<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Jan Grzeszkowiak &#8211; Nasze Inspiracje</title>
	<atom:link href="https://naszeinspiracje.com/archiwa/autorzy/jan-grzeszkowiak/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://naszeinspiracje.com</link>
	<description>Magazyn online</description>
	<lastBuildDate>Fri, 29 Jan 2021 12:15:11 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	
	<item>
		<title>Więcej niż zdobywca</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/tematyka/rozwoj-osobisty/wiecej-niz-zdobywca/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 03 Jul 2019 13:43:56 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2015/4 (zima)]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Grzeszkowiak]]></category>
		<category><![CDATA[Rozwój osobisty]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://naszeinspiracje.com/?p=2352</guid>

					<description><![CDATA[<p>Jak zdobyć nową przestrzeń? Kiedy nasyciliśmy się już zamówionym barszczykiem, przyniesiono nam drugie danie. Wziąłem sztućce do rąk – i już chciałem zacząć jeść, kiedy usłyszałem szmer za plecami. Odwróciłem się i zobaczyłem owego kelnera, który był gotowy ze swoją pieprzniczką. Odsunąłem się więc lekko. Kelner przyprawił jedzenie i zniknął. Pomyślałem: „Ten kelner jest zdobywcą [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/rozwoj-osobisty/wiecej-niz-zdobywca/">Więcej niż zdobywca</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h4>Jak zdobyć nową przestrzeń?</h4>
<p>Kiedy nasyciliśmy się już zamówionym barszczykiem, przyniesiono nam drugie danie. Wziąłem sztućce do rąk – i już chciałem zacząć jeść, kiedy usłyszałem szmer za plecami. Odwróciłem się i zobaczyłem owego kelnera, który był gotowy ze swoją pieprzniczką. Odsunąłem się więc lekko. Kelner przyprawił jedzenie i zniknął. Pomyślałem: „Ten kelner jest zdobywcą nowej przestrzeni”. Nigdy wcześniej nie spotkałem kelnera, który z taką gracją przyprawiałby danie. Powiedziałem wtedy do swojej żony: „Jaki wspaniały przykład tego, że człowiek miał pomysł i zrobił coś wyjątkowego – w ten sposób zapamiętamy go na zawsze”.</p>
<h4>Widzieć w sobie zdobywcę</h4>
<p>Aby ktoś został zdobywcą nowej przestrzeni, potrzebne są dwa czynniki: nowa przestrzeń oraz zdobywca. Jednak nie każda osoba czuje się kandydatem na zdobywcę. Prawdę mówiąc, niewielu z nas czuje się zdobywcami. Okazuje się, że często stajemy się nimi wbrew sobie. Inni mogą ocenić nas jako zdobywców, a my uważamy, że nimi nie jesteśmy. Jako konkretny przykład opiszę, co mnie osobiście, dzięki Bogu, udało się zdobyć. Ufam, że każdy człowiek może to odnieść do własnego życia.</p>
<p>Jestem lekarzem i kierownikiem medycznym kliniki, która zajmuje się operacjami wad wzroku. Mamy tych klinik pięć w naszym kraju. Jedną z rzeczy, które, jak wierzę, udało mi się skutecznie wprowadzić w życie, jest sposób, w jaki nasi lekarze podchodzą do pacjentów. Jeśli mamy być zdobywcami, musimy się zastanowić: Co w moim i twoim zawodzie, w mojej i twojej rodzinie, wśród naszych znajomych jest warunkiem do zdobycia nowej przestrzeni?</p>
<h4>Znaleźć punkt widokowy</h4>
<p>Kiedy patrzę na fotografię mężczyzny, który wspina się po skale, myślę sobie, że zapewne wchodzi on na jakiś szczyt. I zastanawia mnie: Ile przestrzeni jest na szczycie? Tak naprawdę nieograniczona przestrzeń rozciąga się przecież dopiero pod szczytem. Kiedy wejdziesz na szczyt, nie spotkasz tam wielu ludzi. Natomiast wejście na szczyt daje ci możliwość widzenia. To proroczy obraz tego, jak się w życiu zmagamy. I zmagamy się nie po to, aby zdobyć nowe przestrzenie, ale aby znaleźć ten punkt widokowy. Każdy z nas zmaga się w swoim życiu, aby dobrze słyszeć Boga i wiedzieć, co On zamierza uczynić.</p>
<h4>Woda spływa w dolinę</h4>
<p>Kiedy już jesteś na szczycie, kiedy dojdziesz do tego miejsca i zaczynasz dostrzegać potrzeby, widzisz tam, na dole, przestrzeń, która rozciąga się przed tobą. To dobry moment, aby razem z Bogiem zejść w tę dolinę. Do niej właśnie ze szczytu spływa Jego woda. To czas, aby współpracować z Duchem Świętym i zdobyć nową przestrzeń. Wszystko, co czynimy w dolinie, kiedy już zejdziemy ze szczytu, polega na tym, aby być emanacją Bożego serca. Żadna przestrzeń do zdobycia w naszym życiu nie rodzi się ze zmagania, aby ją zdobyć. To nic w porównaniu z trudem, jaki podejmujemy, aby się dowiedzieć, co Bóg zamierza teraz uczynić. Wiele jest rzeczy do zrobienia. Ale pytanie brzmi: Co jest tą właściwą rzeczą dla mnie w danym czasie?</p>
<h4>Emanacja Bożego serca</h4>
<p>Przykładowo, kiedy tworzymy w danej firmie standardy podejścia do klienta, pacjenta, zastanówmy się, na ile to wszystko ma być marketingiem, a na ile emanacją Bożego serca. Ponieważ jeśli masz możliwość, aby pokazywać ludziom serce Boga poprzez swoją pracę, możesz z tego uczynić standard.</p>
<blockquote><p>Kiedy w naszym codziennym życiu jesteśmy emanacją Bożego serca, Bóg wkracza w sposób ponadnaturalny</p></blockquote>
<p>W świecie medycyny można zauważyć pewną prawidłowość – mianowicie ci, którzy już się czegoś nauczyli, starannie bronią się przed tym, aby ktoś inny również się tego nauczył. Sam tego doświadczyłem. Były takie momenty na początku mojej drogi zawodowej, w których chciałem pojechać na kurs medyczny, aby się czegoś nowego nauczyć. Niestety mój były szef się na to nie zgadzał. Dzisiaj kieruję zespołem chirurgów, którzy w całej Polsce wykonują zabiegi związane z wadami wzroku. I dziś odczuwam niezwykłą radość, kiedy mogę wyszkolić nowego chirurga. Widzę w danej osobie potencjał rozwoju. Obserwowanie wzrostu drugiego człowieka przynosi mi radość. Kiedy ludzie znajdą kogoś, kto w nich wierzy, reagują w niesamowity sposób. I czy jest to twój współpracownik, twoja żona, dzieci, przyjaciel – wszyscy mamy potrzebę, aby inna osoba w nas wierzyła. Dlatego właśnie tak niezmiernie ważne jest, żebyśmy byli obrazem dobroci Bożego serca.</p>
<h4>W tym, co ponadnaturalne</h4>
<p>Kiedy w naszym codziennym życiu jesteśmy emanacją Bożego serca, Bóg wkracza w sposób ponadnaturalny w to, co się dzieje. Od jakiegoś czasu wyjeżdżam z rodziną misyjnie do Afryki, aby operować osoby z wadami wzroku. Na jedną z naszych misji zamierzaliśmy zabrać ze sobą duży sprzęt. Pomyśleliśmy: „Dlaczego ludzie w Afryce mają mieć wykonywane operacje tylko najbardziej podstawowymi metodami, którymi operuje się od kilkudziesięciu lat? Przecież możemy podchodzić do drugiego człowieka z taką wspaniałością, z jaką Bóg podchodzi do nas. Dlaczego ten wspaniały sprzęt nie mógłby posłużyć chorym w Afryce?”. W związku z tym zorganizowaliśmy wszystko tak, aby móc zabrać ze sobą najnowszy sprzęt, jaki wtedy istniał. Problem stanowił tylko spory nadbagaż. Nie bylibyśmy w stanie za niego zapłacić. Zwracaliśmy się do linii lotniczych, mając nadzieję, że kiedy dowiedzą się o naszej misji, nie będą żądać opłaty za nadbagaż. Odmówili. Staliśmy więc na lotnisku i z wiarą postawiliśmy sprzęt na taśmie. Pani, która przyjmowała bagaż, oznajmiła, że jest za duży. Odparliśmy: „Wiemy, ale my jedziemy na misję”. Wtedy stało się coś niesamowitego. Kobieta wykonała telefon i nagle pojawiła się jakaś osoba, która stwierdziła: „W porządku”. Bagaż przeszedł.</p>
<p>Kiedy wylądowaliśmy na lotnisku w Nairobi, nie organizowaliśmy w żaden sposób naszego przyjęcia tam, na miejscu. W takich sytuacjach wypełnia się kartę imigracyjną, co zabiera sporo czasu. Wszyscy stali w kolejce. I nagle pojawiły się dwie osoby, które podeszły do nas z tymi kartami i pomogły nam je wypełnić. A kiedy przeszliśmy przez odprawę celną, zauważyliśmy, że nasz bagaż już tam jest, a dwóch nieznajomych mężczyzn pilnuje tego drogiego sprzętu. Nie wiemy, kto to był. Ale mamy z żoną pewne podejrzenia, że mogła to być jedna z tych wizytacji anielskich, które nie zawsze od razu rozpoznajemy. Bóg to wszystko uczynił i zabezpieczył.</p>
<h4>Zajrzyj do serca</h4>
<p>Jeśli w jakiejś sytuacji nie masz pojęcia, co jest twoją nową przestrzenią, jak ją zdobyć, czy to coś związanego z twoim zawodem, rodziną, znajomymi – zajrzyj do swojego serca. Tam zrodzi się wizja i odpowiedź na te wszystkie pytania. Rozkoszuj się Panem. Nie myśl: „Jak ja to zdobędę? Nie jestem w stanie”. Pomyśl, że z Bogiem możesz to uczynić. <em>A On da ci, czego życzy sobie serce twoje</em> (Psalm 37:4).</p>
<p>Często mówimy do Boga: „Boże, cokolwiek Ty chcesz dla mojego życia, ja też tego chcę”. Bóg odpowiada: „Tak, ja wiem, czego chcę. Ale chcę się też dowiedzieć, czego ty chcesz, jakie są twoje pragnienia”. Dzielmy się z Bogiem naszymi marzeniami, bo On pragnie je słyszeć i pragnie je spełniać.</p>
<blockquote><p>Są takie przestrzenie, które dla nas zdobywa Bóg. Mówi wtedy: „Nawet jeśli nie czujesz się adekwatny, ja cię takim uczyniłem”</p></blockquote>
<h4>Pisklę czy współpracownik?</h4>
<p>Osobiście borykałem się przez długi czas z wrażeniem, że wszyscy dookoła mnie osiągają bardzo wiele wtedy, gdy się pomodlą – a ja muszę nad tym pracować. I kiedy tak Bogu narzekałem, dlaczego tak jest, że muszę tak wiele rzeczy sam zdobywać, Bóg powiedział mi coś, co ustawiło mnie na resztę mojego życia: „Bo ja cię przygotowuję na współpracownika. A współpracownik musi wiedzieć, jak się współpracuje”. Można być do końca życia pisklęciem, które ma otwarty dzióbek i czeka, aż coś do niego wpadnie. Ale można też być współpracownikiem. Bóg wie, czego możemy w Jego Imieniu dokonać.</p>
<p>Zainwestuj w siebie, abyś był przygotowany. Pamiętaj też, że są ludzie, przy których wzrastasz, i tacy, przy których karłowaciejesz. Wybieraj mądrze. Możemy się modlić o ludzi, którzy mają zgorzkniałe serca, ale to nie przy nich wzrastamy. Dlatego sprzymierzaj się z ludźmi, przy których wzrastasz. Może też nadejść moment, w którym powiesz: „Chociaż nie mam takich ludzi wokół siebie lub są oni nieliczni, sam chcę stać się takim człowiekiem”.</p>
<h4>Zapewnić przyszłość</h4>
<p>W tym kontekście jest bardzo ważne, abyśmy błogosławili ludzi wokół nas. Szczególnie odnosi się to do nas, mężczyzn. W Liście do Hebrajczyków zapisano niezwykłe słowa: <em>Izaak udzielił jakubowi i Ezawowi błogosławieństwa, zapewniającego przyszłość</em> (List do Hebr. 11:20). Czy zdawałeś sobie sprawę, że poprzez właściwe słowa na temat swoich dzieci możesz zapewnić im przyszłość? Nie zasugerować im przyszłość. Nie pomóc im w rozwoju, ale coś więcej. Zapewnić im przyszłość. Może się to wydawać dziwne. Ale jeśli coś jest zbyt dziwne, żeby było prawdziwe, to brzmi jak zamysł Boga.</p>
<p>Wiem, że wielu z nas, mężczyzn, wzdryga się przed tym, aby nazywano nas ojcami. Bóg chce dotknąć naszych serc bez względu na to, jak młodzi czy starzy jesteśmy. Dla wielu ludzi w wielu dziedzinach jesteśmy ojcami. Nawet kiedy mówimy, że nie czujemy się w ten sposób.</p>
<h4>Przestrzeń zdobyta przez Boga</h4>
<p>Gdy byłem w Afryce, miałem czarnoskórego pielęgniarza. Widział, w jaki sposób podchodzę do pacjentów. Czasami udawałem się na inne oddziały i wtedy zabierałem sprzęt przenośny w walizce. Pewnego dnia, kiedy szedłem razem z pielęgniarzem, on wziął tę walizkę do jednej ręki, a drugą ręką chwycił moją dłoń. Tutaj ważny jest kontekst kulturowy. W Afryce nie jest rzeczą stosowną, aby wziąć swoją żonę za rękę w miejscu publicznym, ale kiedy mężczyzna chwyta drugiego za rękę, jest to oznaka głębokiego szacunku, prawdziwej serdeczności, prawdziwej męskiej przyjaźni o najwyższym standardzie moralnym. Razem z pielęgniarzem jeździliśmy na różne odziały i modliliśmy się o chorych – on widział, w jaki sposób Bóg działa. I wtedy właśnie chwycił mnie za rękę i powiedział do mnie: „Ty jesteś jak ojciec”. Bóg mnie nie przygotował na te słowa. To była nowa przestrzeń, którą Bóg zdobył za mnie.</p>
<p>Są takie przestrzenie, które dla nas zdobywa Bóg. Wskakuje sam środek ścieżki naszego życia i mówi: „Oto ja. Zdobyłem dla ciebie nową przestrzeń. Nawet jeśli nie czujesz się adekwatny, ja cię takim uczyniłem”. Jeśli wiesz, że te słowa skierowane są do ciebie, jesteś dla wielu ojcem. I możesz przyjąć to Boże obdarowanie z przekonaniem, że chcesz żyć zgodnie z tym standardem.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/rozwoj-osobisty/wiecej-niz-zdobywca/">Więcej niż zdobywca</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Kto pogasił wszystkie światła?</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/tematyka/rozwoj-osobisty/kto-pogasil-wszystkie-swiatla/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/tematyka/rozwoj-osobisty/kto-pogasil-wszystkie-swiatla/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 31 Aug 2015 11:06:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2014/2 (lato)]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Grzeszkowiak]]></category>
		<category><![CDATA[Rozwój osobisty]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1702</guid>

					<description><![CDATA[<p>Jak to się dzieje, że twoje postanowienia wkrótce obracają się jedynie we wspomnienia? A przecież mają one pozostawić po sobie trwały ślad w postaci twoich skutecznych działań. Pomyśl nad tym przez chwilę. Sporządź listę. Ujawni ona te obszary, które są dla ciebie obecnie polem bitwy. Wkrótce mają szansę stać się pomnikiem zwycięstwa i punktem pozytywnego [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/rozwoj-osobisty/kto-pogasil-wszystkie-swiatla/">Kto pogasił wszystkie światła?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Jak to się dzieje, że twoje postanowienia wkrótce obracają się jedynie we wspomnienia? A przecież mają one pozostawić po sobie trwały ślad w postaci twoich skutecznych działań. Pomyśl nad tym przez chwilę. Sporządź listę. Ujawni ona te obszary, które są dla ciebie obecnie polem bitwy. Wkrótce mają szansę stać się pomnikiem zwycięstwa i punktem pozytywnego zwrotu w twoim życiu. Jak to może się stać?</p>
<p>Przede wszystkim bądź osobą, której doskwiera fakt, że im bliżej jesteś realizacji jakiegoś pomysłu, tym mniej odnajdujesz w sobie chęci i sił na jego wykonanie. Jeśli brak ogniwa łączącego pomysł z wykonaniem nie stanowi dla ciebie problemu, ten artykuł prawdopodobnie nie jest dla ciebie. Jeśli sporządziłeś już wspomnianą listę, zapewne znajdują się na niej imiona osób, które działają na ciebie demotywująco, oraz sytuacje, w których tracisz wiarę w powodzenie swoich działań. A może wymieniłeś także swoje własne wady, których szczerze nie znosisz i które winisz za swoje niepowodzenia?</p>
<h4>I co z tymi przeszkodami?</h4>
<p>Każdy z nas jest inny, a w zależności od tego, czy mamy ogólną skłonność do szukania winy w otoczeniu czy w sobie samych, nasze listy będą się od siebie różnić. Nieważne jednak, w czym upatrujemy przyczyny naszej niechęci do działania – takie podejście ma pewną podstępną i destrukcyjną cechę – sprawia, że stajemy się jeszcze bardziej bierni. Z kolei im bardziej bierni jesteśmy, tym bardziej nabieramy przeświadczenia, że nie warto być wytrwałym. Myślimy, że za to, iż nam się stale nie udaje, odpowiedzialni są inni ludzie, okoliczności, w których przyszło nam żyć, albo nierozerwalnie spojone z nami wady naszego charakteru. Mówimy wtedy: „Taki już jest ten świat; tacy są ludzie; taki już jestem; nie da się tego zmienić”. A skoro się nie da, nie warto robić czegokolwiek. Zwłaszcza gdy życie dostarcza nam przykładów, że próbowaliśmy czegoś dokonać i już kilka razy nam się nie udało. Krok po kroku tracimy nadzieję na zmianę, wiarę w powodzenie oraz motywację do dalszych działań.</p>
<h4>Z motywacją – wstajesz jeszcze raz!</h4>
<p>Pamiętam, jak moje dzieci uczyły się chodzić. Z ogromnym trudem, na słabych jeszcze niemowlęcych nóżkach, starały się utrzymywać równowagę, aby za chwilkę znów z rozmachem zrobić „bęc”. Działo się tak wiele razy, ale żadnemu z nich nie wpadło nawet do głowy, by po upadku nie spróbować ponownie! Ciąg prób stawiania niepewnych kroczków, upadków i podnoszenia się z ziemi powtarzał się nieprzerwanie, aż upadki przestały się zdarzać, a każdy następny krok stawał się pewniejszy i bardziej stabilny.</p>
<blockquote><p>Jeśli zmagamy się ze srogim wiatrem okoliczności, każdy krok we właściwym kierunku przybliża nas do zwycięstwa</p></blockquote>
<h4>Nie trać nadziei</h4>
<p>Uczymy nasze dzieci wielu rzeczy. Jednak mnóstwo razy to dzieci mogą stać się naszymi nauczycielami, jeśli tylko wystarczająco uważnie i z pokorą im się przyjrzymy. W tej konkretnej sytuacji z pewnością możemy się od nich nauczyć, że nie należy rezygnować po kilku niepowodzeniach. Nie należy tracić serca, gdy raz za razem w tych samych sprawach nie udaje nam się osiągnąć sukcesu, ponieważ prędzej czy później nadejdzie chwila, w której nasze kroki staną się wreszcie pewne i stabilne.</p>
<p>Przekonanie o naszej niezdolności do przekuwania postanowień w skuteczne działanie (niezależnie od tego, iloma przykładami i powodami uzasadniane) jest najzwyczajniej w świecie błędne! Trwamy w nim czasem tak mocno, że nie pozwalamy nikomu przekonać nas, że jest inaczej. To główny ideolog w otoczeniu Adolfa Hitlera, Joseph Goebbels, powiedział: „Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą”. Nie dlatego, że nią jest. Dlatego, że powtarzane kłamstwo utrwala nasze błędne wzorce myślenia i zasłania nam oczy na prawdę. Jeśli więc wystarczająco często i długo samych siebie przekonujemy o swojej rzekomej niezdolności do powodzenia w danej dziedzinie – w końcu to kłamstwo tak mocno się w nas zakorzenia, że przyjmujemy je za prawdę.</p>
<h4>Wytrwałość dziecka</h4>
<p>W całej tej historii o wytrwałości dzieci w nauce samodzielnego chodzenia musimy wspomnieć jeszcze o czymś bardzo ważnym – o obecności rodzica. To mama i tata z całego serca wspierają małe dziecko w tej nauce. Pomagają wstać z podłogi, trzymają za rączkę. Tulą, gdy dziecko płacze z bólu po upadku, i całują każdy guz, który sobie nabiło. Nie mogą jednak wyręczyć dziecka w nauce chodzenia. To ono samo musi odnieść ostateczny sukces, przy ich wsparciu. Podobnie na naszej życiowej drodze nigdy nie wolno nam zapomnieć o obecności Rodzica, kochającego Boga Ojca. On jeszcze bardziej niż ziemski rodzic wspiera nas, tuli, podnosi i świętuje każdy, nawet najmniejszy nasz sukces. Trudności kształtują i wzmacniają nasz charakter. Bóg nie może za nas nauczyć się wytrwałości i skuteczności, zupełnie tak samo, jak ziemski rodzic nie może nauczyć się chodzić za swoje dziecko. To nasze własne zadanie, przy Bożym niezawodnym i często nadprzyrodzonym wsparciu. W Bogu ukryte jest wszystko, czego nam potrzeba do właściwego spojrzenia na siebie samych, otaczających nas ludzi oraz okoliczności, do wzmocnienia naszego charakteru oraz motywacji do działania, a także do odniesienia sukcesu.</p>
<h4>Nastawieni na przyszłość</h4>
<p>Nasza wspomniana na początku lista nadal pozostaje aktualna. Jasno pokazuje obszary zmagań w naszym życiu. Rzuca też światło na pola bitew, które często musimy toczyć jednocześnie, a nie kolejno – co wyczerpuje. Cała nasza siła do walki i mądrość do jej prowadzenia płyną od Tego, który przebywa w rzeczywistości nieograniczonej czasem. On jest przy tobie teraz i wie, jak się czujesz, przez co przechodzisz. On zna także twoją przeszłość, widział wszystkie twoje sukcesy, ale też policzył wszystkie twoje łzy. On towarzyszył ci, gdy było ci ciężko. Ale Bóg przebywa także w przyszłości, dlatego wie, dokąd cię poprowadzić, abyś zwyciężył. Odrzuć więc kłamstwa, które powtarzane w twoich myślach i sercu tysiąc razy stały się twoją „prawdą”. Kłamstwa mówiące, że gdyby nie twoje wady, złe okoliczności czy inni ludzie, miałbyś szansę na powodzenie. Tak, bywa, że <em>wiele nieszczęść spotyka sprawiedliwego</em>, ale – nie zapominajmy – <em>Pan wyzwala go ze<strong> wszystkich</strong></em> (Psalm 34:20, pogrubienie dodano). Często zmagamy się z naszymi wadami, niegodziwością ludzi i srogim wiatrem okoliczności, chłostającym naszą twarz. Jednak każdy krok we właściwym kierunku przybliża nas do zwycięstwa!</p>
<h4>Światło, które ujawni drogę wyjścia</h4>
<p>Jeśli zaś zrezygnujemy, nie wyrwiemy się z tego, w czym tkwimy dzisiaj. Jeśli pójdziemy w złym kierunku, będziemy oddalać się od zwycięstwa. Potrzebujemy jasnej oceny swojej sytuacji i wyraźnych wskazówek, co robić dalej. Paradoksalnie (w przeciwieństwie do tego, czego życie uczy nas od wielu lat), z Bogiem widzimy dokładniej, kiedy patrzymy w górę, nie w dół. Im wyraźniej dostrzegamy Boga i Jego zamysły, tym pewniej stąpamy po ziemi. Jeśli zamiast patrzeć na Niego, opuszczamy wzrok oraz drobiazgowo rozpamiętujemy swoje problemy i piętrzące się przed nami przeciwności, tracimy równowagę. Przypomnij sobie, ile razy tak właśnie było w twoim życiu. Biblia mówi tymczasem, żebyśmy nie tylko szli przez życie, ale byli jeszcze bardziej dynamiczni – abyśmy biegli! A biegnąc, abyśmy nie patrzyli pod nogi, ale w górę (co za absurd dla nieodrodzonej przez Boga ziemskiej logiki!). Mamy patrzeć w górę, na „Sprawcę i Dokończyciela wiary” (zob. List do Hebr. 12:1–2). Kiedy tracisz Jezusa z pola widzenia, wypadasz z torów. Przypomnij sobie Piotra chodzącego po rozszalałej sztormem wodzie. Robił to dopóty, dopóki w jego świadomości Jezus przesłaniał mu wszystko inne. Gdy tylko burza zajęła w jego myślach miejsce Jezusa, zaczął tonąć. Ale nawet wtedy Jezus był z nim, aby go wyciągnąć z tarapatów (zob. Ew. Mat. 14:27–33).</p>
<blockquote><p>Złe doświadczenia z przeszłości będą ciągnąć nas czasem za kostkę, jak kula u nogi, starając się powstrzymać nasz rozwój. Ale jeśli się im nie poddamy, wszystko zacznie się zmieniać</p></blockquote>
<h4>Rzeczywistość Nieba</h4>
<p>Nabycie nowych wzorców myślenia nie pojawia się jak światło po wciśnięciu włącznika. Dzieje się, gdy <em>przemieniamy się przez odnowienie umysłu</em> (List do Rzym. 12:2). To proces, który uczy nas żyć w zgodzie z rzeczywistością Nieba. Jest ona nadrzędna wobec burz i sztormów tego świata. Im szybciej zaczniemy zmieniać nasz sposób myślenia, tym lepiej dla nas samych. Złe doświadczenia z przeszłości będą ciągnąć nas czasem za kostkę, jak kula u nogi, starając się powstrzymać nasz rozwój. Ale jeśli się im nie poddamy, wszystko zacznie się zmieniać.</p>
<p>Apostoł Paweł opisał niesamowitą głębię i moc miłości Jezusa do nas. Wymienił wiele przeciwności, które nie są w stanie, jakakolwiek byłaby ich siła, odłączyć nas od Jego miłości. Żadna potęga nieprzyjacielska, żadne prześladowanie, głód czy groźby, ani teraźniejszość, ani nawet przyszłość nie potrafią tego dokonać (zob. List do Rzym. 8:35–39). Czy zauważyłeś jednak, że apostoł Paweł nie wymienia tu przeszłości? Dlaczego? Ponieważ jeśli pozwolisz złym rzeczom ze swojej przeszłości zadomowić się na trwałe w twoim umyśle i wywierać wpływ na twój sposób myślenia (postrzegania siebie samego, ludzi i świata), utworzona w ten sposób ciemna chmura jest w stanie przesłonić ci miłość Jezusa. Dlatego Jezus powiedział: <em>Żaden, który przyłoży rękę do pługa</em> (do działania w Bożej sprawie)<em> i ogląda się wstecz</em> (na swoją przeszłość), <em>nie nadaje się do Królestwa Bożego</em> (Ew. Łuk. 9:62). Czy dlatego, że taka osoba jest nieudacznikiem? Oczywiście, że nie! Dlatego, że nie można biec razem z Bogiem, kiedy się ma głowę odwróconą w przeciwną stronę!</p>
<h4>Zapal światło</h4>
<p>Gdy więc wydaje ci się, że twoje wysiłki do niczego nie prowadzą, i masz poczucie, że nie warto już się starać, odwróć głowę we właściwym kierunku. I nie tylko idź, ale biegnij w tę właśnie stronę. Możesz się czuć, jakby wokół ciebie ktoś pogasił wszystkie światła. Lecz zamiast się zżymać na sytuację, w której się znalazłeś, i tracić czas na szukanie odpowiedzi na pytanie, kto pogasił wszystkie światła, gdzie jest winny – po prostu zapal światło! Nie żyj listą czynników i ludzi odpowiedzialnych, twoim zdaniem, za twoje niepowodzenia. Patrz w górę, na Sprawcę i Dokończyciela twojej wiary. Wróć na właściwy tor, bo twoje zwycięstwo jest bliższe, niż myślisz.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/rozwoj-osobisty/kto-pogasil-wszystkie-swiatla/">Kto pogasił wszystkie światła?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/tematyka/rozwoj-osobisty/kto-pogasil-wszystkie-swiatla/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Świętuj cudze sukcesy</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/numery/zima-2013/swietuj-cudze-sukcesy/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/numery/zima-2013/swietuj-cudze-sukcesy/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 17 Aug 2015 13:47:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2013/4 (zima)]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Grzeszkowiak]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=163</guid>

					<description><![CDATA[<p>Czy zawsze jesteśmy świadomi tego, jak bardzo nasza postawa wpływa na nas samych? Nie jest prawdą, że np. nasza złość uderza wyłącznie w otoczenie. Uderza ona równie mocno w nas: pozbawia trzeźwego spojrzenia na sytuację, uniemożliwia podejmowanie rozważnych, trafnych decyzji i zdecydowanie negatywnie wpływa na stan naszego zdrowia. Natomiast nasz optymizm, uprzejmość i życzliwość w [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/zima-2013/swietuj-cudze-sukcesy/">Świętuj cudze sukcesy</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Czy zawsze jesteśmy świadomi tego, jak bardzo nasza postawa wpływa na nas samych? Nie jest prawdą, że np. nasza złość uderza wyłącznie w otoczenie. Uderza ona równie mocno w nas: pozbawia trzeźwego spojrzenia na sytuację, uniemożliwia podejmowanie rozważnych, trafnych decyzji i zdecydowanie negatywnie wpływa na stan naszego zdrowia. Natomiast nasz optymizm, uprzejmość i życzliwość w stosunku do ludzi nie tylko im poprawiają humor i sprawiają, że jest im w życiu lżej. W nas samych również wywołują bardzo pozytywne skutki. Choć czasem pozory mylą, można zaobserwować, że na ludzkich obliczach wyryte są te emocje, którymi w przeszłości najczęściej raczyli swoje twarze.</p>
<h4>Reakcja zwrotna</h4>
<p>Im bardziej jesteśmy przyjaźni, życzliwi, przebaczający i cierpliwi w stosunku do otoczenia, tym większą przysługę wyświadczamy sobie samym. Warto o tym pamiętać w kontekście biblijnego prawa siania i zbierania – co człowiek sieje, to będzie zbierać. Nie zdarzyło się jeszcze, żeby ktoś zasiał trawę, a zebrał kukurydzę. Nikogo nie dziwi, że nasiona trawy rodzą siewcy tylko i wyłącznie trawę. A mimo to jesteśmy zaskoczeni, że owoce rozsiewanych przez nas złych nasion okazują się równie złe. Co ciekawe, nie spodziewamy się także, że rozsiewane przez nas dobro zaowocuje na naszą korzyść. Bóg powiedział: <em>Co człowiek sieje, to i żąć będzie</em> (List do Gal. 6:7b). Pamiętajmy, że jest to nie tylko przestroga. To wspaniała obietnica!</p>
<h4>Skonfrontowani ze szczęściem innych</h4>
<p>W naszej kulturze nad otwartością, życzliwością i optymizmem niestety często dominują zaciętość, podejrzliwość i zgryźliwość w stosunku do innych ludzi. Jeśli jesteśmy skupieni tylko na sobie, trudno przychodzi nam żywić szczerą radość z sukcesu i szczęścia innych. Myśl wyrażająca się słowami: „A ja – to co?” bywa naturalną refleksją nad pomyślnością innych.</p>
<blockquote><p>Wspólne świętowanie cudzych sukcesów przyczynia się do ich pomnażania</p></blockquote>
<p>Łatwo nam świętować sukcesy innych, gdy sami odnieśliśmy jeszcze większe. Jak jednak świętować z kimś, kto właśnie zdobył to, na czym nam samym tak bardzo zależy, a czego nie otrzymaliśmy? Nie mam tu na myśli lepszej pracy, podwyżki czy nowego samochodu, choć oczywiście dotyczy to również i takich sytuacji. Chodzi raczej o nasze reakcje, gdy widzimy pomyślność życia innych ludzi dokładnie w tych dziedzinach, w których sami niesiemy najbardziej bolesne rany i wieloletnią tęsknotę za zmianą. Może to dotyczyć rodziców dzieci, które zeszły na złą drogę, tymczasem znajomi wiodą tak udane życie rodzinne. Może się to odnosić do sytuacji kobiety od lat bezskutecznie poszukującej mężczyzny, który pokochałby ją bez reszty, podczas gdy każda z jej koleżanek wyszła już dawno szczęśliwie za mąż. To może być tęsknota mężczyzny, który bezskutecznie stara się o poważanie swojej żony, widząc jednocześnie, jak jego kolega w oczach swej żony jest prawdziwym bohaterem. To także położenie chrześcijanina zmagającego się od lat z problemem, od którego jego znajomy został uwolniony przez Boga w jednej chwili i każdemu z radością o tym zwycięstwie opowiada. To również sytuacja chorego, który prosił innych o modlitwę, a po niej po raz kolejny wraca do domu z chorobą, słysząc jeszcze w swoich uszach radość tych, którzy zostali uzdrowieni. Moglibyśmy mnożyć przykłady ludzi zgnębionych, o złamanych sercach. Tych, którzy w życiu innych dostrzegają z tęsknotą i bólem to, czego sami najbardziej pragną, a czego nie doświadczają. W konfrontacji ze szczęściem innych najbardziej ludzką reakcją jest żal, poczucie opuszczenia, bycia kimś gorszym, rozgoryczenie, a czasem zazdrość i nienawiść w stosunku do tych, którzy mają to, czego nam tak bardzo brakuje. Wtedy własna deprywacja, poczucie pozbawienia pomyślności tak bardzo boleśnie daje o sobie znać. Czy nie wydaje się więc absurdalnym oczekiwać, że w takiej sytuacji można wzbudzić w sobie radość ze szczęścia innych? A nawet jeśli można ją wzbudzić, to po co? Odpowiedź na te pytania może przemienić nasze życie na zawsze.</p>
<h4>Owoce naszych reakcji</h4>
<p>Jeśli zatem nasza reakcja na wydarzenia w życiu innych ludzi determinuje często to, co dzieje się w naszym życiu – jak obchodzimy się z cudzą pomyślnością i powodzeniem? Podobieństwo o dziesięciu minach, przytoczone w 19 rozdziale Ewangelii św. Łukasza, dotyka spraw daleko głębszych niż zysk finansowy z obracania powierzonymi pieniędzmi. Mówi bowiem o tym, jak obchodzimy się z powierzoną nam cudzą własnością. Jeśli obchodzimy się z nią właściwie i odpowiedzialnie, zyskuje nie tylko właściciel – my także. W przypowieści mowa jest o nagrodzie w postaci objęcia władzy nad miastami. Oznacza to nic innego jak rozwój, wzrost znaczenia i autorytetu, poszerzenie możliwości życiowych. W tym tkwi sedno!</p>
<h4>W oczekiwaniu przełomu</h4>
<p>Rodzi się więc zasadnicze pytanie: czy dokładamy starań, aby jeszcze bardziej pomnożyć tę cudzą pomyślność i powodzenie? Jeśli niezależnie od tego, jak bardzo tęsknimy za przełomem we własnym życiu, prawdziwie cieszymy się z pomyślności i błogosławieństwa w życiu innych ludzi, jesteśmy z pewnością na właściwej drodze. Nasza życzliwość, poparcie, gratulacje, wspólne świętowanie cudzych sukcesów przyczyniają się do ich pomnażania. Im serdeczniej, tym skuteczniej. Jezus nie pozostawia przy tym żadnych wątpliwości: ten, kto właściwie obchodzi się z cudzym błogosławieństwem, sam będzie błogosławiony konkretnym rozwojem i może oczekiwać przełomu. Nieprzyjaciel Boga z pewnością nie chce ani właściwych reakcji na powodzenie i sukcesy innych, ani rozwoju i przełomu w życiu tych, którzy sami tak rozpaczliwie za nimi tęsknią. Dlatego właśnie robi, co tylko może, byśmy tkwili w złych i destrukcyjnych wzorcach myślenia i działania. Nasze poczucie klęski, przegranej w życiu oraz frustracja potęgowana widokiem tych, którym się powiodło, wpędzają nas w spiralę złych reakcji. A to, zamiast otwierać nam drogę do przełomu w naszym własnym życiu, coraz bardziej nas od niego oddala.</p>
<blockquote><p>Kto właściwie obchodzi się z cudzym błogosławieństwem, ten sam może oczekiwać przełomu</p></blockquote>
<h4>Droga do dobrych przełomów</h4>
<p>Trudno jest świętować szczęście innych, gdy sami zmagamy się z niepowodzeniem, być może nawet w tej samej dziedzinie. Świętowanie nie przychodzi nam wtedy naturalnie. Jednak mamy wszelkie podstawy, by oczekiwać tego, co ponadnaturalne – Bożego działania w nas. Podobnie jak Dawid, który musiał nakłaniać swoją nie zawsze do tego gotową wolę i emocje, mówiąc: „Chwal, duszo moja, Pana!”. Nie inaczej jest w naszej sytuacji. I my musimy wykonać pewien wysiłek, pewien krok wiary, który Bóg podeprze swoim ponadnaturalnym działaniem. To umożliwi nam dalszy bieg. Właśnie dlatego apostoł Paweł daje nam pewne polecenie: <em>Weselcie się z weselącymi się, płaczcie z płaczącymi</em> (List do Rzym. 12:15). Gdyby to było takie proste i naturalne, polecenie byłoby zbędne.</p>
<h4>Wobec czyjegoś szczęścia</h4>
<p>Mamy pewne zadanie do wykonania wobec innych. Dotyczy to konkretnej postawy, którą powinniśmy przyjąć zarówno wobec tych, którzy się smucą, jak i tych, którzy się cieszą. Najczęściej łatwiej nam przychodzi płakać z płaczącymi, kiedy doświadczają oni poważnych kłopotów w swoim życiu. Nawet wtedy, gdy sami przechodzimy przez problemy, towarzyszymy innym w ich smutku. Prawdziwe wyzwanie zaczyna się w momencie, w którym sami jesteśmy przygnębieni, a mamy „weselić się z weselącymi”. Zastanawiające, że napisano to w formie polecenia. Niezależnie od tego, jak bardzo sami potrzebujemy przełomu w jakiejś dziedzinie życia, mamy cieszyć się powodzeniem innych. Dlaczego? Ponieważ klucz do naszego własnego przełomu, rozwoju, wyjścia z wieloletnich niepowodzeń i pasma klęsk tkwi niejednokrotnie w tym, jak obchodzimy się z cudzą własnością.</p>
<h4>W przygotowaniu i oczyszczeniu</h4>
<p>Jeśli widząc powodzenie w życiu innych ludzi, dziękujemy za nie Bogu, zamiast popadać w zgorzknienie z powodu własnych niedostatków, nasze serce doznaje oczyszczenia, a my stajemy się gotowi na Boże działanie. Gdy więc od dawna czekamy na zmianę w naszym życiu, a ona ciągle nie nadchodzi, zbadajmy własne serce. Zwróćmy uwagę, jaką przyjmujemy postawę wobec pomyślności innych. Jeśli jest niewłaściwa, zmieńmy ją koniecznie! Może się bowiem okazać, że stanowi jedyną przeszkodę w otrzymaniu przez nas tego, o co tak długo się modlimy.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/zima-2013/swietuj-cudze-sukcesy/">Świętuj cudze sukcesy</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/numery/zima-2013/swietuj-cudze-sukcesy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Służba uzdrowienia</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/tematyka/pelne-zdrowie/sluzba-uzdrowienia/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/tematyka/pelne-zdrowie/sluzba-uzdrowienia/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 12 Aug 2015 10:48:49 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2012/4 (zima)]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Grzeszkowiak]]></category>
		<category><![CDATA[Pełne Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=456</guid>

					<description><![CDATA[<p>W rozmowach na temat uzdrowienia część argumentów ma charakter teologiczny, część natomiast wynika z osobistych doświadczeń, przemyśleń i obserwacji. Moje medyczne wykształcenie i dość spore już doświadczenie w kwestii Bożego uzdrowienia sprawiają, że potrafię zrozumieć przedstawiane argumenty. Jednak chciałbym także podzielić się kilkoma refleksjami. Są one rezultatem osobistych doświadczeń, obserwacji i czasu spędzonego z Bogiem [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/pelne-zdrowie/sluzba-uzdrowienia/">Służba uzdrowienia</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>W rozmowach na temat uzdrowienia część argumentów ma charakter teologiczny, część natomiast wynika z osobistych doświadczeń, przemyśleń i obserwacji. Moje medyczne wykształcenie i dość spore już doświadczenie w kwestii Bożego uzdrowienia sprawiają, że potrafię zrozumieć przedstawiane argumenty. Jednak chciałbym także podzielić się kilkoma refleksjami. Są one rezultatem osobistych doświadczeń, obserwacji i czasu spędzonego z Bogiem nad zagadnieniem samego uzdrowienia oraz służby uzdrowienia.</p>
<h4>Autentyczność czy udawanie?</h4>
<p>Jedną z najbardziej atrakcyjnych dla otoczenia cech żyjącego z Bogiem chrześcijanina jest autentyczność. Któż z nas dałby się zwieść sztucznemu zainteresowaniu, przyklejonym, nieszczerym uśmiechom czy nieprawdziwym świadectwom życiowej przemiany? Nawet gdyby tak się stało, nasza fascynacja przerodziłaby się prędzej czy później w odrazę w stosunku do tych, przez których zostaliśmy po prostu oszukani. Musimy o tym pamiętać. Bowiem jeśli w jakąkolwiek dziedzinę naszego życia wkrada się sztuczność i fałsz, natychmiast tracimy to, co najbardziej przekonujące: prawdziwość i autentyczność. Jest to zarazem sygnał, że niedostatki naszej relacji z Bogiem i przygasające namaszczenie, zamiast uzupełniać w czasie spędzonym z Nim, staramy się rekompensować ludzkimi technikami. Staramy się przekonać innych, że „Bóg nadal działa”. Przykładów jest mnóstwo. Weźmy chociażby radość. Gdy zaczyna brakować autentycznej radości wynikającej z naszego codziennego zachwytu Jezusem, nie potrafimy cieszyć się podczas uwielbiania Boga w kościele. Jeśli nie jesteśmy pogodni w relacjach z innymi, tłumaczymy się, że ta radość to nie jakaś tania i hałaśliwa radość, ale to radość „głęboka”. Czasem bywa ona tak „głęboka”, że w ogóle przestaje być widoczna! Smutek po prostu widać na twarzy. Bądźmy szczerzy. Ta „głęboka” radość najczęściej jest po prostu brakiem radości. Czasem dajemy się nieprzyjacielowi wodzić za nos i zamiast zaczerpnąć tej prawdziwej radości u samego Boga, przestajemy być autentyczni. Udajemy, że jesteśmy radośni. Udajemy, że się nie martwimy. Udajemy, że się nie denerwujemy. Być może żyjemy pod presją konieczności wykazywania chrześcijańskich cech, nawet wtedy, gdy one się jeszcze nie rozwinęły. W takie sidła wpada wielu chrześcijan. To rozdźwięk pomiędzy tym, co szczere i prawdziwe, a tym, co jedynie udawane.</p>
<h4>W obawie przed wypaczeniami</h4>
<p>Cóż to wszystko ma wspólnego ze służbą uzdrawiania? Więcej, niż przypuszczamy. Spójrzmy, co się dzieje, gdy ludzie wierzący są przekonani (zresztą słusznie), że Boża obecność wśród nich powinna być związana z występowaniem uzdrowień, a tych uzdrowień jednak nie ma? Dlaczego zamiast otwarcie przyznać się do tego, że nie doświadczamy uzdrowień, ale tęsknimy za nimi i szukamy Bożego oblicza w tej sprawie, czasem dokładamy wszelkich starań, aby udowodnić, że jednak uzdrowienia są? Rezultaty są podobne do tych z przykładu o radości: uzdrowienia są tak „głębokie”, że często niewidoczne. Wmawiamy ludziom, że zostali uzdrowieni, choć to nie nastąpiło. Tracimy autentyczność, a ludzie rzekomo uzdrowieni muszą zmagać się z rozdźwiękiem pomiędzy tym, co widzą i czują w swoim ciele, a tym, co im wmówiono. Co gorsza, wszelkie wątpliwości bywają napiętnowane jako brak wiary. Nic więc dziwnego, że największa opozycja wobec uzdrowień nie dotyczy niezaprzeczalnych faktów, bo z nimi dyskutować się nie da. Dotyczy natomiast nadużyć, niedojrzałości oraz instrumentalnego traktowania chorych w służbie uzdrowienia.</p>
<p>Najgorszą rzeczą, jaką w obliczu nadużyć można zrobić, jest przekreślenie dziedziny, którą one wypaczają. W wielu miejscach zaniechano modlitwy o chorych ze strachu, w imię ochrony wierzących przed ewentualnymi nadużyciami w kwestii uzdrowienia. Podobnie w związku z nadużyciami w sferze służby proroczej zakazuje się prorokowania, by nie doszło do kolejnych nadużyć. Problem leży w tym, że na błędy reagujemy kolejnymi błędami. Najskuteczniejszym sposobem walki z tym, co błędne i skażone, jest ukazanie, jak powinno to funkcjonować w sposób właściwy i czysty. Nikt przecież nie zamyka wszystkich szpitali tylko dlatego, że czasem zdarzają się błędy w leczeniu.</p>
<blockquote><p>Zachęcam do modlitwy aż do skutku. Nazywam to trwaniem w wierze, że Bóg jest zawsze dobry, że jest wierny, że Bóg nie jest dawcą niewoli</p></blockquote>
<h4>Przykład Jezusa</h4>
<p>Jaka w związku z tym powinna być nasza postawa? Jak poruszać się bez obaw i rozwijać się w służbie uzdrawiania? Jak nie przynosić zgorszenia i nie pogłębiać bólu osób cierpiących? Jak nie niszczyć wiary w uzdrowienie u tych, którzy obserwując nadużycia w tej dziedzinie, stają się wobec niej sarkastyczni? Kluczem – zadziwiające, że znów, jak w tylu innych dziedzinach – jest miłość. Miłość nie patrzy bezczynnie na innych w niedoli i „nie szuka swego”. Cóż to praktycznie znaczy? Dokładnie to, czym kierował się Jezus. On nienawidził grzechu i choroby. Jedno i drugie wkroczyło na ziemię wraz z upadkiem człowieka, rujnując jego ducha, duszę i ciało, trzymając go w więzach cierpienia. Ten, który powiedział o sobie:<em> bom Ja, Pan, twój lekarz</em> (Ks. Wyj. 15:26c), przyszedł na ziemię w jakimś celu. Przyszedł, aby wyzwolić więźniów (a więc tych, którzy są w niewoli z powodu własnych przewinień) i wyprowadzić na wolność jeńców (będących w niewoli nie z własnej winy). Pismo Święte mówi nam, <em>że jeśli Syn nas wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziemy</em> (Ew. Jana 8:36). To o Nim król Dawid prorokował w Psalmie 103 (w. 3), mówiąc: <em>On odpuszcza wszystkie winy twoje, leczy wszystkie choroby twoje</em>. Idąc na krzyż, Jezus Chrystus wziął na siebie wszystkie nasze grzechy i wszystkie nasze choroby, <em>a Jego sińcami zostaliśmy uzdrowieni</em> (1 Piotra 2:24). Zadziwiające, że pomimo to ludzie nadal się zastanawiają, czy uzdrowienie jest zgodne z wolą Boga.</p>
<p>Nikt 2000 lat temu nie miał wątpliwości, że źródłem choroby jest szatan, a źródłem pełni zdrowia – Bóg. O Jezusie napisano, że przyszedł, aby ukazać nam Ojca. O samym sobie Jezus mówił: <em>Ja i Ojciec jedno jesteśmy</em> (Ew. Jana 10:30) oraz <em>Kto mnie widział, widział Ojca</em> (Ew. Jana 14:9). Ojcowskie serce Boga nie pozostawało bierne wobec cierpiących. Nie było ani jednej osoby, na którą Jezus zrzuciłby „błogosławieństwo” choroby, mówiąc: „To cię nauczy pokory i dojrzałości”. Ani jednej. Gdziekolwiek Jezus się pojawiał, roztaczał wokół siebie przestrzeń Bożego Królestwa, w której czymś całkowicie naturalnym są uwolnienie, uzdrowienie i przebaczenie! Co więcej, od tamtego czasu Jezus nie zmienił się ani odrobinę.</p>
<blockquote><p>Jezus poniósł na krzyż każdą chorobę i poprzez uzdrowienie otrzymuje chwałę za to, czego dokonał</p></blockquote>
<h4>„Prawda” dopasowywana do doświadczeń</h4>
<p>No tak, przyznamy, ale przecież nie każdy, komu usługujemy, jest uzdrowiony. To prawda. Ale każdy, któremu On usługiwał – był. Nasz problem polega na tym, że czasem nie uznajemy, iż prawda o Jezusie takim, jakim widzimy Go na kartach Biblii, jest niepodważalna. A prawdą jest, że On uzdrawiał wszystkich. Świadczył tym jednoznacznie, jaka jest wola Boga wobec chorującego człowieka. Powinniśmy codziennie zabiegać o to, by nasze doświadczenia życiowe stopniowo dorastały do spójności z tą właśnie prawdą. Tymczasem często wybieramy odwrotny model działania. Staramy się dopasować prawdy zawarte w Bożym Słowie do naszych własnych doświadczeń. Skoro więc nie każdy, o kogo się modlimy, zostaje uzdrowiony, przyjmujemy, że Bóg po prostu nie chciał go uzdrowić. Teologia, którą w ten sposób tworzymy, godzi w prawdę o Jezusie.</p>
<p>Jezus nikogo nie odesłał z chorobą, mówiąc: „Dla ciebie wybrałem drogę zniewolenia chorobą”. Przerzucając winę za brak uzdrowienia na Boga, okradamy samych siebie z możliwości wzrostu w służbie uzdrawiania. Jeśli Jezus uzdrawiał wszystkich i nadal pragnie uzdrowienia dla każdego człowieka, naszym zadaniem jest wzrastać w namaszczeniu tak, by coraz więcej ludzi, którym usługujemy, było uzdrawianych zgodnie z Bożym pragnieniem. Zgodnie z ceną, którą za to uzdrowienie Jezus sam zapłacił, dając się ubiczować i przybić do krzyża. Czasami zmieniamy biblijny wzorzec, do którego mamy dorastać, mówiąc: „Tak, Jezus nie każdego chce uzdrowić, ale warto spróbować się pomodlić, może tym razem zechce”. To nie jest postawa wiary. Jezus już zapłacił za uzdrowienie najwyższą cenę. Jeśli myślimy, że u Boga musimy wybłagać uzdrowienie dla cierpiących, o których się modlimy, to tak, jakbyśmy byli przekonani, że nasze własne współczucie i miłość są większe od Bożego. I dopiero musimy Go przekonać, żeby zmiękczył dla nich swoje serce. To absurd. Nasza modlitwa o chorych nie ma na celu zmiękczenia Bożego serca i przekonania Boga, że „warto”. Nasza modlitwa musi być modlitwą zwycięstwa i obwieszczania tego, co już się dokonało na krzyżu.</p>
<h4>Rujnowanie wiary w uzdrowienia</h4>
<p>Cóż jednak począć, jeśli ludzie, o których się modlimy, nie zostają uzdrowieni? Jak zareagować, kiedy wiemy już, że przeszkody nie leżą po Bożej stronie? Zacznijmy od tego, czego nie należy robić. Niektórzy, kierując się dobrymi intencjami i chcąc jakoś pocieszyć osobę, która uzdrowienia nie doświadczyła, starają się wytłumaczyć zaistniałą sytuację. Mówią, że być może Bóg ma inny plan niż uzdrowienie. Takie słowa przynoszą więcej szkody niż pożytku. Dlaczego? Ponieważ burzymy w ten sposób nasze własne przekonanie, że Jezus poniósł na krzyż każdą chorobę, zapłacił za nią cenę najwyższą i poprzez uzdrowienie otrzymuje chwałę za to, czego dokonał. Chwałę, której w przeciwnym razie by nie otrzymał.</p>
<p>Po drugie, tak postępując, rujnujemy wiarę w uzdrowienie u osoby, której usługujemy. Jeśli skutecznie ją przekonamy, że skoro nie doświadczyła uzdrowienia, to Bóg najwyraźniej ma w stosunku do niej inne plany niż uzdrowienie, jak możemy oczekiwać, że kiedykolwiek w przyszłości będzie chciała ponownie modlić się o uzdrowienie? Osoba taka często ulega rezygnacji i staje się bierna. Przestaje się modlić, by Bóg pokazał jej przeszkody na drodze do uzdrowienia. Ostatecznie, jeśli Bóg nie chciałby uzdrowić, po co w ogóle szukać przeszkód? Cóż więc w takiej sytuacji, jako usługujący, możemy począć?</p>
<blockquote><p>Bóg dotknął mnie i trwale uzdrowił, wiedząc jak bardzo tego pragnąłem. To On, nie ja, wybrał odpowiedni moment</p></blockquote>
<h4>Dotyk Bożej miłości</h4>
<p>We własnej służbie cały czas staram się pielęgnować w sobie świadomość, że głównym powodem, dla którego modlimy się o chorych, nie jest to, aby zostali uzdrowieni. Choroba, z którą przychodzą, to bardzo ważny powód do modlitwy, ale nie główny. Głównym powodem, dla którego modlimy się o chorych, jest to, aby dana osoba odczuła Bożą miłość, aby została otoczona Bożym współczuciem i przekonaniem, że Bóg tak samo nienawidzi tej choroby jak ona. Jeśli więc osoba, o którą się modlę, nie zostaje cudownie uzdrowiona i można to sprawdzić natychmiast, mówię, że Bóg ją kocha, że nienawidzi tej choroby, że zapłacił za jej uzdrowienie. I choć muszą istnieć jakieś przeszkody, dziś posunęliśmy się o krok do przodu w kierunku uzdrowienia. Zapraszam ją, by zwróciła się do Boga w modlitwie w tej sprawie. On może ukazać jej, jakie przeszkody stoją na drodze ku uzdrowieniu. Czasami może to być nieprzebaczenie, urazy, trwanie w grzechu (ale nie zawsze to jest powodem – pomyślmy chociażby o kimś chorym od urodzenia). Przede wszystkim zachęcam, by chciała się modlić o uzdrowienie następnym razem. Aż do skutku. Wielu ludzi uznaje to za rozbudzanie fałszywej nadziei lub niepotrzebnych złudzeń. Ja nazywam to trwaniem w wierze, że Bóg jest zawsze dobry, że jest wierny, że poniósł na krzyż wszystkie nasze grzechy i wszystkie nasze choroby, że Bóg nie jest dawcą niewoli.</p>
<p>Niektóre uzdrowienia dokonują się natychmiast, inne po miesiącach lub latach. Bóg ma w swoim sercu uzdrowienie całego człowieka, nie tylko jego ciała. Jest to jeden z powodów, dla których czasem potrzeba czasu, zanim nastąpi uzdrowienie. Osoby zaangażowane w służbę uzdrawiania mogą potwierdzić, że czasem dopiero po którejś z rzędu modlitwie dokonuje się uzdrowienie.</p>
<p>Przez wiele lat borykałem się z pewną chorobą skóry, która sprawiała, że czułem się niezręcznie i nieestetycznie. Stosowałem przez lata najnowocześniejsze leki, modliłem się o uzdrowienie. Rozwiązanie jednak nie nadchodziło. Myślałem, że pewnie dla Boga nie jest to ważne. Nie zagrażało to przecież mojemu życiu. Wokół było wielu ludzi bardziej chorych ode mnie. Jednak cały czas pielęgnowałem w sobie świadomość, że Bóg jest zawsze dobry i troszczy się o mnie. Nie przestawałem się modlić. Co nie znaczy, że modliłem się stale czy systematycznie w tej sprawie. I wtedy, gdy nauczyłem się już jakoś z tym żyć, gdy modlitwy w tej sprawie stały się zupełnie okazjonalne, nadeszła ta niedziela. Mieliśmy na nabożeństwie wspaniały czas uwielbienia. Tego samego popołudnia, już w domu, wykonując jakieś codzienne czynności, spojrzałem przez moment na swoje ręce i dopiero po jakiejś chwili dotarło do mnie, że są całkowicie zdrowe! Nikt się o mnie nie modlił, nikt nie kładł na mnie rąk, nie czułem w czasie nabożeństwa żadnych szczególnych zjawisk w moim ciele, a jednak sam Bóg dotknął mnie i trwale uzdrowił, wiedząc, jak bardzo tego pragnąłem. To On, nie ja, wybrał odpowiedni moment i właściwy sposób. Musimy o tym pamiętać, usługując innym.</p>
<h4>Boże sposoby uzdrawiania</h4>
<p>To Bóg, nie my, wybiera sposób i czas uzdrowienia. Wiele błędów rodzi się wtedy, gdy wrażliwość na Boże prowadzenie staramy się zastąpić naszymi „technikami” uzdrawiania. Zamiast kopiować metody, dokładajmy starań, by pogłębiać naszą codzienną relację z Bogiem i uczyć się rozpoznawać Jego głos, przemawiający do nas na wiele sposobów. Wówczas każdy aspekt naszej służby w dziedzinie uzdrawiania naznaczony będzie tą najważniejszą cechą – Bożą miłością płynącą przez nas do osoby, której usługujemy. Pamiętajmy, że objawienie faktu, jak bardzo jest przez Boga ukochana, wzbudza w jej sercu pokłady wiary. Teraz jednak, jak mówi Pismo Święte,<em> głębina przyzywa głębinę</em> (Psalm 42:8) – głębia Bożej miłości przyzywa spoczywającą głęboko w sercu człowieka wiarę w Bożą dobroć i moc. Rozczarowanie dotychczasowymi doświadczeniami, modlitwami o uzdrowienie, które nie przyniosły widocznych skutków, ustępuje miejsca świeżej nadziei i wierze. Wiedząc o tym, jakie spustoszenie w duszy chorego może uczynić rozczarowanie modlitwą, która nie przyniosła spodziewanego uzdrowienia, nie wolno nam zapominać o ważnej kwestii. O tym, jak wiele opieki, ciepła, zachęty i bliskości wspierających wierzących potrzebują ci, którzy po modlitwie o uzdrowienie nie doświadczyli go. Jezus jednym tchem wypowiada zdanie mówiące o tym, że<em> mamy weselić się z weselącymi się i płakać z płaczącymi</em> (List do Rzym. 12:15). Takie wsparcie jest po prostu bezcenne. Gdybyśmy dawali go więcej w służbie uzdrawiania, mielibyśmy dziś znacznie mniej poranionych, porzuconych, tonących w poczuciu odrzucenia i zgorzknienia wierzących, którzy nadal potrzebują uzdrowienia, ale stracili na nie wszelkie nadzieje.</p>
<p>Jeśli sami jesteśmy w podobnej sytuacji, odwróćmy swoje myśli od tego, jak zostaliśmy poranieni, gdy szukaliśmy uzdrowienia. Zwróćmy je na Jezusa, na Tego, który uzdrawiał wszystkich, którzy do Niego przychodzili z wiarą. On leczył w 100 proc. skutecznie! Nie występowały też żadne powikłania. Spójrzmy, jak bardzo nas kocha. W środku swojego cierpienia zwróćmy swoje serce z nadzieją ku Niemu, wiedząc, że On jest zawsze dobry. Nie rezygnujmy, bo kiedyś nadejdzie ten dzień! On zna czas i On zna sposób.</p>
<blockquote><p>Jezus już zapłacił za uzdrowienie najwyższą cenę. Nasza modlitwa musi być modlitwą zwycięstwa i obwieszczania tego, co już się dokonało na krzyżu</p></blockquote>
<h4>Drogi Bożej interwencji</h4>
<p>Pamiętajmy również, że to, iż Bóg uzdrawia chorych, wcale nie oznacza, że gardzi medycyną. Jako wierzący lekarz nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Podobnie zresztą jak to, że Bóg rozmnaża chleb, wcale nie oznacza, że gardzi piekarnią. Najlepszym przykładem, którym mógłbym to zilustrować, jest historia pewnej afrykańskiej staruszki, z którą zetknąłem się podczas naszej ostatniej misji w Kenii. Jednym z aspektów naszej działalności było docieranie z opieką medyczną do bardzo odległych osad. Mieszkający w nich ludzie, którzy potrzebowali operacji, transportowani byli do szpitala, w którym przeprowadzałem operacje okulistyczne. Pozostali zaopatrywani byli na miejscu. Dziesiątki, czasem setki osób przybywały z okolicy i gromadziły się pod drzewami, na trawie w oczekiwaniu na nasze przybycie. Przed rozpoczęciem badań zwracałem się do nich z kilkuminutowym ewangelizacyjnym przesłaniem. Ludzie oddawali życie Jezusowi, następowały uzdrowienia. W pewnej wiosce, podczas jednego z takich spotkań na otwartym powietrzu, Bóg dał mi silne wewnętrzne przekonanie, że wśród zebranych znajduje głucha osoba, którą On chce właśnie teraz uzdrowić. Gdy to wypowiedziałem, wiele rąk wskazało siedzącą pod drzewem drobniutką staruszkę. Podszedłem do niej z pielęgniarzem, położyliśmy na niej ręce i rozkazaliśmy głuchocie ustąpić w imieniu Jezusa Chrystusa. Trudno mi w tej chwili stwierdzić, kto był bardziej zszokowany – kobieta, która w jednej chwili odzyskała słuch, czy też mój pielęgniarz! Staruszka wręcz promieniała radością. Jak się okazało, chodziła kiedyś do kościoła, ale odeszła od Boga przed laty. Później docierały do nas informacje, że po odzyskaniu słuchu jej życie całkowicie się zmieniło. Przyłączyła się do lokalnego kościoła i chodziła po całej okolicy, opowiadając, co Jezus jej uczynił. Zanim jednak to się stało, przetransportowaliśmy ją wraz z innymi do szpitala i tam zoperowałem jej zaćmę. Tak więc Bóg dotknął ją i dokonał przełomu w jej życiu, przywracając słuch poprzez nadprzyrodzoną interwencję, a wzrok poprzez operację chirurgiczną.</p>
<p>Osoby, które doświadczyły Bożego uzdrowienia, zawsze zachęcam, by udały się do swojego lekarza i uzyskały od niego zaświadczenie o obecnym stanie zdrowia. Prawdziwe Boże uzdrowienie ostoi się przed każdym testem i badaniem. Poświadczone przez lekarza wraz z dokumentem sprzed uzdrowienia – stanowi jeszcze potężniejszy dowód dla tych, którzy wątpią w ustne świadectwo uzdrowienia składane przez osobę uzdrowioną. Wyniki badań laboratoryjnych, badania USG, tomografii komputerowej, zdjęcia RTG sprzed uzdrowienia i po uzdrowieniu przejrzyście ilustrują wspaniałość tego, co Bóg uczynił.</p>
<p>Można by mnożyć przykłady uzdrowień, których Jezus dokonał podczas mojej dotychczasowej służby, jak również przykłady osób, które uzdrowione nie zostały. Pewnego dnia wszystkie te zagadki znajdą swoje rozwiązanie, gdy spotkamy się z Jezusem twarzą w twarz. Teraz jednak każdy z nas, którzy usługujemy chorym, jest w szkole Jezusa. On jest naszym Bohaterem, Mistrzem i wzorem do naśladowania. Usługujmy innym z niezachwianym przekonaniem, że Jezus jest zawsze dobry. Pozostaje niezachwianie naszym Wybawicielem z udręki grzechu i choroby. Bogiem, który teraz i na zawsze <em>odpuszcza wszystkie winy twoje, leczy wszystkie choroby twoje</em>. Zbawcą, który pozwolił się zbić, wychłostać i w końcu przybić do krzyża, aby Jego krew obmyła nas z wszelkiego grzechu i byśmy <em>Jego sińcami zostali uzdrowieni</em>. Wychodźmy do ludzi cierpiących ze służbą uzdrawiania w tej samej miłości, w której za każdego z nas oddał siebie nasz ukochany Jezus.</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/pelne-zdrowie/sluzba-uzdrowienia/">Służba uzdrowienia</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/tematyka/pelne-zdrowie/sluzba-uzdrowienia/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Charakter a namaszczenie</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/numery/jesien-2012/charakter-namaszczenie/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/numery/jesien-2012/charakter-namaszczenie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 11 Aug 2015 10:44:56 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2012/3 (jesień)]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Grzeszkowiak]]></category>
		<category><![CDATA[Rozwój osobisty]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=538</guid>

					<description><![CDATA[<p>Chrystusowy charakter nie jest w stanie rozwinąć się w nas w pełni, jeśli na co dzień nie żyjemy i nie służymy, ogarnięci rzeczywistą obecnością Boga, a więc pod Jego namaszczeniem. Użyteczne naczynie Namaszczenie jest równoznaczne z sytuacją, w której Boży Duch nie tylko zamieszkuje w człowieku po tym, jak oddał on całkowicie swoje życie Jezusowi [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/jesien-2012/charakter-namaszczenie/">Charakter a namaszczenie</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Chrystusowy charakter nie jest w stanie rozwinąć się w nas w pełni, jeśli na co dzień nie żyjemy i nie służymy, ogarnięci rzeczywistą obecnością Boga, a więc pod Jego namaszczeniem.</p>
<h4>Użyteczne naczynie</h4>
<p>Namaszczenie jest równoznaczne z sytuacją, w której Boży Duch nie tylko zamieszkuje w człowieku po tym, jak oddał on całkowicie swoje życie Jezusowi jako swojemu osobistemu Panu i Zbawicielowi, ale też przebywa na człowieku. Uzdalnia go wtedy do realizowania w życiu i służbie tego wszystkiego, co zrodziło się w sercu Boga. Nawet tego, co nadprzyrodzone. To tak, jakby Bóg okrył nas swoją – przepełnioną mocą – obecnością. Dzięki namaszczeniu wchodzimy w kontakt z mocą niezbędną do osobistej przemiany. Gdy przepływa przez nas jako Jego naczynia, dokonuje głębokich i trwałych zmian.</p>
<h4>Namaszczenie saula</h4>
<p>W zapisanej w Biblii historii króla Saula widzimy doskonały przykład takiej właśnie przemiany. Obietnica, którą otrzymał, brzmiała następująco:<em> I zstąpi na ciebie Duch Pana [&#8230;] i przemienisz się w innego człowieka</em> (1 Sam. 10:6). Gdy to się wydarzyło, czytamy, że: <em>przemienił Bóg jego serce w inne</em> (1 Sam. 10:9) i prorokował wraz z innymi prorokami pod wpływem działania Ducha Świętego. Dzięki temu „ogarnięciu” Bożym Duchem, które nazywamy namaszczeniem, Saul otrzymał wszystko, co potrzebne, by stać się władcą, którego Izrael tak bardzo potrzebował: miał odmienione przez Boga serce, słyszał, co Bóg mówi, i obwieszczał, co Bóg mówi, czyli proroctwa. Pomimo tego bezcennego skarbu Saul krok po kroku oddalał się od Boga, co w rezultacie doprowadziło do odsunięcia go od władzy i tragicznego końca jego życia.</p>
<h4>Odpowiednia reakcja</h4>
<p>Podobnie i teraz z przykrością oglądamy czasem moralny upadek osób, których służba bez wątpienia nosiła znamiona namaszczenia Duchem Świętym, niosąc błogosławieństwo setkom, a czasem tysiącom ludzi. Zadajemy sobie wówczas pytanie: „Jak to możliwe, by ktoś chodzący z Bogiem, usługujący pod namaszczeniem Ducha Świętego mógł upaść tak bardzo?”. Zdarzenia te są często tak szokujące, że skłaniają wielu do zanegowania prawdziwości namaszczenia Duchem Świętym i nadprzyrodzonych manifestacji Bożej obecności lub wręcz do odwrócenia się od Boga. Reagując na błąd w ten sposób, sami popełniamy błąd.</p>
<p>Niezależnie od tego, jak słuszne jest rozżalenie z powodu tego typu tragedii, w żaden sposób nie podważają one błogosławieństwa, które w wyniku namaszczonej Duchem Bożym służby stało się udziałem tak wielu osób. Bóg z Pisma Świętego nie usunął Psalmów ani Przypowieści Salomona, mimo że autor pierwszej z tych ksiąg popełnił cudzołóstwo, a drugi pod koniec swojego życia poszedł za bogami swoich licznych żon. Możemy z historii życia tych dwóch wielkich mężów Bożych, a zarazem syna i ojca według więzów krwi, wyciągnąć kilka lekcji dla siebie.</p>
<blockquote><p>Historia pokazuje nam, że namaszczenie Ducha Świętego nie zawsze szło w parze z mocnym i prawym charakterem</p></blockquote>
<h4>Prawda o namaszczeniu</h4>
<p>Po pierwsze, fakt namaszczenia Duchem Świętym w służbie nie czyni człowieka automatycznie „nieprzemakalnym” dla deszczu pokus. Historia zna wiele przypadków wzbicia się w pychę i upadku moralnego tych, którzy, chodząc w Duchu Świętym, nie zważali na pułapki zastawione przez nieprzyjaciela ani na słabości swoich charakterów. Upadek osoby, której życie i służba noszą znamiona namaszczenia przez Boga, nigdy nie powinien nas skłaniać do zanegowania tego namaszczenia oraz wszystkiego, co do tej pory Bóg czynił w życiu tego człowieka i w jego służbie.</p>
<h4>W walce o siebie nawzajem</h4>
<p>Bożym sposobem ratunku z duchowych tarapatów jest zawsze upamiętanie i powrót w ramiona Ojca. Jeśli jednak ludzie wierzący, zamiast jednoznacznie nazwać grzech grzechem i jednocześnie okazać, że trwają przy takiej osobie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, by nie dać jej upaść głębiej – odsuwają się od niej, odrzucają ją, a często nawet żarliwie wypowiadają się o jej upadku – skazują ją na samotność w obliczu bezpośredniego ataku Bożego przeciwnika na jej życie. To najgorsza rzecz, jaką możemy zrobić. Wierzę, że nadchodzą dni, w których chrześcijanie przyjmą wreszcie właściwą dla swojego autorytetu w Chrystusie pozycję i w sytuacjach rozdźwięku pomiędzy namaszczeniem a słabościami charakteru staną u boku osoby, która uwikłała się w problemy, mówiąc: „Zupełnie nie popieram tego, co zrobiłeś, ale nie licz na to, że cię w tym błędzie pozostawię. Będę przy tobie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, bo pragnę znów ujrzeć w tobie owoce działania Boga, a nie szatana. Nie spocznę, dopóki znów nie ujrzę cię w samym centrum Bożej woli dla twojego życia”. Gdybyśmy tylko jako wierzący ludzie czuli się bardziej za siebie nawzajem odpowiedzialni i reagowali na upadek drugiego człowieka w ten właśnie sposób. Iluż ludzi udałoby się przez taką szlachetność wydobyć z upadku.</p>
<h4>Namaszczenie jest darem</h4>
<p>By móc żyć prawdziwie zwycięskim, pełnym wolności i stałego duchowego wzrostu życiem, musimy przestać udowadniać sobie samym, że jesteśmy jeszcze zbyt słabi, zbyt niedoskonali, zbyt niedojrzali, by Bóg mógł nas namaścić swoim Duchem i użyć w służbie, która ukazuje Jego nadprzyrodzoną moc. Któż z nas będzie kiedykolwiek w stanie powiedzieć: „Tak, to ten moment, Panie. Ciężko pracowałem nad sobą przez całe swoje życie, by stać się godnym, wystarczająco doskonałym i dojrzałym, byś mógł mnie użyć. Teraz uważam, że śmiało możesz mnie namaścić, bo jestem wreszcie tego godny”. Absurd. Nigdy nie będziemy w stanie, patrząc Bogu prosto w oczy, powiedzieć, że zasłużyliśmy na Jego dar. Dar jest darem i zawsze nim pozostanie. Nie można na niego „zarobić” nawet najbardziej usilnymi staraniami.</p>
<p>Wspominam wszystkie te osoby, z którymi się modliłem i miałem zaszczyt oglądać, jak Bóg interweniuje w sposób nadprzyrodzony. Jak uzdrawia w jednej chwili to, co nieuleczalne. Nie mam absolutnie żadnych wątpliwości, że stało się to nie z powodu tego, kim jestem, ale z powodu tego, kim we mnie jest Bóg. Wszyscy jesteśmy jedynie kruchymi naczyniami, a tym, co ludzi wokół nas naprawdę przemienia, nie jest samo naczynie, lecz jego zawartość – Duch Święty.</p>
<h4>Zabiegając o owoce</h4>
<p>Wielu z nas jednak postawiło sprawę namaszczenia na głowie. Pragniemy namaszczenia, pragniemy darów Ducha Świętego. Marzymy o nich. Któż jednak goni za owocami Ducha z Listu do Galacjan (5:22)? Kto, kładąc się wieczorem do łóżka, potrafi rozmarzyć się nad tym, jak staje się cierpliwy, dobry, wierny, radosny, kochający, łagodny i pełen pokoju? Niewielu. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że odczuwamy bolesny zgrzyt za każdym razem, gdy czytamy ten werset. Uświadamia nam on nasze braki. Z jakiegoś powodu błędnie przyjęliśmy, że owoce Ducha Świętego to tak naprawdę owoce wierzącego, wypracowane samodyscypliną i silną wolą. Tymczasem te owoce, które łączą się z mocnym, czystym i prawym chrześcijańskim charakterem, są bezpośrednim rezultatem działania w nas Osoby, którą jest Duch Święty.</p>
<blockquote><p>Dostrzeganie w sobie słabości to głos Ducha Świętego, który przyzywa nas do głębszej relacji z Nim</p></blockquote>
<h4>Dyscyplina w relacji</h4>
<p>Czy to wszystko w takim razie oznacza, że możemy siedzieć z założonymi rękami w oczekiwaniu, aż staniemy się wreszcie cierpliwi, bo to w końcu sprawa Ducha Świętego, żeby nas takimi uczynić? Nic podobnego. Owoce Ducha są co prawda dziełem Boga w nas, ale na tyle obfitym, na ile obfita jest nasza osobista, codzienna, intymna relacja z Nim. Jak zatem możemy przypuszczać, że poradzimy sobie bez Ducha Świętego, pragnąc charakteru, który chce w nas ujrzeć Jezus? Musimy zrozumieć, że za każdym razem, gdy zawiedliśmy w jakiejś dziedzinie, kiedy dostrzegamy kolejną lub nadal tę samą słabość naszego charakteru, dzieje się to nie po to, byśmy spoglądali na siebie z coraz większą odrazą i powątpiewaniem. Nie po to również, byśmy pytali, czy kiedykolwiek będziemy nadawać się na Boże namaszczone naczynie. Dostrzeganie w sobie słabości to raczej głos Ducha Świętego, który przyzywa nas do głębszej relacji z Nim. To jak pokarm, którego możemy nie przyjąć wcale albo który możemy spożyć, nie przyswajając jednocześnie wszystkich wartościowych składników. Takie zaburzenia wchłaniania występują w wielu chorobach i zdarzają się również w sferze duchowej. Możemy zwyczajnie „nie przyswoić” tej prawdy: Bóg nie obnaża naszych braków po to, by nas upokorzyć, odsunąć od swojej obecności, lecz po to, by nas tym bardziej przyciągnąć do siebie i „przemieniać w innego człowieka”.</p>
<h4>I charakter, i namaszczenie</h4>
<p>Historia pokazuje nam, że namaszczenie Ducha Świętego nie zawsze szło w parze z mocnym i prawym charakterem. Bóg pragnie, byśmy nieśli Jego chwałę światu, który szuka odpowiedzi na nękające go pytania. W swoim miłosierdziu jednak Bóg nie składa na nas tak potężnej miary swojej chwały, jaką pragnąłby złożyć, ponieważ wie, że przy słabości naszego charakteru mogłoby to nas doprowadzić do upadku. Jeśli więc pragniemy potężnego Bożego działania w nas i przez nas, pielęgnujmy w sercu tę niezachwianą niczym pewność, że Bóg też tego pragnie. A potem dobrze wybierajmy: i charakter, i namaszczenie. Owoce i dary. Zabiegajmy o nie, żyjąc z Bogiem na co dzień. Tylko wówczas bowiem stwarzamy warunki, by rozkwitały w całej swej okazałości. Pamiętajmy, że Bóg potrafi uczynić znacznie więcej niż to, o czym rozmyślamy i marzymy, i znacznie więcej niż to wszystko, o co Go prosimy. Jest tylko jeden warunek. Staje się to proporcjonalnie do tego, na ile Jego moc może w nas działać (List do Efez. 3:20). To ekscytująca podróż!</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/jesien-2012/charakter-namaszczenie/">Charakter a namaszczenie</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/numery/jesien-2012/charakter-namaszczenie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Oko – siła przekazu</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/tematyka/pelne-zdrowie/oko-sila-przekazu/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/tematyka/pelne-zdrowie/oko-sila-przekazu/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 10 Aug 2015 08:59:35 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2012/2 (lato)]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Grzeszkowiak]]></category>
		<category><![CDATA[Pełne Zdrowie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=714</guid>

					<description><![CDATA[<p>Projekt doskonały Ludzie, którzy z racji swojego zawodu poświęcają czas na zgłębianie tajemnic ludzkiego oka, odczuwają zachwyt, często podsycany zdumieniem – jak misterna jest konstrukcja oka, jak doskonałe są mechanizmy optyczne i procesy biochemiczne, które prowadzą do powstania obrazu. Co więcej, oczy wyróżniają się pewną unikalną cechą: spoglądając w nie, możemy odnieść wrażenie, że zaglądamy [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/pelne-zdrowie/oko-sila-przekazu/">Oko – siła przekazu</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h4>Projekt doskonały</h4>
<p>Ludzie, którzy z racji swojego zawodu poświęcają czas na zgłębianie tajemnic ludzkiego oka, odczuwają zachwyt, często podsycany zdumieniem – jak misterna jest konstrukcja oka, jak doskonałe są mechanizmy optyczne i procesy biochemiczne, które prowadzą do powstania obrazu. Co więcej, oczy wyróżniają się pewną unikalną cechą: spoglądając w nie, możemy odnieść wrażenie, że zaglądamy w głąb duszy. Nic w tym dziwnego, bowiem oczy potrafią wyrażać emocje: radość, smutek, miłość, ale także pewność siebie, lęk, upór czy zawziętość. Być może właśnie dlatego od wieków oczy stanowią niewyczerpany motyw dla artystów, którzy dostrzegają ich piękno. Bez wątpienia oczy mają ogromną siłę przekazu. Nowoczesne urządzenia optyczne: lornetki, teleskopy, aparaty fotograficzne i kamery – wszystkie stanowią jedynie niedoskonałe odwzorowanie oka.</p>
<blockquote><p>Oczy wyróżniają się pewną wyjątkową cechą: spoglądając w nie, możemy odnieść wrażenie, że zaglądamy w głąb duszy</p></blockquote>
<h4>Umieć docenić skarb</h4>
<p>Podobnie jak w wielu innych przypadkach, to, co jest nam dane przez Boga i czym mamy szczęście codziennie się posługiwać, traktujemy, jakby nam się należało. Nie dostrzegamy powodu do wdzięczności. Zwykle łatwiej przychodzi nam narzekać na zbyt słoneczną lub zbyt deszczową pogodę, niż cieszyć się całym dobrodziejstwem naszych zmysłów, zdrowia, dzięki którym możemy prawidłowo funkcjonować. Tymczasem wyniki ankiet przeprowadzonych na dużych grupach społecznych potwierdzają, że utratę wzroku ankietowani uznają za większe nieszczęście niż utratę jakiegokolwiek innego zmysłu. Jak zatem zadbać o ten prawdziwy klejnot? Jak w pełni docenić jego wartość? Jak wychwycić niepokojące objawy, by móc w porę zapobiec chorobie?</p>
<h4>Zatroszczyć się o oko</h4>
<p>W XXI wieku, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, narażeni jesteśmy na szkodliwe czynniki środowiskowe: wzmożone promieniowanie ultrafioletowe, zanieczyszczenia powietrza, niewłaściwie dobraną dietę. Jeśli dodamy do tego czynniki cywilizacyjne, takie jak długotrwała praca przy komputerze czy przebywanie w klimatyzowanych pomieszczeniach, okazuje się, że nawet osoby zdrowe muszą zwrócić szczególną uwagę na stan swoich oczu. Komputer stał się integralnym składnikiem naszego codziennego życia i dlatego należy zadbać o odpowiednią higienę pracy ściśle związanej ze wzrokiem. Co około 20 min powinniśmy odwrócić wzrok od monitora i spróbować skupić go przez kilkanaście sekund na przedmiocie jak najbardziej od nas oddalonym, np. na widocznym przez okno obiekcie. Pozwoli to rozluźnić mięśnie oka, skurczone z powodu skupienia wzroku na monitorze i sprawi, że oczy nie będą tak zmęczone, gdy już odejdziemy od komputera. Prawidłowe nawilżenie powierzchni oka jest również bardzo istotne dla jego prawidłowego funkcjonowania i zapobiegania zaczerwienieniu (zwłaszcza wieczorami) po pracy przy komputerze lub w klimatyzowanym pomieszczeniu. Fizjologicznie mrugamy powiekami co 12 sekund. Dzięki temu rozprowadzamy nasze łzy po powierzchni oka. W przypadku narażenia na szkodliwe czynniki środowiskowe ta częstotliwość może okazać się niewystarczająca. Aby móc zapewnić naszym oczom odpowiedni komfort, należy stosować krople nawilżające, tzw. sztuczne łzy. Najlepiej takie, które nie zawierają konserwantów. Są one powszechnie dostępne w aptekach bez recepty.</p>
<h4>Pokarm dla oka</h4>
<p>Jeśli stosujemy okulary przeciwsłoneczne, powinny być one zawsze wyposażone w filtr UV. W przeciwnym razie okulary te, nie dość, że oczu nie chronią, to na dodatek zaciemniają obraz, powodując poszerzenie źrenicy, a ta przepuszcza wówczas więcej szkodliwych promieni UV, niż gdybyśmy wcale okularów nie założyli. Także odpowiednio zbilansowana dieta, zawierająca dużą ilość antyoksydantów i luteiny odgrywa istotną rolę w zapobieganiu rozwojowi zaćmy i związanych z wiekiem zmian zwyrodnieniowych siatkówki. Bogatym źródłem tych substancji są ciemnozielone warzywa. Pilnej pomocy okulistycznej powinniśmy szukać zawsze, gdy wystąpi jeden z następujących trzech objawów: silny ból oka, intensywne przekrwienie lub gwałtowne pogorszenie ostrości wzroku. Rozważając funkcję narządu wzroku i jego rolę w naszym życiu, nie można pominąć wpływu, jaki wywierają na nas bodźce wzrokowe. Badania naukowe dowodzą, że około 85 proc. informacji z otoczenia odbieramy za pośrednictwem oczu. Nasza psychika codziennie bombardowana jest milionami obrazów, z których każdy pozostawia swój ślad w naszych myślach i emocjach. Nie jest więc obojętne, czym karmią się nasze oczy. O ile nie mamy wpływu na widok nieszczęść i tragedii, z którymi spotykamy się w codziennej rzeczywistości, jeśli chodzi o telewizję czy internet, każdy z nas ma możliwość wyboru.</p>
<blockquote><p>Każdy z nas może zadecydować, czy wpuszczamy w nasze serca i umysły światło czy ciemność – zależnie od tego, czym karmimy nasz wzrok</p></blockquote>
<h4>Wybór obrazów</h4>
<p>Jezus udzielił słuchającym go tłumom dość ciekawej lekcji. W Ewangelii św. Łukasza 11:33–36 mówi, że oko jest dla naszego ciała lampą. Lampy – jak powiedział Jezus – nie zapala się po to, by postawić ją w ukryciu lub pod garnkiem. Stawia się ją na podwyższeniu, aby rzucała wokół światło. Jeśli nasze oko jest na „podwyższeniu” – wybiera, na co patrzeć i skupia się na tym, co szlachetne. Spogląda wtedy na rzeczywistość z wyższej (lecz nie wyniosłej), Bożej perspektywy. Kiedy wybieramy Bożą, zdrową perspektywę patrzenia na rzeczywistość, wówczas cała nasza istota będzie jasna, ogarnięta światłem. W takich warunkach możemy żyć w prawdziwym pokoju, ufności i podejmować decyzje na podstawie właściwej, przejrzystej oceny tego, co nas otacza. Jeśli jednak nasze oko jest chore – spogląda na innych i otaczającą rzeczywistość w sposób pełen uprzedzeń, wręcz wypatruje złego i zepsutego, wtedy wszystko to, kim jesteśmy, całe nasze wnętrze będzie również chore. Jeśli karmimy nasze oczy negatywnymi czy destrukcyjnymi obrazami, kształtuje to nasz zdeformowany obraz samych siebie, ludzi wokół nas, sytuacji, w których się znajdujemy. Nic zatem dziwnego, że walcząca o naszą uwagę ciemność wpada do naszego wnętrza i zakorzenia się na dłużej. Z czasem błądzimy, trudno nam odnaleźć sens życia, rozpadają się relacje, a nas samych ogarnia poczucie beznadziei. Jedynym sposobem na wyjście z tego stanu jest odwrócenie naszego wzroku od wszystkiego, co siało dotąd spustoszenie w naszym wnętrzu. Możemy zwrócić wzrok na osobę Jezusa Chrystusa i uwagę na to, co roztacza w nas światło i blask.</p>
<h4>Wpuścić światło</h4>
<p>Każdy z nas może zadecydować, czy wpuszczamy w nasze serca i umysły światło czy ciemność – zależnie od tego, czym karmimy nasz wzrok. To determinuje naszą ocenę rzeczywistości. Nasz duchowy wzrok może zostać wyostrzony bądź przyćmiony w zależności od tego, jak używamy naszego wzroku fizycznego. Warto więc zadbać zarówno o zdrowie naszych fizycznych oczu, jak i o to, jak z naszego wzroku korzystamy. W rzeczywistości duchowej czekają bowiem na nas bogactwa, których dotąd nie odkryliśmy – rzeczy, których <em>oko nie widziało, a które przygotował Bóg tym, którzy Go kochają</em> (1 List do Kor. 2:9).</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/pelne-zdrowie/oko-sila-przekazu/">Oko – siła przekazu</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/tematyka/pelne-zdrowie/oko-sila-przekazu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Priorytety czy spontaniczność?</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/numery/lato-2010/priorytety-czy-spontanicznosc/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/numery/lato-2010/priorytety-czy-spontanicznosc/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 29 Jul 2015 17:13:03 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2010/2 (lato)]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Grzeszkowiak]]></category>
		<category><![CDATA[Styl życia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1225</guid>

					<description><![CDATA[<p>Każdy z nas stworzony został do wolności, a ta z kolei domaga się spontaniczności. Czy priorytety nie stanowią w takim razie bariery tłumiącej naszą wolność i spontaniczność w codziennym wyrażaniu tego, kim naprawdę jesteśmy? Priorytety mają przecież sens tylko wtedy, gdy się ich trzymamy. Jeśli mamy zatem postępować według wcześniej przyjętych zasad, co stanie się [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/lato-2010/priorytety-czy-spontanicznosc/">Priorytety czy spontaniczność?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Każdy z nas stworzony został do wolności, a ta z kolei domaga się spontaniczności. Czy priorytety nie stanowią w takim razie bariery tłumiącej naszą wolność i spontaniczność w codziennym wyrażaniu tego, kim naprawdę jesteśmy? Priorytety mają przecież sens tylko wtedy, gdy się ich trzymamy. Jeśli mamy zatem postępować według wcześniej przyjętych zasad, co stanie się z naszą wolnością? Czy ustanawiając w naszym życiu priorytety, nie ograniczamy samych siebie, narzucając sobie już zawczasu, co, w jakiej kolejności i kiedy powinniśmy robić? Wielu odnajdzie w tym niepotrzebną komplikację życiową. Życie według jakichś wcześniej ustalonych szablonów jest przecież nudne i przewidywalne. Ktoś mógłby paradoksalnie uznać, że jego priorytetem życiowym jest trzymać się z dala od wszelkich priorytetów!</p>
<h4>Odpowiedzialność</h4>
<p>To dziwne, że w przyjęciu pewnych życiowych priorytetów upatrujemy czasem zamach na naszą osobistą wolność i swobodę w spontanicznym wyrażaniu samych siebie, podczas gdy od innych oczekujemy, by takimi priorytetami się kierowali. Wyobraźmy sobie przez chwilę, że znajdujemy się na pokładzie samolotu. Tuż po starcie, gdy zostanie wyłączony komunikat „zapiąć pasy”, przez głośniki rozlega się głos pilota: „Witam państwa. Mówi kapitan. My tu za sterami czujemy wolność przestworzy i spontaniczność. Czeka nas wspaniała podniebna przygoda. Wiem, że wykupili Państwo bilet na określony rejs, lecz bądźmy spontaniczni. Nie dajmy się ograniczyć i zaszufladkować. Proszę się odprężyć, bo nie wiemy dokładnie, jak, kiedy i dokąd dolecimy. Za chwilę podamy przekąski i napoje, chyba że kuchnia pokładowa wpadnie na inny pomysł”. Bądźmy szczerzy. Ilu z nas w takiej sytuacji czułoby zadowolenie?<br />
Od pilota, profesjonalisty, oczekujemy, by jego priorytetem było dostarczyć nas bezpiecznie do miejsca przeznaczenia. Od operującego nas lekarza nie oczekujemy spontaniczności i rozwinięcia skrzydeł wolności w manipulacjach skalpelem. Zdecydowanie wolimy, aby trzymał się skrupulatnie swoich priorytetów, dbając o bezpieczeństwo pacjenta, skuteczność i maksymalne ograniczenie rozległości zabiegu. Skoro nie mamy problemu z uznaniem konieczności występowania priorytetów w życiu innych ludzi, dlaczego mamy z tym kłopot w naszym własnym życiu? Moje dotychczasowe doświadczenie wskazuje na to, że istnieją (prócz zapewne wielu innych) dwa najczęstsze powody takiego stanu rzeczy.</p>
<blockquote><p>Przyjęcie właściwych priorytetów może stać się radosnym i ekscytującym zwrotem, który umożliwi prawdziwy rozkwit wolności  i spontaniczności.</p></blockquote>
<h4>Ucieczka</h4>
<p>Pierwszy związany jest z tym, że choć nie obawiamy się formułować i stosować własnych priorytetów, to przyjmowanie na siebie priorytetów właściwszych niż nasze stanowi już dla nas problem. Obawiamy się, że nie podołamy. Znamy przecież dobrze samych siebie. Wiemy, że nasza determinacja kończyła się w przeszłości po kilku tygodniach lub najwyżej miesiącach. Znamy te noworoczne postanowienia – wreszcie zacznę zdrowo żyć, więcej się ruszać, poświęcać więcej czasu dla rodziny, więcej czytać i rozmyślać nad Biblią. Często mają one krótki żywot. Kiedy doznamy porażki w ich realizacji, zaczynamy ciskać kamieniami w samych siebie, oskarżając się o to, że jesteśmy życiowymi nieudacznikami i słabeuszami, którzy nie mają co liczyć na osiągnięcie tego potencjału, jaki Stwórca w nas ulokował. Nie chcemy ponownie tych rozczarowań, tych bolesnych przeżyć i dlatego wolimy raczej „w miarę naszych ograniczonych sił i możliwości starać się żyć jak najlepiej” niż przyjąć na siebie życiowe priorytety w rodzaju: „Najpierw Bóg, potem rodzina, potem służba, praca zawodowa itd.” i po raz kolejny zawieść w ich wypełnianiu.</p>
<p>Drugi powód, dla którego nie chcemy ustalić życiowych priorytetów i trzymać się ich, wynika z błędnego przekonania, że priorytety i spontaniczność się wykluczają. To tak, jakbyśmy wraz z ustanowieniem priorytetów zainstalowali w naszym życiu ssak, którego chwalebnym zadaniem jest od tej pory wysysać z naszego życia wolność, spontaniczność i swobodę wyrażania swojej osobowości. Nic bardziej błędnego. Przyjęcie właściwych priorytetów może stać się radosnym i ekscytującym zwrotem, który umożliwi prawdziwy rozkwit wolności i spontaniczności.</p>
<h4>Po naszej stronie</h4>
<p>W wielu dziedzinach naszego życia zwycięstwo lub porażka mają swoje korzenie w naszym sposobie myślenia (2Kor 10:3-4). Złe wyobrażenia potrafią trzymać nas w sidłach i blokować dostęp do poznania tego, kim naprawdę jesteśmy i co naprawdę możemy w życiu osiągnąć. Dla nas, jako chrześcijan, kluczowe jest nie tylko zrozumienie ogólnej prawdy o tym, że Bóg jest dobry, ale osobiste objawienie w sercu każdego z nas, że Bóg jest dla mnie zawsze dobry i pragnie dla mnie tylko i wyłącznie dobra (Jr 29:11; Rz 8:28). Przeżycie tej prawdy i przyjęcie jej w sercu sprawia, że nawet gdy nadciągają ciemne chmury, gdy nadchodzi życiowy kryzys czy porażka, nie mamy wątpliwości, że On jest zawsze po naszej stronie. Nawet wtedy, gdy upadamy, gdy nie udaje się nam dotrzymać życiowych postanowień, Bóg pozostaje kochającym Ojcem, który jest zawsze dobry.</p>
<p>Jego ramiona są szeroko otwarte po to, byśmy w chwili porażki biegli do Niego, a nie jak najdalej od Niego. Tylko w ramionach Boga Ojca znajdziemy pewność, że mimo naszych upadków On nas kocha i akceptuje. Tam odkryjemy, że nie ma w Nim ani krzty potępienia w stosunku do nas. Bóg pragnie, by nasze najsłabsze strony stały się, po Jego dotknięciu, naszymi najmocniejszymi stronami. Lecz tylko w Jego ramionach, tylko w kontekście intymnej i głębokiej relacji z Nim możemy zostać wyposażeni i napełnieni Jego mocą do prowadzenia czystego i zwycięskiego życia. Zrozumienie tej prawdy jest niesłychanie istotne, ponieważ – gdy nią żyjemy – każda nasza życiowa walka przestaje być zabieganiem o Bożą akceptację, mozolnym udowadnianiem Mu, że mimo wszystko warto nas kochać. Przeciwnie, staje się spokojnym egzekwowaniem Bożego zwycięstwa. Bóg krok po kroku kształtuje nasz charakter, ucząc nas, jak nie popełniać ponownie tych samych błędów.</p>
<h4>Z wolnego<del></del> wyboru</h4>
<p>Czy widzieliście kiedykolwiek, żeby dziecko, które właśnie uczy się chodzić, po zrobieniu kilku widowiskowych „bęc” usiadło i oświadczyło: „Nie będę już więcej próbować! Chodzenie jest nie dla mnie!”? Oczywiście, że nie! Będzie tak długo próbować, aż w końcu nauczy się chodzić bez upadków. Takiej postawy pragnie nasz niebiański Ojciec. Życie według właściwie ustawionych priorytetów nieraz będzie przypominać takie widowiskowe „bęc”. Naszym zadaniem jednak nie jest usiąść z rezygnacją i rozpamiętywać przez resztę życia, jak to się znów mogło stać. Trzeba otrzepać kolana i to, co jeszcze otrzepania wymaga, powstać i ku radości naszego Ojca próbować dalej, do skutku. Powtarzając: „Pewnego dnia będę chodzić! Pewnego dnia będę chodzić!”. Dla Boga jesteśmy ważni! On jest niesamowity! W swojej wszechmocy potrafi każdemu z nas poświęcać całą swoją uwagę i miłość.<br />
Pamiętam, gdy niedawno przemawiałem w jednym z kościołów, Duch Święty pobudził mnie, by zapytać, czy ktoś z zebranych nosił kiedyś kolczyki ze znakiem pacyfistów. Na całej sali tylko jedna kobieta podniosła rękę. Wówczas powiedziałem jej to, co czułem, że Bóg chciał jej przekazać. Zwróciłem się do niej, mówiąc, że jej Ojciec w niebie zna ją dobrze i rozmawia o niej z aniołami. Jest dla Niego cenna i przygotował dla niej wspaniałe życie, niezwykłą służbę dla Niego, jeśli tylko będzie chodzić Jego drogami. Widziałem, jak bardzo wstrząsnęły nią te słowa. W pełni zrozumiałem głębię tego wydarzenia, gdy podeszła do mnie i powiedziała: „Mam tylko wykształcenie zawodowe, nie znam języków obcych. Zawsze byłam przekonana, że Bóg nie może użyć kogoś takiego jak ja. Od tygodnia jednak wołałam ze łzami do Boga, żeby przemówił do mnie, że jestem ważna dla Niego i że może użyć nawet kogoś takiego jak ja”. Wyobraźcie to sobie. Bóg słyszał jej płacz, pamiętał nawet, że przed laty nosiła „pacyfki”! Z Nim każdy z nas może mieć ekscytujące i wspaniałe życie.</p>
<h4>Ożywić miłość</h4>
<p>Klucz do przemiany naszego charakteru i do coraz skuteczniejszego postępowania według właściwych priorytetów nie leży w zintensyfikowaniu naszych ludzkich wysiłków i zmagań. Wszyscy wiemy, że są pewne dziedziny, w których zawodzimy mimo naszych dobrych chęci i wysiłków. Klucz leży w jakości naszej relacji z Bogiem. Może to brzmieć dla nas dziwnie, lecz apostoł Paweł w 2 Liście do Koryntian (3:18) uczy nas, że nasz charakter nabiera cech Chrystusa nie poprzez reżim i przymus, lecz poprzez oglądanie. Pisze, że oglądając chwałę Pana, zostajemy przemienieni na Jego obraz. Czyż to nie wspaniałe?! Dobrze znamy polskie porzekadło: „Kto z kim przestaje, takim się staje”. Gdy w naszym codziennym życiu zadbamy o to, by znaleźć czas na przebywanie w Bożej obecności, rozmyślanie nad tym, jakim On jest wspaniałym, kochanym i dobrym Bogiem, zaczniemy widzieć piękno Jego chwały. Zaczniemy dostrzegać, jak bardzo jesteśmy przez Niego kochani. To ożywi w nas jeszcze głębszą miłość do Jezusa, a wówczas rzeczy, które trudno przychodziło nam robić z „chrześcijańskiego obowiązku”, staną się stopniowo naszą naturalną, spontaniczną reakcją na zanurzenie w miłości Boga. Będziemy biec, by sprawić przyjemność i radość Temu, którego kochamy i który tak bardzo kocha nas.</p>
<h4>Szczęśliwość?</h4>
<p>Dlatego więc, rozumiejąc i szanując tych, którzy głoszą następującą kolejność życiowych priorytetów: „Bóg, rodzina, służba, praca zawodowa itd.”, wierzę, że to wszystko można sprowadzić do jednego priorytetu: tylko Bóg. Jeśli Bóg jest dla mnie wszystkim i jestem rozkochany w Nim bez reszty, naturalnym przejawem mojej głębokiej relacji z Nim będzie to, że będę stawał się coraz lepszym mężem i ojcem, poświęcającym efektywny czas swojej rodzinie i dbającym o jej rozwój pod każdym względem. Głębia mojej opartej na miłości relacji z Bogiem pośle mnie do tych, którym będę mógł służyć i pomagać wydobywać na powierzchnię skarby, jakie Bóg w nich ukrył. Uczyni mnie również dobrym i rzetelnym pracownikiem, studentem, uczniem, dbającym o wspaniałość wszystkiego, czego się podejmuję.</p>
<p>W Liście do Galacjan Paweł (4:15), opisując głębię ojcowskiej miłości Boga do nas, pisze:<em> Cóż się tedy stało z tą waszą szczęśliwością?</em> Ta <em>szczęśliwość</em> nie oznacza, że zawsze i wszędzie trafiamy w życiu w dziesiątkę. Oznacza natomiast, że chrześcijanin świadomy tego, jak bardzo kocha go Ojciec, i codziennie wkraczający z Nim coraz głębiej w relację, będzie kimś szczęśliwym, nawet w obliczu przeciwności i trudnych okoliczności. Dlaczego? Ponieważ ma poczucie całkowitego bezpieczeństwa, akceptacji i wsparcia ze strony Boga. A cóż lepiej może wypełnić żagle naszej spontaniczności i kreatywności w życiu, jeśli nie poczucie bezpieczeństwa i tego, że jesteśmy ukochanymi naszego Pana?</p>
<p>Radośnie odrzućmy zatem fałszywą alternatywę: „priorytety albo spontaniczność” i przyjmijmy ten jeden, najwspanialszy priorytet: „Więcej Ciebie, Panie, w moim życiu!”. Tętniąca życiem codzienna relacja z Nim otworzy przed nami pokłady spontaniczności i wolności, o jakich nawet nie marzyliśmy!</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/numery/lato-2010/priorytety-czy-spontanicznosc/">Priorytety czy spontaniczność?</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/numery/lato-2010/priorytety-czy-spontanicznosc/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>My leczymy, Jezus uzdrawia &#8211; świadectwo z Afryki</title>
		<link>https://naszeinspiracje.com/tematyka/reportaz/my-leczymy-jezus-uzdrawia-swiadectwo-z-afryki/</link>
					<comments>https://naszeinspiracje.com/tematyka/reportaz/my-leczymy-jezus-uzdrawia-swiadectwo-z-afryki/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[insp_admin]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 08 Apr 2015 12:19:31 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[2009/1 (wiosna)]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Grzeszkowiak]]></category>
		<category><![CDATA[Reportaż]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://naszeinspiracje.com/?p=1542</guid>

					<description><![CDATA[<p>Jako okulista-chirurg, zostałem włączony do misji w Afryce, gdzie pełniłem funkcję ordynatora amerykańskiego szpitala misyjnego, leżącego 320 km od Nairobi. Gdy w 2001 r. wyjechałem po raz pierwszy do Kenii, nie zdawałem sobie sprawy, jak głęboko Bóg dotknie mojego serca. Od tamtego czasu razem z rodziną powracałem tu już dwukrotnie. Nas szpital zapewnia opiekę zdrowotną [&#8230;]</p>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/reportaz/my-leczymy-jezus-uzdrawia-swiadectwo-z-afryki/">My leczymy, Jezus uzdrawia &#8211; świadectwo z Afryki</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Jako okulista-chirurg, zostałem włączony do misji w Afryce, gdzie pełniłem funkcję ordynatora amerykańskiego <a href="https://www.tenwekhosp.org">szpitala misyjnego</a>, leżącego 320 km od Nairobi. Gdy w 2001 r. wyjechałem po raz pierwszy do Kenii, nie zdawałem sobie sprawy, jak głęboko Bóg dotknie mojego serca. Od tamtego czasu razem z rodziną powracałem tu już dwukrotnie.</p>
<p>Nas szpital zapewnia opiekę zdrowotną dla około 1 miliona Kipsigis, Masajów, Luo i Kikuju. Tablica przy wejściu wita wszystkich słowami: „My leczymy – Jezus uzdrawia”.</p>
<h4>W głąb Afryki</h4>
<p>W miejscu, gdzie płaskowyż nagle opada w dół, rozciąga się przestrzeń, której bezkres nie równa się niczemu, co ludzkie oko może ujrzeć na ziemi, a umysł nie chce przyjąć, że to nie sen, lecz rzeczywistość – Wielki Rów Afrykański. Nie docierają tam samochody bogatych turystów, czujących się bohaterami nowego „Pożegnania z Afryką”. Tam zaczyna się prawdziwa Afryka, miejsce niewysłowionego piękna Bożego stworzenia i jednocześnie niewyobrażalnych dla Europejczyka potrzeb.</p>
<blockquote><p>Nie ma zwycięstw bez walki ani świadectw Jego działania bez ufności w problemach</p></blockquote>
<p>Moim celem na każdej z tych misji było widzieć Jezusa w akcji – widzieć, jak przywraca duchowy i fizyczny wzrok, jak wyrywa z sideł okultyzmu i zbawia. Według WHO (World Health Organization, ang. – Światowa Organizacja Zdrowia – przyp.red.), na świecie żyje 45 milionów niewidomych. Większość to chorzy z „odwracalną ślepotą” spowodowaną głównie zaćmą.</p>
<p>W 90% dotyka ona ludność krajów Trzeciego Świata, takich jak Kenia, w której jedynie 25% mieszkańców ma dostęp do leczenia operacyjnego. W tych warunkach termin „przywrócić wzrok” znaczy „przywrócić do życia”, kiedy ludzie znów są w stanie widzieć swoich bliskich, troszczyć się o nich i pracować w swoich gospodarstwach.</p>
<h4>Boża miłość to nie slogan</h4>
<p>Personel szpitala zapewnia serdeczną, pełną troski i oddania, opiekę. Pacjenci, widząc prawdziwą Bożą miłość nie w sloganach, lecz w życiu i postępowaniu oddanych Bogu chrześcijan, pragną poznać tego samego Boga. Wielu opuszcza szpital jako ci, którzy swoje serce i życie oddali Jezusowi. Nasze misje były wręcz „nasączone” Bożą obecnością i działaniem. Chcemy, żeby nasi pacjenci wiedzieli, że to Jezus ich uzdrawia.</p>
<p>Ostatnio linie lotnicze stanowczo odmówiły zwolnienia sprzętu medycznego ze słonej opłaty za nadbagaż, mimo że zostały poinformowane o całkowicie charytatywnym celu tej misji. Musiałem zrezygnować z przysługującego mi limitu na bagaż osobisty, a bagaże mojej rodziny zostały bardzo ograniczone.</p>
<p>Mimo to nadbagaż wyniósł kilkanaście kilogramów. Na lotnisku ze zdumieniem obserwowaliśmy, jak z Bożej łaski CAŁKOWICIE zwolniono nas z wszelkich opłat! W Nairobi byliśmy jedynymi pasażerami, których otoczyła obsługa lotniska, wypełniając ZA NAS wszystkie formularze, przeprowadzając nas przez odprawę i podstawiając wózki na bagaże.</p>
<p>Podczas dalszej podróży, pomimo że wskutek awarii musieliśmy uzupełniać wodę w chłodnicy początkowo butelkowaną wodą mineralną, a potem brunatną wodą z rzeki, Pan Bóg doprowadził nas bezpiecznie na miejsce. Nie ma zwycięstw bez walki ani <a href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/reportaz/rzecznicy-bozego-pocieszenia/">świadectw</a> Jego działania bez ufności w problemach. Każdy dzień pracy w szpitalu rozpoczynał się od społeczności z pacjentami. Śpiewaliśmy o Bogu w kipsigis, suahili i po angielsku, studiowaliśmy Biblię, modliliśmy się o potrzeby i Boże kierownictwo.</p>
<h4>Daj mi, proszę, nowe oczy</h4>
<p>Większość zabiegów przeprowadzanych na oddziale stanowiły operacje usunięcia zaćmy. Dzięki zabranemu z Polski sprzętowi, miejscowi pacjenci byli operowani jedną z najnowocześniejszych technik na świecie. Przy pierwszych zabiegach asystowała mi moja żona Ewa, która jest psychologiem i magistrem pielęgniarstwa z dużym doświadczeniem w pracy na bloku operacyjnym.</p>
<p>Nie sposób oddać słowami radości pacjentów, którzy odzyskują wzrok. Są to dla mnie zawsze najpiękniejsze chwile, które w pełni wynagradzają wszelkie zmęczenie wielogodzinną pracą przez siedem dni w tygodniu. Ubóstwo tutejszej ludności bywa wręcz niewyobrażalne. Zdarza się, że wszystko, co przynoszą ze sobą do szpitala, to koc, którym się okrywają, kij służący za podparcie oraz sandały sklecone z pasków skóry i kawałka opony samochodowej.</p>
<p>Pewna staruszka, wychodząc ze szpitala wyznała, że po stracie męża sama opiekuje się dziećmi i gospodarstwem. Ludzie odradzali jej operację, lecz ona modliła się tymi słowy: „Panie, zabrałeś już mojego męża do siebie. Daj mi teraz proszę nowe oczy, bym mogła opiekować się dziećmi i dobytkiem”. Wbrew krytyce wsi, postawiła krok wiary. Wracała do domu, widząc, pełna radości, że Bóg wysłuchuje modlitwy.</p>
<h4>Gdy Jezus uzdrawia i wchodzi do ich życia</h4>
<p>Inna kobieta, znana w okolicy alkoholiczka, wdowa po alkoholiku, zamieniła swoją chatę w regularny browar. Przyszła z ciekawości na studium biblijne w szpitalu. Brudną i cuchnącą zaproszono ją do środka. Słuchając Ewangelii, zdała sobie sprawę z tego, w jakim stanie się znajduje, i że jedynie Boża miłość i Jego moc mogą ją z tego wyrwać.</p>
<p>W modlitwie oddała życie Jezusowi, który w jednej chwili nie tylko przebaczył jej wszystko, ale całkowicie usunął uzależnienie od alkoholu. Domowy browar zakończył swoją działalność. Dzieci ujrzały tę przemianę w mamie i również oddały swoje życie Jezusowi!</p>
<p>Wśród zoperowanych pacjentów była również pewna młoda Masajka. W trakcie naszego porannego spotkania opowiedziała, jak Jezus – gdy oddała Mu swoje życie – zamienił jej niepewność jutra na świadomość Jego bliskiej opieki. Jak dał jej pokój niezależnie od zmagań codziennego dnia i pewność, że tak jak obiecał, nigdy jej nie zostawi i nigdy nie opuści. Gdy skończyła mówić, cztery inne Masajki w bardzo zdecydowany sposób oświadczyły nam, że one też chcą tego Jezusa!</p>
<p>Gdy modliły się, by Jezus wszedł od tej pory do ich życia, przebaczył im wszystko i dał nowe życie, cieszyliśmy się wraz z nimi. Co wyprawiali w tym czasie aniołowie w niebie, możemy sobie tylko wyobrazić! <span style="font-size: inherit;">To niesamowita radość, móc z Bożą pomocą przywracać ślepym wzrok. Jest jednak większa. To radość z asystowania Bogu, gdy to ON przywraca duchowy, a czasem też fizyczny wzrok.</span></p>
<h4>Bóg Cudów</h4>
<p>Boża moc objawia się w naszych <a href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/styl-zycia/przelom-miejsce-w-ktorym-wygrywa-zycie/">słabościach</a>, a Jego wszechmoc śmieje się z tego, co niemożliwe dla człowieka. Byłem w środku operacji 4-letniej dziewczynki, która właśnie traciła oko z powodu urazu kamieniem. Modląc się o nią, obserwowałem ranę przez mikroskop operacyjny. Zakładając szwy cieńsze od ludzkiego włosa, trzymałem w ręku igłę wielkości rzęsy.</p>
<p>Nagle zgasło światło. Z powodu suszy poziom wody w rzece opadł tak bardzo, że hydroelektrownia zaopatrująca szpital przestała działać. W takich sytuacjach natychmiast uruchamia się szpitalny generator. Tym razem i on zawiódł. Zostałem bez światła, bez mikroskopu, z tracącą wzrok dziewczynką, której nie byłem w stanie pomóc. I wtedy dopiero zaczęły się dziać rzeczy wielkie.</p>
<p>Asystujący mi pielęgniarz wyciągnął z kieszeni latarkę i włączył ją. Pomyślałem: <em>Co mi po latarce, skoro nie mam powiększenia mikroskopu? Jak mam szyć nicią, której bez mikroskopu nie widzę?</em> I wtedy wręcz zagrzmiało to we mnie: „Ja jestem Bogiem cudów! Ja nie potrzebuję twojego mikroskopu i elektryczności. MOJE SŁOWO jest lampą twoim nogom i światłością na twojej ścieżce. Ufaj i stań na wodzie!”.</p>
<p>Rozpłakałem się. Odepchnąłem na bok mikroskop i wraz z asystą dalej modliliśmy się. Jeden za drugim, zacząłem zakładać szwy na to małe oczko – wiarą, nie wzrokiem. Gdy skończyłem, zakryliśmy je opatrunkiem i odesłaliśmy dziecko na salę chorych. Jakaż była nasza radość następnego poranka, gdy okazało się, że dziewczynka znów widzi właśnie zoperowanym okiem! Chwała Bogu!</p>
<h4>Jezus uzdrawia i daje nowe życie</h4>
<p>8-letnia Chesang straciła rodziców bardzo wcześnie. Ta ogromna tragedia była poprzedzona inną – Chesang urodziła się z zespołem zaburzeń genetycznych. Miała zniekształcone dłonie, stopy, niewidzące jedno oczko, a drugim potrafiła tylko liczyć palce z odległości jednego metra. Operacja na jedynym oku stanowiła ogromne ryzyko, a prawdopodobieństwo poprawy było bardzo niepewne.</p>
<p>Takie były fakty do dnia operacji. Po niej Chesang mogła już czytać z odległości pięciu metrów, co otworzyło przed nią cały świat i umożliwiło podjęcie nauki w szkole. To, co dla człowieka niemożliwe do osiągnięcia, dla Boga jest drobnostką! To była piękna i wzruszająca chwila dla mnie i całego zespołu, gdy byliśmy świadkami jej radości i radości babci, która towarzyszyła jej na oddziale.</p>
<p>To niesamowita radość, móc z Bożą pomocą przywracać ślepym wzrok. Jest jednak większa. To radość z asystowania Bogu, gdy to ON przywraca duchowy, a czasem też fizyczny wzrok. Podczas naszej misji głosiliśmy Ewangelię o Jezusie zarówno w szpitalu, jak i w naszych wyjazdowych klinikach. Docieraliśmy do bardzo odległych zakątków.</p>
<p>We wszystkim ogromną pomocą była dla mnie moja żona Ewa i dzieci, które od samego początku były bardzo aktywną częścią tej misji. Asia i Eryk pomagali w przygotowaniu leków i sprzętu oraz w opiece nad chorymi. W odpowiedzi na głoszone Boże Słowo dziesiątki Kipsigis, Masajów i Luo oddawały swoje życie Jezusowi. Niejednokrotnie tańczyli z radości z powodu zmian, których Bóg w nich dokonywał.</p>
<h4>Bóg otrze wszelką łzę</h4>
<p>Wielu zostało wyrwanych z więzów okultyzmu i mocy ciemności. Ci wszyscy, którzy oddali swoje życie Jezusowi doświadczyli uwolnienia od towarzyszącego im na co dzień paraliżującego lęku przed istotami duchowymi. Na dźwięk Jego imienia demony uciekają ze strachu. <a href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/izrael/krok-dalej-za-uzdrowieniem/">Jezus uzdrawia</a> nie tylko nasze ciało.</p>
<p>Nieraz przeżywaliśmy także trudne chwile, przytłoczeni ogromem ludzkiego cierpienia, samotności i bólu, jak choćby w przypadku pewnego 11-letniego chłopczyka w zaawansowanym stadium AIDS. Wiele dzieci w Kenii ulega zakażeniu wirusem HIV już w trakcie porodu. Czasami jedyne co możemy zrobić, to sprawić, żeby nie czuli się samotni.</p>
<p>Jedna z najwspanialszych cech Bożej miłości to ta, że usuwa ona poczucie odrzucenia. Jezus zawsze był tam, gdzie nikt inny nie miał odwagi postawić swojej stopy. Bo kocha. Taką miłością chcemy umieć służyć. Jezus dziś nadal <em>szuka i ratuje to, co zginęło</em> (Łuk. 19:10). I odnajduje, a wtedy ogarnia swoją miłością i bezwarunkową akceptacją. Pewnego dnia <em>otrze też wszelką łzę z ich oczu i śmierci już nie będzie</em> (Obj. 21:4).</p>
<h6>Osoby, które chciałaby wesprzeć Misję w Kenii, mogą skontaktować się z Dr Janem Grzeszkowiakiem za pośrednictwem naszej redakcji: inspiracje@misja.org.pl</h6>
<p>Post <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com/tematyka/reportaz/my-leczymy-jezus-uzdrawia-swiadectwo-z-afryki/">My leczymy, Jezus uzdrawia &#8211; świadectwo z Afryki</a> pojawił się poraz pierwszy w <a rel="nofollow" href="https://naszeinspiracje.com">Nasze Inspiracje</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://naszeinspiracje.com/tematyka/reportaz/my-leczymy-jezus-uzdrawia-swiadectwo-z-afryki/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
