<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lidia Czyż &#8211; Nasze Inspiracje</title>
	<atom:link href="https://naszeinspiracje.com/archiwa/autorzy/lidia-czyz/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://naszeinspiracje.com</link>
	<description>Magazyn online</description>
	<lastBuildDate>Tue, 25 Apr 2023 09:18:19 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	
	<item>
		<title>Gdy świat staje na głowie: Co z nami zrobił Covid-19?</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/gdy-swiat-staje-na-glowie/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafal Korzen]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 13 Jul 2020 10:24:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2020/2 (lato)]]></category>
		<category><![CDATA[Bliżej Boga]]></category>
		<category><![CDATA[Lidia Czyż]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naszeinspiracje.com/?p=2915</guid>

					<description><![CDATA[<p>Tak, nadal nie jesteśmy w stanie ogarnąć rozumem tego wszystkiego, co się dzieje z powodu wirusa Covid-19. Mamy wrażenie, że świat stanął na głowie, razem z większością naszych życiowych celów, priorytetów, planów. Od kilku tygodni z powodu koronawirusa zostaliśmy zamknięci w swoich domach i poddani – pod groźbą coraz wyższych kar – przymusowej kwarantannie. Wszystko, [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/gdy-swiat-staje-na-glowie/">Gdy świat staje na głowie: Co z nami zrobił Covid-19?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Tak, nadal nie jesteśmy w stanie ogarnąć rozumem tego wszystkiego, co się dzieje z powodu wirusa Covid-19. Mamy wrażenie, że świat stanął na głowie, razem z większością naszych życiowych celów, priorytetów, planów.</p>
<p>Od kilku tygodni z powodu koronawirusa zostaliśmy zamknięci w swoich domach i poddani – pod groźbą coraz wyższych kar – przymusowej kwarantannie. Wszystko, aby nie zarazić się tajemniczym wirusem SARS-CoV-2, który wciąż pozostaje zagadką dla naukowców i póki co nie ma na niego lekarstwa.</p>
<p>Klaskaliśmy tym, którzy wychodzić z domu jednak muszą: pracownikom służby zdrowia, handlu i służb mundurowych. W tym policjantom, strażakom i listonoszom, którzy robią wszystko, byśmy mogli przetrwać ten trudny czas. Choć po pierwszym entuzjazmie również wobec przedstawicieli tych zawodów zaczęły się coraz częściej pojawiać reakcje negatywne.  Bo „mogą przywlec zarazę”.</p>
<h3>Rok pod hasłem Covid-19</h3>
<p>Nastał dziwny okres, w którym matki nie powtarzają dzieciom sto razy, żeby oderwały się od telewizora i wyszły na zewnątrz. Wprost przeciwnie, rozkazują, zgodnie z rozporządzeniem władz: „Siedź w domu!”. Dotychczas nie sposób było oderwać uczniów od komputerów, a dzisiaj tak większość musi spędzać dzień.</p>
<p>Zdalnie pracujący rodzice wydzierają je potomkom, by móc popracować, przeprowadzić video-konferencję. (Podczas której od czasu do czasu pojawia się za ich plecami niekompletnie ubrany kilkulatek, pytający „Widać mnie?”). <a href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/rodzina/zycie-rodzinne-w-cieniu-pandemii/">Świat</a> pod znakiem Covid-19. </p>
<p>Nieoczekiwanie dzieci tęsknią za szkołą i nauczycielami, a ich rodzicie jeszcze bardziej. Świat stanął na głowie, bo okazuje się, że naprawdę niewiele nam potrzeba. A zarazem niezbędne stają się przedmioty dotąd niedoceniane: wygodne dresy, skrawek balkonu, sprawna kamerka w komputerze.</p>
<p>Jak wygląda nasz nowy świat? Eleganckie ubrania wiszą w szafach, a nam do życia wystarcza kilka bawełnianych koszulek, dwa swetry i trzy pary dżinsów. Koszulki nawet niektórzy przerabiają na maseczki ochronne. Z butów najpraktyczniejsze okazują się klapki, a nie drogie francuskie pantofle. Jak to ktoś określił: o 21:00 nadchodzi czas, by zmienić „piżamę dzienną” na „piżamę nocną”.</p>
<h3>Pytania bez odpowiedzi</h3>
<p>Produktami pierwszej potrzeby stały się: ryż, makaron i papier toaletowy (co osobom nieco starszym przypomina stan wojenny z roku 1981). Za jednorazowe rękawiczki gumowe i higieniczne maseczki skłonni jesteśmy dać każde pieniądze. A za butelką środka dezynfekującego zjeździć pół miasta. Przesyłamy sobie porady jak upiec chleb, zwiedzamy wirtualnie muzea, pobieramy nieodpłatnie audio- i e-booki.</p>
<p>W niedzielę oglądamy nabożeństwa online (rekordziści nawet siedem), a popołudniami gramy w gry towarzyskie. Wcześniej nigdy nie mieliśmy na to czasu. Z powodu Covid-19 spędzamy czas tylko z wąskim gronem, nierzadko tylko z własnymi domownikami. </p>
<p>Robimy gruntowne porządki, przeglądamy stare fotografie, piszemy pamiętniki i publikujemy zdjęcia z dzieciństwa na Facebooku. Tylko czasu, jak wcześniej, wciąż nam brakuje, bo choć obiecywaliśmy sobie nie zaglądać co godzinę na portale informacyjne, śledzimy liczby i ograniczenia w Polsce i na świecie. „To jest trzecia wojna światowa” – usłyszałam dzisiaj.</p>
<p>Nie tylko my sami nie wiemy jak sytuacja się rozwinie, ale nikt inny też nie jest w stanie nam tego powiedzieć. Żaden przywódca ani naukowiec nie zna odpowiedzi na pytanie, jak długo to potrwa. Problem nagle dotyczy nas wszystkich, chorują emigranci i premierzy, bezdomni i koronowane głowy. Każdy może zarazić się wirusem, a co więcej każdego z nas dotkną skutki ekonomiczne tego, co się teraz dzieje.</p>
<h3>Szczęśliwego&#8230;?</h3>
<p>Tak niedawno – choć mamy wrażenie, że było to wieki temu – składaliśmy sobie noworoczne życzenia: Oby ten rok był lepszy od poprzedniego! Sobie też tego życzyłam, bo ubiegły rok był dla nas jednym z najtrudniejszych. Seria trudnych zdarzeń, które nas dotknęły, wydawała się wręcz nieprawdopodobna. W krótkim czasie zmarło kilka bardzo bliskich nam osób, a my za każdym razem mówiliśmy: „Boże, tak trudno to zaakceptować”.</p>
<p>Potem zaczęły się nasze problemy zdrowotne. Niemalże całe wakacje chodziłam o kulach po skręceniu kostki w nodze, a jesienią jak lawina następowały turbulencje zdrowotne w życiu mojego męża, Leszka. Najpierw wykryto u niego na policzku „małego raczka” (określenie dermatologa), a kilkanaście dni później guza na pęcherzu. Po operacji (jak się okazało, dzięki Bogu guza nie było) stracił w nocy przytomność, upadł i złamał nos. Wyglądał jak Gołota po walce i kolejne dni spędził śpiąc na siedząco, bo w czasie upadku pękło mu także żebro.</p>
<p>Gdy wreszcie poczuł się lepiej, 11 grudnia nastąpiło zdarzenie najbardziej dramatyczne: dostał udaru niedokrwiennego mózgu, który spowodował całkowitą afazję. Afazja to utrata mowy, umiejętności czytania, pisania i liczenia. Nie potrafił powiedzieć, jak się nazywa i gdzie mieszka. Następnego dnia w tomografii widoczny był w mózgu czarny, czyli obumarły obszar o wymiarach 6 cm x 3,5 cm x 3,7 cm.</p>
<h3>Jak nie Covid-19, to&#8230; </h3>
<p>Pobyt w szpitalu, wypełniony mozolnymi ustawicznymi ćwiczeniami logopedycznymi, by policzyć do dwudziestu, wymienić pory roku czy zaśpiewać „Lulajże Jezuniu”. Trudno wyobrazić sobie frustrację człowieka, który dwa tygodnie wcześniej wygłaszał czterdziestominutowe kazanie, a teraz mylą mu się dni tygodnia i nie pamięta imion wnuków.</p>
<p>Terapia przypominała ćwiczenia pierwszoklasisty: codzienne wielogodzinne rysowanie szlaczków, wymawianie i pisanie prostych słów (ze ściągą w postaci alfabetu), a potem wypełnianie ćwiczeń, zagadek i rebusów, i głośne czytanie, by po czterech miesiącach osiągnąć tempo czwartoklasisty. Niemalże cztery miesiące Leszek spędził w szpitalach i w sanatorium na wczesnej rehabilitacji neurologicznej.</p>
<p>A jednak przez cały ten niełatwy czas, począwszy od sali poudarowej, gdy leżał podpięty do kroplówek i monitorów, gdy nasz dotychczasowy świat się zawalił, czułam niezwykły, wszechogarniający pokój. Pokój, który nie wypływał ze mnie, bo według specjalistów zarówno chory, jak i członkowie rodziny osoby z udarem, często wpadają w depresję.<br />„Widać, że Pan Bóg was kocha” – powiedział neurolog siostrze Leszka. Podobnie komentował ordynator: „Ten pastor szybko się zbiera”.</p>
<h3>Czy Bóg jest dobry?</h3>
<p>Tak, jesteśmy pewni: Bóg nas kocha. Niezależnie od tego, co się wydarzyło i co dzieje. Kocha i jest dobry, choć w takich trudnych momentach, nie jest łatwo w to uwierzyć. By móc to dzisiaj wyznać, potrzebowałam wielu bolesnych prób życiowych. Od dziecka wierzyłam, że Bóg jest wszechmocny i suwerenny, że jest Panem życia i śmierci.</p>
<p>Ale, gdy mnie lub bliskie mi osoby dotykało jakieś doświadczenie, ciężko było mi przyznać, że jest dobry. Jak to wyznać, jeśli On dopuszcza do nieszczęść? Dlaczego pozwala na śmierć dzieci i młodych matek, na pełne cierpienia choroby i nieszczęśliwe wypadki? Chyba każdy kiedyś stawiał sobie i Bogu takie pytanie.</p>
<p>Być może nieraz wykrzyczał zrozpaczony w przestrzeń nieba: „Boże, dlaczego?!”. Musiało upłynąć wiele czasu, bym umiała powiedzieć: Nie rozumiem, a jednak będę ufać. Jak Hiob powtórzyć: „<em>Choćby mnie zabił Wszechmocny – ufam, i dróg moich przed Nim chcę bronić</em>” (Hioba 13,15 BT).</p>


<figure class="wp-block-image size-singlePost"><img width="790" height="481" src="https://naszeinspiracje.com/wp-content/uploads/2020/05/lidzia-leszek-2-790x481.jpg" alt="" class="wp-image-2922" srcset="https://naszeinspiracje.com/wp-content/uploads/2020/05/lidzia-leszek-2-790x481.jpg 790w, https://naszeinspiracje.com/wp-content/uploads/2020/05/lidzia-leszek-2-380x231.jpg 380w, https://naszeinspiracje.com/wp-content/uploads/2020/05/lidzia-leszek-2-768x468.jpg 768w, https://naszeinspiracje.com/wp-content/uploads/2020/05/lidzia-leszek-2.jpg 1200w" sizes="(max-width: 790px) 100vw, 790px" /></figure>


<h3>Ponad ludzki rozum</h3>
<p>Czekałam pod pokojem ordynatora na „wyrok”, gdy w sali poudarowej Leszek na migi i za pomocą półsłówek próbował mi wyjaśnić, o co mu chodzi, a po policzkach płynęły mu łzy bezsilności i frustracji. W tych najtrudniejszych chwilach w szpitalu, doświadczyłam, że Bóg jest w stanie dać pokój, który „<em>przewyższa wszelki rozum</em>” (List do Filipian 4,7).</p>
<p>Skąd pochodził ten pokój? Z modlitw setek, a nawet tysięcy osób, które zostały zaalarmowane błyskawicznie, ledwie Leszka wzięło pogotowie. Te <a href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/blizej-boga/za-zamknietymi-drzwiami/">modlitwy</a> czułam wręcz fizycznie jak otulający koc, z każdym dniem grubszy. I choć w tym czasie żyłam jak w transie (praca w szkole – kilkugodzinne odwiedziny w szpitalu – informowanie najbliższych o stanie Leszka – szukanie po omacku pomocy i terapeutów), te modlitwy nie pozwoliły mi nawet się rozpłakać. Przeciwnie, dawały poczucie otoczenia niezwykłą Bożą miłością i pokojem.</p>
<p>Nie mam wątpliwości, że to właśnie moc modlitwy sprawiła, że Leszek – choć przed nim jeszcze długa droga rehabilitacji domowej, bo wszelkie inne formy z powodu koronawirusa są niedostępne – jest w tak dobrym stanie. Z ludzkiego punktu widzenia było bowiem tragicznie, jak poinformowała mnie lekarka kilka godzin po udarze: „Podaliśmy lekarstwo, dotychczas nie zadziało”. Jednak wbrew wszelkim okolicznościom Bóg dokonał cudu.</p>
<h3>Pokój, który przewyższa Covid-19</h3>
<p>Obecnie alarmowani jesteśmy pesymistycznymi wieściami ze świata i kraju a słupki zachorowalności na Covid-19 rosną. Kiedy izolacja się przedłuża, gdy luksusem jest wyjście do sklepu, a marzeniem wypicie kawy z przyjaciółmi i spacer po lesie, słowa apostoła Pawła są szczególnie cenne i prawdziwe:</p>
<p>„<em>Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim w modlitwie i błaganiach z dziękczynieniem powierzcie prośby wasze Bogu. A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie</em>.” (List do Filipan 4:6-7)</p>
<p>Apostoł daje kilka wspaniałych i skutecznych rad, które działają ‘w pakiecie’. Po pierwsze, mamy nie troszczyć się o nic, po drugie, powierzyć <a href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/blizej-boga/dlugodystansowi-modliciele/">prośby</a> Bogu, a po trzecie, robić to z dziękczynieniem. I, co niezwykle ważne, jest to zalecenie powiązane ze wspaniałą obietnicą: Pokój Boży ponad wszelki rozum będzie chronił naszych serc i myśli przez Pana Jezusa.</p>
<p>Kiedy powierzamy troski Bogu, w naszym sercu zamiast bólu, żalu, pretensji, użalania nad sobą panuje pokój Boży. Nawet wtedy, gdy wszystko wokół się wali. Bo świat stanął na głowie, ale Bóg nie.</p><p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/gdy-swiat-staje-na-glowie/">Gdy świat staje na głowie: Co z nami zrobił Covid-19?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wszystko mi wolno, ale…</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/wszystko-mi-wolno-ale/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafal Korzen]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 02 Sep 2019 09:17:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2017/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Lidia Czyż]]></category>
		<category><![CDATA[Styl życia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naszeinspiracje.com/?p=3239</guid>

					<description><![CDATA[<p>Często zdarza się w takich sytuacjach, gdy tylko ktoś wspomni, że coś mu dolega, że natychmiast dostaje dobre rady, co powinien zażywać. Zapominamy, że nie musielibyśmy się leczyć, gdybyśmy pewnych rzeczy unikali. Sama przez wiele lat cierpiałam na dokuczliwe problemy zdrowotne. Zasięgałam porady u kilku lekarzy, ale oprócz przepisania tabletek i maści nie byli w [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/wszystko-mi-wolno-ale/">Wszystko mi wolno, ale…</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Często zdarza się w takich sytuacjach, gdy tylko ktoś wspomni, że coś mu dolega, że natychmiast dostaje dobre rady, co powinien zażywać. Zapominamy, że nie musielibyśmy się leczyć, gdybyśmy pewnych rzeczy unikali. Sama przez wiele lat cierpiałam na dokuczliwe problemy zdrowotne. Zasięgałam porady u kilku lekarzy, ale oprócz przepisania tabletek i maści nie byli w stanie mi pomóc. W grę wchodziła tylko bardzo nieprzyjemna operacja. Zanim jednak do niej doszło, postanowiłam przeanalizować dokładnie swój jadłospis, by odkryć, czy może powodem zaburzeń nie jest jakiś produkt spożywczy. I nie myliłam się, choć trwało to dość długo, nim namierzyłam głównych winowajców.</p>
<h3>Umiejętność przyjmowania i rezygnowania</h3>
<p>Problem polegał na tym, że wspomniani winowajcy uchodzą za produkty zdrowe, a w niektórych schorzeniach wręcz leczące! Okazały się nimi czarna herbata i jabłka. Czy pełna antyutleniaczy herbata i naszpikowane witaminami jabłka mogą szkodzić? Trudno było mi w to uwierzyć, ale czas potwierdził, że po ich wyeliminowaniu dolegliwości ustały. Czy łatwo było zrezygnować z czarnej herbaty z cytryną, w zimie szczególnie aromatycznej, bo wzbogaconej goździkami i pomarańczą? Z szarlotki czy musu jabłkowego? Odpowiem, że nie stanowiło to dla mnie wielkiego kłopotu. Ale czasem, widząc szczególnie piękne jabłko, moja ręka sama wręcz wyciąga się po nie. Niezręcznie także za każdym razem prosić w towarzystwie o herbatę owocową, gdy na stole stoi jedynie dzbanek z „prawdziwą” herbatą. Wiem jednak, że rozsądnie jest pewnych rzeczy unikać.</p>
<p>Ta prawda dotyczy nie tylko produktów spożywczych, ale także prawie każdej dziedziny naszego życia: książek, które czytamy, muzyki, której słuchamy, ludzi, z którymi utrzymujemy kontakty, rozrywek, stylu ubierania się, sposobu spędzania czasu. Czy zawsze wybieramy właściwie?</p>
<blockquote><p>Nigdy w historii człowiek nie miał tak dużego wyboru towarów do kupienia, zjedzenia, słuchania, oglądania, zażycia.</p></blockquote>
<p>Pozwolę sobie przytoczyć inny przykład osoby, która, pomimo cukrzycy i alergii na pokrzywę, sama „leczyła się” miodem i naparem z pokrzywy, twierdząc że są to „leki z Bożej apteki”. Trudno w takim postępowaniu dopatrzyć się mądrości. A potrzebujemy jej coraz więcej, gdyż rynek ofert, jakimi codziennie jesteśmy wręcz zasypywani, jest coraz bogatszy i bardziej kuszący. Nigdy w historii człowiek nie miał tak dużego wyboru towarów do kupienia, zjedzenia, słuchania, oglądania, zażycia. Sfera rozrywki i różnorodnych atrakcji jest na wyciągnięcie ręki, a precyzyjniej – kliknięcia myszką czy przesunięcia palcem po ekranie. I to od nas zależy, w jaką ikonę klikniemy. Wszak jesteśmy ludźmi wolnymi i „wszystko nam wolno” – nawet Apostoł Paweł tak napisał.</p>
<p>Niestety, chętnie cytując początek zdania napisanego przez Apostoła Narodów, rzadziej pamiętamy o jego dalszej części: ale nie wszystko jest pożyteczne. Wszystko mi wolno, lecz ja nie dam się niczym zniewolić (1 List do Kor. 6:12). Apostoł nie wymieniał rzeczy, które nie są pożyteczne, choć w wielu innych fragmentach listów wskazuje, w jaki sposób dokonywać mądrych wyborów. Swojemu uczniowi Tymoteuszowi Apostoł Paweł zalecał, by ze względu na niedomagania żołądkowe nie pił samej wody, ale dodawał do niej trochę wina (1 List do Tym. 5:23). Tej rady na pewno nie dałby osobie uzależnionej od alkoholu. Podobnie jest z seksem, który jest darem Boga, ale zarezerwowanym tylko dla małżeństwa.</p>
<h3>Znaczenie mądrości w codziennych wyborach</h3>
<p>Jak zatem odkryć to, co jest dla nas, a szczególnie dla mnie pożyteczne? Bóg dał nam dekalog, w którym znajdujemy uniwersalne prawdy, a równocześnie obdarzył nas wolną wolą. Tym, co pozwala nam podejmować właściwe decyzje, jest mądrość. Jak ogromne ma ona znaczenie, potwierdza fakt, że w Biblii wspomniana jest w różnych kontekstach aż 480 razy. To właśnie mądrość pozwala rozróżniać między dobrem a złem, a nawet między dobrym a lepszym. Czy możemy utożsamić ją z wykształceniem i powiedzieć, że ludzie wykształceni dokonują lepszych wyborów? Bez wątpienia edukacja, wyposażając nas w wiedzę i poszerzając horyzonty, jest ważna, ale czy kształcąc się, równocześnie nabywamy mądrości? Czy tytuły naukowe gwarantują, że ktoś jest człowiekiem mądrym, czy świadczą jedynie o tym, że jest wykształconym? Już starożytni filozofowie spierali się na ten temat. Platon uważał, że mądrość jest tożsama z wiedzą i ludzie wykształceni podejmują właściwe decyzje. To twierdzenie zakwestionował jednak jego uczeń Arystoteles, dowodząc, że do podejmowania właściwych decyzji sama wiedza zazwyczaj nie wystarcza i wymaga jeszcze dysponowania określonymi zdolnościami psychicznymi. Który z nich miał rację?</p>
<blockquote><p>Bóg obdarza nas mądrością, by jedne rzeczy wybierać, a innych unikać, bo nie są pożyteczne. Czasem jest to sprawa bardzo indywidualna.</p></blockquote>
<p>W Biblii czytamy, że początkiem mądrości jest bojaźń Pana; Wszyscy, którzy ją okazują, są prawdziwie mądrzy (Psalm 111:10). To nie lata spędzone na uczelni, ale przestrzeganie Bożych nakazów zawartych w Biblii i postępowanie zgodnie z tym, co Stwórca nam zaleca, jest oznaką mądrości. Bóg obdarza nas mądrością, by jedne rzeczy wybierać, a innych unikać, bo nie są pożyteczne. Czasem jest to sprawa bardzo indywidualna.</p>
<h3>W poszukiwaniu „złotego środka”</h3>
<p>Czy to źle, że w naszych sklepach mamy obfitość, wręcz nadmiar towarów? Przecież dzięki temu mamy w co się ubrać, wyposażyć mieszkanie, zapełnić lodówkę. Ale dla zakupoholika samo wejście do sklepu stwarza pokusę. „Wszystko mi wolno” – pisze Apostoł, podkreślając, że w Chrystusie jesteśmy ludźmi wolnymi, ale jeżeli jesteśmy też ludźmi mądrymi, wiemy, że nie wszystko przynosi korzyść. Jeżeli dokonujemy złych wyborów, jemy i pijemy śmieciowe produkty, oglądamy niemoralne filmy, przebywamy w nieodpowiednim towarzystwie, w niewłaściwych miejscach, będzie to powodowało w naszym życiu złe lub wręcz katastrofalne konsekwencje.</p>
<p>Nie wiemy, co wybrać, brakuje nam rozeznania, a nasze decyzje przynoszą negatywne efekty? W Piśmie Świętym znajdujemy zachęcającą obietnicę: Jeśli komu z was brak mądrości, niech prosi Boga, który wszystkich obdarza chętnie i bez wypominania, a będzie mu dana. Ale niech prosi z wiarą, bez powątpiewania (Jakuba 1:5–6a). Czyż nie jest to proste? Powinniśmy zwyczajnie poprosić Pana Boga o mądrość. Dlaczego zatem tak rzadko to robimy? Ponieważ wymaga to pokory i przyznania się do swoich ograniczoności.</p>
<p>Czy prosiliśmy już kiedyś Boga o mądrość? Czy raczej uważamy się za tak błyskotliwych i inteligentnych, że niczego nam już nie brakuje w tej materii? Ale mądrość polega na tym, że uświadamiamy sobie, jak bardzo Bożej mądrości potrzebujemy, by umieć dokonywać właściwych wyborów. Bo choć wszystko mi wolno, to nie wszystko jest pożyteczne.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/wszystko-mi-wolno-ale/">Wszystko mi wolno, ale…</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Babcia czyli mama z domieszką lukru</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/babcia-czyli-mama-z-domieszka-lukru/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafal Korzen]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 29 Aug 2019 11:45:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2016/4 (zima)]]></category>
		<category><![CDATA[Lidia Czyż]]></category>
		<category><![CDATA[Styl życia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naszeinspiracje.com/?p=2863</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zostaliśmy postawieni z mężem w zupełnie nowej roli i przyznam, że niełatwo nam się jeszcze z nią oswoić. Przez kilka dni zwracaliśmy się do siebie per „babciu”, „dziadku”, i powodowało to… salwy śmiechu oraz niedowierzanie. My dziadkami?! Mimo że na przestrzeni ostatnich lat wielu naszych przyjaciół zostawało babciami i dziadkami (zazwyczaj zupełnie zwariowanymi na punkcie [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/babcia-czyli-mama-z-domieszka-lukru/">Babcia czyli mama z domieszką lukru</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Zostaliśmy postawieni z mężem w zupełnie nowej roli i przyznam, że niełatwo nam się jeszcze z nią oswoić. Przez kilka dni zwracaliśmy się do siebie per „babciu”, „dziadku”, i powodowało to… salwy śmiechu oraz niedowierzanie. My dziadkami?! Mimo że na przestrzeni ostatnich lat wielu naszych przyjaciół zostawało babciami i dziadkami (zazwyczaj zupełnie zwariowanymi na punkcie wnuków), nadal nie docierało do mnie, że czas tak szybko biegnie, i następuje zmiana pokoleniowa. A to sprawia, że muszę poukładać sobie na nowo mój rodzinny świat. Mądrze podejść do naszych „poszerzonych” relacji. Chcę tak otworzyć serce dla tej małej istotki (oczywiście wnuczka zawładnęła nim od razu), by zarazem nie zaniedbać kontaktów z mężem i naszymi dziećmi. A przede wszystkim odpowiedzieć sobie na pytanie, jak być mądrą babcią.</p>
<h3>Zmiana pokoleniowa</h3>
<p>Prawdę mówiąc, z określaniem siebie „babcią” nadal mam problem. Gdy położna kilka dni po porodzie odwiedzała naszą synową i kilka razy powiedziała: „Babcia poda pieluszkę”, „Babcia przewinie”, ja rozglądałam się… gdzie jest ta babcia?! Samo słowo „babcia” bardzo mi się podoba, tylko że kojarzy mi się z moimi babciami, a zatem osobami raczej w podeszłym wieku. Kiedy patrzę na zdjęcie mojej babci Helenki, która pozuje razem ze mną ‑ kilkumiesięcznym bobasem na rękach, trudno mi uwierzyć, że miała ona wówczas zaledwie czterdzieści pięć lat (i dwóch synów nastolatków). Przez pół wieku ogromnie zmieniły się fryzury, sposób ubierania i dzisiejsze babcie nie wyglądają na babcie. Przynajmniej tak mi się wydaje.</p>
<p>Miałam to szczęście, że wyrastałam w domu wielopokoleniowym – rodzice i dziadkowie mieli pokoje na tym samym piętrze, z jedną wspólną łazienką. Zapewne dla rodziców taki układ nie był prosty, ale z perspektywy dziecka było to świetne: można było skryć się pod babcinym fartuchem w razie zagrażającej kary, lub wkręcić się do niej na obiad, gdy rodzicielka gotowała coś, czego nieszczególnie się lubiło. Babcia prawie zawsze była w domu i większość dnia spędzała w kuchni – tam gotowała (szykowała mi śniadania aż do trzeciej klasy liceum), szyła, pisała listy, czytała Biblię i śpiewała. Była moim ziemskim schronieniem.</p>
<h3>Współczesne babcie</h3>
<p>Nie czuję się więc babcią sensu stricto, bo to kojarzy mi się z sukienkami dobrze za kolano, koczkiem, siwymi włosami, a nawet chustką na głowie, bez której nigdy nie widziałam swojej drugiej babci. Taką babcią raczej nie będę. Bo współczesne babcie to ‑ jak ktoś powiedział ‑ raczej „niezłe babki”. Modnie ubrane, zadbane. Fantazyjne fryzury, kolorowe paznokcie, mnóstwo obowiązków, hobby, pasje czy kariera zawodowa.</p>
<blockquote><p>Babcia to ktoś, kto zawsze przytuli, pomoże, pocieszy. I taką babcią chcę być</p></blockquote>
<p>Jednak pozostało to, co najważniejsze, bo babcia to dla mnie przede wszystkim synonim ciepła – zarówno psychicznego, jak i fizycznego. Kojarzy mi się z przytuleniem, akceptacją, łagodnymi radami i pysznymi posiłkami. Babcia to uosobienie miłości, którą dopiero teraz w pełni potrafię docenić, gdy żadnej z moich babć nie ma już na świecie. To ktoś, kto zawsze przytuli, pomoże, pocieszy. I taką babcią chcę być. Kochającą, wspierającą, ale zarazem mądrą. W jednym z życzeń, jakie dostałam z okazji „zostania babcią”, napisano, że: „babcia to mama z domieszką lukru”. Tak, chcę być taką „osłodą”, ale jednocześnie wiem, że nadmiar lukru raczej mdli i szkodzi, niż dostarcza przyjemnych doznań smakowych. Pracując w szkole, często właśnie z takimi „przelukrowanymi” babciami mam do czynienia. Nadopiekuńczymi, nadmiernie rozpieszczającymi. Czasem za aprobatą rodziców, ale i wbrew ich woli. Jeśli dziadkowie rozpieszczają wnuki tylko okazjonalnie, to jeszcze nie najgorzej. Problem pojawia się wtedy, gdy takie babcie mieszkają blisko i mają na wnuki duży wpływ. Naprawdę niełatwo patrzeć, jak zmęczona, zdyszana babcia wdrapuje się po schodach, taszcząc tornister za pakerem-trzecioklasistą. Lub na babcie potajemnie przekarmiającą wnuki słodyczami. Takie nadopiekuńcze babcie powodują więcej szkody niż pożytku.</p>
<h3>Według Bożego serca</h3>
<p>Co zatem zrobić, by być mądrą babcią? W Biblii znajdujemy określenie, że król Dawid był „mężem według Bożego serca”. Ale czy nie można tej frazy przenieść i na babcie? O babciach w Mądrej Księdze wprawdzie jest niewiele, ale przecież sam Apostoł Paweł pisał do swojego ucznia, Tymoteusza o jego babci: <em>Przywodzę sobie na pamięć nieobłudną wiarę twoją, która była zadomowiona w babce twojej Loidzie</em> (2 list do Tym 1,5a). I taką babcią, z nieobłudną wiarą chcę być, babcią według Bożego serca.</p>
<p>Gdy dzień po narodzinach wnuczki jej rodzice, zmęczeni porodem, przysnęli na szpitalnym łóżku, pierwszy raz wzięłam Oliwkę na ręce i szepnęłam cichutko: „Zaprzyjaźnimy się?”. Bo taką babcią zamierzam być: babcią-przyjaciółką. Nie kumpelką ani koleżanką, bo Oliwka będzie miała własny krąg rówieśniczy, ani też matką, bo niewłaściwym jest wchodzenie w kompetencje rodziców – to oni przede wszystkim powinni wychowywać dziecko, a nie dziadkowie. Chcę być przyjaciółką, co oznacza, że chcę być przy niej (a także przy wszystkich innych wnukach, jeśli Bóg nam je da), gdy będzie tego potrzebować. Kochać, przytulać, troszczyć się, wspierać, pomagać, uczyć. A przede wszystkim wskazywać Boga, uczyć Jego dróg i pokładania ufności w Nim. Dlatego zdaję sobie sprawę, że moim najważniejszym zadaniem jest modlitwa o mądrość w wychowaniu dla młodych rodziców. I mądrość dla nas – dziadków. By następne pokolenie mogło zakochiwać się w Bogu i zafascynować się Nim. A więc jeśli i ty jesteś w tej roli, to&#8230; babciu, do dzieła!</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/babcia-czyli-mama-z-domieszka-lukru/">Babcia czyli mama z domieszką lukru</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Co z niego wyrośnie?</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/co-z-niego-wyrosnie/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafal Korzen]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 20 Aug 2019 11:04:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2016/3 (jesień)]]></category>
		<category><![CDATA[Lidia Czyż]]></category>
		<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naszeinspiracje.com/?p=2718</guid>

					<description><![CDATA[<p>Po powrocie syna do domu rozwinęła się taka konwersacja: – Pamiętasz, Karolku – zapytała matka – ile czasu spędziliśmy razem, gdy byłeś mały? Jak wieczorami czytałam ci bajki przed zaśnięciem? Ile godzin odrabialiśmy razem zadania domowe? – Nie – odpowiedział syn, kiwając przecząco głową. – Nie pamiętam. – Nie? – posmutniała matka. – A co [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/co-z-niego-wyrosnie/">Co z niego wyrośnie?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Po powrocie syna do domu rozwinęła się taka konwersacja:<br />
– Pamiętasz, Karolku – zapytała matka – ile czasu spędziliśmy razem, gdy byłeś mały? Jak wieczorami czytałam ci bajki przed zaśnięciem? Ile godzin odrabialiśmy razem zadania domowe?<br />
– Nie – odpowiedział syn, kiwając przecząco głową. – Nie pamiętam.<br />
– Nie? – posmutniała matka. – A co pamiętasz?<br />
– Jak tata poszedł ze mną na mecz.</p>
<h3>Co pamiętasz?</h3>
<p>Każdym rodzicem targają ambiwalentne uczucia, gdy usłyszy podobną odpowiedź z ust własnego dziecka. Z jednej strony wie, że dzieci zapamiętują najlepiej (a czasem wyłącznie) te wydarzenia, które wiążą się z intensywnymi emocjami. W przypadku Karola takie emocje bez wątpienia wywołała wyprawa z tatą na mecz, co było zdarzeniem spektakularnym, być może jednorazowym.</p>
<p>Gdy sami szperamy w zakamarkach najwcześniejszej pamięci, mamy problemy z wydobyciem z nich jakichkolwiek epizodów z okresu do 3 roku życia – a zapewne właśnie wtedy nasi rodzice poświęcali nam najwięcej czasu i uwagi. Z czasu pomiędzy 3 a 5 rokiem życia mamy tylko mgliste wspomnienia. Zazwyczaj jedynie osoby, które przeżyły wtedy traumę – rozwód rodziców czy śmierć bliskiego członka rodziny – pamiętają takie wydarzenie, czasem wręcz z detalami.</p>
<blockquote><p>Wysiłek osoby wychowującej dziecko często można porównać do siania ziarna</p></blockquote>
<p>Z drugiej strony mądry rodzic wie, że choć jego dziecko nie może sobie przypomnieć wielu prozaicznych czynności, jakie codziennie mozolnie z mamą czy tatą wykonywało, takich jak jedzenie, mycie, czytanie bajek, bawienie się, to właśnie one mają decydujący wpływ na budowanie i kształtowanie zdrowia fizycznego i psychicznego dziecka.</p>
<p>Miłe, wyjątkowe, pozytywne wydarzenia z dzieciństwa, które zapamiętujemy (podobnie jak Karol wyprawę na mecz z tatą), są jak wieżyczka na zamku – wieżyczkę, zachwycającą strzelistością i górująca na budowlą, widzimy z daleka. Jednak o trwałości i wytrzymałości zamku nie decyduje wieża, ale fundamenty. Fundamenty, których nie widać, skryte zazwyczaj bardzo głęboko w ziemi. Nikt ich nie podziwia, nikt nie zachwyca się ich urodą. Przeciwnie – im są masywniejsze i głębiej wpuszczone w podłoże, z dala od ludzkiego wzroku, tym lepiej. Podobnie jest z wpływem rodzica czy nauczyciela na dziecko.</p>
<h3>Gdzie te owoce?</h3>
<p>Jako rodzice czy nauczyciele poświęcamy w kontaktach z dzieckiem mnóstwo czasu na mało atrakcyjne, często wręcz nudne czynności. Setki razy przypominamy o konieczności mycia zębów, siedzenia prosto przy stole, sprzątania pokoju, ścielenia łóżka, mówienia „dzień dobry”, ustępowania miejsca starszym. Tysiące godzin przeznaczamy na ćwiczenie wiązania butów, czytanie książek, naukę pisania i utrwalanie tabliczki mnożenia. Czasem bywamy sfrustrowani brakiem natychmiastowych efektów, tym, że trafił nam się taki „trudno wyuczalny egzemplarz”, podczas gdy dzieci sąsiadów mogą uchodzić za wzór grzeczności, nie mówiąc o genialnych kuzynach. Nieraz, nie mogąc doczekać się najmniejszych nawet owoców ciężkiej pracy, załamujemy ręce. Co z niego wyrośnie? – martwimy się, dezawuując własne wysiłki.</p>
<p>Gdy kilka tygodni temu szukałam mądrej maksymy dotyczącej edukacji, którą mogłabym wpisać do książki moim trzecioklasistom na koniec roku szkolnego, znalazłam piękne zdanie: „Nauczyciel ociera się o wieczność; nigdy nie może stwierdzić, gdzie kończy się jego wpływ” (Henry B. Adams). Stwierdzenie to można bez wątpienia odnieść również do działań każdego rodzica. Nigdy nie wiemy, gdzie kończy się nasz wpływ, kiedy dzieci przypomną sobie nasze rady, w jaki sposób jedno wypowiedziane kiedyś zdanie będzie jak kotwica w trudnej chwili.</p>
<h3>Przyjdzie czas żniw</h3>
<p>Gdy wiele lat temu uczęszczałam na próby chóru, śpiewaliśmy starą piosenkę, której refren pamiętam do dzisiaj: „Siej, choćbyś plonów nie widzieć miał, szczęśliw, kto ziarno w nadziei siał. Przyjdą błogie czasy żniw, przyjdą czasy żniw”. Wysiłek osoby wychowującej dziecko często można porównać właśnie do takiego siania ziarna. Siejemy przez długi czas, często z wysiłkiem, lecz mamy wrażenie, że ziarno spada na ugór. Chcielibyśmy zobaczyć szybkie efekty naszej pracy, lecz na owoc trzeba często czekać latami. A może się zdarzyć, że cieszącego serce owocu osobiście nie zobaczymy nigdy. Jednak nie możemy tracić nadziei, że ziarno przyniesie plon, choć może dopiero po wielu latach.</p>
<p>Przykładem matki, która zapewne nigdy nie zobaczyła rezultatów swojego działania, jest matka Mojżesza, Jochebed. Była przedstawicielką narodu żydowskiego, żyjącą w Egipcie, gdy członkowie jej narodu byli w tym kraju niewolnikami. Co gorsza, faraon wydał dekret, zgodnie z którym każdy nowo narodzony żydowski chłopiec miał zostać wrzucony do Nilu. Chcąc ratować swojego syna, Jochebed przez trzy miesiące ukrywała dziecko w domu, a gdy stało się to niemożliwe, włożyła je do trzcinowego koszyka, który wypuściła na wody Nilu. Krok – wydawałoby się – szalony, bo to właśnie ta rzeka miała hebrajskim chłopcom przynieść śmierć. W dodatku koszyk popchnęła w stronę zamieszkałą przez rodzinę okrutnego władcy. A jednak to właśnie stamtąd przyszedł ratunek – koszyk znalazła córka faraona; zauroczona niemowlęciem, wychowała je jak własnego syna. Matka Mojżesza miała na niego wpływ jeszcze przez krótki czas, pełniąc funkcję mamki (w tamtym okresie karmiono dzieci piersią mniej więcej do trzeciego roku życia), ale prawdopodobnie nigdy później nie zobaczyła swojego najmłodszego syna. Nigdy ani ona, ani ojciec Mojżesza nie dowiedzieli się – przynajmniej w Biblii nie znajdujemy żadnej wzmianki na ten temat – że został on wielkim przywódcą, który wyprowadził swój naród z niewoli do Ziemi Obiecanej. Rodzice Mojżesza mieli bardzo ograniczoną czasowo możliwość inwestowania w swego syna. I choć nigdy nie zobaczyli owocu swojego działania, wpływ, jaki wywarli, był niezwykłym błogosławieństwem dla wielu ludzi.</p>
<h3>Ocierasz się o wieczność</h3>
<p>Usłyszałam niedawno piękny aforyzm pochodzący od pewnego pastora z Indii: „Możesz policzyć ziarna w mango, ale nie jesteś w stanie policzyć owoców, które z tego mango wyrosną”. Podobnie żaden rodzic czy nauczyciel nie jest w stanie oszacować, w jaki sposób pozytywny wpływ, jaki wywiera na dziecko, zostanie pomnożony w życiu kolejnych osób, a nawet pokoleń. Dlatego powinien „siać”, nawet jeśli nie widzi szybkich efektów, bo naprawdę nie raz ociera się o wieczność.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/co-z-niego-wyrosnie/">Co z niego wyrośnie?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dziesięciu i dwóch &#8211; motywowani przyszłością</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/dziesieciu-i-dwoch-motywowani-przyszloscia/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafal Korzen]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 18 Aug 2019 11:01:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2016/2 (lato)]]></category>
		<category><![CDATA[Lidia Czyż]]></category>
		<category><![CDATA[Rozwój osobisty]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naszeinspiracje.com/?p=2620</guid>

					<description><![CDATA[<p>Niestety Izraelitów nie przekonały entuzjastyczne zapewnienia dwóch wysłańców, Jozuego i Kaleba, o ziemi „mlekiem i miodem płynącej”, którą Bóg im przygotował. Ludzie obawiali się olbrzymów mieszkających w tamtych stronach, którymi straszyło ich pozostałych dziesięciu zwiadowców: Wydawaliśmy się sobie w porównaniu z nimi jak szarańcza, i takimi też byliśmy w ich oczach (Ks. Liczb 13:33b). Konsekwencje [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/dziesieciu-i-dwoch-motywowani-przyszloscia/">Dziesięciu i dwóch &#8211; motywowani przyszłością</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Niestety Izraelitów nie przekonały entuzjastyczne zapewnienia dwóch wysłańców, Jozuego i Kaleba, o ziemi „mlekiem i miodem płynącej”, którą Bóg im przygotował. Ludzie obawiali się olbrzymów mieszkających w tamtych stronach, którymi straszyło ich pozostałych dziesięciu zwiadowców: <em>Wydawaliśmy się sobie w porównaniu z nimi jak szarańcza, i takimi też byliśmy w ich oczach</em> (Ks. Liczb 13:33b). Konsekwencje braku wiary były dotkliwe: 40-letnia tułaczka po pustyni bez możliwości wejścia do obiecanej ziemi. Upragniony cel, który był tak bliski, osiągnęły tylko dwie osoby spośród wszystkich dorosłych Izraelitów – Jozue i Kaleb, którzy uwierzyli w Boże przyrzeczenie.</p>
<h3>Współczesne wyzwania</h3>
<p>O tym, że podobne historie mogą przydarzyć się nam współcześnie, mogłam się przekonać, pisząc jedną z książek. Doświadczyłam, że stające na naszej drodze olbrzymy mogą przybierać bardzo różne postacie i tak nas przestraszyć, że zaczynamy wątpić w Boże zapewnienia. Po półtora roku intensywnej pracy kończyłam pisanie powieści opartej, tak jak w przypadku wcześniejszych, na prawdziwej historii życia. Tekst przeszedł przez dwie pracochłonne korekty redaktorskie i wymagał już tylko drobnych poprawek. Projekt okładki był w toku przygotowań, modele do zdjęć umówieni, oczekujący na wiosenny plener. Nawet obcojęzyczne wydawnictwo zadeklarowało już wydanie książki w następnym roku.</p>
<p>Przed przystąpieniem do pisania książki zawsze pierwszym moim krokiem jest modlitwa o to, by wybrać właściwą historię, a następnym – uzyskanie zgody głównych postaci na opublikowanie ich przeżyć jako inspiracji do fabuły. Tak było i tym razem. Główna bohaterka powieści z ochotą zgodziła się na wykorzystanie jej wzruszającej, a zarazem wstrząsającej historii, będącej świadectwem tego, że Bóg dokonuje cudów i może nas podnieść z najgłębszego bagna życia i postawić na mocnej skale. Ostatnim etapem tworzenia była rozmowa z dwoma osobami powiązanymi z tą historią. Choć nie było to konieczne, pragnęłam uzyskać ich akceptację i autoryzować wypowiedzi ogólnodostępne w internecie. Nie chciałam robić tego mailowo, dlatego spotkałam się z nimi osobiście. Niestety usłyszałam zdecydowany sprzeciw nie tylko wobec tego, by wykorzystać fragmenty wypowiedzi, ale nawet wobec tego, by książka się w ogóle ukazała. Wyszłam z tego spotkania całkowicie rozbita, wręcz załamana. „Boże, co ja mam robić?” – pytałam. Zastanawiałam się, czy Bożą wolą jest zostawienie tej sprawy czy jej kontynuacja. Problemem nie był wkład pracy mój i wielu innych osób, ale to, czy publikując książkę, postąpię zgodnie z Bożą wolą. Mogłam się tylko modlić o jasny znak od Boga i potwierdzenie pewności, jaką miałam przed rozpoczęciem pisania. O to, by <em>chwała Pana ukazała się</em> mi tak jasno jak Izraelitom w Namiocie Zgromadzenia.</p>
<p>Dziś, z perspektywy czasu, wiem, że – jak zwiadowcy wysłani do Ziemi Obiecanej – spotkałam się z olbrzymami, którzy mnie przerazili. Nie potrafiłam myśleć o niczym innym niż to, czy może faktycznie powinnam ten projekt zostawić. Wiele rozmawiałam z moim mężem, który był świadkiem rozmowy, napisałam maile do zaufanych osób, a przede wszystkim modliłam się. I w ciągu zaledwie trzech dni, jak Kaleb i Jozue, zobaczyłam pierwsze „zachwycające owoce”. Otrzymałam zapewnienie, które Jozue i Kaleb wypowiadali wobec ludu: <em>Nie lękajcie się ludu tej ziemi [&#8230;]. Pan jest z nami. Nie bójcie się ich!</em> (Ks. Liczb 14:9). Główna bohaterka ujęła to w mailu następująco: „Jesteś prawdziwym wojownikiem, nie poddawaj się teraz!”.</p>
<h3>Nazwani wojownikami</h3>
<p>Nigdy o sobie nie myślałam w kategorii wojownika, tym bardziej dzielnego. To bohaterowie powieści, które piszę, wydają mi się niezwykle dzielni, mają odwagę podzielić się świadectwem swojego życia. Mnie często ogarniają wątpliwości, wolę odpuścić niż walczyć, bojąc się przegranej i tego, że nie mam racji. Czasem pełna obaw wolę „wrócić do Egiptu”, jak pokolenie Izraelitów. Lecz słysząc tak wiele Bożych obietnic, poczułam się jak Jozue i Kaleb – ale czterdzieści lat później – gdy z nowym pokoleniem, które już nie pamiętało egipskiej niewoli, zdobywali Ziemię Przymierza.</p>
<p>Musiałam wprawdzie poświęcić wiele godzin na przeredagowanie tekstu książki, ale dziś, z perspektywy czasu, wiem, że dzięki tym zmianom bardziej uwidoczniona została chwała Niebiańskiego Ojca, a nie osób związanych z opisaną historią. Przekonałam się też kolejny raz, że nie muszę bać się olbrzymów stojących na mojej drodze. Stale uczę się być tak odważna i dzielna jak Jozue. Jego, choć nie brakowało mu odwagi, Bóg też wielokrotnie musiał motywować: <em>Bądź mocny i mężny! Nie bój się i nie lękaj się, bo Pan, Bóg twój, będzie z tobą</em> (Ks. Joz. 1:9).</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/dziesieciu-i-dwoch-motywowani-przyszloscia/">Dziesięciu i dwóch &#8211; motywowani przyszłością</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dlaczego zadręczamy się zamartwianiem?</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/dlaczego-zadreczamy-sie-zamartwianiem/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafal Korzen]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 02 Aug 2019 08:49:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2016/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Lidia Czyż]]></category>
		<category><![CDATA[Styl życia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naszeinspiracje.com/?p=2524</guid>

					<description><![CDATA[<p>Byłam młodą mężatką z roczną córeczką – znajoma opowiedziała mi zdarzenie ze swojego życia. – Kończyłam właśnie studia. Tego dnia byłam ogromnie zmęczona i niewyspana. Do zdania pozostał mi najtrudniejszy, końcowy egzamin. Wreszcie wieczorem uśpiłam małą i chciałam zabrać się do nauki. By wytrzymać całą noc, kupiłam cztery napoje energetyczne. Nigdy ich nie używałam, więc [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/dlaczego-zadreczamy-sie-zamartwianiem/">Dlaczego zadręczamy się zamartwianiem?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Byłam młodą mężatką z roczną córeczką – znajoma opowiedziała mi zdarzenie ze swojego życia. – Kończyłam właśnie studia. Tego dnia byłam ogromnie zmęczona i niewyspana. Do zdania pozostał mi najtrudniejszy, końcowy egzamin. Wreszcie wieczorem uśpiłam małą i chciałam zabrać się do nauki. By wytrzymać całą noc, kupiłam cztery napoje energetyczne. Nigdy ich nie używałam, więc spodziewałam się, że zdziałają cuda. Wypiłam je wszystkie, po czym&#8230; zasnęłam nad książkami. Następnego dnia, załamana swoim poziomem wiedzy, zabrałam córeczkę do osiedlowej piaskownicy i usiłowałam czegoś się nauczyć, równocześnie pilnując dziecka. Obok na ławce przysiadł starszy pan. Sama nie wiem, kiedy zaczęłam mu się żalić. „Niech się pani nie martwi, kiedy jest najtrudniej, wtedy często jest najlepiej” – pocieszył mnie. A ja poczułam się niezwykle podniesiona na duchu. Może to był jakiś anioł? – zakończyła.</p>
<hr />
<p>Była godzina 20.00, gdy mąż zadzwonił, że wyjeżdża z Holandii. „Pogoda jest paskudna: mocny wiatr, mgła, zacinający deszcz” – dodał. Do przejechania pozostało mu 250 km, miał nocować u znajomych w Niemczech. Gdy nie posłał informacji, że dojechał szczęśliwie, czułam coraz większy niepokój. Zaczęłam wysyłać SMS-y: o 23.00, 24.00, 1.00 w nocy. W końcu zadzwoniłam. Nie odbierał. Co się mogło stać? Miał wypadek? Zasłabł za kierownicą, co już się zdarzało? – wyobraźnia podsuwała najczarniejsze scenariusze, a serce waliło ze strachu jak oszalałe. Znikąd informacji. Zaczęłam się modlić i&#8230; poczułam całkowity spokój. Zasnęłam. Rano okazało się, że wszystko jest w porządku. Mąż był zdziwiony, bo posłał SMS-a zaraz po dotarciu na miejsce. Wiadomość dotarła do mnie po 14 godzinach. Jak się okazało, z powodu zakłóceń pogodowych nie działały nadajniki operatora.</p>
<hr />
<p>Rozmawialiśmy z rodzicami, których córka była uzależniona od narkotyków. Przeszła przez długą terapię w dobrym ośrodku, ale prawdopodobnie nadal bierze jakieś środki pobudzające, bo rodzice znaleźli podejrzane zioła za jej szafką podczas malowania mieszkania. Córka się nie uczy, nie pracuje, czasem całymi dniami nie wychodzi z łóżka. „Co mamy zrobić? Gdzie popełniliśmy błąd?” – martwią się w dzień i wręcz torturują myślami w nocy. Ale przeszli już przez najgorszy etap, gdy załamani i bezsilni najchętniej sami zakopaliby się w pościeli, płacząc i krzycząc z wewnętrznego bólu i bezradności. Mama stwierdza, że już ma ponadnaturalny pokój pomimo tej dramatycznej sytuacji, tylko jej mąż nadal strasznie cierpi, próbując walczyć z sytuacją o własnych siłach.</p>
<hr />
<p>Cztery miesiące temu leżałam osłabiona po operacji prawego barku, owinięta szczelnie w wielką ortezę, odczuwając nieznośny ból, bez przerwy dzień i noc. Nie pomagały zastrzyki, tabletki przeciwbólowe ani okłady z lodu. „Może zaszyli ci tam nożyczki?” – pytała koleżanka, która przeszła wcześniej podobną operację i nie mogła uwierzyć, że boli mnie bez przerwy przez sześć tygodni. Jednym z nielicznych plusów przymusowego leżenia była możliwość obejrzenia zaległych filmów i seriali, na które wcześniej brakowało mi czasu. W jednym z odcinków usłyszałam dialog pomiędzy matką a 18-letnią córką: „Obiecuję ci, że już nie będę się wtrącać w twoje życie – przyrzekała matka. – Nie będę się wtrącać, mogę się tylko&#8230;”. „Zamartwiać” – dokończyła dziewczyna. „Tak, martwić się” – potwierdziła matka.</p>
<hr />
<h3>Myśli dręczących karuzela</h3>
<p>Zamartwianie się zazwyczaj przychodzi nam bez trudu – lecz co przez nie osiągamy? Nic! Niepokojenie się nawet odrobinę nie poprawia naszej sytuacji, przeciwnie – całkowicie gasi w nas radość życia. Ciągłe czekanie na to, co złego może się stać, wpędza nas w przygnębienie, smutek, wywołuje gorycz, a nawet prowadzi do depresji. Dlaczego tak się zadręczamy? Martwimy się, niepokoimy, smucimy, trapimy, załamujemy. Słowo „martwić się” ma niezmiernie wiele synonimów. Bo też negatywne emocje odgrywają w naszym życiu ogromną rolę. Zamartwiamy się stanem zdrowia najbliższych, stanem konta, kredytami, przyszłością dzieci i mnóstwem mniej lub bardziej ważnych rzeczy. W powiedzeniu, że ktoś „zamartwił się na śmierć”, niewiele jest przesady. Zastanawiając się nad tymi słowami, pomyślałam, że ludzie niewierzący faktycznie w krytycznych momentach mogą jedynie się martwić. Jednak wierzący w Boga, nawet w najtrudniejszej sytuacjach, odczuwając nieznośny ból, przechodząc przez najcięższe doświadczenia, nie muszą się zamartwiać, ale mogą zaufać. Pierwsza cząstka obu słów jest taka sama, a jakże inne są to pojęcia. Jak inne podejście do problemu.</p>
<h3>I choćby ciche westchnienie&#8230;</h3>
<p>Dlaczego chodzimy przygnębieni, zamiast się odciąć od problemu? Czy da się to w ogóle zrobić? Nie chcę teoretyzować ani dawać cudownych rad o „sile pozytywnego myślenia”, bo wiem z własnego doświadczenia, jak niełatwo zdystansować się od kłopotów, odciąć od obsesyjnych myśli, które usiłują wracać jak najbardziej natrętne muchy, wręcz „uwić gniazdo” w naszych głowach. Jednak to my sami decydujemy, czy poddamy się troskom i zgorzknieniu, skoncentrujemy na problemie – czy też, choć wymaga to wiele wysiłku, w chwilach próby zaufamy Bogu. My sami decydujemy, czy zaufamy, choć bywają momenty, w których nawet nie wiemy, jak się modlić, a z naszej duszy wydostają się tylko ciche westchnienia: „Panie, pomóż”. Czasem mamy wrażenie, że Bóg nie słyszy naszych błagań, nie odpowiada na nasze prośby. Ale nawet wtedy możemy ufać, jak pisał król Dawid: Choćbym nawet szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną, laska twoja i kij twój mnie pocieszają (Psalm 23:4).</p>
<h3>„Jeszcze nie teraz”</h3>
<p>Kilka lat temu, gdy sama przez bardzo długi czas byłam przytłoczona pewnym problemem, który spowodował, że nie mogłam spać ani jeść, usłyszałam przykład porównujący nasze doświadczenia do ucierania ciasta. Młody chłopak pomagał mamie przy ucieraniu świątecznej babki. Wydawało mu się, że robi to już bardzo długo, i co jakiś czas pytał, czy już dosyć. Mama patrzyła do miski i stwierdzała: „Jeszcze nie, jeszcze trochę, jeszcze nie jest gotowe”. Syn był naprawdę zniecierpliwiony, bo miał wrażenie, że produkty są już utarte idealnie. „Jeszcze nie” – powtarzała mama. Aż wreszcie stwierdziła: „Teraz jest dokładnie tak, jak powinno”. Nam też często się wydaje, że „już dość”, że wystarczająco wiele wynieśliśmy z danej lekcji, że to doświadczenie jest nie do wytrzymania, ale Bóg widocznie widzi to inaczej. Stwierdza, że nie jesteśmy jeszcze gotowi, że potrzebujemy „jeszcze trochę ucierania”. Aż powie: „Właśnie o to mi chodziło”.</p>
<h3>W każdej ciemnej dolinie</h3>
<p>Gdy kilka tygodni po operacji nadal byłam skazana na pomoc innych w szykowaniu posiłków, myciu, ubieraniu się, czyli praktycznie we wszystkich czynnościach życiowych, postanowiłam, że nie będę się tym zamartwiać. Zdecydowałam, że pomimo bólu, który wydawał się nie do wytrzymania, wywołując zniecierpliwienie i bezradność na poziomie kilkuletniego dziecka, pomimo bezsennych nocy, gdy każda minuta dłużyła się niemiłosiernie, będę ufać! A nad każdym wydarzeniem i okolicznością będę powtarzać, że panuje nad nimi Bóg, że jest ze mną w tej ciemnej dolinie. Będę powtarzać tak jak psalmista: <em>Tobie zaufała dusza moja i w cieniu twych skrzydeł chcę się schronić, aż przeminie nieszczęście!</em> (Psalm 57:2).</p>
<h3>Wobec wielu pytań</h3>
<p>Tak, zaufałam, a uporczywe cierpienie wreszcie się skończyło. Powoli uczyłam się na nowo wykonywać prawą ręką podstawowe czynności: myć zęby, smarować kromkę chleba, czesać włosy. Doceniłam, jak wielkim błogosławieństwem jest fakt, że posiadam dwie ręce! Dziś, cztery miesiące po operacji, moja kończyna nadal nie odzyskała pełnej sprawności pomimo codziennych, sumiennych ćwiczeń w ośrodku rehabilitacyjnym i w domu. Czy wróci do stanu sprzed urazu? Nie wiem, nikt tego nie może zagwarantować. Choć walczę o każdy milimetr zakresu ruchu, nadal nie potrafię położyć rzeczy na wyższą półkę ani zdjąć samodzielnie swetra. Prawdopodobnie czeka mnie jeszcze jedna operacja, będąca następstwem pierwszej, ale&#8230; nie będę się tym zamartwiać. Przecież Ten, który mnie stworzył, wie najlepiej, jak powinien funkcjonować mój organizm. A ja chcę Jemu w tym zaufać! Bo pokoju, jaki On daje, szczególnie w „ciemnej dolinie”, nie da się porównać z niczym.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/dlaczego-zadreczamy-sie-zamartwianiem/">Dlaczego zadręczamy się zamartwianiem?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Modlitwy wysłuchane inaczej</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/tematyka/styl-zycia/modlitwy-wysluchane-inaczej/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/tematyka/styl-zycia/modlitwy-wysluchane-inaczej/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 01 Jul 2019 16:00:30 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2015/4 (zima)]]></category>
		<category><![CDATA[Lidia Czyż]]></category>
		<category><![CDATA[Styl życia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naszeinspiracje.com/?p=2283</guid>

					<description><![CDATA[<p>Muszę się spieszyć, bo nie wiem, na ile moja ręka po zabiegu będzie sprawna i czy dam radę wystukać cokolwiek na klawiaturze (mam nadzieję, że tak!). Artroskopia stawu ramiennego i przestrzeni okołostawowej – nazwa operacji jest tak skomplikowana, że sama z trudem ją zapamiętuję. Opis tego, co chirurg będzie wykonywał podczas zabiegu, zajmuje całą stronę [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/styl-zycia/modlitwy-wysluchane-inaczej/">Modlitwy wysłuchane inaczej</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Muszę się spieszyć, bo nie wiem, na ile moja ręka po zabiegu będzie sprawna i czy dam radę wystukać cokolwiek na klawiaturze (mam nadzieję, że tak!). Artroskopia stawu ramiennego i przestrzeni okołostawowej – nazwa operacji jest tak skomplikowana, że sama z trudem ją zapamiętuję. Opis tego, co chirurg będzie wykonywał podczas zabiegu, zajmuje całą stronę specjalistycznej terminologii medycznej, którą dla laików można streścić następująco: za pomocą specjalistycznego sprzętu naprawione zostaną wewnątrzstawowe uszkodzenia.</p>
<p>„Co ty zrobiłaś?” – pytają ci, którzy dowiadują się o czekającym mnie zabiegu. Ano&#8230; poślizgnęłam się na błotnistej drodze i niefortunnie podparłam, uszkadzając prawdopodobnie mięsień barku, a potem tą ręką chwyciłam biegnące po szkolnym korytarzu dziecko. Zwyczajne, proste zdarzenia, które mogą przytrafić się każdemu. Nic szczególnego – żaden skok na bungee, spektakularny wypadek czy ignorowanie niebezpieczeństwa. Codzienne sytuacje, ale konsekwencje za to bolesne i kosztowne. „Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz (a współcześnie – ile kosztujesz), aż się zepsujesz” – pisał poeta.</p>
<h4>Pytania do Boga</h4>
<p>„Panie Boże, dlaczego tak się stało? Dlaczego do tego dopuściłeś?” – pytam i&#8230; uświadamiam sobie, że to niewłaściwe pytania do Pana Boga. Bo czy mam prawo w takiej sytuacji żądać od Boga, bym była zdrowa i szczęśliwa, a moje życie usłane różami? Czy chciałabym, aby takie było? Oczywiście, że tak, ale takie zdarzenia jak to na nowo uświadamiają mi, że wszystko, co mam, jest Bożym darem. Darem – czyli nie zapłatą ani moją zasługą. Rodzina, przyjaciele, zdrowie, praca, zasoby materialne. Sprawy wielkie i małe drobiazgi. Dopóki to wszystko mam, dopóki całe moje życie funkcjonuje niezawodnie jak trybiki w szwajcarskim zegarku, wydaje mi się to naturalne. Nieraz uważam wręcz, że zasłużyłam na to wszystko jakimiś dobrymi uczynkami, a może wręcz zdobyłam to własnym wysiłkiem i ciężką pracą. Przyjmuję te rzeczy za taką oczywistość, że rzadko dziękuję za nie Bogu. Zbyt rzadko&#8230;</p>
<h4>Dostrzec to, co posiadamy</h4>
<p>Niedawno bardzo poruszyła mnie pewna maksyma: „A gdybyś rano obudził się tylko z tym, za co wczoraj podziękowałeś Bogu?”. Tylko z tym? To miałabym&#8230; bardzo niewiele! Uświadamiam sobie, za ile rzeczy zapominam podziękować, ile wydaje mi się tak oczywistych, że ich nie dostrzegam. Czy doceniam niesamowitą wartość relacji rodzinnych i przyjacielskich? Czy dziękowałam wczoraj za mojego troskliwego męża, kochające dzieci, stałą pracę, dobrą szefową, smaczne jedzenie na stole, wygodne mieszkanie, zdrowie?</p>
<p>Jakże często dopiero w momentach, w których coś tracę, dostrzegam niezwykłą wartość posiadanego dobra. Tak, jak nie uświadamiałam sobie wielkiego znaczenia mojego ramienia i tego, jak mnóstwo funkcji spełnia. Dopiero teraz jestem w stanie docenić ten skomplikowany mechanizm, gdy prawie każda czynność sprawia mi ból i trudność, a niektóre z pozoru banalne manipulacje – takie jak ubranie się, sprzątanie, krojenie czy prasowanie, a nawet przełożenie ręki w łóżku – są prawie niewykonalne. Chcę ukroić kromkę chleba – cierpię, chcę obrócić się na drugi bok – czuję przeszywający ból. Mnóstwo z pozoru błahych, automatycznych czynności, których znaczenia dotychczas nie dostrzegałam, a które dziś stały się dla mnie tak cenne, mam wielką nadzieję móc znowu wykonywać za kilka miesięcy.</p>
<h4>Cudownie skonstruowani</h4>
<p>Ileż w naszym ciele jest takich mięśni, ścięgien, stawów, więzadeł, kości, których istnienia nawet sobie nie uświadamiamy? Dopiero gdy doznajemy urazu, odkrywamy, jak skomplikowanym i precyzyjnym tworem jesteśmy. I wtedy, pełni podziwu dla Architekta tego dzieła, jakie stanowi człowiek, możemy powtórzyć za psalmistą: Wysławiam cię za to, że cudownie mnie stworzyłeś. Cudowne są dzieła twoje i duszę moją znasz dokładnie. Żadna kość moja nie była ukryta przed tobą, choć powstałem w ukryciu, utkany w głębiach ziemi (Psalm 139:14–15).</p>
<p>Tak, jestem pewna, że żadna moja czy twoja kość, mięsień ani ścięgno nie są zagadką dla Boga. On zna doskonale każda komórkę naszego ciała. I choć jestem pełna obaw przed operacją, wiem, że Boże oczy <em>widziały czyny moje, w księdze Jego zapisane były wszystkie dni przyszłe, gdy jeszcze żadnego z nich nie było</em> (Psalm 139:16).</p>
<h4>Boże działanie</h4>
<p>I choć modlitwy moje i wielu bliskich mi osób o cudowne uzdrowienie, które umożliwiłoby uniknięcia operacji, nie zostały spełnione, wierzę, że Bóg ma dla mnie inną odpowiedź i zaingeruje w inny sposób – poprzez ręce lekarzy. Czytając opis przebiegu operacji, jestem coraz bardziej przepełniona uznaniem dla umiejętności chirurgów. Jakąż mądrością Bóg ich obdarzył, że potrafią dokonywać tak niezwykłych rzeczy! Są w stanie przyszywać maleńkie, mikroskopijne wręcz nerwy, naczynia czy ścięgna.</p>
<p>Choć nadal nie wiem, „dlaczego takie rzeczy się dzieją”, jestem pewna, że Bóg mnie nie opuści! Będzie z personelem medycznym i ze mną na sali operacyjnej. I mogę wyznać słowami psalmu: <em>Jak niezgłębione są dla mnie myśli twe, Boże, jak wielka jest ich liczba!</em> (Psalm 139:17). <em>Ty wyznaczasz mi drogę i spoczynek, wiesz dobrze o wszystkich ścieżkach moich. [&#8230;] Ogarniasz mnie z tyłu i z przodu i kładziesz na mnie rękę swoją. Zbyt cudowna jest dla mnie ta wiedza, zbyt wzniosła, bym ją pojął</em> (Psalm 139:3.5–6).</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/styl-zycia/modlitwy-wysluchane-inaczej/">Modlitwy wysłuchane inaczej</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/tematyka/styl-zycia/modlitwy-wysluchane-inaczej/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Rodzina na wakacjach</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/rodzina-na-wakacjach/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/rodzina-na-wakacjach/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 21 Oct 2016 10:14:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2015/2 (lato)]]></category>
		<category><![CDATA[Lidia Czyż]]></category>
		<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=2053</guid>

					<description><![CDATA[<p>Dla moich rozmówców mniej ważne było nawet to, co w tym czasie robili. Najistotniejszym okazywał się fakt, że dorośli po prostu razem z nimi przebywali: bawili się, gotowali, spacerowali, budowali wieże z klocków, kleili modele samolotów, jeździli na rowerze, czytali książki, rozmawiali&#8230; Jednocześnie moi rozmówcy zaznaczali, że takie chwile nie zdarzały się zbyt często. Gdy [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/rodzina-na-wakacjach/">Rodzina na wakacjach</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Dla moich rozmówców mniej ważne było nawet to, co w tym czasie robili. Najistotniejszym okazywał się fakt, że dorośli po prostu razem z nimi przebywali: bawili się, gotowali, spacerowali, budowali wieże z klocków, kleili modele samolotów, jeździli na rowerze, czytali książki, rozmawiali&#8230; Jednocześnie moi rozmówcy zaznaczali, że takie chwile nie zdarzały się zbyt często.</p>
<p>Gdy niedawno poleciłam moim uczniom w klasie, by narysowali swoje marzenia, jeden z siedmiolatków przedstawił trasę, którą chciałby przejść z mamą. Po chwili wyjaśnił: „Ale to na pewno się nie spełni, bo ona jest bardzo zajęta”. A trasa, prowadząca od jego domu do miasta i z powrotem, zajęłaby maksymalnie 3–4 godziny. Niestety, pomimo wielu pozytywnych zmian społecznych, w ciągu ostatnich lat transformacji w Polsce jedno się nie zmieniło, a może nawet uległo pogorszeniu: ilość czasu spędzana przez rodziców z dzieckiem.</p>
<h4>Przewrotne dawkowanie czasu</h4>
<p>Jeszcze 20–30 lat temu to przede wszystkim ojcom zarzucano, że zbyt wiele pracują i nie włączają się w życie rodziny. „Taty nigdy nie było w domu, a jeśli był, to odpoczywał z gazetą na tapczanie lub majstrował coś przy samochodzie” – takie refleksje z młodości przedstawiają obecni 30–50-latkowie. Ale wtedy w domu była zazwyczaj obecna mama. Współcześni rodzice są jeszcze bardziej zabiegani, zmęczeni i zapracowani niż ich rodzice, dlatego dzieciom brakuje już nie tylko ojców, ale także matek. „Mamy nigdy nie ma” – wzdychają. Coraz szybsze, czasem wręcz obłędne tempo życia powoduje, że rodzice niezwykle oszczędnie dawkują pociechom swój czas. Zmieniła się także znacząco ilość wolnych godzin, jakimi dysponują dzieci – kiedyś miały ich więcej, aby pobyć w domu lub pobawić się na podwórku. Dziś, szczególnie w dużych miastach, mają taki ogrom zajęć pozalekcyjnych, że brak im czasu na zwykłą, spontaniczną zabawę. Z rodzicami widzą się tylko późnym wieczorem oraz wczesnym rankiem. Jednak wtedy wszyscy członkowie rodziny w pośpiechu, wywołującym nierzadko ogromne zdenerwowanie, szykują się do wyjścia z domu.</p>
<h4>Ilość czy jakość?</h4>
<p>Największe koszty takiego trybu życia ponoszą właśnie dzieci. Psychologowie podają, że rodzice powinni poświęcić dziecku w wieku 3–5 lat minimum pół godziny dziennie. I choć jest to bardzo mało, w wielu rodzinach dzieci nie mogą liczyć nawet na te skromne 30 minut uwagi rodzica. Za coraz wyższy poziom życia, który wymaga ciągłej pracy (nierzadko na kilka etatów), płacimy wszyscy: problemami zdrowotnymi, zerwanymi relacjami. Jednak zdecydowanie największą cenę ponoszą dzieci, ponieważ rodzicom brakuje czasu, sił i cierpliwości. „Co mam zrobić? Muszę pracować – wzdycha smutno wielu rodziców. – Przecież liczy się nie ilość, ale jakość czasu spędzanego z dziećmi, prawda?”. Owszem, jakość jest bardzo ważna. Ale podobnie jak w przypadku codziennych posiłków, nikt nie ma wątpliwości, że nie jest w stanie zaspokoić głodu nawet najwytworniejszą potrawą, jeśli otrzyma ją w mikroskopijnych ilościach. Trudno, aby dziecko było zadowolone, jeśli rodzice spędzają z nim czas może nadzwyczaj ciekawie, ale tylko sporadycznie.</p>
<p>Wszyscy zdajemy sobie sprawę, a specjaliści biją na alarm, że problem istnieje. Jak zatem można temu zaradzić? Badania wskazują, że czterech na pięciu Polaków zgadza się ze stwierdzeniem: „Czas wolny chcę przede wszystkim spędzić z rodziną”. Jak więc ten czas znaleźć? Doskonałą okazję do wspólnego spędzania czasu stanowią wakacje. Czas wolny – którego sposób zagospodarowania wielu z nas uzależnia przede wszystkim od posiadanych zasobów finansowych. Owszem, milej jest spędzić urlop na egzotycznej plaży czy w luksusowym ośrodku z basenem, ale co zrobić, jeśli środki na koncie bankowym na to nie pozwalają? Czy jest jakieś rozwiązanie?</p>
<h4>Serce okazane w obecności</h4>
<p>Okazuje się, że dla dzieci – szczególnie tych młodszych – nie jest najważniejsze, gdzie pojadą na wakacje. Żadna z pytanych przeze mnie osób nie zwracała na to uwagi. Liczył się sam fakt spędzania czasu z rodzicami. Bowiem dla dziecka najistotniejsze jest, by uwaga rodziców była skupiona na nim, aby rodzice byli obok i aby wiedziało, że w każdym momencie może do nich przyjść, zapytać o coś, poprosić o pomoc – i nie usłyszy przykrej odpowiedzi: „Nie mam czasu” czy „Nie teraz”, a także (przed czym trzeba ostrzegać coraz bardziej) nie zastanie mamy czy taty pochylonych bezustannie nad komórką, tabletem czy innym urządzeniem, dzięki któremu więcej wiedzą oni o celebrytach niż o własnej pociesze. Nierzadko rodzice umieszczają zdjęcia z wakacji na portalu społecznościowym zamiast pobawić się z dzieckiem. Jeśli jesteś rodzicem, naprawdę warto w czasie wakacji zarządzić sobie „post od komórki”. Załóż, że będzie ona służyć tylko do przeprowadzenia najpilniejszych rozmów, zaś swoją uwagę skup na członkach rodziny. Jeżeli sprawi ci to trudność, to poważny sygnał, że być może jesteś uzależniony od urządzeń elektronicznych.</p>
<h4>Planowanie z wyobraźnią</h4>
<p>Badania pokazują, że w Europie przeciętna matka poświęca swojemu dziecku zaledwie&#8230; kilka minut dziennie. Także Polki nie wypadły w tym rankingu najlepiej. Daleko im do matek ze Stanów Zjednoczonych czy Australii, które poświęcają małym dzieciom 1,5 godziny dziennie, a jeśli nie pracują zarobkowo, średnio nawet 4 godziny. Zdajemy sobie sprawę, że tamte kraje to społeczeństwa ze stabilniejszą gospodarką, a my musimy dopiero wszystkiego się dorabiać. Niemniej jednak warto się zastanowić, co przyniesie naszej rodzinie więcej korzyści: przeznaczenie czasu na pracę zawodową na kolejnym etacie, by zarobić na ekskluzywne krótkie wakacje, czy poświęcenie większej jego ilości w ciągu roku na przebywanie z dzieckiem: na prozaiczne, ale codzienne wyprawy do piaskownicy, na huśtawkę czy nad rzekę, na przytulenie, wspólne oglądanie bajki czy czytanie historii biblijnych na dobranoc. To czas, w którym po raz setny wysłuchamy opowieści o najlepszej koleżance z przedszkola, a w przypadku starszych dzieci – o obejrzanym filmie czy pierwszej miłości, o wielkich i małych problemach dziecka. Dzieci przede wszystkim potrzebują uwagi i zainteresowania rodziców, bo one dają mu poczucie bezpieczeństwa, miłości i przynależności.</p>
<h4>O prawdziwych wartościach</h4>
<p>Bez wątpienia dla nastolatków miejsce, w jakim spędzą wakacje, ma znaczenie. Ale to przede wszystkim od wpajanych w domu wartości i od wychowania zależy, czy starsze dziecko zrozumie, że ze względów finansowych jedyną dostępną formą wypoczynku jest urlop pod gruszą u cioci lub pod namiotem. Nie jest to oczywiście łatwe, bo presja rówieśnicza bywa ogromna i wakacje u cioci mogą wydawać się „obciachowe”, szczególnie gdy koledzy twierdzą, że o wartości człowieka świadczy to, co posiada. Dlatego warto już od najmłodszych lat wpajać dziecku, jakie są prawdziwe wartości w życiu, a zaprocentuje to w czasie dorastania.</p>
<p>Wykorzystajmy ten krótki okres, gdy dzieci są z nami i nas potrzebują, bo naprawdę nim się obejrzymy, nastąpi moment, w którym wyfruną z domu. A wtedy może to my będziemy mieli czasu w nadmiarze, za to one nie będą już chciały spędzać go z nami. Natomiast jeśli rodzicom uda się zbudować dobre relacje z dziećmi, to i w późniejszym wieku, gdy one same zostaną rodzicami, zechcą być może spędzić urlop wspólnie, w gronie trzech pokoleń. W naszej rodzinie organizowaliśmy takie wyjazdy i pozostają one jednymi z najmilszych naszych wakacyjnych wspomnień.</p>
<h4>Prawo do odpoczynku</h4>
<p>A jeśli już znajdziemy się na wakacjach, niezależnie od tego, w jakim miejscu, warto pamiętać, że rodzice też mają prawo do odpoczynku. Sama mam wyrzuty sumienia, że czasem w czasie wakacji wolałam poczytać książkę niż pobawić się z dziećmi, jednak takie podejście sprawiło, że nasza dwójka dzieci wymyślała sobie kreatywne zabawy, np. redagowanie gazety. Przez kilka lat zabieraliśmy im „do towarzystwa” jeszcze jedno dziecko z rodziny lub córkę przyjaciół w ich wieku. Bo rodzice w czasie wakacji też potrzebują chwili tylko dla siebie.</p>
<p>Tak jak w każdej dziedzinie życia, i w odpoczywaniu powinniśmy kierować się mądrością, zgodnie z tym, co mówi Słowo Boże:<em> Nie zachowujcie się jako niemądrzy. Żyjcie raczej jak ludzie mądrzy, którzy nie marnują najdrobniejszej chwili, szczególnie że przyszło nam żyć w trudnych czasach. Dlatego koniec z brakiem rozsądku</em> (List do Efez. 5:15b–17b, tł. LB).</p>
<h6>Źródła:<br />
1. www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/dusza/jak-spedzic-czas-wolny-jak-polacy-spedzaja-wolny-czas<br />
2. togethermagazyn.pl/czasu-sie-poswiecac-dziecku/</h6>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/rodzina-na-wakacjach/">Rodzina na wakacjach</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/autorzy/lidia-czyz/rodzina-na-wakacjach/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Kto wychowa nasze dzieci?</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/tematyka/rodzina/kto-wychowa-nasze-dzieci/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/tematyka/rodzina/kto-wychowa-nasze-dzieci/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 11 Jul 2016 12:15:45 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2015/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Lidia Czyż]]></category>
		<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1963</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zaistniała sytuacja skłoniła wiele osób – szczególnie rodziców i nauczycieli – do rozmów i refleksji, prowadzonych w prywatnym gronie, ale także na portalach społecznościowych. Szkoły oraz przedszkola zostały zobowiązane do zdiagnozowania, ile dzieci będzie korzystać z opieki pedagogów. Wyniki tej diagnozy umożliwiły szkołom zaplanowanie godzin dyżurów. Mogłyby też jednak posłużyć do poważnych opracowań socjologicznych na [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/rodzina/kto-wychowa-nasze-dzieci/">Kto wychowa nasze dzieci?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Zaistniała sytuacja skłoniła wiele osób – szczególnie rodziców i nauczycieli – do rozmów i refleksji, prowadzonych w prywatnym gronie, ale także na portalach społecznościowych. Szkoły oraz przedszkola zostały zobowiązane do zdiagnozowania, ile dzieci będzie korzystać z opieki pedagogów. Wyniki tej diagnozy umożliwiły szkołom zaplanowanie godzin dyżurów. Mogłyby też jednak posłużyć do poważnych opracowań socjologicznych na temat rodziny.</p>
<h4>Zmiany, zmiany&#8230; społeczne</h4>
<p>Na zajęcia w szkole zostały zapisane nie tylko te dzieci, których rodzice pracują zawodowo. Swoje dzieci zapisali także rodzice, którzy mogli im zapewnić opiekę w domu, ale tego nie zrobili, bo – jak sami szczerze przyznawali – z dzieckiem w domu&#8230; sobie nie radzą. Gdy takie zdanie wypowiadały w przedszkolu matki trzylatków, wychowawczyniom włos się jeżył na głowie. A kiedy nauczyciele widzieli deklaracje, że dzieci będą przebywać w placówkach szkolnych i przedszkolnych nawet w Wigilię do godz. 15, było im tych dzieci po prostu żal. Wychowawcy – a sama się do nich zaliczałam* – twierdzili, że najchętniej wzięliby te dzieci do domu, by razem z nimi przygotować wigilijne potrawy czy nakryć świąteczny stół. Bo przecież dzieciom nie wystarczy tylko zapewnić opiekę – one potrzebują, by spędzać z nimi czas w rodzinnej, domowej atmosferze. Jakie one będą miały wspomnienia z dzieciństwa? – pytaliśmy w niewesołych nastrojach, zastanawiając się nad zmianami zachodzącymi w społeczeństwie.</p>
<blockquote><p>To prowadzone z dzieckiem rozmowy (a nie drogie zabawki, egzotyczne wakacje czy kosztowne gadżety), szczególnie podtrzymuje więzi rodzinne</p></blockquote>
<h4>Zdjęcie bawiącej się rodziny</h4>
<p>Z własnego doświadczenia wiem, że wychowywanie dzieci – zarówno swoich własnych, jak i tych szkolnych – nie jest łatwym zadaniem. We wszystkich definicjach wychowania występuje słowo „proces”. Proces – czyli zadanie długofalowe, długookresowe, w którym na efekty trzeba czekać latami. Wymaga przede wszystkim czasu i poświęcenia. Niestety te dobra są towarem coraz bardziej deficytowym. Paradoksalnie, pomimo rewolucji technologicznej, większość ludzi narzeka, że czasu im brakuje. Zmuszeni jesteśmy pracować z każdym rokiem więcej, z pracy wracamy coraz później, coraz bardziej zmęczeni. A przecież w domu czeka jeszcze mnóstwo obowiązków: gotowanie, sprzątanie, pranie, prasowanie. Marzymy o tym, by odpocząć chwilę przed telewizorem, przejrzeć informacje w internecie, odpisać znajomemu na maila, a nie odpowiadać na niekończące się infantylne pytania malucha. Niestety okazuje się, że spędzanie czasu z dziećmi to dla wielu matek i ojców prawdziwa zmora. Łatwiej dać na Facebooku „like’a” pod zdjęciem miłej, bawiącej się rodziny niż samemu usiąść z kilkulatkiem na dywanie i budować konstrukcje z klocków albo pobawić się po raz setny lalkami w dom. „Nie teraz, jestem zajęty (zmęczony, nie chce mi się)” – słyszą rozczarowane dzieci od rozdrażnionych rodziców.</p>
<h4>Ulepimy dziś bałwana?</h4>
<p>Osoba, która przez kilka lat pracowała w przedszkolu w Warszawie w grupie dwu- i trzylatków, stwierdza, że wiele maluchów przebywało w ich placówce codziennie do godz. 19 i często do opiekunek mówiły one „mamo”. Niektórzy rodzice wręcz żądali, by nie kłaść ich dzieci po południu na leżakowanie, ponieważ chcieli, by dzieci zasypiały wkrótce po przyjściu do domu i by oni, zmęczeni pracą, nie musieli się nimi zbyt długo zajmować.</p>
<p>Coraz mniej matek i ojców ma siły oraz ochotę, by wyjść z dzieckiem na spacer, ulepić bałwana czy pograć w piłkę. Odrabianie z dziećmi zadań domowych należy do najmniej lubianych rodzicielskich obowiązków, więc rodzice chcieliby, by dzieci odrabiały zadania w świetlicy szkolnej. Nie zawsze wynika to z wygodnictwa czy złej woli rodzica, ale z nadmiernego tempa życia, przepracowania i ustawicznego braku czasu. U coraz większej liczby osób następuje – często wymuszone warunkami zewnętrznymi – zachwianie priorytetów, czyli hierarchii ważności życiowych celów. Jednak w takiej sytuacji rodzi się pytanie: Kto wychowa nasze dzieci?</p>
<h4>Czas pędzi, dziecko dorasta</h4>
<p>Gdy byłam nastolatką, na spotkaniach chrześcijańskich wiele nauczano na temat Bożej hierarchii priorytetów życiowych. Powinny nimi być kolejno: relacja z Bogiem, relacja ze współmałżonkiem, dzieci, dopiero dalej praca zawodowa, dalsza rodzina i przyjaciele, wolny czas i hobby. Niestety obecnie u wielu osób hierarchia celów życiowych jest zachwiana. Na pierwszym miejscu stawiają karierę zawodową, wygodne życie czy hobby, potem dopiero dobro partnera i dzieci. I to właśnie dzieci ponoszą największe konsekwencje niewłaściwych wyborów osób dorosłych, często obciążające ich psychikę na całe życie.</p>
<blockquote><p>Dziecko to niezwykły dar, który powierzony został pod naszą opiekę na krótko, bo zaledwie na kilkanaście lat</p></blockquote>
<p>Rozwój dzieci nie poczeka na to, by rodzic miał wolny czas, osiągnął sukces zawodowy, miał mniej pracy czy był wypoczęty. Dzieci potrzebują czasu oraz uwagi tu i teraz. Jeżeli natomiast (nawet jeśli nie do końca świadomie) zaprzepaścimy ten okres, może się okazać, że nawet się nie obejrzymy, a nadejdzie moment, w którym usłyszymy od naszych pociech: „Nie wchodź do mojego pokoju”, „Wyjdź stąd!” czy „Tato, nie mogę, jestem zajęty”.</p>
<h4>Relacje dalsze, bliższe i najbliższe</h4>
<p>Kiedy ten czas tak przeleciał? – zastanawiamy się zdumieni, nie mogąc poznać własnego dziecka. Dlaczego ona/on nie chce ze mną rozmawiać? Czemu nie chce spędzać świątecznego czasu z rodziną? – głowią się rodzice, doszukując się przyczyny. Prasa podawała, że w Wigilię oraz pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia kluby i puby z roku na rok są bardziej zapełnione młodymi ludźmi. Czy nikt z nich nie ma rodziny? Zapewne mają, ale wolą spędzić ten czas z przyjaciółmi, z którymi łączą ich bliższe więzy niż z członkami własnej familii.</p>
<p>Obecnie zdumiewamy się, że w polskim społeczeństwie – tradycyjnie przywiązanym do wartości rodzinnych – zaszły aż takie zmiany. Przecież zaledwie kilka lat temu nasze duże zdziwienie wywoływały artykuły na temat słabych relacji rodzinnych w Anglii. Według brytyjskich opracowań zjawisko to jest spowodowane wieloma czynnikami, najczęściej tym, że sześcio-, siedmioletnie dzieci zostają umieszczone przez rodziców w szkolnych internatach. Z rodzicami spotykają się zaledwie raz na dwa, trzy tygodnie, rzadko utrzymują również bliższe kontakty z dziadkami. Prawie naturalną konsekwencją takiej sytuacji jest przekazywanie starszych rodziców do domów opieki.</p>
<h4>W polskich realiach</h4>
<p>Minęło zaledwie kilkanaście lat i proces rozluźniania więzów rodzinnych coraz bardziej zauważalny jest również w naszym otoczeniu. A przecież, jak podkreślają specjaliści, w polskim społeczeństwie rodzina była zawsze mocną ostoją. Elementem łączącym rodzinę był stół, przy którym wspólnie spożywało się posiłki, zwłaszcza niedzielne i świąteczne. To właśnie niepozorny stół, przy którym prowadzi się rozmowy (a nie drogie zabawki, egzotyczne wakacje czy kosztowne gadżety), szczególnie podtrzymuje więzi rodzinne. Bowiem relacje buduje się przede wszystkim przez rozmowę i przebywanie ze sobą. Jak dowiedziono w badaniach, dzieci, które jedzą z rodzicami chociaż jeden posiłek dziennie, nie tylko lepiej nawiązują kontakty interpersonalne, ale też rzadziej wpadają w narkomanię.</p>
<h4>Bo jeśli nie my, to kto?</h4>
<p>Wielu z nas zna słowa Psalmu 127: <em>Oto dzieci są darem Pana, podarunkiem jest owoc łona</em> (Psalm 127:3). Ale czy naprawdę traktujemy swoje dzieci jako dar? Jako podarunek, o który, jak o drogocenny skarb, należy właściwie dbać? Czy też dziecko jest kolejnym życiowym celem, „punktem” do zaliczenia? Wychowania dziecka nie da się, jak innych życiowych celów (kariery, sukcesu zawodowego, kupna domu), odłożyć na później. Dziecko to niezwykły dar, który powierzony został pod naszą opiekę na krótko, bo zaledwie na kilkanaście lat. Oczywiście stanowi to wyzwanie, szczególnie w tym coraz bardziej zabieganym społeczeństwie. Tym bardziej warto ten czas jak najlepiej wykorzystać. Bo jeśli nie my, to kto wychowa nasze dzieci?</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/rodzina/kto-wychowa-nasze-dzieci/">Kto wychowa nasze dzieci?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/tematyka/rodzina/kto-wychowa-nasze-dzieci/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak nie wychować egoisty?</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/tematyka/rodzina/jak-nie-wychowac-egoisty/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/tematyka/rodzina/jak-nie-wychowac-egoisty/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 29 Mar 2016 08:30:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2014/4 (zima)]]></category>
		<category><![CDATA[Lidia Czyż]]></category>
		<category><![CDATA[Rodzina]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1840</guid>

					<description><![CDATA[<p>Najbardziej mnie zdumiało, że ten uczeń naprawdę w to wierzył. Wielokrotnie musiałam mu tłumaczyć, że w klasie mam kilkanaście „pępków świata”, równie dla mnie ważnych jak on. Rok później było o wiele lepiej, ale gdy kiedyś znów zachowywał się wyjątkowo egoistycznie, zażartowałam, że chyba chciałby być królem, aby inne dzieci mu służyły. „No, trochę o [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/rodzina/jak-nie-wychowac-egoisty/">Jak nie wychować egoisty?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Najbardziej mnie zdumiało, że ten uczeń naprawdę w to wierzył. Wielokrotnie musiałam mu tłumaczyć, że w klasie mam kilkanaście „pępków świata”, równie dla mnie ważnych jak on. Rok później było o wiele lepiej, ale gdy kiedyś znów zachowywał się wyjątkowo egoistycznie, zażartowałam, że chyba chciałby być królem, aby inne dzieci mu służyły. „No, trochę o tym marzę” – odpowiedział szczerze.</p>
<h4>MOJE DZIECKO w centrum świata</h4>
<p>„Wszyscy jesteśmy robakami, tyle że mnie wydaje się, że jestem robaczkiem świętojańskim” – powiedział Winston Churchill. Nie tylko dzieci pragną być w centrum świata. Kolejny przykład, z jakim się zetknęłam, to rodzice trzylatków, które niedawno poszły do przedszkola. Nauczycielki dwoją się i troją, by wpoić tym maluchom zasady i normy współżycia w grupie, cierpliwie dzień po dniu uczą je, że liczy się nie tylko moje, ale i twoje. Że trzeba ustępować, przepraszać. Jednak napotykają nieoczekiwany opór&#8230; rodziców. Mama jest oburzona tym, że jej dziecko powinno posiedzieć grzecznie po zjedzeniu przez kilka minut przy stoliku lub przeprosić kolegę, któremu zrobiło krzywdę. „<em>Moje</em> dziecko nie będzie&#8230;! <em>Moje</em> dziecko nie musi&#8230;! Jak można oczekiwać, że moje dziecko&#8230;!” – podnoszą głos zdenerwowani rodzice, uskarżając się na „okropne panie”.</p>
<h4>MOJE DZIECKO musi być przebojowe</h4>
<p><em>Ja, moje, dla mnie, o mnie.</em> Niestety podobnie reagujących dzieci i rodziców jest coraz więcej. Przyczynia się do tego bez wątpienia kultura naszych czasów. Wychowanie dzieci nigdy nie było zadaniem łatwym. Współcześnie jest tym trudniejsze, że rodzice znajdują się pod ogromną presją dynamicznie zachodzących zmian kulturowych: dawna stabilizacja i porządek społeczny się nie liczą; nikt nie jest pewien, czy wykształcenie, które zdobędzie lub zapewni swojemu dziecku, zagwarantuje w przyszłości godne życie. Dawne wartości – skromność, ułożenie, grzeczność – straciły na znaczeniu, stały się wręcz niemodne. Wszyscy muszą walczyć z konkurencją o miejsce pracy, mieszkanie, zarobki, pozycję, często wprost o przetrwanie. Każdy rodzic chce wychować dziecko, które poradzi sobie w świecie, a zatem powinno być odważne, śmiałe, wręcz przebojowe. To niezwykle pożądane i ważne cechy, jednak czy muszą oznaczać, że jednocześnie potomek wyrośnie na egoistę? A może mówienie o tym, żeby nie wychować go na egocentryka, wydaje się wręcz sprzeczne z logiką naszych czasów?</p>
<blockquote><p>Budujmy w dziecku właściwe poczucie własnej wartości, ale nie kształtujmy w nim postaw egoistycznych</p></blockquote>
<h4>MOJE DZIECKO musi odnieść sukces</h4>
<p>Niedawno przeczytałam wywiad z profesorem Tomaszem Zaleśkiewiczem – psychologiem z SWPS we Wrocławiu, który przestrzega przed stałą chęcią awansowania, bycia lepszym i poprawiania wyników. „Takie uwarunkowania – mówi profesor – tworzą podłoże tego, by porządni ludzie robili się źli”. Nie neguje on samej rywalizacji, bo ludzie nadmiernie ulegli i ugodowi są wykorzystywani lub oszukiwani, a także tracą motywację do rozwoju. Ale ostrzega przed asertywną rywalizacją, która bardzo łatwo może się zamienić w gniew i zawiść, nasila zachowania antyspołeczne. „Jak wybrnąć z tej pułapki?” – pyta profesora dziennikarka, na co on odpowiada, że uważa to&#8230; za prawie niemożliwe: „Jeżeli ktoś nie jest w stanie dokonać rewolucji w swoim życiu i systemie wartości, to musi w tym tkwić. Wydaje mi się, że tylko rewolucja może zmienić system [&#8230;], mam na myśli radykalną zmianę sposobu myślenia o rzeczywistości. Tym bardziej że szykujemy sobie następne pokolenia, które będą jeszcze bardziej nastawione na [&#8230;] sukces. Coraz wcześniej wysyłamy dzieci do szkół, zapisujemy na niezliczone kursy. Zamiast z nimi usiąść i pogadać [&#8230;], wozimy je samochodem z jednych zajęć na drugie. Współczesne dzieci rodzą się już chyba z genem sukcesu”*.</p>
<p>Bardzo poruszyły mnie te słowa. Większość rodziców pragnie wychować swoje dzieci tak, aby w przyszłości odniosły one sukces. Stwarzają im jak najlepsze warunki życia i rozwoju intelektualnego. Ale czy nie powinniśmy również uczyć dzieci, że nie wszystkie drogi i sposoby wiodące do celu są właściwe? Chciejmy zadbać o ich rozwój emocjonalny w takim samym stopniu jak o stymulowanie umysłu. Być może jest to nawet trudniejsze, bo wymaga od rodziców więcej wysiłku. Nie da się bowiem zapisać dziecka na zajęcia z inteligencji emocjonalnej podobnie jak na lekcje angielskiego. Tę inteligencję kształtuje się codziennie, praktycznie od urodzenia dziecka. I jest to głównie zadanie rodziców. To ich przykład i przekazywane przez nich wartości decydują w wielkiej mierze o tym, czy dziecko wyrośnie na człowieka empatycznego i wrażliwego czy też na egoistycznego, samolubnego. Owszem, ogromnie ważna jest w tym również rola szkoły, jednak nauczyciel mający pod opieką kilkunastu, a zazwyczaj kilkudziesięciu uczniów nie jest w stanie podczas kilku godzin zajęć dydaktycznych kształtować osobowości każdego z dzieci w takim stopniu, w jakim mogą to robić rodzice. Tym bardziej gdy każde z dzieci próbuje w grupie być tym „naj”: najlepszym, najmądrzejszym. A jeśli się nie uda, chce „zaistnieć” w inny sposób: zachowując się niegrzecznie i arogancko, a nawet agresywnie.</p>
<p>Egoizm, jak dowodzą psychologowie, jest naturalną reakcją emocjonalną człowieka. A jednak Biblia uczy nas zupełnie innego zachowania: <em>Niechaj każdy baczy nie tylko na to, co jego, lecz i na to, co cudze</em> (List do Filip. 2:4). Słowo Boże nie uczy, że nie możemy dbać o swoje dobro, ale że powinniśmy dbać nie tylko o swoją własność czy korzyści. I takiej postawy powinniśmy również uczyć nasze dzieci. Pokazujmy im, że są dla nas ogromnie ważne, ale nie są „pępkami świata”.</p>
<h4>MOJE DZIECKO musi mieć spełnione zachcianki</h4>
<p>Dziecięca natura jest egoistyczna, nastawiona na zaspokojenie potrzeb. I to najlepiej zaspokojenie natychmiastowe. Oczywiście każdy człowiek ma inny temperament, który w dużym stopniu decyduje o sposobie reagowania – bardziej lub mniej dynamicznym i emocjonalnym. Niektóre dzieci są tak nieśmiałe, że nigdy nie poproszą o nic dla siebie, zbyt zawstydzone, by się w ogóle odezwać. Inne natomiast walczą dla siebie o wszystko. I trzeba mądrości w wychowywaniu, by te pierwsze zachęcać i motywować do dbania o własne dobro, a drugie prowadzić tak, by nie wyrosły na egoistów.</p>
<blockquote><p>Przykład rodziców i przekazywane przez nich wartości decydują o tym, czy dziecko wyrośnie na empatycznego człowieka</p></blockquote>
<p>Małe dziecko, mniej więcej do drugiego roku życia, ma problemy, by zrozumieć pojęcie dzielenia się. Trzeba je tego nauczyć. Jest to zadanie łatwiejsze, niemal naturalne w rodzinach z co najmniej dwojgiem dzieci. Dzieci, które mają rodzeństwo, muszą się dzielić prawie wszystkim: miejscem w pokoju, zabawkami, słodyczami, miłością i czasem rodziców. Co nie znaczy, że przychodzi im to łatwo. Jak jednak podają statystyki, współcześnie w Polsce 45% dzieci to jedynacy. W sumie jest ich w kraju ok. 3,5 mln. Te dzieci przez kilka pierwszych lat życia nie przechodzą naturalnego treningu w dzieleniu się, a ich rodzice zazwyczaj, co zrozumiałe, są tak skoncentrowani na dziecku, że gotowi są spełnić niemal każdą jego zachciankę. Dlatego szczególnie jedynacy potrzebują towarzystwa rówieśników – kuzynów, sąsiadów, kolegów w piaskownicy czy na placu zabaw – by uczyć się właściwych zachowań interpersonalnych. Właśnie poprzez zabawę z rówieśnikami dziecko najlepiej zdobywa umiejętność negocjacji i dzielenia się. W przeciwnym wypadku moment pójścia do przedszkola może być dla niego niezmiernie trudny. Maluch zostaje skonfrontowany z faktem, że nie jest jedyny, że nauczycielka musi swoją uwagę podzielić pomiędzy wiele dzieci, a zabawki są wspólną własnością. Może przeżywać wtedy ataki zazdrości i zaborczości, a rodzice nie mogą takiego postępowania bagatelizować, tłumaczyć złym zachowaniem innych dzieci, ich prowokacją. Powinni natomiast cierpliwie tłumaczyć dziecku zasady współżycia z innymi i współpracować w tej kwestii z nauczycielem.</p>
<h4>MOJE DZIECKO nigdy nie jest winne</h4>
<p>Gdy jako nauczycielka słyszę pełne oburzenia stwierdzenie rodziców: „Moje dziecko? Nie, ono na pewno nie jest winne!”, wiem, że sytuacja jest poważna i niełatwa. I to nie ze względu na dzieci, ale na rodziców. W jaki sposób ich dziecko miało się nauczyć empatii, negocjacji i dzielenia się, jeśli nie stworzono mu do tego sprzyjających warunków? W dodatku wiele z tych dzieci wychowuje się w rodzinach niepełnych, w których jedno z rodziców (albo oboje), chcąc skompensować dziecku trudną sytuację rodzinną, całą swoją uwagę i miłość przelewa na dziecko. Oczywiście każdy rodzic powinien budować w dziecku właściwe poczucie własnej wartości, ale nie może przy tym kształtować w nim postaw egoistycznych. By temu przeciwdziałać, rodzice powinni już od pierwszych miesięcy – a najpóźniej od drugiego roku życia – wpajać dziecku zasadę dzielenia się i dawania. Najlepiej robić to w sytuacjach naturalnych: podczas zabawy, jedzenia, ubierania się. Apostoł Paweł pisze: <em>Niech nikt nie szuka własnej korzyści, lecz korzyści bliźniego</em> (1 List do Kor. 10:24). Zdaję sobie sprawę, że taka postawa to wręcz ideał. Osiągnięcie go jest ogromnie trudne, ale powinniśmy do niego dążyć oraz kształtować taką postawę w sobie i innych przez całe życie. A im prędzej zaczniemy tę naukę, tym naturalniej i łatwiej osiągniemy cel.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Jeśli nie chcemy wychować dziecka na egoistę, powinniśmy pamiętać, aby:</strong></p>
<ul>
<li>Uczyć je poszanowania własności – zarówno własnej, jak i cudzej.</li>
<li>Wdrażać je w zwyczaj pożyczania innym różnych rzeczy. Jeśli rodzice mają więcej dzieci, każde z nich powinno mieć rzeczy osobiste (np. ubrania, szafki, ulubione maskotki), ale także takie, które są wspólne (np. zabawki, gry). Rodzice nie powinni również zabraniać dziecku, by pożyczało kolegom w klasie podręczniki, pomoce i materiały. Często rodzice robią to w trosce o własność dziecka, ale w ten sposób wychowują małego egoistę.</li>
<li>Nie podkreślać stale: „Jesteś dla mnie najważniejszy” – bo to naturalnie budzi w dziecku egocentryzm. Dla rodzica ważny powinien być również współmałżonek, rodzice czy rodzeństwo.</li>
<li>Nie wyręczać dziecka w czynnościach, które potrafi wykonać samo, nie być nadmiernie opiekuńczym.</li>
<li>Nie uczyć dziecka, że zawsze wygrywa – np. w grach planszowych czy sportowych. Dzieci, którym rodzice czy dziadkowie zawsze pozwalali wygrać, przeżywają w grupie rówieśniczej ogromny szok w momencie pierwszej porażki – złoszczą się, krzyczą, tupią, bo przecież dotychczas zawsze wygrywały, były najlepsze.</li>
<li>Nie pozwalać dziecku, by to ono zawsze decydowało – np. podczas zakupów czy wybierania programu telewizyjnego.</li>
</ul>
<h6>*Źródło: Gazeta Wyborcza, <em>Wszyscy jesteśmy korpoświrami</em>, 12.09.2014.</h6>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/rodzina/jak-nie-wychowac-egoisty/">Jak nie wychować egoisty?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/tematyka/rodzina/jak-nie-wychowac-egoisty/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
