uzdrowienie-za-ktore-jezus-zaplacil

Uzdrowienie, za które Jezus już zapłacił

Wywiad
Henryk Wieja rozmawia z Chrisem Gore’em, który był głównym mówcą konferencji pt. „Rzeka uzdrowienia”. Chris Gore jest autorem książki pt. „Uzdrowienie. Jak żyć w nadnaturalnej mocy”.

Henryk Wieja: Rozpocznijmy od najtrudniejszej kwestii. Co jest źródłem choroby?

Chris Gore: Początkowe źródło chorób pojawiło się w momencie, w którym Adam i Ewa wprowadzili na świat grzech. W tym tkwi główny korzeń choroby. Ale nie każdą chorobę przypisać można diabłu. Jeśli się przewrócę i złamię sobie nogę, jest to efekt wypadku. I nadal Bożym pragnieniem pozostaje, aby tę nogę uzdrowić. Tak więc nie każda choroba ma swoje bezpośrednie źródło w tym, co nastąpiło w ogrodzie Eden, ale z tamtego miejsca pochodzą wszystkie problemy człowieka, w tym i choroby.

 

Wielu ludzi uważa, że choroby mogą pochodzić także od Boga: mogą być formą dyscyplinowania, korygowania, a czasem kary. Czy Bóg może być źródłem choroby?

Absolutnie NIE. Po prostu nie takie jest serce Boga Ojca. Podobnie jak ty, sam mam dzieci, trzy córki. Gdybym traktował je w taki sposób, w jaki wielu ludzi uważa, że Bóg traktuje nas, wówczas opieka społeczna odebrałaby mi moje dzieci. Określiliby mnie mianem nieodpowiedzialnego i złego rodzica, gdybym dyscyplinował moje dziecko chorobą. O ile lepszy od nas jest nasz Niebiański Ojciec!

Kościół na przestrzeni wieków przestał oglądać demonstracje Bożej mocy czy uzdrowienia naszych ciał. By to wytłumaczyć, stworzyliśmy swoją własną teologię, według której Bóg zsyła na nas choroby. To nieprawda. On jest Uzdrowicielem. On ma pełne współczucia ojcowskie serce. Bóg chce, żebyśmy byli uzdrowieni, chce naszej pełni i odnowienia. Zgadzam się, że są rzeczy, których się uczymy, gdy jesteśmy chorzy. Ale to zbyt daleko idący wniosek, jeśli stwierdzamy, że to Bóg dał nam chorobę, aby nauczyć nas jakiejś lekcji.

Jezus nie dokonuje selekcji, by kogoś uzdrowić, a innego nie. Jego wybór został dokonany 2000 lat temu na krzyżu. On wtedy powiedział „Tak”. I wtedy zapłacił najwyższą cenę. Pełna cena za każdą chorobę została zapłacona

Mimo to nawet w Kościele często można usłyszeć nauczanie oparte na Księdze Joba, według którego Bóg zezwala, by choroba nas dotknęła. Jest to jeden z argumentów, na mocy których oskarża się Boga o zsyłanie na nas chorób. Ja nie jestem uczniem Joba. Jestem uczniem Jezusa Chrystusa. Sam Job może być w tej kwestii naszym pytaniem, na które odpowiedzią jest Jezus. Job nie miał swojego adwokata. My mamy – Jego Imię to Jezus Chrystus. W Liście do Hebrajczyków 1:3 napisano, że Jezus Chrystus jest dokładnym odzwierciedleniem Boga Ojca. Nie ma w Piśmie Świętym ani jednego fragmentu, który mówiłby, że Jezus komukolwiek „podarowałby” chorobę. Natomiast wszyscy, którzy do Niego przyszli z prośbą o uzdrowienie, doświadczyli cudu. Job nie jest moim wzorem do naśladowania. Jest nim Jezus Chrystus.

 

Podsumowując to, co powiedziałeś: Bóg nie jest źródłem choroby. Nie był to Jego plan dla nas. A Jezus, będąc Synem w pełni posłusznym Bogu, zwalczał chorobę. Gdyby tak nie było, nawet my sami, lecząc się, bylibyśmy nieposłuszni wobec Boga, bo działalibyśmy przeciwko Jego woli.

Dokładnie tak. Jeżeli ktoś naprawdę uważa, że choroba pochodzi od Boga, mówię takiej osobie: „Jeśli masz takie przekonanie, to następnym razem, gdy będziesz chory, nie idź do lekarza, bo stawiasz go w sytuacji, w której lecząc cię, działałby przeciwko Bożej woli. Tak więc lepiej zostań w domu i przeżywaj swoje cierpienie. Kiedy będziesz miał ból głowy, nie bierz tabletek, ponieważ zażywając lekarstwa, sprawisz, że producent leków w pewnym sensie będzie narzędziem buntu przeciw Bogu. Zatem po prostu leż na kanapie i przeżywaj ból”.

 

Istnieje też opinia, że Jezus przecież nie uzdrowił wszystkich…

Każdy, kto przyszedł do Chrystusa i prosił Go o uzdrowienie, bez wyjątku, został uzdrowiony.

 

A zatem trzeba poprosić o uzdrowienie?

Czy o uzdrowienie trzeba poprosić? Tak. Wszyscy, którzy przyszli do Jezusa i poprosili Go, zostali uzdrowieni.

 

Co sprawiło, że zaangażowałeś się w służbę uzdrowienia?

Zaangażowałem się w tę służbę na skutek bardzo trudnego osobistego doświadczenia. W szczegółach opowiadam o tym w swojej książce. Mam niepełnosprawną od urodzenia córkę, która porusza się na wózku. Nigdy nie mówiła, nie chodzi. To ona była źródłem tej motywacji, bym włączył się w służbę uzdrowienia – pragnąłem zobaczyć jej uzdrowienie. Przede wszystkim chciałem zdobyć uzdrowienie dla niej. Początkowo nie obchodzili mnie inni ludzie. Zależało mi tylko na jednym – aby ona wyzdrowiała. Ale w miarę angażowania się w służbę uzdrowienia zyskiwałem coraz jaśniejszy obraz w tej kwestii i zacząłem rozumieć serce Jezusa. On dał mi współczucie dla innych, którego wcześniej nie miałem. Tak rozpocząłem służbę uzdrowienia.

Chcę utrzymać bardzo wysoki standard – moim standardem jest Osoba Jezusa Chrystusa

Ktoś mógłby powiedzieć, że to Bóg dał niepełnosprawność mojej córce, żebym ja zaangażował się w służbę uzdrowienia. Nie. To by bardziej pasowało do obrazu okrutnego ojca, który używa manipulacji, by coś otrzymać. Ojca, który manipuluje sytuacją tak, bym ja coś dla niego zrobił. Z drugiej jednak strony przez tę sytuację wszedłem w najlepsze rzeczy, jakie Bóg dla mnie przygotował. On mnie prowadził i nauczył wielu lekcji. Moja córka nie została jeszcze uzdrowiona. Jednak nadal oczekuję tego i ufam Bogu. Ale nie zgadzam się na to, by tłumaczyć ewangelię z poziomu moich negatywnych doświadczeń. Wielu ludzi to czyni na podstawie tego, co widzą. Modlą się o uzdrowienie, a gdy ono nie następuje, tłumaczą ewangelię, bazując na braku efektów. Przekonują wtedy siebie i innych, że Bóg wcale nie chce uzdrawiać. Nie dziwię się więc, że nie oglądają owocu. Ja natomiast chcę utrzymać bardzo wysoki standard – moim standardem jest Osoba Jezusa Chrystusa.

 

Tworzymy nową teologię na bazie naszych rozczarowań, frustracji i braku widocznych rezultatów. Jest ona jednak daleka od Boga. Kto zatem posiada doskonałą teologię?

Jezus Chrystus! Jezus Chrystus to nasza doskonała teologia. I właśnie dlatego moje doświadczenie, całe moje życie musi być oparte na wzorcu Osoby Jezusa. Nie na wzorcu życia Joba, o którym mówiliśmy. Wszelkie niezrozumienie Starego Przymierza pokazuje potrzebę Zbawiciela. Gdy Jezus przyszedł na ziemię w ciele, zapłacił ostateczną cenę. Cenę za nasze grzechy, a także za nasze choroby. Pragnę żyć zgodnie ze słowami Jezusa, który powiedział: „Badacie Pisma, szukając w nich potwierdzenia dla swoich koncepcji, a one zawsze wskazują na mnie”. To Jezus jest rozwiązaniem i wyjaśnieniem problemów, które się pojawiają.

 

W takim razie jak mamy się modlić o uzdrowienie? A dokładniej – kto może się modlić o uzdrowienie?

To jest świetne pytanie. Myślę, że jako Kościół w swojej tradycji stworzyliśmy przeświadczenie, że uzdrowienie jest zarezerwowane tylko dla osób zajmujących się uzdrowieniem, dla ewangelistów. Albo dla kogoś, kto jest zaangażowany tylko w tę służbę. I tak często działo się w przeszłości. Ale nie chodzi tu tylko o jakichś wybranych, wielkich mężów Bożych, a raczej o stawanie się Bożym narzędziem. Duch Święty mieszka w tych, którzy są dziećmi Bożymi. W tobie, we mnie, w matce wychowującej dzieci, w pracowniku, studencie, dzieciach. W każdym, kto przyjął Jezusa, zamieszkuje Duch Święty. A Duchowi Świętemu zostało zlecone uzdrawianie chorych poprzez każdego z nas.

Podczas tej konferencji w Polsce miało miejsce ponad 100 cudów uzdrowienia. A ja tak naprawdę nie modliłem się o nikogo. Miałem przywilej być tam i prowadzić spotkanie. I gdy pięć osób wstało, by odzyskać węch, o te osoby modliły się dzieci. Nie ma czegoś takiego jak „młody” Duch Święty dla dzieci. Nie ma odrębnego Ducha Świętego „dla dzieci”, nie otrzymujemy potem innego Ducha Świętego „dla dorosłych”. Jest tylko jeden Duch Święty. Im prędzej uświadomimy sobie, że On zamieszkuje w nas jako świętych Bożych, tym lepiej. On pragnie poprzez nas działać, a często niestety jest „uwięziony” w nieufających Bogu chrześcijanach. Każdy z nas może w tym uczestniczyć. Każdy z nas! Ale musimy pamiętać, że to Duch Święty czyni to w nas. Ja sam nie mogę niczego zrobić. Ale On we mnie może dotknąć całego narodu i go uzdrowić.

Kieruję mój wzrok na Jezusa. Nie na okoliczności, nie na problem, ale na Chrystusa i tylko na Niego. Bo tylko wtedy zaczynam czerpać z obfitości Nieba

 

Ciekawe jest to, co powiedziałeś, że Chrystus nie zachęca nas do modlitwy o chorych, ale daje polecenie, aby ich uzdrawiać. A co z tymi, którzy nie zostali uzdrowieni? Ponieważ nie każdy został uzdrowiony, nawet podczas tej konferencji.

Jak wspomniałem, moim modelem jest Jezus Chrystus. Wszyscy, którzy do Niego przyszli, zostali uzdrowieni. Jeżeli więc ludzie przyjdą do mnie i nie zostaną uzdrowieni, oznacza to, że nie spotkali Jezusa, ale mnie. Różnica między służbą Chrystusa a moją służbą jest jeszcze ogromna. W 2005 r. zobaczyłem pierwszy cud uzdrowienia. Przed tym wydarzeniem nigdy wcześniej nie widziałem cudu. Natomiast dzisiaj moja służba (a mam za wzór służbę Jezusa) jest dużo bliższa Jego służbie, niż była 10 lat temu. Nadal nie osiągnąłem jeszcze wszystkiego. I to jest dla mnie bolesnym przypomnieniem każdego dnia. Ale myślę, że musimy być ostrożni, byśmy w naszych zranieniach nie wmawiali innym, że Jezus postanawia niektórych nie uzdrowić. On nie dokonuje selekcji, by kogoś uzdrowić, a innego nie. Jego wybór został dokonany 2000 lat temu na krzyżu. On wtedy powiedział „Tak”. I wtedy zapłacił najwyższą cenę. Pełna cena za każdą chorobę została zapłacona. To, co my musimy teraz zrobić, to dojść do tego, jak tę rzeczywistość Nieba sprowadzić na ziemię. I to jest proces.

Pragnę widzieć Ciało Chrystusa, czyli Kościół, wyposażone do takiego działania. Ty, ja, dzieci, matki, ojcowie, pracownicy, mężowie, żony – wszyscy wyposażeni. To my jesteśmy Ciałem Chrystusa. Chrystus jest Głową, a my jesteśmy Ciałem. Chcę, aby każdy, kto dołącza do tego Ciała, został uzdrowiony. Dlatego moje dni poświęcam nie tyle na uzdrawianie chorych, ale na wyposażanie świętych, by uzdrawiali chorych. I masz rację, w Ewangelii św. Mateusza (10:8) jest napisane: Chorych uzdrawiajcie, a nie „módlcie się za chorych”.

 

A co powiedziałbyś osobie, o którą wielu już się modliło i która nadal nie została uzdrowiona. Osoba ta boi się już prosić o kolejną modlitwę i jest sfrustrowana, a nawet staje się zgorzkniała.

Często mam do czynienia z takimi ludźmi. Wielu przyszło do mnie, mówiąc: „Czy mógłbyś się o mnie pomodlić?”. Odpowiadam im: „Oczywiście!”. A oni na to: „Ale zanim się o mnie pomodlisz, muszę ci coś powiedzieć: modlono się już o mnie setki razy…”. Często żałuję, że mi to powiedzieli. Jednak wtedy mówię takiej osobie: „Mam dwa warunki. Pierwszy jest taki: chciałbym, żebyś się zachowywał jak osoba, o którą nigdy wcześniej się nie modlono. A drugi – żebyś był ufny jak dziecko. Ci, którzy są jak dzieci, odziedziczą Królestwo Boże. Jeżeli ty przyjmiesz taką postawę, ja pomodlę się o ciebie tak, jak modliłem się o każdą osobę, która została uzdrowiona”. W przeciwnym razie dodawalibyśmy kolejną „rozczarowującą” modlitwę do kolekcji „rozczarowujących” modlitw. A ja w takim wypadku usługiwałbym z miejsca braku, kiedy powinienem usługiwać z miejsca obfitości. Gdy komuś usługuję, nie myślę o ostatniej osobie, która umarła, ale o ostatniej osobie, która została uzdrowiona. Jeżeli myślę o ostatniej osobie, która nie została uzdrowiona, wówczas usługuję z miejsca braku. Kiedy usługuję z miejsca braku, robię to na podstawie moich wysiłków i słabych rezultatów. A tak naprawdę mam zaprosić Jezusa, którego lista dokonań jest naprawdę imponująca.

 

Jeżeli tak ważne jest rozróżnienie posługi z miejsca braku od posługi z miejsca obfitości, jak mamy ukierunkować nasze myślenie i wiarę, by nie wpaść w pułapkę usługiwania z miejsca braku i być otwartym na obfitość?

Łatwo jest wpaść w pułapkę „braku”. Ale tak samo łatwo jest wejść w miejsce obfitości. Poruszanie się w obfitości Nieba jest dość proste – muszę podporządkować się służbie Jezusa. A gdy podporządkuję się usługiwaniu Jezusa, wtedy wszyscy, którzy przyjdą do Niego, zostaną uzdrowieni. Kiedy komuś usługuję, myślę o Chrystusie, który jest we mnie. On obrał mnie za swoje mieszkanie. Każdy, kto do Niego przyszedł, został uzdrowiony. Więc nie myślę o ostatniej osobie, która nie została uzdrowiona, bo to moja lista dokonań. Ale myślę o Jego liście dokonań, bo na niej wszyscy zostali uzdrowieni. Nie mogę koncentrować się na rzeczach, których się spodziewałem, a nie zobaczyłem. Jeśli myślę o rzeczach, które się nie wydarzyły, usługuję z miejsca braku. Jeśli myślę o cudach uzdrowienia, które już się dokonały, usługuję w oparciu o dokonania Jezusa. I wtedy ta posługa wypływa z miejsca obfitości. W Liście do Hebrajczyków (12:2) czytamy: Patrząc na Jezusa, Sprawcę i Dokończyciela wiary. Więc gdzie powinniśmy patrzeć? Muszę swój wzrok skierować na Jezusa. Nie na okoliczności, nie na problem, ale na Chrystusa i tylko na Niego. Bo tylko wtedy zaczynam czerpać z obfitości Nieba.

 

A jak odpowiedziałbyś na pytanie, które jest zawarte w podtytule twojej książki: Jak żyć w nadnaturalnej mocy?

Sposób, w jaki żyjemy w nadnaturalnej mocy Chrystusa, to podporządkowywanie się Osobie i służbie Jezusa Chrystusa. To podporządkowywanie się obfitości Nieba. To nie współpraca z problemem, ale współpraca z Odpowiedzią na ten problem. Choroba jest faktem. Ale jest pewna rzeczywistość, która istnieje ponad faktami. Nazywa się Prawda. Prawda to Osoba, Jezus Chrystus. Zatem pytanie brzmi: co bardziej przyciąga naszą uwagę – fakt czy prawda? I proszę, nie zrozumcie mnie źle. Nie mówię tutaj o zaprzeczaniu faktom, kiedy np. diagnoza wskazuje na nowotwór, a osoba temu zaprzecza: „Nie, nie mam raka”. Stwierdzenie nowotworu to fakt, ale prawdą jest, że Jezus jest Uzdrowicielem i ma moc nad nowotworem. Jednak wciąż wielu ludzi woli współpracować z faktem i rozczulać się nad faktem zamiast pozwolić Niebu przyjść z Prawdą. I tylko w ten sposób możemy współpracować z ponadnaturalną Bożą mocą – odwrócić nasz wzrok od faktu i zwrócić go w kierunku prawdy. Prawdą jest, że Jezus jest Uzdrowieniem. Prawdą jest, że On jest Wyzwolicielem, Zaopatrzycielem, Odkupicielem. Życie z postawą wdzięczności to jedna z najpotężniejszych rzeczy, jakich możemy dokonać. Narzekanie na problem nie daje rozwiązania. Daje je życie w dziękczynieniu i kierowanie swojego wzroku w stronę rozwiązania, którym jest Jezus. Zdobądźmy to wszystko, za co Jezus już zapłacił. On zapłacił zbyt wysoką cenę, byśmy tylko byli w Kościele. On kocha ludzi. A my jesteśmy Jego ambasadorami w świecie i przedstawicielami Jego miłości oraz Jego mocy.

 

Bardzo dziękuję za rozmowę, Chris. Dziękujemy za to, że przyjechałeś do Polski, że służyłeś nam. A także zmobilizowałeś nas i zainwestowałeś w potencjał, który jest w nas, Polakach. Dzięki Twojej wizycie Jezus rozpoczął coś szczególnego w naszym narodzie!