gdzie-jestes-tatusiu
Lidia Czyż

Gdzie jesteś, tatusiu?

Rodzice – dzieci
Gagatki, łobuziaki, ancymonki. Różnie ich w slangu nauczycielskim nazywamy. Poprawna pedagogicznie nazwa: uczniowie trudni. Szkolenia z cyklu: „Jak pracować z uczniem trudnym”, „Jak utrzymać dyscyplinę w klasie” cieszą się wśród pedagogów największą popularnością. Zapewne nie trzeba dowodzić, dlaczego.

Truizmem będzie powiedzenie, że dzieci można podzielić na współpracujące i trudniejsze w wychowaniu. Niedawno spotkałam się określeniami dzieci ze względu na temperament: aniołki i żywczyki. Każdy człowiek po prostu rodzi się z określoną pulą genów dziedziczonych po przodkach – rodzicach i dziadkach. Trafnie mówi o tym pewna pani psycholog: „Zrobimy, co się da, ale z genami nie powalczymy”. Taka „mieszanka genów” zostaje umieszczona w pewnym środowisku wychowawczym, jakim jest rodzina. A rodziny, cóż… Zdajemy sobie z tego sprawę – są bardzo różne. Prostą tego konsekwencją jest fakt, że w każdej klasie znajdą się, oprócz dzieci zdyscyplinowanych, także uczniowie, którzy sprawiają nauczycielom kłopoty i problemy. Nie chodzi tu o drobne incydenty typu „Proszę Pani, Kacper* mnie uderzył”. Chodzi o poważne, stale występujące negatywne zachowania, które zakłócają pracę wszystkich dzieci i nauczycieli, krzywdzą innych, permanentnie rozbijają tok lekcji.

Pytanie o skutek czy przyczynę?

Naprawdę trudno przeprowadzić zajęcia, gdy już przy wejściu do klasy słyszę: „Proszę Pani, Bartek znowu uderzył Filipa i leje mu się krew z nosa! Proszę Pani, a Bartek ugryzł Artura na przerwie! Proszę Pani, on rozbił moje okulary! Proszę Pani, Michał mnie bije! Proszę Pani…!”. Po dogłębnym zbadaniu oskarżeń, gdy emocje opadną, wykorzystuję dogodny moment i rozmawiam z winowajcą na osobności. Pytam: „O co chodzi? Dlaczego bijesz Maćka? Dlaczego tak się zachowujesz? Dlaczego rzuciłeś Kubie w twarz kredkami? Dlaczego dziobnąłeś mu w oczy palcami? Dlaczego zniszczyłeś piórnik? Dlaczego…?”.

Niektórzy psychologowie dowodzą, że dzieciom nie należy zadawać pytania: „Dlaczego tak postępujesz?”, bo nie potrafią na nie odpowiedzieć. Nawet jeśli okazuje się, że dziecko szuka odpowiedzi i próbuje dojść sedna problemu. Takie pytanie stawia dziecko w miejscu oskarżenia. Dzieci nie zachowują się źle czy agresywnie bez powodu. Najczęściej słyszę odpowiedź: „Bo on mnie zdenerwował!” czy „Bo ona zaczęła!”. Ale wiem, że to już jest skutek, a nie przyczyna problemu. Dociekam więc „głębiej”. Często naprawdę długo musiałam wyciągać, a wtedy kilka razy usłyszałam: „Bo ja nie mam tatusia!”. Takie zdanie mocno dotyka serca.

Ojciec jest potrzebny dziecku, szczególnie chłopcom, do kształtowania właściwego obrazu samego siebie

Bo ja nie mam tatusia

Jeśli analizuję – a robię to często – przyczyny wyjątkowo niezdyscyplinowanego, wręcz agresywnego zachowania dzieci, potwierdza się schemat: brak ojca w domu. W dotychczasowej mojej praktyce szkolnej, a pracuję z dziećmi już prawie 30 lat, tylko troje dzieci, które sprawiały problemy, miało pełną rodzinę. W pozostałych przypadkach ojciec opuścił matkę jeszcze przed porodem lub po porodzie, często para nie miała ślubu lub rodzice rozwiedli się, gdy dziecko było w wieku przedszkolnym, ewentualnie ojciec pojawiał się sporadycznie. Konsekwencje? Ogromnie destrukcyjne dla psychiki dziecka. Tęsknota, tłumiony gniew, wewnętrzny bunt, który znajduje ujście w zachowaniach agresywnych wobec kolegów i/lub w autoagresji. Stałe poszukiwanie własnej wartości, objawiające się na przykład codziennym przynoszeniem do szkoły najbardziej absurdalnych przedmiotów czy nieracjonalnym zachowywaniem się – a wszystko po to, by ktoś zwrócił na dziecko uwagę.

Trzecioklasista Mikołaj siedzi na lekcji i rani się nożyczkami lub wbija sobie szpilki pod paznokcie. Aż krew się poleje. Pierwszoklasista Mateusz gryzie dzieci, rzuca ze złością z całej siły w kolegę piórnikiem. Dawid zachowuje się jak lew – wchodzi pod ławkę, wyje. Tomek, chwycony za dłonie, by nie krzywdził innych, wywija się, kopie nauczyciela. Daniel podkłada nogę. Szymon nie reaguje na żadne polecenie, ignoruje nauczycieli. Wszyscy oni „nie mają tatusia”.

Żadne z tych dzieci nie jest sierotą. Tylko że niektóre dzieci swojego ojca nie widziały ani razu w życiu. Dziecku, które mówi, że „nie ma tatusia”, delikatnie tłumaczę, że ma tatusia, tylko tatuś z nim nie mieszka. Czasem chyba lepiej, że ten ojciec żyje gdzieś daleko, bo jedynym wspomnieniem dziecka bywa pijany ojciec, który ranił się nożem w brzuch. A to ośmioletnie dziecko tęskni nawet za takim tatą! W innym przypadku rozmawiam z matką i dowiaduję się, że tatuś odwiedza syna raz na pół roku. Pod koniec tego okresu dziecko po prostu „wariuje” z tęsknoty. Bez trudu mogę powiedzieć, kiedy tatuś odwiedził swoją pociechę, bo chłopiec zachowuje się zupełnie inaczej: jest pogodny, spokojny, nie sprawia problemów. Ochoczo opowiada, jak z tatą budowali zamek z klocków czy grali w piłkę (na usilną prośbę mamy). Byłabym gotowa sama zadzwonić i błagać tego tatę, by częściej niż raz na sześć miesięcy odwiedzał swego syna czy córkę lub chociaż raz na tydzień zadzwonił do dziecka!

Matka jak chleb, ojciec jak sól

Potrzeba posiadania obojga rodziców jest u dzieci niezwykle silna. Brak jednego z nich powoduje bardzo mocny, utrwalony stres. Jeszcze w czasie studiów słyszałam hasło: „Matka jest jak chleb, ojciec jak sól”. Chleb to podstawa pożywienia. Bez soli ostatecznie można się obejść, ale wszystko jest bez smaku. Sól to także najlepszy środek konserwujący. Ojciec jest potrzebny dziecku, szczególnie chłopcom, do kształtowania właściwego obrazu samego siebie, dowartościowania. Mali chłopcy chcą być tacy jak ich ojcowie. Z biegiem lat najczęściej to się zmienia, nierzadko chłopcy pragną stać się zupełnie inni niż rodzic. Jednak potrzeba miłości i przynależności pozostaje w dziecku niezmienna. A dziewczynki? To ojciec stanowi dla nich pierwszy wzór męskości. Ojciec kształtuje w córce poczucie własnej wartości. Pokazuje, jak mężczyzna powinien traktować kobietę, żonę, matkę. Rolę taty w wychowaniu i jego wpływ na dziecko trudno przecenić.

Cywilizacyjny trend

Jakie ma to wszystko przełożenie na sytuację współczesnych rodzin? Rozmawiałam ostatnio z prawnikiem zajmującym się sprawami rodzinnymi w sądzie rejonowym. Zrelacjonował mi rozmowę, jaką przeprowadził z dwiema swoimi koleżankami po fachu. Na podstawie prowadzonych spraw doszli do wniosku, że mężczyźni są bardzo nieodpowiedzialni i – jak szacują – ponoszą winę aż za 95% rozpadów małżeństw. A jak pokazują statystyki, niestety w Polsce rozwodzi się coraz więcej par małżeńskich: obecnie 3 związki na 10. To i tak lepiej niż w USA, Francji czy Hiszpanii – tam rozwodzi się aż 70% par małżeńskich. Prof. Mariusz Jędrzejko, socjolog z Katedry Pedagogiki Wyższej Szkoły Biznesu, określił to w wywiadzie trendem cywilizacyjnym. Rozwodzą się najczęściej pary z krótkim, 2–3-letnim stażem lub ze stażem 20–30-letnim. Przyczyny? Odległość, brak wartości oraz wyścig, by być lepszym. Młodzi małżonkowie nie potrafią radzić sobie z problemami, nie chcą walczyć o związek. Uważają, że jeśli wszystko się zmienia, może zmieniać się też rodzina.

Gdy redaktor zapytał profesora o wzorce, które widzimy w mediach, ten odpowiedział: „Nic dobrego nie pokazują! Aktorzy, celebryci są wzorem, wskazują, że można bez problemu zmieniać partnerów. A wzorzec idola jest zaraźliwy”. Może w Polsce jest lepiej niż w innych krajach, ale coraz częściej gubimy wartości najważniejsze, takie jak prawda i miłość.

Rolę taty w wychowaniu i jego wpływ na dziecko trudno przecenić

Nieuniknione zmiany społeczne?

Możemy to skwitować stwierdzeniem, że postęp cywilizacyjny, przynosząc mnóstwo pozytywnych udogodnień i wynalazków, oznacza także wiele nieuniknionych negatywnych zmian obyczajowych i społecznych. Jednak jesteśmy przerażeni skalą i tempem tych zmian. Z coraz większym zdumieniem czytamy o trendach zachodzących w świecie: mieszkanie par bez ślubu staje się normą, w zasadzie zdziwienie wywołuje zawieranie małżeństwa. Lawinowo wzrasta liczba „eurosierot”, czyli dzieci rodziców, którzy wyjechali do pracy za granicę; od niedawna coraz częściej wyjeżdżają matki. Rośnie popularność matek zastępczych, surogatek. Bardziej dostępne jest korzystanie z banków nasienia (zatem dziecko nigdy się nie dowie, kto jest jego biologicznym ojcem), a także mrożenia i odstępowania zarodków. Wzrasta też liczba krajów dopuszczających małżeństwa homoseksualne oraz adopcję dzieci przez takie pary.

Zdaję sobie sprawę, że zmian cywilizacyjnych i społecznych nie da się powstrzymać. Ale może choć jeden „nieobecny” lub rzadko pojawiający się w domu tata zastanowi się nad tytułowym pytaniem i zadzwoni do swojego dziecka z zapytaniem: „Jak się masz, Skarbie? Czy mogę cię odwiedzić w najbliższą sobotę?”.

Kochający Ojciec

A może jesteś takim dzieckiem opuszczonym przez ojca? Teraz już dorosłym, ale nadal skrycie cierpiącym z tego powodu, że twój tata cię zaniedbywał, nie spełniał swojej roli. Może go nigdy nie spotkałeś albo widziałeś ostatni raz, gdy miałeś kilka lat – i wewnętrznie nadal za nim tęsknisz? Wiele osób opuszczonych przez jednego z rodziców nawet w dorosłym życiu nie potrafi sobie poradzić z pustką i traumatyczną stratą doznaną w dzieciństwie. Wiele dzieci rozwiedzionych rodziców obwinia siebie za rozpad ich małżeństwa. „Gdybym był grzeczniejszy, rodzice by się nie rozwiedli” – mówi dziecko. I nie ma znaczenia, że takie myślenie nie ma żadnego uzasadnienia ani podstaw.

Przypomina ci to twoje doświadczenia? Może uważasz, że właśnie z tej przyczyny do dzisiaj nie potrafisz zbudować zdrowych relacji z innymi ludźmi, a twoje związki się rozpadają? Nadal czujesz ból, odrzucenie, które popycha cię, by znieczulić się na różne sposoby. Próbujesz zrealizować się przez różne aktywności – pracę, karierę – lub przytłumić tęsknotę przez używki – alkohol, narkotyki? Doszedłeś wysoko lub upadłeś nisko. Ale nic nie zagłuszyło twojego bólu. I nie zagłuszy! Jest tylko jeden sposób, by naprawdę sobie z nim poradzić. Tę pustkę naprawdę zapełnić może tylko Niebiański Ojciec. On powiedział, że jest Ojcem wdów i sierot. Możemy być pewni, że – jak zapewnia Pismo Święte – Choćby ojciec i matka mnie opuścili, Pan jednak mnie przygarnie (Psalm 27:10). Przygarnie jak ojciec i powie: Kocham cię, moje dziecko…

Tylko Niebiański Ojciec kocha nas bezwarunkowo i daje siłę, by przebaczyć ziemskim rodzicom doznane krzywdy. Pozwól Mu na to, wylej przed Nim swój ból. A potem, jeśli to konieczne, poszukaj mądrego doradcy, który cię wysłucha i okaże pomoc.

* Wszystkie imiona dzieci są zmienione.