ufam-czy-kontroluje

Ufam czy kontroluję?

Moje dziecko wymarzyło sobie studia w odległym mieście. Nie będziemy się często widywać, prawdopodobnie dopiero w święta, a potem w czasie wakacji. Czy – gdy nadejdzie dla mojego dziecka czas, by wyfrunąć z gniazda – mogę mieć pewność, że wypuszczam w świat dojrzałą osobę, która nie zagubi się w życiowych meandrach, będzie umiała podejmować dobre decyzje, budować relacje z ludźmi i brać odpowiedzialność za swoje sprawy – wielkie i małe? Czy moje dziecko jest dobrze przygotowane do samodzielnego życia? Czy mogę mieć do niego zaufanie? Czy ono wie, komu może zaufać?

Zaufanie do dziecka to wiara w to, że jego działania będą zgodne z naszymi oczekiwaniami, że jego zachowania będą odpowiedzialne i uczciwe. Ma miejsce wtedy, gdy rodzice mogą polegać na swoim podopiecznym i nie muszą obawiać się o jego bezpieczeństwo.

Przeciwieństwem zaufania jest kontrola. Naturalnie, umiarkowane, rozsądne kontrolowanie, stosownie do wieku dziecka, jest potrzebne. Obejmuje takie działania, które służą ochronie naszego dziecka. Nie poślę go na obóz wakacyjny w środowisko, o którym nic nie wiem. Nie pozwolę pójść na urodziny do kolegi, jeśli mam świadomość, że będzie tam alkohol. Będę zachęcać do czytania wartościowej literatury i oglądania dobrych filmów. Ale nie zawsze mam kontrolę nad tym, jakim wpływom podlega moje dorastające dziecko. Najważniejsze, aby zawsze mogło przyjść do mnie z każdym problemem i żeby wiedziało, że mu pomogę zamiast moralizować i zrzędzić. Równie ważne jest, aby moja życiowa postawa była integralna – niech to, co deklaruję, będzie tym, co robię. Zasady, którymi się kieruję w swoim postępowaniu, niech będą klarowne i uczciwe.

Nadmierna kontrola jest często spowodowana lękiem o dziecko. Może we wczesnym dzieciństwie poważnie chorowało, a może to my, rodzice, mamy jakieś traumatyczne wspomnienia z własnego dzieciństwa, które nas obciążają. Istnieją specjalne programy i publikacje na temat radzenia sobie z trudną przeszłością. Są grupy wsparcia w kościele. Sięgnięcie po pomoc w tym zakresie może przynieść wielkie korzyści zarówno nam samym, jak i naszym bliskim.

Zaufanie buduje się od początku

– Mamo, tatusiu, czy jutro możemy pójść do parku i na lody? – czterolatek ufnie spogląda na rodziców. – Dobrze, pójdziemy jutro po obiedzie. Następnego dnia dziecko podchodzi do taty (bardzo „zajętego” przy komputerze): – Idziemy na lody? – Jutro, kochanie. Dzisiaj nie ma czasu – słyszy w odpowiedzi. – Ale tato, obiecałeś… Mamusiu… – jasne oczka wpatrują się w mamę z resztką nadziei. – Słyszałeś, co tatuś powiedział. Nie ma czasu – mama nawet nie odwraca się od zmywania.

Małe dzieci mogą zapomnieć posprzątać zabawki, nakarmić rybkę czy odrobić lekcje, ale – jak ktoś mądrze zauważył – mają fotograficzną pamięć, jeśli chodzi o to, co im obiecujemy. Nigdy nie zapominają o lodach, kinie czy wspólnej wycieczce. Lepiej, żebyśmy i my o tych „drobiazgach” pamiętali. Bo kiedy dotrzymujemy danego dzieciom słowa, one uczą się, że na swoich rodzicach mogą polegać.

Czego uczymy?

Z czasem dzieci uczą się, że zabawki trzeba posprzątać, a rower schować do komórki. Wrócą z podwórka o umówionej godzinie. Przecież mama tak postępuje: kiedy obieca, że przyjdzie za dwie godziny, to przychodzi. A tata informuje, dokąd idzie, i nie spóźnia się na kolację.

Jednak nie zawsze tak się dzieje. Bywa, że my, dorośli, lekceważymy słowo dane dziecku, nie uświadamiając sobie, że przekazujemy mu niewłaściwe wzorce.

Dopóki dzieci są małe, ich sprawy wydają nam się błahe i nie przywiązujemy do nich zbyt wielkiej wagi. Jednak z ich perspektywy wygląda to inaczej. Obiecana wyprawa na lody staje się sprawą „wagi państwowej” i jeśli nie dojdzie do skutku, rozczarowanie oraz poczucie krzywdy bardzo bolą.

Jeśli takie sytuacje powtarzają się długo i często, w dziecku wytwarza się poczucie, że nie może na tacie, mamie polegać. Że oni obiecują, ale nie dotrzymują obietnic.

A kiedy dzieci dorastają – postępują wobec nas podobnie. Tylko sprawy większych dzieci też są „większe” – poważniejsze. I wtedy kwestia zaufania urasta do rangi problemu.

Myśl o dziecku jak o przyjacielu i bądź jego przyjacielem. Przyjacielowi się ufa.

Zawsze możesz na mnie liczyć

Bądź sojusznikiem dziecka. Niech ono wie, że zawsze i ze wszystkim może do ciebie przyjść. I że zawsze może liczyć na twoją pomoc, wsparcie, zachętę. Dziecko musi wiedzieć, że ci na nim zależy. Ono potrzebuje świadomości, że będziesz wspierać je w realizacji marzeń, zachęcać do rozwijania talentów, pomagać znaleźć obdarowania, silne strony, miejsce w życiu.

Myśl o dziecku jak o przyjacielu i bądź jego przyjacielem. Przyjacielowi się ufa. Z przyjacielem można o wszystkim „pogadać” i do przyjaciela zawsze można przyjść. To działa w obie strony. Oczywiście w rozsądnych granicach. Są sprawy, którymi nie możemy obarczać swoich dzieci. Ale są takie, którymi warto się dzielić. I zawsze warto być otwartym na dziecięce sprawy, niezależnie od tego, czy to malutkie problemy i radości naszego przedszkolaka czy zawiłości życia nastolatka albo dorosłe problemy licealisty.

Gdy popełnię błąd

A gdy popełnimy błąd? Gdy zawiedziemy i rozczarujemy? Czasem zapomnimy o obietnicy danej na początku tygodnia, czasem sami zrobimy coś, czego się po sobie nawet nie spodziewaliśmy (np. skłamiemy, próbując „wyjść z twarzą” z jakiejś krępującej sytuacji). Bywa, że naprawdę uczynimy coś karygodnego. W moim życiu zdarzyły się sytuacje, w których się nie sprawdziłam. Musiałam znaleźć w sobie odwagę cywilną, pokonać własną dumę i zażenowanie i przyjść do dziecka z wyjaśnieniem i przeproszeniem. Musiałam umieć przyznać: – Tak, to moja wina. Zachowałam się nie fair. Przepraszam z całego serca. Postaram się już tego błędu nie popełnić. Nie chcę i nigdy nie chciałam cię rozczarować.

Wprawdzie dzieci nie są naszymi „partnerami w rozliczaniu”, ale wcześniej czy później dowiedzą się o naszym postępowaniu – lepiej więc, żeby dowiedziały się od nas i żebyśmy mieli okazję z miłością wszystko wyjaśnić oraz przeprosić. Niech dziecko będzie świadkiem naszych dążeń do budowania życia opartego na prawdzie i uczciwości, życia pełnego słów i uczynków motywowanych chęcią błogosławienia, przebaczania i łaski.

Gdy zawiedzie dziecko

A jeśli dziecko popełni błąd i w jego życiu zdarzy się coś, co absolutnie nie powinno mieć miejsca? Gdy wyrażam gotowość do rozmawiania, wyjaśniania, okazania miłości i przebaczenia, dziecko wie, że z każdym problemem może się do mnie zwrócić i nie zawiodę jego zaufania. Chcę zawsze znaleźć dla niego czas, aby przede wszystkim wysłuchać, a także służyć mądrą radą, dzielić się swoim doświadczeniem, a kiedy trzeba – stanąć w jego obronie. Dziecko potrzebuje usłyszeć ode mnie dobre słowa pocieszenia, wybaczenia i wsparcia, a nie moralizowanie, zrzędzenie i „naprawianie” na siłę. Ono chce wiedzieć, że nie będę w przyszłości wypominać jego potknięć i osądzać go za to, co zostało mu wybaczone.

Oczywiście trzeba wytyczać rozsądne granice i liczyć się z osobowością dziecka, z jego wiekiem i możliwościami. Wierzę, że gdy okazujemy dziecku szacunek, znajdujemy czas, by z nim przebywać, dzielimy jego smutki i radości, w mądry sposób towarzyszymy na życiowych drogach, nie kontrolując każdego jego kroku – nauczymy je tego samego.

Jak można to wszystko naprawić?

W Chrystusie wszystko jest nowe. Stare przeminęło. To parafraza słów wyjętych z Biblii, księgi mądrości, pełnej dobrych życiowych rad. Z pewnością nie raz zawiodłam i rozczarowałam swoje dziecko. Zupełnie niechcący sprawiłam mu ból. Bywało też, że zawiodło moje dziecko. Nie postąpiło tak, jak się po nim spodziewałam, zrobiło coś niedopuszczalnego. Co teraz?

Teraz, kiedy już porozmawiamy, przeprosimy lub przyjmiemy przeprosiny i wybaczymy, możemy zacząć wszystko jeszcze raz. Jeśli będę otwarta na rozmowy i gotowa przyznawać się do błędów, gotowa przepraszać, a nie udawać, że „nic się nie stało” lub że o pewnych rzeczach „się nie rozmawia”, kiedy przekazuję dobry system wartości: nie czytam cudzych listów i pamiętników, nie plotkuję ani o dziecku, ani z dzieckiem i staram się je wspierać – wierzę, że dziecko będzie darzyć mnie zaufaniem, tak jak ja mogę mu ufać.

Nigdy nie jest za późno

Przeczytałam zdanie, które mnie urzekło: „Dzisiaj jest pierwszy dzień całej reszty mojego życia”. To wspaniała perspektywa. W każdej chwili można zacząć na nowo budować nasze relacje – oparte na miłości, prawdzie, szczerości, otwartości, gotowości do przebaczania. Zawsze ze świadomością, że wszystko działa w obie strony – otrzymam szacunek, jeśli i ja będę go okazywać, będę cieszyć się zaufaniem swoich dzieci, jeśli i ja będę im ufać. Jeśli dziecko będzie widziało u rodziców postawę uczciwości i otwartości – samo tak będzie postępować. Wierzę, że nie tylko w relacjach z rodzicami, ale także we wszystkich innych: z kolegami, w szkole, a potem w dorosłym życiu, w małżeństwie, w pracy.

A kiedy już moje dziecko będzie miało własne dzieci, od początku będzie budować relacje oparte na zaufaniu, prawdzie i dotrzymywaniu obietnic.

Dziecko świadome, że rodzice mu ufają i gotowi są je wspierać w dobrych poczynaniach:

  • bardziej ufa sobie,
  • jest bardziej samodzielne,
  • działa z większą swobodą,
  • jest odważniejsze,
  • wierzy w swoje możliwości,
  • łatwiej radzi sobie z nowymi sytuacjami,
  • nie obawia się wyzwań,
  • jest bardziej otwarte,
  • czuje się wolne,
  • myśli niezależnie,
  • jest zadowolone,
  • utrzymuje pozytywne relacje z rodzicami i innymi.

Obdarzenie człowieka zaufaniem jest wyrazem szacunku dla niego.

***

Dzisiaj rano moja córka powiedziała mi coś, co mnie wzruszyło: „Mamo, zawsze byłaś tą pierwszą osobą, do której przybiegałam ze swoimi sprawami”. Mogłam jej odpowiedzieć: „Kochanie, zawsze, kiedy mam ochotę na „kobiecie pogaduszki”, jesteś pierwszą osobą, o której myślę”. Dziś moja córka jest już dorosła, mieszka daleko, studiuje i żyje swoim dorosłym życiem. Jestem wdzięczna Bogu, że wyrosła na mądrego, wartościowego człowieka. Mój nastoletni syn dorasta i z dumą obserwuję, jak podejmuje dobre decyzje, szuka życiowej drogi i ufa Bogu.

Ja także ufam Bogu bezgranicznie. Wierzę, że kiedy nie mogę otoczyć swoich dzieci matczynymi skrzydłami, mogę oddawać je Bogu pod Jego skrzydła, przynosząc każdego dnia w modlitwie. A On – święty, wszechmocny Bóg – kształtuje moje dzieci według swojego serca, troszczy się o nie we wszystkim, prowadzi właściwą drogą i po prostu zawsze z nimi jest i nigdy ich nie opuści.