zdejmij-sandaly
Estera Wieja

Zdejmij sandały

Izrael
To lato było inne niż wszystkie poprzednie, które spędziłam w Izraelu. Obnażenie postaw ludzkich w obliczu trudności, jakie niesie konflikt zbrojny, było zaskoczeniem dla wielu. Kiedy rozpoczęła się operacja „Obronny brzeg” w Gazie, Izrael musiał stawić czoła dwom obliczom wroga: organizacji terrorystycznej w Strefie Gazy oraz opinii publicznej na świecie.

Bliski Wschód na Zachodzie

W czasie, kiedy media pozwalały sobie na luźne interpretacje wydarzeń na Bliskim Wschodzie, antyizraelscy aktywiści, głównie w zachodniej Europie, wyszli ze swoją złością na ulice. Obraz tego, co działo się później, był zatrważający: płonące samochody, zdewastowane synagogi, wybite szyby w żydowskich sklepach i zamaskowani agresorzy, dumnie prezentujący antysemickie transparenty. Wszystkie tendencje z pierwszej połowy XX w., których Europa najpierw próbowała się wyprzeć, a później zaczęła się wstydzić, powróciły z natężoną siłą. Tym razem już bezwstydnie i bez stwarzania pozorów przyzwoitości.

I choć przypomina to wydarzenia sprzed wieku, tym razem jest inaczej. Żydzi mają teraz swoje państwo, swój skrawek ziemi. Izrael ma własny rząd, odważnych przywódców i wyszkolone wojsko. Jest wyczulony na obrazy podobne do tych z przeszłości. Ilekroć Izraelczycy wspominają wydarzenia Holokaustu, towarzyszy temu zdecydowane hasło: „Nigdy więcej”. I tej obietnicy, z Bożą pomocą, mają zamiar się trzymać. A jednak i w obecnej sytuacji biblijny zapis historii narodu żydowskiego jest dla niego przypomnieniem, że w większości przypadków może liczyć tylko na pomoc samego Boga.

Zwycięstwo należy do Boga. I jako chrześcijanie, tak samo jak naród żydowski, musimy zdecydować, czy staniemy z Bogiem po stronie prawdy i sprawiedliwości

U boku Zwycięzcy

Nie będę szermować stwierdzeniem „Bóg stoi po stronie Izraela”, bo często jest ono nadużywane. Bóg wybrał i kocha ten naród, ale również to Izrael musi „stać po stronie Boga”. Dodałabym nawet, że jest różnica pomiędzy tymi stwierdzeniami jest dobra i istotna. Zwycięstwo należy do Boga. I jako chrześcijanie, tak samo jak naród żydowski, musimy zdecydować, czy staniemy z Bogiem po stronie prawdy i sprawiedliwości.

Jednym z moich ulubionych fragmentów biblijnych jest historia Jozuego i opis jego spotkania z Dowódcą Bożej armii. Na pytanie Jozuego, czy ten jest z nimi czy przeciwko nim, Boży Dowódca odpowiedział: Nie. Przedstawił się jako Wódz wojska Pana, a po chwili dodał: Zdejm z nóg sandały swoje, bo miejsce, na którym stoisz, jest święte. I Jozue natychmiast tak uczynił (Ks. Joz. 5:13–15). W kolejnych rozdziałach i księgach Biblii możemy przeczytać, że Pan Bóg nieraz walczył w wojnach Izraela i z Bożej ręki Izrael często otrzymywał zwycięstwo. Czytamy również o tym, jak bardzo Bóg pragnął współpracy ze strony swojego umiłowanego ludu.

Ten sam wróg

Upłynęły ponad trzy milenia, a te wojny nadal trwają. Śledząc wydarzenia w Strefie Gazy z ostatnich miesięcy, często pytałam Pana Boga, dlaczego takie rzeczy mają miejsce i co On, Święty Bóg, o tym myśli. Widok rodzin żydowskich, które straciły swoich synów, rozdzierał mi serce. Podobnie zdjęcie arabskiego lekarza płaczącego w szpitalnym korytarzu w Gazie w reakcji na koszmar, w którym się znalazł z racji zawodu, dotykało głębi duszy.

Nie negując tragicznego położenia wielu niewinnych Arabów na Bliskim Wschodzie, pamiętajmy, że są oni ofiarą tego samego wroga, który walczy z Izraelem

Zarówno Żydzi, jak i Arabowie stanęli twarzą w twarz z zaciętym wrogiem. Gloryfikacja śmierci i okrutne próby zabijania niewinnych osób (poprzez ataki terrorystyczne bądź za pomocą rakiet) to obecna wizytówka Hamasu. Ale nie dajmy się zwieść myśleniu, że ten agresor jest skupiskiem całego zła i wystarczy tylko go pokonać, by nastał pokój.

Wróg Świętego Boga to daleko więcej niż Hamas w Strefie Gazy. Pod wpływem nienawiści mordowani są chrześcijanie w Syrii, Iraku i nie tylko. W sytuacji takiej jak ta nie możemy zapominać, kto jest prawdziwym wrogiem: Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich (List do Efez. 6:12).

Sprzeciwiając się złu

Duże wrażenie zrobiła na mnie relacja izraelskiego żołnierza z linii frontu. Opowiadał o tym, jak przed samą granicą Gazy kilkuset uzbrojonych żołnierzy otrzymało błogosławieństwo rabina, który, nawiązując do świątynnego kapłaństwa, błogosławił im i przypomniał, by się nie bali, bo wychodząc na bitwę, nie idą sami – ale idzie z nimi Święty Bóg.

W tym wyznaniu nie było poczucia wyższości. Nie sugerowano, że Pan Bóg kocha Żydów bardziej niż Arabów. Nie chodziło też o wypowiedzenie jakiejś mantry na szczęście. Wręcz przeciwnie. To krótkie błogosławieństwo było jak „zdjęcie sandałów”. Przypomnienie o tym, że zwycięstwo nie będzie należało do nich, ale do Boga.

Słuchając tej krótkiej relacji jednego żołnierza, miałam pełną świadomość, że niewielu z nich żyje z Bogiem, a jeszcze mniej zna Mesjasza Jezusa. Ale zaczęłam znowu myśleć o narodzie żydowskim, który znamy ze Starego Testamentu. Jak wiele było w tym narodzie słabości, rozdarcia, a nawet powątpiewania i buntu. A mimo to, ilekroć ten naród potrafił się ukorzyć, Pan Bóg zawsze mu pomagał. I po tych tysiącach lat, przy granicy z Gazą, dzisiaj w ręku rabina jest to samo Święte Słowo; powtarzane są te same słowa błogosławieństwa i zachęcenia, a na dodatek – w tym samym języku!

Jak dzieci Króla

I w tym tkwi sedno wszystkiego. Zwycięstwem Izraela nie jest ofensywa militarna, ale ukorzenie się przed Świętym Bogiem. Zwycięstwem jest apel izraelskiego rządu, by każdy obywatel Izraela modlił się o swoich żołnierzy zgodnie z Psalmem 91. A ostatecznym i największym zwycięstwem Izraela będzie zawołanie: Błogosławiony, który przychodzi w Imieniu Pańskim, Król Izraela, Mesjasz Jezus (zob. Ew. Łuk. 13:35c).

Do tego czasu naszym obowiązkiem jest przeciwstawiać się złu, błogosławić ten naród pokojem szalom i sprowadzać Boże Królestwo na ziemię. Z Pisma Świętego wiemy, że im bliżej jesteśmy powtórnego przyjścia Pana Jezusa, tym więcej będziemy słyszeć o wojnach, a nawet znajdziemy się w ich centrum. I wbrew temu całemu złu zostaliśmy powołani, by przynosić uleczenie i nadzieję.

Pan Jezus, w pełni świadomy tego, że większość Jego uczniów czeka brutalna śmierć, a Jego naśladowców – liczne wojny i wygnanie, powiedział: Chorych uzdrawiajcie, umarłych wskrzeszajcie, trędowatych oczyszczajcie, demony wyganiajcie (Ew. Mat. 10:8a). Dlaczego tyle nadziei w obliczu niechybnych tragedii? Ponieważ nie jesteśmy już z tego świata, ale zwiastujemy Tego, który zwyciężył śmierć.

Stali i niewzruszeni

W obecnych czasach występowanie w obronie prawdy, a szczególnie opowiadanie się po stronie i w obronie Izraela jest ogromnie trudne. Stając twarzą w twarz z zażartymi przeciwnikami Izraela, najczęściej słyszymy oskarżenia pod jego adresem z powodu „biednych Palestyńczyków”. Nie negując tragicznego położenia wielu niewinnych Arabów na Bliskim Wschodzie, pamiętajmy, że są oni ofiarą tego samego wroga, który walczy z Izraelem.

Nasze modlitwy mogą uratować życie. Każdy chrześcijanin powinien czuć się zobowiązany do modlitwy nie tylko za Izrael, ale także za życie tych, którzy z odwagą stają w obronie prawdy. Bądźmy wytrwali w ogłaszaniu Bożej dobroci i sprawiedliwości. Nadszedł czas, żeby zdjąć sandały i ukorzyć się przed Dowódcą Bożych wojsk. Nie traćmy z oczu celu, który jest wyższy niż walka z wrogiem: jest nim ogłaszanie zbawienia, czyli ratunku dla każdego człowieka. Bóg powołał nas, by ratować kolejnych. Moja dusza nabiera większej energii i entuzjazmu, kiedy o tym myślę: jesteśmy wojownikami nie po to, żeby niszczyć, ale żeby ratować, leczyć i budować.