<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>2011/1 (wiosna) &#8211; Nasze Inspiracje</title>
	<atom:link href="https://naszeinspiracje.com/archiwa/numery/wiosna-2011/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://naszeinspiracje.com</link>
	<description>Magazyn online</description>
	<lastBuildDate>Mon, 23 Dec 2019 13:26:58 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	
	<item>
		<title>Chcę tworzyć rzeczywistość</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/chce-tworzyc-rzeczywistosc/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/chce-tworzyc-rzeczywistosc/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 04 Aug 2015 11:03:47 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2011/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Reportaż]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1035</guid>

					<description><![CDATA[<p>Czuje się Pan szczęśliwy i spełniony jako poseł w polskim Sejmie?  Myślę, że poczucie spełnienia przychodzi z osiągnięcia jednego z tych celów, które Bóg stawia przed nami. Jestem człowiekiem szukającym. I myślę, że taka jest ludzka natura. Jestem wdzięczny Bogu za to, co otrzymałem. Z drugiej strony wydaje mi się, że jeszcze więcej jest przede [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/chce-tworzyc-rzeczywistosc/">Chcę tworzyć rzeczywistość</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Czuje się Pan szczęśliwy i spełniony jako poseł w polskim Sejmie? </strong></p>
<p>Myślę, że poczucie spełnienia przychodzi z osiągnięcia jednego z tych celów, które Bóg stawia przed nami. Jestem człowiekiem szukającym. I myślę, że taka jest ludzka natura. Jestem wdzięczny Bogu za to, co otrzymałem. Z drugiej strony wydaje mi się, że jeszcze więcej jest przede mną.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Nowe marzenia?</strong></p>
<p>Można nazwać to marzeniem. Chociaż wolałbym takie słowa jak tęsknota, głód, oczekiwanie. Lepiej oddają to, co czuję i do czego stale dążę.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>A do czego Pan dąży? Na czym polega poczucie spełnienia w Pana życiu?</strong></p>
<p>Nie ma spełnienia bez Boga. Spełnienie przychodzi wtedy, kiedy mamy świadomość, że Bóg się cieszy z naszego działania, z naszego życia. Można mieć pieniądze, można awansować, ale nie być spełnionym. Kiedy człowiek wie, że robi to, co Bóg chce, żeby robił, i żyje tak, jak powinien żyć, to wchodzi w poczucie pewnego błogostanu. W tym jest radość. To jest pierwsza rzecz. Druga rzecz związana jest z tym, co powiedział Jezus: <em>Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości Jego, a wszystko inne będzie wam dodane</em> (Ew. Mat. 6:33). A w Ewangelii Marka czytamy: <em>Nie ma takiego, kto by opuścił dom (&#8230;) albo matkę, albo ojca (&#8230;), który by nie otrzymał stokrotnie</em> (Ew. Mar. 10:29-30).</p>
<p>Chodzi o zrozumienie Bożych zasad błogosławieństwa. Bóg błogosławi nas, kiedy zaczynamy żyć według Jego priorytetów. Jeżeli naszym celem jest szukanie tylko spełnienia i szczęścia, mogę gwarantować, że nigdy nie będziemy spełnieni. Ale jeśli naszym celem staje się szukanie Boga, życie dla Boga, to wtedy będziemy szczęśliwi. Tak jak powiedział apostoł Paweł:<em> A [Jezus] umarł za wszystkich, aby ci, którzy żyją, już nie dla siebie samych żyli, lecz dla Tego, który za nich umarł</em> (2 List do Kor. 5:15). Kiedy zaczynamy żyć dla Jezusa, nie ma sposobu, żebyśmy nie byli spełnieni. To jest moje pragnienie i do tego dążę.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Pochodzi Pan z Nigerii. Czy to przypadek, że znalazł się Pan w Polsce?</strong></p>
<p>Nie, to nie jest przypadek. Tak naprawdę zaczęło się to od mojego nawrócenia w maju 1987 roku. Po nawróceniu dostałem się w Nigerii na studia. Jako student drugiego roku uczestniczyłem w pewnej konferencji, na której zadano pytanie: „Po co żyjesz?”. Ono mnie nurtowało. W jednym z chrześcijańskich czasopism przeczytałem historię o pewnym człowieku. Na imię miał Igor albo Iwan, dokładnie już tego nie pamiętam. Przypuśćmy, że miał na imię Iwan. Zobaczyłem zdjęcie jego zmasakrowanego ciała. Został zabity przez KGB ze względu na wiarę. Ten młody chłopak zginął, kiedy miał około 19 lat. Czytając o nim i patrząc na to zdjęcie, płakałem. Powiedziałem wtedy Bogu: „Panie Boże, ja chcę zastąpić Iwana”.</p>
<p>Zaraz potem zaangażowałem się w ruch studentów chrześcijan w Nigerii. Zgromadziłem około 25 studentów i zaczęliśmy się modlić o Europę Wschodnią. Był rok 1988. Kiedy wszystko zaczęło się zmieniać, w 1989 roku, miałem już pewność, że tu przyjadę. Gdy tylko skończyłem studia, złożyłem podanie do kilku organizacji misyjnych. Dano mi do wyboru Rosję, Polskę i Węgry. Myślałem o Rosji, właśnie ze względu na Iwana. Jednak prawie w tym samym czasie otrzymałem list z Polski, od misjonarza pracującego wśród studentów, Szkota Jaimiego Granta, który zaprosił mnie do Polski. Wybrałem Polskę. Przyjechałem tu w 1993 roku jako misjonarz. Myślałem, że przyjeżdżam na dwa lata. Minęło 17 lat, a ja nadal tu jestem.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Dobrze się Pan czuje w tym kraju? </strong></p>
<p>W Polsce czuję się bardzo dobrze. Bardzo dużo podróżuję po świecie, byłem w ponad 30 krajach, ale nigdzie nie czuję się tak dobrze jak w Polsce. Moja rodzina mieszka w różnych miejscach świata: w Nigerii, w Europie Zachodniej, w Stanach Zjednoczonych. Pytali: „Dlaczego Polska, taki biedny kraj?”. A ja odpowiadałem: „To jest moje miejsce”. W ciągu tych 17 lat odwiedziłem Nigerię tylko dwa razy. Już po dwóch tygodniach chciałem wracać. Po prostu czułem, że Polska to jest moje miejsce.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Żona jest Polką? </strong></p>
<p>Tak, Aneta jest Polką. Pochodzi ze Szczecina. Mamy czworo dzieci. Rozmawiamy w domu po polsku.</p>
<blockquote><p>Poczucie spełnienia przychodzi z osiągnięcia jednego z tych celów, które Bóg stawia przed nami.</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Wróćmy jednak do Johna Godsona jako misjonarza. Jakie były początki tej pracy w Polsce?</strong></p>
<p>Pierwsze miasto, w którym się zatrzymałem, to były Katowice. Tam mieściła się siedziba Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Akademickiego, dla którego rozpocząłem pracę jako misjonarz wśród studentów. Potem wyjechałem na dwa tygodnie do Łodzi. I już wtedy to miasto mnie ujęło. Później, z dwiema innymi osobami, zostaliśmy wysłani do Szczecina. Współpracowałem z ChSA przez pięć lat. Oprócz tego pracowałem i nadal pracuję jako nauczyciel akademicki. Pracowałem także jako pastor kościoła, najpierw w Choszcznie koło Szczecina, później w Łodzi. W sumie przez 10 lat. Przyszedł jednak taki moment, w którym oboje z żoną poczuliśmy, że nadszedł czas, by wyjść poza ramy tej pracy. Czuliśmy, że to Bóg „wypycha nas na zewnątrz”. W 2005 roku kandydowałem do rady osiedla w Łodzi. Spośród 107 kandydatów otrzymałem największą liczbę głosów. Dla nas to było potwierdzenie Bożej woli. Niektórzy są zaskoczeni, że byłem pastorem, inni, że już nim nie jestem. Traktuję te 10 lat, kiedy byłem pastorem, jako pewien epizod w swoim życiu. Nie czuję się pastorem, czuję się po prostu osobą powołaną do pracy z ludźmi.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>W tym miejscu dotykamy tematu, z którym wielu ludzi wierzących się nie utożsamia, wielu nie do końca rozumie to połączenie: chrześcijanin zaangażowany w politykę. </strong></p>
<p>Tak. Wiem, że w Polsce to jest duży problem. Być politykiem to bardzo trudne zadanie. Jak chodzenie po polu minowym, gdzie potrzebne są duchowe okulary, żeby wiedzieć, jak stąpać. Jeden z moich znajomych pastorów kilkanaście lat temu zadał mi takie pytanie: Gdzie potrzeba najwięcej światła? Tam, gdzie jest ciemność. A więc uważam, że Bóg chce, żebyśmy świecili światłością wszędzie. Jeżeli to, co robimy, będziemy robić dla Niego, nie dla siebie, On będzie nam dawał łaskę i odwagę. Będzie w tym Jego błogosławieństwo.</p>
<p>Nie ukrywam faktu, że jestem człowiekiem wierzącym. Nie boję się mówić o tym, że przyjechałem do Polski jako misjonarz. Nie wstydzę się moich poglądów. Gdy mam dyżury poselskie czy dyżury radnego, ludzie po prostu przychodzą. Czekają w kolejce. Dlaczego przychodzą? Bo widzą, że mi na nich zależy.</p>
<p>Traktuję politykę nie jako cel sam w sobie, ale jako środek do celu. Mamy być świadkami Jezusa, który powiedział:<em> Idąc na cały świat, głoście ewangelię wszystkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony</em> (Ew. Mar. 16:15-16). Kiedy Jezus mówi: „na cały świat”, rozumiem to nie tylko w aspekcie geograficznym; Bóg chce, byśmy odnosili to także do społecznego aspektu naszego życia i byli tam świadkami. W medycynie, w nauce, w wydawnictwie, w biznesie – wszędzie. Wierzący powinni być wszędzie. Jednym z czynników, które zmieniły obraz chrześcijaństwa w Afryce, był moment, w którym wierzący stali się ludźmi wpływowymi.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Ma Pan opinię najskuteczniejszego radnego w Łodzi. Czy chce Pan być równie skutecznym posłem?</strong></p>
<p>Można definiować skuteczność w różny sposób. Uważam, że wszystko, co się robi, trzeba robić całym sercem. Albo w ogóle się tego nie podejmować. I na tym właśnie polega skuteczność. Nie myślę w ten sposób: „Mam być skuteczny”. Jeżeli czegoś się podejmuję – czy interwencji, czy interpelacji albo jakiegoś projektu – staram się po prostu to wykonać i doprowadzić do końca. Na tyle, na ile potrafię. Pozostało mi 10 miesięcy w tej kadencji sejmowej. To jest bardzo niewiele czasu, żeby określić, jak będzie wyglądać moja działalność jako posła. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby nie zawieść zaufania ludzi, którzy na mnie głosowali.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Pańskie powołanie obejmuje znacznie szersze kręgi niż tylko elektorat własnej partii. Jaki ma Pan stosunek do ludzi opozycji? Budowanie pomostu wbrew podziałom politycznym?</strong></p>
<p>Tak jak zapowiedziałem, chciałbym pokazać, że jest też inny sposób prowadzenia polityki. Uczciwość w polityce polega na tym, że jestem w stanie powiedzieć coś dobrego o moim konkurencie czy oponencie. To staram się robić, będąc w sejmie. Rozmawiam z ludźmi.</p>
<p>Ostatnio podszedłem do posła Górskiego, który powiedział: „Koniec białej cywilizacji”. Rozmawialiśmy, podałem mu rękę. Staram się nie postrzegać ludzi jedynie według identyfikatorów politycznych. Staram się patrzeć na nich jak na osoby cenne, mające swoje przekonania, które ja chcę szanować. Tylko głupiec nie szanuje swojego oponenta.</p>
<p>Przyjeżdżając do Polski, nigdy, nawet w snach, nie myślałem, że będę kiedykolwiek zaangażowany w politykę. To mnie naprawdę nie interesowało. Jednak patrząc na etapy mojej pracy w Polsce, widzę, co Bóg mi daje. Nie dzieje się tak dlatego, że Godson jest genialny, czy dlatego, że ma dobre serce dla ludzi. To po prostu jest Boża łaska. Wiedząc, że robię to, co Bóg chce, żebym robił, jestem tam, gdzie Bóg chce, żebym był.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Czy mógłby Pan podzielić się swoimi refleksjami na temat zaangażowania chrześcijan w służbę publiczną? Jaka jest Pana wizja i rozumienie tej kwestii?</strong></p>
<p>Dziękuję za to pytanie. Oprócz tych aspektów duchowych, o których mówiłem, zaangażowanie w politykę jest dla mnie braniem odpowiedzialności. Żyjemy w społeczeństwie, w którym ludzie boją się brać odpowiedzialność. Krytykują innych. Ten nie zrobił tego, tamten nie zrobił tamtego. Oczekują, że ktoś rozwiąże ich problemy. Ja rozumiem społeczeństwo obywatelskie w taki sposób, że jeżeli coś jest nie tak, najpierw zadaję sobie pytanie, co mógłbym zrobić, żeby to polepszyć, zamiast pouczać innych, co mogą poprawić. Moje zaangażowanie w politykę zaczęło się od tego, że zadałem sam sobie to pytanie. Zacząłem od naszego osiedla. Będąc w radzie osiedla, mogłem zatroszczyć się o chodniki i oświetlenie miasta. Musimy brać odpowiedzialność za nasze otoczenie. Nie chcę być pasywny i czekać, aż inni podejmą za mnie decyzję. Chcę tworzyć rzeczywistość.</p>
<p>Jest kilka rzeczy, których nadal się uczę. Bycie politykiem nie jest łatwe. Jedna zasada, której Bóg mnie uczył od początku mojego zaangażowania w politykę, a której ja nie zawsze umiem przestrzegać, to: „Nie broń się, Ja będę cię bronił”. Wiele razy byłem atakowany, pojawiały się różne pomówienia. Moją naturalną reakcją była obrona. Kiedy się jednak broniłem, od razu widziałem, że Bóg się wycofuje. Więc nauczyłem się, że gdy jestem atakowany, obronę mojego dobrego imienia czy mojej osoby muszę pozostawić Bogu. Jeżeli chodzi o sprawy, które dotyczą innych ludzi, zawsze o te sprawy walczę. Przez wiele takich właśnie lekcji Bóg mnie przeprowadza. Na przykład – mówienie dobrze o innych. Nawet o przeciwnikach. Bo w tym przejawia się moja wiarygodność. Kiedy wyrażam się pozytywnie o swoich przeciwnikach, to sprawia, że osoba o innych poglądach niż moje szanuje mnie i chce mnie wysłuchać.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>Jesteśmy powołani, żeby pewne rzeczy zmieniać. Jesteśmy agentami zmian.</p>
<p>&nbsp;</p></blockquote>
<p><strong>Mieszka Pan w Polsce i jest zaangażowany na rzecz tego narodu, w którym wiara traktowana jest jako coś bardzo osobistego, wręcz intymnego, czemu raczej nie daje się wyrazu w sferze publicznej. Pana postawa jest inna – mamy nadzieję, że postrzegana jako inspiracja i zachęcenie.</strong></p>
<p>Jesteśmy powołani, żeby pewne rzeczy zmieniać. Jesteśmy agentami zmian. Nie zgadzam się, że wiara to sprawa intymna. W Piśmie Świętym nigdzie nie jest napisane, że wiara ma być intymna. Światło ma świecić wszędzie, niech ludzie to widzą: <em>Aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie</em> (Ew. Mat 5:16). Mamy świecić. Mamy być agentami zmian. Oczywiście nie możemy tego robić na siłę. Nasze życie powinno emanować Bożą światłością i wtedy jest naturalne.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Bardzo podoba nam się Pana eleganckie określenie: „niskie kompetencje międzykulturowe”, kiedy wyjaśnia Pan kwestie dotyczące rasizmu i braku tolerancji wobec tego, co inne czy nieznane. To wstydliwy dla nas, Polaków, temat. Czy ma Pan jakieś sugestie, jak moglibyśmy rozwinąć te kompetencje? </strong></p>
<p>Myślę, że głównie poprzez gościnność. Wielu obcokrajowców w Polsce czuje się często izolowanych. Oczywiście to zależy też od regionu czy grupy społecznej, w której ktoś się obraca. Ja akurat mam kontakt z ludźmi wierzącymi różnych wyznań. Byłem zapraszany do różnych domów.</p>
<p>Warto organizować obozy integracyjne, zapraszać ludzi na różnego rodzaju spotkania, na których poznajemy inne kultury. Kolejna rzecz, która pomaga, to wybór miejsca, w które udajemy się na wakacje. Może zamiast do Chorwacji pojechać na przykład do Kenii, RPA, Nigerii, Indii i tam po prostu poznawać bardziej egzotyczne miejsca niż Polska. To poszerza horyzonty.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Jest Pan też znany jako człowiek modlitwy. Już od czasów studenckich. Modlił się Pan m.in. o przełomy w Europie Wschodniej. A jak jest w tej chwili?</strong></p>
<p>Dla mnie modlitwa jest naturalną rzeczą. Kocham się modlić. Kiedy przyjechałem do Łodzi, pierwszą rzeczą, w którą Bóg nas wprowadził, było stworzenie centrum modlitewnego na Piotrkowskiej. Przez cztery miesiące mieliśmy 24-godzinne centrum modlitewne. Właśnie tam się zrodziło moje pragnienie, żeby zaangażować się w politykę. Codziennie spędzam wiele czasu w Bożej obecności. Uważam, że to jest nasza naturalna potrzeba.</p>
<p>Jest takie powiedzenie: „Twoja służba idzie za twoją modlitwą”. To podsumowanie wszystkiego. Po prostu modlitwa. Modliłem się o Europę Wschodnią i tutaj jestem. Zauważyłem, że to, czego dotyka moja modlitwa, gdzie mnie prowadzi – to droga, którą Bóg mi otwiera. Jeżeli mamy wypełnić Boże powołanie dla naszego życia, modlitwa będzie narzędziem, które toruje drogę.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>Zaangażowanie w politykę jest dla mnie braniem odpowiedzialności</p>
<p>&nbsp;</p></blockquote>
<p><strong>Często ludzie mają bardzo konkretne pytania dotyczące tego, jak mamy się modlić.</strong></p>
<p>Są różne sposoby modlitwy. Jestem daleki od mówienia ludziom: módl się w taki czy inny sposób. Myślę, że jest coś takiego, co się nazywa „modlitwa przez obecność”. Gdy się modlimy, zbliża się coś, co nazywamy Bożą obecnością. Ta obecność jest w nas i porusza się z nami. A więc, kiedy wchodzimy w pewne miejsce i mówimy na przykład: „Pokój temu domowi”, ogłaszamy w tym miejscu Bożą obecność i pozostawiamy tam błogosławieństwo. Kiedy wchodzimy w daną sferę życia czy regionu, też możemy prosić, by Boża obecność dotknęła tego, o co się konkretnie modlimy. Jest to jak deklaracja Bożej obecności w danym miejscu, którą realizujemy w imieniu Pana Jezusa. Prosiłem Boga o Łódź, chciałem zadbać o to miasto. Tak samo modliłem się o Polskę. Wszystko, co teraz dotyczy Polski, dotyczy także mnie. Jest w tym coś szczególnego. Ból Polski staje się moim bólem. To tkwi we mnie bardzo głęboko. Wiem, że każdego Bóg prowadzi w inny sposób. Myślę, że najważniejsze jest to, by modlić się przede wszystkim z wiarą.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Ma Pan bardzo ciekawy program polityczny. Czy mógłby Pan przytoczyć dla Czytelników „Naszych Inspiracji” jego główne punkty?</strong></p>
<p>Oczywiście. Priorytetem jest Łódź. Uważam, że Łódź jest miastem ogólnie zaniedbanym przez władze centralne. O ile stoczniowcy otrzymali jakieś rekompensaty, podobnie górnicy, ściana wschodnia, rolnicy – o tyle Łódź została zaniedbana. Walczę więc o to, żeby Łódź dostała jakiś projekt, rekompensatę, żeby Łódź mogła lepiej wyglądać. Więc to jest taki pakiet dla Łodzi.</p>
<p>Jeżeli chodzi o aspekt ogólnopolski, są takie trzy rzeczy, które na dzień dzisiejszy widzę. Pierwsza dotyczy sprawy innowacyjności, nowoczesnych technologii. W Łodzi zainicjowałem bezpłatny bezprzewodowy dostęp do Internetu, który działa w kilku strefach. W tym roku dostęp do Internetu będzie miało kilkadziesiąt szkół. Chciałbym, żeby stało się to projektem ogólnopolskim, żeby to było takie minimum infrastruktury – w budynkach dworców, w szkołach. Żeby w planach budowy takich obiektów funkcjonowały od razu wymogi dostępu do Internetu. To już się realizuje. Ostatnio otworzyliśmy dworzec Łódź Widzew i tam właśnie jest Internet bezprzewodowy.</p>
<p>Druga rzecz to jest sprawa polityki społecznej, rodziny. A szczególnie dwa aspekty: pierwszy dotyczy matek powracających do pracy. Myślę, że dużo już się dzieje w tej kwestii. Ale jest też sprawa, w której tak naprawdę nie dokonuje się żaden postęp – to sprawa ludzi starszych. Wydaje mi się, że ludzie starsi są tu, w Polsce, lekceważeni. Zastanawiam się, cały czas myślę, co zrobić, żeby właśnie zbliżyć pokolenie młodsze ze starszym, żeby powstała taka solidarność pokoleniowa.</p>
<p>Trzecia rzecz dotyczy współpracy z zagranicą. Chciałbym, żeby Polska była obecna i aktywna w Afryce. Bo oczywiście misjonarze tam działają, ale myślę, że byłoby dobrze, by zaistniały tam polskie firmy. W Afryce robi się dobre interesy, zarabia się duże pieniądze. Są tam Niemcy, Rosja, USA, nawet Chiny, a Polski nie ma. I chciałbym po prostu w tym pomóc. Obecnie robimy to poprzez Instytut Afrykański. Już złożyłem podanie parlamentarne grupy polsko-nigeryjskiej. Obecnie mamy w niej około 10 posłów – z lewicy, PO i PIS. Chcielibyśmy właśnie zająć się ulepszaniem relacji z Afryką.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Dziękujemy za twórczą rozmowę. </strong></p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/chce-tworzyc-rzeczywistosc/">Chcę tworzyć rzeczywistość</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/chce-tworzyc-rzeczywistosc/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Świadomi Bożej obecności</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/swiadomi-bozej-obecnosci/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/swiadomi-bozej-obecnosci/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 04 Aug 2015 10:29:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2011/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Bliżej Boga]]></category>
		<category><![CDATA[Jerzy Rycharski]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1032</guid>

					<description><![CDATA[<p>Czy Bóg jest pośród nas? Czy zamieszkuje w nas? Kiedy zapraszamy Jezusa Chrystusa do swojego życia, wówczas On sam, Bóg Ojciec, Duch Święty, cała Trójca Święta jest obecna w każdej sekundzie naszego życia. Jednak brak świadomości, że Bóg jest obecny, sprawia, że żyjemy nieraz jak poganie – nie licząc się z tym, że Jego osoba [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/swiadomi-bozej-obecnosci/">Świadomi Bożej obecności</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Czy Bóg jest pośród nas? Czy zamieszkuje w nas? Kiedy zapraszamy Jezusa Chrystusa do swojego życia, wówczas On sam, Bóg Ojciec, Duch Święty, cała Trójca Święta jest obecna w każdej sekundzie naszego życia. Jednak brak świadomości, że Bóg jest obecny, sprawia, że żyjemy nieraz jak poganie – nie licząc się z tym, że Jego osoba otacza nas z każdej strony.</p>
<p>Spójrzmy na króla Dawida przedstawionego w Piśmie Świętym. Możemy powiedzieć, że Dawid osiągnął wszystko, co miał osiągnąć, ponieważ proroctwo wypowiedziane nad nim wypełniło się. Dawid był mądry. Z faktów opisanych w 1 Księdze Kronik (rozdz. 13 i 15) wynika, że jego tok myślenia mógł wyglądać następująco: „Tak, to prawda, jestem królem. Lud Izraela stoi za mną, wypełniło się proroctwo. Teraz mogę sobie spokojnie żyć, pracować, pełnić służbę, do której Bóg mnie powołał. Jednak dla mnie najważniejsza jest Boża obecność, dlatego że bez niej nie mogę żyć. Sprowadzę Skrzynię Przymierza”. Skrzynia Przymierza była dla Dawida symbolem Bożej obecności.</p>
<p>Ten fragment biblijny mocno do mnie przemówił. Przeczytałem go i zacząłem nad nim rozmyślać. Biblia mówi, że za czasów Saula, poprzedniego króla, nie dbano o Skrzynię Przymierza. Mimo że była w Izraelu i stała we właściwym miejscu, w ogóle o nią nie zabiegano (1 Kron. 13:3-4). Pomyślałem sobie, że to szokujące. Skrzynia Przymierza była manifestacją Bożej obecności pośród Izraela, a została zaniedbana.</p>
<h4>Synu, spójrz na mnie</h4>
<p>Kiedy zaczynasz odczuwać swój grzech, znaczy to, że Bóg przyszedł, żeby się z nim rozprawić i cię uwolnić. Nie potępić. Jeśli czujesz, że nie możesz poradzić sobie z jakimś grzechem, i myślisz: „Boże, jestem taki obrzydliwy, tak źle zrobiłem. Jestem taki wstrętny” – to jesteś w miejscu, w którym Bóg ma moc rozprawić się z twoim grzechem, jeśli tylko wierzysz i przyjmujesz ofiarę Jezusa Chrystusa. Świadomość Bożej obecności obnaża nasz grzech, a wtedy Bóg Ojciec zachęca nas: „Synu, spójrz na mnie. Chcę cię oczyścić i uwolnić od tego, co zalega w tobie, co cię przygniata i tak mocno boli”.</p>
<p>Im bardziej Bóg się do nas zbliża, tym bardziej czujemy się bezradni i obnażeni. Wtedy mamy tendencję od Niego uciekać. A to właśnie wtedy potrzebujemy pozostać w Jego obecności! Potrzebujemy trwać w miejscu, w którym On dotyka naszego serca, uwalnia i oczyszcza. On zawsze ma na to czas.</p>
<h4>Gdy zapominasz, że Bóg jest obok</h4>
<p>Jeśli nie masz świadomości, że Bóg jest obok, żyjesz tak, jak chcesz. Kiedy w domu są rodzice, dzieciaki zachowują się prawidłowo. A gdy nie są świadome obecności rodziców? Robią, co chcą. Podobnie zachowujemy się w relacji z Bogiem. Zachowuję się inaczej, kiedy jestem świadomy, że Bóg jest obok. Moje życie staje się zupełnie inne.</p>
<p>Kiedy wiem, że Bóg jest obok, nie będę kłócił się z żoną i udowadniał, że to ja mam rację. A gdy Bóg „już sobie pójdzie”, to sobie porozmawiamy. Problem jest tylko jeden. Bóg sobie nie pójdzie. To my przestajemy być świadomi Jego obecności!</p>
<blockquote><p>Jeśli jestem świadomy Bożej obecności, zmienia się także mój sposób mówienia. Nie mówię źle o innych, bo wiem, że Bóg słucha.</p></blockquote>
<h4>Jest, widzi i słyszy</h4>
<p>Potrzebujemy być świadomi Jego obecności, bo wtedy zmienia się nie tylko nasza postawa wobec samych siebie, nie tylko nasze zachowanie, ale też modlitwa i nasza relacja z Bogiem.</p>
<p>Jeśli jestem świadomy Bożej obecności, zmienia się także mój sposób mówienia. Nie mówię źle o innych, bo wiem, że Bóg słucha. On sobie nie pójdzie. Co to oznacza? Muszę się nauczyć inaczej mówić. Wydaje się, że jest tyle problemów, iż nie sposób źle o kimś nie mówić. Ale ty pozostajesz uprzejmy. Dlaczego? Bo Bóg jest z tobą. Twój język staje się lepszy.</p>
<p>Świadomość Bożej obecności sprawia, że całe twoje otoczenie zostaje zupełnie przemienione. Jesteś w szkole, świadomy Jego obecności, jesteś w pracy, świadomy Jego obecności, wszędzie zaczynasz być świadomy tego, że On jest obecny. Zaczyna to mieć wpływ na twoje relacje z innymi. Bóg dotyka twojego serca, a w konsekwencji zmienia twój sposób rozmawiania z ludźmi i mówienia o innych.</p>
<h4>Ma wszystko pod kontrolą</h4>
<p>Kiedy jestem świadomy Bożej obecności i przychodzą problemy, myślę: „O! Bóg jest tutaj! Aha, są też problemy. O, jakie jesteście małe w porównaniu z tym, co Bóg potrafi, bo On ma wszystko pod kontrolą!”. Świadomość Jego obecności sprawia, że masz inne spojrzenie na rzeczywistość. Inaczej patrzysz na wszystkie sprawy, na to, co dzieje się wokół ciebie. Dlaczego? Bo patrzysz przez pryzmat tego, kim jest twój Bóg, Tata. Jesteś świadomy, że Bóg jest przy tobie i nigdy nie zostawi cię samego. Tak mówi Biblia.</p>
<p>Kiedy Boża obecność wypełnia moje życie, nie mogę być człowiekiem, który nie potrafi przebaczać. Bo jak mogę nie przebaczyć, skoro On oczekuje tego ode mnie? Jak to możliwe, żebym był rozgoryczony, żebym źle o kimś mówił, żebym myślał w taki sposób, jeśli On jest w moim domu?</p>
<blockquote><p>Będę prosił Boga: „Boże, pomóż mi być świadomym faktu, że jesteś”</p></blockquote>
<h4>Poszerza granice</h4>
<p>Co się stało, kiedy Dawid sprowadził Bożą obecność? Rozszerzył swoje królestwo. Dlaczego? Bo Boża obecność była z nim. O to właśnie chodzi! Kiedy Boża obecność będzie w nas, nasze granice się poszerzą!</p>
<p>Myślisz może: „No tak, takie wielkie marzenia&#8230;”. Jeśli są małe, w ogóle nie warto marzyć. Mówię młodym ludziom: „Po co marzyć o małych rzeczach – musicie marzyć tak, żeby przerosło to wasze wyobrażenie!”. Przecież tak jest napisane: <em>Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy Go miłują</em> (1 List do Kor. 2:9). A my – tacy ograniczeni, tacy dyskretni, ułożeni – „Byle nie za dużo&#8230; Jak to Bóg uczyni, to już będzie wielkie”. Nie!</p>
<h4>Co jest ważniejsze?</h4>
<p>Prześledźcie całą historię Saula. Był on wojownikiem, walczył, ale mamy wrażenie, że nawet kiedy zwyciężał, ciągle ponosił porażki. Dlaczego? Ponieważ jego serce nigdy nie przylgnęło do obecności Pana Boga. W naszym życiu może być podobnie. Możemy odkryć swoje powołanie, a potem je realizować, robiąc to bez Bożej obecności. Ale serce Dawida było inne. On kochał Bożą obecność. Ona była dla niego najważniejsza. Sprowadźmy do naszego osobistego życia Bożą obecność. Może ci się nie uda za pierwszym razem, w porządku, Dawidowi się też nie udało. Ale kiedy już pojawi się w twoim życiu, będziesz tańczył na nabożeństwie. Jak Dawid.</p>
<h4>Co ludzie powiedzą</h4>
<p>Nabożeństwa się zmienią. Ludzie będą pląsać dla Boga – nie dlatego, że usłyszą muzykę, ale dlatego, że muzyka będzie w ich sercu. I na pewno niektórzy będą na to patrzeć i mówić: „szaleją”. Niech Bóg ich zachowa przed tymi słowami. Kiedy Dawid szalał przed Panem, a Michal tym wzgardziła, sama pozbawiła się Bożego błogosławieństwa.</p>
<p>Może Dawid wyglądał dziwnie, ale obecność Pana Boga była dla niego ważniejsza. Radość z tego, że On przychodzi, była większa niż troska o reputację i opinię innych. W Bożej obecności przestajesz się bać i robisz tylko to, czego chce Bóg. Lęk przed ludźmi przestaje mieć znaczenie. Wtedy Bóg jest uwielbiony we wszystkim.</p>
<h4>Nie dbaliśmy, a teraz chcemy zadbać</h4>
<p>Wierzę, że potrzebujemy zrozumieć tę prawdę. Potrzebujemy sprowadzić Bożą obecność do naszego serca i do naszego życia. Poprzez to, że będziemy jej świadomi. Że zaczniemy o niej rozmyślać, zaczniemy się modlić: „Boże, dziękuję Ci za Twoją obecność. Jeszcze jej nie czuję, nie doświadczam tak, jak bym chciał, ale dziękuję Ci, że jesteś. Dziękuję, że jesteś wielki i potężny”.</p>
<p>Dawid powiedział tak: „Nie dbaliśmy, a teraz chcemy zadbać”. Był czas, kiedy naród izraelski postanowił: „To się musi zmienić”. Wierzę, że Bóg chce, byśmy zadbali o Jego obecność. Nie tylko w zgromadzeniu, ale przede wszystkim w naszych domach. W naszym osobistym życiu.</p>
<p>Zadbam o to, żeby mieć świadomość Bożej obecności na co dzień. Będę prosił Boga: „Boże, pomóż mi być świadomym faktu, że jesteś!”.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/swiadomi-bozej-obecnosci/">Świadomi Bożej obecności</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/swiadomi-bozej-obecnosci/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Idź za tym, co porusza twoje serce</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/idz-za-tym-co-porusza-twoje-serce/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/idz-za-tym-co-porusza-twoje-serce/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 04 Aug 2015 09:16:07 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2011/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Bliżej Boga]]></category>
		<category><![CDATA[Henryk Wieja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1028</guid>

					<description><![CDATA[<p>Przez prawie trzydzieści lat wspiera mnie szczególna osoba, którą mógłbym określić zarówno mianem mentora, jak i ojca duchowego. Często, kiedy moje wielkie wizje i plany, o których mu opowiadam, przerastają jego wyobrażenia, mówi do mnie: „Ja tego nie widzę tak jak ty, ale będę się o ciebie modlił. A ty idź za tym, co porusza [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/idz-za-tym-co-porusza-twoje-serce/">Idź za tym, co porusza twoje serce</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Przez prawie trzydzieści lat wspiera mnie szczególna osoba, którą mógłbym określić zarówno mianem mentora, jak i ojca duchowego. Często, kiedy moje wielkie wizje i plany, o których mu opowiadam, przerastają jego wyobrażenia, mówi do mnie: „Ja tego nie widzę tak jak ty, ale będę się o ciebie modlił. A ty idź za tym, co porusza twoje serce”. I zawsze potem dodaje: Ale pilnuj swojego serca, zgodnie z tym, co mówi Biblia: <em>Czujniej niż wszystkiego innego strzeż swego serca, bo z niego tryska źródło życia!</em> (Przyp. Sal. 4:23).</p>
<p>Chciałbym dzisiaj zachęcić każdego: Idź za impulsem serca. Bóg na pewno dał ci jakąś pasję. Dał ci pragnienia i marzenia. Jednak twoją odpowiedzialnością jest zweryfikować, czy pochodzą one rzeczywiście od Boga. Jeżeli tak – nie porównuj się z innymi, ale idź za tym, co porusza twoje serce. Przestańmy się porównywać z innymi. Żyjmy zgodnie z pasją własnego serca.</p>
<p>W jaki sposób mamy weryfikować, czy dana kwestia pochodzi od Boga czy nie? Każdy, kto przyjął Jezusa Chrystusa do swojego serca, jest świątynią Ducha Świętego. Duch Święty ma w nim swoje mieszkanie. Głos Ducha Świętego w pierwszej kolejności będzie odzywał się na poziomie naszych serc, naszych tęsknot i pragnień. Nie starajmy się od razu go tłumić jako przejawu zmysłowości. Chciejmy zweryfikować swoje pragnienia z Bożym Słowem, z Bożą wolą i zasadami Bożego Królestwa. W modlitwie <em>Ojcze nasz</em> podane są główne kryteria, według których wszystko mamy sprawdzać: <em>święć się imię Twoje, przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja</em>.</p>
<p>Jeżeli w tym, czego pragniesz i za czym podążasz, Boże imię jest wywyższone i uświęcone, Królestwo Boże będzie się poszerzało, a wola Boga będzie się realizowała – odczujesz pokój, spełnienie i szczęście.</p>
<blockquote><p>Nie porównuj się z innymi, ale idź za tym, co porusza twoje serce.</p></blockquote>
<p>Jeżeli pojawią się wątpliwości, czy jest to Bożą wolą, pytaj Boga. Bóg zachęca każdego człowieka: <em>Wołaj do mnie, a odpowiem ci i oznajmię ci rzeczy wielkie i niedostępne, o których nie wiesz!</em> (Ks. Jer. 33:3). Jeśli sami nie potrafimy rozpoznać Bożego głosu, szczególnie w trudnych sprawach, możemy szukać ludzi, którzy są godni zaufania, i prosić ich, żeby się razem z nami o te kwestie modlili.</p>
<p>Jeśli Bóg powołuje nas do konkretnego zadania, ważne jest, abyśmy je wypełnili. To może być bardzo szczególne zlecenie od Boga konkretnie dla ciebie. Jeśli będziesz zwlekał, Bóg znajdzie kogoś innego, ale dla ciebie będzie to wielką stratą, często źródłem frustracji i życiowej porażki.</p>
<p>Życie z Bogiem jest ekscytujące! Życie z Bogiem jest inicjowaniem zmian. Zmian w osobistym życiu, w małżeństwie, w rodzinie, w miejscu pracy, w miejscu oddziaływania. Bo Bóg chce, aby każdy z nas pozostawił trwałą zmianę tam, gdzie On sam nas umieścił. I aby to była zmiana w mocy Chrystusa żyjącego w nas. Dopiero wówczas inni poprzez nas zobaczą miłującego ich Boga.</p>
<p>W tym wszystkim nie chodzi o to, aby ludzie zobaczyli tylko to, co porusza nasze serca, lecz nade wszystko, aby spotkali się z żywym Bogiem. W Nim jest nie tylko nasza nowa tożsamość, ale też potężne dziedzictwo wspaniałych, realnych obietnic. W Jezusie Chrystusie jesteśmy więcej niż zwycięzcami. Pod jednym wszakże warunkiem: że nasze wybory i działania będą realizacją Bożej woli. Bóg czeka na wrażliwe, współpracujące z Nim serce. On przychodzi każdego poranka z nowym poziomem objawienia. To Duch objawienia i mądrości daje odwagę, by wprowadzać jakościowe zmiany. Bóg nie chce, abyśmy byli obserwatorami życia. Pragnie, byśmy doświadczali prawdziwej obfitości.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/idz-za-tym-co-porusza-twoje-serce/">Idź za tym, co porusza twoje serce</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/idz-za-tym-co-porusza-twoje-serce/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Aktywne oczekiwanie</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/aktywne-oczekiwanie/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/aktywne-oczekiwanie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 04 Aug 2015 08:25:44 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2011/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Bliżej Boga]]></category>
		<category><![CDATA[Paweł Wieja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1023</guid>

					<description><![CDATA[<p>Święta to szczególny czas. To przede wszystkim czas refleksji nad tym, co się stało dwa tysiące lat temu. Pan Jezus przyszedł jako człowiek. Zrezygnował z całej należnej Mu czci i chwały, którą miał u Ojca, zniżył się do nas, abyśmy mogli zostać zbawieni. Urodził się jako człowiek i umarł za nas, ludzi, na krzyżu. Wierzę, [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/aktywne-oczekiwanie/">Aktywne oczekiwanie</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Święta to szczególny czas. To przede wszystkim czas refleksji nad tym, co się stało dwa tysiące lat temu. Pan Jezus przyszedł jako człowiek. Zrezygnował z całej należnej Mu czci i chwały, którą miał u Ojca, zniżył się do nas, abyśmy mogli zostać zbawieni. Urodził się jako człowiek i umarł za nas, ludzi, na krzyżu. Wierzę, że czas świąt i związanego z nimi oczekiwania – czas Adwentu czy czas Wielkiego Tygodnia – to obraz tego, gdzie jako Kościół jesteśmy. Jesteśmy w miejscu oczekiwania na przyjście Pana Jezusa już nie jako człowieka, ale jako Króla.</p>
<p>Słowa, które zachęcają, by przyjąć postawę oczekiwania, są zapisane w Liście do Hebrajczyków: <em>Tak i Chrystus, raz ofiarowany, aby zgładzić grzechy wielu, drugi raz ukaże się nie z powodu grzechu, lecz ku zbawieniu tym, którzy Go oczekują</em> (List do Hebr. 9:28).</p>
<h4>Dwa aspekty zbawienia</h4>
<p>Na podstawie tego wersetu możemy powiedzieć, że istnieją dwa aspekty zbawienia. Po pierwsze – Pan Bóg zbawił nas od grzechu, śmierci i panowania szatana i pragnie, abyśmy zostali ukryci w Jego sprawiedliwości. To już się dokonało, kiedy Pan Jezus oddał samego siebie jako ofiarę przebłagalną za nas, abyśmy nie musieli płacić tej ceny, którą On zapłacił, kiedy oddał swoje życie. Przyjmując tę ofiarę, otrzymujemy zbawienie wieczne, które Jezus każdemu z nas za darmo chce ofiarować. Jedyna rzecz, jaką możemy zrobić, to ją przyjąć. Nie jesteśmy w stanie na to zapracować. Nie jesteśmy w stanie na to zasłużyć. Nie jesteśmy w stanie zrobić nic, aby przyczynić się do dzieła zbawienia, którego dokonał Jezus.</p>
<p>Musimy pamiętać, że ta ofiara dokonała się raz na zawsze. Pan Jezus nie wisi już na krzyżu. Nie płaci ceny stale na nowo. Wcześniej, przed Jego ofiarą, ofiary krwawe musiały być składane stale na nowo, aby ludzie mogli dostępować oczyszczenia. Ofiara Jezusa dokonała się raz na zawsze.</p>
<p>Jednak Pan Bóg chce pomóc nam zrozumieć, co to praktycznie dla nas znaczy. Wierzę, że Bóg chce wprowadzić nas w zrozumienie ofiary Chrystusa, abyśmy mogli doświadczać jej zwycięskiej mocy każdego dnia. Pragnie, abyśmy „sprawowali nasze zbawienie” – i nie chodzi tu o coś, co my możemy zrobić. I to jest właśnie ten drugi aspekt zbawienia. Jezus chce nas zbawić od bólu, cierpienia, choroby, jakichkolwiek opresji już teraz. Chce, abyśmy doświadczali Jego mocy. Jednak Bóg będzie to czynił tylko wśród tych ludzi, którzy tego oczekują, którzy na Niego czekają, którzy czekają na Jego moc płynącą ze zbawienia.</p>
<p>Łatwo przyjąć pewne prawdy wiary na poziomie umysłu. Jednak Bogu zależy na tym, byśmy nie tylko wiedzieli, że On może czynić cuda, ale także doświadczali ich każdego dnia. Abyśmy doświadczali Jego ochrony w każdym momencie naszego życia, na przykład w czasie podróży czy w pracy. Chce, żebyśmy doświadczali tego drugiego aspektu zbawienia, kiedy pojawiają się jakieś doświadczenia, choroby, trudne sytuacje, problemy na poziomie relacji z innymi.</p>
<blockquote><p>Jak się zaangażować? Nie mamy stać gdzieś z boku, sceptycznie mówiąc: „No, to zobaczymy&#8230;”. Nawet w obliczu trudności, możemy mówić: „Panie, wierzę Ci, bo Ty obiecałeś”</p></blockquote>
<h4>Szczęśliwi, którzy czekają</h4>
<p>W Księdze Izajasza zawarta jest wspaniała obietnica, która potwierdza tę postawę oczekiwania:<em> I dlatego Pan czeka, aby wam okazać łaskę, i dlatego podnosi się, aby się nad wami zlitować, gdyż Pan jest Bogiem prawa. Szczęśliwi wszyscy, którzy na Niego czekają</em> (Ks. Izaj. 30:18). Czy w naszych sercach jest pragnienie Bożego działania i Jego obecności?</p>
<p>Pan Bóg szuka ludzi, którzy w swoim oczekiwaniu nie są bierni, lecz aktywnie czekają na Jego działanie. Często myślimy, że jeśli Bóg jest Bogiem wszechmocnym, to sobie ze wszystkim poradzi – ważne jest, żebyśmy się tylko jakoś ostali. Jednak nie o to Bogu chodzi. Nie takiej postawy od nas oczekuje. Nasze czekanie na Niego ma być aktywne.</p>
<p>Jak mamy się zaangażować? Mamy nie stać gdzieś z boku, sceptycznie mówiąc: „No, to zobaczymy&#8230;”. Pan Bóg chce, żebyśmy zaczęli się z wiarą modlić: „Panie, Boże, jeżeli Ty to powiedziałeś, to my wierzymy i czekamy, aż się wypełni Twoja obietnica. Nawet gdy będzie przychodzić zwątpienie, będziemy mówić: „Panie, mimo to wierzę”. Kiedy w obliczu trudności Bóg przyjdzie z pytaniem: „Czy nadal mi wierzysz?” – będziemy mogli odpowiedzieć: „Tak, Panie, wierzę Ci, bo Ty obiecałeś”.</p>
<h4>Panie, gdybyś tu był&#8230;</h4>
<p>Konfrontację postawy intelektualnej i postawy opartej na zaangażowanym oczekiwaniu – możemy zobaczyć w zachowaniu Marii i Marty w historii wskrzeszenia Łazarza. Jedna i druga siostra wypowiedziały do Jezusa dokładnie to samo zdanie: „Panie, gdybyś tu był, nie umarłby nasz brat”. Jednak w sercu każdej z nich widzimy całkiem inne nastawienie. Marta podeszła do tego sceptycznie: owszem, jest zmartwychwstanie w dniu ostatecznym – i nie wyszła poza obręb takiego myślenia. Zupełnie inna była postawa Marii, która oczekiwała Bożego poruszenia w tej sytuacji, w której się znalazła. Kiedy powiedziała te słowa: „Panie Jezu, gdybyś tu był, nie umarłby brat mój” – nie były to słowa wyrzutu, lecz słowa bólu, smutku, ogromnego pragnienia, żeby Pan Jezus dokonał cudu. Czytamy, że w tym momencie Jezus zapłakał, wzruszył się w swoim sercu. Nie przez teologicznie poprawną rozmowę z Martą, poruszyło go serce Marii oczekujące Bożego działania. Dopiero wtedy Pan Jezus dokonał cudu. Łazarz powrócił do życia, został wskrzeszony z martwych.</p>
<blockquote><p>Pan Bóg szuka ludzi, którzy w swoim oczekiwaniu nie są bierni, lecz aktywnie czekają na Jego działanie.</p></blockquote>
<h4>Gdy zaczynamy wątpić&#8230;</h4>
<p>Pan Bóg pragnie tę moc objawiać przez każdego z nas. Wskazuje jednak, że będzie to czynił dla tych, którzy Go oczekują i czekają na Jego poruszenie. O to właśnie toczy się walka w naszym życiu. Często nasze doświadczenie życiowe i sytuacje, w których się znajdujemy, zdają się świadczyć, że jest inaczej. Zaczynamy myśleć, że może wolą Boga było, żebyśmy byli chorzy. Potem zaczynamy przypuszczać, że cuda, które faktycznie działy się za czasów Pana Jezusa, mogły mieć miejsce jedynie w tamtym czasie. Zaczynamy wątpić, czy Duch Święty nadal chce manifestować się w pełni swojej mocy.</p>
<p>Jeżeli postrzegamy Pana Boga jako odległego i niezaangażowanego, tak sam będziemy odnosić się do Jego działania w naszym życiu. Jeśli uwierzyliśmy w to, że Boże cuda mogły mieć miejsce tylko dwa tysiące lat temu, to ich nie będziemy dostrzegać i doświadczać. Gdy jednak zmieni się nasze nastawienie, gdy otworzymy się na Ducha Świętego, który wypełni nasze serca pragnieniem oczekiwania Bożego działania – nie jestem w stanie sobie nawet wyobrazić, co będzie się wtedy działo. Bóg szuka w nas takiej postawy, jaką miała Maria.</p>
<h4>Napięcie uczuciowe</h4>
<p>Nawet Pan Jezus oczekuje pewnych wydarzeń. Czeka na słowa Ojca, który kiedyś powie: „Synu, już czas, abyś wrócił na ziemię”. Czytamy, że nikt nie wie, kiedy to się stanie. Musimy zrozumieć, że nie tylko my czekamy, ale czeka całe niebo. Czeka na moment, w którym Ojciec wyda rozkaz, że Pan Jezus ma powrócić już nie jako człowiek, ale jako Król. Pan Jezus czeka na tę chwilę. Wie, że kiedy powróci, będzie to wspaniały dzień, dzień wesela. Jednak smuci Go, gdy my nie angażujemy się w to oczekiwanie.</p>
<p>Aktywne czekanie to spodziewanie się z pewnym napięciem uczuciowym, że coś nastąpi. Jest to powiązane z nadzieją, z wiarą i radością. Kiedy wracamy do domu po jakiejś podróży, cieszymy się, że spotkamy naszych bliskich, naszych domowników, którzy w taki właśnie sposób na nas czekają. Jeśli nie wszyscy zauważają, że wróciliśmy, pojawia się smutek – czujemy się niedocenieni, zlekceważeni.</p>
<p>Pan Bóg tak wiele rzeczy chce uczynić, ale smuci się, że tak niewielu naprawdę tego oczekuje. Szuka serc, które czekają na Niego. Które pragną Jego dotknięcia. Które pragną wylania Ducha Świętego. Które pragną, żeby ludzie byli uzdrawiani. Które pragną, żeby ludzie byli zbawiani. Które pragną, żeby Polska się zmieniła. Nasze życie może stać się czasem oczekiwania. Czasem aktywnego oczekiwania na drugie przyjście Pana Jezusa Chrystusa, ale także na przejawy Jego nadprzyrodzonej mocy w naszym życiu.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/aktywne-oczekiwanie/">Aktywne oczekiwanie</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/aktywne-oczekiwanie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zwyciężaj w mocy zmartwychwstania</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/zwyciezaj-w-mocy-zmartwychwstania/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/zwyciezaj-w-mocy-zmartwychwstania/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 04 Aug 2015 08:15:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2011/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Bliżej Boga]]></category>
		<category><![CDATA[Joyce Meyer]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1018</guid>

					<description><![CDATA[<p>Jezus również doświadczył cierpienia i trudności. Droga do krzyża nie była łatwa. On musiał zdecydować, czy podejmie się tego zadania. Pytał nawet Boga, czy to naprawdę konieczne. Wiemy, w jaki sposób zakończyła się ta niezwykła historia miłości. Tak jak Jezus musiał dokonać wyboru, tak samo ty i ja musimy również zdecydować, w jaki sposób przejdziemy [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/zwyciezaj-w-mocy-zmartwychwstania/">Zwyciężaj w mocy zmartwychwstania</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Jezus również doświadczył cierpienia i trudności. Droga do krzyża nie była łatwa. On musiał zdecydować, czy podejmie się tego zadania. Pytał nawet Boga, czy to naprawdę konieczne. Wiemy, w jaki sposób zakończyła się ta niezwykła historia miłości. Tak jak Jezus musiał dokonać wyboru, tak samo ty i ja musimy również zdecydować, w jaki sposób przejdziemy przez nasze trudne doświadczenia.</p>
<h4>Dlaczego wielki piątek jest „wielki”?</h4>
<p>W czasie świętowania zmartwychwstania Jezusa lubię przyjrzeć się temu, jak my sami przechodzimy przez nasze próby i doświadczenia. Jestem przekonana, że każdy z nas regularnie doświadcza takiego złamania i powstawania do życia. Często to powtarzam: „Piątek zawsze poprzedza niedzielę”.</p>
<p>Czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się w kontekście śmierci Jezusa, dlaczego określamy ten dzień, piątek, jako wielki, skoro zawiera w sobie tak wiele bólu, agonii i cierpienia? Tylko dzięki temu, co stało się w ten szczególny piątek, mogło dokonać się zwycięstwo zmartwychwstania. I ono było naprawdę WIELKIE.</p>
<p>To samo dotyczy naszego codziennego życia. Kiedy przechodzimy przez różnorodne trudności, potrzebujemy takiej właśnie wiary w dobre rezultaty. To jest największe wyzwanie, by w najtrudniejszym momencie zaufać Bogu, że On jest w stanie obrócić wszystko ku dobremu.</p>
<h4>Jedyny, któremu można zaufać</h4>
<p><em>Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują</em> (List do Rzym. 8:28). Mój mąż, Dave, powtarza, że to jest kluczowy werset Pisma Świętego dla ludzi wierzących, którzy przechodzą przez trudności i doświadczenia. Nawet jeśli w naszym życiu dzieje się coś nie po naszej myśli, możemy stale ufać, że Bóg obróci to dla naszego dobra. Do tego miejsca możemy wrócić w każdym doświadczeniu. Nie oznacza to, że każde doświadczenie jest dobre. Ale w tym doświadczeniu Bóg może działać dla naszego dobra, ponieważ jest Bogiem wszechmocnym. On musi być wszechmocny, jeśli potrafi zabrać złe rzeczy i przekształcić je w dobro!</p>
<p>Jeśli naprawdę kochamy Boga i rzeczywiście pragniemy, by Jego wola działa się w naszym życiu, to w pełnym poczuciu bezpieczeństwa możemy Mu zaufać, że wydobędzie dobro z tego doświadczenia – i to bez względu na okoliczności. Nawet jeśli przyjdzie nam zawrócić z drogi, na której znaleźliśmy się z powodu własnej głupoty, lub jeśli cierpimy czy jesteśmy poranieni z winy innych, możemy zaufać, że Bóg się tym zajmie. Bardzo lubię powtarzać to zdanie: „Ani żaden człowiek na ziemi, ani żaden diabeł w piekle nie jest w stanie oddzielić mnie od Bożej woli”.</p>
<blockquote><p>Nie każde doświadczenie jest dobre. Ale w każdym doświadczeniu Bóg może działać dla naszego dobra, ponieważ jest Bogiem wszechmocnym</p></blockquote>
<h4>Dojrzewanie w cierpieniu</h4>
<p>Jest w tym ogromna pociecha, kiedy potrafimy zaufać, że wszystko obróci się ku dobremu. Nawet takie wydarzenie, pełne cierpienia i bólu, jakie miało miejsce w Wielki Piątek. Kiedy wydawało się, że nie ma w tym sensu ani drogi wyjścia, Bóg dokonał czegoś nadzwyczajnego. Darował największe błogosławieństwo, jakie ludzkość mogła kiedykolwiek otrzymać!</p>
<p>Wierzymy, że Wielki Piątek był dobry tylko ze względu na rezultaty, jakie przyniósł, a nie ze względu na to, co rzeczywiście miało miejsce w tym dniu.</p>
<p>Kiedy patrzę wstecz na pewne bardzo trudne doświadczenia, przez które przeszłam, mam świadomość, że nie byłabym tym, kim jestem teraz, nawet w połowie, gdyby tamto się nie wydarzyło. Większość z nas doświadczyła czegoś takiego. Czy nie wolelibyśmy jednak zmieniać się w przyjemnych okolicznościach?</p>
<p>Okazuje się, że tak naprawdę dojrzewamy podczas trudności. Myślę, że tylko wtedy prawdziwie zbliżamy się do Boga i wchodzimy na głębszy poziom naszej relacji z Nim. Dlaczego? Ponieważ wtedy jesteśmy do tego zmuszeni. Czasami jest to dla nas jedyny sposób wydostania się z ciężkiego doświadczenia. Kiedy postanowimy Bogu zaufać, On nas pociesza tą prawdą, że jest w stanie obrócić każdą złą rzecz w dobro.</p>
<h4>Dwie strony krzyża</h4>
<p>W zasadzie każda sprawa ma zawsze dwie strony. Tak samo krzyż: jest w nim strona ukrzyżowania i strona zmartwychwstania. I Jezus musiał wycierpieć jedną, aby dostąpić drugiej. A jeśliby nie wycierpiał pierwszej, my wciąż bylibyśmy bez Zbawiciela i nie dostąpilibyśmy przebaczenia grzechów.</p>
<p>W Liście do Hebrajczyków 12:2 jest powiedziane, że Jezus, by dostąpić radości jako nagrody po drugiej stronie krzyża – zmartwychwstania – musiał przejść przez cierpienie. I tak jak Jezus, my również przechodzimy przez trudne doświadczenia. Wycierpieć oznacza kazać diabłu od nas odstąpić. Musimy być wytrzymali, aż w tym doświadczeniu dokona się to, co pozwoli nam przejść na drugą stronę krzyża.</p>
<h4>Grób: oczekiwanie na dobre zakończenie</h4>
<p>To przejście z piątku do niedzieli nie dzieje się tak automatycznie. Musimy nauczyć się przetrwać sobotę, co czasami jest tym najtrudniejszym etapem. Możemy nazwać ją etapem przejściowym. Wszystko ma swój początek, ma też koniec, a między nimi jest środek. Początek jest często bardziej ekscytujący, ponieważ oznacza coś nowego. Koniec jest także ekscytujący, ponieważ dochodzimy do etapu zwycięstwa. Ale ten czas pośrodku… sobota musiała być nawet trudniejsza od piątku, ponieważ w sobotę ciało Jezusa zostało złożone do grobu i nikt nie wiedział, co nastąpi dalej.</p>
<p>W większości sytuacji nie wiemy, jak długo ten etap „środka” będzie trwał. I chociaż Bóg wie… nie mówi. Czyż Bóg nie jest doskonały w zachowywaniu dyskrecji? Zatem, kiedy przechodzimy przez jakiś etap, sami musimy pamiętać o tym, że po piątku zawsze przychodzi niedziela. Ale trzeba przetrwać sobotę – musimy pokonać szatana, wytrwać, nie poddać się i nie zrezygnować. Kiedy tego dokonamy, będziemy świętować korzyści i błogosławieństwa, które przyniesie nam niedziela.</p>
<h4>Zmartwychwstanie: osiągnięcie celu</h4>
<p>Z tego powodu zawsze pragnę pamiętać, że Jezus wycierpiał krzyż, ponieważ wiedział, co czeka Go po drugiej stronie. W naszym codziennym życiu przyjdzie nam przechodzić różnego rodzaju doświadczenia i mierzyć się z różnymi przeciwnościami.</p>
<p>Bez względu na to, czy musimy stawiać czoła nieoczekiwanym okolicznościom czy też cierpieniu, które pojawiło się w efekcie naszych złych wyborów lub nawet dlatego, że oparliśmy się pokusie i grzechowi, doświadczenie nas dotyka. Ale po drugiej stronie zmagania czeka na nas radość zdobycia nagrody – najlepszego rezultatu!</p>
<h6><em>Tłumaczyła: Alina Wieja</em><br />
opublikowano za pozwoleniem Joyce Meyer Ministers</h6>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/zwyciezaj-w-mocy-zmartwychwstania/">Zwyciężaj w mocy zmartwychwstania</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/zwyciezaj-w-mocy-zmartwychwstania/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Moja nowa definicja szczęścia</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/moja-nowa-definicja-szczescia/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/moja-nowa-definicja-szczescia/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 04 Aug 2015 07:56:22 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2011/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Reportaż]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1013</guid>

					<description><![CDATA[<p>Pani Moniko, cała Polska świętuje Pani powrót na scenę muzyczną.  Rok 2010 był dla mnie przełomowy. Wiosną postanowiłam powoli stawiać pierwsze kroki w stronę powrotu do śpiewania. Wypadek samochodowy spowodował u mnie poważny uraz kręgosłupa, dokładnie rdzenia kręgowego. Z dnia na dzień z zupełnie sprawnej, zdrowej dziewczyny stałam się osobą, która porusza się na wózku [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/moja-nowa-definicja-szczescia/">Moja nowa definicja szczęścia</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pani Moniko, cała Polska świętuje Pani powrót na scenę muzyczną. </strong></p>
<p>Rok 2010 był dla mnie przełomowy. Wiosną postanowiłam powoli stawiać pierwsze kroki w stronę powrotu do śpiewania. Wypadek samochodowy spowodował u mnie poważny uraz kręgosłupa, dokładnie rdzenia kręgowego. Z dnia na dzień z zupełnie sprawnej, zdrowej dziewczyny stałam się osobą, która porusza się na wózku inwalidzkim. Zmieniło się wszystko. To był szok. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Jedna chwila – i nagle wszystko się zmienia.</p>
<p>Proces uczenia się życia na nowo był długi. Dwa lata temu Beata Bednarz namówiła mnie do wspólnego nagrania piosenki. Wtedy w ogóle nie wyobrażałam sobie, że powrót do śpiewania nabierze takiego tempa. Oczywiście gdzieś w sercu pragnęłam tego bardzo, bo jest to moją pasją. Kiedy po wypadku straciłam możliwość występowania i nagrywania, tym bardziej odczuwałam, jak mi tego brakuje. Dzisiaj mogę powiedzieć, że te trudne wydarzenia uświadomiły mi, jak ważny jest dla mnie ten aspekt życia.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Trudne wydarzenia… Nie ma Pani pretensji do Boga, że dopuścił do czegoś takiego?</strong></p>
<p>Nie. Oczywiście mogę tłumaczyć to sobie w taki sposób: byłam na jakiejś złej drodze, z której nic dobrego nie wynikało. Być może mam jakąś ważną rolę do odegrania w planie Boga, dlatego zostałam bardzo mocno wybita z tej orbity, po której się poruszałam. Jednak nie sądzę, by Bóg posługiwał się tego rodzaju sytuacjami, by kogoś zmienić.</p>
<p>Nigdy nie wierzyłam w to, że Bóg używa takich środków, by karać ludzi. Nigdy nie miałam przekonania, że Bóg jest kimś groźnym, choć próbowano Go w ten sposób przedstawiać w kościele. Dostrzegałam w Nim możliwość nawiązania jakieś relacji, miłość i radość. Nie chciałam, żeby przygniatał mnie fakt, że jestem Bożym dzieckiem. Chodzi przecież o to, żeby mnie to cieszyło.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>W jednej z piosenek śpiewa Pani: „słabość jest siłą w nas”. Te słowa kojarzą mi się ze słowami apostoła Pawła: <em>Kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny</em>. Znajduję źródło mocy poza sobą. We mnie jest słabość, ale odkrywam nowe źródło mocy. </strong></p>
<p>To jest rzeczywiście ciekawy tekst. Czasami człowiek w swojej twórczości staje się jakby przekaźnikiem czegoś, czego sam do końca nie rozumie. To jest właśnie taki skrót myślowy: słabość jest siłą.</p>
<p>Ludzie często mnie o to pytają: czy to się nie wyklucza? Ale tak właśnie jest w całym naszym życiu. Jeśli nie zobaczymy czarnego koloru, nie dowiemy się, jak piękna jest biel. Jeśli nie poznamy cierpienia, nie docenimy absolutnie tego stanu, kiedy nie cierpimy, kiedy jest nam dobrze. Słabość, tak naprawdę, jest źródłem naszej siły. Ona w nas wyzwala rzeczy, które potem wydają nam się wielkie i których byśmy się po sobie nie spodziewali.</p>
<p>Cały czas o tym wszystkim myślę, zastanawiam się, analizuję. Przecież cierpienie ciągle nas dotyka. Na początku buntujemy się, jest nam ciężko. Jednak potem zaczynamy dostrzegać i doceniać to, co się dzieje w wyniku cierpienia: zmiany w nas wydają się być bezcenne. Często się zastanawiam: „Boże, czy gdybym mogła wybrać i być znowu zupełnie zdrowa&#8230; Gdyby to się nie wydarzyło&#8230;”. Jednak nie byłabym tym samym człowiekiem, którym jestem teraz. Nie wiem, co bym wybrała. Miałabym wątpliwości w podjęciu tego wyboru. Bardzo doceniam to, co mam w tej chwili. To, co dostałam w zamian. Może właśnie cierpienie jest ceną, jaką płacimy za te niesamowite rzeczy, które w zamian otrzymujemy.</p>
<blockquote><p>Jeśli nie zobaczymy czarnego koloru, nie dowiemy się, jak piękna jest biel. Jeśli nie poznamy cierpienia, nie docenimy absolutnie tego stanu, kiedy nie cierpimy, kiedy jest na dobrze</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>W tej samej piosence śpiewa Pani: „wznoszę do góry oczy pełne wiary”. Te słowa są bardzo poruszające…</strong></p>
<p>Kiedy człowiek znajduje się w ciężkiej sytuacji, wydaje mu się, że jest to nie do przejścia. I wtedy jest rzeczą naturalną, że podnosimy oczy w górę, szukamy po prostu pomocy u Boga. To coś bardzo naturalnego w człowieku. Nawet jeśli człowiek nie wierzy lub zdaje mu się, że jest panem swojego losu, to kiedy nagle sobie uświadamia, jaki jest kruchy i mały, że tak naprawdę nie wie, co zrobić – pojawia się w nim ten odruch. Zaczyna szukać Boga. Tylko ci, którzy nie przeżyli trudnych chwil, o tym nie wiedzą&#8230;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Śpiewa też Pani: „wolna jak wiatr”. W jakim wymiarze postrzega Pani dzisiaj tę wolność?</strong></p>
<p>Wciąż szukam, poszukuję. W jednej piosence, którą śpiewam z Beatą Bednarz, mowa jest o ludziach, których spotkałam: „znalazłam Cię w natchnionych oczach dzieci Twych”.</p>
<p>Spotkałam ludzi, w których rzeczywiście widziałam prawdziwie wielką wiarę. Po prostu widziałam w nich Boga. To był dla mnie pierwszy kontakt z Bogiem. Człowiek szuka tego kontaktu. Gdzie można Boga znaleźć? W przyrodzie? Zawsze doceniałam piękno i niesamowitą formę przyrody. Ciężko sobie wyobrazić, że mogła powstać z niczego. Czuje się w tym jakąś większą siłę. Jednak tak naprawdę szuka się bliższego kontaktu z człowiekiem. Właściwie poznawałam Boga przez ludzi: obserwowałam ich i bardzo mnie to fascynowało. Czułam, jak spływa na mnie ta łaska. Zrozumiałam, co jest w życiu ważne.</p>
<p>To, że poruszam się za pomocą wózka, nie jest ważne. Nie ogranicza to mojej wolności. Moja wolność wypływa z mojego serca, z mojego umysłu. Wolna staję się dzięki Bogu. Jedyne, co mnie ogranicza, to mój strach. Jakieś konwenanse, które człowiek tworzy sobie w głowie. Jeżeli zdecydujemy się wyjść poza ten strach, to wolność unosi nas na swoich ramionach. Bezpieczna – tak mi się to kojarzy. W ten sposób to rozumiałam, kiedy pisałam tę piosenkę.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Na płycie „Wniebowzięci”, na której znajduje się utwór w Pani wykonaniu, a także piosenka Pani autorstwa śpiewana przez Beatę Bednarz, jest także napis: „opowieści tych, którzy, żyjąc na ziemi, chcą być bliżej nieba”. Czy Pani się pod tym podpisuje? </strong></p>
<p>Zdecydowanie tak. Żyjąc na ziemi, człowiek jest czasami zupełnie nieświadomy wielu rzeczy. Życie jest wtedy mniej wartościowe. Mogę o sobie powiedzieć, że też tak żyłam do pewnego momentu. Stanowczo wolę swoje obecne życie, kiedy mam świadomość każdej chwili. Chcę czegoś więcej niż tylko przeżyć dzień albo zdobyć coś materialnego. Wiadomo, że stanowi to część naszego życia, ale teraz te proporcje ustawiam w sensowny sposób. Życie przyjmuje inny wymiar.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Czy zmieniła się Pani definicja szczęścia? </strong></p>
<p>Na pewno się zmieniła. Nie wiem, czy będę umiała jakoś krótko określić, czym jest dla mnie szczęście, ale na pewno mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Po prostu każdego dnia doświadczam tak wielu wspaniałych rzeczy, które dają mi szczęście! Szczęście to przede wszystkim miłość, którą otaczają mnie z każdej strony niesamowici ludzie. I to, że mogę śpiewać.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Pasja śpiewania pozostała?</strong></p>
<p>Każdy człowiek jest do czegoś powołany. Dopóki możemy realizować nasze marzenia, czujemy też, że tego potrzebujemy. Jednak możemy także zadecydować, że to powołanie zaprzepaścimy. Pasja po prostu jest w nas. Rozwijanie jej daje poczucie spełnienia.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Czy tylko sama muzyka daje Pani poczucie spełnienia? Czy też chodzi o coś więcej? Jaką rolę odgrywa w tym kontakt z ludźmi, którzy tę muzykę odbierają?</strong></p>
<p>Kontakt z publicznością jest bardzo ważny. Przez cały ten czas, kiedy go nie miałam, muzyka była oczywiście obecna w moim życiu – słuchałam jej i to było cenne, wiele się też nauczyłam, śpiewałam dużo dla samej siebie. Jednak to nie było to. Energia, jaka powstaje, kiedy jest obecna publiczność, to coś fantastycznego. Człowiek wtedy czuje się komuś potrzebny, wie, że ma swoją rolę do odegrania w tym życiu, że nie sprawia przyjemności tylko sobie, ale również komuś innemu.</p>
<blockquote><p>Wielką radość czerpię z poznawania ludzi, z ciekawych rozmów. To są dla mnie najważniejsze doświadczenia. Nauczyłem się dbać o ludzi.</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Czyli drugi człowiek jest w Pani twórczości bardzo ważny?</strong></p>
<p>Wcześniej mi się wydawało, że jesteśmy samowystarczalni, że możemy sami wszystko osiągnąć. Takie myślenie to przywilej młodości. Po wypadku przekonałam się, jak ważny jest drugi człowiek. Nie tylko po to, żeby ktoś pomógł, gdy nie może się wstać z łóżka. Jest w tym głębszy sens. Dzisiaj najcenniejsze są dla mnie te chwile, kiedy mogę rozmawiać z ludźmi. Koncerty też są ważne, ale nie mam już ambicji zdobywania jakichś szczytów. Dużo większą radość czerpię z poznawania ludzi, z ciekawych rozmów. To są dla mnie najważniejsze doświadczenia. Nauczyłam się dbać o ludzi. Dużo przyjemniejsze jest przestać myśleć o sobie i zacząć koncentrować się na kimś innym.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że trudne sytuacje w naszym życiu weryfikują przyjaźnie i postawy ludzi względem siebie. </strong></p>
<p>Tak, rzeczywiście, w trudnościach nasze przyjaźnie przechodzą wszelkie możliwe egzaminy. Może dlatego, że nagle zaczynamy rozumieć, na czym polegają prawdziwe relacje. Wszystko, co jest powierzchowne, w krytycznych momentach zwyczajnie się rozpada. Okazuje się, że pewne znajomości nie miały żadnego znaczenia. Teraz nie tracę czasu na to, co powierzchowne. Na rozmowy o niczym. Szybko rozpoznaję takie sytuacje i wycofuję się z nich. Nauczyłam się też szanować czas – własny i innych. Siłą rzeczy te różne płytkie relacje musiały się skończyć. Jednak nagle pojawili się w moim życiu ludzie, którzy są zupełnie inni.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Inni – to znaczy jacy?</strong></p>
<p>Wcześniej takich ludzi nie znałam. Przede wszystkim okazali mi dużo ciepła. Na przykład Beata Bednarz jest dla mnie bardzo ważna. Wiele się od niej nauczyłam. I od Mirka, jej męża. Z Beatą znałyśmy się tylko z widzenia, przelotnie, ze sceny. Nigdy jednak tak naprawdę nie rozmawiałyśmy ze sobą. Zawsze podziwiałam ją jako wokalistkę. Zawsze byłam pod wrażeniem jej głosu. Beata wydaje się bardzo miłą osobą. W świecie show biznesu, który jest światem trudnym, trzeba umieć dobrze wybierać przyjaciół, żeby się nie zagubić. Zawsze czułam się tam nieswojo. W tamtym czasie wszystko mnie przerażało. A Beata nie miała problemu. Ona po prostu dokładnie wiedziała, gdzie jest i o co w tym wszystkim chodzi. Jednak nasze drogi nie mogły się wtedy zejść – byłyśmy w zupełnie innych miejscach. Kiedy po wypadku trafiłam do Bielska-Białej, mogłyśmy lepiej się poznać.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Wybrała Pani zupełnie nieznane miasto w tak trudnej sytuacji? </strong></p>
<p>Zupełnie. Po takim przeżyciu człowiekowi ciężko wraca się do miejsc, w których żył do tej pory. Trzeba wszystko od nowa zorganizować, przystosować, bo życie na wózku w pierwszym momencie wydaje się po prostu niemożliwe. Trzeba się go nauczyć, a są to zupełnie inne realia. W Łodzi nie miałam takiej możliwości. Ciężko mi było to wszystko psychicznie ogarnąć. I wtedy nadarzyła się ta okazja. Dowiedziałam się o wyjątkowym rehabilitancie, który mieszka w Bielsku Białej – o Wojtku Romanowskim.</p>
<p>Miałam wcześniej kilku rehabilitantów. Nie mówię, że byli źli. Byli świetnymi fachowcami, ale brakowało mi jakiegoś czynnika ludzkiego. Kiedy rehabilitacja jest długa i spędza się z rehabilitantem codziennie dużo czasu, ta relacja musi być bardziej osobista, wyjątkowa. Wcześniej nie udało mi się jej zbudować. Kiedy poznałam Wojtka, już po pierwszym spotkaniu miałam przekonanie, że jest odpowiednią osobą. To się po prostu czuje. Z Wojtka emanuje coś niesamowitego. I tego było mi potrzeba: dobrego, ciepłego człowieka, a dopiero w drugiej kolejności dobrego fachowca. Przeprowadziłam się do Bielska-Białej.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Nie znała Pani tam nikogo?</strong></p>
<p>Nie. Najpierw mieszkałam w hotelu, potem wynajęłam mieszkanie. Zaczęłam odkrywać to miasto, mój nowy dom. Poznałam nowych ludzi. Wojtek z Kasią, jego żoną, okazali się cudowni. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy. W moim życiu pojawił się również muzyk, Piotr Kominek, z żoną, Agnieszką.</p>
<p>Miałam też świetnych sąsiadów. To też stało się dla mnie zupełnie nowym odkryciem. Na początku byłam nieufna, ale przyszli do mnie i zapytali, czy mogą mi w czymkolwiek pomóc. Było to dla mnie bardzo dziwne, bo wcześniej nie byłam przyzwyczajona do takich zachowań. Mieszkałam na zamkniętym osiedlu w Łodzi, gdzie sąsiedzi ledwo mówili sobie „Dzień dobry”. Okazało się, że ludzie w moim nowym środowisku nie kalkulowali. Przyszli po prostu, żeby mi pomóc. Dzięki nim nauczyłam się ufności. Tak po prostu. Wcześniej miałam z tym problem, bo w trudnym środowisku zaufanie ludziom kojarzyło się z naiwnością. A przecież to takie cudowne uczucie: ufać ludziom.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Czyli to nowy rodzaj doświadczenia: nauczyć się ufać?</strong></p>
<p>Kiedy nie ufamy ludziom, to jak na złość spotykamy takich, którym nie należy ufać. Bo cały czas podejrzewamy, że coś jest nie tak. A kiedy zaczynamy wierzyć, że wszystko jest w porządku i że będzie dobrze, przestajemy bać się ludzi i nagle dostrzegamy wokół siebie dobre serca. Zaufanie to wybór: ja decyduję, czy podejmę wyzwanie czy też nie.</p>
<p>Na tej zasadzie wróciłam też do śpiewania, bo od jakiegoś czasu zaczęły pojawiać się w moim życiu różne propozycje i ciekawe możliwości. Więc pomyślałam sobie: „Dobrze, dostaję teraz te możliwości, ale cały czas je na razie odrzucam, bo jestem niegotowa – boję się”. Wtedy też zrozumiałam, że jeżeli będę je wciąż odrzucać, to nagle Bóg mi powie: „Ok, jeżeli nie chcesz, nie będę się więcej narzucać” – i przestanie mi te możliwości posyłać. Zobaczyłam, że muszę przełamać strach i odbudować zaufanie: „Boję się, ale zrobię”.</p>
<p>Czasami bardziej niż fizyczny paraliż paraliżuje mnie strach. Wiele rzeczy boję się zrobić i przez to jestem sfrustrowana, nieszczęśliwa, bo strach ogranicza moje możliwości i marzenia. A czasami są to tylko takie demony w głowie. Kiedy już zrobi się jeden krok, okazuje się, że to, czego się baliśmy, jest po prostu śmieszne. Za każdym razem, kiedy próbuję teraz czegoś nowego, oczywiście najpierw się boję. Jednak kiedy już to zrobię, mówię sobie: świetnie! W ten sposób idę do przodu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Czy można zatem zaryzykować stwierdzenie, że szczęście to też nasz wybór? </strong></p>
<p>Naprawdę w pewnym momencie życia stajemy przed wyborem. Po wypadku bardzo namacalnie czułam, że stoję przed wyborem, w którą stronę pójść. Czy będę mieć żal do Boga, do życia, do wszystkich? Czy zamknę się w swoim cierpieniu? Tak też można przeżyć życie – to może być sposób. Znam ludzi, którzy tak wybrali. Obserwując ich, mam nawet czasem wrażenie, że są zadowoleni; jest to po prostu taki rodzaj życia.</p>
<p>Natomiast ja stwierdziłam, że chcę czegoś innego. I mam poczucie pokoju w sercu. To jest niesamowity komfort. Kiedyś byłam pełna niepokoju i lęków. Miałam problemy z wyborem, za każdym razem bałam się, że podejmę złą decyzję. I rzeczywiście te wybory miały różne konsekwencje. W tej chwili jest tak, jakbym płynęła na jakiejś fali, która mnie unosi. Zdecydowałam się zaufać. Kochać. I przestać się bać. Z tego zaufania wszystko się bierze. Jestem namacalnym dowodem, że można być szczęśliwym bez względu na okoliczności.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Dziękuję za tę inspirującą rozmowę.</strong></p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/moja-nowa-definicja-szczescia/">Moja nowa definicja szczęścia</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/moja-nowa-definicja-szczescia/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Lecz moim szczęściem jest…</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/lecz-moim-szczesciem-jest/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/lecz-moim-szczesciem-jest/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 04 Aug 2015 07:31:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2011/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Alina Wieja]]></category>
		<category><![CDATA[Bliżej Boga]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1010</guid>

					<description><![CDATA[<p>Co jest „moim” szczęściem? Od naszej osobistej definicji szczęścia w ogromnym stopniu zależy, czy czujemy się szczęśliwi czy nie. To, co wyobrażamy sobie jako „moje własne” szczęście, ma wpływ na nasze dążenia, wybory i sposoby zdobywania tego, co daje nam poczucie spełnienia. Może też być powodem frustracji, rozgoryczenia, zniechęcenia, gdy to „nasze” szczęście jest poza [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/lecz-moim-szczesciem-jest/">Lecz moim szczęściem jest…</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h4>Co jest „moim” szczęściem?</h4>
<p>Od naszej osobistej definicji szczęścia w ogromnym stopniu zależy, czy czujemy się szczęśliwi czy nie. To, co wyobrażamy sobie jako „moje własne” szczęście, ma wpływ na nasze dążenia, wybory i sposoby zdobywania tego, co daje nam poczucie spełnienia. Może też być powodem frustracji, rozgoryczenia, zniechęcenia, gdy to „nasze” szczęście jest poza zasięgiem i nie jesteśmy w stanie go zdobyć. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn, ludzi młodych i starszych.</p>
<p>Po czym możemy rozpoznać, co jest tym „moim” szczęściem? Podążanie za tym, co inni określają szczęściem, nie zbliża nas do osobistego poczucia spełnienia. Każdy z nas musi sam dla siebie odpowiedzieć na pytanie: Czego oczekuję w życiu? Co sprawia, że czuję się osobą szczęśliwą? Jeżeli nie potrafimy tego wskazać, zadajmy sobie kolejne pytania: O czym najczęściej myślę, marzę, rozmawiam? Czego pragnę? A czego brak najbardziej mnie frustruje, wprowadza w stan gniewu, zniechęcenia lub depresji?</p>
<p>Często sami nie wiemy, czego chcemy. Łatwiej nam opisać, czego oczekują, wymagają od nas inni ludzie. Ale dzisiaj, odpowiadając na każde z powyższych pytań, możemy spróbować określić to, co w naszym odczuciu uczyniłoby nas szczęśliwymi ludźmi. Jakie są nasze pasje, dary i talenty oraz marzenia.</p>
<h4>Według jakiego scenariusza żyję?</h4>
<p>Wiele z naszych marzeń, kiedy nawet zostają zrealizowane, nie daje nam tej oczekiwanej satysfakcji i poczucia spełnienia, ponieważ my sami nie dajemy sobie prawa do szczęścia czy prawa do tego, aby coś ekscytującego się spełniło. Oczekujemy czegoś innego, według własnego scenariusza, a nie zauważamy tego, co przychodzi – ignorujemy szczęście, które mija nas, a jest w zasięgu ręki. Po raz kolejny czytam w Ewangelii św. Mateusza historię przed narodzeniem się Jana Chrzciciela i Pana Jezusa. Znowu dostrzegam różnicę w postawie proroka Zachariasza i Marii, matki Jezusa.</p>
<p>Zachariasz jest rozczarowany niewysłuchaniem modlitw. Kiedy właśnie ma nastąpić wypełnienie obietnicy, już niczego nie oczekuje. Wypowiada te znamienne słowa: „Po czym to poznam?”. Wielu z nas dzisiaj powiedziałoby bardzo podobnie: Po czym poznam, że jestem szczęśliwy, że mogę być osobą spełnioną?</p>
<p>Maria zadała inne pytanie: „Jak to się stanie?”. To pytanie otwiera nowe możliwości, bo oznacza oczekiwanie czegoś konkretnego: wierzę, że może mi się to zdarzyć; wiem, że mam to obiecane; pytam, jak może się to stać. Ta postawa serca oparta jest na zaufaniu do Boga, który życzy nam, ludziom, prawdziwego szczęścia. Dał tak wiele obietnic. Tak wiele marzeń włożył w nasze serca. Tak wiele darów i talentów zdeponował w tych, których stworzył, by byli szczęśliwi. A później najczęściej przychodzi jakiś strategiczny pomysł z nieba, coś zostaje uwolnione w wymiarze bardzo realnym, namacalnym. I to daje nam poczucie prawdziwego szczęścia. Nie jest tylko namiastką czy chwilowym zaspokojeniem, po którym zazwyczaj powraca jeszcze większa pustka i rozczarowanie.</p>
<blockquote><p>Podążanie za tym, co inni nazywają szczęściem, nie zbliża nas do osobistego poczucia spełnienia. Każdy z nas musi sam sobie odpowiedzieć na pytanie: czego oczekuję w życiu?</p></blockquote>
<h4>Być blisko Boga</h4>
<p>Prawdziwe szczęście w życiu każdego człowieka jest w miejscu autentycznej bliskości Boga.<em> Lecz moim szczęściem być blisko Boga</em> – napisał psalmista w Psalmie 73:28. Słowa te przestają brzmieć jak slogan, kiedy zobaczymy, że z tych wszystkich rodzajów szczęścia, takich jak dobra rodzina, wystarczająca ilość pieniędzy, zdrowie, tylko bliskość Boga jest tym, co możemy otrzymać natychmiast, w każdym momencie i bez pomocy innych ludzi.</p>
<p>Bóg czeka, by nas przykryć i chronić swoją obecnością. Jego obecność leczy, jest drogą do uzdrowienia. Jest też drogą do tego, by nasze dary i talenty mogły się rozwinąć, a to, do czego zostały nam dane, rozkwitło. Boża obecność błogosławi nasze wysiłki w pracy, tak że sama praca jest błogosławiona, a jej efekty i wynagrodzenie pomnażane. Boża obecność zabezpiecza to, czego najbardziej nam potrzeba do szczęścia, bo sama w sobie jest autentycznym szczęściem, którego nic i nikt nie jest w stanie nas pozbawić.</p>
<p>Dlaczego z tego nie korzystamy i tego nie doświadczamy? Z trzech powodów. Po pierwsze – nie wierzymy w to, że tak bardzo Boga potrzebujemy. Po drugie – nie wierzymy, że On pragnie się do nas przybliżyć, gdy tylko Go o to poprosimy. I po trzecie – nie wierzymy, że to Bóg jest naprawdę naszym szczęściem.</p>
<p>Pan Jezus powiedział:<em> Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane</em> (Ew. Mat. 6:33). Te słowa są prawdą i możemy je sprawdzić empirycznie, w realnym życiu. Bóg wie, czego potrzebujemy, i pragnie nam to wszystko dać, ponieważ stworzył nas, abyśmy byli szczęśliwi. Dlaczego? Bo nasze szczęście uszczęśliwia Boga. Tak jak szczęśliwe dziecko jest źródłem szczęścia rodziców, tak nasze poczucie spełnienia i szczęścia uszczęśliwia naszego Stwórcę.</p>
<p>Jesteśmy stworzeni na obraz Boga. To, czego doświadczamy w naszych ziemskich relacjach, jest odbiciem, cieniem tego, co tak naprawdę dzieje się w ojcowskim sercu Boga. Czy kiedykolwiek o tym myśleliśmy w ten sposób? On sam to powiedział: <em>Nie miałem pojęcia, że tam była córka mojego ludu, która mnie uszczęśliwiła</em> (Pnp 6:12).</p>
<h4>CZY TEGO CHCĘ?</h4>
<p>Każdy z nas postawą swojego szczęśliwego, wdzięcznego serca może uszczęśliwić Boga. Jeżeli tak, to dlaczego tego nie robimy? Warunek jest tylko jeden. Każdy osobiście musi wybrać i zdecydować, że to Bóg jest jego szczęściem. Definicja szczęścia musi zyskać nowy wymiar – jedynie bliska więź z Bogiem może dać mi prawdziwe szczęście.</p>
<p>Z tej bliskości zaczną płynąć do nas nowe instrukcje, jak zrealizować dobry plan dla swojego życia. Nie według oczekiwań ludzi czy utartych ścieżek wydeptanych przez innych, ale według tego, co dobrego zaplanował dla nas Bóg. On nas zna najlepiej, bo sam nas stworzył. On zna nasze marzenia i wie, jak je spełnić, bo sam wkłada je w nasze serca.</p>
<p>Doświadczymy, że najważniejszym aspektem naszego szczęścia jest to, iż potężny Bóg, Władca wszechświata, jest zainteresowany tym, by być blisko nas. By nas chronić, obdarowywać tym, co dla nas najlepsze, by być w nas i działać poprzez nas. I to jest naszym największym osobistym szczęściem. Zapraszając dziś Boga do swego serca, otrzymujemy dostęp do tego wymiaru szczęścia. Mogę być osobą szczęśliwą już dziś, ale to ja muszę dokonać wyboru, czy tego naprawdę chcę.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/lecz-moim-szczesciem-jest/">Lecz moim szczęściem jest…</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/lecz-moim-szczesciem-jest/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Fuzja muzyki, słowa i obrazu</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/fuzja-muzyki-slowa-obrazu/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/fuzja-muzyki-slowa-obrazu/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 03 Aug 2015 13:54:45 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2011/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Reportaż]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1071</guid>

					<description><![CDATA[<p>Jak wygląda dzień powszedni rodziny Głyków? Pobudka, prysznic, śniadanie, a potem każdy do swojego instrumentu?  Irek: Różnie, dzieci chodzą do szkoły. Ja lubię długo spać. Wstaję, robię sobie kawę i przeglądam Internet w poszukiwaniu miejsc, w których moglibyśmy zagrać. Krótko mówiąc, zajmuję się tym, czym nikt inny w rodzinie się nie zajmuje. Organizacją koncertów i [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/fuzja-muzyki-slowa-obrazu/">Fuzja muzyki, słowa i obrazu</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Jak wygląda dzień powszedni rodziny Głyków? Pobudka, prysznic, śniadanie, a potem każdy do swojego instrumentu? </strong></p>
<p><strong>Irek:</strong> Różnie, dzieci chodzą do szkoły. Ja lubię długo spać. Wstaję, robię sobie kawę i przeglądam Internet w poszukiwaniu miejsc, w których moglibyśmy zagrać. Krótko mówiąc, zajmuję się tym, czym nikt inny w rodzinie się nie zajmuje. Organizacją koncertów i wszystkim tym, co może się wydarzyć w trasie. Po powrocie dzieci ze szkoły mamy wiele zajęć. Czasem są one wspólne, czasem nie. Często też razem jeździmy w różne miejsca.</p>
<p><strong>Ewa:</strong> Więcej jest chyba wolności niż dyscypliny. Nie sądzicie?</p>
<p><strong>Irek:</strong> Tak, jesteśmy raczej spontaniczną rodziną.</p>
<p><strong>Ewa:</strong> Niestety (śmiech), ale jak trzeba, to przysiądziecie i ćwiczycie, prawda?</p>
<p><strong>Irek:</strong> Tak, ale myślę, że pytanie dotyczy nas samych, konstrukcji naszego domu. Odnoszę takie wrażenie, że nie jesteśmy typową rodziną. Tworzyć zespół, który jest jednocześnie rodziną, to dla nas wielkie wyzwanie. Mocno to odczuwam – jako muzyk, lider, manager i wreszcie jako mąż i ojciec. To nie są dwa odrębne światy, ale w naszej rodzinie przenikają się wzajemnie w niezwykły sposób. Nie mogę przestać być tym, kim jestem. Jestem muzykiem, to jest mój zawód, jak każdy inny, i staram się zarobić na nasze utrzymanie. Pasję do muzyki otrzymaliśmy od Boga i nie można wyrzucić jej za siebie. Każdy z nas ma swoje oczekiwania i każdy też z czymś się zmaga.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Siedząc na widowni, można pomyśleć, że właściwie nie odchodzicie od swoich instrumentów. Czy dużo czasu spędzacie na ćwiczeniu?</strong></p>
<p><strong>Irek:</strong> Miałem czas bardzo intensywnego ćwiczenia i takiego zwariowania na tym punkcie, że szło to w bardzo niedobrym kierunku, aż do przesady. Od rana do wieczora z instrumentem. Teraz jest to bardziej pielęgnacja tego, żebym kondycyjnie nie zawalił na koncercie. Gram też koncerty z innymi muzykami, a to wymaga przygotowania się do własnej partii, dlatego ta kondycja gdzieś się naturalnie utrzymuje. Nadal jest to wielkie wyzwanie, by utrzymać proporcje.</p>
<p><strong>Kinga:</strong> Dla mnie ćwiczenie nie jest zbyt przyjemne, jak zapewne dla każdego. Często chcę ćwiczyć, ale jestem człowiekiem mało zdyscyplinowanym, choć staram się to zmienić. Zazwyczaj ćwiczę codziennie.</p>
<p><strong>Patryk:</strong> Ja też staram się ćwiczyć dość dużo, ale czasami to po prostu nie wychodzi.</p>
<p><strong>Irek:</strong> Będę ich bronił – dużo od nich wymagam. Oni wiedzą, że czasem chciałbym, żeby już grali na światowym poziomie, zwłaszcza taką muzykę, której ja sam nie potrafię grać. Znają te moje marzenia, idee. Nie chciałbym jednak własnych ambicji realizować kosztem swoich dzieci. Wiem, że są zdolni i mają możliwości, by kiedyś osiągnąć sukces. Pielęgnuję to, chociaż czasem wygląda to groźnie. Robi się nerwowa atmosfera, bo ja wiem, że ich stać, a oni nie chcą zabrać się do pracy. Obawiam się, że talent można zakopać. Patryk i Kinga są bardzo utalentowani, myślą o muzyce w sposób nieprzeciętny, szerzejrozumieją dźwięki.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>Wszystko to mogło wydarzyć się tylko raz, bo każdy ich koncert jest inny&#8230; to fuzja muzyki, słowa i obrazu.</p>
<p>&nbsp;</p></blockquote>
<p><strong>Czy granie ze swoimi dziećmi było Pana marzeniem?</strong></p>
<p><strong>Irek:</strong> Nie, w ogóle o czymś takim nie myślałem. Pewnego zimowego wieczoru, gdy nie miałem pracy, siedzieliśmy w domu i nie mieliśmy co ze sobą zrobić. Mamy ćwiczeniówkę w garażu. Kinga wzięła bas, Patryk coś tam stukał i do tego zaczęliśmy kleić. Mówię w końcu: no to chodźcie, pogramy coś konkretnie. Tak graliśmy przez dwa, trzy miesiące i stwierdziliśmy, że czas na pierwszy koncert jako P.I.K Trio, a było to 1 marca 2009 roku. Od tego czasu zagraliśmy kilkadziesiąt koncertów.</p>
<p><strong>Kinga:</strong> Siedemdziesiąt.</p>
<p><strong>Irek:</strong> W szkołach, domach kultury, klubach jazzowych, kościołach.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Jak pracuje się Wam z tatą? Jak wyglądają Wasze relacje na próbach, koncertach, w studiu? Tata – mistrz, nauczyciel czy może po prostu kolega z zespołu?</strong></p>
<p><strong>Patryk:</strong> Tak i tak. Tata gra na dużo wyższym poziomie od nas i wiele możemy się od niego nauczyć.</p>
<p><strong>Kinga:</strong> Z tatą gra mi się dobrze, bo jest to rodzinny skład. Jest inaczej, niż gdybyśmy grali z obcymi ludźmi. Wiadomo, że są konflikty, ale rodzinnie staramy się z tego wyjść.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Wspólnie tworzycie. Czy ktoś jednak jest liderem, ma wizję całości?</strong></p>
<p><strong>Patryk:</strong> Liderem całego zespołu jest tata, ale w domu staramy się współpracować, chociaż większość utworów, które gramy, napisał właśnie tata.</p>
<p><strong>Irek:</strong> Dzieci wnoszą swoją twórczość do tego, co zostało skomponowane. Tak jak mówiliśmy na koncercie, są to utwory improwizowane, co sprawia, że każdy koncert jest niepowtarzalny. Muzyka powstaje tu i teraz. To, co dzisiaj było udziałem ludzi, którzy byli na koncercie, już nigdy się nie powtórzy. Ten rodzaj muzyki sprawia, że wytwarza się szczególna więź ze słuchaczem za sprawą ulotności wspólnie doświadczanych przeżyć i emocji w trakcie koncertu. Są jakieś zarysy tematów, które przygotowaliśmy razem wcześniej. Reszta to kwestia intuicji. Nie jest to jednak muzyka odtwórcza. Myślę, że to warto dodać. Gramy coś, co niesie jakąś informację w danej chwili. Gramy o czymś. Nie tylko na temat czegoś, ale o czymś, co przeżywamy, albo o tym, co jest po prostu dla nas ważne.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>W wielu zespołach często jest tak, że ich członkowie słuchają różnej muzyki, ale gdzieś w tym wszystkim się spotykają. Jak jest u was? Słuchacie razem?</strong></p>
<p><strong>Kinga:</strong> Słuchamy osobno, czasami razem. Jak ktoś coś znajdzie, woła innych do siebie. Każdy słucha też tego, co chce, co w danej chwili mu odpowiada. Każdy może mieć ochotę na zupełnie coś innego.</p>
<p><strong>Patryk:</strong> My z tatą słuchamy razem więcej niż z Kingą. Ona czasami słucha czegoś innego. Z tatą słuchamy w miarę podobnej muzyki.</p>
<p><strong>Irek:</strong> Jest bardzo wielu niszowych muzyków, dziwnych ludzi, którzy nie mają licznego grona słuchaczy, a grają bardzo piękną muzykę – można w niej usłyszeć emocje i wiele się z niej uczyć.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Animacje od początku są częścią Waszych koncertów? Skąd pomysł? Co powstaje w pierwszej kolejności – dźwięk czy obraz?</strong></p>
<p><strong>Ewa:</strong> Najpierw powstała muzyka.</p>
<p><strong>Irek:</strong> Tak, powstała muzyka, potem teksty i zdjęcia. Zdaję sobie sprawę z tego, że zdjęcia czy wyświetlane teksty mogą mieć dużo większe znaczenie niż to, co gramy. Wielu ludzi przychodzi na nasze koncerty, nie wiedząc za bardzo, czego mogą się spodziewać. Nasza muzyka ich nie interesuje, ale trafia do nich wyświetlany obraz i tekst. Założenie było też takie, że chcieliśmy jako rodzina przekazać coś więcej niż samo granie, dźwięki i muzykę. Jesteśmy rodziną, w której wszyscy chcemy świadomie żyć z Bogiem. Patrząc teraz na moje dzieci, myślę, że mogę to śmiało powiedzieć. Wszyscy przyjęliśmy zbawienie Pana Jezusa Chrystusa. Mamy ten sam cel i idee. Nie chcemy po prostu grać. Tak, to jest miłe. Jednak tak naprawdę to wszystko kształtuje nasz charakter.</p>
<p><strong>Ewa:</strong> I wzmacnia naszą wiarę.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>To znaczy, że Pani również bierze aktywny udział w próbach? </strong></p>
<p><strong>Ewa:</strong> W próbach, czy chcę czy nie chcę, muszę brać udział. Nie mówię, że tam jestem, ale słyszę ich za ścianą (śmiech). To, że zdjęcie jest wyświetlane w danym momencie, wynika stąd, że ja ich po prostu czuję, widzę i znam. Jestem już z tym tak osłuchana, że dokładnie czuję, co oni zagrają. Może inaczej. Czuję już te emocje. A więc muszę ich obserwować i to w zasadzie wszystko.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Wasze dzieci na pewno dokonują wielu nowych odkryć zarówno w muzyce, jak i w życiu, w relacjach między ludźmi. Czego nauczyliście się od swoich dzieci?</strong></p>
<p><strong>Irek:</strong> Od swoich dzieci? Ostatnio uczę się rezygnowania ze swoich racji. W różnych sytuacjach potrafią mi pokazać, że nie ma sensu trwać w swoim uporze, kiedy nie mam racji. Gdy widzę, że potrafią przeprosić albo że im na czymś zależy, jest to dla mnie inspirujące. To właśnie w nich bardzo cenię.</p>
<p><strong>Ewa:</strong> Chyba dostarczają nam takiego innego spojrzenia na życie niż dorosły człowiek (śmiech). Zawsze wnoszą coś świeżego. Przez cały czas czegoś się od nich uczymy. Prawda?</p>
<p><strong>Irek:</strong> Tak, przez cały czas. Widzę to też na gruncie muzyki. Jest wiele rzeczy, które w moim przekonaniu są dobre. Ale nasze dzieci mają już inne, alternatywne myślenie o muzyce, to już inne pokolenie. Odnajdują nowe, własne rozwiązania. Słuchają innej muzyki i inaczej grają. Przykładowo, ja gdzieś uciekam z tempem, a oni wtedy mówią: „Tata, nie musisz tak przyśpieszać, zagrajmy inaczej”. I wtedy sobie myślę: mam czterdzieści lat i nie będą mnie uczyć, jak mam grać. Bywa, że jest to taka bezsensowna walka z sobą samym. Dzieje się tak, bo w wielu przypadkach mają rację.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Na koncercie mówi Pan odważnie o Bogu. Czy zdarza się Wam, że ktoś po koncercie pyta o Boga?</strong></p>
<p><strong>Irek:</strong> Tak, pytają. Dostrzegają prawdę, która jest w nas, zaangażowanie, naturalność w tym, co robimy. To nie jest wypocone, wymęczone, nie zmagamy się z materią, tylko robimy to, co umiemy, przychodzi nam to naturalnie i przez to – myślę – ludzie chcą być z nami. Nawet jak im się to na początku nie podoba. To jest chwila takiego przełomu&#8230;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Kinga i Patryk – jesteście bardzo dobrymi, młodymi muzykami, szybko się rozwijacie, macie wsparcie rodziców, przez cały czas są z Wami. Co jest dla Was dzisiaj najcenniejsze?</strong></p>
<p><strong>Kinga:</strong> Dla mnie najważniejszy jest Pan Bóg. Zawsze myślałam o tym, że jak będę dobrze grać, to kiedyś będę mogła ludziom o Nim mówić. Kiedy tata odejdzie i zostaniemy tutaj, to my będziemy dalej to ciągnąć. Nie chcę tego tak zostawić. Nie chodzi o to, żeby sobie grać ze sławnymi ludźmi, ale żeby dalej mówić ludziom o Panu Bogu.</p>
<p><strong>Patryk:</strong> Dla mnie muzyka jest ważna, ale od pewnego czasu na pierwszym miejscu jest Bóg. Staram się nie stawiać muzyki ponad Boga.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Jesteście fenomenem nie tylko jako grająca ze sobą rodzina, ale głównie ze względu na Wasze świadectwo. Gracie muzykę prosto z serca, a jednak tak dojrzałą i wymagającą. Jak chronicie swoje dzieci, jednocześnie aranżując ich karierę?</strong></p>
<p><strong>Irek:</strong> Na scenie każdemu artyście grozi wielkie niebezpieczeństwo, dotyczy to także nas. Możemy stracić kierunek, pogubić się w tym wszystkim. Jeżeli zaczniemy ufać sobie i pochłonie nas chwała, uwielbienie dla nas samych, stracimy relacje z Bogiem, a wtedy łatwo upaść. Kocham Boga za Jego dozowanie łaski dla mnie. Nie mam na myśli łaski ofiary Pana Jezusa, ale tę radość, którą możemy znajdować w tym, co robimy. Odczytuję to tak, że nie mogę zrobić nic więcej ponad to, co Bóg nam daje. A On nie chce, żeby nam się stało coś złego. Nie gramy wielkich, medialnych koncertów – nie dlatego, że Bóg nie chce, byśmy tak grali, tylko dlatego, że On w ten sposób się o nas troszczy.</p>
<p><strong>Ewa:</strong> Jak chronimy dzieci? Często jestem bezsilna. W jaki sposób mogę ochronić moje dzieci przed złymi ludźmi, przed jakąś falą pychy, ich pychy. Dochodzę do wniosku, że mogę się tylko modlić, bo jedynie Pan Bóg ma taką moc, by je chronić. Czy coś dopuścić czy im na coś nie pozwolić. To jest chyba wszystko.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>***</p>
<p><strong>Irek Głyk</strong> jest uznanym perkusistą i wibrafonistą, a także kompozytorem i aranżerem. Ukończył Wydział Jazzu i Muzyki Rozrywkowej katowickiej Akademii Muzycznej. Był stypendystą Berklee College of Music, z której wywodzą się m.in. Keith Jarrett, Diana Krall, Pat Metheny, Mike Portnoy i Branford Marsalis. W latach 90 na łamach magazynu „Jazz Forum” okrzyknięto go nadzieją polskiego jazzu w kategorii wibrafonu. Jako muzyk sesyjny grał m.in. ze Stanisławem Sojką, Justyną Steczkowską, Mietkiem Szcześniakiem, Katarzyną Gertner, Ewą Urygą, Pawłem Kukizem, SBB, Tomaszem Stańko, Piotrem Wojtasikiem i Grażyną Łobaszewską. Czytelnicy „Naszych Inspiracji” mogą Irka Głyka kojarzyć szczególnie z płyt: Mateo.O, <em>Piosenki młodych wojowników</em>, Beaty Bednarz i Tomasza Żółtko – Bezsenność i kurz. Grał w duecie wibrafonowym z Bernardem Maselim oraz prowadził swój własny zespół „Multisound” z Arkiem Skolikiem i Robertem Szydło.</p>
<p><strong>Głyk P.I.K TRIO</strong><br />
Nadzwyczajne połączenie pasji do rodziny, muzyki i Pana Boga. Głyk P.I.K Trio to: Patryk, który gra na perkusji (16 lat), Irek, prowadzący zespół na wibrafonie, i Kinga – na gitarze basowej (14 lat), a także Ewa, która odpowiada za projekcje wyświetlane w trakcie koncertów. Grają utwory instrumentalne, ich koncerty to fuzja muzyki, słowa i obrazu. Ktoś powie, że nie lubi jazzu, jednak ich koncerty to najlepszy sposób, by pokochać i zrozumieć ten rodzaj muzyki. Dźwięki rodzą się w ich sercach naturalnie i poruszają każdego, kto jest gotowy posłuchać. Obraz przedstawia to, co widzą jako rodzina, a słowa mówią o tym, czego nie potrafi wyrazić sama muzyka, a co jest sednem ich życia – o relacji z Panem Bogiem.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/fuzja-muzyki-slowa-obrazu/">Fuzja muzyki, słowa i obrazu</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/fuzja-muzyki-slowa-obrazu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czy krytyka musi boleć?</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/czy-krytyka-musi-bolec/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/czy-krytyka-musi-bolec/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 03 Aug 2015 13:31:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2011/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Lidia Czyż]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1068</guid>

					<description><![CDATA[<p>System, w którym dorastamy Niewielu z nas lubi być ocenianymi. Jeszcze bardziej nie lubimy, gdy ktoś nas ocenia negatywnie, krytykuje czy nawet tylko napomina. Naturalną reakcją w tej sytuacji jest obrona. Bronimy się, bo czujemy się zagrożeni, atakowani. Właściwie już jako dzieci mamy do czynienia z takimi okolicznościami. Smutną specyfiką polskiej kultury jest fakt, że [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/czy-krytyka-musi-bolec/">Czy krytyka musi boleć?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h4>System, w którym dorastamy</h4>
<p>Niewielu z nas lubi być ocenianymi. Jeszcze bardziej nie lubimy, gdy ktoś nas ocenia negatywnie, krytykuje czy nawet tylko napomina. Naturalną reakcją w tej sytuacji jest obrona. Bronimy się, bo czujemy się zagrożeni, atakowani. Właściwie już jako dzieci mamy do czynienia z takimi okolicznościami. Smutną specyfiką polskiej kultury jest fakt, że ocenianie dla wielu oznacza to samo co krytykowanie i napominanie. W takim systemie, w takim podejściu dorastamy.</p>
<p>Przejdźmy się choćby na plac zabaw. Co usłyszymy? Rodzice upominają swoje dzieci częściej niż chwalą. I tak już zostaje, niezależnie od tego, ile pociechy mają lat. Krytykuje się małe dzieci: „Ale z ciebie niezdara! Czy ty się nigdy tego nie nauczysz?”, starsze: „No nie, na ciebie to nie można liczyć!”, a kiedy dorosną, schemat jest ten sam: „Taki stary, a taki głupi”.</p>
<h4>Doświadczenia ze szkoły</h4>
<p>Szkoła – jako nauczycielka muszę szczerze to przyznać – nastawiona jest na ciągłe ocenianie, a to pociąga za sobą krytykę. Jedynie w edukacji wczesnoszkolnej stosuje się różne naklejki – „zachętki” z hasłami: „Jestem z ciebie dumny”, „Brawo”, „Udało ci się”. W wypadku, gdy praca nie spełnia wymagań nauczyciela, przykleja się naklejkę: „Musisz jeszcze popracować” lub rysuje smutne słoneczko.</p>
<p>Jednak już w starszych klasach wpis nauczyciela pod zadaniem domowym rzadko zawiera elementy zachęty czy pochwały. Podobnie jest na studiach, a przecież tutaj szczególnie oczekiwalibyśmy słów, które zmobilizują i ukierunkują nasz rozwój. Pozytywne wzmocnienia w naszej edukacji są tak rzadkie, że przez wiele lat, jak skarb, przechowujemy w pamięci każde słowo pochwały, każdą zachętę rodzica, nauczyciela czy wykładowcy.</p>
<blockquote><p>Przez wiele lat, jak skarb, przechowujemy w pamięci każde słowo pochwały</p></blockquote>
<h4>Wszyscy i wszystkich?</h4>
<p>Kolejny etap w naszym życiu, czyli praca zawodowa, również rzadko obfituje w elementy motywujące pozytywnie. Pochwalić młodego pracownika? Przecież on nic nie umie. Łatwiej go zganić. I tak przekaz pokoleniowo-kulturowy ciągnie się dalej. Krytykowani przez rodziców, nauczycieli, zwierzchników, sami wyrastamy na krytycznych pracowników, małżonków, rodziców, konsumentów, pacjentów. Żony krytykują mężów, mężowie ganią żony, w dodatku robią to często publicznie. Szefowie wytykają błędy pracownikom – zazwyczaj w większym gronie. Pracownicy krytykują szefów – najchętniej na forum, ale tak, by szef nie słyszał. Parafianie oceniają i krytykują księży, pacjenci lekarzy, wyborcy polityków, sprzedawcy klientów.</p>
<p>Niedawno rozmawiałam z człowiekiem, który od roku jest prezesem dużej korporacji. Stwierdził z bólem, że w jego firmie niewielu pracowników potrafi powiedzieć coś pozytywnego o innym dziale. Dział wydawnictwa krytykuje sekcję socjalną, osoby z promocji lekceważąco wypowiadają się o dziale produkcji. Pracownicy centrali dyskredytują tych z filii na prowincji. Oczywiście każdy jest przekonany o swojej nieomylności i racji.</p>
<p>To już nawet nie jest krytykowanie, a krytykanctwo wszystkiego i wszystkich. Dlatego słysząc słowo „ocena”, dostajemy gęsiej skórki. Boimy się krytyki tak bardzo, że poproszenie kompetentnej osoby: „Spójrz, czy dobrze to zrobiłam” budzi nasz wewnętrzny sprzeciw i ogromne obawy.</p>
<h4>Konstruktywna krytyka</h4>
<p>Jak wielki wpływ ma ta tendencja na całe społeczeństwo, widać także w polskim tłumaczeniu Biblii. Pamiętam moje zaskoczenie, gdy odkryliśmy to na pewnym spotkaniu, w którym uczestniczyły osoby z Polski i USA. Czytaliśmy werset z Listu do Kolosan: <em>Słowo Chrystusowe niech mieszka w was obficie; we wszelkiej mądrości nauczajcie i napominajcie jedni drugich przez psalmy, hymny, pieśni duchowne, wdzięcznie śpiewając Bogu w sercach waszych</em> (List do Kol. 3:16). W tłumaczeniu polskim występuje tu słowo „napominać”, natomiast w tekście angielskim został użyty wyraz „zachęcać”. Myślę, że różnica ta nie występuje jedynie na poziomie leksykalnym, bo wspomniane słowo w języku greckim jest wieloznaczne, ale także w podejściu do drugiego człowieka.</p>
<p>Jeden z tłumaczy biblijnych zaproponował takie objaśnienie słowa użytego w oryginale: „Najpierw trzeba kogoś nauczyć, potem zachęcić, aby to wykonywał. Jeśli celowo zrobi inaczej, napomnieć, a jeśli, czyniąc to, został zraniony i zniechęcony przez innych, pocieszyć i zachęcić do trwania w tym, czego się nauczył”.</p>
<p>Bo przecież ocena nie musi być postrzegana jako negatywna krytyka, lecz jako wartościowanie, opiniowanie, recenzowanie. Spojrzenie krytyczne nie musi oznaczać niszczenia kogoś, ale zwrócenie uwagi na to, co należałoby w jego pracy czy zachowaniu poprawić.</p>
<h4>Jakbyś podawał płaszcz&#8230;</h4>
<p>Ze zdziwieniem patrzyłam kiedyś na wpisy w książkach, szczególnie autorów amerykańskich, w których dziękują oni wielu osobom, które przeczytały rękopis i wniosły wiele cennych uwag do tekstu. Jeśli autor jest tym osobom tak wdzięczny, że wymienia ich nazwiska, oznacza to, że nie pogrążały go, mówiąc, że książka jest słaba, ale podpowiedziały, co może zrobić, by jego dzieło było jeszcze lepsze. Jakże to obce naszej mentalności&#8230;</p>
<p>Oczywiście, każdy człowiek popełnia błędy, każdy się myli, robi czasem coś niewłaściwego, jednak zwrócić mu uwagę czy korygować jego postępowanie można na wiele sposobów. Można ośmieszyć, zniechęcić, ale można też zastosować krytykę konstruktywną, która charakteryzuje się tym, że przedstawia także sposób rozwiązania problemu. Niedawno usłyszałam pewne mądre zdanie: „Jeśli krytykujesz, rób to tak elegancko, jakbyś podawał płaszcz, a nie rzucał mokrą ścierką”.</p>
<p>Czy łatwo to zrobić? Zapewne nie, bo raczej nikt nas tego nie uczył. O wiele łatwiej powiedzieć pracownikowi czy studentowi: „Oj, marnie. Spodziewałem się po tobie czegoś więcej” niż pokazać konkretnie, co powinien poprawić. Jak mówią specjaliści, konstruktywna krytyka jest trudniejsza do wyrażenia niż zwykła, ale jeśli stosuje się ją na przykład w firmie, zazwyczaj powoduje ograniczenie uwag. Jednak i w tym wypadku zawsze powinna to być dyskusja o problemie, a nie ocena osoby, która popełniła błąd.</p>
<h4>&#8230;A nie rzucał mokrą ścierką</h4>
<p>Krytykowanie kogoś w obecności innych osób bardzo rzadko przynosi pozytywne efekty. Żadną miarą nie da się takiej krytyki nazwać konstruktywną. Wręcz przeciwnie, wywołuje to poczucie skrzywdzenia, upokorzenia i budzi niechęć wobec tego, kto nas tak traktuje. Musimy bowiem pamiętać, co jest celem wyrażania opinii: czy chcemy zwrócić uwagę na błędy, zachęcić do lepszego działania czy też ośmieszyć i pognębić. Jeśli to drugie, to publiczna krytyka będzie świetnym narzędziem – podobnie „subtelnym” jak „rzucanie w kogoś mokrą ścierką”.</p>
<p>Praktycznie każdy z nas jest zarówno „podwładnym”, jak i „przełożonym”. Niezależnie od tego, czy jesteśmy rodzicami, dorosłymi dziećmi czy prezesami wielkiej korporacji, zasady pozytywnej, konstruktywnej krytyki dotyczą nas wszystkich. Jak mówi pewna mądra księga: <em>Łagodna odpowiedź uśmierza gniew, lecz przykre słowo wywołuje złość</em> (Przyp. Sal. 15:1). Pamiętajmy zatem, że jeśli już musimy wypowiedzieć opinię o kimś lub go napomnieć, zróbmy to tak elegancko, jakbyśmy „podawali mu płaszcz”. A jeszcze lepiej – jak najczęściej zachęcajmy, wyrażajmy uznanie i inspirujmy. To naprawdę działa skuteczniej.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Krytyka może być konstruktywna, choć dla wielu z nas brzmi to wręcz absurdalnie. Jednak, aby taką się stała, musi spełniać kilka warunków:</strong></p>
<ul>
<li>Nigdy nie wolno oceniać osoby, a jedynie jej zachowanie. Jeśli na przykład uczeń napisze fatalnie klasówkę, nauczyciel nie może stwierdzić: „Jesteś beznadziejnym przypadkiem, nigdy nie nauczysz się tej tabliczki mnożenia”. Powinien raczej powiedzieć: „Powtarzaj tabliczkę mnożenia, a ja będę tak długo robił ci sprawdziany, aż się jej nauczysz”.</li>
<li>Krytykowanie czy ocenianie powinno mieć na celu zawsze wyłącznie poprawę postępowania danej osoby, zachęcenie jej, a nie jej upokorzenie czy wykazanie, jaka jest niemądra. Jeśli pracownik przygotuje jakiś projekt, wypowiedź szefa: „To się nadaje tylko do kosza” jest wyłącznie sposobem na udowodnienie wyższości przełożonego i poniżenie pracownika.</li>
<li>Osoba wyrażająca krytykę powinna wskazać, jak należy poprawić błędy. Wymienienie słabych punktów daje szansę zarówno na poprawę zadania, jak i na rozwój ucznia czy pracownika. Jednak to wymaga od nas o wiele więcej wysiłku i mądrości – czy stać nas na to?</li>
</ul>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/czy-krytyka-musi-bolec/">Czy krytyka musi boleć?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/czy-krytyka-musi-bolec/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Obraz taty</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/obraz-taty/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/obraz-taty/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 03 Aug 2015 13:15:09 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2011/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Elżbieta Dobkowska]]></category>
		<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1065</guid>

					<description><![CDATA[<p>Szczególnie wiele uwagi poświęca się dziś słowom, które wypowiadali nad nami nasi rodzice, a zwłaszcza ojcowie. Ojciec dostarcza wzorców – kulturowych, postaw, jego zadaniem jest przekazać dzieciom system wartości i zasad moralnych. Obecność ojca w rodzinie, jego aktywny udział w wychowaniu dzieci to klucz do ich prawidłowego rozwoju psychicznego i dobrego przystosowania społecznego. Dziecko tworzy [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/obraz-taty/">Obraz taty</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Szczególnie wiele uwagi poświęca się dziś słowom, które wypowiadali nad nami nasi rodzice, a zwłaszcza ojcowie. Ojciec dostarcza wzorców – kulturowych, postaw, jego zadaniem jest przekazać dzieciom system wartości i zasad moralnych. Obecność ojca w rodzinie, jego aktywny udział w wychowaniu dzieci to klucz do ich prawidłowego rozwoju psychicznego i dobrego przystosowania społecznego. Dziecko tworzy sobie obraz Boga w dużej mierze na podstawie obrazu własnego ojca. Z wielu wypowiedzi specjalistów, a także badań naukowców jednoznacznie wynika, że nieobecność ojca w życiu dziecka wywiera na nie destrukcyjny wpływ. Co zatem, jeśli ojca zabraknie?</p>
<h4>Samotne rodzicielstwo</h4>
<p>Samotne wychowanie dzieci to w dzisiejszych czasach wielkie wyzwanie. Przyczyn samotności może być wiele – śmierć, rozwód, także wycofanie emocjonalne.</p>
<p>Chciałabym zwrócić szczególną uwagę na przypadek kobiet, które zostały same z powodu rozwodu. W dzisiejszych czasach rodziny często są rozrzucone po świecie, małżonkowie podróżują, zmieniają miejsce zamieszkania, opuszczają rodzinne strony w poszukiwaniu lepszych warunków bytowych czy pracy. Kiedy małżeństwo się rozpada, kobieta nierzadko zostaje osamotniona, z dala od swoich bliskich, od rodziny, na której pomoc i wsparcie mogłaby liczyć. To niezmiernie trudna sytuacja, bowiem jej skutkiem są liczne zranienia i poczucie krzywdy, zawodu, rozczarowania. Bardzo łatwo wtedy poddać się tak negatywnym emocjom, jak pogarda wobec męża, gorycz, oskarżanie mężczyzny, który zawiódł pokładane w nim zaufanie.</p>
<p>Może jesteś kobietą, której przyszło samotnie wychowywać dzieci i zadajesz sobie pytania: Czy dam sobie radę sama? Czy moje dziecko ma szansę zostać wartościowym człowiekiem i zdrową społecznie jednostką? Czy potrafię wychować dzieci tak, aby wyrosły na szczęśliwych, spełnionych ludzi?</p>
<p>To prawda, samotne macierzyństwo to wyjątkowo trudne zadanie. Dylemat tym większy, że tak wiele się mówi i pisze o tym, jak ważną rolę w procesie wychowania dziecka pełni ojciec. Kobieta, która została sama, i której przychodzi się zmierzyć z doniesieniami o zagrożeniach, jakie niesie dla dziecka dorastanie bez taty, może poczuć się zagubiona czy zalękniona.</p>
<h4>Uciec od nienawiści</h4>
<p>Mama nie zastąpi dziecku ojca ani nie jest w stanie dostarczyć mu wzorca męskości. Jednak wierzę, że ma szansę wychować dziecko w taki sposób, by zniwelować ujemne skutki braku taty w życiu dziecka. Oczywiście, każdy przypadek jest inny i wiele zależy od okoliczności, m.in. takich jak wiek dzieci i przyczyny samotnego macierzyństwa.</p>
<p>Jeżeli jednak nie ma ojca, który stanowiłby dla rodziny wsparcie i należycie sprawował swoją funkcję w wychowaniu dzieci, to zadaniem matki jest wychowanie dziecka tak, aby nie wytworzyć w nim urazu wobec ojca albo nawet całego „męskiego rodu”. Nawet w tak trudnej sytuacji jest możliwe, aby nie kreować negatywnego nastawienia dziecka do jego ojca i nie przenosić własnych zranień i bólu na dziecko. Nasz stosunek do tej sprawy to pewnego rodzaju posag, w który zaopatrujemy dzieci na przyszłość. Czy tym posagiem będzie szacunek i błogosławieństwo czy ciężkie kamienie oskarżeń i urazy?</p>
<blockquote><p>Może jesteś kobietą, której przyszło samotnie wychowywać dzieci i zadajesz sobie pytanie: Czy dam sobie radę sama?</p></blockquote>
<h4>Przebaczyć</h4>
<p>Gdy znalazłam się w podobnej sytuacji, pierwsza sprawa, z którą musiałam się uporać, to zranienia i żal. Konieczne było przebaczenie. I to nie jednorazowe. Prawie każdego dnia przez długi czas musiałam podejmować wciąż na nowo decyzję: przebaczam. Jemu. Sobie. W modlitwie oddawałam Bogu swoje problemy, ból, łzy. I On mnie uleczył. To był długi proces. Ale udało się! Dziś Pan Bóg oddał mi wspomnienia dobrych chwil, które były przykryte jakby grubym kirem czarnej rozpaczy i poczucia straty, zawodu. Teraz od nowa umiem cieszyć się życiem i czuję się szczęśliwa.</p>
<h4>Nowe marzenia</h4>
<p>Druga sprawa – musiałam pożegnać się ze swoimi marzeniami o długim, szczęśliwym małżeństwie, wspólnym wychowywaniu naszych dzieci i patrzeniu, jak dorastają. O tym, żeby się razem zestarzeć, a po drodze zostawić po sobie ślad na ziemi – coś wartościowego, dobrego. Nic z tego nie wyszło. Ale spotkałam na swojej drodze żywego Boga, a On zachęcił mnie, abym oddała Mu swoje marzenia. To także długo trwało.</p>
<p>Uczyłam się, że Bóg jest dobry, wszechmogący i bardzo mnie kocha, dlatego mogę Mu ufać, powierzyć każdą sprawę, a On obiecał, <em>że wszystko dobrze uczyni</em> (Psalm 37:5) i <em>współdziała we wszystkim ku dobremu</em> (List do Rzym. 8:28). Powoli weryfikowałam swoje marzenia i formułowałam je na nowo. Dziś widzę, jak moje prawie już dorosłe dzieci realizują swoje pasje, jak się rozwijają i dążą do swoich celów. Pan Bóg spełnił wiele moich marzeń o wiele cudowniej niż mogłam sobie wyobrazić. A na spełnienie niektórych jeszcze czekam. Ale już ufnie i z nadzieją, bo On jest dobry i Jego łaska trwa na wieki (Psalm 118, parafraza).</p>
<h4>Z wyczuciem i taktem</h4>
<p>I jeszcze jedna sprawa. Dzieci potrzebują taty i chcą mieć w swoim tacie bohatera, ważną osobę, na której można polegać, która nie zawiedzie. To było ogromne wyzwanie, aby, gdy działo się źle, gdy rozpadało się nasze małżeństwo i rodzina, mówić dobrze o tacie moich dzieci. Szczególnie wobec nich. Musiałam stale mieć na uwadze, że dzieci mimo wszystko kochają swojego tatę. Potrzeba było wielkiego wyczucia i taktu, aby do zranienia spowodowanego rozwodem nie dokładać dzieciom jeszcze jednego – żeby nie musiały się mierzyć ze złym wizerunkiem taty.</p>
<p>Z czasem było coraz łatwiej. Pan Bóg uleczył rany i mogłam z czystym sercem dzielić się ze swoimi dziećmi tym, co było dobre w naszej rodzinie. Ale na początku wkładałam w to wiele wysiłku. Konieczna była modlitwa i czas. Duch Święty dawał mi siłę i mądrość.</p>
<p>Zdaję sobie sprawę z tego, że czasem doświadczamy tak wielkich zranień i krzywdy, że nie potrafimy znaleźć niczego, co mogłoby stanowić dla dziecka ten punkt oparcia – dobrą myśl o ojcu. Wtedy cennym rozwiązaniem jest modlitwa: głośne wypowiadanie słów błogosławieństwa nad tatą. Aby dzieci je słyszały oraz by mogły przyłączyć się do błogosławienia swojego taty – w imieniu Jezusa. Bóg wysłuchuje takich modlitw.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/obraz-taty/">Obraz taty</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/numery/wiosna-2011/obraz-taty/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
