izolacja-czy-relacja
Wiola Niedziela

Izolacja czy relacja

Relacje
W obecnych czasach komunikujemy się ze znajomymi na przeróżne sposoby. Mamy telefony komórkowe, e-maile, portale społecznościowe i wiele, wiele innych możliwości kontaktu. Dużo mówi się o tym, że media, zwłaszcza te o charakterze społecznościowym, bardzo pomagają nam budować relacje.

Portal społecznościowy Facebook obchodzi w tym roku swoje 10-lecie. Został założony w lutym 2004 r. przez studenta Harvardu, Marka Zuckerberga. Polska wersja językowa działa od 2008 r.

Jak to się stało, że Facebook w tak krótkim czasie osiągnął wprost niewyobrażalną popularność? Za jego sprawą możemy w dowolnej chwili nie tylko się z kimś skontaktować, ale też być na bieżąco ze wszystkimi najświeższymi informacjami. Właściwie nie potrzebujemy już wyjść z domu, żeby porozmawiać z dawno niewidzianą osobą, dowiedzieć się, co słychać u przyjaciółki, czy obejrzeć najnowsze zdjęcia osoby, która znajduje się na drugim końcu świata.

Aktualizacja potrzeb?

Można się dziś zastanawiać, czy zwyczajne spotkanie w cztery oczy ma dzisiaj sens, czy nie jest to strata czasu, skoro szybciej i łatwiej jest zagadnąć kogoś na Facebooku. Można też wysnuć wniosek, że popularność portali społecznościowych jest tak wielka, ponieważ szybkie tempo życia wymaga od nas równie nieabsorbujących kontaktów z ludźmi. Tempo życia rzeczywiście się zwiększyło. Ale czego tak naprawdę dzisiaj potrzebujemy? I co można zrobić, aby budowanie realnych, wymagających czasu, bliskich relacji nadal było uważane za priorytet?

Z jednej strony wydaje się, że spośród wszystkich zalet portali społecznościowych, a jest ich dużo, największą jest ta, że możemy mieć naprawdę sporo bliższych lub dalszych znajomych bez specjalnego inwestowania w te relacje. Na pewno portale te sprzyjają nawiązywaniu nowych znajomości bez ograniczeń związanych z odległością geograficzną. Czy jednak „zalajkowanie” informacji lub zdjęcia oznacza, że mamy z kimś rzeczywisty kontakt? Rozmowa przez internet nie może się równać ze spędzeniem razem czasu bez pośpiechu, bezpośrednią rozmową i budowaniem bliskiej więzi.

Relacyjni czy izolujący się

Wielu zaczyna dostrzegać w dzisiejszym społeczeństwie, a zwłaszcza w młodym pokoleniu, zjawisko indywidualizmu idącego w stronę izolacji – a nawet potrzebę izolacji. Czy wirtualne kontakty nie są tego największą oznaką? Okazuje się, że nawet obecność drugiej osoby nie jest dziś uznawana za nadrzędną wartość. Promowane jest raczej życie według takiej hierarchii priorytetów, w której budowanie znaczących relacji nie zajmuje pierwszych miejsc na życiowej liście. Bycie singlem z wyboru stało się modnym trendem. Nawet spontaniczne odwiedziny znajomych to już w dzisiejszych czasach spory nietakt. W relacjach wirtualnych kontakty rysują się raczej zdawkowo, rozmowy są krótkie i nikt się do nas nie zbliży, jeśli to dla nas niewygodne. Wirtualną rozmowę można przecież zakończyć w kilka sekund. Czy jednak ta coraz większa izolacja jest właściwym rozwiązaniem?

Złudne poczucie bliskości

Socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego Dominik Batorski uważa, że „Facebook może wzbudzać złudne poczucie bliskości”. Analizy, które przeprowadził w ramach badań Diagnoza Społeczna w roku 2011 oraz 2013, pokazują, że korzystanie z serwisów społecznościowych kompletnie nie ma znaczenia dla budowania bliskich relacji. Autor dowodzi, że używanie tych portali ma znaczenie w obszarze tzw. słabych więzi, czyli w podtrzymywaniu kontaktów z osobami, z którymi w innym przypadku nie budowalibyśmy relacji. Służy z reguły zdobywaniu informacji i ma charakter bardziej użytkowy.

Bill Hybels powiedział niedawno: „Im bardziej wykorzystuję media społecznościowe, tym bardziej tęsknię za prawdziwym kontaktem twarzą w twarz”. Coś w nas krzyczy, że potrzebujemy obecności drugiej osoby. Potrzebujemy zainteresowania i relacji opartej na szczerości. To właśnie ta głęboka potrzeba bliskich relacji otworzyła drzwi mediom społecznościowym, które tak błyskawicznie zyskały popularność.

Izolacja nie wychodzi nam na zdrowie, ponieważ zostaliśmy stworzeni do relacji

Niebezpieczny trend

Warto się jednak zastanowić, czy media wypełniają tę lukę na naszą korzyść. Nawet jeśli od zawsze byliśmy przekonani, że relacje są w naszym życiu czymś naturalnym, nagle w wielu obszarach mediów rozkręciła się moda na izolację. Objawia się to na różne sposoby. Przykładowo, życie zapracowanego singla z wyboru to dziś bardzo popularny temat rozmów. W wielu programach rozprawia się o plusach i minusach takiego stanu. Scenarzyści umieszczają singla z wyboru w swoich dziełach, psycholodzy tłumaczą definicję tego trendu. Przy czym walczy się ze stereotypami o samotności i przekonuje o zaletach bycia samemu. Promowanie życia w pojedynkę stało się popularne do tego stopnia, że w krajach azjatyckich wymyślono niejeden specyficzny wynalazek –wzmacniający ten stan. Jakiś czas temu w Japonii skonstruowano poduszkę przeznaczoną specjalnie dla singielki. Anatomicznie przypomina męskie ramię; została zaprojektowana w taki sposób, aby zasypiająca kobieta miała wrażenie, że przytula się do człowieka. Hasło reklamowe takiego wynalazku głosi: „Po co ci mężczyzna, skoro możesz przytulić się do samego ramienia?”. Ten groteskowy przykład pokazuje, że promowanie izolacji nie jest już tylko kiepskim żartem. Izolacja staje się ukrywanym tego efektem, nawet jeśli nie była od początku naszym wyborem. To pokazuje, że wylansowanie mody na samotność nie rozwiązuje problemu samotności.

Supersamowystarczalni

Izolacja nie wychodzi nam na zdrowie, ponieważ zostaliśmy stworzeni do relacji. Dlaczego więc tak łatwo dajemy się oszukać, że ich nie potrzebujemy? Po co udawać, że jesteśmy samowystarczalni? Ktoś kiedyś trafnie zauważył, że serce człowieka nie toleruje pustki. Bóg stworzył każdą osobę z głęboką potrzebą relacji, przede wszystkim z Nim samym, ale także z innymi ludźmi. Tworzenie bliskich, znaczących więzi jest podstawowym elementem spełnionego, szczęśliwego życia. Ta najbardziej znacząca, bliska relacja z Bogiem jest odpowiedzią na nasze poszukiwania i pierwszym, właściwym wypełnieniem tej luki.

Jeśli potrzeba znaczących relacji nie zostaje zaspokojona, oferuje się nam dzisiaj mnóstwo „produktów zastępczych”. Niczym w skutecznym marketingu, próbuje się nam sprzedać coraz to nowe trendy, systemy wartości, filozofie: na życie, na zakładanie rodziny (a może bardziej jej niezakładanie), na wychowywanie dzieci, na szybką karierę, na życie w pojedynkę z wyboru, na odmładzanie, na modny wizerunek lub na czerpanie energii ze słońca. Trzeba tylko zadać sobie pytanie: Czy kupujemy te falsyfikaty czy może sami jesteśmy kupieni?

Wylansowanie mody na samotność nie rozwiązuje problemu samotności

Wylansowana izolacja

Jeśli znakiem naszych czasów jest społeczeństwo ukrywające się pod maską izolacji, warto się wychylić i zaryzykować jednoznacznym samookreśleniem: „Potrzebuję relacji, sam sobie nie wystarczam, nie chcę polegać tylko na sobie”. Nawet jeśli po wielu zranieniach niełatwo zdobyć się na taką szczerość, to najrozsądniejszy krok. Ci, którzy zdecydowali się pójść drogą samowystarczalności czy jakiejkolwiek innej mody na sukces, na własnej skórze przekonują się o skutkach. Nawet jeśli nie dzieje się to od razu. W sposób niezamierzony przyjęto trend, który prowadzi w kierunku izolacji.

Czy więc życie według promowanych trendów nie przyprawia o rozczarowanie? Jakiś czas temu miałam okazję obejrzeć spektakl Anny Guzik opowiadający o życiu świadomej singelki. Obraz niby-humorystyczny, niby-zabawny, ale pokazuje, że tak naprawdę każdy z nas nosi w sercu pragnienie bliskich relacji, którego nie da się wymazać, ukryć, schować przed światem. I nawet jeśli ktoś zadzwoni od czasu do czasu albo polubi nasze zdjęcie na Facebooku, nic nie może się równać z fizyczną obecnością drugiego człowieka: rozmową w cztery oczy, bliskością, szczerością, zaufaniem i słowami wypowiedzianymi wprost do serca: lubię cię i cieszę się, że jesteś.

Krok w autentyczność

Chociaż nie znamy wszystkich rozwiązań, możemy być pewni, że sam Bóg, który nas zaprojektował, przeznaczył nas do bliskich i trwałych więzi. Relacja wymaga ryzyka, zrobienia kroku do przodu w kierunku drugiej osoby. Nawet jeśli jesteśmy pełni obaw, boimy się zranień, rozczarowań, nie chcemy się zmieniać, w budowaniu bliskości warto zaryzykować. Być może czasem łatwiej jest nam zostać w „swoich czterech ścianach”, przyjąć postawę izolacji, ale wtedy nigdy nie doświadczymy piękna, jakie wynika z inwestowania w relacje.

Jeden z apostołów dobrze znał zasadę pierwszego kroku, dlatego napisał: Zbliżcie się do Boga, a zbliży się do was (Jakuba 4:8a). Czasem to, co wydaje się tak trudne, wymaga naciśnięcia klamki i otwarcia drzwi, bez względu na to, czy paradoksalnie obawiamy się relacji lub boimy zmian albo nie chcemy rezygnować ze swoich przyzwyczajeń. Dotyczy to relacji z ludźmi, inwestowania w nie, ale jeszcze bardziej odnosi się do relacji z Bogiem. Warto zadać sobie również pytania: Co uważam w życiu za największą wartość? Jakich relacji pragnę? Jak mogą one wyglądać i jaki dzisiaj mogę mieć na to wpływ? To, co najcenniejsze, jest dla nas możliwe.

Jeżeli jeszcze nie otrzymaliśmy odpowiedzi na wszystkie niełatwe pytania, wiemy na pewno, że Bóg nie stworzył nas do izolacji. Jego serce zna nasze najgłębsze potrzeby i jest dla nich życzliwe. Bóg chce dla nas dobra. Jeśli zastanawiamy się, komu dzisiaj można zaufać – to w pierwszej kolejności właśnie Jemu. Bóg jest godny zaufania. On jest w stanie zaskoczyć nas pięknem relacji. Bo prawdą jest, i trzeba to podkreślić, że nasza potrzeba bliskości się nie dezaktualizuje. Nawet w obliczu szybkiego tempa życia i wielu technicznych udogodnień.