 16 tys. ludzi, którzy byli już w drodze do nowego, bezpiecznego domu. Powstał wówczas prowizoryczny obóz w greckiej wiosce Idomeni, tuż przy granicy z Macedonią – zaledwie kilka kilometrów od naszego mieszkania.</p>
<p>Od 2015 r. pracowaliśmy w obozie przejściowym w macedońskiej Gewgeliji, skąd uchodźcy po krótkim pobycie wyruszali w dalszą drogę. Zapamiętaliśmy wiele twarzy, rozmów, historii. Ale w Idomeni zetknęliśmy się z zupełnie inną skalą potrzeb. W obozie były tysiące dzieci – według różnych szacunków ok. 6 tys. maluchów poniżej 10 roku życia. Całe rodziny tygodniami koczowały w namiotach lub wagonach podstawionych przez grecki rząd. Pogoda nie rozpieszczała uchodźców. Pierwszy miesiąc przyniósł ulewne deszcze, w namiotach stała woda, nie dawało się wysuszyć ubrań czy koców. Wiele osób było chorych, mnóstwo dzieci wymagało hospitalizacji. Następnie zaczęły się porywiste wiatry, które niszczyły namioty, a w trzecim miesiącu nadeszły trudne do zniesienia upały.</p>
<h3>Wielki dar</h3>
<p>Widzieliśmy wielką ludzką niedolę, tęsknotę za normalnością, zmęczenie i strach. Cieszymy się jednak, że Bóg postawił nas na drodze uchodźców. Wiemy, że te trzy miesiące w Idomeni to dar od Pana Boga. Zyskaliśmy dobrych przyjaciół i mogliśmy zasiać ziarna nadziei w ich życiu. Dzięki ofiarności wierzących, wspierani przez wolontariuszy z całego świata, dostarczaliśmy potrzebującym paczki żywnościowe, namioty, koce, wyprawki dla dzieci, witaminy dla ciężarnych. Modliliśmy się i głosiliśmy ewangelię. Podobnie czynili inni i przyniosło to owoce. Na nabożeństwa w miejscowych kościołach przychodzą już całe rodziny uchodźców, którzy uwierzyli w Jezusa tu, w Idomeni.</p>
<h3>Rozmowy przy herbacie</h3>
<p>Z biegiem czasu niepewne obozowe życie nabierało stałego rytmu. Z Bożą pomocą udało nam się utworzyć szkołę, której prowadzenia podjęli się sami uchodźcy – dawniej nauczyciele i wykładowcy. Pewien Syryjczyk, z zawodu nauczyciel, zaprzyjaźnił się z moim mężem, Jackiem. Dużo rozmawiali o życiu i wierze. Pewnego dnia Jacek przywiózł mu lubianą w Syrii herbatę yerba mate. Uradowany mężczyzna zaparzył napój i zaprosił swoich trzech sąsiadów, których Jacek nie miał jeszcze okazji poznać. Podczas picia herbaty Syryjczyk poprosił Jacka, aby opowiedział wszystkim o Jezusie. Mężczyźni przez godzinę słuchali zwiastowania ewangelii, a na końcu wspólnie się modlili. Każdy z gości otrzymał Biblię i film o Jezusie w swoim rodzimym języku, zapisany na maleńkich kartach pamięci.</p>
<h3>Urodzić uchodźcę</h3>
<p>Ranja ostatnie miesiące swojej ciąży przeżyła w namiocie. Te pierwsze trudno nawet opisać. Wojna, śmierć bliskich, tysiące kilometrów pokonane pieszo, w zatłoczonej łodzi, w niehumanitarnych warunkach. Wiele miesięcy bez dachu nad głową, bez ciepłej kąpieli i miękkiego materaca, bez lekarza. Poznałam ją na początku ósmego miesiąca. „Nie martw się o mnie, jestem silna” – powiedziała. Ostatnie tygodnie były bardzo upalne. W namiotach, w których mieszkali, było gorąco nie do wytrzymania. Pewnego dnia przyjechały buldożery i bez wyjaśnienia zaczęły zrównywać obóz z ziemią. Ludzi zabrały autobusy, nikt im nie powiedział, gdzie ich wiozą. Ranja dostała wysokiej gorączki. Trafiła do szpitala, gdzie przeprowadzono cesarskie cięcie. Dziewczynka, z powodu niedożywienia swojej mamy, ważyła niewiele ponad kilogram. Spędzi w szpitalu jeszcze kilka miesięcy, a jej mama po kilku dniach została wypisana do domu, czyli do namiotu. Choć upał doskwiera, a rana jest świeża, By zobaczyć się z córeczką, Ranja musi wraz z mężem pokonać drogę pieszo, w piekącym słońcu. Za jakiś czas po raz ostatni – już we troje – pokonają tę drogę. Wiem, jak bardzo marzą o normalnym życiu, normalnym domu. Modlę się o cud dla tej rodziny.</p>
<h3>Przynieś nam Injil</h3>
<p>W czerwcu ewakuowano wielotysięczne obozowiska w Idomeni. Namioty zrównano z ziemią, a ludzie zostali wywiezieni do różnych obozów militarnych, z dala od spojrzeń turystów. Do obozów wstęp mają tylko wojsko, policja i największe organizacje humanitarne. Nie wpuszcza się wolontariuszy, a ich brak odczuwają najbardziej dotkliwie dzieci, chorzy, słabi. Nie zważając na utrudnienia, stopniowo odnajdujemy znajomych i kontynuujemy naszą służbę, choć czasem są to jedynie spotkania w obozowej bramie.</p>
<blockquote><p>Na nabożeństwa w miejscowych kościołach przychodzą już całe rodziny, które uwierzyły w Jezusa tu, w Idomeni</p></blockquote>
<p>Szukaliśmy pewnej kurdyjskiej rodziny, z którą bardzo się zaprzyjaźniliśmy jeszcze w Idomeni. Dwudziestoletni chłopak, który najlepiej w rodzinie posługiwał się angielskim, dawniej często pisał do mojego męża. Prosił go o rady czy wersety biblijne, gdy było im bardzo ciężko. Jacek odnalazł ich w obozie wojskowym. Zapytał, czy czegoś potrzebują – jedyne, o co go poprosili, to Injil (Nowy Testament), gdyż poprzedni został zniszczony w trakcie likwidacji ich namiotów.</p>
<h3>Marzenia o domu</h3>
<p>Choć liczy się każda pomoc, wiemy, że to, co możemy tym ludziom dać – ciepły koc, pieluszki dla dziecka, jedzenie – to tylko kropla w morzu potrzeb. Oprócz miejsca do życia, potrzebują emocjonalnego uleczenia i nadziei na przyszłość. Są przepełnieni tęsknotą za ojczyzną, poczuciem bezpieczeństwa, pracą i normalnością.</p>
<p>Wiemy, że najważniejsze, co możemy zanieść do obozowych namiotów, to Dobra Nowina o Jezusie. Wiemy, że przyjdzie dzień, w którym zapanuje sprawiedliwość, i że wszystko, co w tym świecie upadłe i złe, minie bezpowrotnie. <em>Nie będą już łaknąć ani pragnąć, i nie padnie na nich słońce ani żaden upał, ponieważ [Bóg] będzie ich pasł i prowadził do źródeł żywych wód; i otrze Bóg wszelką łzę z ich oczu</em> (Obj. Jana 7:16–17). Dlatego musimy opowiedzieć tym ludziom o Jezusie. Czy zechcesz się do nas przyłączyć? Informacje o formach pomocy znajdziesz na stronie organizacji misyjnej www.ompolska.org.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/magdalena-duda/macedonia-zasiac-ziarna-nadziei/">Macedonia &#8211; zasiać ziarna nadziei</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Gruzińskie impresje</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/radoslaw-siewniak/gruzinskie-impresje/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafal Korzen]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 02 Aug 2019 10:01:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2016/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Okno na świat]]></category>
		<category><![CDATA[Radosław Siewniak]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naszeinspiracje.com/?p=2540</guid>

					<description><![CDATA[<p>Rytm gruzińskich dróg W Gruzji na drodze obowiązuje zasada: „Kto większy, ten pierwszy”, co oznacza, że nawet na pasach pierwszeństwo ma samochód. O tym przekonałem się już pierwszego dnia, kiedy niedługo po opuszczeniu lotniska w centrum Kutaisi nadjeżdżający samochód prawie potrącił mnie na pasach. Aby przejść na drugą stronę ulicy, musisz wejść w jej rytm, [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/radoslaw-siewniak/gruzinskie-impresje/">Gruzińskie impresje</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h3>Rytm gruzińskich dróg</h3>
<p>W Gruzji na drodze obowiązuje zasada: „Kto większy, ten pierwszy”, co oznacza, że nawet na pasach pierwszeństwo ma samochód. O tym przekonałem się już pierwszego dnia, kiedy niedługo po opuszczeniu lotniska w centrum Kutaisi nadjeżdżający samochód prawie potrącił mnie na pasach. Aby przejść na drugą stronę ulicy, musisz wejść w jej rytm, przeciskając się pomiędzy jadącymi samochodami, wśród decybeli klaksonów, pisków opon, pokrzykiwania kierowców, ryku silników, muzyki wydobywającej się z samochodów. Na ulicy toczy się życie. Tu mają miejsce rozmowy. Tu przechodzą krowy i świnie. Tu normą jest wyprzedzanie na trzeciego, na pasach, pod górę, na zakręcie. No i trąbienie! Gruzini rozróżniają trzy rodzaje trąbienia. Krótkie oznacza pozdrowienie. Dłuższe ostrzega: „Uwaga, jadę! Zjedź mi z drogi”. Najdłuższe łączy się z pogrożeniem ręką. Klakson używany jest przez gruzińskiego kierowcę średnio, co minutę. Na drodze trzeba mieć szeroko otwarte oczy, czujny słuch, sprawne nogi.</p>
<h3>Ludzie Wschodu</h3>
<p>Naszą podróż po Gruzji, razem z moim druhem Szymonem, rozpoczęliśmy wyjściem na Kazbek, szczyt o wysokości 5047 m n.p.m. Dojechawszy do Stepancmindy (dawniej Kazbegi), doszliśmy do XIV-wiecznego klasztoru o nazwie Cminda Sameba. Zapytaliśmy tam o możliwość noclegu na podłodze. Prawosławni mnisi nie tylko dali nam pokój, ale i okazali serce. Usiedliśmy razem do stołu, zjedliśmy puri, chaczapuri i inne gruzińskie smakołyki. Wspólnota stołu, przy której zostałem zapytany, czy jestem dobry z geografii. Zagraliśmy w quiz geograficzny. W tym klasztorze znaleźliśmy swoją przystań także po zejściu z Kazbeku. Kiedy po kolacji mnisi wybierali się na wieczorną modlitwę, zapytałem, czy możemy dołączyć, aby wspólnie, jako chrześcijanie, stanąć przed Bogiem. Do tej pory otwarty Wasilij zastanowił się dłużej i&#8230; zabrał nas ze sobą. W taki sposób ewangeliczny chrześcijanin stanął w modlitwie z mnichami prawosławnymi. Pomimo różnej liturgii i kulturowej odmienności mogliśmy w jedności skierować swój wzrok na oblicze Jedynego Boga. W ten sposób stworzyliśmy wspólnotę modlitwy w imieniu Jezus. Kolejnego dnia podczas porannej modlitwy Bóg skierował do mnie słowa: „Kto idzie za Mną, będzie miał wiele domów, wielu ojców i matek, braci i sióstr, przyjaciół”. Tego doświadczyłem w Cminda Sameba. W Gruzji żyje się biedniej, ale ludzie są szczęśliwi, uwrażliwieni na człowieka obok, jakby z wypisanym w sercach zdaniem: <em>Nie zapominajcie też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę</em> (List do Hebr. 13:2, BT). Taką wrażliwość noszą w sobie ludzie Wschodu. Żyją w świadomości potrzeby drugiego człowieka. Dobrobyt nieraz zamyka na człowieka. Paradoksalnie brak na niego otwiera.</p>
<h3>Wspólnota</h3>
<p>W pierwszym dniu naszej wspinaczki spotkaliśmy m.in. grupę z Izraela: Etty, Ady i Aggeusza. Pod lodowcem stanęliśmy razem w modlitwie, w której błogosławiliśmy Izrael. Noc spędziliśmy w namiocie na wysokości 3600 m n.p.m. Następnego dnia o 4.00 rano wyruszyliśmy na szczyt. O tej porze rozpościerało się nad nami gwiaździste niebo, jakiego nie da się zobaczyć w mieście, oraz niezapomniany wschód słońca, który budzi góry ze snu. W drodze na Kazbek trzeba przejść przez ogromne pole szczelin lodowcowych, o szerokości do 10 m i głębokości nawet 50 m. Z Szymonem pokonywaliśmy je spięci liną, wzajemnie się asekurując. Różne w życiu spotkają nas drogi. Dlatego potrzebny jest nam Kościół – wspólnota ludzi zaasekurowanych i zawieszonych na linie zbawienia Chrystusa, istniejąca, by tworzyć Jedno Ciało wzajemnej pomocy i troski.</p>
<blockquote><p>Kazbek to szczyt, z którym trzeba się zmierzyć, w którym wszystko mówi ci „stop!”. Wówczas każdym oddechem czerpiesz z Bożej Obecności i wiesz, że każdy krok jest łaską</p></blockquote>
<p>Około godziny 14.00 byliśmy na szczycie. Widok aż po sam Ararat. I my, 1000 m ponad chmurami. Inna perspektywa patrzenia na to, co wokół. Doświadczenie perfekcyjnego dzieła Architekta, Twórcy gór, śniegu i wiatru. Kazbek to miejsce, z którym trzeba się zmierzyć, w którym wszystko mówi ci „stop!”. Zmęczenie jest ekstremalne. Wówczas każdym oddechem czerpiesz z Bożej Obecności i wiesz, że każdy krok jest łaską. Uczysz się wartości oddechu, kroku, wody i kromki chleba. Pokarmem i wodą jest Chrystus. Bez Niego człowiek jest odwodniony, usycha, umiera. A zjawiskowy wschód i zachód słońca, monumentalne góry, gwiaździsta noc – wszystko to obwieszcza Jego Obecność.</p>
<h3>Pomoc Georgija</h3>
<p>W drodze na Kazbek musieliśmy się przeprawić przez rwącą rzekę, przeskakując z kamienia na kamień. Nie sposób było to zrobić z 28-kilogramowymi plecakami. I nagle pomoc zaproponował nam Georgij, któremu przerzuciliśmy nasze plecaki na drugą stronę. Pojawił się jak anioł. Potem my pomogliśmy Polakom, a ci następnym. Ta trudna do pokonania rzeka stała się miejscem, w którym jedni pomagali drugim. O to chodzi w życiu. Potrzebujemy siebie nawzajem. Potrzebujemy drugiego człowieka, pomocy, uśmiechu, rozmowy w codziennych sytuacjach, uścisku dłoni. Takiej pomocy doświadczyłem w Batumi. W restauracji zamówiłem tradycyjne gruzińskie danie, chaczapuri adżaruli, placek z jajkiem i serem. Kiedy zaczynałem jeść go w niewłaściwy sposób, od stołu obok wstała starsza kobieta, Karina, i podeszła do mnie z uśmiechem, mówiąc: „To nie tak”. Bez skrępowania wzięła mój widelec i nóż, wymieszała jajko w placku i pokazała, jak należy to danie jeść.</p>
<h3>Osady Tuszetii</h3>
<p>Jednym z najpiękniejszych regionów Gruzji jest Tuszetia, położona w północno-wschodniej części kraju. Przez przełęcz Abano dojechaliśmy jeepem do Omalo, osady oddalonej o około 70 km od cywilizacji. Następnego dnia wyruszyliśmy konno jeszcze dalej, do osady Dartlo. Od jesieni do wiosny droga ta jest zasypana zwałami śniegu. Te tereny Gruzji są dostępne tylko w letnie miesiące. Tuszetyjskie osady nie zajmują wiele miejsca. Stworzone z szacunkiem dla otaczających je gór, wyglądają tak, jakby cichutko sobie przycupnęły, z nadzieją, że góry jakoś im to wybaczą i pozwolą istnieć. Życie w wioskach jest surowe. Nasze dni w Tuszetii były przebywaniem w pustelni, w której nie ma ścian z betonu, ale ściany tworzą góry Kaukazu. Tam doświadczyłem milczącej wzajemności z Bogiem, wpatrując się w gwiaździstą noc z niezliczoną ilością spadających meteorów.</p>
<blockquote><p>Tuszetyjskie osady stworzono z szacunkiem dla otaczających je gór, wyglądają tak, jakby cichutko sobie przycupnęły, z nadzieją, że góry jakoś im to wybaczą i pozwolą istnieć</p></blockquote>
<h3>Tajemnicza Szchara</h3>
<p>Uszguli to najwyżej położona osada w Gruzji. Leży u stóp najwyższej góry Gruzji, Szchary. To chyba najpiękniej usytuowana wieś, jaką kiedykolwiek widziałem. Bajeczne miejsce z cudownym kontrastem w dali. Na dole – zielono, ciepło, przyjaźnie. Na górze – chmurno, lodowato i zimno. Niższe wzniesienia zazielenione, skaliste szczyty oblodzone. O poranku Szchara odsłonięta, by za niespełna pół godziny skryć się w chmurach, niczym kobieta tkaniną zakrywająca swoją twarz. W tym krajobrazie mieszkańcy koszący trawę, pasący krowy&#8230;</p>
<h3>Gruziński toast</h3>
<p>Supra, czyli uczta, to centrum życia towarzyskiego Gruzinów. Kiedy dojechaliśmy z naszym gruzińskim znajomym do wioski Omalo, rozłożyliśmy swój żywnościowy ekwipunek i dziękując Bogu, usiedliśmy do posiłku. Po chwili Mamuka, gruziński znajomy, wyciągnął czaczę i wzniósł toast. Toasty są nieodłączną częścią supry. W Gruzji mawia się, że to, co jest w sercu, musi znaleźć się w kielichu. Wznosząc toast, ludzie w sposób szczery i otwarty mówią o tym, co jest dla nich ważne. Inny gruziński zwyczaj, oprócz podania ręki, to pocałunek w policzek. Piękne nawiązanie do biblijnego „świętego pocałunku” – Gruzini pozdrawiają się tak powszechnie. Buduje to zażyłość i relacje, otwiera na drugiego człowieka. Wygląda pięknie.</p>
<h3>W zatrzymaniu</h3>
<p>W Mestii spotkałem pewnego starca posługującego się językiem swańskim, spokrewnionym z językiem gruzińskim (kultura Swanów przez stulecia kształtowała się w izolacji od reszty Gruzji). Dzięki jego uprzejmości mogłem rozbić namiot w ogrodzie jego brata. Po chwili wzajemnego patrzenia sobie w oczy wskazał, abym z nim usiadł. Siedzieliśmy razem na ławeczce w milczącej, przenikającej społeczności. Nie potrzebowaliśmy słów, aby spotkać się ze sobą. Zdumieć. Zachwycić. Potrzebowaliśmy się zatrzymać.</p>
<p>W drodze powrotnej poznałem Patę, który podwiózł mnie swoim samochodem. W czasie naszej wspólnej drogi zobaczył moją opaskę na ręku z napisem „I am second” [Jestem drugi]. Powiedział: „Dla mnie to oznacza, że człowiek obok mnie jest zawsze pierwszy. W nim przebywa Bóg. On jest pierwszy, a ja jestem drugi”. Taka jest właśnie Gruzja.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/radoslaw-siewniak/gruzinskie-impresje/">Gruzińskie impresje</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Duchowe Mont Blanc cz.II</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/duchowe-mont-blanc-cz-ii/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/duchowe-mont-blanc-cz-ii/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 03 Jul 2019 12:11:13 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2015/4 (zima)]]></category>
		<category><![CDATA[Okno na świat]]></category>
		<category><![CDATA[Radosław Siewniak]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naszeinspiracje.com/?p=2313</guid>

					<description><![CDATA[<p>Trzy niebezpieczeństwa We wspinaczce na Mont Blanc w szczególny sposób trzeba zwrócić uwagę na trzy rzeczy. Pierwsza to choroba wysokościowa – spowodowana brakiem adaptacji organizmu do warunków panujących na dużych wysokościach, gdzie spada dostępność tlenu w powietrzu ze względu na rozrzedzenie atmosfery. Objawy: ból głowy, zawroty głowy, ból brzucha, wymioty, omdlenia. Skrajnie: obrzęk płuc i [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/duchowe-mont-blanc-cz-ii/">Duchowe Mont Blanc cz.II</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h4>Trzy niebezpieczeństwa</h4>
<p>We wspinaczce na Mont Blanc w szczególny sposób trzeba zwrócić uwagę na trzy rzeczy. Pierwsza to choroba wysokościowa – spowodowana brakiem adaptacji organizmu do warunków panujących na dużych wysokościach, gdzie spada dostępność tlenu w powietrzu ze względu na rozrzedzenie atmosfery. Objawy: ból głowy, zawroty głowy, ból brzucha, wymioty, omdlenia. Skrajnie: obrzęk płuc i obrzęk mózgu, które mogą doprowadzić nawet do śmierci. Choroby wysokościowej można uniknąć przez aklimatyzację – proces powolnego zdobywania wysokości, by organizm mógł stopniowo przyzwyczaić się do panujących warunków i uruchomić mechanizmy adaptacyjne. Złotą zasadą aklimatyzacji jest hasło: „Wspinaj się wysoko, śpij nisko”.</p>
<p>Drugim niebezpieczeństwem są szczeliny lodowcowe – to pęknięcia lub uskoki w lodowcu, tworzące się w wyniku pękania lodowca, spowodowanego przez jego ruch. Czasami szczeliny są widoczne, czasami zakryte niewielką ilością śniegu, co stanowi największe zagrożenie. Zasadą jest, że po lodowcu chodzi się zawsze związanym liną z partnerem. To może uratować nam życie.</p>
<p>Trzecim niebezpiecznym wyzwaniem jest Wielki Kuluar, zwany Kuluarem Rolling Stones (z ang. Kuluarem Spadających Kamieni), który położony jest pomiędzy schroniskiem Tête Rousse a Goûter. To miejsce, gdzie co jakiś czas spadają kamienie, bryły lodu, a nawet lawiny śnieżne. Spowodowane jest to słońcem, które roztapia śnieg, luzuje zamrożone kamienie. Niekiedy są one przypadkowo strącane przez znajdujących się powyżej wspinaczy. Jest to jedno z najniebezpieczniejszych miejsc w klasycznej drodze prowadzącej na Mont Blanc. W tym miejscu kask stanowi wyposażenie obowiązkowe. Taki kask, tutaj właśnie, uratował kiedyś życie mojemu znajomemu z Niemiec.</p>
<p>Gdy wspinałem się w Kuluarze i zobaczyłem spadający kilka metrów ode mnie kamień, przypomniały mi się słowa francusko-niemieckiego teologa i lekarza, Alberta Schweitzera: „Ten, kto zamierza czynić dobro, nie może oczekiwać, iż ludzie będą mu usuwać kamienie z drogi, ale musi być przygotowany na to, że mu je będą rzucać na drogę. Tylko ta siła, która, doznawszy tych przeciwności, stanie się wewnętrznie czysta i potężniejsza, może je przezwyciężyć”. Z kolei Elbert Hubbard, amerykański pisarz, powiedział: „Chcesz uniknąć krytyki – nic nie rób, nic nie mów i bądź nikim”. Każdy, kto podejmuje się jakiejś pionierskiej pracy, żyje pasją i zaangażowaniem, będzie obiektem ludzkich ataków. To jest pewne. Wielu pełnych pasji ludzi minęło się w ten sposób z powołaniem, które było nad ich życiem. Nie wytrzymali napięcia ze strony opozycjonistów. Ulegli presji. Jak się chronić przed krytyką, aby się nie załamać, nie wycofać z powołania, w którym mamy kroczyć? Doskonałym obrazem tego jest wspinaczka Kuluarem Spadających Kamieni. Potrzebujemy ochrony: w Kuluarze – kasku, a w życiu – zbroi Bożej: tarczy wiary, pancerza sprawiedliwości Bożej i hełmu zbawienia. Potrzebujemy budowania swojej wartości, pewności w Bogu, a nie na bożku ludzkich opinii.</p>
<h4>Jak w niebie, tak i na ziemi</h4>
<p>Atak szczytowy rozpoczęliśmy o godzinie trzeciej rano ze schroniska Goûter (3835 m n.p.m.). O tej porze – ponieważ w nocy i wczesnym porankiem śnieg jest mocno zbity i doskonale nadaje się do wspinaczki z użyciem raków. Popołudniem śnieg nagrzany słońcem jest łatwiejszy w schodzeniu, natomiast bardzo męczący przy podejściu. Po wejściu na lodowiec, patrząc w górę, zobaczyliśmy sklepienie nieba wypełnione blaskiem milionów gwiazd. Patrząc w dół, widzieliśmy dolinę Chamonix oświetloną dziesiątkami tysięcy światełek. Jakby niebo łączyło się z ziemią i ziemia z niebem. Cudowny widok! „Jak w niebie, tak i na ziemi”. Nasze zadanie to sprowadzanie nieba na ziemię, ponieważ jesteśmy obywatelami nieba. „Nasza ojczyzna jest w niebie” – napisał Paweł apostoł. Naszym zadaniem jest ukazywać charakter nieba: przebaczenie, miłość, pokój, Bożą Obecność, Jego zbawienie i uzdrowienie.</p>
<blockquote><p>Chrześcijaństwo to wychodzenie na najwyższe „Góry Przemienienia” i&nbsp;jednocześnie schodzenie z&nbsp;nich, by służyć i kochać na nizinach codzienności</p></blockquote>
<h4>Światło rozjaśniające mroki</h4>
<p>Nocą wychodziliśmy w temperaturze ok. –10°C. Popołudniowa droga wiodła w +10°C, przy bardzo mocno świecącym słońcu. W międzyczasie cudowny wschód słońca i jego promienie rozświetlające mroki. Słońce budzi góry! Góry powstają! W pewnym momencie kontrast szarości, bieli i żółci zatrzymał mnie, nie mogłem oderwać wzroku, pomimo że dłuższy przystanek o poranku na tej wysokości nie jest korzystny dla organizmu. Ostry, przenikliwy wiatr. Zimno. Moja przyjaciółka ładnie kiedyś powiedziała, że plan Bożego Królestwa to nie plan ewakuacji, ale plan inwazji. Ten wschód to była inwazja światła. Myślami byłem wówczas na innej górze, skąd wypłynęły słowa: <em>Wy jesteście światłem świata</em> (Ew. Mat. 5:14a, BT). W tych słowach Jezus udziela nam autorytetu i odpowiedzialności. Nie „bądźcie”, nie „starajcie się być”, ale „jesteście światłem świata”! Prorok Izajasz, jakby przeczuwając, że możemy mieć problem, aby żyć w ten sposób, jaskrawo i odważnie, kilka tysięcy lat wcześniej (sic!) napisał: Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą (Ks. Izaj. 60:1, BT). Jesteśmy wezwani do tego, co słońce zrobiło z Alpami: zbudziło je ze snu. Góry powstały do życia. Mamy zbudzać ludzi ze snu. Kierować ku Temu, który wzbudza do życia.</p>
<h4>Wąska droga</h4>
<p>Na Białą Górę wchodzi się granią Bosses. To wyjątkowo wąska ścieżka, na szerokość jednej osoby. Nie przejdziesz przez nią w dwie osoby. Jej boki to strome zbocza spadające kilkaset metrów w dół na stronę francuską i włoską. Wąska ścieżka na Białą Górę. „Jakże wąska jest droga, która prowadzi do życia” – powiedział Jezus. Droga szeroka to po prostu urwisko prowadzące w przepaść. Jest jedyna droga do Ojca – droga przez Syna. Jedyna droga. W górach – jak w życiu – liczy się właściwa droga. Zagubienie drogi, wejście na drogi fałszywe, pobłądzenie – to pierwsze kroki do dramatu.</p>
<h4>Wzajemne zaufanie</h4>
<p>Na górę wchodziliśmy w czterech, związani liną. Musisz zaufać i tobie muszą zaufać. W ten sposób, jeśli wpadniesz w szczelinę lodowcową lub ujedziesz ze zbocza, dzięki związaniu liną ktoś może uratować ci życie – albo ty komuś. Mogą też wszyscy polecieć. Zależność! Niesamowita analogia potrzeby ludzi wokół nas, wspólnoty. Potrzebujemy siebie! Najważniejszy element sprawiający, że taka wspinaczka staje się bezpieczna, to lina, na której jest się zawieszonym, która asekuruje i chroni przed dramatem. Potrzebujemy takich lin w życiu. Dobrych, pewnych zabezpieczeń. Potrzebujemy takich towarzyszy drogi. Ludzi, którym możemy zaufać. Potrzebujemy ludzi, którzy, gdy odpadniemy od ściany, powinie nam się noga, coś napaskudzimy w życiu, wyjdą nam z pomocną dłonią. Jezus daje nam Kościół, abyśmy byli dla siebie nie kamieniem potknięcia, ale pomocą, wsparciem. Miej przy sobie ludzi, którzy dzielą z tobą pasję do Jezusa. Miej przy sobie ludzi, którzy są w służbie dalej niż ty – ucz się od nich. W ten sposób będziesz się rozwijał, aby służyć lepiej. Aby zajść dalej, wyżej.</p>
<h4>Pragnienie</h4>
<p>W południe stawiamy każdy krok w słońcu, w zapadającym się śniegu, co wzbudza ogromne pragnienie wody. Końcówka drogi powrotnej, kiedy już jej brakowało, a nogi coraz łatwiej zapadały się w śniegu, była ekstremalnym wysiłkiem z ekstremalnie dobrym Bogiem, którego Obecność jest nam potrzebna, podobnie jak łyk wody pozwalający żyć. Duch Święty – woda niosąca życie. Ezechielowy opis Ducha Świętego to opis źródła przemieniającego się w rzekę, która, czegokolwiek się dotknie, zamienia to w życie, daje życie. Taki jest Duch Święty. Chrześcijaństwo bez Ducha Świętego jest suszą w ustach, w sercu, w relacjach.</p>
<h4>Strata poprzedzająca błogosławieństwo</h4>
<p>Zaraz po zejściu z grani Bosses straciłem swój aparat fotograficzny. Dobry sprzęt z pięknymi zdjęciami. Poleciał w przepaść na stronę włoską. Ukłuło mnie to. Jednak ta strata stała się po jakimś czasie miejscem odbioru wyraźnego słowa od Boga: „W drodze do Mnie tylko Ja jestem ci potrzebny. Moja Obecność jest wystarczająca. Wszystko inne musisz pozostawić. Ja jestem wszystkim”. Kiedy On przemawia, już nic nie jest takie, jak było. Są chwile, kiedy coś nas uszczypnie, zaboli, boleśnie dotknie. Paradoksalnie w tych właśnie momentach możesz usłyszeć szept Pochylającego się, który ukazuje ci swą bliskość w sposób szczególny i intymny.</p>
<h4>Inna perspektywa</h4>
<p>Z Dachu Europy, bo tak nazywany jest Mont Blanc, z wysokości 4810 m rozpościera się widok na 300 km w każdą stronę. To inna perspektywa patrzenia na świat. Wolność! Na „górze” zrozumiesz wszystko – zobaczysz swoje życie z góry, przebytą drogę i to, jak On cię prowadził. Na „górze” poznasz Boga tak, jak sam zostałeś poznany. Na „górze” minie już zmęczenie, strach, ból, rozpacz.</p>
<p>Tu, na ziemi, spotkają cię rzeczy, których nie zrozumiesz, które cię zaskoczą, sparaliżują, na które będziesz mógł jedynie odpowiedzieć: „Nie rozumiem, ale niech mi się stanie według Twojego słowa”. Miejsce postawienia stóp na górze jest miejscem, w którym znajdziesz w każdym znaku zapytania, bólu i łzie doskonałe prowadzenie przez największego Przewodnika życia.</p>
<h4>Nad burzami</h4>
<p>Schodząc z Mont Blanc Wielkim Kuluarem, dowiedzieliśmy się, że poprzedniego dnia na tej wysokości przeszła burza i było mroczno. Jedna z osób zsunęła się i mocno poturbowała. Została odtransportowana helikopterem do szpitala. My natomiast, bazując w schronisku Goûter, nic nie wiedzieliśmy o burzy, chmurach, deszczu, bo wszystko rozgrywało się pod nami. Różne spotykamy burze w życiu. Czasami musimy przejść przez sam ich środek, ale jest też miejsce, w którym możemy być nad nimi.</p>
<h4>Zmierzyć się z samym sobą</h4>
<p>Wejście w Boże góry – w Bożą wizję dla ciebie – to miejsce wyjścia ze strefy bezpieczeństwa. Aby w tym miejscu stanąć, musisz zmierzyć się z sobą samym! Góry uczą pokory. Zwycięstwem nie jest wyjście na szczyt, choć tak mogłoby się wydawać. Zwycięzcą zostaje się dopiero na dole, kiedy ze szczytu się zejdzie – twój koniec życia. Kleją się do nas różne paskudztwa. Historia Saula, Salomona i wielu innych ludzi uczy tego. Dlatego w naszej drodze jesteśmy wezwani do przerabiania lekcji, „uczenia się cichości i pokory serca” od Tego, który zszedł z najwyższej góry, aby nam służyć. Chrześcijaństwo to wychodzenie na najwyższe „Góry Przemienienia” – doświadczania Bożej Obecności, Jego piękna, bliskości – i jednocześnie schodzenie z nich, by służyć i kochać na nizinach codzienności.</p>
<h4>Ty, który jesteś Skałą</h4>
<p>Tu, w drodze na szczyt, pokonujesz mnie. Uczysz, co to znaczy praca nad samym sobą. Tu uczysz rzeczy małych – kromki chleba i herbaty. Tu nabiera smaku modlitwa „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” i wiem, że wody żywej mi trzeba. Tu słowo „dziękuję” przenika duszę i trzewia. Tu mówisz o niezmienności swojego istnienia.</p>
<p>A kiedy związany jestem liną, która zabezpiecza moje życie – pokazujesz, że życie jest łaską. Tu uświadamiasz, że w tym dziwnym świecie sensacji, pozorności i zakładanych masek istnieją elementy i wartości stałe, niewzruszone. Istniejesz Ty, który jesteś Skałą. Kiedy staję na szczycie, widzę przestrzeń – rozległą, otwartą, tchnącą poczuciem wolności. „Ku wolności wyswobodził cię Chrystus” – mówisz do mnie. Nie przestawaj. Mów ciągle. Ja idę do Ciebie.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/duchowe-mont-blanc-cz-ii/">Duchowe Mont Blanc cz.II</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/duchowe-mont-blanc-cz-ii/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Nowa Zelandia &#8211; zapowiedź duchowego ożywienia</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/brenda-parshotam/nowa-zelandia-zapowiedz-duchowego-ozywienia/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/autorzy/brenda-parshotam/nowa-zelandia-zapowiedz-duchowego-ozywienia/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 06 Apr 2017 11:56:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2015/3 (jesień)]]></category>
		<category><![CDATA[Brenda Parshotam]]></category>
		<category><![CDATA[Okno na świat]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=2163</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nowa Zelandia składa się z dwóch głównych wysp: Północnej i Południowej. Trzecia, najmniejsza wyspa Nowej Zelandii, wyspa Stewart, położona jest 30 km na południe od największej, Wyspy Południowej. Wyspę Stewart zamieszkuje zaledwie 400 osób. Natomiast całkowita populacja wszystkich trzech wysp Nowej Zelandii liczy 4,4 mln ludzi. Mieszkańcy nieformalnie nazywani są „Kiwi”. Nazwa ta pochodzi od [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/brenda-parshotam/nowa-zelandia-zapowiedz-duchowego-ozywienia/">Nowa Zelandia &#8211; zapowiedź duchowego ożywienia</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Nowa Zelandia składa się z dwóch głównych wysp: Północnej i Południowej. Trzecia, najmniejsza wyspa Nowej Zelandii, wyspa Stewart, położona jest 30 km na południe od największej, Wyspy Południowej. Wyspę Stewart zamieszkuje zaledwie 400 osób. Natomiast całkowita populacja wszystkich trzech wysp Nowej Zelandii liczy 4,4 mln ludzi. Mieszkańcy nieformalnie nazywani są „Kiwi”. Nazwa ta pochodzi od imienia nocnego, nielatającego ptaka kiwi, z nozdrzami na końcu długiego dziobu, który jest narodowym symbolem tego kraju.</p>
<h4>Społeczeństwo</h4>
<p>Wielokulturowość społeczeństwa Nowej Zelandii (szczególnie w mieście Auckland) jest rezultatem przemieszania grup etnicznych i narodowościowych – składających się z Maorysów, Europejczyków, Azjatów i ludów pochodzących z innych wysp Pacyfiku.</p>
<p>Ponad 3/4 całej ludności Nowej Zelandii żyje na Wyspie Północnej, z czego 1/3 mieszka w Auckland. Inne duże miasta kraju to: Wellington (stolica Nowej Zelandii), Christchurch oraz Hamilton. Nowa Zelandia jest ostatnim z odkrytych na ziemi zamieszkałych lądów. Stało się to za sprawą przodków Maorysów ok. XIII w., natomiast świat Europy Zachodniej odkrył Nową Zelandię dopiero w 1643 r. dzięki holenderskiemu marynarzowi Ablowi Tasmanowi. To właśnie Tasman nadał nazwę temu państwu. To również on jako pierwszy modlił się o Boże błogosławieństwo nad tą częścią globu słowami: „Niech błogosławieństwo Boga Wszechmogącego spocznie na tej ziemi”.</p>
<h4>Ewangelia w Nowej Zelandii</h4>
<p>W 1769 r. angielski podróżnik kapitan James Cook ujął Nową Zelandię na mapie, a począwszy od 1814 r. zaczęli na te ziemie przybywać misjonarze, aby przekazać wiarę chrześcijańską rdzennym mieszkańcom, Maorysom. Misjonarze uczyli ich także nowych umiejętności i zachęcali do kontaktu z cywilizacją. Chrześcijańska misja w Aotearoa (Nowej Zelandii) zaczęła działać na fundamencie realnego porozumienia w oparciu o obietnice z Bożego Słowa, kiedy ustanowiono relację pomiędzy Anglikańskim Stowarzyszeniem Misyjnym (jego przedstawicielem był duchowny Samuel Marsden) a reprezentantami ludu Maorysów. Umowę o współpracy podpisano w Australii. Samuel Marsden zainicjował proces przekazywania ewangelii o Jezusie Chrystusie. Poprowadził on pierwsze formalne nabożeństwo w Nowej Zelandii, które odbyło się 25 grudnia 1814 r. A więc w święta Bożego Narodzenia w 2014 r. Nowa Zelandia świętowała 200 rocznicę przybycia poselstwa ewangelii na te tereny.</p>
<blockquote><p>W 2014 r. Nowa Zelandia świętowała 200 rocznicę przybycia poselstwa ewangelii na te tereny</p></blockquote>
<p>Na przestrzeni tych 200 lat misjonarze wywarli potężny wpływ na wiele społeczności Maorysów. Wprowadzili słowo pisane i zachęcali mieszkańców do posługiwania się językiem maori również w formie pisanej. Chociaż proces ewangelizacji przebiegał powoli, w połowie XIX w. już ponad 50% ludności gromadziło się regularnie, by uwielbiać Boga. Mieszkańcy nawiązali relacje z misjonarzami anglikańskimi, wesleyowskimi i katolickimi. Obecnie chrześcijaństwo jest w Nowej Zelandii uznawane za religię dominującą, chociaż liczba mieszkańców, którzy się z nim utożsamiają, ma tendencję zniżkową.</p>
<h4>Kultura Maorysów</h4>
<p>Do dnia dzisiejszego kultura Maorysów stanowi integralną część nowozelandzkiej tożsamości narodowej. Wydarzeniem, które najlepiej to ilustruje, jest spotkanie rdzennych plemion. W tym czasie można usłyszeć przemowy i pieśni Maorysów, zobaczyć tradycyjnie udekorowane domy, a także zasmakować narodowych potraw, pieczonych na ogniskach.</p>
<h4>Taniec „haka”</h4>
<p>Na całym świecie znany jest nowozelandzki zespół rugby o nazwie All Blacks. Drużyna rozpoczyna każdy mecz tradycyjnym wojennym tańcem „haka”, który w przeszłości wykonywali wojownicy. Tańcem tym sportowcy chcą ogłosić pokój. Taniec „haka” odzwierciedla przede wszystkim narodową dumę, siłę, jedność i konsekwencję plemienia Nowej Zelandii. Na boisku sportowym tańcem „haka” drużyna All Blacks chce wzbudzić respekt w przeciwniku. Wielu turystów odwiedzających Nową Zelandię jest tym zafascynowanych.</p>
<h4>Plaże i sporty wodne</h4>
<p>Odwiedzający Nową Zelandię z pasją obserwują przepiękne, spektakularne krajobrazy, na tle których niezwykłych wrażeń dostarczają ptaki kiwi. Wyspa Północna Nowej Zelandii ma swoje pasmo górskie, które przecina ląd w połowie i przekształca się w wulkaniczny płaskowyż, z aktywnymi źródłami lawy wulkanicznej i wody termalnej. Z kolei przepiękna linia wybrzeża zachwyca tych, którzy lubią sporty wodne – ponad 15% rodzin Nowozelandczyków posiada swoją własną łódkę. Obywatele Nowej Zelandii znani są na całym świecie także jako projektanci jachtów. Lud Kiwi dominuje w konkurencjach jachtów, kajaków oraz windsurfingu.</p>
<h4>Górskie wędrówki</h4>
<p>Zarówno lokalną ludność, jak i wielu turystów przyciągają też wspinaczki górskie, kemping, łowienie ryb i wędrówki. W Nowej Zelandii są również możliwe ekstremalne wspinaczki górskie. Na całym świecie znany jest nowozelandzki himalaista sir Edmund Hillary, który w 1953 r. zdobył Mount Everest, najwyższą górę świata.</p>
<h4>Życie w miastach</h4>
<p>Plemiona Kiwi, bardzo zróżnicowane kulturowo, całym sercem pokochały miejskie życie: kulturę parzenia kawy, nowe kulinarne smaki, modę oraz sztukę. Na co dzień mieszkańcy najchętniej odwiedzają azjatyckie restauracje i nowoczesne galerie sztuki. Uczęszczają też na lokalne mecze rugby.</p>
<h4>Na arenie politycznej</h4>
<p>Nowa Zelandia ma zapewnione miejsce w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Ta pozycja została ostatnio wykorzystana w pokojowych negocjacjach pomiędzy Izraelem a Organizacją Wyzwolenia Palestyny. Nowa Zelandia zagłosowała niestety po stronie Palestyny. Jakkolwiek premier Nowej Zelandii, John Key, ma matkę Żydówkę, Nowa Zelandia jako państwo nie jest przyjaźnie nastawiona do Izraela. Znalazła się wśród krajów, które głosowały po stronie podziału ziemi na Izrael i Państwo Palestyńskie, kiedy rezolucje te były prezentowane na forum ONZ. Niestety teologia zastąpienia jest bardzo silnie zakorzeniona w kościołach Nowej Zelandii i potrzebne jest właściwe zrozumienie roli Izraela, by zarówno rząd, jak i Kościół stanęły we właściwym miejscu względem Izraela i uznały Boga przymierza.</p>
<p>Jednocześnie w Nowej Zelandii rozwija się ruch osób powracających do hebrajskich korzeni. W narodzie potrzebna jest równowaga duchowa, dlatego potrzeba modlitw, aby została rozbudzona nowa pasja w stosunku do Boga, który jest Bogiem Izraela. Reprezentanci służby na rzecz Syjonu są rosnącą społecznością w tym kraju, a ruch kościołów domowych rozwija się w szybkim tempie.</p>
<h4>Zapowiedź duchowego ożywienia</h4>
<p>Nowa Zelandia jest pierwszym krajem na świecie, który ogląda wschód słońca otwierający nowy dzień. Świeżość i witalność są obecne w tym narodzie. Rośnie także świadomość, że każdy nowy dzień staje się zorzą duchowego ożywienia. Wiele słów proroczych nad tym narodem powtarza się w następującym aspekcie: zbliża się Boże poruszenie i nowa manifestacja Bożej chwały, tak że inne narody świata będą przemieszczać się do Nowej Zelandii. W tej części globu mogą zobaczyć, usłyszeć i przyjąć ziarna Bożej chwały i Bożego poruszenia, które zabiorą z powrotem do swoich narodów. Nowa Zelandia przez wieki była ukryta, ale zbliża się czas, kiedy zasłona zostanie zdjęta dla chwały Imienia Jezusa Chrystusa, naszego Mesjasza.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/brenda-parshotam/nowa-zelandia-zapowiedz-duchowego-ozywienia/">Nowa Zelandia &#8211; zapowiedź duchowego ożywienia</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/autorzy/brenda-parshotam/nowa-zelandia-zapowiedz-duchowego-ozywienia/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Tunezja – nie tylko turystami żyje</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/tunezja-nie-tylko-turystami-zyje/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/tunezja-nie-tylko-turystami-zyje/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 14 Jul 2016 12:32:12 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2015/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Mateusz Rzeszut]]></category>
		<category><![CDATA[Okno na świat]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1971</guid>

					<description><![CDATA[<p>Podczas studiów na filologii arabskiej odbyłem stypendium w Tunisie, na Uniwersytecie El-Manar. Byłem też na kursie językowym, a później na stażu absolwenckim w Ambasadzie RP w Tunezji. Podczas wszystkich tych pobytów obserwowałem życie tunezyjskich chrześcijan i rozwój Kościoła na tych terenach. Chrześcijaństwo kiedyś i dziś Początki chrześcijaństwa w krajach Maghrebu sięgają czasów rzymskich. Ewangelizację Afryki [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/tunezja-nie-tylko-turystami-zyje/">Tunezja – nie tylko turystami żyje</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Podczas studiów na filologii arabskiej odbyłem stypendium w Tunisie, na Uniwersytecie El-Manar. Byłem też na kursie językowym, a później na stażu absolwenckim w Ambasadzie RP w Tunezji. Podczas wszystkich tych pobytów obserwowałem życie tunezyjskich chrześcijan i rozwój Kościoła na tych terenach.</p>
<h4>Chrześcijaństwo kiedyś i dziś</h4>
<p>Początki chrześcijaństwa w krajach Maghrebu sięgają czasów rzymskich. Ewangelizację Afryki Północnej od strony Libii przypisuje się apostołowi Piotrowi. Z relacji Tertuliana wynika jednak, że chrześcijaństwo przybyło z Jerozolimy poprzez Aleksandrię i Cyrenajkę (włoska kolonia na terenie obecnej Libii). Niezaprzeczalnie głównym ośrodkiem północnoafrykańskiego chrześcijaństwa w II w. była Kartagina. Do V w. w Afryce Północnej powstało ok. 350 biskupstw; chrześcijaństwo rozwijało się wtedy bardzo prężnie, chociaż wydaje się, że prześladowania były jeszcze większe niż obecnie. Wielu chrześcijan zostało skazanych na ciężkie roboty w kopalniach. Wspomina się o prześladowaniach za cesarza Dioklecjana na przełomie III i IV w., gdy kazano palić Biblie i zakazywano zebrań Kościoła. Jeśli chodzi o obecny rozwój Kościoła, to w porównaniu z innymi krajami muzułmańskimi, np. z sąsiadującą Libią czy Algierią, w Tunezji sytuacja chrześcijan jest zdecydowanie lepsza. Chociaż nie można publicznie ewangelizować na ulicach, tunezyjscy chrześcijanie bez przeszkód mogą się spotykać na nabożeństwach, także na tych przeznaczonych dla obcokrajowców.</p>
<h4>Wioska Berberów</h4>
<p>Jednym z najciekawszych miejsc wartych zobaczenia jest berberyjska wioska o nazwie Matmata. Zamieszkuje ją rdzenna ludność Tunezji. W czasach przedislamskich wielu Berberów było chrześcijanami, ale po najeździe Arabów zostali zislamizowani. Mimo to zachowali wiele swoich rodzimych tradycji. Dziś ta część tunezyjskiej ludności liczy 10 tys. Domy wyróżniają się tu specyficznym wyglądem. W tej właśnie wiosce kręcono film pt. „Gwiezdne wojny”.</p>
<h4>Wspólnoty chrześcijan w stolicy</h4>
<p>W stolicy Tunezji – Tunisie – znajduje się m.in. rosyjska cerkiew prawosławna, katolicka katedra św. Wincentego à Paulo, reformowany kościół francuski, kościół Jezusa Żywego, kościół Adwentystów Dnia Siódmego, a także zbór anglikański, do którego uczęszczałem podczas swoich pobytów. Ta wspólnota prowadzi nabożeństwa po arabsku dla Tunezyjczyków oraz po angielsku dla studiujących i pracujących tam Afrykanów z różnych krajów Afryki. Zbór ma w planach budowę szkoły biblijnej im. św. Cypriana, w której będą się szkolić ewangeliści z Tunezji, Libii i Algierii.</p>
<blockquote><p>Warta zobaczenia jest berberyjska wioska Matmata. Zamieszkuje ją rdzenna ludność Tunezji. W czasach przedislamskich wielu Berberów było chrześcijanami</p></blockquote>
<p>Chociaż tunezyjskim wyznawcom Chrystusa żyje się lżej niż chrześcijanom w większości krajów islamskich, tu też istnieje dużo utrudnień. Sporo Tunezyjczyków przyjmuje Jezusa w tajemnicy przed rodziną, w obawie przed konsekwencjami. Rodziny najczęściej są w takiej sytuacji bardzo niezadowolone, nie akceptują faktu, że ich krewny porzucił islam. Takiej osobie grozi poważne niebezpieczeństwo.</p>
<h4>Sposoby dotarcia z Dobrą Nowiną</h4>
<p>W ostatnich latach można jednak zauważyć wiele zmian – jaśminowa rewolucja z 2011 r. przyniosła zaskakujący przełom. Przed rewolucją nie istniało pojęcie „tunezyjski chrześcijanin”. Słowo „Tunezyjczyk” było synonimem muzułmanina. O ile rewolucja miała sporo negatywnych skutków (wzrost przestępczości czy osłabienie gospodarki), o tyle zmniejszyła się kontrola ze strony władz i od tamtego czasu można oficjalnie używać określenia „tunezyjski chrześcijanin”. I chociaż publiczna ewangelizacja jest zakazana, ludzie nawracają się w różny sposób: jedni poprzez sny, inni poprzez środki masowego przekazu. Telewizja i internet odgrywają znaczącą rolę, jeśli chodzi o dotarcie z ewangelią do obywateli Tunezji. „Bóg ma swoje sposoby” – podkreśla pastor Bill Musk, biskup Kościoła anglikańskiego w Libii, Tunezji i Algierii.</p>
<h4>Podróż po kraju</h4>
<p>Kiedy weźmiemy pod uwagę inne kraje arabskie, Tunezja cieszy się znaczną stabilnością polityczną. Można swobodnie poruszać się po kraju. Wskazane jest jednak, aby obcokrajowcy (zwłaszcza kobiety) nie jeździli sami, lecz w grupie. Pozwala to uniknąć niepożądanych sytuacji, np. zaczepek, naciągania na pieniądze. Między miastami można się poruszać koleją, autobusami lub minibusami, tzw. louage’ami, które zabierają ośmiu pasażerów. W taki sposób można się udać do miast turystycznych: Susy, Hammametu, Tabarki i wielu innych. Warto pamiętać, że po uzgodnieniu z kierowcą możemy pojechać też w miejsca, w które louage zwykle nie dociera. (Kiedy pewnego razu wracałem do Polski, musiałem dostać się z Tunisu na lotnisko położone w miejscowości Enfidha. Kierowca zawiózł mnie tam za nieco wyższą cenę). W miastach kursują autobusy miejskie, a w stolicy jeździ też metro</p>
<h4>Tunezyjska kultura</h4>
<p>W Tunisie warto udać się do archeologicznego Muzeum Bardo. Można w nim obejrzeć wiele mozaik z czasów rzymskich i bizantyjskich, sarkofagów, garnków i liczne inne eksponaty.</p>
<p>Do najważniejszych zabytków muzułmańskich należą meczety. W samym centrum Tunisu znajduje się piękna rzymskokatolicka katedra św. Wincentego, wybudowana pod koniec XIX w. Zaprojektowana została w stylu marokańsko-gotycko-neobizantyjskim. Będąc w stolicy, nie można pominąć Kartaginy – z jej ruinami rzymskiego amfiteatru, Muzeum Kartaginy i gotycką katedrą św. Ludwika. Co roku odbywają się tam koncerty muzyki klasycznej oraz tradycyjnej muzyki tunezyjskiej.</p>
<h4>Nawiązane przyjaźnie</h4>
<p>Podczas swoich pobytów w Tunezji osobiście poznałem wielu miejscowych chrześcijan i spędziłem z nimi sporo czasu. Jako arabista z wykształcenia, a przede wszystkim chrześcijanin jestem przekonany, że ci wierzący w Jezusa Chrystusa są nie tylko pomostem między światem arabskim a Zachodem, ale też przyszłością tego kraju.</p>
<p>Pomimo licznych ograniczeń Kościół w Tunezji mocno się rozwija. Przyczynia się do tego lepsza sytuacja polityczna w porównaniu z sąsiadami Tunezji. Bardzo duży wpływ miały na tę sytuację rządy poprzednich prezydentów – Habiba Burgiby i Zina al-Abidina bin Alego. Warto błogosławić władze Tunezji, aby były przychylne mniejszościom wyznaniowym i nie wywierały na nie presji. Módlmy się o mądrość dla ludzi rządzących tym krajem, a przede wszystkim o dalszy rozwój miejscowego Kościoła. Mimo wielu wyzwań, z jakimi spotykają się Tunezyjczycy, Jezus kieruje do tych, którzy za Nim podążają, słowa niosące siłę: <em>Na świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie, Ja zwyciężyłem świat</em> (Ew. Jana 16:33).</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/tunezja-nie-tylko-turystami-zyje/">Tunezja – nie tylko turystami żyje</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/tunezja-nie-tylko-turystami-zyje/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>W starciu z przeciwnościami – 28 dni na pustyniach</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/w-starciu-z-przeciwnosciami-28-dni-na-pustyniach/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/w-starciu-z-przeciwnosciami-28-dni-na-pustyniach/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 05 Jan 2016 14:24:08 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2014/3 (jesień)]]></category>
		<category><![CDATA[Daniel Lewczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Okno na świat]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1765</guid>

					<description><![CDATA[<p>Od 16 lat pracuję w branży executive search (poszukiwania kadry na stanowiska związane z zarządzaniem). Od ponad 10 lat zarządzam firmą rekrutacyjną, która obsadza stanowiska wyższego szczebla. W związku z tym każdego tygodnia dostaję dziesiątki telefonów, SMS-ów, maili od ludzi, których stanowiska zostały zlikwidowane. Szukają dla siebie nowych wyzwań zawodowych lub poszukują pracy od dłuższego [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/w-starciu-z-przeciwnosciami-28-dni-na-pustyniach/">W starciu z przeciwnościami – 28 dni na pustyniach</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Od 16 lat pracuję w branży executive search (poszukiwania kadry na stanowiska związane z zarządzaniem). Od ponad 10 lat zarządzam firmą rekrutacyjną, która obsadza stanowiska wyższego szczebla. W związku z tym każdego tygodnia dostaję dziesiątki telefonów, SMS-ów, maili od ludzi, których stanowiska zostały zlikwidowane. Szukają dla siebie nowych wyzwań zawodowych lub poszukują pracy od dłuższego czasu. Słyszę mnóstwo smutnych historii. Obserwuję ogrom tragedii, depresję, brak wiary, załamanie. Patrzę na skutki zwolnień ludzi z pracy: ciężką sytuację finansową, wyzwania związane ze spłatą zadłużenia, czasami rozwody, gdy małżeństwa nie wytrzymują ciśnienia, jeszcze częściej nałogi (próba pozbycia się stresu lub znieczulenia). Leasingodawcy odbierają samochody, a komornicy zajmują konta bankowe, czasami domy. Rok 2013 był kolejnym niełatwym rokiem także dla przedsiębiorców. Kryzys, dekoniunktura, niestabilna sytuacja polityczna w niektórych krajach, afery, bankructwa, redukcje zatrudnienia. To wszystko jest na językach pracujących ludzi o wiele częściej niż temat rozwoju, możliwości czy wzrostu – w gospodarce czy w życiu osobistym.</p>
<h4>Szukanie nowych możliwości</h4>
<p>Czasami życie nie rozpieszcza. Jednak mierzenie się z przeciwnościami zawsze wymaga od nas determinacji, chęci rozwiązania problemu, pokonania wyzwania i w efekcie osiągnięcia pożądanego celu. Wyzwania mogą być różne: poszukiwanie pracy, zmiana pracy lub jej utrata, choroba, strata najbliższej osoby, rozwód, wypadek, tarapaty finansowe lub inne problemy. Ważne jest, jak na nie zareagujemy, a jeszcze ważniejsze – jak się z nimi zmierzymy. Najczęściej w tego typu sytuacjach reagujemy złością, żalem. Pojawia się stres, niepewność, zakłopotanie. To nas może wypalić. Ale z drugiej strony w obliczu trudnej sytuacji możemy także poszukać możliwości zrealizowania jakiegoś innego, wspaniałego przedsięwzięcia, które będzie nas bardzo cieszyć i w którym będziemy się spełniać. Jedni to osiągają po kilku tygodniach, inni po kilku miesiącach, a jeszcze inni dochodzą do tego rok lub dłużej.</p>
<blockquote><p>Wyzwania mogą być różne. Ważne jest, jak na nie zareagujemy, a jeszcze ważniejsze – jak się z nimi zmierzymy</p></blockquote>
<p>Na własnej skórze musiałem się przekonać, bez względu na rodzaj wyzwania, czy naprawdę często się nie da – czy jednak się da. A to, co na początku wydaje się niemożliwe, w rzeczywistości, z Bogiem, staje się osiągalne. Zainspirowany pewnym pomysłem mojego kolegi z Kanady, postanowiłem zmierzyć się z wyzwaniami i osiągnąć cel w obszarze, który był dla mnie kompletnie nowy, w którym byłem niewiarygodny, nie miałem kompetencji ani doświadczenia.</p>
<h4>Cztery pustynie</h4>
<p>Postanowiłem w 2014 r. przebiec 1000 km na czterech pustyniach, w odmiennych ekstremalnych warunkach, z plecakiem 12–14 kg, który pozwoliłby mi przetrwać siedem dni na każdej z pustyń. I tak zapisałem się na cztery biegi organizowane przez Racing the Planet, o nazwie „4 Deserts” (cztery pustynie). Każdy z tych biegów to inne okoliczności: Sahara Race – gorąco, Gobi March – wietrznie, Atacama Crossing – sucho, Antarktyda – zimno. Sprawdziłem, że dotychczas nie dokonał tego żaden Polak. W ciągu jednego roku udało się ukończyć ten bieg tylko siedmiu Europejczykom i zaledwie 28 osobom na świecie. Do tego projektu zaprosiłem kolegę z dzieciństwa, Marcina Żuka, który przebiegł 15 maratonów. Okazało się, że w tym samym czasie dwóch innych śmiałków postanowiło podjąć się tego samego wyzwania: Andrzej Godnek i Marek Wikiera. To doświadczeni ultrabiegacze, którzy w 2013 r. ukończyli m.in. słynny Marathon des Sables – Maraton Piasków.</p>
<p>W ten sposób do wyzwania stanęło nas czterech. Na każdej z pustyń biegniemy dystans 250 km. Codziennie jest to mniej więcej dystans maratonu, przy czym piątego dnia trzeba przebiec tzw. długi etap, który najczęściej ma od 65 do 99 km. Bieg jest utrzymany w formule samowystarczalności, czyli wszystko, co mamy w plecaku, musi nam wystarczyć, aby przetrwać te ekstremalne warunki (w plecaku niesiemy scyzoryk, śpiwór, latarkę czołową, gwizdek, jedzenie, batony energetyczne, żele itd.). Organizator zapewnia jedynie namiot oraz wodę.</p>
<h4>Wiedza i przygotowanie</h4>
<p>Projekt ma kilka istotnych aspektów. Wymaga przygotowania w wymiarze fizycznym i sportowym: to miesiące monotonnych, morderczych treningów, bieganie po 70–120 km tygodniowo z plecakiem, siłownia, gromadzenie potrzebnego sprzętu wymaganego przez organizatora, wiedza dotycząca suplementów (sól, magnez, potas), przygotowania logistyczne, pakowanie – to nie lada wyzwania. Inne dotyczy dystansu. Ale jest ich znacznie więcej: powtarzalność ekstremalnego zmęczenia z dnia na dzień, przebiegnięcie ultradystansu 65–99 km piątego dnia, kiedy czuje się już w nogach pokonane 160 km, decyzje, kiedy jeść, co jeść, ile jeść. To samo z wodą: ile pić, kiedy pić. Najczęściej eliminują zawodników dwie rzeczy: biegunka i odwodnienie. Jednak na pustyni Gobi były też przypadki hipotermii, czyli przegrzania organizmu. Zdarzają się też połamania nóg, kontuzje kolan, kostek, a trzy lata temu miał miejsce wypadek śmiertelny – serce nie wytrzymało wysiłku.</p>
<h4>Dlaczego ludzie to robią?</h4>
<p>Każdy ma inne powody i cele. Dla jednych jest to chęć przesunięcia własnych barier, poszerzania granic, dla innych zrozumienia limitów swojej wytrzymałości. Jeszcze inni widzą w tym przygodę. Wielu startujących robi to charytatywnie. Angażują się w tak ekstremalne eskapady, aby wykorzystywać analogię ultrawyzwania, którego się podejmują, do zebrania funduszy dla potrzebujących (którzy mają ultrawyzwania w życiu codziennym i to jest ich rzeczywistość). To ważny dla wielu aspekt. Więzi, jakie tworzą się pomiędzy tymi ludźmi, to często silne relacje na całe życie. Często są wśród nich ludzie sukcesu w życiu zawodowym, amatorzy sportowi, ale też osoby wrażliwe na potrzeby innych. Ich historie i dokonania stanowią dla wielu źródło trwałej inspiracji.</p>
<h4>Ultrabieg</h4>
<p>Ultrabiegi mają to do siebie, że ważnym warunkiem ich ukończenia, oprócz świetnego przygotowania fizycznego, jest kwestia silnej psychiki. Kryzysy, z jakimi trzeba się zmierzyć, to (zgodnie z ich natężeniem i częstotliwością): walka ze strachem i obawami (czy dam radę), ból, reakcje na niespodziewane zdarzenia i kontuzje, zniechęcenie, zmęczenie, wycieńczenie organizmu. Argumenty pozwalające odpowiedzieć na pytanie, po co to robimy, są kluczowe, by można było wygrać głową z cierpiącym ciałem. Trzeba mieć wyższe cele niż tylko chęć ukończenia biegu. Wiedzieć, po co lub dla kogo to robimy. Wtedy dystans znaczy niewiele, a wiele znaczy to, co robimy dla innych.</p>
<h4>Przeżycia duchowe</h4>
<p>Dla jednych biegi te łączą się z doświadczaniem majestatu natury, która zapiera dech w piersiach. Inni doceniają cud Bożego stworzenia. Kiedy biegliśmy po pustyni Wadi Rum w Jordanii, świadomość tego, że ponad 2 tys. lat temu w tamtych okolicach, w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, sam Jezus był poddany wielkiej próbie i przez 40 dni kuszony na pustyni, była dla nas źródłem ważnej refleksji. Stanowiła także źródło motywacji, aby zwycięsko zmierzyć się z naszym wyzwaniem i nie poddawać pokusie, by stanąć ze zmęczenia, ale dobiec do samej mety, pokonując gorącą pustynię.</p>
<p>Jeden z najsłynniejszych na świecie ultramaratończyków, Dean Karnazes powiedział: „If you want to run, run a mile. If you want to experience a different life, run a marathon. If you want to talk to God, run an ultra” (<em>Jeśli chcesz biegać, przebiegnij milę. Jeśli chcesz doświadczyć innego życia, przebiegnij maraton. Jeśli chcesz rozmawiać z Bogiem, przebiegnij ultrabieg</em>). Ukończenie Sahara Race i Gobi March daje niesłychane poczucie satysfakcji i odkrywa nowe źródła motywacji oraz możliwości. Dla mnie osobiście słowa: Wszystko mogę w Tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie (List do Filip. 4:13) dają moc! Przed nami jeszcze w tym roku Atacama i Antarktyda.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/w-starciu-z-przeciwnosciami-28-dni-na-pustyniach/">W starciu z przeciwnościami – 28 dni na pustyniach</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/w-starciu-z-przeciwnosciami-28-dni-na-pustyniach/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Na mozambickiej ziemi</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/na-mozambickiej-ziemi/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/na-mozambickiej-ziemi/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 31 Aug 2015 09:07:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2014/2 (lato)]]></category>
		<category><![CDATA[Aldona Filipek]]></category>
		<category><![CDATA[Okno na świat]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1686</guid>

					<description><![CDATA[<p>Na mozambickiej ziemi Pierwszego czerwca moja noga po raz pierwszy stanęła na spalonej słońcem mozambickiej ziemi. Po prawie 48-godzinnej podróży wylądowałam w kraju, który jeszcze do niedawna należał do najbiedniejszych na świecie. Sytuacja ekonomiczna nadal jest tam bardzo trudna. Jednak Bogu w niczym to nie przeszkadza: właśnie to ubogie państwo uczynił kolebką jednego z największych [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/na-mozambickiej-ziemi/">Na mozambickiej ziemi</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h4>Na mozambickiej ziemi</h4>
<p>Pierwszego czerwca moja noga po raz pierwszy stanęła na spalonej słońcem mozambickiej ziemi. Po prawie 48-godzinnej podróży wylądowałam w kraju, który jeszcze do niedawna należał do najbiedniejszych na świecie. Sytuacja ekonomiczna nadal jest tam bardzo trudna. Jednak Bogu w niczym to nie przeszkadza: właśnie to ubogie państwo uczynił kolebką jednego z największych przebudzeń chrześcijańskich ostatnich lat.</p>
<p>Do Mozambiku przybyłam z przekonaniem, że zostałam tam posłana, aby nieść pomoc ubogim dzieciom mieszkającym w domach dziecka Iris Ministries. Tak nazywa się chrześcijańska organizacja misyjna założona przez Heidi i Rollanda Bakerów. Bardzo szybko zreflektowałam się jednak, że Boży plan dotyczący mojego pobytu w Mozambiku przerasta wszelkie moje oczekiwania i scenariusze&#8230;</p>
<blockquote><p>W Mozambiku zobaczyłam cuda, jakich Bóg dokonuje każdego dnia</p></blockquote>
<h4>Za żywym Bogiem</h4>
<p>Pierwsze zetknięcie z Mozambikiem było dla mnie szokujące pod każdym względem. Z powodu słabej znajomości języka angielskiego przed wyjazdem nie doczytałam informacji, że oprócz pomagania dzieciom jadę do Afryki, aby sama się uczyć! W szkole misyjnej, do której niespodziewanie trafiłam, poznałam 320 osób z całego świata, które postanowiły radykalnie pójść w swoim życiu za Jezusem. On działa w ich codziennym życiu i na wyjazdach misyjnych. Jest dla nich Bogiem realnym, obecnym tu i teraz. Bóg jest wszędzie taki sam, tak samo dobry i kochający: w Ameryce, w Europie i w Mozambiku.</p>
<p>Miałam wówczas dość znikome pojęcie o Bożej Obecności. Moje życie z Bogiem rozpoczęło się niecały rok przed wyjazdem. Wiedziałam, że Bóg „czasami” mówi do ludzi (w końcu powiedział mi, że mam jechać do Mozambiku). Traktowałam Go jednak jako kogoś, kto ingeruje w nasze życie tylko w kluczowych jego momentach. To właśnie w Mozambiku, na „końcu świata”, zobaczyłam, w jak wielkim byłam błędzie.</p>
<p>W Iris Ministries poznałam ludzi, którzy zdecydowanie powiedzieli Bogu „tak”. To sprawiło, że życie jednego narodu w niespełna 18 lat zostało całkowicie przemienione. Heidi i Rolland Bakerowie, posłuszni Bożemu wezwaniu, w 1995 r. postanowili poświęcić całkowicie swoje życie osobom najuboższym mieszkającym w Mozambiku. Bakerowie byli już wcześniej misjonarzami w Azji oraz Anglii. Zrozumieli, że Boże serce jest otwarte dla każdego, lecz szczególne miejsce zajmują w nim ci „najmniejsi”: biedni, chorzy, słabi, odrzuceni przez świat i ludzi.</p>
<blockquote><p>Widziałam ludzi z odległych zakątków Mozambiku, którzy po obejrzeniu wyświetlanego przez nas filmu o Jezusie mówili: „Tak! Chcemy Boga, który tak kocha!”</p></blockquote>
<h4>Nauka z serca dziecka</h4>
<p><em>Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili</em> (Ew. Mat. 25:40b, BT). Te słowa, zapisane w Piśmie Świętym, są najlepszym obrazem tego, jak żyją i czego uczą Bakerowie. Głoszą Jezusa w słowach i w praktyce. W ciągu 18 lat założyli ponad 10 tys. kościołów w ponad 20 krajach. Prowadzą domy dziecka, realizują programy edukacyjne, opiekują się wdowami, budują szkoły. Jednak ich działalność nie ogranicza się do ram misji charytatywnej: w każde działanie włączona zostaje ewangelizacja – głoszenie Dobrej Nowiny o Jezusie. Dzieci z domów dziecka często nazywają Bakerów rodzicami. Nie pozostają anonimowe – każde z nich traktowane jest jak własne, rodzone. To właśnie te dzieci nauczyły mnie, że na świecie nie ma sierot, bo każdy z nas ma kochającego Ojca w Niebie.</p>
<h4>Hojny dla spragnionych</h4>
<p>Co dał mi Mozambik? Nie sposób wszystkiego wymienić. Pojechałam tam pełna dobrych chęci. Jednak moje ludzkie zamiary i ambicje szybko legły w gruzach. Z ludzkiego punktu widzenia po prostu zobaczyłam tysiące dzieci, które nie mają rodzin. Widziałam głodujących ludzi, pozbawionych wszystkiego tego, co w naszym europejskim świecie uchodzi za standard. Potrzebowałam doświadczyć swej bezsilności, aby w pokorze przyjąć, że ja sama nie jestem w stanie zrobić dla nich niczego. Jednocześnie Bóg pokazał mi z całą mocą, że dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych. W Mozambiku zobaczyłam to, co wcześniej widziałam jedynie na filmach Darrena Wilsona – cuda, jakich Bóg dokonuje każdego dnia w życiu najuboższych tego świata. Widziałam niewidomych, którzy odzyskują wzrok, głuchych, którzy zaczynają słyszeć, kalekich, którzy odzyskują sprawność ruchową. Czułam, jakby Bóg mówił mi: „Nie obchodzi mnie to, że w oczach świata ci ludzie są skreśleni. Ja ich stworzyłem i kocham ich tak samo, jak kocham ciebie i wszystkich innych ludzi na tym świecie”.</p>
<h4>„Chcemy Boga, który tak kocha!”</h4>
<p>Widziałam ludzi z odległych zakątków Mozambiku, którzy po obejrzeniu wyświetlanego przez nas filmu o Jezusie mówili: „Tak! My chcemy takiego Boga! Chcemy Boga, który tak kocha”. I ten Bóg, którego my często traktujemy jako ideę lub element tradycji, przychodził do nich, objawiał im się i dawał im się cały. Łaska Boża w Mozambiku przybiera niewyobrażalne rozmiary. Zobaczyłam na własne oczy tę Bożą ekstrawagancję: znalazłam się wśród ludzi, przez których ręce Bóg czyni cuda wśród tych, którzy dopiero co o Nim usłyszeli! Bóg kocha nas wszystkich tak samo – z naszymi podziałami na kościoły, denominacje, z naszymi rozdziałami na biednych i bogatych – i tych w Mozambiku.</p>
<blockquote><p>Zobaczyłam tysiące dzieci, które nie mają rodzin. To właśnie te dzieci nauczyły mnie, że na świecie nie ma sierot, bo każdy z nas ma kochającego Ojca w Niebie</p></blockquote>
<h4>Przed Bożą wielkością</h4>
<p>W każdą niedzielę widziałam tysiące osób przychodzących do kościoła w Pembie – miejscowości, w której znajduje się główna siedziba Iris Ministries. Przybywali oni niekiedy z bardzo odległych miejsc, aby uwielbiać Boga, który okazuje im tak wielką miłość. Były tam tańce i śpiewy, uwielbienie i modlitwa. Wszystko to dla Jezusa, który tak bardzo ukochał ten najbiedniejszy kraj na świecie. Widziałam dzieci w różnym wieku, które potrafiły przez długi czas klęczeć z głową przy podłodze – one wiedziały, kim jest Bóg, do którego się modlą. Był to nie tylko ich dobry Tatuś, który zawsze z nimi jest, ale również Bóg wszechmogący, Stwórca tego świata i wszystkiego, co się w nim znajduje, przed którego majestatem nie sposób nie zgiąć kolan.</p>
<h4>Paradoks: nic, a może wszystko?</h4>
<p>Z czasem zauważyłam, że to, co z mojego ludzkiego punktu widzenia wydawało się szczytem beznadziei, było miejscem, w którym najpełniej objawiała się Boża łaska. Większość ludzi, do których dotarli misjonarze, nie była smutna, jak wydawało mi się na początku. Może i nie mieli oni tego wszystkiego, co my mamy, ale posiadali o wiele więcej: Boga, który objawiał wśród nich swoją łaskę i moc. Pismo Święte mówi: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie (Ew. Mat. 5:3, BT). Myślę, że tacy właśnie są ludzie w Mozambiku. Oni potrafią powiedzieć: „Oprócz Boga nie mamy nic, ale On wystarcza nam za wszystko”.</p>
<h4>W osobistym doświadczeniu</h4>
<p><em>Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców</em> (1 List do Kor. 1:26b–27a, BT). Bóg zawstydził mnie w Mozambiku. Zobaczyłam, że Jego miłość nie zna granic. Sama doświadczyłam miłości, która wywróciła moje życie do góry nogami. Przed taką miłością trudno nie uklęknąć. Przed taką miłością trudno zamknąć swoje serce. O takiej miłości trudno nie mówić. Ta miłość jest dla każdego.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Aldona Filipek</strong> – w maju 2013 r. wyjechała na ponad dwa miesiące do Mozambiku, aby pomagać dzieciom ramach chrześcijańskiej misji Iris Ministries. Ta organizacja misyjna została założona przez Heidi i Rollanda Bakerów w celu wspierania najuboższych mieszkańców Mozambiku.<br />
Podczas rozmowy z Michałem Olszańskim w radiowej Trójce, w programie pt. „Godzina prawdy”, Aldona powiedziała: „Miałam poczucie, że zaspokajam tylko własne potrzeby materialne i kompletnie nic mi to w życiu nie daje. Wiedziałam, że to nie jest ten smak życia, który chciałabym poczuć. Ten wyjazd zdecydowanie zmienił mój światopogląd”</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/na-mozambickiej-ziemi/">Na mozambickiej ziemi</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/tematyka/okno-na-swiat/na-mozambickiej-ziemi/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Klimat tropików i smak czekolady z żółtym serem</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/numery/jesien-2013/klimat-tropikow-smak-czekolady-z-zoltym-serem/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/numery/jesien-2013/klimat-tropikow-smak-czekolady-z-zoltym-serem/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 15 Aug 2015 07:19:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2013/3 (jesień)]]></category>
		<category><![CDATA[Aleksandra Sawicka]]></category>
		<category><![CDATA[Okno na świat]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=219</guid>

					<description><![CDATA[<p>W otoczeniu egzotyki Mówi się, że Kolumbia ma najdogodniejsze umiejscowienie geograficzne na ziemi. To kraj położony na kontynencie południowoamerykańskim. Sąsiaduje z Wenezuelą, Ekwadorem, Brazylią, Peru i Panamą. Zobaczymy tu tropikalne plaże, wyruszymy na wyprawę po Andach, udamy się na wycieczkę do Amazonii, aby poznać kulturę prekolumbijską i rodowitych mieszkańców tamtych terenów. Życie mieszkańców Mimo że [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/jesien-2013/klimat-tropikow-smak-czekolady-z-zoltym-serem/">Klimat tropików i smak czekolady z żółtym serem</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h4>W otoczeniu egzotyki</h4>
<p>Mówi się, że Kolumbia ma najdogodniejsze umiejscowienie geograficzne na ziemi. To kraj położony na kontynencie południowoamerykańskim. Sąsiaduje z Wenezuelą, Ekwadorem, Brazylią, Peru i Panamą. Zobaczymy tu tropikalne plaże, wyruszymy na wyprawę po Andach, udamy się na wycieczkę do Amazonii, aby poznać kulturę prekolumbijską i rodowitych mieszkańców tamtych terenów.</p>
<h4>Życie mieszkańców</h4>
<p>Mimo że kraj ten cieszy się złą sławą ze względu na największą na świecie produkcję kokainy i niekończącą się wojnę domową, wśród mieszkańców można zauważyć coś niezwykłego. Kolumbijczycy potrafią cieszyć się swoim krajem i dziękować za każdy nowy dzień. Zanim wyjechałam do Kolumbii, ostrzegano mnie, przypominając o statystykach porwań i kradzieży, które nie napawają optymizmem. Wielu ludzi sceptycznie podchodzi do sytuacji, jaka tam panuje, dlatego mało kto decyduje się na wyprawę w tamte strony.</p>
<h4>Miasto Medellin</h4>
<p>W mieście Medellin, nazywanym „miastem wiecznej wiosny” mieszkałam przez kilka miesięcy. Z jednej strony, przestępczość bije tutaj światowe rekordy, gdyż młodzi ludzie walczą o wpływy, naśladując swojego bohatera – barona narkotykowego, nieżyjącego już Pablo Escobara. Jednak w ostatnich latach miasto zaczęło się odradzać. Kościoły chrześcijańskie modlą się o dzieci, które na siłę rekrutowane są do wojska przez guerrillę FARC (Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia). Pod względem liczby dzieci zmuszanych do walki z bronią w ręku Kolumbia jest piątym krajem na świecie. Dzieci godzą się na tę służbę w zamian za symboliczne sumy pieniędzy na wykarmienie rodziny. Kraj bardzo potrzebuje modlitwy. Pomimo tych przerażających faktów, o których niemal każdego dnia można usłyszeć w porannych wiadomościach, podziwiam Kolumbijczyków za ich postawę w obliczu problemów. W sytuacji wysokiego bezrobocia, bardzo pomysłowy Kolumbijczyk wymyśli sobie zajęcie. Tak powstały np. jednoosobowe firmy wypożyczające pralki.</p>
<blockquote><p>W Kolumbii nikt nie narzeka. Ludzie skupiają się raczej na tym, co mają</p></blockquote>
<h4>Największy skarb</h4>
<p>W Kolumbii nie spotkałam nikogo, kto w rozmowie ze mną narzekałby na swój ciężki los. Poznamy tu wielu pomocnych, uśmiechniętych i wdzięcznych ludzi, którzy chętnie pomagają innym. Nawet osoby, które jeszcze nie znają Boga, skupiają się raczej na tym, co mają. Są wdzięczni za słońce, które budzi ich każdego dnia, za to, że mają co jeść, za swoje rodziny. W Kolumbii rodzina to największe bogactwo, największy skarb. Dzień wolny od pracy poświęcany jest wyłącznie rodzinie. Szacunek, jakim dzieci darzą swoich rodziców, jest godny naśladowania. Dzień Matki to w tym kraju dzień szczególny, prawie najważniejszy w roku. Życzenia składa się nie tylko swojej mamie, ale także wszystkim mamom, jakie się tylko zna.</p>
<h4>Otwarte drzwi</h4>
<p>Praca, jaką wykonuje tutaj kościół chrześcijański, aby pomagać ludziom na ulicach miast, jest ogromna i widać ją na każdym kroku. Młodzi ludzie angażują się w różnorodne projekty, aby docierać do miejsc, w których brakuje nadziei. Miałam okazję uczęszczać do kościoła Comunidad Cristiana de Fe, któremu przewodzi Andrés McMillan. Było dla mnie wielkim błogosławieństwem widzieć setki ludzi, którzy pokutują ze swoich grzechów i oddają życie Jezusowi. Warto wspomnieć, że kościół ten usytuowany jest przy najbardziej ruchliwej ulicy Medellin, a jego drzwi są zawsze otwarte. Przypadkowi przechodnie, zaciekawieni głośnym i ekspresyjnym uwielbianiem Boga, przychodzą i zostają poruszeni Bożym Słowem.</p>
<h4>Postawa desperacji</h4>
<p>Odwaga Kolumbijczyków, ich pasja i prawdziwy zapał przynoszą wiele owoców. Latynosi wyróżniają się ogromną wiarą. Pomoc Boga to często ostatnia deska ratunku dla matek, których dzieci kradną, by kupić narkotyki, czy dla kobiet, których małżonkowie siedzą w więzieniach. Pomocy szukają także młode dziewczęta, które są zmuszone do prostytucji, by mogły utrzymać rodziny. Towarzyszy im desperacka potrzeba zmian, stąd może tak wielkie otwarcie na Boga.</p>
<h4>Projekty kościoła Bethel</h4>
<p>W stolicy Kolumbii – Bogocie – największy kościół liczy ok. 40 tys. ludzi i ma ogromny wpływ na społeczeństwo. Miałam okazję brać udział w misji współtworzonej z ekipą z kościoła Bethel w Kalifornii. Przez 10 dni odwiedzaliśmy najbiedniejsze dzielnice miasta. Ewangelia głoszona była na ulicach, widzieliśmy Boże cuda i uzdrowienia. Ludzie płakali i przepraszali Boga za swoje grzechy. Widziałam kobiety i mężczyzn uwalnianych z nałogów po jednej szczerej modlitwie. W tamtych dniach zobaczyłam, jak bardzo ten kraj potrzebuje pomocy. Mieszkańcy są zdesperowani, aby zmienić swoje życie.</p>
<h4>Świadectwa uzdrowienia</h4>
<p>Pewnego dnia wyszliśmy razem z naszą grupą, aby modlić się o ludzi chorych, którzy mieszkają na ulicach. Mężczyzna sprzedający awokado zgodził się pożyczyć nam swój mikrofon, którego używa do nawoływania i zachęcania klientów. Tamtego popołudnia głosiliśmy dobrą nowinę o Jezusie, który ma moc uzdrawiać.</p>
<p>Nagle zobaczyliśmy tłum ludzi wychodzących z małego pomieszczenia naprzeciwko nas. Okazało się, że było to miejsce odprawiania rytuałów przez tamtejszych szamanów, lokalnych uzdrowicieli. Odwiedzali je liczni chorzy. Tłum podszedł do nas i ludzie słuchali ewangelii. Ponad 40 osób przyjęło wtedy Jezusa do swojego serca. Wielu z nich na środku placu, w centrum ogromnego miasta, składało świadectwa o uzdrowieniu przez Chrystusa! Czyż to nie dowód, że Bóg ma w opiece ten naród? Czy to nie dowód, że przeogromna wiara działa i może zmieniać życie?</p>
<h4>Cenna lekcja</h4>
<p>Pierwsze dni w Kolumbii nie były dla mnie łatwe. Musiałam przyzwyczaić się do ciągłego hałasu, dziwnych nowych smaków (np. gorącej czekolady podawanej do picia z roztopionym żółtym serem), chaosu na ulicach i niebezpiecznie wyglądających ludzi. Jednak po czterech miesiącach mogę śmiało powiedzieć, że wspaniałe serca Kolumbijczyków całkowicie zmieniły mój sposób myślenia o tym narodzie. Chcę błogosławić ten kraj w każdej modlitwie. Bóg nauczył mnie, że nie jest ważne, z jakiej rodziny pochodzimy czy jak trudnych rzeczy doświadczamy – On jest w stanie uleczyć największe rany.</p>
<p>Czas spędzony w Kolumbii nauczył mnie także, że Bóg nie akceptuje wymówek. Brak posłuszeństwa, lenistwo, narzekanie na sytuację finansową czy rodzinną są niezgodne z Jego wolą. Bóg chce używać swoich dzieci, by zmieniały rzeczywistość wokół siebie.</p>
<p>Kolumbia pokazała mi też coś, o czym już kiedyś słyszałam, ale czego nie wprowadzałam w czyn: jeżeli potrzebujesz wsparcia i pomocy – najlepszym sposobem na regenerację twojej duszy jest udzielenie pomocy innej osobie i obdarowanie jej miłością.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/jesien-2013/klimat-tropikow-smak-czekolady-z-zoltym-serem/">Klimat tropików i smak czekolady z żółtym serem</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/numery/jesien-2013/klimat-tropikow-smak-czekolady-z-zoltym-serem/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Kambodża i Tajlandia z załogą Logos Hope</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/numery/lato-2013/kambodza-tajlandia-z-zaloga-logos-hope/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/numery/lato-2013/kambodza-tajlandia-z-zaloga-logos-hope/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 14 Aug 2015 12:41:14 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2013/2 (lato)]]></category>
		<category><![CDATA[Dawid Jankowski]]></category>
		<category><![CDATA[Okno na świat]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=355</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kambodża Kambodża zagwarantowała nam wielki kontrast w porównaniu z portem, który właśnie opuszczaliśmy. W Hongkongu spotkaliśmy się ze światem nowoczesności i elektroniki. W Kambodży natomiast zetknęliśmy się z wielką biedą. To kraj próbujący odbudować się po wojnie domowej, która miała miejsce w latach 1975–1978/79. Spędziliśmy tutaj ponad 2 tyg. Naszym głównym celem było niesienie praktycznej [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/lato-2013/kambodza-tajlandia-z-zaloga-logos-hope/">Kambodża i Tajlandia z załogą Logos Hope</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h4>Kambodża</h4>
<p>Kambodża zagwarantowała nam wielki kontrast w porównaniu z portem, który właśnie opuszczaliśmy. W Hongkongu spotkaliśmy się ze światem nowoczesności i elektroniki. W Kambodży natomiast zetknęliśmy się z wielką biedą. To kraj próbujący odbudować się po wojnie domowej, która miała miejsce w latach 1975–1978/79. Spędziliśmy tutaj ponad 2 tyg. Naszym głównym celem było niesienie praktycznej pomocy: organizacja akcji medycznych, dentystycznych, okulistycznych, instalowanie filtrów do oczyszczania wody, rozdawanie odzieży i szkolnych wyprawek. Mogliśmy się w tym czasie modlić i dzielić ewangelią z mieszkańcami. Ponad 700 z nich modliło się razem z nami o to, by Pan Jezus zamieszkał w ich sercach!</p>
<h4>Najmłodsi mieszkańcy</h4>
<p>Osobiście miałem możliwość 2-krotnie odwiedzić lokalne szkoły, w których spotkaliśmy ok. 2000 dzieci w wieku 6–12 lat. Bawiliśmy się z nimi, graliśmy w gry, śpiewaliśmy pieśni o Bogu. Przedstawialiśmy także specjalnie przygotowane dramy, poprzez które dzieliliśmy się Dobrą Nowiną. Opowiadaliśmy o tym, jak Jezus zmienił nasze życie. Pod koniec mogliśmy wręczyć każdemu dziecku szkolne wyprawki, choć nie było to nic specjalnego: kilka ołówków, zeszyt i inne drobiazgi. Jednak oglądanie wdzięczności tych dzieci i radości w ich oczach – to było coś niesamowitego.</p>
<p>Każdego dnia odwiedzało nas mnóstwo ludzi. Przychodzili tylko po to, aby zobaczyć statek, kupić jakąś książkę lub porozmawiać z międzynarodową załogą. Niektórzy brali udział w konferencjach i szkoleniach, które odbywały się na pokładzie Logos Hope.</p>
<h4>Angielska kawiarnia</h4>
<p>Pan Bóg sprawił, że brałem udział w jednym z projektów, nazwanym <em>Angielska kawiarnia</em>. Zaprosiliśmy studentów okolicznych szkół. Chcieliśmy im pomóc w mówieniu po angielsku. Mogliśmy się też z nimi dzielić naszą pasją dla Chrystusa. Opowiadałem o moim życiu z Jezusem. O tym, przez co przechodzę i czego doświadczam na co dzień. Jedna z osób sama zapytała mnie, w jaki sposób można przyjąć Jezusa. W prosty i jasny sposób przedstawiłem, jak może wejść w relację z Bogiem.</p>
<h4>Zaskakujące spotkanie</h4>
<p>W Kambodży powitaliśmy także naszą nową grupę rekrutów rozpoczynających misję na statku. Tradycyjnie utworzyliśmy tunel z flag państw, z których przybyli. Każda nowa grupa przechodzi właśnie przez taki powitalny tunel. Ta wspaniała ceremonia radości sprowokowała niezwykłe wydarzenie.</p>
<p>Obok nas stał w porcie statek pasażerski, na którym pracuje oficer z Polski. Oficer ten wszedł na nasz otwarty pokład, by zobaczyć, co się dzieje i co znaczą te wszystkie flagi. Był bardzo zaciekawiony, ponieważ zauważył flagę biało-czerwoną. Nagle skojarzył nazwę statku. Przypomniało mu się, że w jego kościele modlono się o „Dawida ze statku Logos Hope”. Postanowił więc zapytać, czy nadal jestem na tym statku. Nagle poinformowano mnie, że mam gościa z Polski! Ucieszyłem się i szybko poszedłem się z nim spotkać. Tak poznałem Darka Ciemałę z Ustronia. To było niesamowite! Nie poznaliśmy się w naszym małym miasteczku, w naszej wspólnocie, a spotkaliśmy się w dalekiej Kambodży! Mogłem oprowadzić Darka po statku, opowiedzieć trochę więcej o tym, co robimy. Modliliśmy się o siebie nawzajem. Darek opowiedział mi o swojej służbie, o tym, jak dzieli się ewangelią ze swoją załogą. Zanim jego statek opuścił port, przekazałem mu kilka egzemplarzy Biblii, by dał je kolegom. Poznanie Darka było naprawdę niezwykłym wydarzeniem, które tylko Pan Jezus mógł zaaranżować. Wszystko było przez Pana Boga perfekcyjnie zaplanowane. Obaj byliśmy w tym samym porcie, w tym samym czasie. Akurat w tym momencie witaliśmy nową grupę flagami i dzięki temu Darek nas zauważył.</p>
<p>W tym krótkim, ale intensywnym czasie, jaki spędziliśmy w Kambodży, widzieliśmy, jak Pan Jezus działa na wiele różnych sposobów. Znaleźć się w środku tylu cudów było dla mnie wielkim błogosławieństwem.</p>
<blockquote><p>Jesteśmy naprawdę błogosławieni przez to, że możemy być Bożymi rękami, nogami i ustami tutaj na ziemi</p></blockquote>
<h4>Tajlandia</h4>
<p>Po tych niezwykłych wydarzeniach udaliśmy się do Tajlandii, gdzie spędziliśmy 3 pracowite tygodnie. W tym kraju religią dominującą jest buddyzm, który wyznaje ponad 90% społeczeństwa. Zaledwie 1% stanowią chrześcijanie. Mimo to nasz statek odwiedziło ponad 80 000 ludzi!</p>
<p>W Biblii czytamy wiele historii, w których ślepi odzyskiwali wzrok, niemi zaczynali mówić, chorzy zostawali uzdrowieni, zmarli byli wskrzeszani, a głodni nakarmieni. Jest też w niej mnóstwo innych opowieści, wprost zapierających dech w piersiach. Prawdopodobnie każdy z nas chciałby doświadczyć czegoś podobnego, widzieć tę niesamowitą moc Boga. A przecież i dzisiaj takie rzeczy się dzieją.</p>
<p>Podczas mojego misyjnego dnia zwanego C-Day wraz z kilkoma współpracownikami: Janie (USA), Viktorem (Węgry) i Peace (Tajlandia) poprowadziliśmy spotkanie młodzieżowe dla dzieci misjonarzy, którzy pracują w Tajlandii. Przygotowaliśmy program spotkania i wyruszyliśmy. Gdy dojechaliśmy na miejsce, mnóstwo młodych ludzi w wieku 12–16 lat już na nas czekało. Na początku niektórzy grali w koszykówkę czy gry planszowe.</p>
<h4>Emily</h4>
<p>W pewnym momencie podeszła do mnie Emily – 14-letnia dziewczynka, która nie mówiła od urodzenia. Mogłem porozmawiać z nią trochę w języku migowym, którego uczę się na statku od jakiegoś czasu. Ona też się go dopiero uczyła, więc powiedzieliśmy sobie tylko nasze imiona, skąd pochodzimy i kilka innych podstawowych rzeczy. Przez cały wieczór Emily nie odstępowała mnie na krok. Pod koniec spotkania z młodzieżą przeznaczyliśmy czas na modlitwę. Wykorzystałem to, by modlić się o Emily. Zacząłem się modlić, aby Pan Jezus błogosławił jej życie, a także by odzyskała mowę. Sam się zastanawiałem, dlaczego urodziła się niema. I wtedy Bóg przypomniał mi wersety z Ewangelii św. Jana 9:1–3:<em> A przechodząc, ujrzał [Jezus] człowieka ślepego od urodzenia. I zapytali go uczniowie jego, mówiąc: Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego, że się ślepym urodził? Odpowiedział Jezus: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, lecz aby się na nim objawiły dzieła Boże.</em></p>
<p>Po spotkaniu przyszedł czas, by się pożegnać. Gdy przyjechali rodzice Emily, pomachałem do niej na pożegnanie. Kiedy otwierała drzwi samochodu, odwróciła się i wypowiedziała pierwsze słowa w swoim życiu: „Do widzenia”! Zamarłem. Nie wiedziałem, czy się przesłyszałem czy ona naprawdę to powiedziała. Gdy jednak zobaczyłem olbrzymie zdziwienie na twarzy jej rodziców, wiedziałem, że Emily naprawdę zaczęła mówić! Bóg jest Bogiem cudów! Jej tata powiedział mi, że dawno nie widział jej tak szczęśliwej. Ja wiedziałem, że tego wieczoru to Pan Jezus sprawił ten niezwykły cud.</p>
<h4>Irańska rodzina</h4>
<p>W Tajlandii najwięcej ludzi odwiedzało nasz statek w soboty. Każda para rąk była potrzebna do pomocy w służbie porządkowej, księgarni, kawiarni. Trzeba też było rozmawiać z odwiedzającymi nas osobami. Czasem sprzątałem śmieci pozostawione przez gości, a innym razem rozdawałem wodę ludziom czekającym w kolejce, by dostać się na statek. Czasami czekali nawet po 3 godz. w 35-stopniowym upale. Osoby z załogi starały się umilić im to czekanie rozmową. To właśnie podczas sprzątania śmieci poznaliśmy pewną irańską rodzinę. Trzy osoby z tej rodziny postanowiły nam pomóc i trwało to ponad godzinę. Zapytaliśmy ich rodziców, jak im się podobało na statku. Zaskoczyła nas odpowiedź: „Jeszcze nie byliśmy w środku, ale nawet nie potrzebujemy tam wchodzić. Oglądanie was tutaj na zewnątrz, jak pomagacie innym, zbieracie śmieci, rozdajecie wodę, bawicie się z dziećmi, już dużo nam o was mówi”.</p>
<h4>Wyzwania i możliwości</h4>
<p>Innym razem długo rozmawiałem z pewnym buddyjskim małżeństwem, które przyszło na statek odrobinę za wcześnie. Kiedy czekali na otwarcie, mogłem mówić im o Jezusie i odpowiadać na wiele pytań. Nie to było łatwe, ponieważ cały czas negowali to, co im przekazywałem. Zanim się rozstaliśmy, wręczyłem im po prostu Nowy Testament i zachęciłem, by czytając go, modlili się, aby Bóg objawił im prawdę. Potem modliłem się o nich i się pożegnaliśmy.</p>
<p>Pobyt w Tajlandii był dla mnie niesamowitym przeżyciem i przywilejem. Miałem możliwość wspierania i zachęcania lokalnych kościołów, w których przemawialiśmy. Rozmawiałem z wierzącymi, którzy stanowią tu tak mały procent mieszkańców. Opowiadali nam, jak nieraz spotykali się z prześladowaniem z powodu swojej wiary.</p>
<h4>Na chwałę Bogu</h4>
<p>Pan Jezus działa w Tajlandii w niesamowity sposób. W ciągu zaledwie 3 tyg. oglądaliśmy wiele Bożych cudów. W ostatni wieczór odbyło się spotkanie, na którym ludzie opowiadali o tym, co wydarzyło się w ich życiu podczas naszego pobytu. Świadectwa trwały ponad 2 godz. Każda wypowiedź świadczyła o tym, jak wszechpotężny jest nasz Bóg. On może tak wiele uczynić. Jesteśmy naprawdę błogosławieni przez to, że możemy być Jego rękami, nogami i ustami tutaj na ziemi.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/lato-2013/kambodza-tajlandia-z-zaloga-logos-hope/">Kambodża i Tajlandia z załogą Logos Hope</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/numery/lato-2013/kambodza-tajlandia-z-zaloga-logos-hope/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
