Zmień lustro
Bożena Ciechanowska

Zmień lustro

Styl życia
Bóg nie patrzy na nas tak, jak my patrzymy. My mamy skłonność do spoglądania przez pryzmat własnych przekonań na temat siebie, swoich zdolności i możliwości. Bardzo często opieramy się na zniekształconych wyobrażeniach, odbiegających od rzeczywistości. Jednak Bóg patrzy dużo głębiej. Zapraszam cię do skonfrontowania własnych przekonań na swój temat z tym, co myśli o tobie Bóg. On widzi, kim możemy być, jeśli Mu zaufamy! Bo myśli moje, to nie myśli wasze, a drogi wasze, to nie drogi moje – mówi Pan(Ks. Izaj. 55:8).

Nieustanne obserwacje

Pytanie: „Czy lustro jest przyjacielem kobiety?” brzmi prowokacyjnie. Większość z nas przegląda się w nim co najmniej kilka razy dziennie. Jednak nie dlatego, że widok w lustrze tak bardzo się nam podoba. Okazuje się, że zdecydowana większość kobiet nie jest zadowolona ze swojego wyglądu i przed lustrem mówi np.: „O, jaka jestem brzydka”, „Co ja mam na głowie?”, „Znowu się rozmazałam”, „Wyglądam jak miotła”, „Mam dwa podbródki!”, „Mam wory pod oczami”, „Nie mogę na siebie patrzeć”.

Żaden z powyższych wniosków nie staje się bynajmniej przyczyną do zaniechania patrzenia w lustro. Wręcz przeciwnie. To punkt nieustannych obserwacji i poszukiwań tego, co jeszcze straszliwego mamy szansę w lustrze wypatrzeć. Jakich paskudztw w swojej twarzy możemy się doszukać. Gdzie i jak obfite wałki tłuszczu możemy wyśledzić. O, tak! Lustro nie jest przyjacielem kobiety.

Lustro, które zniekształca – prawdy nie pokaże

Interesujące jest jednak to, że większość kobiet widzi się w lustrze gorzej, niż wygląda w rzeczywistości. To trochę tak, jakbyśmy patrzyły na siebie w krzywym zwierciadle, które zniekształca i wykrzywia nasz wygląd.

Kiedy kobieta patrzy na siebie w lustrze, najczęściej widzi się partiami (talia, nogi, ramiona itd.). Koncentruje się najczęściej na tych elementach swojego wyglądu, które podobają się jej najmniej. I w ten sposób wąska talia staje się dla nas niewidoczna w towarzystwie bardziej masywnych nóg. U mężczyzny wygląda to zgoła odmiennie. Mężczyzna patrzy na siebie całościowo. Dzięki temu coś z czymś się zbilansuje i ogólnie widok ten… nawet mu się podoba. Wiele z nas, kobiet, ma swoje własne „krzywe zwierciadło”. I zdecydowanie nie dotyczy ono wyłącznie naszego wyglądu zewnętrznego. Podobnie jak jesteśmy niezadowolone ze swojej aparycji, również w zniekształcony sposób patrzymy na siebie jako całą osobę.

Z moich obserwacji wynika, że wielu ludzi nie potrafi myśleć o sobie dobrze, ma trudności z wymienieniem swoich mocnych stron, kompetencji i zalet. Kiedy prowadzę zajęcia z rozwoju osobistego, a uczestnicy mają wymienić swoje zalety czy mocne strony, zapada wymowna i krępująca cisza albo słyszę stwierdzenie: „Właściwie to ja nie wiem… nie widzę w sobie nic ciekawego”. Wiele wierzących kobiet, które doświadczyły przemiany serca, potrafi z Bożej perspektywy patrzeć na inne osoby, jednak nadal nie patrzy z Bożej perspektywy na siebie.

Obraz, który widzisz, kontra prawda

Zjawisko „krzywego zwierciadła” skutecznie wykorzystuje przeciwnik Boga, który robi wszystko, abyśmy uwierzyły, jak bardzo jesteśmy beznadziejne jako żony, mamy, przyjaciółki, chrześcijanki. Pomyśl przez chwilę, czy powiedziałaś kiedyś o sobie: „Jestem złą mamą”, „Jestem fatalną żoną”, „Zawiodłam jako przyjaciółka”. Nie wspominając o wniosku: „Co ze mnie za chrześcijanka, Bóg ma ze mną same problemy!”. Kiedy patrzymy na siebie w tym „krzywym zwierciadle”, często nie dostrzegamy nic wyjątkowego, wartościowego, co mogłybyśmy zaoferować innym. Żyjemy w przekonaniu, że do niczego się nie nadajemy. „Krzywe zwierciadło”, w którym się przeglądamy, zostało jakby wmurowane w nasz punkt widzenia. I to na tyle trwale, byśmy z czasem uwierzyły, że to, co w nim dostrzegamy, jest prawdą, a nie zniekształceniem. To jedno z największych zwycięstw diabła, bo stanowi skuteczną barierę w odkryciu i przyjęciu Bożej prawdy i Bożego powołania dla własnego życia.

„Lustro” przekazane

Nasze lustra zostały ukształtowane głównie w dzieciństwie. To z informacji, jakie otrzymywaliśmy od naszych rodziców, krewnych czy nauczycieli, powstał nasz obraz siebie. Jeżeli jako mała dziewczynka często słyszałaś słowa: „Zostaw, ja zrobię to lepiej”, „Wszystko psujesz”, „Ty sobie z tym nie poradzisz”, „To nie jest twoja mocna strona” – stwierdzenia te tak mocno wniknęły w twoje przekonania na swój temat, że naprawdę uwierzyłaś w to, jak mało potrafisz, jak niewystarczająco jesteś kompetentna, podczas gdy inni są od ciebie lepsi. Jeżeli w odpowiedzi na swoje zabieganie o uwagę słyszałaś: „Nie teraz, są ważniejsze sprawy” lub „Musisz poradzić sobie sama” – jako dorosła kobieta być może żyjesz w przekonaniu, że twoje potrzeby nie są ważne. A jeśli doznawałaś w dzieciństwie przemocy (psychicznej czy emocjonalnej), żyjesz w przeświadczeniu, że nie zasługujesz na miłość. Diabeł to ojciec kłamstwa, który podstępnie podsuwa nam zniekształcone opinie na nasz temat. A ze względu na wcześniejsze doświadczenia jesteśmy skłonne uznać je za prawdę.

Obraz, na który patrzy Bóg

Nasz Bóg widzi nas w sposób odmienny od tego, jak my postrzegamy siebie. Na kartach Biblii odnajdujemy szereg dowodów, które to potwierdzają. Zastanawiam się, kogo mógł widzieć w lustrze np. Mojżesz. Mojżesz dobrze wiedział, że ma porywczy charakter, jest gwałtowny w reakcjach, a w przypływie gniewu potrafi zabić drugiego człowieka. Jednak Boże lustro jest inne niż nasze. Bóg wybrał Mojżesza, aby wyprowadził Boży lud z Egiptu. Mojżesz zaufał Bogu i został przywódcą przez duże „P”. Biblia nazywa go najskromniejszym ze wszystkich ludzi (Ks. Liczb 12:3).

A kogo w lustrze mógł widzieć król Dawid? Uwiódł on Batszebę, żonę jednego ze swych dowódców, którego potem wysłał na pewną śmierć, ustawiając na pierwszej linii pola walki. Jak bardzo musiał sobą pogardzać. Jednak Boże lustro jest inne niż nasze. Biblia nazywa Dawida mężem według Bożego serca (1 Sam. 13:14). Samo imię Dawid oznacza „umiłowany przez Boga”.

Bóg nie widzi nas takimi, jakimi teraz jesteśmy, ale jakimi możemy być, kiedy Mu zaufamy!

Kiedy Abram po raz pierwszy usłyszał obietnicę dotyczącą potomstwa, jego żona, Saraj, miała 65 lat. Po 10 latach oczekiwania, zmęczona tą obietnicą, wtrąciła się w Boże marzenia – podsunęła swojemu mężowi niewolnicę Hagar, aby ta urodziła Abrahamowi dziecko. Wiemy, że miało to katastrofalne skutki dla Sary, Abrahama, Hagar i Ismaela. Kogo więc w lustrze widziała Saraj? Boże lustro, w którym widział On Saraj, jest inne niż nasze. Bóg spełnił swoją obietnicę, a Saraj nie tylko urodziła syna w wieku 89 lat, ale także otrzymała imię Sara, co oznacza „księżniczka i matka wielu”.

W Księdze Sędziów czytamy, że inna postać, Gedeon, w tajemnicy i obawie przed Midiańczykami młócił zboże na pustkowiu. Zapewne odczuwał lęk i chciał jak najszybciej dokończyć to ryzykowne zajęcie. Kogo widział Gedeon, kiedy patrzył w lustro? Tchórza, mężczyznę ogarniętego lękiem? A może człowieka sfrustrowanego brakiem Bożej odpowiedzi na problemy jego i całego ludu izraelskiego, opuszczonego i pozostawionego samemu sobie i swoim siłom? Ale Boże lustro jest inne! Anioł Pana, który przybył do Gedeona, powitał go słowami: Pan z tobą, mężu waleczny! (Ks. Sędz. 6:12). Boża odpowiedź dla zadziwionego tymi słowami Gedeona była podobna jak odpowiedź dla Mojżesza, Dawida czy Sary: „To Ja cię wysyłam i będę z tobą”. Historia Gedeona potwierdza, że Bóg powołuje człowieka do służby, wchodząc w jego codzienność, często w najmniej oczekiwanym momencie. Ponadto w Bożej decyzji nie liczą się ludzkie kalkulacje, takie jak: „Ta osoba się nadaje, a ta mniej… ta osoba jest bardziej duchowa niż tamta”. Bóg powołuje do konkretnej misji, zadania i daje wszystko, czego osoba powołana potrzebuje, aby osiągnąć zwycięstwo. Bóg zaopatruje, wzmacnia to, co słabe, a w serce wlewa odwagę! Cokolwiek myślisz o sobie dzisiaj, Bóg zwraca się do ciebie: „Jestem z tobą, kobieto waleczna!”. Boże lustro jest inne: Bóg nie widzi nas takimi, jakimi teraz jesteśmy, ale jakimi możemy być, kiedy Mu zaufamy!

Bóg powołuje do konkretnej misji, zadania i daje wszystko, czego osoba powołana potrzebuje, aby osiągnąć zwycięstwo

Nie naprawiaj starego lustra – zmień je na nowe!

Kiedy myślę o tym, jak widzi nas Bóg, przypomina mi się pewna sytuacja z mojego domu. Stoję przed lustrem, ubrana i gotowa do wyjścia. Dosyć niepochlebnie wyrażam się o moim wyglądzie, akcentując wszelkie jego mankamenty. Mój mąż stoi obok i na zasadzie kontrargumentów wypowiada się na temat mojego wyglądu w samych superlatywach (o tych samych elementach, o których mówię ja). I tak trwa ta słowna i mentalna przepychanka: fatalnie – super, jestem gruba – jesteś zgrabna, tu mi coś odstaje – chyba źle widzisz. A ja bywam dość zawzięta w obronie swojego stanowiska. W końcu przecież widzę się w swoim lustrze, prawda? Mój mąż dochodzi do wniosku, że nie przebije się przez mój mur samokrytyki i niezadowolenia z siebie. Wychodzi z domu, mówiąc: „Zmień lustro”.

Każda z nas, nawet jeśli kupi sobie nową ramę do swojego lustra (choćby złotą), wciąż będzie widzieć ten sam obraz w tym samym, starym lustrze. Nawet jeśli posklejasz pęknięcia, będzie to wciąż stare lustro. Diabeł zrobi wszystko, abyś nadal postrzegała się w ten negatywny sposób, bo to skuteczna bariera przed przyjęciem Bożego powołania. Nie naprawiaj starego lustra. Zmień je na nowe!

Spójrz na siebie w Bożym lustrze

Bożym lustrem jest Biblia. Spójrz na siebie w tym właśnie lustrze. Zobacz, jak widzi cię Bóg, twój Ojciec, który cię kocha i ma dla ciebie przygotowane to, co najlepsze: Albowiem Bóg nie patrzy na to, na co patrzy człowiek. Człowiek patrzy na to, co jest przed oczyma, ale Pan patrzy na serce (1 Sam. 16:7b). Zrób krok na drodze wiary i zmień lustro! Bóg mówi do ciebie: Jesteś w moich oczach droga, cenna i Ja cię miłuję (Ks. Izaj. 43:4).